Po wyjściu Marka udawałem, że śpię,by
nikt już nie próbował ze mną gadać, ale Xel się nienabrał, a może po
prostu go to nie obchodziło. Przez chwilęchodził po pokoju, ale wyglądał
raczej, jakby słuchał,dochodziła właśnie osiemnasta wiedziałem, że nikt
się nie zjawijeszcze przez dobre dwie godziny. Wziął jedną ze
strzykawekleżących na podręcznym stoliku stojącym kolo mojego łózkai
zaczał ją sobie okręcać między palcami, w końcu nasadził nanią bardzo
długą igle i wbił sobie w plecy, chyba w kręgosłup.Zgiął się przy tym i
cicho zaklął, chyba musiało go zaboleć. W strzykawce było coś różowego,
jednak gdy zaważył, żena nią patrzę, zamknął dłoń ukrywając ją w niej.
Podszedł domnie i jednym ruchem obrócił mnie na brzuch. Nie wiem
cozrobił, ale gdy znów leżałem w odpowiedniej pozycjizauważyłem, ze
wrzuca pusta strzykawkę do kosza.
Dawali mi dwa tygodnie, tyle ponoćmogło utrzymać się działanie krwi, bez której nie mogłemżyć.
Po tygodniu przestano mi dodawaćwampirzej
krwi do kroplówki, nie raz widziałęm, ze Jakubchce mi podać moje
lekrstwo, ale w ostatnim momencie siępowstrzymywał, raz nawet nabrał do
strzykawki własnej krwi i jużpodchodził do mnie, gdy drzwi się otworzyły
i do pokoju wszedłBahus. Jakub natychmiast ukrył strzykawkę w kieszeni
białegofartucha i przy pierwszej nadarzającej się okazji uciekł z
pokoju.
Dawali mi dwa tygodnie, tyle ponoćmogło utrzymać się działanie krwi, bez której nie mogłemżyć.
Jednak w związku z tym, że mójstan o
dziwio się nie pogarszał, a wszelkie prześwietleniapokazywały
zaskakującą poprawę. Bahus nie spełnił obietnicy imnie nie zabił, tylko z
powrotem wrócił do czytania mibajek.
Xel przychodził każdego dnia. Po miesiącu deskaprzestała być potrzebna, moglem już leżeć normalnie na łóżku,kość w czaszce też zaczeła się zarastać.
Bahus cośpodejrzewał, a Jakub chodził w te i z powrotem zastanawiając sięco się zmieniło i skąd ta poprawa.
Dobrze pamiętam tenmoment, było to jakieś półtora miesiąca później.Tego ranka obudziłem się i poczułem, że coś się zmieniło. Nieod razu zrozumiałem co, dopiero gdy zrobiłem to poraz drugi zdałemsobie sprawę, ze mogę… łykać. Ślina zamiast jak zwyklewypłynąć mi z kącika ust strumyczkiem, wpływała mi do gardła,a potem za sprawa skurczu mięśni zwilżyła mi przełyk iwyschnięte gardło, poczułem pieczenie i ból, a najlepszebyło to, że wogóle to poczułem. Ucieszyłem się jakdziecko z najlepszego prezentu urodzinowego. Gryzłem się w język,bo okazało się, że szczeką też mogę ruszać, powodując w tensposób nadprodukcje śliny.
Tak bardzo chciało mi siępić, a jak na złość nikogo nie było w pokoju. Chciałem cośpowiedzieć, zawołać kogoś, ale z mojego dziwnie suchego gardłanic się nie wydostało. Jakub przyszedł dopiero po dwóchgodzinach, wziął szmatkę, by wytrzeć mi brodę i wymienić gazęna, którą zazwyczaj skapywała cała moja ślina. Szkoda, zenikt nie uwiecznił jego miny kiedy spostrzegł, że po mojej brodzienic nie spływa, a moje usta poruszają się, choć nie wydobywa sięz nich żaden dźwięk. Chwile trwało nim zadał pierwsze pytanie-szok zrobił swoje.
- Możesz mówić ?? – odpowiedziałemmu jednym mrugnięciem. – Ale możesz łykać ?? – tym razemodpowiedz była twierdząca.
Uśmiechnął się do mnie ciepło aja zobaczyłem w jego oczach nadzieję, coś czego od dawna już tamnie widziałem, jeśli chodziło o moją osobę. Natychmiast wziąłjakąś szpatułkę, rozwarł mi usta i zaczął oglądać. W pewnejchwili wepchnął mi ja tak głęboko ze myślałem, że goobrzygam.
- Nawet odruch wymiotny jest! – krzyknął z fascynacja,a jego usta ułożyły się w szeroki uśmiech. Oczywiście nie dałmi pic twierdząc ze mogłoby mi to zaszkodzić. Ciamkałem sobiekostkę lodu, a wszyscy przychodzili mnie oglądać jakbym byłsprzętem muzealnym, a nie na wpół martwym, sparaliżowanymchłopakiem. W ciągu owych tygodni nauczyłem się na powrótmówić, co wcale nie było łatwe.
Raphael byłprzeszczęśliwy, gadał ze mną godzinami, mówił, ze jaktylko wyzdrowieje lecimy we czterech do Francji. Wejdziemy na wieżeEiffla, będziemy oglądać Mona Lisę i uprawiać gorący seks wnajdroższych hotelach. Bylem mniej optymistyczny niż on, zdawałemsobie sprawę, że nim odzyskam w pełni władzę nad swoim ciałemminie jeszcze bardzo wiele czasu.
Xel przychodził każdego dnia. Po miesiącu deskaprzestała być potrzebna, moglem już leżeć normalnie na łóżku,kość w czaszce też zaczeła się zarastać.
Bahus cośpodejrzewał, a Jakub chodził w te i z powrotem zastanawiając sięco się zmieniło i skąd ta poprawa.
Dobrze pamiętam tenmoment, było to jakieś półtora miesiąca później.Tego ranka obudziłem się i poczułem, że coś się zmieniło. Nieod razu zrozumiałem co, dopiero gdy zrobiłem to poraz drugi zdałemsobie sprawę, ze mogę… łykać. Ślina zamiast jak zwyklewypłynąć mi z kącika ust strumyczkiem, wpływała mi do gardła,a potem za sprawa skurczu mięśni zwilżyła mi przełyk iwyschnięte gardło, poczułem pieczenie i ból, a najlepszebyło to, że wogóle to poczułem. Ucieszyłem się jakdziecko z najlepszego prezentu urodzinowego. Gryzłem się w język,bo okazało się, że szczeką też mogę ruszać, powodując w tensposób nadprodukcje śliny.
Tak bardzo chciało mi siępić, a jak na złość nikogo nie było w pokoju. Chciałem cośpowiedzieć, zawołać kogoś, ale z mojego dziwnie suchego gardłanic się nie wydostało. Jakub przyszedł dopiero po dwóchgodzinach, wziął szmatkę, by wytrzeć mi brodę i wymienić gazęna, którą zazwyczaj skapywała cała moja ślina. Szkoda, zenikt nie uwiecznił jego miny kiedy spostrzegł, że po mojej brodzienic nie spływa, a moje usta poruszają się, choć nie wydobywa sięz nich żaden dźwięk. Chwile trwało nim zadał pierwsze pytanie-szok zrobił swoje.
- Możesz mówić ?? – odpowiedziałemmu jednym mrugnięciem. – Ale możesz łykać ?? – tym razemodpowiedz była twierdząca.
Uśmiechnął się do mnie ciepło aja zobaczyłem w jego oczach nadzieję, coś czego od dawna już tamnie widziałem, jeśli chodziło o moją osobę. Natychmiast wziąłjakąś szpatułkę, rozwarł mi usta i zaczął oglądać. W pewnejchwili wepchnął mi ja tak głęboko ze myślałem, że goobrzygam.
- Nawet odruch wymiotny jest! – krzyknął z fascynacja,a jego usta ułożyły się w szeroki uśmiech. Oczywiście nie dałmi pic twierdząc ze mogłoby mi to zaszkodzić. Ciamkałem sobiekostkę lodu, a wszyscy przychodzili mnie oglądać jakbym byłsprzętem muzealnym, a nie na wpół martwym, sparaliżowanymchłopakiem. W ciągu owych tygodni nauczyłem się na powrótmówić, co wcale nie było łatwe.
Raphael byłprzeszczęśliwy, gadał ze mną godzinami, mówił, ze jaktylko wyzdrowieje lecimy we czterech do Francji. Wejdziemy na wieżeEiffla, będziemy oglądać Mona Lisę i uprawiać gorący seks wnajdroższych hotelach. Bylem mniej optymistyczny niż on, zdawałemsobie sprawę, że nim odzyskam w pełni władzę nad swoim ciałemminie jeszcze bardzo wiele czasu.
W pewnym momnecie zacząłem nawettracić
wiarę, że odzyskam to co utraciłem, zwłaszcza po kolejnymmiesiącu, w
którym kuracja Xela nie przyniosła żadnychrezultatów prócz stałego
nastroju żołądka, którypojawił się od nadmiaru wampirzego szpiku w
organizmie. Mimowszystko Xel nadal robił, to co robił i ja nikomu nie
zdradzałemjaka metoda jestem leczony. Zresztą sam nie bylem pewny, w
końcunic mi nie powiedział, choć nie byłem głupi, właściwie to
siędomyślałem, bo przecież nie widziałem co wyrabia, przecieżzawsze
lezałem na brzuchu wtedy, a moja głowa skutecznie byławciśnięta w
poduszkę. Kiedy Jakuba nie było lub zasnął Xelprzeglądał moje wyniki.
Oglądał prześwietlenia, tomografie,wyniki badan. Po trzech miesiącach od
kiedy Xel rozpoczął swojaterapie poczułem chłód na odsłoniętej przez
kołdrę ręce.Nie moglem nią ruszać, ale odzyskałem w niej czucie.
Kiedypowiedziałem o tym Xelowi on uśmiechnął się:
- To jużostatni strzaskany kręg, jak go wyleczymy możliwe, ze odzyskaszczucie w reszcie ciała.
Kiedy oznajmiłem swoje odkrycieJakubowi, to nie mógł w to uwierzyć. Rozpoczął się dlamnie trudny okres rehabilitacji.
Wampirza krew, którejmiałem naprawdę sporo w swoim organizmie ułatwiła mi wszystko.
Choć zauważyłem tez kilka niepokojących objawów:widziałem w ciemności, słyszałem rozmowy z dołu domu, czułem owiele więcej zapachów. Xel musiał przerwać swoja terapie.Przez ponad dwa tygodnie ćwiczyliśmy na basenie, bym zdołałwydalić jak najwięcej tej z jednej strony dobrej, a z drugiej złejkrwi. Objawy przemiany powoli ustępowały, a ja zaczynałemodcziuwać coraz większy ból mięśni, w którychodzyskałęm czucie.
Nie odzyskałem władzy w nogach nawet wtedy,gdy ponoć wszystkie kręgi się dobrze zrosły i wedle tego co mówiJakub wszystkie połączenia tez były całe.
Po dziesięciumiesiącach po tym jak zostałem zepchnięty ze schodówtrafiłem na wózek inwalidzki. Nienawidziłem tej maszyny. Niechciałem na nim jeździć.
Siedziałem i wpatrywałem się wścianę, w okno, w telewizor. Starałem się nie zatruwać innymżycia swoim ciągłym marudzeniem, więc coraz więcej milczałem,zamykałem ból wenwątrz, ale nie chciałem tak żyć,chciałem zapaść się w pustkę i tam pozostać. Powoli mi się toudawało, choć nie było to już takie proste jak kiedyś. Marekzabrał mnie do domu, z początku pilnował by ktoś każdego dniawypchał mnie na dwór, czy pomógł poruszać się podomu. Chyba czuł się winny.
Nastał grudzień, Gwiazdkazbliżała się wielkimi krokami, a ja zgarbiony na wózkuudawałem, ze żyje. Pragnąłem teraz z całych sił pustki, któraodebrałby mi świadomość mojego ciała, ale to jak na złość niechciało do mnie przyjść. Modliłem się o śmierć, ale nawet tagdy jej tak bardzo potrzebowałem olała mnie.
Gdyby Chris mnienie znalazł pewnie byłbym już na tamtym świecie. Z początkuuważałem samobójstwo za zły pomysł, ale jak ujrzałem jakwszyscy się ze mną meczą podjąłem decyzje.
Wysypałem napodstawkę wszystkie swoje tabletki : przeciwbólowe,przeciwzapalne, przeciwdepresyjne, wszystkie te, które Jakubuznał za konieczne.
Otworzyłem butelkę z woda i zacząłemłykać. Szlo mi opornie, ale w końcu połknąłem wszystkozapijając to półlitrową butelką wody, by szybciej sięrozpuściły.
Ułożyłem się wygodnie na łóżku ipróbowałem zasnąć, jednak ból głowy i żołądka,który pojawił się po chwili nie pozwolił mi na to.Walczyłem z mdłościami, wiedziałem, ze jeśli zwymiotuje to możnemi się nie udać.
Kiedypowiedziałem o tym Xelowi on uśmiechnął się:
- To jużostatni strzaskany kręg, jak go wyleczymy możliwe, ze odzyskaszczucie w reszcie ciała.
Kiedy oznajmiłem swoje odkrycieJakubowi, to nie mógł w to uwierzyć. Rozpoczął się dlamnie trudny okres rehabilitacji.
Wampirza krew, którejmiałem naprawdę sporo w swoim organizmie ułatwiła mi wszystko.
Choć zauważyłem tez kilka niepokojących objawów:widziałem w ciemności, słyszałem rozmowy z dołu domu, czułem owiele więcej zapachów. Xel musiał przerwać swoja terapie.Przez ponad dwa tygodnie ćwiczyliśmy na basenie, bym zdołałwydalić jak najwięcej tej z jednej strony dobrej, a z drugiej złejkrwi. Objawy przemiany powoli ustępowały, a ja zaczynałemodcziuwać coraz większy ból mięśni, w którychodzyskałęm czucie.
Nie odzyskałem władzy w nogach nawet wtedy,gdy ponoć wszystkie kręgi się dobrze zrosły i wedle tego co mówiJakub wszystkie połączenia tez były całe.
Po dziesięciumiesiącach po tym jak zostałem zepchnięty ze schodówtrafiłem na wózek inwalidzki. Nienawidziłem tej maszyny. Niechciałem na nim jeździć.
Siedziałem i wpatrywałem się wścianę, w okno, w telewizor. Starałem się nie zatruwać innymżycia swoim ciągłym marudzeniem, więc coraz więcej milczałem,zamykałem ból wenwątrz, ale nie chciałem tak żyć,chciałem zapaść się w pustkę i tam pozostać. Powoli mi się toudawało, choć nie było to już takie proste jak kiedyś. Marekzabrał mnie do domu, z początku pilnował by ktoś każdego dniawypchał mnie na dwór, czy pomógł poruszać się podomu. Chyba czuł się winny.
Nastał grudzień, Gwiazdkazbliżała się wielkimi krokami, a ja zgarbiony na wózkuudawałem, ze żyje. Pragnąłem teraz z całych sił pustki, któraodebrałby mi świadomość mojego ciała, ale to jak na złość niechciało do mnie przyjść. Modliłem się o śmierć, ale nawet tagdy jej tak bardzo potrzebowałem olała mnie.
Gdyby Chris mnienie znalazł pewnie byłbym już na tamtym świecie. Z początkuuważałem samobójstwo za zły pomysł, ale jak ujrzałem jakwszyscy się ze mną meczą podjąłem decyzje.
Wysypałem napodstawkę wszystkie swoje tabletki : przeciwbólowe,przeciwzapalne, przeciwdepresyjne, wszystkie te, które Jakubuznał za konieczne.
Otworzyłem butelkę z woda i zacząłemłykać. Szlo mi opornie, ale w końcu połknąłem wszystkozapijając to półlitrową butelką wody, by szybciej sięrozpuściły.
Ułożyłem się wygodnie na łóżku ipróbowałem zasnąć, jednak ból głowy i żołądka,który pojawił się po chwili nie pozwolił mi na to.Walczyłem z mdłościami, wiedziałem, ze jeśli zwymiotuje to możnemi się nie udać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz