poniedziałek, 22 stycznia 2018

Bloodlust R8: Bestia

Kolejne dwa tygodnie minęły we względnym spokoju. Wampir systematycznie na powrót przyzwyczajał Kadaja do swojego dotyku. Tak, że chłopak już prawie mógł go znieść bez drżenia. Shina powoli pokazywał mu rezydencję i otaczające ją błonia. Tego dnia podobnie. Po śniadaniu siedział w swoim salonie. Chłopak niedaleko niego, na fotelu. Z nogami podciągniętymi pod brodę. Rano zawsze było z nim nieco gorzej.
- To gdzie dzisiaj? Do lasku? Czy wolisz przejść się nad stawy?
Chłopak zastanowił się chwile i nie mógł wybrać. W końcu bo rozważeniu wszystkich za i przeciw wybrał lasek. Nie wiedział, czy w owych stawach można pływać, a jeśli tak, co w związku z tym przyjdzie mężczyźnie do głowy. Poza tym, od wody zawsze wiał chłodny wiatr. A w dodatku coś czego Kadaj niezmiernie nienawidził – komary. Lasek więc był idealny. Nie musiał mówić tego na głos był pewien, ze wampir od samego początku znał jego wybór.
Tak, znam mężczyzna odezwał się cicho w jego głowie, wyciągając rękę w jego kierunku i delikatnie gładząc go po włosach. Chłopiec zatrząsł się jak wystraszone zwierzątko. Wampir zachichotał. Te reakcje zabaweczki strasznie go bawiły.
- Zatem do lasku… – zadecydował.
Przerwało mu pukanie do drzwi. To była Nadia. Niosła tacę  z kawą dla wampira i herbata dla Kadaja.
- Wybacz panie… – wyszeptała cicho – przepraszam, ale usłyszałam, jak pan mówił o wycieczce do lasu… i… proszę wybaczyć impertynencję, ale myślę, ze Kadaj powinien się przebrać.
Miała rację. Chłopak w tej chwili miał na sobie tylko lekką, prześwitującą koszulkę, w której ostatnio był zmuszony spać. Wampir powiedział, ze skoro nie może dotykać, to chociaż popatrzy. Teraz jednak przyznał jej rację.
Ona jest zbyt cwana…westchnął w myślach, widząc, jak wychodzi z Kadajem.
- Tylko ubierz mu to, co jest naszykowane w prawej, górnej szafce!
Usłyszała. Zaprowadziła chłopaka do jego sypialni, co jakiś czas rzucając mu pocieszające spojrzenie.
- Nie martw się. Jak na siebie jest teraz niesamowicie delikatny. Nie zapowiada się, żeby miał cię skrzywdzić.
Wsunęła się do pokoju i podeszła do szafy. Wyciągnęła wybrane ciuchy. O mało nie krzyknęła irytacji. Wampir był po porostu…
- Stary zboczeniec bez krzty pomyślunku!
W rękach trzymała miękkie, jedwabne spodnie. Błękitne. Do tego biała koszulka. Na stójce, zapinana z tylu na mnóstwo guziczków. Z rozcinanymi rękawkami i deseniem bladoniebieskiego motyla na plecach. Ułożonym tak, ze kiedy chłopak wzruszał ramionami, motyl poruszał skrzydłami. Do tego skórzane, barwione na błękitno rękawiczki bez palców. Z wyszytym jedwabną nicią białym motylem. Ale to było bardzo ładne, jak na wampira. Najgorsze było to, co leżało na wierzchu tego wszystkiego. Blado-błękitna obróżka, pasująca do rękawiczek. I oczywiście dziewczyna wiedziała, co by było, gdyby mu jej nie założyła.
Podeszła do chłopaka i pomogła mu to wszystko ubrać. Widziała wyraz trwogi na jego twarzy, kiedy zobaczył obręcz i dołączony do niej srebrny, delikatny łańcuszek. Wampir chyba na prawdę zamierzał traktować go jak zwierzaczka!
Chłopak zacisnął oczy. Ale nie protestował, kiedy Nadia pozbawiała go delikatnej koszuli i przebierała w te  wymyślne ubrania. Prawie warknął , czując na szyi obrożę. Ale musiał ją ścierpieć. Cieszył się tylko, ze jeszcze nie założyli mu smyczki.
Wyszli z sypialni. Oboje niezbyt zadowoleni. Jasnowłosy był przerażony, a dziewczyna kontrastowo, zła. Ale nie odważyła się pyskować do szefa. Ten tylko uśmiechnął się delikatnie, widząc chłopaka. Przywołał go do siebie i założył mu smycz. Przyciągnął go za nią i pocałował leniwie w ucho. Kadaj był zbyt wystraszony, by zaprotestować, czy wygłosić mu tyradę, którą układał sobie w głowie od chwili, gdy zobaczył tę rzecz.
Wampir objął go niby czule i pociągnął za sobą. Szybko znaleźli się poza zamkiem.
- Jesteś pewien, że masz ochotę jechać do lasku?
Zapytał, głaszcząc go po głowie, jak grzecznego psa. I ironicznie, chłopak czuł przemożną chęć ugryzienia go w bezczelne łapsko. Ale tego nie zrobił. Skręcili w boczną ścieżkę.
Niestety, żeby dostać się do lasku, czeka nas przejażdżka konno, zaśmiał się w myślach do chłopaka.
- Oczywiście, potrafisz jeździć konno? – Bardziej stwierdził, niż zapytał, nie patrząc na chłopca zbyt uważnie. Ten odpowiadał mu pełnym niedowierzaniem.
- Ja mam wsiąść na konia ? To nie możliwe. Te bestie są przerażające.
Zaprotestował, spoglądając mu w oczy hardo i upierając się przy swoim. Miał już dość upokorzeń jak na jedne dzień. Na konia nie wsiądzie i juz. Jednak wampir tylko się uśmiechnął.
- Oczywiście, ze masz wsiąść na konia – wyszeptał mu do ucha – co w tym takiego dziwnego?
Właśnie podeszli do stajni. Dżokej już naszykował konia mężczyzny do jazdy. Na szczęście, według Shiny, nie musieli czekać już na innego konia. Uznał, że chłopak pojedzie razem z nim.
- Tak w ogóle, to skąd wiedziałeś, jak ona się nazywa?
Zapytał, wskazując na stojącą za nim, zamiatającą nerwowo ogonem czarną… Bestię. Chwycił chłopaka w pasie i nie zważając na krzyk przerażenia wsadził go na konia, by po chwili usiąść za nim. I ruszyć szybko wyboistą dróżką. Cały czas na jego ustach utrzymywał się drwiący uśmieszek.
Kadaj z  przerażeniem patrzył między swoje nogi wpatrując się w zwierze na którym siedział.
Zgrabne, wściekłe konisko o czerwonych oczach. To nie mógł być wytwór jego wyobraźni. Po pewnym czasie stwierdził że mimo wszystko wcale nie jest tak strasznie. Odprężył się nieznacznie i nawet dotknął klaczy ale tak lekko żeby ona nawet tego nie zauważyła.
Bestia zarzuciła głową do tyłu, czując na sobie ten delikatny dotyk, ale nie próbowała gryźć, co było dobrym znakiem. Spodobał jej się zapach chłopaka, poza tym, czuła na nim aurę swojego pana. Zdobyła się nawet na to, żeby potrzeć łbem o jego nogę.
- Lubi cię? – Zaśmiał się z niedowierzaniem wampir – do tej pory, każdy, poza mną, kto chciał jej dotknąć, kończył bez palca, albo dwóch.
Zachichotał zimno, ale po chwili uspokajająco pogłaskał chłopaka po plecach.
- Nie martw się, tobie nic nie zrobi. Czuć na tobie moją aurę – pocałował go w kark – a jak dasz jej kilka kostek cukru, to już zakocha się w tobie zupełnie. Bestia jest raczej uzależniona od słodyczy.
- Aha. – Stwierdził niezwykle inteligentnie Kadaj – A mogę jej dotknąć ? Tak leciutko? Nic mi nie zrobi ?
Wpatrywał się niezdecydowany w konia. Chciał przejechać palcami po jej grzywie. Strasznie go kusiła. Nieświadomie oparł dłoń na udzie wampira odwracając do niego głowę i patrząc na niego prosząco. W tej chwili zapomniał nawet o zdobiącej jego szyje obroży. Zbyt był zafascynowany pięknym zwierzęciem.
- Mogę?
- Tak – objął go uspokajająco – Bestia, bądź grzeczną dziewczynką. Pilnuj tego chłopca i bądź dla niego miła, dobrze? Jest mój i jest bardzo zajmujący.
Zamruczał, uśmiechając się specyficznie i poklepując ją silnie po szyi. Klacz w odpowiedzi tylko zatańczyła w miejscu i przyspieszyła. Wampir zachichotał, przygarniając chłopaka do siebie mocniej i przeszedł w galop. Kadajowi wybitnie się to nie spodobało. Był przestraszony, ale i zafascynowany kiedy klacz przyspieszyła.
- Daleko jeszcze?
Zapytał. Chciał już stanąć na ziemi. Jazda na koniu nie całkiem mu się podobała i dodatkowo trochę już go bolały tynie partie ciała od tego ciągłego podskakiwania. Jeszcze ta bliskość mężczyzny… Pokręcił się lekko ale tylko nie znacznie. Bał się że może spaść.
Wampir zwolnił, kiedy zbliżyli się do właściwego miejsca. Przeszedł w kłus, potem w stęp.
Zeskoczył z konia i prowadząc go łagodnie doszedł tam, gdzie chciał. Przed nimi pojawiła się zalana promieniami słońca leśna polana. Na środku niej rósł rozłożysty kasztanowiec, w jego cieniu stało kilka ułożonych w koło kamiennych, obrośniętych bluszczem ławek. Było zaskakująco ciepło, nawet, jak na końcówkę maja, a w powietrzu unosił się przyjemny zapach nagrzanej od słońca trawy.
- Jesteśmy na miejscu, co o tym sądzisz?
Kadaj szeroko otworzonymi oczyma wpatrywał się w okolicę. Nigdy nie widział tak pięknego miejsca przed przyjazdem na zamek mężczyzny. Naprawdę, rezydencja wampira wypełniona była zapierającymi dech widokami.
- Idealne – szepnął cicho.
Po chwili potrząsnął głową wychodząc z lekkiego szoku. Warto było tyle jechać dla takiego miejsca. Podszedł do drzewa i położył dłoń na jego szorstkiej korze. Musiało być bardzo stare. Wampir podszedł do chłopaka i pochylił się nad nim. Pociągnął go lekko za smyczkę i polizał w szyję. Uwielbiał mieć nad kimś taką całkowita kontrolę.
- Masz rację. Jest bardzo stare. Było wiekowe już wtedy, kiedy ja byłem dzieckiem.
Objął go od tyłu i zaczął delikatnie muskać ustami jego kark. Powoli smakował coraz większy obszar skóry, a chłopak coraz rozpaczliwiej starał się wyrwać. Na próżno. Z wampirem nie miał najmniejszych szans.
- Zaraz to dokończymy – wyszeptał, odrywając się od jego skóry – ale najpierw trzeba Bestyjce podziękować.
Wsunął mu w dłoń bryłkę cukru i klepnął lekko w pośladek, pchając w kierunku klaczy. Ta prychnęła. Chłopak automatycznie podskoczył. Westchnął i z determinacją zaczął iść w jej stronę. Wciąż go trochę przerażała ale postanowił, że się nie dać. Gdy był już blisko wyciągnął przed siebie rękę z bryłką cukru. Odwrócił głowę i zamknął oczy będąc pewny ze jak już je otworzy to będzie bez ręki. Poczuł dotyk wilgotnych chrap na skórze. Nie było tak źle. Krew się jeszcze nie lała na boki. To było nawet całkiem przyjemne. Otworzył oczy. Niepewnie pogłaskał Bestie po boku szyi i po grzywie. Połaskotał po chrapach. Koń najwidoczniej przyjął tę pieszczotę, bo już po chwili trącał go prosząc o więcej. Rozbawiony chłopak z rozkoszą poddawał się nowemu doświadczeniu głaszcząc klacz.
Shina ze zdziwieniem przypatrywał się chłopcu. To było po prostu niesłychane, ze komuś tak szybko udało się ugłaskać Bestię. Do tej pory każdy obcy był bardzo szybko informowany, gdzie jego miejsce. Zachichotał, widząc, jak koń trąca chłopaka łbem, po czym, w odpowiedzi na jego chichot sama wyszczerza zęby. Niezbyt końskie zęby, bo trzeba wiedzieć, że wampirze konie bynajmniej trawą się nie żywią. Wampir uśmiechnął się, widząc, jak chłopak momentalnie odskakuje od Bestii, a ta uparcie idzie za nim.
Kadaj odsunął się i potknął ładując na trawie. Zwierze uparcie się nad nim pochylało. Ze zdziwieniem patrzył na klacz. To nie było normalne, żeby koń miał takie zęby. Ale nie normalne były też konie z czerwonymi oczyma. Westchnął. Chyba po prostu zacznę się przyzwyczajać do kłów. Pomyślał zrezygnowany. Podciągnął się, opierając o Bestie. Nie była wcale tak przerażająca. Znów ją pogłaskał. Od nadmiaru wrażeń zaczynała go boleć głowa. A doskonale zdawał sobie sprawę, ze był dopiero ranek. I przed wieczorem może się wydarzyć praktycznie wszystko…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz