Kolejne
dwa tygodnie minęły we względnym spokoju. Wampir systematycznie na
powrót przyzwyczajał Kadaja do swojego dotyku. Tak, że chłopak już
prawie mógł go znieść bez drżenia. Shina powoli pokazywał mu rezydencję i
otaczające ją błonia. Tego dnia podobnie. Po śniadaniu siedział w swoim
salonie. Chłopak niedaleko niego, na fotelu. Z nogami podciągniętymi
pod brodę. Rano zawsze było z nim nieco gorzej.
- To gdzie dzisiaj? Do lasku? Czy wolisz przejść się nad stawy?
Chłopak
zastanowił się chwile i nie mógł wybrać. W końcu bo rozważeniu
wszystkich za i przeciw wybrał lasek. Nie wiedział, czy w owych stawach
można pływać, a jeśli tak, co w związku z tym przyjdzie mężczyźnie do
głowy. Poza tym, od wody zawsze wiał chłodny wiatr. A w dodatku coś
czego Kadaj niezmiernie nienawidził – komary. Lasek więc był idealny.
Nie musiał mówić tego na głos był pewien, ze wampir od samego początku
znał jego wybór.
Tak, znam mężczyzna odezwał się cicho w
jego głowie, wyciągając rękę w jego kierunku i delikatnie gładząc go po
włosach. Chłopiec zatrząsł się jak wystraszone zwierzątko. Wampir
zachichotał. Te reakcje zabaweczki strasznie go bawiły.
- Zatem do lasku… – zadecydował.
Przerwało mu pukanie do drzwi. To była Nadia. Niosła tacę z kawą dla wampira i herbata dla Kadaja.
- Wybacz
panie… – wyszeptała cicho – przepraszam, ale usłyszałam, jak pan mówił o
wycieczce do lasu… i… proszę wybaczyć impertynencję, ale myślę, ze
Kadaj powinien się przebrać.
Miała
rację. Chłopak w tej chwili miał na sobie tylko lekką, prześwitującą
koszulkę, w której ostatnio był zmuszony spać. Wampir powiedział, ze
skoro nie może dotykać, to chociaż popatrzy. Teraz jednak przyznał jej
rację.
Ona jest zbyt cwana…westchnął w myślach, widząc, jak wychodzi z Kadajem.
- Tylko ubierz mu to, co jest naszykowane w prawej, górnej szafce!
Usłyszała. Zaprowadziła chłopaka do jego sypialni, co jakiś czas rzucając mu pocieszające spojrzenie.
- Nie martw się. Jak na siebie jest teraz niesamowicie delikatny. Nie zapowiada się, żeby miał cię skrzywdzić.
Wsunęła się do pokoju i podeszła do szafy. Wyciągnęła wybrane ciuchy. O mało nie krzyknęła irytacji. Wampir był po porostu…
- Stary zboczeniec bez krzty pomyślunku!
W rękach
trzymała miękkie, jedwabne spodnie. Błękitne. Do tego biała koszulka. Na
stójce, zapinana z tylu na mnóstwo guziczków. Z rozcinanymi rękawkami i
deseniem bladoniebieskiego motyla na plecach. Ułożonym tak, ze kiedy
chłopak wzruszał ramionami, motyl poruszał skrzydłami. Do tego skórzane,
barwione na błękitno rękawiczki bez palców. Z wyszytym jedwabną nicią
białym motylem. Ale to było bardzo ładne, jak na wampira. Najgorsze było
to, co leżało na wierzchu tego wszystkiego. Blado-błękitna obróżka,
pasująca do rękawiczek. I oczywiście dziewczyna wiedziała, co by było,
gdyby mu jej nie założyła.
Podeszła
do chłopaka i pomogła mu to wszystko ubrać. Widziała wyraz trwogi na
jego twarzy, kiedy zobaczył obręcz i dołączony do niej srebrny,
delikatny łańcuszek. Wampir chyba na prawdę zamierzał traktować go jak zwierzaczka!
Chłopak zacisnął oczy. Ale nie protestował, kiedy Nadia pozbawiała go delikatnej koszuli i przebierała w te wymyślne
ubrania. Prawie warknął , czując na szyi obrożę. Ale musiał ją
ścierpieć. Cieszył się tylko, ze jeszcze nie założyli mu smyczki.
Wyszli z
sypialni. Oboje niezbyt zadowoleni. Jasnowłosy był przerażony, a
dziewczyna kontrastowo, zła. Ale nie odważyła się pyskować do szefa. Ten
tylko uśmiechnął się delikatnie, widząc chłopaka. Przywołał go do
siebie i założył mu smycz. Przyciągnął go za nią i pocałował leniwie w
ucho. Kadaj był zbyt wystraszony, by zaprotestować, czy wygłosić mu
tyradę, którą układał sobie w głowie od chwili, gdy zobaczył tę rzecz.
Wampir objął go niby czule i pociągnął za sobą. Szybko znaleźli się poza zamkiem.
- Jesteś pewien, że masz ochotę jechać do lasku?
Zapytał,
głaszcząc go po głowie, jak grzecznego psa. I ironicznie, chłopak czuł
przemożną chęć ugryzienia go w bezczelne łapsko. Ale tego nie zrobił.
Skręcili w boczną ścieżkę.
Niestety, żeby dostać się do lasku, czeka nas przejażdżka konno, zaśmiał się w myślach do chłopaka.
-
Oczywiście, potrafisz jeździć konno? – Bardziej stwierdził, niż zapytał,
nie patrząc na chłopca zbyt uważnie. Ten odpowiadał mu pełnym
niedowierzaniem.
- Ja mam wsiąść na konia ? To nie możliwe. Te bestie są przerażające.
Zaprotestował,
spoglądając mu w oczy hardo i upierając się przy swoim. Miał już dość
upokorzeń jak na jedne dzień. Na konia nie wsiądzie i juz. Jednak wampir
tylko się uśmiechnął.
- Oczywiście, ze masz wsiąść na konia – wyszeptał mu do ucha – co w tym takiego dziwnego?
Właśnie
podeszli do stajni. Dżokej już naszykował konia mężczyzny do jazdy. Na
szczęście, według Shiny, nie musieli czekać już na innego konia. Uznał,
że chłopak pojedzie razem z nim.
- Tak w ogóle, to skąd wiedziałeś, jak ona się nazywa?
Zapytał,
wskazując na stojącą za nim, zamiatającą nerwowo ogonem czarną… Bestię.
Chwycił chłopaka w pasie i nie zważając na krzyk przerażenia wsadził go
na konia, by po chwili usiąść za nim. I ruszyć szybko wyboistą dróżką.
Cały czas na jego ustach utrzymywał się drwiący uśmieszek.
Kadaj z przerażeniem patrzył między swoje nogi wpatrując się w zwierze na którym siedział.
Zgrabne, wściekłe konisko o czerwonych oczach. To nie mógł być wytwór jego wyobraźni. Po pewnym czasie stwierdził że mimo wszystko wcale nie jest tak strasznie. Odprężył się nieznacznie i nawet dotknął klaczy ale tak lekko żeby ona nawet tego nie zauważyła.
Zgrabne, wściekłe konisko o czerwonych oczach. To nie mógł być wytwór jego wyobraźni. Po pewnym czasie stwierdził że mimo wszystko wcale nie jest tak strasznie. Odprężył się nieznacznie i nawet dotknął klaczy ale tak lekko żeby ona nawet tego nie zauważyła.
Bestia
zarzuciła głową do tyłu, czując na sobie ten delikatny dotyk, ale nie
próbowała gryźć, co było dobrym znakiem. Spodobał jej się zapach
chłopaka, poza tym, czuła na nim aurę swojego pana. Zdobyła się nawet na
to, żeby potrzeć łbem o jego nogę.
- Lubi
cię? – Zaśmiał się z niedowierzaniem wampir – do tej pory, każdy, poza
mną, kto chciał jej dotknąć, kończył bez palca, albo dwóch.
Zachichotał zimno, ale po chwili uspokajająco pogłaskał chłopaka po plecach.
- Nie
martw się, tobie nic nie zrobi. Czuć na tobie moją aurę – pocałował go w
kark – a jak dasz jej kilka kostek cukru, to już zakocha się w tobie
zupełnie. Bestia jest raczej uzależniona od słodyczy.
- Aha. – Stwierdził niezwykle inteligentnie Kadaj – A mogę jej dotknąć ? Tak leciutko? Nic mi nie zrobi ?
Wpatrywał
się niezdecydowany w konia. Chciał przejechać palcami po jej grzywie.
Strasznie go kusiła. Nieświadomie oparł dłoń na udzie wampira odwracając
do niego głowę i patrząc na niego prosząco. W tej chwili zapomniał
nawet o zdobiącej jego szyje obroży. Zbyt był zafascynowany pięknym
zwierzęciem.
- Mogę?
- Tak –
objął go uspokajająco – Bestia, bądź grzeczną dziewczynką. Pilnuj tego
chłopca i bądź dla niego miła, dobrze? Jest mój i jest bardzo zajmujący.
Zamruczał,
uśmiechając się specyficznie i poklepując ją silnie po szyi. Klacz w
odpowiedzi tylko zatańczyła w miejscu i przyspieszyła. Wampir
zachichotał, przygarniając chłopaka do siebie mocniej i przeszedł w
galop. Kadajowi wybitnie się to nie spodobało. Był przestraszony, ale i
zafascynowany kiedy klacz przyspieszyła.
- Daleko jeszcze?
Zapytał.
Chciał już stanąć na ziemi. Jazda na koniu nie całkiem mu się podobała i
dodatkowo trochę już go bolały tynie partie ciała od tego ciągłego
podskakiwania. Jeszcze ta bliskość mężczyzny… Pokręcił się lekko ale
tylko nie znacznie. Bał się że może spaść.
Wampir zwolnił, kiedy zbliżyli się do właściwego miejsca. Przeszedł w kłus, potem w stęp.
Zeskoczył z konia i prowadząc go łagodnie doszedł tam, gdzie chciał. Przed nimi pojawiła się zalana promieniami słońca leśna polana. Na środku niej rósł rozłożysty kasztanowiec, w jego cieniu stało kilka ułożonych w koło kamiennych, obrośniętych bluszczem ławek. Było zaskakująco ciepło, nawet, jak na końcówkę maja, a w powietrzu unosił się przyjemny zapach nagrzanej od słońca trawy.
Zeskoczył z konia i prowadząc go łagodnie doszedł tam, gdzie chciał. Przed nimi pojawiła się zalana promieniami słońca leśna polana. Na środku niej rósł rozłożysty kasztanowiec, w jego cieniu stało kilka ułożonych w koło kamiennych, obrośniętych bluszczem ławek. Było zaskakująco ciepło, nawet, jak na końcówkę maja, a w powietrzu unosił się przyjemny zapach nagrzanej od słońca trawy.
- Jesteśmy na miejscu, co o tym sądzisz?
Kadaj
szeroko otworzonymi oczyma wpatrywał się w okolicę. Nigdy nie widział
tak pięknego miejsca przed przyjazdem na zamek mężczyzny. Naprawdę,
rezydencja wampira wypełniona była zapierającymi dech widokami.
- Idealne – szepnął cicho.
Po chwili
potrząsnął głową wychodząc z lekkiego szoku. Warto było tyle jechać dla
takiego miejsca. Podszedł do drzewa i położył dłoń na jego szorstkiej
korze. Musiało być bardzo stare. Wampir podszedł do chłopaka i pochylił
się nad nim. Pociągnął go lekko za smyczkę i polizał w szyję. Uwielbiał
mieć nad kimś taką całkowita kontrolę.
- Masz rację. Jest bardzo stare. Było wiekowe już wtedy, kiedy ja byłem dzieckiem.
Objął go
od tyłu i zaczął delikatnie muskać ustami jego kark. Powoli smakował
coraz większy obszar skóry, a chłopak coraz rozpaczliwiej starał się
wyrwać. Na próżno. Z wampirem nie miał najmniejszych szans.
- Zaraz to dokończymy – wyszeptał, odrywając się od jego skóry – ale najpierw trzeba Bestyjce podziękować.
Wsunął mu w
dłoń bryłkę cukru i klepnął lekko w pośladek, pchając w kierunku
klaczy. Ta prychnęła. Chłopak automatycznie podskoczył. Westchnął i z
determinacją zaczął iść w jej stronę. Wciąż go trochę przerażała ale
postanowił, że się nie dać. Gdy był już blisko wyciągnął przed siebie
rękę z bryłką cukru. Odwrócił głowę i zamknął oczy będąc pewny ze jak
już je otworzy to będzie bez ręki. Poczuł dotyk wilgotnych chrap na
skórze. Nie było tak źle. Krew się jeszcze nie lała na boki. To było
nawet całkiem przyjemne. Otworzył oczy. Niepewnie pogłaskał Bestie po
boku szyi i po grzywie. Połaskotał po chrapach. Koń najwidoczniej
przyjął tę pieszczotę, bo już po chwili trącał go prosząc o więcej.
Rozbawiony chłopak z rozkoszą poddawał się nowemu doświadczeniu
głaszcząc klacz.
Shina ze
zdziwieniem przypatrywał się chłopcu. To było po prostu niesłychane, ze
komuś tak szybko udało się ugłaskać Bestię. Do tej pory każdy obcy był
bardzo szybko informowany, gdzie jego miejsce. Zachichotał, widząc, jak
koń trąca chłopaka łbem, po czym, w odpowiedzi na jego chichot sama
wyszczerza zęby. Niezbyt końskie zęby, bo trzeba wiedzieć, że wampirze
konie bynajmniej trawą się nie żywią. Wampir uśmiechnął się, widząc, jak
chłopak momentalnie odskakuje od Bestii, a ta uparcie idzie za nim.
Kadaj odsunął
się i potknął ładując na trawie. Zwierze uparcie się nad nim pochylało.
Ze zdziwieniem patrzył na klacz. To nie było normalne, żeby koń miał
takie zęby. Ale nie normalne były też konie z czerwonymi oczyma.
Westchnął. Chyba po prostu zacznę się przyzwyczajać do kłów.
Pomyślał zrezygnowany. Podciągnął się, opierając o Bestie. Nie była
wcale tak przerażająca. Znów ją pogłaskał. Od nadmiaru wrażeń zaczynała
go boleć głowa. A doskonale zdawał sobie sprawę, ze był dopiero ranek. I
przed wieczorem może się wydarzyć praktycznie wszystko…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz