poniedziałek, 22 stycznia 2018

Bloodlust R13: Delikatność

Wampir obudził się pierwszy. Zezdumieniem skontaktował, gdzie się znajduje. Nie wstawał od razu. Zezdziwieniem i pewną dozą czułości obserwował przytulone do siebie drobne ciałkochłopaka. Pogłaskał go po plecach i przykrył nieco bardziej kołdrą. Musnąłwargami jego czoło sprawdzając temperaturę. Była nieco podniesiona. Objął goramieniem i leniwie obserwował rozchylone w płytkim oddechu usta.
W pewnym momencie blondyn kichnąłi otworzył oczy. Przetarł je ręką pozbywając się resztek snu.
- Mmm co się dzieje? – Spojrzałna wampira mało przytomnie – dlaczego tak na mnie patrzysz? Coś nie tak?
- Nie, nie – mruknął – tylko masztemperaturę.
Podszedł do osłoniętych szklanymszronem drzwi i wyszedł na chwilę na korytarz. Po niedługiej chwili i rozmowiez Nadią wrócił. Dziewczynie chyba ulżyło, kiedy zobaczyła, że ma całkiemprzyzwoity humor.
- Zaraz będzie śniadanie ilekarstwa – szepnął, poprawiając poduszkę pod chłopakiem – i pielęgniarka –zaśmiał się cicho, siadając obok chłopaka i gładząc chłodną ręką jego rozgrzaneczoło.
Kadaj zamruczał cicho pod tymdotykiem. Ta dłoń była taka chłodna i przynosiła ukojenie.
- Wiesz, ze wcale nie musisz sięmną zajmować… – wymruczał.
- A kto powiedział, ze będępielęgniarką? – Zamruczał rozbawiony – nie mam do tego ani cierpliwości, anidelikatności. Nadia przyjdzie, to się tobą zajmie.
Chłopak uśmiechnął się lekko wodpowiedzi.
- To dobrze. Nie chcę ci sprawiaćkłopotów.
Gdy mówił oczy miał przymknięte,teraz otworzył je całkowicie patrząc smutnym wzrokiem na wampira. Wolał kiedyto on się nim zajmował. Ale nie miał mu za złe tej decyzji. W końcu sam byłsobie winien.
- Gdyby mnie twój stan to już bymsię z tobą kochał – mruknął mężczyzna pod nosem, po czym obniżył się ipocałował chłopaka w czoło – moja wina, moje konsekwencje – mruknął, mając namyśli brak seksu – Nie bój się. Poza tym, Nadia lepiej wie, jak się obchodzić zkimś, kto przeszedł coś na kształt lekkiego udaru. I to magicznego pochodzenia.Już… miała okazję się z czymś takim zapoznać – westchnął.
Kiedy usłyszał pukanie podszedłdo drzwi. Szron znowu ustąpił pod jego dotykiem. Otworzył, odebrał posiłek ipostawił tacę obok łóżka chłopaka. Za nim, niepewnie dreptała czarnowłosadziewczyna. Uśmiechnęła się do Kadaja lekko. Usiadła obok niego na łóżku.Wampir odszedł i stanął przy oknie. Patrzył na nich uważnie. Ufał dziewczynie,ale bez przesady.
- To co chcesz? Kanapkę z miodem,z dżemem, jajko, czy kiełbaski? – Zaświergotała nastolatka do blondyna. Ten potarłpoliczek i podciągnął się, siadając z niewielką jej pomocą. Lekko kręciło musię w głowie, ale to od temperatury.
- Z miodem.
Oparł się wygodniej i czekał ażwampir znowu usiądzie na łóżku obok niego. Nie usiadł. Nadal stał tam, gdzieprzed chwilą. I raczej nie zamierzał się stamtąd ruszać.
Nadia poprawiła się i sięgnęła pochleb. Nabrała na nóż odrobinę miodu i rozsmarowała go po kanapce. Do białegokubka nalał pachnącej malinowej herbaty i podał go chłopcu.
- Zjesz sam, czy ja mam ciępokarmić? – Zapytała i nie czekając na odpowiedź podsunęła mu kanapkę do ust.Posłusznie ugryzł. Popił ciepłym płynem. Trwało to dość długo, właściwie, dokońca kanapki. Dziewczyna westchnęła, kiedy skończyli. Palcem starła miód zwargi chłopaka. Wytarła rękę w ściereczkę.
– Lubisz słodkie? – Zapytałaretorycznie i sięgnęła po kolejna kromkę – z czym tym razem?
Kadaj wyjrzał lekko zaglądając co jeszcze znajduje się na tacy.
- To teraz może z dżemem. Tylkonie tym pomarańczowym. Chcę z tym czerwonym. Dobrze? I naprawdę sam mogę zjeśćtym razem.
Oparł się o poduszki, opatulająckocem mocniej. Dość niezręcznie czuł się pod uważnym spojrzeniem stojącego podoknem mężczyzny. Wciąż trzymał  kubek zherbatą ogrzewając o niego dłonie.
- Dobrze – zachichotała. Posmarowałakanapkę i uprzejmie podała mu ją tuż przed skrzywiony zabawnie nosek.
- Jakieś inne życzenia nadzisiaj? Może odnośnie obiadu?
Chłopak wziął kanapkę od razu odgryzająckawałek. Przełknął, popił herbatą i dopiero wtedy się odezwał.
- Jeszcze nie – zamruczał – alepan obiecał, że posiedzi ze mną przy kominku.
Spojrzał na niego podejrzliwie upewniającsię że wampir na pewno pamięta. Znów ugryzł kanapkę nie spuszczając z niegowzroku.
- Pamiętam, pamiętam – mruknął -oczywiście z tobą posiedzę, ale wcześniej ona będzie cię musiał ubrać w cościepłego. Jaki kolor chciałbyś na dzisiaj?
Rozmawiał z nim delikatnie,prawie jak z małym dzieckiem, bo tego wymagała sytuacja. Modlił się, bydzieciak szybko wrócił do normy. Nie wiedział, ile jeszcze zniesie.
- Błękitny. Podobno pasuje mi dooczu – wymruczał chłopak. Potem ziewnął krótko i przechylając się nad dziewczynąodstawił kubek na szafkę. W końcu nie był aż tak unieruchomiony żeby sobie ztym nie poradzić. Kichnął jeszcze i znowu opadł na poduszki podciągając kołdrępod samą szyje. Wampir podszedł do chłopaka i pogłaskał go po włosach. Nadiawstała. Doskonale wiedziała, ze teraz ma wyjść. Zabrała tacę.  Spojrzała jeszcze na Kadaja pokrzepiająco izniknęła za drzwiami.
- Chcesz jeszcze poleżeć? –Wyszeptał mu do ucha dość retoryczne pytanie. Pocałował go w nie, uśmiechającsię lekko i na koniec przygryzł delikatnie. Chciał sprawdzić reakcje chłopaka.To jest, czy wraca do siebie, czy jeszcze nie.
Kadaj otworzył oczy szerzej, kiedy poczuł ten dotyk. Obrócił głowępowoli. Leżał teraz twarzą do wampira. Przysunął się troszeczkę i musnąłkróciutko jego usta swoimi. Zamruczał cicho. Odsunął się jednak zaraz i zmrużyłoczy.
Wampir uśmiechnął się zadowolony.To znaczyło, ze dzieciak wraca do siebie. I to dość szybko. Nachylił się imusnął jego usta w pocałunku, przejeżdżając językiem po wargach ponaglająco imasując jego plecy. Ta mieszanka niewinności, lekkiego strachu i rezerwy zaczynałamu się strasznie podobać. Ale, mimo wszystko wolał chłopaka, gdy ten był wpełni zdrowy. Przynajmniej można było z nim podyskutować.
Przysunął się do mężczyznyjeszcze bliżej. Jedną ręką objął jego kark i przyciągnął do siebie. Zacząłpowoli i leniwie oddawać pocałunek.. Od czasu do czasu tylko pieszczotliwiemuskał jego usta nie zagłębiając się bardziej. Na więcej jeszcze nie był dokońca gotowy. Zamknął oczy i czekał na jego reakcje. Shina aż zamruczał. Zadowolony przewrócił chłopaka na plecy inachylił się nad nim.
- Nie drażnij się – szepnął – bonie wytrzymam. Jedną ręka masował jego tors, drugą podbrzusze, od czasu doczasu muskając palcem linię spodni.
- Piękny – mruknął wprost do uchachłopaka – piękny i tylko mój.
Kadaj odchylił odrobinę głowę. Po chwili jednak znów ja opuścił iotworzył oczy. Przyglądał się teraz wampirowi uważnie. Powolnym jakby czułymgestem pogłaskał jego długie włosy. Nadal się obawiał. I nadal nie chciał byćmu w pełni uległy. Ale nie miał innego wyjścia.
Wampir potarł głową o jego wyciągniętą dłoń i uśmiechnął siędelikatnie. Całkiem szczerze.
- Co kotku? – Szepnął, całując golekko – tak ci tu źle?
Kadaj wciąż bawił się jego długimi włosami przepuszczając pasemkamiędzy palcami.
- Nie jest źle. Tylko czasami …tak… dziwnie obco – pogłaskał lekko policzek wampira i przymknął oczy. Niebył pewny jego reakcji na te słowa.
Shina tylko pocałował go ponownie.Delikatnie głaskał wyciągniętą dłoń. Nachylił się, ponownie muskając jego skroń.
Kadaj zamknął oczy. Wtulił się w mężczyznę. Powoli przechodziły muresztki otępienia. Był coraz trzeźwiej świadom, że właśnie tuli się do osobywinnej jego stanowi. Do kogoś… kto jest winny jego zniewolenia, ale niepotrafił przestać. Mężczyzna był teraz tak delikatny. Tak inny od tej swojejmroczniejszej strony. I tylko jemu, poza Nadią tutaj ufał. Tylko on był mu tu takdziwnie bliski.
Shina musnął ustami włosy chłopaka, następnie uniósł jego twarzchwytając za podbródek i spojrzał mu w oczy. Uśmiechnął się dziwnie drapieżniedo chłopaka i pocałował go, tym razem mocniej. Dłońmi zjechał na jego pośladki,ale nie ściskał ich, ani nic, po prostu masował delikatnie.
Kadaj złapał mężczyznę za dłonie. Z wahaniem oddawał głębokie jużteraz pocałunki. Jednocześnie starał się zabrać jego ręce ze swoich pośladków.Zupełnie nieskutecznie. Po chwili dłonie wampira przesunęły się nieco do góry. Potemwsunęły pod materiał spodni. Chłopak pisnął. Szarpnął wampira za włosy. Gumkapuściła z trzaskiem. Jednak mężczyzna za bardzo się tym nie przejął. Pocałunekstawał się coraz mocniejszy. Namiętny. I nie wyglądało, by szamotanie sięchłopaka w jakikolwiek sposób mu przeszkadzało. Zacisnął dłonie na jegopośladkach, przysuwając chłopaka do siebie najbardziej, jak się tylko dało i zzapałem badając jego usta.
Chłopak jęknął krótko, prostu wjego usta. Drżał, czując zaciskające się dłonie. To było zbyt mocno, zbyt szybkoi zbyt nagle. Kręcił się lekko pod nim ocierając zupełnie niechcący. Wciąż  oddawał coraz mocniejsze pocałunki.
- Albo się odsuniesz, albo wezmęcię tu i teraz – szepnął mu na ucho, owiewając je ciepłym oddechem. Sam raczejby się od chłopaka nie odsunął. A opamiętał się tylko dlatego, że zobaczyłstrach w oczach blondyna.
 - To jak? – Szepnął, niby przypadkiemzahaczając dłonią o jego najwrażliwsze sfery – chcesz tego, czy nie?
Był ciekaw, czy górę w chłopakuweźmie przerażenie, czy podniecenie. Gdyby jednak się nie odsunął… z pewnościąbyło by ciekawie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz