Od mojej rozmowy z Sarą minął miesiąc. W tym czasie, Mark już nie
poruszał tematu wampirów. Sądziłem, że uważa, że się do tego nie nadaję.
Jednocześnie przejmowałem się tym i cieszyłem. Nie lubiłem, kiedy
Raphael wyjeżdżał do Vladimira, ale nie miałem nic do gadania. Mimo że
się o niego bałem, to nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby mu o tym
powiedzieć. Żyłem stałym rytmem, dotrzymując warunków niepisanej umowy.
Powoli przyzwyczajałem się do tej spokojnej egzystencji. Byłem nad wyraz
miły dla klientów, którzy w zamian zaczęli obdarowywać mnie drogimi,
ale niepotrzebnymi mi prezentami. Kiedyś, z ciekawości, wyceniłem
sygnet, który dostałem od Alexandra, gdy usłyszałem cenę, to mało nie
dostałem zawału. Postanowiłem po zakończeniu umowy spieniężyć wszystkie
prezenty. Chciałem kupić dom przy plaży i otworzyć mały sklepik z
pamiątkami. Znaleźć sobie chłopaka i żyć długo i szczęśliwie. Chciałem
być 60-letnim gejem, który tuli się do swojego około 70 -letniego męża.
Ślub byśmy wzięli na jakieś małej wyspie. O tak… Byłoby super! Piasek,
ogniska, szum morza oraz moja i jego przysięga miłości i wierności. Na
razie jednak musiałem pracować. Moją głowę zaprzątali tylko klienci i
zajęcia. Przez półtora roku pobytu tutaj nauczyłem się płynnie mówić po
francusku, niemiecku i włosku, troszkę gorzej szło mi z japońskim i
hiszpańskim. Poznałem tak wiele nowych rzeczy, że teraz bez problemu
zdołałbym zdać kulturoznawstwo i filozofię na Harvardzie. Z etykiety
byłem tak dobry, że sama królowa Elżbieta nie powstydziłby się takiego
gościa na popołudniowej herbatce. Tak właściwie, to nie ma, czym się
chwalić, gdyż wszyscy to umiemy, taki jest tu program nauczania.
W środę, gdy akurat skończyłem 16 lat, zostałem wezwany do gabinetu Marka.
- Gratulacje jubilacie. -Wycałował moje policzki, po czym gestem zaprosił, bym usiadł na fotelu.
- A dziękuję -odpowiedziałem wesoło, poprawiając śmieszną czapeczkę w kształcie rożka.
- Wolałbym tego uniknąć… – nagle spoważniał. -,ale niedawno odszedł od nas Piter. -Zamilkł na dłuższą chwilę.
- Tak i co? -ponagliłem go, nie mogąc zrozumieć, o co mu chodzi.
-
Piter był jednym z wtajemniczonych. Ktoś musi zająć jego miejsce.
Tylko ty z młodszych wiesz. Nie chcę w to wciągać nikogo więcej, mam
związane ręce.
- Ja miałbym się… Ja miałbym z wampirami -Zacząłem
się hiperwentylować, Mark natychmiast zerwał się ze swojego krzesła i
podbiegł do mnie.
- Dobrze się czujesz?! -spytał przestraszony.
-
Nie -wysapałem między wdechami -,ale daj mi chwilę, to tylko strach.
-Schowałem głowę między kolanami, gwałtownie oddychając.
- Nie
przejmuj się -dodał pośpiesznie, gładząc mi dłonią włosy. -Wtajemniczę
kogoś innego. – Po chwili zastanowienia dodał. -Chris jest tu prawie tak
długo jak ty, chociaż, jest taki delikatny.
- Nie ja… -jąkałem się. -Ja będę z wampirami. Nie Christopher.
- Jesteś pewien? -Podniósł mój podbródek do góry tak, że spojrzałem mu w oczy. -Jesteś taki blady.
- Tak… Ale daj mi tydzień. Muszę przyzwyczaić się do tej myśli. -Atak paniki powoli mijał.
- Dobrze. -Widząc, że już mi lepiej, podniósł się i usiadł na skraju biurka. -Mówił ci ktoś może o Bachusie?
-
Sara coś wspominała. -Po chwili namysłu dodałem. -Mówiła, że urządza
najlepsze imprezy w tej galaktyce, czy coś w tym rodzaju. -Uśmiechnął
się jakby coś wspominał.
- Tak z pewnością mówiła o Bachusie.
Opowiem ci teraz troszkę o nim i o sobie, żebyś zrozumiał, skąd się to
wszystko wzięło. -Pokiwałem głową, że rozumiem, ale on już na mnie nie
patrzył. Jego myśli były daleko, a oczy oglądały sceny sprzed wielu lat.
-Bachusa spotkałem, gdy byłem w twoim wieku, ale zacznę od początku,
żebyś miał cały obraz sprawy. Gdy miałem siedem lat, ojciec sprzedał
mnie pewnemu mężczyźnie za długi. Nie muszę dodawać, że ów lubował się
bardzo w takich jak ja.
- Był pedofilem? -bardziej stwierdziłem niż spytałem.
-
Tak, dokładnie. Nie muszę ci mówić, co ze mną wyrabiał, nie trudno się
tego domyśleć. -Pokiwałem głową ze zrozumieniem. -Gdy skończyłem
czternaście lat i zacząłem dojrzewać, mój oprawca wymienił mnie na
młodszy model. Sprzedał mnie suterenowi, który traktował nas gorzej niż
psy. Katował nas tak, że ledwie chodziliśmy. Puszczałem się za kilka
dolarów, pragnąc jedynie umrzeć. Po roku u tego potwora wyglądałem jak
żywy trup. Nikt już mnie nie chciał, sam siebie nie chciałem. Do moich
szesnastych urodzin brakowało trzech miesięcy, to wtedy Boo, bo tak ten
skurwiel kazał na nam na siebie mówić, nie widząc we mnie żadnego
pożytku, postanowił mnie zabić dla przykładu. Miałem być ostrzeżeniem
dla reszty. Na oczach innych prostytutek zostałem zaciągnięty w ciemny
zaułek. Tak naprawdę już się nie bałem, poddałem się, nie chciałem już
tak żyć, a innego wyjścia nie widziałem. Silny cios brzuch i leżałem na
ziemi, nawet się nie broniłem. Kopał mnie gdzie popadło. Bachus pojawił
się w ostatnim momencie. Zabił Boo, mnie zabrał ze sobą. Po tym, jak
wyzdrowiałem, uczynił ze mnie jedną ze swoich stałych zabawek. Zresztą,
to tam poznałem Alexandra. Dzięki pieniądzom Bachusa i zdolnością
prawnym Alexa udało mi się stworzyć to miejsce, by tacy jak ty, czy ja
mieli miejsce chociaż trochę zakrawające na dom. -Byłem w szoku, w życiu
nie spodziewałem się, że usłyszę z ust Marka taką historię. W moich
oczach szkliły się łzy, ale nie chciałem przy nim płakać, on tego nie
potrzebował i wiedziałem o tym. -Wampir nigdy nie poprosił mnie o spłatę
kredytu, ale w zamian zażądał ode mnie, by piętnastu mich wychowanków
zaspokajało jego i jemu podobnych. Teraz rozumiesz?
- Tak. -Podszedłem do niego i mocno wtuliłem się w jego pierś. Przytulił mnie tak, jak ojciec tuli własne dziecko.
-
Oni wcale nie są tacy straszni, na jakich wyglądają. Zresztą, każde z
was ma zapewnione bezpieczeństwo. Żaden wampir nie może was skrzywdzić,
bo Bachus by się z nim krwawo rozmówił. Żaden z nich się do tego nie
przyzna, ale one naprawdę się go boją. Z tego, co plotka donosi, to
jeden z najstarszych i najsilniejszych wampirów na świecie, a
przynajmniej na tej półkuli. -Nie wypuszczał mnie z objęć. -Jest jeszcze
coś.
- Co? -Odchyliłem się troszkę i spojrzałem w jego oczy. Nagle w jego głosie pojawiła się nutka strachu.
- No, bo w sumie zapomniałem ci o czymś powiedzieć. O czymś ważnym.
- O czym? -spytałem podejrzliwie. Minę miał nietęgą i uciekał ode mnie wzrokiem.
- O inicjacji -w końcu wydukał, rozluźniając krawat.
- Inicjacja? -Przez moją głowę przelatywały setki coraz gorszych wizji.
- Jakby ci to wyjaśnić, żeby cię nie przestraszyć? -Zamyślił się, a ja zaczynałem się coraz bardziej bać.
- To boli? -Chciałem, by to w końcu z siebie wydusił.
-
Właściwie tylko troszeczkę. -Odetchnąłem z ulgą, ale zauważyłem, po
minie Marka, że to nie koniec i, że chyba za wcześnie się ucieszyłem.
- Troszkę?
-
To jest raczej zawstydzające, niż bolesne. Boleć może cię tylko wtedy,
gdy przetną ci nadgarstki -po czym dodał pośpiesznie. -nie zostaje
jednak po tym żaden fizyczny ślad. -Mówił to bardzo szybko i z jakąś
dozą strachu, by nie powiedzieć przerażenia. -Nie mogę ci na razie
powiedzieć nic więcej, oprócz tego, że impreza, na której zostaniesz
wprowadzony, odbędzie się podczas pierwszej pełni księżyca, to znaczy…
- W przyszłą środę -wypowiedziałem z przestrachem.
- No tak -uśmiechnął się i roztrzepał mi włosy dłonią.
- Super! -skwitowałem ironicznie.
- Nie bój się wszystko zostanie ci wytłumaczone podczas zaprzysiężenia.
- To znaczy?
- W środę rano. -Uśmiechnął się tak jak gdyby chciał mi dodać odwagi, choć chyba próbował pokrzepić samego siebie.
To było moje kolejne nieudane przyjęcie urodzinowe, bo zamiast się
cieszyć, bałem się tego, co miało się wydarzyć w przyszłą środę. Od
Alexandra dostałem dwa prezenty. Jeden, to była śmieszna piżamka w moim
rozmiarze przypominająca śpiochy dla niemowlaka w żółte, niebieskie i
różowe kaczuszki. Drugi, to nowiutki laptop z masą bajerów i sporą
kolekcją pornosów. Potem mi powiedział, że chce wypróbować ze mną
wszystkie te pozycje z filmów. Od reszty klientów dostałem jakieś
błyskotki. Raphael dał mi moją ulubiona płytę Placebo z autografem
całego zespołu jeszcze w starym składzie. Był to najlepszy prezent, jaki
mogłem dostać. Poza tym sprezentowano mi książki, płyty, biżuterie i
nawet damską, seksowną bieliznę oczywiście w moim rozmiarze (dziewczyny
się postarały). Cieszyłem się i uśmiechałem, choć w rzeczywistości moje
myśli zajmowały pewne zimnokrwiste, pijące krew potwory.
Raphael z
każdym dniem był coraz bardziej podniecony. „Wtajemniczeni” skakali
wokół mnie, mówiąc, że wszystko będzie dobrze, że inicjacja jest
kłopotliwa, ale tak naprawdę, to nic wielkiego. Trafiłem do nowego
świata, w którym to Sara się do mnie odzywała, a nawet mnie pocieszała.
Uczestniczyłem w rozmowach, które zazwyczaj przerywano, gdy
przechodziłem obok. Teraz to ja stałem się jedną z tych osób, które
milkły jak inni -”niewtajemniczeni” pojawiali się w zasięgu wzroku. Mark
kazał mi zrezygnować z trzech stałych klientów. Pozbyłem się Thomasa,
tak zwanego klienta bezprezentowego. Wolałem zachować tych hojnych,
jestem w końcu dziwką i robię to za kasę, a nie Matką Teresą z Kalkuty.
Justina i Travisa pożegnałem z bardzo prostego powodu -mieli dość spore
wacki. Do tego Travis dość często bywał wkurzony i odreagowywał na moim
biednym tyłeczku wszystkie stresy, co powodowało, że czasem był dość
brutalny. Miałem też nie przyjmować klientów z doskoku.
Od środy
miałem zacząć przyjmować tych specjalnych klientów w innym skrzydle
domu. Raphael zabrał mnie tam w niedzielę. Pokoje niczym się specjalnie
nie różniły, jedynie łóżka wyglądały na solidniejsze, a ściany obite
były materiałem, by je wytłumić. Mój opiekun twierdził, że zanim Mark
przeprowadził tam remont, to krzyki przyjemności roznosiły się po całym
domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz