Kadaj
spał spokojnie jakieś dwie godziny. Później zrobiło mu sięnie wygodnie i
przewrócił się na drugi bok. Tak przespał jeszcze pół. Znówwrócił na
poprzednią pozycje. Przebudził się i westchnął cicho, ale jeszcze
nieotwierał oczu.
Wampir leniwie obserwowałchłopaka. Wiedział, jak się budzi, ale nie reagował. Leżał i patrzył na powoliożywiającą się twarz chłopaka. Uznał żeto jeden z najpiękniejszych widoków, w jego życiu, ale zaraz zganił się zatakie pomysły.
Chłopak zamruczał cicho i
otworzyłoczy. Wpatrywał się teraz prosto w przyglądającego mu się
mężczyznę. Powolidocierało do niego, co niedawno zaszło. Spojrzał na
Shine dziwnie. Byłskołowany. Wiedział, że wampir wykorzystał chwilę jego
słabości, nawet jeślibył przy tym tak delikatny. Mimo wszystko czuł się
oszukany. I zraniony.
- Wykąpiemy się przed
obiadem? –Zapytał bez większego entuzjazmu. I tak jakoś cicho.
Przeciągnął się lekko ispojrzał na niego, ale nie patrzył mu w oczy.
- Owszem, ale nie
przeciągaj misię tak w wannie, bo jednak się nie powstrzymam i drugą
połowę dnia tezprześpisz – pocałował go w półotwarte po śnie usta.
Chłopak odepchnął go od
siebielekko. Wampir spojrzał na niego uważniej, a Kadaj spuścił wzrok
speszony. Natwarzy mężczyzny niespodziewanie dojrzał troskę.
- Skrzywdziłem cię? – Zapytałwampir cicho.
- Nie – odpowiedź była ledwosłyszalna – tylko ja… nie… – zacisnął oczy – nie byłem tak do końca… gotowy…– westchnął nerwowo.
Wampir patrzył naniego
poważnie, ale nic nie mówił, bo co niby miał zrobić?
Przeprosić!?Przecież chłopak był zabawką! W końcu tylko pogłaskał go po
włosach.
- Swoją drogą mógłbyś mnie
zanieśćdo łazienki? – Padło kolejne, ciche pytanie blondyna – ja sam
chyba nie bardzodam radę. Znaczy właściwie to dam ale…
Nie musiał kończyć. Czarnowłosy
wstał, pogłaskał go po głowie, apotem wziął na ręce i poszedł z nim do
łazienki. Machnięciem dłoni odkręciłciepła wodę i po chwili wsunął się
do niej wraz z chłopakiem.
- Rozleniwisz się, wiesz? –Wyszeptał, całując go w ucho i zastanawiając się czy dobrze robi.
- Ja się rozleniwiam? –
Prychnął,ale z niepewnym uśmiechem – to może mi pan łaskawie powie przez
kogo? Kto mniekarmi, nosi i czasami traktuje jak małe dziecko? –
Patrzył na niego z lękiem,ale przez ten lęk przebijała wesołość. W końcu
jego właściciel był teraz takidelikatny.
- Ale ja to lubię – dodał
pochwili przerwy – no i przy takim wysiłku fizycznym jaki mi fundujesz
nie maszans żebym przytył – zrobił przytyk do nie przemijającego libido
krwiopijcy.Zanurzył się zadowolony w ciepłej wodzie i na powierzchnie
wystawał tylko jegonos i czubek głowy.
Shina trzymał
chłopaka w pasie, nadal asekurując, jakby był małymdzieckiem. Nic na to
nie potrafił poradzić. Ludzie zdawali mu się straszniekrusi i po prostu
się o niego troszczył. Samego go to zaskakiwało. Ale po tym,co zrobił
chłopakowi nie bardzo potrafił przestać się nim zajmować. Wlał dowody
odrobinę różanego olejku i prysnął taka wodą w chłopaka.
- I jak? Pasuje?
Kadaj starł wodę z policzkaśmiejąc się radośnie.
- Pasuje, pasuje –
przytuliłwampira krótko – naprawdę nie musisz mnie tak trzymać. Nie
utonę ani niezemdleje. Możesz mi uwierzyć.
- Wole być pewnym, niż
wierzyć –odparował filozoficznie, zaciskając ręce na bokach chłopaka i
zaczynając godelikatnie masować – aż tak ci nie wygodnie?
- Wygodnie tylko wiesz ja się tutylko kąpać przyszedłem.
Odsunął się nieznacznie
sięgającpo butelkę z płynem. Nalał odrobinę na ręce i potarł nimi o
siebie tworzącpiane. Zaczął powoli namydlać klatkę piersiową wampira nie
patrząc na jegomocno zdziwioną minę.
Wampir był bardzo
zszokowanyzachowaniem niewolnika, ale i zadowolony. Odchylił głowę do
tyłu, pozwalającchłopakowi na wszystko, na co tylko miał ochotę i
rozluźnił się zupełnie,przyjmując pieszczotę mruczeniem.
Kadaj
przeniósł dłonie na ramiona wampira. Przysunął się przy tymdo niego i
sam przy okazji pokrył pianą. Zachichotał kiedy odrobina znalazłasię na
jego nosie. Nie mógł jej ściągnąć mając całe ręce w pianie. Krzywił
sięwiec tylko zabawnie. W końcu Shina zlitował się nad nim i starł mu
piane znosa.
- No, kontynuuj – mruknął – tojest bardzo przyjemne.
Chłopak uśmiechnął się.
Masował gojeszcze przez pewien czas, a potem namydlił jego kark, w
części do któregodosięgał. Przeczesał palcami długie teraz mokre włosy
mężczyzny. Uwielbiał je.Mógłby je dotykać godzinami i nigdy mu się nie
znudzą.
Wampir chwycił chłopaka za biodra, sadzając go sobie pewniejna kolanach.
- Tak będzie wygodniej – szepnął. Nabrał odrobinę olejku inieśpiesznie rozprowadzał go po plecach chłopaka, myjąc je delikatnie.
Kadaj aż przymknął oczy. Oparł czoło
o ramie wampira. Zamruczałjak zadowolony mały kociak. Właściwie to był
juz głodny, ale stwierdził ze możejeszcze troszkę poczekać.
Shina musnąłwargami
czoło chłopaka i skończył go namydlać, następnie delikatnie zmył zniego
pianę i przysunął do siebie, tak, ze chłopak przylegał do niego
całymciałem.
- Teraz tylko skończ, co zacząłeś, i powiedz, co chcesz naobiad, bo ja chciałbym coś, a raczej kogoś, kogo nie mogę.
Polizał wymownie jego szyję, przygryzając ją lekko, nieprzecinając jednak skóry. Kadaj zachichotałtylko cicho.
- Przestań to łaskocze.
Powoli spłukał piane z karku
wampira. Przeczesał jeszcze razdłonią jego mokre włosy i odsunął się
troszeczkę. W odpowiedzi na to wampirprzysunął się do niego i pocałował
go w szyję. Potem stworzył na niej czerwonąmalinkę.
- Może już chodźmy dobrze? – Zaczął
zaniepokojony chłopak,ale umilkł, kiedy wampir przejechał po
zaczerwienieniu językiem. Pozwolił wyciągnąćsię z wody i wytrzeć do
sucha.
Chwycił w dłonie mokre włosy wampira i zacząłsuszyć je ręcznikiem. Później wziął szczotkę i delikatnie je rozczesał. Gdyskończył wtulił się delikatnie w plecy mężczyzny. Ten obrócił się i pogłaskał go po włosach.
Chwycił w dłonie mokre włosy wampira i zacząłsuszyć je ręcznikiem. Później wziął szczotkę i delikatnie je rozczesał. Gdyskończył wtulił się delikatnie w plecy mężczyzny. Ten obrócił się i pogłaskał go po włosach.
- Już idziemy – szepnął. Wyszedł z
łazienki, prowadzącobjętego ramieniem chłopaka. Wsadził go do łóżka. –
Jeszcze nie jesteś zdrowy –wyjaśnił. Podszedł do szafy i zaczął w niej
czegoś szukać.
-Wiem wiem – mruknął chłopak. Z
radością zauważył, że gdyich nie było cała pościel została wymieniona.
Położył się wygodniej. Przymknąłna chwile oczy by zaraz je otworzyć i
zacząć przypatrywać się mężczyźnie.
Shina
wybrałkrótki błękitny sweterek i białe, poszarpane na dole dżinsy. Do
tego krótki,skórzany paseczek, w roli bransoletki. Był gruby i z
ozdobną, wyobrażającąsmoka srebrną klamerką. Podszedł do chłopca, kładąc
to wszystko na łóżku inachylił się nad nim, delikatnie muskając jego
usta.
- Jesteś śliczny – pogłaskał go po policzku – moja idealnazabaweczka.
Blondyn skrzywiłsię
odrobinę, ale nie zaprzeczył. Doskonale zdawał sobie sprawę, kim
jest.Czasem tylko zastanawiał się czemu wampir nie pozbył się go kiedy
był w szoku,po tamtym wtargnięciu do umysłu. Przecież zepsute zabawki
się wyrzuca.Przeciągnął się lekko i naciągnął na siebie ubrania. Usiadł
na łóżku czekającaż wampir poprowadzi go do jadalni. Nie był jeszcze tak
chory żeby jeść włóżku. A poza tym obiad w łóżku wydawał mu się jakiś
taki nieodpowiedni.
Wampir usiadł obok chłopaka, uśmiechając się lekko ipocałował go w szyję.
- Właśnie – szepnął – zapomniałem o
czymś. Wyjął z kieszenidelikatny, srebrny, długi łańcuch i przypiął go
do obejmującej dłoń chłopakaskórzanej bransoletki – to kara za
pyskowanie – wymruczał – nie wolno ciwychodzić z pokoju, a jeśli już, to
tylko ze mną – znowu musnął jego szyję – ina łańcuszku.
Kadaj
wzruszyłramionami. Co to za różnica czy na łańcuchu czy bez. W końcu i
tak tutajwidziała go tylko służba. Podniósł się lekko i ruszył dwa kroki
za wampirem dojadalni.
Aranye
uśmiechnąłsię wrednie. Skoro chłopak tak zareagował na łańcuch,
postanowił, że może sięzabawić trochę bardziej, ale później. Weszli do
tej samej jadalni, copoprzednio. Wampir znowu usadził sobie chłopaka na
kolanach, całując w ucho iczekając, aż służba wyjdzie.
Kadaj zmarszczył brwi niezadowolony. Miał już dosyć takiegojadania. Przecież nie był dzieckiem.
- Zostaw, chcę zjeść sam.
Burknął cicho i odsunął się na
siedzenie obok. Łańcuszek naciągnąłsię na jego nadgarstku, wiec wampir
nieco go poluźnił. Na razie nieprotestował. Planował dla chłopak małąniespodziankę, więc mógł mu trochę odpuścić. Trochę i na krótko.
Gdy tylko wnieśli półmiski Kadaj
zaraz zabrał się zajedzenie. Nakładał sobie na talerz wszystkiego po
trochu. Wcale nie przejmowałsię siedzącym obok wampirem. Był po prostu
głodny. Chciał wyciągnąć drugą rękępo sok ale łańcuszek na nadgarstku mu
przeszkodził. Prychnął cicho i położyłwidelec. Wyciągnął wolna rękę po
szklankę.
Widząc to Shina uśmiechnął się delikatnie. Nachylił się nadchłopakiem i pocałował go w ramię.
- Czyżby coś przeszkadzało? –
Zachichotał, błyskajączłośliwymi iskierkami w oczach. Chłopak spojrzał
na niego lekko zdenerwowany.
- Nie nic oprócz tego żelastwa na mojej ręce.
Uniósł dłoń i pomachał ręką. Srebrny łańcuszek zadzwoniłcicho.
- Cóż – zaczął filozoficznie
mężczyzna – ja tu pomóc niemogę – mruknął – jak kara to kara – wybuchnął
dziwnie nieprzyjemnym śmiechem -ale nie martw się, na kolacji już tego
nie będziesz miał.
- Każesz mnie pomimo że byłem
grzeczny. To jestniesprawiedliwe – burknął i naburmuszony oparł brodę na
dłoni. I tak nie wierzyłwampirowi ze mu to zdejmie. Pewnie wymyśli coś
jeszcze gorszego. Skończyłjedzenie i podniósł się z krzesła. Stał i
czekał na czarnowłosego. Bez niegonie mógł się ruszyć.
W końcu Aranye też wstał. Nachylił się nad chłopakiem,całując go w szyję.
- Kiedy się złościsz jesteś jeszcze
piękniejszy – mruknął. Objąłgo w pasie i wyszedł z jadalni. Poprowadził
go do kolejnego z nieznanychkorytarzy.
- Jesteś zmęczony? – Zapytał w połowie drogi, widząc, jakchłopak zaczyna zwalniać.
- Tak jestem zmęczony, bo jestem
chory jak już o tymzapomniałeś. A ty ciągając mnie na jakimś sznurku
wcale mi tego nie ułatwiasz.
Zatrzymał się patrząc hardo na
wampira. Miał tylko nadziejeze on znów się nie zacznie denerwować. Tyłek
i tak już dostatecznie go bolał.
Shina westchnąłi wziął chłopaka na ręce.
- Tak lepiej? – Zapytał, oplatając
sobie sunący po ziemisznurek dookoła nadgarstka i całując chłopaka
czule. Objął go, przytulając dosiebie i ruszył. Miał dla małego
niespodziankę. Trochę bólu i troszeczkęsłodyczy. Tak dla równowagi.
Chłopak tylko westchnął. Znów był
noszony jak małe dziecko. Zacząłrozglądać się ciekawie po korytarzu.
Nigdy wcześniej tutaj nie był.
- Tak właściwie to gdzie my idziemy ?
- Niespodzianka – szepnął mężczyzna tajemniczo. Wyszedł z zazakrętu i zasłonił chłopcu oczy – zaraz zobaczysz.
Skręcił jeszcze raz i podszedł do
znajdujących się na środkukorytarza szklanych drzwi. Pchnął je i wsunął
się do wnętrza olbrzymiegopomieszczenia. Była to wielka, oszklona
oranżeria. Wszędzie wokoło otaczały ichegzotyczne rośliny. Za razie
stali na tarasie. Wampir podszedł do barierki iodsłonił oczy chłopca. Z
tarasu rozlegał się przepiękny widok. Kaskady roślinnościograniczone
horyzontem z przejrzystych szklanych tafli, a za nimi widok namorze.
Wokół unosił się przyjemny zapach ziemi i kwiatów.
- Podoba ci się? – Zapytał. Od
dzisiaj to miejsce jesttwoje. Możesz tu robić co chcesz, i ja ci niczego
nie zabronię – szepnął,całując go w ucho – i o ile mnie nie
rozgniewasz.
Sam nie wiedział, dlaczego to robi.
Może nawet nie chciał otym myśleć. Przecież wampiry dają prezenty swoim
towarzyszom. A chłopak napewno nie był dla niego aż tak ważny. Nie, to
nie możliwe. Po prostu lubił tegodzieciaka. Dlatego ten prezent.
Żadnych, innych podtekstów.
- Od kiedy to zabawkom daje się takie prezenty? – Ciszeprzeciął naładowany emocjami szept chłopaka.
Patrzył na niego zdumiony zupełnie
nie rozumiejącpostępowania wampira. Odsunął się odrobinkę i lekko
dotknął jednego z kwiatów.Wokół rozniósł się słodki zapach. Kadaj
skrzywił się i kichnął kiedy pyłekwleciał mu do nosa. Chciałby iść dalej
ale łańcuszek przyczepiony do jegonadgarstka mu na to nie pozwalał.
Wampirpochylił się i pocałował go w policzek.
- Ulubionym się daje, ale na razie zaczekaj. Musze cię komuśprzedstawić.
Objął chłopaka i powoli zaczął
schodzić z wielkich schodów. Wkońcu byli na trzecim piętrze. Kiedy
zeszli na sam dół coś zaszeleściłoniepokojąco i z krzaków wysunął się
najpierw czarny, błyskający złotymiślepiami łeb, a potem reszta pantery.
Za nią kolejna. Patrzyły na blondynadziwnie, jakby zastanawiając się,
czy zaatakować.
Kadaj pisnąłcicho i schował się za plecami wampira. Przylgnął do niego mocno chwytającpalcami za jego koszule.
- Chcesz mnie zostawić tutaj na pożarcie dla tych potworów ?
Nawet Bestia w porównaniu z nimi wydawała się łagodna. Schowałtwarz w materiał jego ubrań starając się nie patrzeć na boki.
- Cicho – szepnął rozbawiony Aranye.
Pociągnął go do przodui objął uspokajająco. Pazurem lekko naciął własną
dłoń, a potem dłoń chłopaka. Zaczekał,aż krew się zmiesza i podsunął
swoja, wciąż obejmującą dłoń chłopaka rękę podnos największej pantery.
- Teraz będą wiedziały, ze jesteś mój – szepnął – i nieodważą się ciebie tknąć. Wiec spokojnie.
Kadaj i taksię
bał. Pantera patrzyła na niego złowieszczo. Znowu ukrył twarz w
jegokoszuli zabierając rękę z przed nosa wielkiego kota tak szybko jak
się tylkodało. Ogród był piękny, ale te potwory po nim łażące stanowczo
mu się niepodobały.
Wampir spojrzał na kota karcąco,
obejmując blondyna w pasie.Pantera szybko zrozumiałą swój błąd. Opuściła
głowę i podeszłą do chłopaka. Terazjuż wiedziała, ze to nie jest
zwyczajna zabawka szefa. To jej nowy właściciel. Przysunęłasię jeszcze
bliżej, ocierając o chłopaka i zostawiając na nim swój zapach.
Kadaj znów
pisnąłprzerażony. Był pewien ze pantera chce mu odgryźć nogę. Po chwili
widząc, żenic takiego się nie dzieje, a wściekłe bydle zmienia się w
potulnego kotkauspokoił się nieznacznie. Drżącą dłoń niepewnie opuścił
na grzbiet kota.Pogłaskał go lekko ale zaraz się odsunął znów
przylegając do wampira. Wciąż niebył pewny tego zwierzaka.
- Nie martw się – zachichotał
mężczyzna- właśnie dała ci dozrozumienia, że zostałeś zaakceptowany.
Razem z tym miejscem dostajeszwszystko, co się tu znajduje. Ona ci
wszystko pokaże. Nie bój się. Ona turządzi i chyba uznała cię za swojego
nowego pana.
Chłopak spojrzał już pewniej na wampira i odsunął się trochędalej.
- Wiesz narażasz mnie tutaj na straszne stresy.
Usiadł na trawie opierając się o jego nogi. Przecież i takna tym łańcuszku nie mógł się ruszyć nigdzie dalej.
Shina pochyliłsię nad chłopakiem, całując go w ucho.
- Jestem głodny i muszę wyjść się
posilić – zrobił wymownąpauzę. Odpiął łańcuszek z jego nadgarstka i
schował go do kieszeni – siedź tu,aż wrócę.
Kadaj z ulgą
przyjąłodpięcie smyczki. Nie oglądając się na wampira odbiegł w głąb
lasku razem zwielką panterą. Znalazł mały strumyczek z czystą woda.
Siedział nad nim przezchwile mocząc ręce albo po prostu gładząc panterę
po szerokim grzbiecie. Juz zaczynałsię do niej przyzwyczajać. W końcu
nie był jakiś strachliwy tylko czasem mu sięzdarzało. A pantery do tej
pory oglądał tylko w zoo.
Shina jeszczeprzez
chwilę jeszcze patrzył za chłopakiem, nie do końca pewny tego, co
chciałmu zrobić wieczorem ale przestał tym sobie zawracać głowę.
Spojrzał na niegoostatni raz i odszedł, widząc, jak kocica zaczyna się
łasić. Nie był pewien,ale cos mu mówiło, ze teraz mały był jej
całkowitym właścicielem i nawet, gdybykazał jej go zaatakować, to by to
zrobiła. Westchnął i wyszedł. Miał wrócićdopiero wieczorem.
Kadaj biegałpo
lesie oglądając wszystkie zwierzęta i rośliny. Zajęło mu to całkiem
sporoczasu. I bardzo zmęczyło. Oranżeria była ogromna. Znużony usiadł
pod jakimśdrzewem. Kocica ułożyła się zaraz obok niego, oplatając go
ogonem. Pogłaskał jąpo karku i wtulił w jej ciepłe futro. Było wyjątkowo
miękkie. I tak czarne, jaknoc. Zaczął cichutko pomrukiwać. Przymknął
oczy, zaciskając lekko ręce na jejfutrze. Nawet nie zauważył kiedy
zasnął. Tylko kocica spoglądała na niegouważniej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz