- W
takimrazie, co teraz zamierzasz? – przyglądał mu się z zaciekawieniem.
Właściwie, topatrzył na fragment jego twarzy, ponieważ tylko na to
pozwalała odległość wjakiej się znajdowali.
- Nic –wyszeptał uspokajająco Shina. – Tylko smakować cię tak długo, jak się da.
Zaśmiałsię
i polizał ucho chłopca. Następnie nieznacznie przyśpieszył kroku.
Chwilępóźniej mijali kutą bramę, osadzoną w kamiennym murze. Była
pokryta rdzą iprzesłonięta zeschniętymi pędami dzikiego wina. Było to
wejście do ulubionegomiejsca wampira w całym pałacu. Ogród wyglądał
niezwykle tajemniczo. Pnączabluszczu oplatały posągi i podniszczone
altanki, a bujna trawa i wysokie,dające mnóstwo cienia drzewa pogłębiały
ten efekt. Aranye wszedł do jednej zaltan. Na środku stała stara,
popękana fontanna. Wyciekająca z niej wodaspływała w dół, żłobiąc w
szarej, kamiennej posadzce prawdziwy labirynt. Wampirposadził chłopaka
na fontannie, w miejscu, gdzie woda nie płynęła jużprawdopodobnie od
półwiecza i pocałował go delikatnie.
- Jak ci się tupodoba? – zapytał, odsłaniając kły iprzyglądając
się kochankowi w niemym zachwycie. Rozwiane na wietrze, jasnewłosy,
błysk w oczach, drobniutkie kropelki mgły osiadające na skórze i
tenodważny strój… Był po prostu piękny. I w przeciwieństwie do ogrodu –
tętniłżyciem.
Rozglądający się dookoła blondyn, niezauważył jednak pożądliwego wzroku swojego pana. Ten
ogród był najbardziej niesamowitymmiejscem, jakie widział do tej pory,
wliczając różane zacisze. Nawet niewiedział, co ma odpowiedzieć na
zadane przez wampira pytanie.
-
Cudownie… -tylko na tyle mógł się teraz zdobyć. Nie potrafił opisać
słowami krajobrazu,który go otaczał. Zamoczył palce w fontannie,
pochylając głowę.
- To tuchciałem cię przyprowadzić zanim straciłem panowanie nad sobą – szepnął Shina.
Przytuliłniewolnika
do siebie liżąc ugryzione miejsce i ponownie zatopił kły w
świeżychranach chłopca. Teraz wampir ssał trochę mocniej delektując się
czerwonympłynem. Smakował go powoli, jak koneser najlepsze wino. Blondyn
jęknął,bardziej z przyjemności niż z bólu i odchylił głowę lekko do
tyłu. Jedną dłońwciąż miał zanurzoną w krystalicznej, zimnej wodzie.
Aranye przejechał dłoniąpo ręce chłopaka i splótł swoje palce z jego.
Lizał szyję swojej zabawki aż dozasklepienia ran, by po chwili otwierać
je na nowo. Jad wampira odurzałchłopca jak narkotyk i sprawiał,
że nie odczuwał bólu. Kadajowi byłoprzyjemnie, ale szybka utrata krwi
osłabiała jego organizm. Przymknął oczy,czując się coraz bardziej senny.
Brunet zatamował krwotok i odsunął sięod chłopca, przyglądając mu się uważnie. Wiedział, że
przesadził – dwa ugryzienia w ciągujednego dnia to stanowczo za dużo.
Przygarnął niebieskookiego do siebie. Pochwili zastanowienia nadgryzł
swój nadgarstek i przysunąwszy go do ust chłopakadał mu się napić swojej
krwi. Niewiele. Tylko tyle, by go uzdrowić. Uśmiechnąłsię delikatnie,
widząc zdumienie na twarzy młodego mężczyzny. Krewnieśmiertelnego była
jednym z najsilniejszych środków leczniczych. Kadajodsunął od siebie
jego rękę krzywiąc się z niesmakiem.
- Chyba
nie chceszmnie zamienić w wampira, co? – patrzył mu w oczy
zdenerwowany. Drażnił gonieprzyjemny, metaliczny posmak krwi w ustach.
Czuł się lepiej, ale senność nieminęła.
- Nie,
nie będę cię zamieniał wwampira – zaśmiał się Shina. – Na razie. Moja
krew pozwoli ci się szybciejzregenerować. Nie krzyw się już, na pewno
nie była aż taka zła.
Nachylił
się nad chłopcem ipocałował go namiętnie w usta, dzieląc z nim smak
swojej i jego krwi. Pocierałręką dłoń blondyna, by nie zdrętwiała w
chłodnej wodzie, a drugą objął go wpasie, przyciągając do siebie.
- Może
dlaciebie krew jest smaczna, ale w moje gusta kulinarne raczej nie
trafia – Kadajpozwolił się całować i przysuwając się bliżej bruneta,
zaczął odpowiadać najego pocałunki.
-
Możliwe. Za to ty, trafiaszw moje doskonale – szarooki przerwał na
chwilę pieszczoty, kopiąc wielką kocicęw nogę, by się odsunęła.
- Durny kot –warknął. Zsunął chłopaka z kamiennej płyty i opierając go o swoje kolanodrażnił niby przypadkowo.
- Na tymkamieniu mógłbyś się zaziębić – wyszepnął dwuznacznie, oblizujączmysłowo wargi.
Kadaj zmrużył oczy czując ten dotyk.Wyglądał teraz jak dzikie zwierzątko zastanawiające
się, czyprzynęta jest warta wejścia w pułapkę. Spojrzał jeszcze na
skarconą panterę iprzysunąwszy się bliżej wampira zaplótł ręce na jego
szyi.
Shina
chciał posiąść chłopca tu iteraz. Szczególnie, gdy ten patrzył na niego
tak, jak w tej chwili. Pocałowałgo w szyję i schodził ustami coraz
niżej pobudzając go umiejętnie. Zsatysfakcją przywitał dreszcze
podniecenia przebiegające po ciele blondyna.Subtelnie wsunął jedną rękę
pod koszulkę Kadaja, ogrzewając jego chłodną skóręswoją ciepłą dłonią. Z
przyjemnością drażnił wrażliwe na dotyk sutki. Chłopiecw odpowiedzi
zamknął oczy i zaczął cichutko pojękiwać. Przygryzł lekko wargęstarając
się hamować coraz głośniejsze westchnienia. Po chwili jęknął prosto
wusta wampira, gdy ten pocałował go głęboko. Twarz krwiopijcy
rozjaśniłdelikatny, ciepły uśmiech. Powolnym ruchem ściągnął z
niebieskookiego koszulkę,obsypując muśnięciami ust jego odsłonięte
ramię.
- Mój mały aniołek – zaśmiał sięcicho między pocałunkami.
Delikatnie
przesuwał go w górę iw dół po swojej nodze, w słodkiej torturze,
pobudzając go coraz intensywniej.Złotowłosy nie był już w stanie dłużej
powstrzymywać westchnień i jęków.Policzki pokrył mu zdradliwy rumieniec. Z jednej strony wiedział, że niepowinien mu znów ulegać, z drugiej jednak bardzo tego pragnął. Wampir złatwością wyczuł niepokój chłopca.
- Powiedz mi, aniołku, chcesztego? – zapytał, gładząc go po szczupłym torsie.
- Chcesz, czy mam przestać? –polizał jego stwardniały sutek, tworząc malinkę, utrudniając mu tym samymodpowiedź.
- Chcę –
szepnął Kadaj.Pieszczoty jego właściciela sprawiały, że tracił kontrolę
nad swoim ciałem istawał się coraz bardziej uległy.
Shina zamruczał zadowolony.
Rozpiął spodnieblondyna i wsunął w nie rękę, dotykając go przez
bieliznę. Rzucił swojąmarynarkę na kamienną fontannę i położył na niej
kochanka. Zdjął mu spodnie,całując oba zarumienione policzki i
przesuwając językiem po jegozaczerwienionych wargach. Chwilę drażnił go
przez materiał bokserek, zanimpozbył się tej zbędnej części garderoby. Z
zachwytem patrzył na nagie ciałoniewolnika. Znał je doskonale, a mimo
to nadal go pożądał.
Naruserozszerzył
bardziej nogi przyciągając wampira bliżej siebie. Był spragnionyjego
dotyku, pocałunków… W pośpiechu zaczął rozpinać spodnie swojego pana.
-
Cierpliwości, kochanie,cierpliwości – Shina zaśmiał się radośnie,
popychając go lekko na jedwabnąmarynarkę. – Najpierw zajmiemy się tobą.
Brunet
drażniłmęskość chłopca oddechem, liżąc co jakiś czas tylko jego główkę.
Z satysfakcjąobserwował reakcję Kadaja na swój dotyk. Pogłębiający się
rumieniec, zamglone zpożądania oczy, kurczowo zaciśnięte na jego dłoni
palce. Po chwili zwiększyłintensywność pieszczot. Nie chciał jednak
doprowadzić go do spełnienia.Przynajmniej na razie. Zamiast tego wsunął
mu do ust palce i jęknął, gdychłopiec zaczął je delikatnie trącać
językiem.
Kadajwiedział,
do czego to prowadzi. Przymknął oczy i oparł się jedną dłonią
ofontannę, by nie ześlizgnąć się z jedwabnej podszewki. Drugą zaś,
chłodną odwody, włożył niecierpliwie pod bieliznę mężczyzny, zmuszając
do podniesieniagłowy.
Shinawestchnął, czując ten dotyk na wrażliwej skórze.
-
Uroczy – wyszeptał zmysłowo. Wpiłsię w słodkie usta niebieskookiego,
jednocześnie wsuwając w niego pierwszypalec. Chłopiec pojękiwał cicho,
co jeszcze bardziej podniecało wampira.
-
Powiedz mi maleńki, chcesz mniepoczuć w sobie? – uśmiechnął się
znacząco, nadal powoli przygotowując go dotego, co miało nastąpić.
- Tak… –
blondyn oblizał wargiprowokująco i poruszył sugestywnie biodrami.
Wyciągnął rękę spod bieliznybruneta i zsunął ją razem ze spodniami.
Szarookiuśmiechnął
się drapieżnie przysuwając kochanka do krawędzi fontanny. Podniósłjego
nogi i oplótł się nimi w pasie. Tym razem nie kazał mu długo
czekać.Pocałował go z pasją i wszedł w niego jednym, zdecydowanym
ruchem. Kadajzakwilił prosto w jego usta. Zarzucił mu ręce na szyję,
przyciągając jeszczebliżej siebie. „Jak tak dalej pójdzie to uzależnię
się od seksu”, przeszło muprzez myśl. Wplótł jedną dłoń w długie,
hebanowe włosy i poruszył biodramiwyczekująco. Wampir uśmiechnął się,
czując ponaglające ruchy chłopaka. Objął gow pasie i zaczął się w nim
powoli poruszać. Całował go po twarzy, szyi,ramionach… Chciał zobaczyć,
jak długo chłopiec wytrzyma takie niespiesznetempo. Naruse nie narzekał.
Odchylił się do tyłu podpierając na wyprostowanychrękach. Westchnął i
zamknął oczy, skupiając się tylko na tym spokojnym ruchuich bioder.
Jedną
rękąShina zaczął błądzić po torsie młodszego mężczyzny, a drugą
zacisnął na jegoczłonku, poruszając nią w rytmie swoich leniwych
pchnięć. Sycił oczy widokiemodsłoniętej, alabastrowej szyi, odrzuconych
do tyłu, złocistych włosów isrebrzystych kropelek wody osiadających na
gładkiej skórze. Taki powolnystosunek był pełen uroku. Blondyn mógł
delektować się każdym przechodzącym godreszczem, każdym dotykiem i
pocałunkiem. Lekko rozchylone usta chciwie łapałyorzeźwiające powietrze,
a krople wody osiadające na jego rozpalonym ciele,chłodziły je
przyjemnie.
- Wyglądasz pięknie – zamruczałwampir, patrząc na niego z uwielbieniem.
Kadajotworzył
przymglone oczy, jednak nic nie odpowiedział. Nie miał
zamiaruzaprzeczać, czy dziękować. Nie był narcyzem, ale doskonale zdawał
sobie sprawęze swojego wyglądu. Ciało zawsze było jego atutem. Poruszył
się niespokojnie,gdy ruchy jego pana stały się szybsze i głębsze.
Chłopiec rozwarł oczy i wciągnął ze świstem powietrze, gdy mężczyzna
trafił w najwrażliwszy punkt w jegownętrzu. Nie potrafił już hamować
coraz głośniejszych krzyków. W tym momenciebył całkowicie zdany na jego
łaskę.
Shinautrzymywał
stałe tempo, z zadowoleniem patrząc w tęczówki koloru nieba.
Wszedłjeszcze głębiej i pocałował go, przygryzając delikatnie opuchniętą
wargę.Chłopiec dyszał ciężko. Nie był już w stanie się dłużej
powstrzymywać. Zacisnąłmocniej dłoń na brzegu fontanny i szczytował.
Jego ciało wygięło się w łuk, gdypoczuł ogarniającą go falę rozkoszy.
Jeszcze tylko kilka mocniejszych pchnięć iShina z głośnym jękiem doszedł
w jego wnętrzu. Wysunął się z niego, głaszczącczule jego policzek.
Zapiął spodnie i spojrzał na swoją zabaweczkę. Osłabionypo orgazmie
blondynek wyglądał jeszcze bardziej kusząco niż zwykle, ale
Aranyewiedział, że musi dać mu odpocząć. Okrył jego nagie ciało lekko
poplamionąmarynarką i odwrócił się w poszukiwaniu porozrzucanych naokoło
ubrań.
Blondynziewnął i pocierając policzek, usadowił się wygodniej. Był pewien, że jutro niebędzie w stanie podnieść się z łóżka. Nie
dość, że był obolały po jeździe konnej, to teraz jeszcze postosunku.
Ponownie zamoczył rękę w fontannie i bawił się wodą czekając,
ażmężczyzna przyniesie jego rzeczy.
Shina
wróciłi pomógł chłopcu się ubrać. Odgonił kocicę, mrucząc pod nosem
coś, co brzmiałojak: „Ona mnie wykończy!” i wziął Kadaja na ręce.
-
Dobranoc – szepnął, widząc, żeniebieskooki zasypia i przytulił go do
siebie jakby był jego najcenniejszymskarbem. Pocałował go jeszcze w
czoło i ruszył w kierunku rezydencji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz