wtorek, 23 stycznia 2018

Mrok R32

Słysząc zbliżające się kroki, Mrok zamknął oczy i wyrównał oddech. Drzwi skrzypnęły cicho. Ktoś wszedł do pokoju, podszedł do łóżka i usiadł na krześle. Dobrze znany zapach, który pamiętał, zmieszany był teraz z kwiatowym zapachem obcego mydła i z…. Nie, nie będzie o tym myśleć…. jeszcze nie teraz. Poczuł chłodne palce obejmujące jego dłoń, delikatne łaskotanie włosów, gdy na brzegu łóżka spoczęła głowa siedzącego na krześle. Poczuł w piersi nagłe szarpnięcie. Otworzył oczy. Przez chwile patrzył na brązową czuprynę tego, który w tak nieprzewidziany i niebezpieczny sposób zmienił jego życie. Uniósł drugą dłoń i pogładził potargane włosy, szepcząc jednocześnie:
            - El Niño…..
            Chłopak natychmiast poderwał głowę, jego twarz rozjaśniła się radością.
            - Mrok!!!! Boże, Mrok, żyjesz… tak się bałem… nie wiedziałem, co robić… było tyle krwi….
            Po twarzy szatyna spływały łzy, a jednocześnie jego uśmiech stawał się coraz bardziej szczęśliwy.
            - Powiedz, nic cie nie boli, możesz poruszać ramieniem… Doktor mówił, ze kula niczego nie naruszyła, że powinno dobrze się zagoić i nie spowodować żadnych trwałych urazów…
            Potok słów urwał się nagle. W oczach Nino błyszczała rozpacz i strach.
            - Mrok….. – głos mu drżał i coraz więcej łez spływało po jego policzkach. – Bałem się…… tak bardzo się o Ciebie bałem…………
            Czarny bez słowa wpatrywał się w niego leniwym ruchem odgarniając kosmyki włosów z jego twarzy.
            - Musimy się stąd wynosić…. W tym mieście nie jesteśmy bezpieczni.
            Nino otworzył, a potem zamknął usta. Niespokojnie przesunął wzrokiem po pokoju.
            - Jesteśmy tu bezpieczni…. To centrala gangu, nie wpuszczą tu nikogo….
            Mrok czujnie wpatrywał się w chłopaka.
            - Jakim cudem udało ci sie uzyskać ich pomoc? – zapytał beznamiętnym tonem.
            Nino opuścił głowę nie mogąc znieść przenikliwego wzroku Mroka.
            - O…obiecałem im, ze jak dojdziesz do siebie to im zapłacisz…., powiedziałem, że jesteś szychą w półświatku…. – wydusił z siebie w końcu.
            Czarny  powątpiewaniem uniósł brew.
            - To wszystko?
            Na twarz Nina wypełzł szkarłatny rumieniec wstydu, jednak widząc pytające spojrzenie Czarnego, spojrzał mu prosto w oczy i wyszeptał.
            - Nie… to nie wszystko…..
            Serce Mroka przeszył ból.
            - Co jeszcze?
            Nino spojrzał w okno. Poranne słońce wyzłociło szyby, wstawał piękny dzień. Czuł jak dłoń Mroka sztywnieje w uścisku jego dłoni. Odwrócił głowę, z determinacją patrząc w oczy mężczyzny.
            - Powiedziałem szefowi gangu, że jestem twoją kurwą, a on postanowił w ramach zapłaty skorzystać z moich usług…
            Zapadło pomiędzy nimi milczenie, którego nie chciał przerwać żaden z nich. Obydwoje zranieni i nie mogący zrobić nic, by zdjąć z ramion to cierpienie.
            - Nie skrzywdził cię?….- przerwał wreszcie cisze Mrok.
            Nino uśmiechnął się smutno, przecząco pokręcił głową.
            - Nie każdy klient bywa sadystą…
            Czarny zacisnął usta. Usłyszał w myślach głos Nino szepczący namiętne „Oooo, Mike”, zobaczył jego pełną ekspresji twarz. Zamrugał szybko powiekami chcąc pozbyć się niechcianych obrazów.
            - Po południu wyjeżdżamy.
            Chłopak z wahaniem spojrzał na obandażowane ramię Czarnego, ale tylko skinął głową na zgodę. Wiedział, że mężczyzna znowu zamyka się przed nim, prawie czuł jego ból, ale nie umiał i nie chciał kłamać. Gdyby skłamał sytuacja byłaby jeszcze gorsza, a tak…
            - Zrobiłbym to jeszcze raz…. – szepnął. – Nawet, gdyby mnie bił i gwałcił….
            W oczach Mroka pojawiło sie niewypowiedziane pytanie.
            Nino wyprostował się dumnie i nie spuścił wzroku.
            - Nie jestem z tego dumny…. Ale zrobiłbym to. Nie ważne, co o mnie teraz myślisz…. jeśli na szali jest twoje życie…. – głos mu się załamał.
            Mrok uniósł dłoń zamykając mu usta. Nie chciał słyszeć tego wyznania, nie mógł go znieść. Było… ponad jego siły. Przez długą chwilę siedzieli w ciszy, którą przerwało dopiero skrzypnięcie drzwi. W progu stanął jasnowłosy mężczyzna.
            - Widzę, że pacjent obudził się. – jego głos brzmiał wesoło.
            Mrok stężał, wszystkie jego mięśnie napięły się do granic możliwości. Siłą woli stłumił w sobie chęć, by zerwać się z łóżka i rzucić na tego mężczyznę, który… Nie, nie wolno mu o tym myśleć. Jeszcze nie teraz, na wszystko przyjdzie czas, później… tak, później o tym pomyśli. Czuł, jak znajdująca się w nim bestia wolno opuszcza łeb i zapada w niespokojną drzemkę. Odetchnął głęboko. Tak, nakazał sobie w myślach spokój, później. Teraz muszą się wydostać z tego miasta. Nadal gdzieś w jego zakamarkach  czai się wróg, który poluje na Nino. To jest teraz jego priorytet. Nino i jego bezpieczeństwo…
            - Musimy wyjechać… – zwrócił się do blondyna zachrypniętym głosem.
            Mike skinął głową nie odwracając spojrzenia od Czarnego.
            - Rozumiem, ale… – zaczął.
            Na ustach Mroka wykwitł ironiczny uśmiech.
            - Oczywiście… zapłata. Ile? Gdzie i kiedy?
            Blondyn roześmiał się.
            - Widzę, że nie traci pan czasu, panie… – zawiesił głos w oczekiwaniu, by Mrok podał swe nazwisko.
            - Ile, gdzie i kiedy? – powtórzył twardo Mrok.
            Mężczyzna milczał chwilę, potem spuścił wzrok nie mogąc wytrzymać spojrzenia Czarnego.
            - Twardy z pana zawodnik… Powiedzmy pół miliona? Rzecz jasna gotówka, czas i miejsce wybrane przez pana.- Ponownie spojrzał na Mroka, a w jego oczach błysnęła przebiegłość. –  Oczywiście, do czasu uregulowania należności pana, hmmm… pupil będzie przebywał pod naszą ochroną.
            Mrok nawet nie spróbował stłumić warknięcia, jakie wydobyło się spomiędzy jego warg. Z całej siły ścisnął dłoń Nino.
            - W porządku… – szepnął chłopak. – Nic mi nie będzie. Naprawdę w porządku.
            Spojrzenie jakie rzucił mu Mrok spowodowało, ze słowa zamarły mu w gardle.
            - Nic nie jest w porządku, Nino…. nic a nic.
            Potem ponownie spojrzał na Mike’a.
            - Będę z pieniędzmi za godzinę. Jeśli tkniesz go jeszcze raz…. – nie dokończył groźby. Puścił rękę Nino, odrzucił kołdrę i z pełną nonszalancją zaczął sie ubierać, nie zaszczycając mężczyzny już ani jednym spojrzeniem. W niecałą minutę był już uszykowany do wyjścia. Mijając Mike’a w progu rzucił.
            - Nie musisz mnie odprowadzać, Sam znajdę wyjście.
            Drzwi zamknęły się cicho.
            Z piersi Mike’a wyrwało się głośne westchnienie. Spojrzał na Nino, który siedział na łóżku bez ruchu ze wzrokiem utkwionym w drzwi.
            - Zawsze jest taki zaborczy i apodyktyczny?
            Chłopak skinął głową.
            Mężczyzna podszedł do niego i usiadł obok i objął go ramieniem.
            - Przemyśl to, możesz zostać tutaj. Mogę zapewnić Ci taki sam komfort jak on…
            Nino roześmiał się boleśnie i tylko pokręcił przecząco głową.
            Mike patrzył uważnie na pełna ekspresji twarz chłopaka, na wszystkie emocje, które w tak wyraźny sposób się na niej odbijały. W końcu uśmiechnął się lekko i potargał włosy młodego.
            - Nic nie musisz mówić – szepnął mu do ucha, a widząc zdziwienie w spojrzeniu, jakim obdarzył go Nino, dodał. – Kochasz go, nie zaprzeczaj, bo to jest dla mnie oczywiste. – Odgarnął z twarzy chłopaka jakiś zabłąkany kosmyk. Wreszcie wstał  i ruszył do wyjścia.
            - Tylko nie daj się mu skrzywdzić… – powiedział juz w progu, a w jego oczach niespodziewanie pojawił się ból.

Mrok R31

Przebudził się nagle. Spięty i nerwowy. Instynkt i wyuczone odruchy sprawiły, że nie poruszył się i nie otwarł oczu. Przeciwnie, wyrównał oddech, jeśli ktoś obserwował go nie był wstanie odgadnąć, że odzyskał przytomność. Przez dłuższą chwilę leżał w ciszy chłonąc otaczającą go atmosferę. Zasłuchał się w sygnały, które wysyłało do niego jego ciało. Nie był związany, umysł pracował jasno, więc raczej nie został nafaszerowany narkotykami lub lekami. Napiął lekko mięśnie nóg, zdawały się funkcjonować normalnie. Prawie niezauważalnie poruszył palcami dłoni. Tutaj także wszystko było w porządku. W tym momencie poczuł ukłucie bólu w prawym barku. No tak, został postrzelony, jednak ból był do zniesienia. Jego serce na moment przyspieszyło. Nino!!!! Z wysiłkiem narzucił sobie spokój, jeśli teraz spanikuje, nie będzie mógł mu pomóc, gdyby zaszła taka potrzeba. Musiał działać rozważnie. Wiedział, że znajduje się w zamkniętym pomieszczeniu, a oprócz niego w pokoju znajduje sie jeszcze jedna osoba, wychwytywał jej cichy oddech. Bardzo wolno zaczął unosić powiekę jednego oka. Sposób oddychania nie zmienił się, nie usłyszał żadnego ruchu, który sugerowałby, że ktoś dostrzegł jego przebudzenie. Mocniej uchylił powiekę i przez firankę rzęs zaczął lustrować pomieszczenie. W pokoju panował miękki półmrok, zaciągnięte na oknach kotary przepuszczały niewiele światła, ale i to wystarczyło, by dostrzegł ascetyczne umeblowanie pokoju. Niewielki stolik tuż pod oknem, na nim szklanka z wodą i jakieś medykamenty. Przy wąskim łóżku, na którym leżał stało krzesło, na którym ktoś spał, złożywszy głowę na brzegu pościeli. Zaryzykował i uniósł lekko głowę chcąc dostrzec rysy jej twarzy.
            Przez twarz Mroka przemknął uśmiech. Z głową przytuloną do jego biodra spał Nino. Jego potargane włosy i rozchylone usta sprawiły, że mężczyzna poczuł żar obejmujący jego serce i, hmmm, nie tylko. Już chciał unieść rękę, by pogładzić brązową czuprynę chłopaka, gdy usłyszał zbliżające się kroki. Natychmiast znieruchomiał i przymknął oczy, znów spod zmrużonej powieki obserwował drzwi. W każdej chwili gotowy, by rzucić się na potencjalnego napastnika.
            Drzwi otwarły się cicho i do pokoju wszedł długowłosy blondyn. Stanął w progu, jakby z wahaniem i przez chwilę patrzył na leżącego w łóżku mężczyznę. Podszedł w końcu do śpiącego na krześle chłopaka i delikatnie potrząsnął jego ramię.
            - Nino… – szepnął cicho.
            Chłopak podniósł głowę i rozejrzał się wokół nieprzytomnym wzrokiem.
             Mężczyzna uśmiechnął sie do niego.
            - Musisz coś zjeść, chłopcze – powiedział jakby z rozbawieniem. – Koczujesz tu ponad dobę.
            Nino przetarł oczy i, ku zdumieniu Mroka, uśmiechnął się do nieznanego mu mężczyzny.
            - Dziękuję, panie Mike’u – powiedział, przecierając oczy wierzchem dłoni – ale chce być przy nim, gdy się obudzi.
            Mężczyzna pokiwał głową ze zrozumieniem.
            - Rozumiem, ale doktor mówi, że pacjent pośpi jeszcze co najmniej 20 godzin, juz choćby ze względu na znieczulenie, jakie dostał, gdy wyjmował mu kulę – mówiąc to łagodnym ruchem pogładził Nino po twarzy.
            Ten gest i towarzyszący mu uśmiech Nino sprawiły, że Mrok spiął się. „O co tu chodzi?? Co się stało??” Serce Czarnego zalała fala nienawiści, czego nie czuł juz od bardzo dawna. Nie poruszył sie jednak, ani w żaden inny sposób nie dał poznać, że jest przytomny. Czekał na rozwój wypadków.
            Tymczasem Nino wstał, pochylił sie nad nim i delikatnie odgarnął z twarzy Mroka jakiś zabłąkany kosmyk włosów. Przez chwilę stał i patrzył na leżącego mężczyznę z wyrazem niepokoju na twarzy. Wreszcie odwrócił się do Mike’a.
            - Ale na pewno wszystko z nim w porządku? – zapytał.
            Zagadnięty roześmiał się cicho.
            - Na pewno. Z doktorka może i jest moczymorda i dziwkarz, ale swój fach zna. Jeśli mówi, że będzie dobrze, to będzie. Nie raz łatał moich chłopaków i wszyscy są w jak najlepszej formie. Chodź  i niczym sie nie martw – opiekuńczo otoczył ramiona chłopaka, na który to widok, Mrok omal nie zazgrzytał zębami.
            Nino pozwolił wyprowadzić się z pokoju bez protestów, co więcej, oparł głowę na ramieniu mężczyzny. Gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi, Mrok usiadł na łóżku. Jego mięśnie napięły się jak postronki, twarz była nieruchoma jak maska, tylko oczy płonęły zimnym blaskiem. „O co tu chodzi?? Co się dzieje??” Czuł się wytrącony z równowagi i wściekły. „Nino go zdradził?? Wydał?? Nie, to chyba nie to, gdyby wiedzieli kim jest nie pozostawiliby go bez obstawy. Więc co, do kurwy nędzy, tu się działo???? Co łączy Nino i tego całego Mike’a!!!” Nawet w myślach imię mężczyzny budziło w nim wstręt. Powoli opuścił nogi na podłogę. Ostrożnie zaczął wstawać, przez chwile czuł zawroty głowy.”No tak, znieczulenie, pomyślał, usunęli mi kule”. Poruszył prawym ramieniem. Bolała, ale dało sie przeżyć, pewnie trzeba będzie trochę je oszczędzać, jednak wszystko zadawało się funkcjonować prawidłowo. Rozejrzał się dokładniej po pokoju i dostrzegł przewieszone przez poręcz łóżka ubranie. Czarne spodnie należały do niego, koszuli nie poznawał, ale, po krótkim pomacaniu, czy aby nie było w niej ukrytych jakiś pluskiew czy innych urządzeń namierzających, niech żyje paranoja!!, ubrał ją także. Nigdzie nie widział butów, ale stwierdził, że do tego, co chce teraz zrobić nawet lepiej, że pójdzie boso. Uchylił lekko kotarę w oknie lustrując otoczenie. Kamienica, raczej stara i niezbyt zadbana. Ciemne podwórze i światło lamp z ulicy. Podszedł do drzwi i uchylił je delikatnie, zerkając przez powstałą szparę. Korytarz za drzwiami tonął w mroku, co pasowało mu bardzo. Tylko gdzieś dalej słychać było rozmowę kilku osób i widać padający przez niedomknięte drzwi poblask światła. Starając się poruszać jak najciszej wymknął się na korytarz starannie zamykając za sobą drzwi. Jak cień przemknął korytarzem do uchylonych drzwi. Trzech mężczyzn rozmawiało o ostatnich podbojach racząc się kolacją.
            - Mówię Ci, stary, cycki miała takie, że mogłaby człowieka udusić – zaśmiał się jeden z nich.
            Przez twarz Mroka przemknął wyraz obrzydzenia, gdy pozostali skwitowali śmiechem wypowiedź kolegi.
            - Ty to masz szczęście – pokręcił głowa drugi – Lucy jest płaska jak decha, ale ma wprawę i dobrze ciągnie druta.
            Czarny wycofał się, w pokoju nie było ani Nino, ani Mike’a, a niewybredne uwagi mężczyzn wybitnie podsycały w nim wściekłość, której nawet nie próbował sobie tłumaczyć. Gdyby tam teraz wszedł, zabiłby ich i nie byłaby to bezbolesna śmierć…
            Ruszył dalej korytarzem nasłuchując wszelkich odgłosów, w myślach kreślił sobie plan kamienicy na podstawie korytarza i rozkładu wychodzących na niego drzwi. Za większością z nich panował cisza i ciemność. Sytuacja powtórzyła się na piętrze niżej i na parterze. W  kilku pokojach spali mężczyźni w różnym wieku, ale nigdzie nie było śladu Nino. Szedł więc dalej, skręcił kilka razy, aż doszedł do większych drzwi prowadzących, jak mu się wydawało, na widziane z okna podwórze. Nacisnął klamkę, a drzwi poddały sie bez oporu. Jego twarz owiał rześki nocny wiatr, pod bosymi stopami wyczuł piasek. Gdzie, do cholery, był Nino?? Był pewien, ze nie było go w budynku, z którego wyszedł. W oknie na pierwszym piętrze budynku po drugiej stronie podwórza paliło się światło. Nie namyślając się długo ruszył przez podwórze. Drzwi wejściowe także były otwarte, ale za nimi słyszał szmer rozmowy. Strażnicy, dwóch, może trzech. Bez problemu mógł ich zdjąć, ale niepewna sytuacja w jakiej się znajdował sprawiła, że wolał nie alarmować nikogo, ani teraz, ani potem, gdyby odnaleziono ciała. Nie wiedział gdzie jest Nino, co sie dzieje, ani co robić dalej. Nie na darmo jednak nazywano go kiedyś Cieniem. Potrafił poruszać się bezszelestnie, wtopić w mrok korytarza. Odwracając twarz, by jej jasna plama nie zwróciła niczyjej uwagi, tyłem przemknął obok otwartych drzwi i zajętych na szczęcie rozmową strażników. „Co za brak profesjonalizmu – pomyślał. To na pewno nie są ludzie, którzy polowali na nich w wesołym miasteczku. „
            Nie niepokojony przez nikogo dostał się na piętro i stanął przed drzwiami pokoju, który obserwował z podwórza. Przyczaił sie i wsłuchał w odgłosy zza drzwi. To co usłyszał sprawiło, że przeszedł go dreszcz. Przyspieszone oddechy i westchnienia….. Zacisnął pięści, aż zatrzeszczały kości. Wolno wciągnął go płuc powietrze opanowując emocje. Nacisnął klamkę i minimalnie uchylił drzwi.
            - Jesteś cudowny….. – nabrzmiały pożądaniem głos Mika’a ranił uszy Mroka wzbudzając w nim żądze krwi. – Taki piękny i namiętny….. Ciasny jak dziewica…… Powiedz mi, powiedz, jest ci tak samo dobrze jak mi….. Powiedz….
            - Oooo, Mike…… – wyszeptana cicho odpowiedź sprawiła, że ręce Mroka opadły bezsilnie, a on sam musiał oprzeć się o ścianę, by nie upaść. Ten głos….. głos, który pieścił jego uszy, który swego czasu obudził w nim zapomniane wspomnienia, głos, który był mu znany lepiej niż jego własny….
            Stał oparty o ścianę, zdruzgotany i bezbronny, wsłuchany w dochodzące zza drzwi miłosne westchnienia. W tej chwili nie czuł nic, w jego sercu panował beznamiętna pustka. Na przekór sobie ponownie odwrócił się do drzwi i zerknął przez szparę, przez otwarte usta łapał ciężko powietrze patrząc na rysującą się na twarzy Nino namiętność. Napawał się tym widokiem, czując jak zostaje wyryty w jego umyśle i sercu. Wreszcie cofnął głowę i cicho zamknął drzwi, choć wątpił, by oddający się rozkoszy mężczyźni byliby wstanie cokolwiek usłyszeć. Oparł rozpalone czoło o zimną ścianę, przez chwilę stał w bezruchu. Wreszcie sam sobie nakazał nie myśleć o tym, co widział i przede wszystkim nie czuć. Bezszelestnie pokonał drogę powrotną do pokoju, w którym leżał, rozebrał sie składając rzeczy tak, by nikt nie poznał, ze były używane. Położył sie i przykrył kołdrą. szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w ciemność…

***

„Braciszku?…..”
Cisza.
„Braciszku, co się stało???”
Cisza.
„Odezwij się…..”
Cisza.
Cisza.
Cisza……….

Mrok R30

Nino z desperacką odwagą w sercu wszedł do pokoju. Pomieszczenie przywitało go jasnym światłem słonecznym sączącym się z dużych okien na przeciwległej ścianie. W rogu pokoju stało małe orzechowe biurko, siedzący przy nim mężczyzna podniósł głowę i spojrzał na niego. Na jego twarzy pojawił się ciepły uśmiech.
            Nino na jego widok poczuł dla odmiany, jak lód skuwa jego serce. Nie ufał gościowi, nie ufał ani przez moment. Przełknął ślinę i z uśmiechem, który był równie prawdziwy, co blond włosy większości dziwek, podszedł do biurka.
            - Chciał mnie pan widzieć? – zapytał, siadając bez pytania na stojącym przed biurkiem krześle. – Chodzi o dokończenie naszej wcześniejszej… – tu zrobił wieloznaczną przerwę – … rozmowy?
            Blondyn patrzył na niego przez chwilę w milczeniu.
            - Powiedzmy – powiedział w końcu nadal uśmiechając się. – Ale, skoro chodzi nam o rozmowę może przejdziemy tam – wskazał dłonią dużą beżową kanapę i stojący przed nią stolik zastawiony porcelaną i słodyczami. – Proponuje kawę. – powiedział z przekąsem Mike widząc nagłe zdziwienie malujące się na twarzy Nino.
            Młody stropił się, nie bardzo wiedział do czego to wszystko zmierza. Kawa? Rozmowa?
            - Wybaczy pan, ale … czy to nie mogłoby poczekać? – zapytał w końcu. – Prawdę mówiąc, trochę denerwuje sie o stan mojego sponsora….
            - Ach, tak, tak…. twój sponsor… – blondyn pokręcił głową. – Możesz mi wierzyć, że doktor zna się na rzeczy, ale strasznie nie lubi natrętnych i nadopiekuńczych… hmmm, powiedzmy „krewnych” swoich pacjentów. – Tutaj roześmiał się lekko.- Zapewniam Cię, że potrafię dbać o własne interesy i twój sponsor jest w dobrych rękach. Jak właściwie masz na imię?
            - Nino… – odpowiedział chłopak zupełnie machinalnie.
            Mężczyzna wstał i podszedł do kanapy, ręką wskazał miejsce obok siebie, młodemu nie pozostało nic innego, jak przyjąć to zaproszenie. Szef poczekał aż podejdzie i jednocześnie usiedli.
            - Nino… okej, więc Nino, zanim doktorek skończy swoje dzieło – Mike patrzył prosto w oczy chłopaka. – mamy czas, by porozumieć się co do szczegółów naszej, hmmm transakcji.
            „Zaczęło się” przemknęło przez głowę chłopaka. Przywołał na twarz promienny uśmiech, „jak powiedziało się a, to trzeba b – brnąć dalej i c – czasem d- dać dupy”. Byle tylko Mrok przeżył, byleby mu nic nie było…. Przysunął się bliżej na kanapie do Mike’a i jakby od niechcenia położył mu dłoń na udzie.
            - Masz na myśli jakąś szczególną formę mojej wdzięczności? – przekrzywił głowę spoglądając na blondyna, oblizał zmysłowo usta.
            Uśmiech nadal zdobił twarz mężczyzny, uniósł dłoń i położył ją na dłoni Nino, jego palce delikatnie przebiegały po skórze chłopaka. Pochylił sie w stronę młodego, a jego oddech owiał usta Nino.
            - Myślę, ze dojdziemy do porozumienia. – szepnął, a jego wargi przesunęły sie po policzku Nino, złożyły na nim ciepły i łagodny pocałunek.
            Nino zadrżał. Cholera, bał się, a jednocześnie dotyk Mike’a budził w nim coś, czego się nie spodziewał. Mężczyzna wplótł palce w jego włosy na karku, łagodnie masował szyję. Ich usta zetknęły się i poczuł, jak mężczyzna bierze je w posiadanie. Był dominujący i delikatny jednocześnie, wiedział czego chce i jak to zdobyć. Poczuł wślizgujący się w jego usta język, który pieścił jego podniebienie, badał zęby i wewnętrzne strony policzków. Nino czuł się z tym źle, ale jego ciało reagowało na dotyk blondyna, nie wiedział kiedy zaczął oddawać pocałunek. Dłoń mężczyzny wślizgnęła sie pod koszulkę i rozpoczęła delikatną pieszczotę wrażliwej skóry na brzuchu. Przeciągał po niej paznokciami, masował i kreślił kółeczka kciukiem. Ciało chłopaka wygięło się w łuk, gdy blondyn trącił palcem wrażliwy sutek. Spoczywająca na karku Nino dłoń mężczyzny przyciągnęła go bliżej, a zachłanne usta pogłębiły pocałunek.
            „Mrok…..” przemknęło przez myśl Nino, a spod zaciśniętych powiek wymknęły się dwie zdradzieckie łzy. „Przepraszam, Mrok…. przepraszam…..”
            Dłonie chłopaka uniosły się i objęły tułów mężczyzny, spontanicznym gestem gładziły jedwabną koszulę wyczuwając napięte pod nią mięśnie, gdy ten naparł na niego mocniej zmuszając go do położenia się na kanapie.
            Mike przerwał pocałunek i uniósł się lekko nad wpółleżącym teraz chłopakiem. Przez chwilę patrzył na jego twarz. Potem pochylił sie i scałował ślady łez z jego policzków.
            - Jest dla ciebie kimś więcej niż tylko sponsorem, prawda? – zapytał cicho.
            Nino przygryzł wargę i milczał.
            Blondyn uśmiechnął sie jakby z lekkim smutkiem.
            - Nie bój się, o niczym się nie dowie… – szepnął i po raz kolejny sięgnął do ust chłopaka. Wpił sie w nie głęboko biorąc ale i dając równocześnie. Jego pocałunki były zmysłowe i absorbujące, jego język rządził niepodzielnie wzmagając narastającą rozkosz i pożądanie.
            O tak, Mike wiedział, co robi. Był doświadczonym kochankiem, którego nie podniecał ból. Zdawał sobie sprawę, że więcej rozkoszy uzyskać może, gdy jego partner sam jest usatysfakcjonowany aktem seksualnym. Poza tym, Nino po prostu mu się podobał, tak zwyczajnie i po ludzku był w jego typie, dlatego chciał z tego zbliżenia czerpać jak najwięcej. A skoro tak, musiał wziąć go z sobą na skraj rozkoszy i podniecenia.
            Sięgnął rękami na skraj koszulki Nino i podciągnął ją pod szyję. Jego dłonie błądziły po płaskim brzuchu chłopaka, gładząc smukłymi palcami zarysowane pod skórą mięśnie. Czuł jak ciało Nino wygina się w łuk pod jego dotykiem i sprawiło mu to tak wielką satysfakcje, że musiał się uśmiechnąć. Oderwał się od ust partnera i przez chwile patrzył tylko, jak przez twarz chłopaka przemykają różnorodne emocje – od wstydu i bólu po radość i rozkosz. Pochylił się i końcem języka obrysował wargi Nino, który bezwiednie rozchylił je, jakby w zaproszeniu do dalszych pieszczot. Mike jednak nie wznowił pocałunku, zsunął się niżej, tak by móc językiem delektować się lekko słonym smakiem skóry chłopaka.. Przywarł ustami do jednego z sutków, pieścił go oddechem i lekko trącał językiem, aż wreszcie usłyszał to, na co czekał. Z pomiędzy rozwartych warg Nino dał się słyszeć cichutki jęk, jęk rozkoszy. Ręce chłopaka opadły na boki, całkowicie dał ponieść się przyjemności, jaką dawał mu dotyk blondyna.
            Mężczyzna sięgnął do suwaka przy spodniach Nino. Szarpnął lekko oporny zamek, kciukiem wprawnie podważył guzik, który sam wymknął się z dziurki. Chłopak zachłysnął sie powietrzem czując pierwsze muśnięcie dłoni Mike’a na swoim przyrodzeniu. Wyciągnął ręce, jakby chcą zasłonić się przed nim.
            - Zostaw…. – głos blondyna zabrzmiał ostro.
            Nino otworzył wpółprzytomne oczy. Przez chwilę jakby nie wiedział gdzie się znajduje. Na jego twarz wypełzł rumieniec wstydu. Uniósł się na łokciach.
            - Wybacz – szepnął, a następnie roześmiał się nerwowo, chcąc pokryć zażenowanie. – To był ciężki dzień i … chyba trochę wyszedłem z wprawy…. – Mówiąc to usiadł i oparł dłonie na piersi mężczyzny. – Pozwól, że pokażę ci, na co mnie stać.
            Szczerze mówiąc Nino był w tej chwili bardzo zagubiony we własnych odczuciach. Drżącymi palcami rozpiął jedwabną koszule Mike’a i pozwolił jej zsunąć się z jego ramion. jego dłonie rozpoczęły pieszczotę, a w ślad za nimi podążyły wargi i język.
            „Jak mogłem sie tak zatracić” – zastanawiał się. „Myślałem, że będzie to dla mnie trudne, bo przypominać mi będzie to, co zrobił ze mną Jones….. Myślałem, że nie będę czuć nic, poza wstrętem do samego siebie i bólem, ze zdradzam Mroka….” Przesunął dłońmi po wrażliwych bokach mężczyzny i zamknął usta nad jego sutkiem lekko go przygryzając. „A przecież nie sprawia mi przykrości to, co robię…..” Jego język zatańczył nad unieruchomionym sutkiem sprawiając, ze jego partner zamruczał z rozkoszy. „Owszem, boję się o Mroka, ale zdradza mnie moje własne ciało….” Chwycił drugi sutek pomiędzy kciuk i palec wskazujący i ścisnął. Przesunął głowę  i pieścił językiem skórę schodząc coraz niżej, znacząc wilgocią okolicę pępka. Obiema dłońmi bawił się teraz sutkami blondyna, brodą trącając wyraźne wybrzuszenie w spodniach swego partnera. „Mrok….. wybacz mi, proszę” przemknęło mu przez myśl. „Wybacz, że jestem tylko słabym człowiekiem, że moje ciało odpowiada na pieszczoty, wybacz, że jestem podniecony, wybacz, że w chwili, gdy ty walczysz o życie, ja….” zacisnął powieki czując znów niechciane łzy. Z determinacją chwycił zębami suwak rozporka, jednak nie umiał sobie z nim poradzić. Podniósł się na chwilę i chwycił ze pasek spodni. Mike uniósł biodra pomagając mu pozbyć się przeszkody. Milczał obserwując poczynania Nino, gdy ten ujął w dłoń jego penisa i zaczął pobudzać go szybkimi i wibrującymi liźnięciami. Musiał przyznać, że młody miał talent. A jego wcześniejsze roztargnienie… cóż, nie po raz pierwszy widział, jak dziwka zakochuje się w swoim kliencie. A już tym bardziej w stałym sponsorze, który okazał jej trochę serca. Życie bywa zaskakujące, szkoda, ze zwykle kończy sie to łzami, o ile nie tragedią. Mike miał nadzieję, że młodemu się powiedzie, w sumie sam nie wiedział dlaczego go to obchodziło. Poprawił się na kanapie i odprężył. Postanowił cieszyć się doznaniami, jakich dostarczał mu Nino, w końcu o to przede wszystkim chodziło.
            Wsunął palce we włosy chłopaka przygarniając jego twarz bliżej do siebie. Nino zrozumiał aluzję. Wziął w usta główkę penisa i zaczął ją ssać. Powolnymi ruchami głowy coraz głębiej pochłaniał nabrzmiałą erekcję, dłonią pieścił jądra mężczyzny. Po chwili zamienił role – ssał i lizał jądra mężczyzny, a członek stymulował dłonią. I znowu zmiana…. przytrzymał penisa w górze liżąc go dokładnie po całej długości. Usłyszał spazmatyczny oddech Mike’a, uniósł wzrok…. na twarzy mężczyzny malowało się drapieżne pożądanie i rozkosz. Jakby wyczuwając na sobie spojrzenie chłopaka, blondyn otworzył oczy, uśmiechnął się i szepnął:
            - Wstań… – Mówiąc to uniósł się i sięgnął dłonią miedzy nogi chłopaka. Z ust Nino wyrwało się ciche westchnienie, gdy dłoń mężczyzny zacisnęła się na jego członku. Zrobił co mu kazano, blondyn wprawnym ruchem pozbył się krępujących chłopaka spodni. Patrząc mu w oczy włożył do ust wskazujący palec prawej dłoni, ssał go przez chwilę, drugą ręką cały czas stymulował członek młodego. Widział, jak zmienia się wyraz jego twarzy, jak pobladł lekko gdy wyciągnął palec z ust i sięgnął dłonią w kierunku odbytu chłopaka. Nino oparł się dłońmi na ramionach mężczyzny, przechylił głowę w jego stronę.
            - Bądź delikatny…. proszę…. – cichy szept dobiegł jego uszu.
            Przez chwilę palec blondyna błądził wokół anusa młodego, by wreszcie powolnym kolistym ruchem ostrożnie się w nim zagłębić. Mike poczuł, jak Nino naprężą się zatrzymał więc na chwilę ruch dłoni, poczekał, aż młody odpręży się lekko.
            - Nie musisz się obawiać – przyciągnął bliżej głowę chłopaka, polizał jego ucho. – Nie chce zrobić Ci krzywdy. To ma sprawiać przyjemność obu stronom…
            Nino oddychał spazmatycznie, ale powoli zaczął się uspokajać, mężczyzna powoli wznowił powolną penetrację chłopaka. Po chwili do pierwszego palca dołączył drugi. Ciało Nino zaczęło poddawać się jego zabiegom, nie był juz spięty, co więcej jego biodra rozpoczęły delikatny kolisty ruch coraz głębiej nabijając się na palce Mike’a.
            - Miałem…. – w lekko schrypniętym głosie chłopaka zabrzmiały przeprosiny.- Miałem przedtem kilka złych doświadczeń….
            Mike zaklął w myślach, cóż trudno było tego nie zauważyć patrząc na reakcję chłopaka. Owszem widać było, że chłopak ma doświadczenie w tych sprawach, ale jego zachowanie nijak miało się do wcześniejszych butnych wypowiedzi o byciu najlepszą kurwą. Cóż, blondynowi  to nie przeszkadzało, zagiął na młodego parol, w chwili, gdy go zobaczył i po prostu chciał przeżyć z nim jak najwięcej przyjemności.
            Z coraz większą stanowczością rozciągał odbyt młodego starając się jak najlepiej przygotować go to, co miało nastąpić. Słyszał urywany oddech tuż przy swojej twarzy, czuł, jak drżą nogi stojącego przed nim chłopaka. Wyciągnął palce i popchnął Nino na kanapę.
            Chłopak opadł na kolana z wypiętym tyłkiem, w piękny sposób eksponując swoje wejście. Cóż, w pewnym sensie Mike był koneserem, a Nino w bardzo szczególny sposób działał na jego poczucie estetyki.
            - Zaiste piękny widok – mruknął do siebie stając za chłopakiem i kładąc dłonie na jego biodrach. Jego nabrzmiały członek przesuwał się w górę i w dół, drażniąc mięśnie wokół wejścia, by wreszcie powoli zacząć zagłębiać się w delikatnym ciele. Z ust Nino wyrwał się niekontrolowany jęki nie był to bynajmniej jęk bólu. Podniecenie chłopaka sięgnęło zenitu. Jego własny członek zaczął ronić duże przeźroczyste krople. Widząc to mężczyzna przestał się hamować i zaczął poruszać się w coraz szybszym tempie za każdym pchnięciem zagłębiając się coraz bardziej. Gdy po raz pierwszy uderzył we wrażliwy splot mięśni przez ciało Młodego przebiegł dreszcz, a mięśnie odbytu zacisnęły się konwulsyjnie na penetrującym go członku.
            - Aaaaa….. – w głosie Nino pobrzmiewała ekstaza.
            Mike nachylił się nad nim, pozwolił swoim dłonią ślizgać sie po jasnej skórze chłopaka, chwycił zębami delikatny płatek ucha. Uśmiechnął się słysząc pomruk rozkoszy dobywający się z gardła partnera.
            - Wiem, ze ci dobrze, kotku…. – szepnął zagłębiając się językiem w uchu chłopaka. Coraz intensywniej czuł zaciskające się na jego męskości mięśnie, wiedział, że chłopak jest na skraju orgazmu. Chciał przeżyć go wspólnie z nim, przyspieszył więc swoje ruchy. Wbijał się mocniej i głębiej…. Jeszcze chwila… juz zaraz…… Ciało blondyna wygięło się w łuk z całej siły napierając na Nino. Na dłoni, którą od pewnego już czasu zaciskał na członku chłopaka czuł rozlewającą się ciepłą wilgoć. Było mu po prostu bosko…. Chciał, żeby ta chwila trwała wiecznie.
            Zmęczony opadł na kanapę pociągając za sobą Nino. Przygarnął go do siebie,  przytulił. Pogładził wilgotne od potu włosy chłopaka, który miał zamknięte oczy i oddychał spazmatycznie. Przez chwile patrzył na niego z uśmiechem, wreszcie uniósł jego twarz i złożył na ustach pełen czułości pocałunek.
            - Mrok….. – cichy szept spłynął z warg Nino i chcąc nie chcąc Mike musiał przełknąć to pełne goryczy dla niego słowo.

Mrok R29

– Co z nim, Doktorku? – Nino z nerwów gryzł paznokcie, co nie zdarzało mu sie od niepamiętnych czasów.
            Starszy, siwy mężczyzna przesuwał dłońmi po ciele Mroka, jakby miały one swój własny zmysł, lepszy od jego oczu. Przez twarz Czarnego przemknął skurcz bólu, gdy palce doktora badały obszar najbliższy ranie. Nino ponownie przygryzł wargę patrząc na dłonie mężczyzny w jakby pieszczotliwym geście przesuwające sie po piersi nieprzytomnego mężczyzny. Była w tym geście jakaś intymność, która bardzo mu się nie podobała i tylko strach o życie Mroka pozwalał mu utrzymać emocje na wodzy.
            - Co z nim? – powtórzył kolejny raz.
            Doktor chwilę jeszcze badał pacjenta, potem z westchnieniem odwrócił się w stronę umywalki i zaczął zmywać z dłoni krew.
            - Kula utkwiła w mięśniu, ale stracił dużo krwi. Musze ją usunąć i – tu kilka razy przechylił głowę na boki – myślę, że w ciągu dwóch tygodni stanie na nogi. O ile oczywiście uda nam się uniknąć infekcji.
            Ulga, jaką poczuł Nino nie dała porównać się z niczym. Jakby ktoś zdjął z jego pleców kilkutonowy ciężar.
            - Na pewno nic mu nie będzie? – zapytał, by do końca pozbyć się wątpliwości.
            - A co, nie rozumiesz, co się do ciebie mówi? – doktor spojrzał na niego z wyraźną niechęcią.
            Nino jednak tylko uśmiechnął się promiennie.
            - Wolę się upewnić – powiedział. – To kiedy usunie mu pan kulę? Mogę być przy tym?
            Starszy mężczyzna westchnął i pokręcił głową.
            - Nie, nie możesz – powiedział stanowczo. – Jeszcze tego brakowało, żeby jakiś smarkacz patrzył mi na ręce. Masz stąd wyjść, im szybciej tym lepiej.
            Mówiąc to odwrócił się i zaczął grzebać w stojącej na szafce torbie. Zerknął przez ramię.
            - Nie rozumiesz co się do Ciebie mówi? – zapytał ze złością. – Zjeżdżaj stąd i przyślij do mnie Franka.
            Nino przygryzł wargę i tyłem zaczął wycofywać się z pokoju. Nie chciał opuszczać Mroka, nie teraz, gdy jego twarz bardziej przypominała bladą maskę, nie teraz, gdy toczyła się walka o jego życie. Właściwie, to nie chciał go opuszczać nigdy. Zamykając drzwi rzucił ostatnie spojrzenie na leżące na stole ciało Czarnego. Chciał wierzyć doktorowi, że nie musi obawiać się o jego życie, ale i tak bał się. Cholernie się bał. Cichy szczęk zamka odbił sie w jego sercu jak grom. Zacisnął dłonie w pięści i oparł czoło o chłodną ścianę. Musi wziąć się w garść, dla Mroka, musi, po prostu musi. Odetchnął głęboko. „Nie myśl – nakazał sam sobie – nie myśl, tylko działaj.” Ruszył korytarzem zaglądając do kolejnych pomieszczeń w poszukiwaniu Franka.
            Znalazł go w przypominającym magazyn pomieszczeniu na drugim końcu korytarza.
            - Frank… – zaczął.
            Zagadnięty odwrócił się zaskoczony, w charakterystyczny sposób sięgając za marynarkę.
            „Czyli Frank ma broń – przemknęło przez myśl Nino. – Zapewne to nie tylko prawa ręka szefa, ale i jego ochroniarz”.
            Frank wyprostował się widząc chłopaka, przygładził poły marynarki, lecz w jego oczach nadal czaił się gniew.
            -  Kto Cię tu wpuścił? – zapytał.
            - Nikt, szukałem ciebie, lekarz kazał cię zawołać… – w głosie Nina zabrzmiały przeprosiny. Lepiej nie podpadać tak ważnej personie.
            Mężczyzna przegarnął dłonią włosy.
            - Może i dobrze – westchnął. – Ja też miałem cię znaleźć. Chodź ze mną.
            Mówiąc to chwycił chłopaka za ramię i bezceremonialnie wyprowadził z pomieszczenia. Wyciągniętym z kieszeni kluczem otworzył drzwi po prawej. Znaleźli się na wewnętrznym podwórzu-studni, ze wszystkich stron otoczonym kamienicami. Frank wskazał drzwi po przekątnej.
            - Idź tam, Szef chce z Tobą porozmawiać. – mówiąc to popchnął lekko nagle zdenerwowanego Nino. – Idź – powtórzył, widząc wahanie chłopaka – Mike nie lubi czekać.
            Mężczyzna wycofał sie z powrotem na korytarz, Nino usłyszał tylko przekręcanie klucza w drzwiach. Nie było ucieczki, zresztą, nie miał wyjścia, jeśli chciał, by Mrok żył. Z ciężkim sercem powlókł się w stronę wskazanych mu drzwi. Co go za nimi  czekało? Mógł tylko przypuszczać i … cóż, nie były to miłe myśli. W dodatku nie wie, co z Czarnym, czy doktor juz usunął kulę? Czy Mrok nie stracił zbyt dużo krwi? Czy jego organizm wytrzyma? „Mrok jest silny” – Nino uczepił się tej myśli, jak koła ratunkowego. „Jest silny, więc przeżyje, a ja zrobię wszystko, by tak się stało. Absolutnie wszystko”. Myśląc tak, Nino wyprostował się i przywołał na usta swój najbardziej czarujący uśmiech. Położył dłoń na klamce i nacisnął.

***

„Zostań ze mną, Braciszku. Nie musisz wracać. Zostań ze mną….”
„Nie mogę…. Jeszcze nie teraz.”
„Dlaczego?”
„Nie mogę go zostawić…”
„Da sobie radę, wyprostowałeś mu życie.”
„Ale…. po prostu nie mogę. Muszę być pewny, że da sobie radę, że nic mu się nie stanie, jestem za niego odpowiedzialny.”
„Oszukujesz sam siebie….”
„Co masz na myśli?”
„To wcale nie na tym Ci zależy…”
„Na tym, to mój obowiązek”
„Kłamca….”
„… to tylko obowiązek….”
Cichy śmiech i czyjaś ciepła dłoń pieszczotliwie gładząca policzek.
” Poczekam…..”

Mrok R28

Nino uniósł głowę znad piersi Mroka, przedtem kilka długich chwil wsłuchiwał się w bicie jego serca. Biło… na szczęście biło, choć nierówno i jakby z wysiłkiem. Ale najważniejsze, że biło… Tylko… jak długo?
   „Co robić… Co robić??” Nino czuł nadchodzącą panikę. Wiedział, że nie może się jej poddać, wiedział, że musi się wziąć w garść… Od tego co zrobi, jak się zachowa zależało jego życie… życie Mroka… „Myśl!!” gorączkowo szukał rozwiązania w swojej głowie. „Myśl!!!” Ostrożnie zdjął z przyjaciela marynarkę, koszula na piersi przesiąknięta była krwią. Rozerwał ją jednym ruchem. Rana była niewielka za to krwawiła bardzo obficie. Niewiele myśląc Nino zdjął swoją bluzę i pomagając sobie zębami porwał ją na pasy. Niewprawnie starał się opatrzyć Mroka mocno uciskając ranę. „Proszę…. niech to wystarczy, proszę…” Nie wiedział do kogo kierował swoje prośby, nie umiał jednak przestać prosić.
   - Mrok… – szepnął. – Nie wiem, co robić…. Pomóż mi…. – bezradnie patrzył w bladą twarz Czarnego. Potrząsnął głową: „Nie, nie, nie – muszę coś zrobić, muszego ratować”. Zerwał się na nogi.
   - Poczekaj, znajdę pomoc, zobaczysz, uratuję Cię. – powiedział do nieprzytomnego mężczyzny. Wybiegł z podwórka na ulicę. Rozejrzał się na wszystkie strony. Zdecydował się pójść w prawo. Nie znał miasta, nie wiedział gdzie ma iść, ale musiał znaleźć pomoc, po prostu musiał.
   Szedł szybkim krokiem rozglądając się uważnie… U siebie wiedziałby, dokąd się udać, „Doktorek” nie zadawał pytań tylko łatał każdą ranę bez zbędnych formalności. Sam też korzystał raz czy dwa razy z jego usług. A tutaj musiał zdać się na instynkt. Okolica na pewno miała swojego „opiekuna”, widział już jednego czy dwóch dealerów, a w mijanej właśnie kamienicy na pewno był mały burdel, bo przy wejściu widział charakterystyczny, znany tylko „swoim” znak. Tak więc na pewno gdzieś w pobliżu musiał być obserwator lub ochroniarz, musi tylko go znaleźć. Szedł więc dalej nadal uważnie lustrując okolicę. Na progu jednego domu zauważył młodego blondyna z zawiązaną na ręce charakterystyczną chustą. Wiedział, że trafił, kolory każdego gangu różniły się, ale sama wymowa chusty pozostawała niezmienna. Bez wahania podszedł do chłopaka. Gdy się zbliżył, młody obrzuci ł go taksującym spojrzeniem.
            - Dziwka czy prochy? – zapytał uznając Nino za potencjalnego klienta.
            - Interes – odparł chłopak. – Ale Ty na niego za cienki jesteś.
            Młody wolno podniósł się i otrzepał spodnie z kurzu, cały czas nie spuszczając wzroku z natręta.
            - Zostaw namiary, ktoś się z Tobą skontaktuje – spróbował go zbyć.
            Nino pokręcił głową.
            - Zapomnij, albo kontaktujesz mnie z kimś z góry, albo spierdalaj i chuj ci w dupę.
            Blondyn spojrzał na niego bykiem.
            - A Ty, kurwa, coś za jeden, że wydaje Ci się, ze szef Cię przyjmie?
            - A gówno Ci do tego, szczylu – roześmiał się krzywo Nino, szybko wskakując w tak dawno nie używany uliczny slang. – Ale jak Boss straci przez ciebie taką kapuchę, to długo będziesz mordą krawężniki wycierać.
            Chłopak jeszcze przez chwilę wahał się, ale w końcu skinął głową
            - Dobra, chodź ze mną.
            Ruszyli dość szybko w dół ulicy, minęli trzy przecznice. Nino zaczął zastanawiać się, czy przez przypadek blondyn nie zamierza wciągnąć go w jakąś pułapkę, szedł więc dwa kroki za nim i bacznie obserwował każdy gest swego przewodnika. Jego serce cały czas dręczył niepokój o Mroka, każda sekunda wydawała mu się wiecznością, wiedział jednak, ze to jego jedyna szansa, by zdobyć pomoc dla przyjaciela.
            - Jesteśmy – powiedział w końcu blondyn stając przed wejściem do stosunkowo schludnej kamienicy. – Poczekaj tu.
            Nino tylko wzruszył ramionami patrząc za wchodzącym w cień przedsionka chłopakiem. Wiedział, że nie ma szans na dostanie się do środka, muskularny mężczyzna niedbale oparty przy wejściu z pewnością by mu na to nie pozwolił. Mógł tylko czekać, bezsilnie zaciskając pięści i modlić się, żeby Mrokowi starczyło sił…
            Czekał zaledwie kilka minut, które jednak wydawały mu się wiecznością, gdy w wejściu pojawił się znany już mu blondyn z drugim, może 30-letnim mężczyzną.
            - To ten gość, Frank – powiedział młody wskazując głową na Nino. Starszy z mężczyzn popatrzył taksująco na Nino i skinął na niego dłonią, blondyn w tym czasie ruszył nie oglądając się na swój posterunek.
            Chłopak ruszył za mężczyzną w głąb korytarza. Było tu znacznie chłodniej niż na zewnątrz. Weszli do pokoju, mężczyzna wskazał mu krzesło, sam zaś zasiadł za biurkiem.
            - Co wiec cię tu sprowadza? – odezwał się po raz pierwszy.
            Nino usiadł i założył nogę na nogę starając się wyglądać na pewnego siebie.
            - O tym będę gadał tylko z Szefem.
            Frank oparł łokcie na biurku, splótł palce i oparł na nich głowę.
            - Będziesz rozmawiał ze mną, a ja zastanowię się czy w ogóle sprawa jest na tyle ważna by zawracać głowę Szefowi.
            Nino westchnął nie miał wyjścia – musiał zaryzykować.
            - Chodzi o mojego sponsora….
            Przez twarz siedzącego mężczyzny przebiegł grymas pogardy i obrzydzenia. Wyprostował się, jakby chciał wstać, Nino wiedział, że nie ma czasu do stracenia.
            - Jest cholernie bogaty i wpływowy.  Potrafi się odwdzięczyć, a w tej chwili potrzebuje, hmmm przyjaciół…
             W oczach mężczyzny błysnęło zainteresowanie.
            Nino kontynuował.
            - W jego, hmmm, branży – zdarzają się „wypadki z bronią” lub inne nieszczęścia – uśmiechnął się porozumiewawczo – oczywiście nie mogę podać żadnych konkretów czy nazwisk…
            - Jesteś jego kurwą? – zapytał wprost jego rozmówca.
            - Jasne – Nino przywołał na usta jeden z najjaśniejszych uśmiechów – Muszę powiedzieć, że na dodatek dobrze opłacaną kurwą. Sam wiec rozumiesz, że mam w tym też swój interes… Dlatego nie ukrywam, że zależy mi na pospiechu.
            Spojrzenie mężczyzny powędrowało w kierunku uchylonych drzwi w głębi pokoju.
            - Frank, wyślij Mario z ekipą po naszego gościa- zza drzwi dobiegł głęboki męski głos – niech uwiną się szybko, a Dana poślij po lekarza.
            Drzwi otworzyły się i stanął w nich kolejny mężczyzna. Frank wstał od biurka, skinął głową.
            - Dobrze, Szefie – po czym wyszedł z pokoju.
            Nino wstał także.
            - Może… – zaczął z wahaniem – może ja pójdę i pokażę, gdzie znajdą mojego sponsora.
            Szef podszedł do biurka, odsunął krzesło, a następnie usiadł na nim, dłonią poprawił kosmyk jasnych włosów, wymykających się z kucyka.
            - Poczekaj – zatrzymał Nino – zanim ruszą przyjdą po ciebie. Mam jeszcze kilka pytań. Branża twojego sponsora?
            Nino przygryzł wargę.
            - Proszę wybaczyć, ale nie mogę o tym mówić – spojrzał na Szefa spod rzęs uśmiechając się dwuznacznie i oblizując wargi językiem. – Chyba mnie Pan rozumie. Poza tym dla mnie, to kura znosząca złote jajka – uniósł rękę i odgarnął włosy, pozwalając dostrzec siedzącemu mężczyźnie drogi zegarek znajdujący się na jego nadgarstku.
            Nie czuł się dobrze wchodząc w rolę kurwy, przed którą tak długo i boleśnie się bronił, wiedział jednak, że od tego, jak się zachowa zależy życie Mroka. To przeważyło szale, zrobi to, co konieczne, by ratować Czarnego, zrobi wszystko.
            Blondyn roześmiał się.
            - Musisz być dobry w swoim fachu – zawyrokował mężczyzna.
            - Jestem najlepszy – z przekonaniem w głosie powiedział Nino patrząc mu prosto w oczy.
            Mężczyzna milczał przez chwilę intensywnie wpatrując się w chłopaka. W tej chwili rozległo się pukanie do drzwi. W progu stanął Frank.
            - Chłopcy są gotowi, Szefie.
            Blondyn skinął głową.
            - Wskażesz im drogę – powiedział, a Nino momentalnie wstał i ruszył w stronę wyjścia. – Naszą rozmowę dokończy my później – dobiegł go głos mężczyzny, gdy zamykał za sobą drzwi.