poniedziałek, 22 stycznia 2018

Bloodlust R15: Prezent

Kadaj spał spokojnie jakieś dwie godziny. Później zrobiło mu sięnie wygodnie i przewrócił się na drugi bok. Tak przespał jeszcze pół. Znówwrócił na poprzednią pozycje. Przebudził się i westchnął cicho, ale jeszcze nieotwierał oczu.
Wampir leniwie obserwowałchłopaka. Wiedział, jak się budzi, ale nie reagował. Leżał i patrzył na powoliożywiającą się  twarz chłopaka. Uznał żeto jeden z najpiękniejszych widoków, w jego życiu, ale zaraz zganił się zatakie pomysły.
Chłopak zamruczał cicho i otworzyłoczy. Wpatrywał się teraz prosto w przyglądającego mu się mężczyznę. Powolidocierało do niego, co niedawno zaszło. Spojrzał na Shine dziwnie. Byłskołowany. Wiedział, że wampir wykorzystał chwilę jego słabości, nawet jeślibył przy tym tak delikatny. Mimo wszystko czuł się oszukany. I zraniony.
- Wykąpiemy się przed obiadem? –Zapytał bez większego entuzjazmu. I tak jakoś cicho. Przeciągnął się lekko ispojrzał na niego, ale nie patrzył mu w oczy.
- Owszem, ale nie przeciągaj misię tak w wannie, bo jednak się nie powstrzymam i drugą połowę dnia tezprześpisz – pocałował go w półotwarte po śnie usta.
Chłopak odepchnął go od siebielekko. Wampir spojrzał na niego uważniej, a Kadaj spuścił wzrok speszony. Natwarzy mężczyzny niespodziewanie dojrzał troskę.
- Skrzywdziłem cię? – Zapytałwampir cicho.
- Nie – odpowiedź była ledwosłyszalna – tylko ja… nie… – zacisnął oczy – nie byłem tak do końca… gotowy…– westchnął nerwowo.
Wampir patrzył naniego poważnie, ale nic nie mówił, bo co niby miał zrobić? Przeprosić!?Przecież chłopak był zabawką! W końcu tylko pogłaskał go po włosach.
- Swoją drogą mógłbyś mnie zanieśćdo łazienki? – Padło kolejne, ciche pytanie blondyna – ja sam chyba nie bardzodam radę. Znaczy właściwie to dam ale…
Nie musiał kończyć. Czarnowłosy wstał, pogłaskał go po głowie, apotem wziął na ręce i poszedł z nim do łazienki. Machnięciem dłoni odkręciłciepła wodę i po chwili wsunął się do niej wraz z chłopakiem.
- Rozleniwisz się, wiesz? –Wyszeptał, całując go w ucho i zastanawiając się czy dobrze robi.
- Ja się rozleniwiam? – Prychnął,ale z niepewnym uśmiechem – to może mi pan łaskawie powie przez kogo? Kto mniekarmi, nosi i czasami traktuje jak małe dziecko? – Patrzył na niego z lękiem,ale przez ten lęk przebijała wesołość. W końcu jego właściciel był teraz takidelikatny.
- Ale ja to lubię – dodał pochwili przerwy – no i przy takim wysiłku fizycznym jaki mi fundujesz nie maszans żebym przytył – zrobił przytyk do nie przemijającego libido krwiopijcy.Zanurzył się zadowolony w ciepłej wodzie i na powierzchnie wystawał tylko jegonos i czubek głowy.
Shina trzymał chłopaka w pasie, nadal asekurując, jakby był małymdzieckiem. Nic na to nie potrafił poradzić. Ludzie zdawali mu się straszniekrusi i po prostu się o niego troszczył. Samego go to zaskakiwało. Ale po tym,co zrobił chłopakowi nie bardzo potrafił przestać się nim zajmować. Wlał dowody odrobinę różanego olejku i prysnął taka wodą w chłopaka.
- I jak? Pasuje?
Kadaj starł wodę z policzkaśmiejąc się radośnie.
- Pasuje, pasuje – przytuliłwampira krótko – naprawdę nie musisz mnie tak trzymać. Nie utonę ani niezemdleje. Możesz mi uwierzyć.
- Wole być pewnym, niż wierzyć –odparował filozoficznie, zaciskając ręce na bokach chłopaka i zaczynając godelikatnie masować – aż tak ci nie wygodnie?
- Wygodnie tylko wiesz ja się tutylko kąpać przyszedłem.
Odsunął się nieznacznie sięgającpo butelkę z płynem. Nalał odrobinę na ręce i potarł nimi o siebie tworzącpiane. Zaczął powoli namydlać klatkę piersiową wampira nie patrząc na jegomocno zdziwioną minę.
Wampir był bardzo zszokowanyzachowaniem niewolnika, ale i zadowolony. Odchylił głowę do tyłu, pozwalającchłopakowi na wszystko, na co tylko miał ochotę i rozluźnił się zupełnie,przyjmując pieszczotę mruczeniem.
Kadaj przeniósł dłonie na ramiona wampira. Przysunął się przy tymdo niego i sam przy okazji pokrył pianą. Zachichotał kiedy odrobina znalazłasię na jego nosie. Nie mógł jej ściągnąć mając całe ręce w pianie. Krzywił sięwiec tylko zabawnie. W końcu Shina zlitował się nad nim i starł mu piane znosa.
- No, kontynuuj – mruknął – tojest bardzo przyjemne.
Chłopak uśmiechnął się. Masował gojeszcze przez pewien czas, a potem namydlił jego kark, w części do któregodosięgał. Przeczesał palcami długie teraz mokre włosy mężczyzny. Uwielbiał je.Mógłby je dotykać godzinami i nigdy mu się nie znudzą.
Wampir chwycił chłopaka za biodra, sadzając go sobie pewniejna kolanach.
- Tak będzie wygodniej – szepnął. Nabrał odrobinę olejku inieśpiesznie rozprowadzał go po plecach chłopaka, myjąc je delikatnie.
Kadaj aż przymknął oczy. Oparł czoło o ramie wampira. Zamruczałjak zadowolony mały kociak. Właściwie to był juz głodny, ale stwierdził ze możejeszcze troszkę poczekać.
Shina musnąłwargami czoło chłopaka i skończył go namydlać, następnie delikatnie zmył zniego pianę i przysunął do siebie, tak, ze chłopak przylegał do niego całymciałem.
- Teraz tylko skończ, co zacząłeś, i powiedz, co chcesz naobiad, bo ja chciałbym coś, a raczej kogoś, kogo nie mogę.
Polizał wymownie jego szyję, przygryzając ją lekko, nieprzecinając jednak skóry. Kadaj zachichotałtylko cicho.
- Przestań to łaskocze.
Powoli spłukał piane z karku wampira. Przeczesał jeszcze razdłonią jego mokre włosy i odsunął się troszeczkę. W odpowiedzi na to wampirprzysunął się do niego i pocałował go w szyję. Potem stworzył na niej czerwonąmalinkę.
- Może już chodźmy dobrze? – Zaczął zaniepokojony chłopak,ale umilkł, kiedy wampir przejechał po zaczerwienieniu językiem. Pozwolił wyciągnąćsię z wody i wytrzeć do sucha.
Chwycił w dłonie  mokre włosy wampira i zacząłsuszyć je ręcznikiem. Później wziął szczotkę i delikatnie je rozczesał. Gdyskończył wtulił się delikatnie w plecy mężczyzny. Ten obrócił się i pogłaskał go po włosach.
- Już idziemy – szepnął. Wyszedł z łazienki, prowadzącobjętego ramieniem chłopaka. Wsadził go do łóżka. – Jeszcze nie jesteś zdrowy –wyjaśnił. Podszedł do szafy i zaczął w niej czegoś szukać.
-Wiem wiem – mruknął chłopak. Z radością zauważył, że gdyich nie było cała pościel została wymieniona. Położył się wygodniej. Przymknąłna chwile oczy by zaraz je otworzyć i zacząć przypatrywać się mężczyźnie.
Shina wybrałkrótki błękitny sweterek i białe, poszarpane na dole dżinsy. Do tego krótki,skórzany paseczek, w roli bransoletki. Był gruby i z ozdobną, wyobrażającąsmoka srebrną klamerką. Podszedł do chłopca, kładąc to wszystko na łóżku inachylił się nad nim, delikatnie muskając jego usta.
- Jesteś śliczny – pogłaskał go po policzku – moja idealnazabaweczka.
Blondyn skrzywiłsię odrobinę, ale nie zaprzeczył. Doskonale zdawał sobie sprawę, kim jest.Czasem tylko zastanawiał się czemu wampir nie pozbył się go kiedy był w szoku,po tamtym wtargnięciu do umysłu. Przecież zepsute zabawki się wyrzuca.Przeciągnął się lekko i naciągnął na siebie ubrania. Usiadł na łóżku czekającaż wampir poprowadzi go do jadalni. Nie był jeszcze tak chory żeby jeść włóżku. A poza tym obiad w łóżku wydawał mu się jakiś taki nieodpowiedni.
Wampir usiadł obok chłopaka, uśmiechając się lekko ipocałował go w szyję.
- Właśnie – szepnął – zapomniałem o czymś. Wyjął z kieszenidelikatny, srebrny, długi łańcuch i przypiął go do obejmującej dłoń chłopakaskórzanej bransoletki – to kara za pyskowanie – wymruczał – nie wolno ciwychodzić z pokoju, a jeśli już, to tylko ze mną – znowu musnął jego szyję – ina łańcuszku.
Kadaj wzruszyłramionami. Co to za różnica czy na łańcuchu czy bez. W końcu i tak tutajwidziała go tylko służba. Podniósł się lekko i ruszył dwa kroki za wampirem dojadalni.
Aranye uśmiechnąłsię wrednie. Skoro chłopak tak zareagował na łańcuch, postanowił, że może sięzabawić trochę bardziej, ale później. Weszli do tej samej jadalni, copoprzednio. Wampir znowu usadził sobie chłopaka na kolanach, całując w ucho iczekając, aż służba wyjdzie.
Kadaj zmarszczył brwi niezadowolony. Miał już dosyć takiegojadania. Przecież nie był dzieckiem.
- Zostaw, chcę zjeść sam.
Burknął cicho i odsunął się na siedzenie obok. Łańcuszek naciągnąłsię na jego nadgarstku, wiec wampir nieco go poluźnił. Na razie nieprotestował. Planował dla chłopak  małąniespodziankę, więc mógł mu trochę odpuścić. Trochę i na krótko.
Gdy tylko wnieśli półmiski Kadaj zaraz zabrał się zajedzenie. Nakładał sobie na talerz wszystkiego po trochu. Wcale nie przejmowałsię siedzącym obok wampirem. Był po prostu głodny. Chciał wyciągnąć drugą rękępo sok ale łańcuszek na nadgarstku mu przeszkodził. Prychnął cicho i położyłwidelec. Wyciągnął wolna rękę po szklankę.
Widząc to Shina uśmiechnął się delikatnie. Nachylił się nadchłopakiem i pocałował go w ramię.
- Czyżby coś przeszkadzało? – Zachichotał, błyskajączłośliwymi iskierkami w oczach. Chłopak spojrzał na niego lekko zdenerwowany.
- Nie nic oprócz tego żelastwa na mojej ręce.
Uniósł dłoń i pomachał ręką. Srebrny łańcuszek zadzwoniłcicho.
- Cóż – zaczął filozoficznie mężczyzna – ja tu pomóc niemogę – mruknął – jak kara to kara – wybuchnął dziwnie nieprzyjemnym śmiechem -ale nie martw się, na kolacji już tego nie będziesz miał.
- Każesz mnie pomimo że byłem grzeczny. To jestniesprawiedliwe – burknął i naburmuszony oparł brodę na dłoni. I tak nie wierzyłwampirowi ze mu to zdejmie. Pewnie wymyśli coś jeszcze gorszego. Skończyłjedzenie i podniósł się z krzesła. Stał i czekał na czarnowłosego. Bez niegonie mógł się ruszyć.
W końcu Aranye też wstał. Nachylił się nad chłopakiem,całując go w szyję.
- Kiedy się złościsz jesteś jeszcze piękniejszy – mruknął. Objąłgo w pasie i wyszedł z jadalni. Poprowadził go do kolejnego z nieznanychkorytarzy.
- Jesteś zmęczony? – Zapytał w połowie drogi, widząc, jakchłopak zaczyna zwalniać.
- Tak jestem zmęczony, bo jestem chory jak już o tymzapomniałeś. A ty ciągając mnie na jakimś sznurku wcale mi tego nie ułatwiasz.
Zatrzymał się patrząc hardo na wampira. Miał tylko nadziejeze on znów się nie zacznie denerwować. Tyłek i tak już dostatecznie go bolał.
Shina westchnąłi wziął chłopaka na ręce.
- Tak lepiej? – Zapytał, oplatając sobie sunący po ziemisznurek dookoła nadgarstka i całując chłopaka czule. Objął go, przytulając dosiebie i ruszył. Miał dla małego niespodziankę. Trochę bólu i troszeczkęsłodyczy. Tak dla równowagi.
Chłopak tylko westchnął. Znów był noszony jak małe dziecko. Zacząłrozglądać się ciekawie po korytarzu. Nigdy wcześniej tutaj nie był.
- Tak właściwie to gdzie my idziemy ?
- Niespodzianka – szepnął mężczyzna tajemniczo. Wyszedł z zazakrętu i zasłonił chłopcu oczy – zaraz zobaczysz.
Skręcił jeszcze raz i podszedł do znajdujących się na środkukorytarza szklanych drzwi. Pchnął je i wsunął się do wnętrza olbrzymiegopomieszczenia. Była to wielka, oszklona oranżeria. Wszędzie wokoło otaczały ichegzotyczne rośliny. Za razie stali na tarasie. Wampir podszedł do barierki iodsłonił oczy chłopca. Z tarasu rozlegał się przepiękny widok. Kaskady roślinnościograniczone horyzontem z przejrzystych szklanych tafli, a za nimi widok namorze. Wokół unosił się przyjemny zapach ziemi i kwiatów.
- Podoba ci się? – Zapytał. Od dzisiaj to miejsce jesttwoje. Możesz tu robić co chcesz, i ja ci niczego nie zabronię – szepnął,całując go w ucho – i o ile mnie nie rozgniewasz.
Sam nie wiedział, dlaczego to robi. Może nawet nie chciał otym myśleć. Przecież wampiry dają prezenty swoim towarzyszom. A chłopak napewno nie był dla niego aż tak ważny. Nie, to nie możliwe. Po prostu lubił tegodzieciaka. Dlatego ten prezent. Żadnych, innych podtekstów.
- Od kiedy to zabawkom daje się takie prezenty? – Ciszeprzeciął naładowany emocjami szept chłopaka.
Patrzył na niego zdumiony zupełnie nie rozumiejącpostępowania wampira. Odsunął się odrobinkę i lekko dotknął jednego z kwiatów.Wokół rozniósł się słodki zapach. Kadaj skrzywił się i kichnął kiedy pyłekwleciał mu do nosa. Chciałby iść dalej ale łańcuszek przyczepiony do jegonadgarstka mu na to nie pozwalał. Wampirpochylił się i pocałował go w policzek.
- Ulubionym się daje, ale na razie zaczekaj. Musze cię komuśprzedstawić.
Objął chłopaka i powoli zaczął schodzić z wielkich schodów. Wkońcu byli na trzecim piętrze. Kiedy zeszli na sam dół coś zaszeleściłoniepokojąco i z krzaków wysunął się najpierw czarny, błyskający złotymiślepiami łeb, a potem reszta pantery. Za nią kolejna. Patrzyły na blondynadziwnie, jakby zastanawiając się, czy zaatakować.
Kadaj pisnąłcicho i schował się za plecami wampira. Przylgnął do niego mocno chwytającpalcami za jego koszule.
- Chcesz mnie zostawić tutaj na pożarcie dla tych potworów ?
Nawet Bestia w porównaniu z nimi wydawała się łagodna. Schowałtwarz w materiał jego ubrań starając się nie patrzeć na boki.
- Cicho – szepnął rozbawiony Aranye. Pociągnął go do przodui objął uspokajająco. Pazurem lekko naciął własną dłoń, a potem dłoń chłopaka. Zaczekał,aż krew się zmiesza i podsunął swoja, wciąż obejmującą dłoń chłopaka rękę podnos największej pantery.
- Teraz będą wiedziały, ze jesteś mój – szepnął – i nieodważą się ciebie tknąć. Wiec spokojnie.
Kadaj i taksię bał. Pantera patrzyła na niego złowieszczo. Znowu ukrył twarz w jegokoszuli zabierając rękę z przed nosa wielkiego kota tak szybko jak się tylkodało. Ogród był piękny, ale te potwory po nim łażące stanowczo mu się niepodobały.
Wampir spojrzał na kota karcąco, obejmując blondyna w pasie.Pantera szybko zrozumiałą swój błąd. Opuściła głowę i podeszłą do chłopaka. Terazjuż wiedziała, ze to nie jest zwyczajna zabawka szefa. To jej nowy właściciel. Przysunęłasię jeszcze bliżej, ocierając o chłopaka i zostawiając na nim swój zapach.
Kadaj znów pisnąłprzerażony. Był pewien ze pantera chce mu odgryźć nogę. Po chwili widząc, żenic takiego się nie dzieje, a wściekłe bydle zmienia się w potulnego kotkauspokoił się nieznacznie. Drżącą dłoń niepewnie opuścił na grzbiet kota.Pogłaskał go lekko ale zaraz się odsunął znów przylegając do wampira. Wciąż niebył pewny tego zwierzaka.
- Nie martw się – zachichotał mężczyzna- właśnie dała ci dozrozumienia, że zostałeś zaakceptowany. Razem z tym miejscem dostajeszwszystko, co się tu znajduje. Ona ci wszystko pokaże. Nie bój się. Ona turządzi i chyba uznała cię za swojego nowego pana.
Chłopak spojrzał już pewniej na wampira i odsunął się trochędalej.
- Wiesz narażasz mnie tutaj na straszne stresy.
Usiadł na trawie opierając się o jego nogi. Przecież i takna tym łańcuszku nie mógł się ruszyć nigdzie dalej.
Shina pochyliłsię nad chłopakiem, całując go w ucho.
- Jestem głodny i muszę wyjść się posilić – zrobił wymownąpauzę. Odpiął łańcuszek z jego nadgarstka i schował go do kieszeni – siedź tu,aż wrócę.
Kadaj z ulgą przyjąłodpięcie smyczki. Nie oglądając się na wampira odbiegł w głąb lasku razem zwielką panterą. Znalazł mały strumyczek z czystą woda. Siedział nad nim przezchwile mocząc ręce albo po prostu gładząc panterę po szerokim grzbiecie. Juz zaczynałsię do niej przyzwyczajać. W końcu nie był jakiś strachliwy tylko czasem mu sięzdarzało. A pantery do tej pory oglądał tylko w zoo.
Shina jeszczeprzez chwilę jeszcze patrzył za chłopakiem, nie do końca pewny tego, co chciałmu zrobić wieczorem ale przestał tym sobie zawracać głowę. Spojrzał na niegoostatni raz i odszedł, widząc, jak kocica zaczyna się łasić. Nie był pewien,ale cos mu mówiło, ze teraz mały był jej całkowitym właścicielem i nawet, gdybykazał jej go zaatakować, to by to zrobiła. Westchnął i wyszedł. Miał wrócićdopiero wieczorem.
Kadaj biegałpo lesie oglądając wszystkie zwierzęta i rośliny. Zajęło mu to całkiem sporoczasu. I bardzo zmęczyło. Oranżeria była ogromna. Znużony usiadł pod jakimśdrzewem. Kocica ułożyła się zaraz obok niego, oplatając go ogonem. Pogłaskał jąpo karku i wtulił w jej ciepłe futro. Było wyjątkowo miękkie. I tak czarne, jaknoc. Zaczął cichutko pomrukiwać. Przymknął oczy, zaciskając lekko ręce na jejfutrze. Nawet nie zauważył kiedy zasnął. Tylko kocica spoglądała na niegouważniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz