Rok minął szybciej niż ktokolwiek mógłby
się tego spodziewać i mogłoby się zdawać, że wszystko układało się wręcz
idealnie. Jednak cała ta otoczka szczęścia w większości była płytką grą
pozorów trzymającą się niczym kolos na glinianych nogach. Kadaj
pozwalał się dotykać jednak gdy tylko Shina chciał czegoś więcej znów
odzywało się w nim spłoszone zwierzątko. Sytuacja była ciężka jednak
jeszcze nie krytyczna. Kadaj budził się powoli jak zwykle w pokoju
Shiny, cicho wtulony w jego bok i zupełnie niewinny. Wampir nauczył się w
dużym stopniu panować nad swoimi instynktami, gdy chłopak był spokojny.
Gorzej było, gdy czasem nieświadomie prowokował Shinę tak bardzo, że
ten ledwo był w stanie zaciskać pięści i siedzieć bez ruchu w miejscu.
Kadaj otworzył oczy i mruknął cicho podciągając chłodną aksamitną
kołdrę. Ranek był chłodny i rześki, poranna mgła doskonale pasowała do
późnej jesieni.
- Dobry…
– chłopak zamruczał cicho i podniósł się na łokciach. Nerwowym ruchem
odgarnął z oczu jasne włosy i spojrzał na swojego byłego kochanka. Nie
mógł przemóc się do tego by pozwolić mu na cos więcej nawet, jeśli
czasem by chciał.
Shina
nie spał już od jakiegoś czasu. Przyglądał się jak chłopak spokojnie
oddycha. W jego śpiącej postaci nie dało się zauważyć tego lęku, który
pojawiał się w jego oczach za dnia. Chyba zupełnie nie świadomie. Wampir
nie wiedział już jak sobie z tym radzić. Zapach towarzysza kręcił go w
nosie. Oddałby wszystko, za kilka łyków jego gorącej krwi w ustach, ale
nie mógł go tknąć. Chłopak wzdrygał się nawet wtedy, kiedy Shina
obejmował go całkiem niewinnie. Teraz tylko zmrużył oczy lekko, jak
zirytowany kocur i rozciągnął usta w uprzejmym, lekko nerwowym
uśmiechu.
- Witaj
maleńki, jak się czujesz? – Uniósł dłoń i odgarnął mu włosy z czoła,
potem wplątał w nie długie palce. Chłopak pachniał ziołowym szamponem,
świeżymi owocami i samym sobą. Rano jego zapach był jeszcze
intensywniejszy. Shinę w duchu aż skręcało. Jeden mały łyk, ukłucie,
chłopak nawet nie zauważyłby różnicy. Fizycznie był zdrowy już od dawna.
- W porządku. –
chłopak zdobył się na cichą odpowiedź i przez moment pozwalał się
dotykać w taki sposób. Po chwili jednak zerwał się i już go nie było,
kiedy cicho zamykał za sobą drzwi od łazienki. Naprawdę starał się by
wszystko między nimi było już w porządku, tylko nie zawsze mu
wychodziło. Oddychał głęboko i ścierał z opłukanej właśnie twarzy mokre
krople. Wyszedł dopiero po dłuższej chwili i bez słowa usiadł na samym
brzegu łóżka.
Shina
popatrzył na niego smutno. Stał teraz obok szafy i właśnie wciągał na
siebie koszulę. Wolał teraz nie podchodzić do niego bliżej, mógłby mu
zrobić krzywdę. Nie rozumiał, dlaczego chłopak nie mógł go znieść.
Przecież nie był taki jak Termariare. Respektował jego zahamowania już
ponad rok. Wygładził koszulę i odwrócił się do niego.
- Co zjesz na śniadanie? – Zapytał, nie patrząc mu w oczy. Nie chciał widzieć tkwiącego w nich zaszczucia.
-
Obojętnie… może być to, co zwykle. – Kadaj nie przywiązywał już do
jedzenia tak dużej wagi jak kiedyś. Ważnym było tylko by nie chodzić
głodnym. Wstał i powoli podszedł do Shiny wyciągając z jego szafy też
swoje ubrania. Nie denerwował się już tak bardzo jak kiedyś i był w
stanie przebrać się stojąc tuż przy wampirze.
-
Przepraszam, Shina. Przecież i tak wiesz, że się staram tylko czasem
zwyczajnie mi nie wychodzi. – delikatnie objął palcami rękaw jego
koszuli i spojrzał mu prosto w twarz. W pewnym momencie westchnął
głęboko i zwyczajnie mocno się przytulił. – Wyjdźmy gdzieś… przejdźmy
się po dworze lub pójdźmy do oranżerii… i wszystko będzie w porządku.
-
To nic nie zmieni, przecież wiesz. – Objął go czule, przyciągając do
siebie mocno, wtulił twarz w jego włosy. – Ty nadal będziesz się bał… a
ja już nie mogę. – Przesunął nosem po jego skroni, ustami lekko dotknął
ucha. – Tęsknię za twoim dotykiem. Za pocałunkami, za przytulaniem…
wieczorem, w łóżku. Ale dobrze, skoro chcesz… – Odsunął się i tylko
złapał go za rękę. – To do oranżerii? Miętówka już pewnie za tobą
tęskni.
Kadaj uśmiechnął
się tylko lekko i mocniej zacisnął palce na dłoni wampira. Dzień wciąż
był chłodny jednak tu nie było to ani trochę odczuwalne. Tym razem Kadaj
nie puścił Shiny nawet, gdy podbiegła do nich czarna pantera.
-
Wiesz… Chciałem ci to powiedzieć. Znaczy ja i tak wiem, ze ty to możesz
wiedzieć, ale ja i tak chciałem ci o tym powiedzieć. – westchnął cicho i
pociągnął wampira na pobliską murek otaczający fontannę.
-
Bo widzisz. Jak tak ostatnio się nad tym zastanawiałem to doszedłem do
wniosku… no wiesz… że cię kocham, nie? I nawet jeśli na razie nie za
bardzo jestem w stanie to okazywać. I w sumie to wiesz… nie chciałbym
żebyś mnie wyrzucił jak już ci się znudzi czekanie czy coś z tych
rzeczy. – zawstydzony z czerwonymi policzkami spuścił wzrok wbijając go
we własne buty.
Shina
cały się rozpromienił. Uniósł dłoń Kadaja do ust i pocałował lekko.
Nagle wszystkie wątpliwości wydały mu się mało ważne. Kadaj go kochał. I
przyznał się do tego. Wampir chwycił chłopaka w ramiona i przyciągnął
do siebie. Cmoknął go delikatnie w czoło.
-
Kadaj… ja… – uśmiechnął się. – Ty już od dawna wiesz, że cię kocham.
Najmocniej na świecie. Nie musisz się mnie bać, nic ci nie zrobię, ale
teraz… w tej sytuacji… – Czuł, jak radości rozsadza go od środka.
Podniósł
chłopaka i posadził go na murku. Potem objął go ramieniem i pogłaskał
po plecach, czuł, jak chłopak zaczyna drżeć, ale nie zwracał na to
uwagi.
- Kocham cię.
Nigdy cię nie zostawię, choćby nie wiem co. – Pochylił się do przodu i
nagle poczuł dziwną lekkość. Usta chłopaka były tak blisko, dzieliły ich
tylko milimetry. Jego oszałamiający zapach unosił się wszędzie dookoła.
Shina delikatnie wsunął palce we włosy Kadaja. Potem pochylił się i
pocałował go gwałtownie, tak jak kiedyś, rozchylając zaciśnięte usteczka
językiem. Był taki szczęśliwy, jak jeszcze nigdy. Towarzysz go
pokochał. Teraz powinno być już tylko lepiej.
Chłopak
tylko jęknął cicho w jego wargi i zacisnął powieki. Pozwalał się
całować jednak z jego strony nie pojawiła się kompletnie żadna na ten
pocałunek odpowiedź. Odsunął się po chwili znów spuszczając wzrok i
biorąc głęboki oddech. Później tylko uśmiechnął się odrobinę sztucznie i
przytulił się do ramienia wampira nic nie mówiąc. Nie chciał teraz psuć
tego wszystkiego co udało mu się uzyskać.
Wampir
uśmiechał się trochę głupio. Gładził Kadaja po plecach. Jego dłonie
powoli zsuwały się coraz niżej. Miął między palcami cienki materiał
koszuli. Kiedy natrafił na skórzany pasek objął chłopaka delikatnie i
rozpiął sprzączkę, a potem spodnie. Ustami delikatnie pieścił wrażliwe
miejsce poniżej ucha Kadaja. Nie czuł, że chłopak tężeje coraz bardziej.
Podniósł go i zsunął mu spodnie z pośladków. Rozchylił usta, z których
zaczęły wysuwać się długie kły.
-
Chyba cię już do końca pojebało! – chłopak wrzasnął zirytowany i wyrwał
się z ramion wampira tak szybko jak się dało. Teraz stał tylko
naprzeciw niego, dysząc głośno i poprawiając pomięte ubrania. – Jak ty w
ogóle śmiałeś! Ja mówię, że cię kocham, a ty tylko o jednym! Nienawidzę
cię, a nie kocham w takich momentach! Rozumiesz? – krzyczał, a łzy już
bezwolnie płynęły po jego policzkach, odruchowo szarpał materiał
koszuli.
Wampir wyglądał, jakby go ktoś uderzył w twarz. Uniósł dłonie jakby chciał go dotknąć, albo uspokoić.
-
Przepraszam. Poniosło mnie. – Dotknął jego policzka. Nie wiedział, co
się z nim dzieje, emocje buzowały w nim zupełnie niekontrolowane, ale na
razie jeszcze trzymał się w ryzach. Wziął głęboki oddech. –
Przepraszam… – Spróbował go znowu przytulić.
-
Zostaw mnie… nie chcę byś mnie teraz tak dotykał. – znów się szarpnął
odsuwając jeszcze dalej. – Zrozum, że ja nie mogę, że jeszcze nie
potrafię. Nie przyciskaj mnie do muru, gdy zaczynam się przez to dusić w
tym domu.
Kadaj
momentalnie usiadł na trawie chowając twarz w dłoniach. Nie chciał teraz
być dotykany, a jednocześnie chciał się w kogoś wtulić z całej siły.
Jednocześnie miał coraz więcej wątpliwości, co do tego czy wciąż może
ufać Shinie.
- Jeśli…
jeśli się tu dusisz… to… – Shina zagryzł wargi. – Musisz wiedzieć że od
dawna jesteś wolny. Możesz odejść w każdej chwili. – Ujął go pod brodę i
zmusił, by chłopak spojrzał mu w oczy. – Nie musisz się ze mną męczyć,
jeśli nie chcesz.
Patrzył
mu w oczy z mieszanymi uczuciami. To, jak chłopak powiedział, że go
nienawidzi zabolało, ale starał się tego nie okazywać. Chciał dla niego
jak najlepiej.
Następnego
ranka Kadaja już nie było. Razem z najpotrzebniejszymi rzeczami i
niewielką torbą, którą kupili kiedyś na wszelki wypadek. I razem z jedną
z koszul Shiny, którą wampir wieczorem przerzucił przez krzesło. Nie
zostawił po sobie żadnej wiadomości, żadnego wytłumaczenia.
Chłopak
wrócił powoli do niewielkiej zrujnowanej kamienicy, która kiedyś była
własnością jego rodziców. Po tym, gdy łowcy pozbawili życia całą jego
rodzinę popadła w zapomnienie niszczejąc coraz bardziej. Ścierając łzy z
jasnych policzków wbiegł na górę głośno trzaskając drzwiami. Z podłogi
w mieszkaniu podniosła się odrobina kurzu, jednak o dziwo wyczuć można
było czyjąś obecność.
- Kto tu jest…? – zdezorientowany przylgnął do ściany i rozglądał się szeroko otwartymi oczami po ciemnym pomieszczeniu.
Z
pokoju na końcu korytarza wyszła dziwna postać, jakby powoli sunąca
góra ze szmat. Wyglądała z niej tylko para błyszczących, wampirzych
oczu. Była niższa od Kadaja, w większości pokrywała ją brudnoniebieska,
gruba materia. Nagle ze środka dobył się niepewny, cienki głos.
-
Czy jest pan łowcą? – Odrobina koca zsunęła mu się z twarzy,
odsłaniając trupiobladą skórę, która niemal natychmiast zaczęła pokrywać
się czerwienią. Natychmiast zasłonił buzię.
Kadaj widząc, co ma przed sobą tylko odetchnął głęboko i usiadł na podłodze wybuchając krótkim śmiechem.
-
Czy od was wampirów nie można się nigdy uwolnić? I czy ja wyglądam na
łowce? – zaśmiał się gorzko i starł ostatnie łzy z policzków poważniejąc
– Co robisz w moim mieszkaniu?
-
Ja… mieszkam tu. Od pół roku. Już wcześniej to mieszkanie było od dawna
opuszczone. – Wycofał się w ciemność w pokoju i przymknął oczy. Teraz
tylko patrzył na niego zalękniony. – Nie mam pojęcia, jak wyglądają
łowcy. Nigdy żadnego nie spotkałem… i nie musisz się mnie bać. Nic ci
nie zrobię. – Zamilkł na chwilę. – Ty też mi nie zrobisz?
-
Nie mam powodów by zrobić ci krzywdę, szczególnie, że sam potrzebuję
teraz schronienia – Kadaj usiadł na łóżku przykrytym wymiętą pościelą i
przymknął oczy. Doskonale wiedział, dlaczego opuścił Shinę. Chciał
wiedzieć na ile prawdziwe były jego słowa, czy to nie była tylko kolejna
manipulacja mająca na celu zaciągnięcie go do łóżka. W sumie teraz
zaczynał zastanawiać się czy sam sobie poradzi i czy na pewno podjął
dziś dobrą decyzję – To powiedz mi chociaż jak się nazywasz, bo głupio
mi nazywać cię per wampirku.
-
Mam na imię Zajdi. – Przekrzywił głowę na bok. Nie czuł się zbyt pewnie
w jego towarzystwie, właściwie nie czuł się dobrze w towarzystwie
żadnego człowieka. Zapach krwi sprawiał, że głód był niemal nie do
wytrzymania, a kocia krew potrafiła go ukoić tylko do pewnego stopnia.
Podszedł
do drzwi i zamknął je, potem jeszcze przysłonił płachtą materiału dla
pewności. Następnie postawił świeczkę na stolę i odpalił ją drżącymi
rękami od zapałki. Dopiero wtedy ściągnął z ramion koc. Przed Kadajem
stanął wychudzony nastolatek, niewiele starszy od niego samego, może
młodszy, trupia bladość i podkrążone oczy mogły dawać mylne wrażenie.
Uśmiechnął się nieśmiało, odsłaniając zęby. Po chwili zreflektował się i
zasłonił usta dłonią.
- Nie masz nic przeciwko wampirom?
Blond chłopak tylko uśmiechnął się uspokajająco.
-
Nie masz się czym przejmować. Wampir to było coś, co ostatnimi czasy
oglądałem każdego ranka i każdego wieczora. Więc to, że ty jesteś chyba
już nie robi mi kompletnie żadnej różnicy. – Kadaj westchnął tylko i
oparł głowę o ścianę.
-
Muszę się przebrać w jakieś normalne ciuchy, a widzę, że ty nosisz moje,
więc pewnie tu jeszcze jakieś zostały. – powoli przesunął palcami po
miękkim materiale kaszmirowego swetra. W takich ubraniach nie powinien
pokazywać się ani w tej okolicy, ani nigdzie w pobliżu. Zdecydowanie
byłby wtedy zbyt łatwym celem dla złodziei, a cały jego dobytek tak
faktycznie nie był zbyt wielki. – Mam nadzieję, że nie będziesz miał
nic przeciwko temu?
Kadaj
jeszcze przez moment przypatrywał się tamtemu chłopakowi. Chudy i
stanowczo niedożywiony. W porównaniu do Shiny prawie nie było widać po
nim, że jest wampirem. A już tym bardziej nie widać było w nim ani
kropli tego wspaniałego arystokratyzmu, którym jego były kochanek wręcz
ociekał.
- Nie,
oczywiście, że nie. W końcu to… nie moje ubrania. Ani nie mój dom,
chowam się tu tylko… – chłopak nerwowo wzruszył ramionami. – Tylko… to
jedyny pokuj, jaki się tu nadaje do zamieszkania i jednocześnie tylko tu
nie dochodzi światło… mogę spać pod łóżkiem, więc pewnie jakoś się
podzielimy… – Zagryzł wargę.
Nie
wiedział, co sądzić o tym chłopaku. Był piękny… bogato ubrany, nie
mówił jak ktoś z ulicy, na dodatek miał do czynienia z wampirami. Zajdi
nie czuł się przy nim za dobrze, wiedział, ze wygląda jak strach na
wróble. Nigdy też nie widział żadnego krwiopijcy w okolicy.
-
Jaki był ten wampir, którego znałeś? – Wypalił, nim zdążył ugryźć się w
język.- Z resztą nie ważne, łazienka jest za drzwiami, o tam… Tylko
uważaj, okno czasami wpada do środka, teraz jest podparte deską. –
Podrapał się po karku. – Wybacz, jeśli to pytanie było niedyskretne…
Ja… Nie widziałem w życiu żadnego innego wampira.
Kadaj tylko znów się uśmiechnął.
-
Doprawdy nie powinieneś się tak stresować. Przecież nie jestem nikim
kto mógłby zrobić ci krzywdę i naprawdę możemy spać razem. I … wiem
jeszcze jaki układ miał mój dom. A jeśli chcesz wiedzieć o tamtym
wampirze to mogę ci trochę opowiedzieć chociaż w sumie to nie ma o czym.
To wampir jak wampir. Taki jak we wszystkich filmach. Wymuskany i do
bólu poprawny arystokrata, który zawsze dostaje to czego chcę. I wiesz…
powinieneś znać jakiegoś wampira. Sam z siebie nie zostałeś zmieniony.
Blondyn powoli zsunął się z łóżka i stanął na środku pokoju poprawiając sweter.
Zajdi
uśmiechnął się lekko. Jakoś nie mógł uwierzyć w to, co mówił chłopak.
Przecież taki wampir arystokrata nie może być nudny, ani zwyczajny, jak w
filmach. Podszedł do lodówki i wyciągnął ze środka szklankę wypełnioną
czerwonym płynem. Usiadł na stołku w kącie, jedynym meblu w pokoju,
który nie był zniszczony, i zaczął powoli przełykać gęstą ciecz.
-
A ty? Jak masz na imię? – Zapytał, odstawiając na wpół pełną szklankę
na stół. – Jeśli szukasz szafy to stoi na końcu korytarza. Nie była mi
potrzebna, a po ciemku czasami na nią wpadałem…
Obserwował
chłopaka uważnie przez chwilę, potem sięgnął po szklankę i wypił do
końca. Jakoś nie zauważył na jego twarzy wyrazu obrzydzenia, uśmiechnął
się, pokazując zaczerwienione od krwi kły.
-Z ludzkiego jedzenia mam tylko lody.
Kadaj odpowiedział niemal natychmiast.
-
Nie jestem głodny, a jeśli o imię ci chodzi to Kadaj. I nie patrz na
mnie tak dziwnie – zaśmiał się cicho – ja naprawdę jestem przyzwyczajony
do widoku pożywiającego się wampira. Tylko pierwszy raz widzę takiego,
który pije zimną krew. Jak na mój gust zbyt apetycznie to to nie
wygląda. – skrzywił się odrobinę i ściągnął sweter poskładany odkładając
na niewysoki stolik. Pogwizdując cicho przyniósł sobie bluzę i z
zadowolonym uśmiechem wciągnął ją przez głowę. Była szeroka i sportowa, z
kapturem, taka właśnie jak lubił. Zresztą doskonale przypominała mu
okres, gdy nie w głowie były mu nawet targi niewolników czy inne
niestworzone rzeczy. Okres, gdy był tylko zwykłym nastolatkiem takim jak
wszyscy, którego jedynym problemem było to czy rodzice wyczują zapach
papierosów na ubraniach.
-
I jak wyglądam? – machnął dłonią – zresztą to obojętne, bo i tak nie o
wygląd tym razem chodzi. Nie zamierzam gnieść się w tych wszystkich
wymuskanych ciuszkach. I myślę… że możemy zostać przyjaciółmi, wiesz… ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz