wtorek, 23 stycznia 2018

Bloodlust R21: Czerwonooki cień


Kolejne tygodnie niemal niczym się od siebie nie różniły. Wampir był delikatny, a Kadaj uległy. Status quo. Shina większość czasu spędzał z blondynem i starał się nie zwracać uwagi na swoje niepokojące zachowanie. Traktował swoją zabaweczkę zdecydowanie zbyt łagodnie i czuł rosnącą z tego powodu frustrację. Nie umiał jednak wyładować jej na chłopcu. Mimo to, nie dopuszczał do siebie myśli, że chłopak mógłby być jego towarzyszem.
    Minął czerwiec, zrobiło się bardzo ciepło. Dni na powrót stawały się coraz krótsze. Ogrody we władanie przejęły czarne róże o długich kolcach. Wampir znów uległ niewolnikowi. Zabrał go nad morze, jak obiecał. Tego dnia słychać było tylko szum fal i beztroski śmiech blondyna. Jednak, kiedy już leżeli pod pokładem statku, brunet był nieco rozdrażniony. Jego magia ostrzegała go przed czymś, ale Shina zbyt zajęty pięknookim, usilnie ją ignorował. To był błąd. Nikt nie spodziewał się tego, co miało nastąpić…

*****
    Jakiś czas temu w mieście pojawił się nowy wampir. Bardzo się pilnował, by nie wchodzić nikomu w drogę, toteż żaden z mieszkańców nie zwracał na niego większej uwagi. Wynajął opuszczoną rezydencję w północnej części miasta i czekał cierpliwie na odpowiedni moment.
    Znał doskonale  swojego wroga. Obserwował ofiarę już od dłuższego czasu i uśmiechał się z satysfakcją słuchając doniesień najemników. Było lepiej, niż mógł przypuszczać, wszystkie okoliczności mu sprzyjały. Wiedział, że zrobi to tego dnia. Aranye powinien był uważać na tę datę – trzeci lipca. Dawno temu, właśnie w ten dzień zniszczył mu życie, jednak zemsta lepiej smakuje na zimno. Zaśmiał się okrutnie i przewrócił stojący obok niego kielich rozlewając po starej podłodze krew.
*****
Wracali do rezydencji czarną limuzyną. Wampir obejmował tulącego się ufnie chłopca. Już nie wyglądał jak niewolnik, lecz jak wypieszczone książątko. Blondyn spoglądał ponad ramieniem Shiny na krajobraz za szybą. Minęli portowe zabudowania, następnie pola uprawne, las, aż rozpoznał odległe tereny posiadłości. Zaśmiał się radośnie widząc czekającą w bramie Miętówkę. Ta, na powitanie skoczyła na niego i oparłszy łapy na jego ramionach, lizała go po twarzy.
- Porzucony dla przerośniętego kota – mruknął wampir z niezadowoleniem. Podszedł do chłopca i objął go od tyłu.
- Idziemy do mnie – wyszeptał mu do ucha uśmiechając się  znacząco. – Ktoś mi coś obiecał.
Polizał płatek jego ucha i zachichotał wesoło. Zmierzwił mu włosy, a potem porwał na ręce, jakby mały nic nie ważył i ruszył w kierunku drzwi wejściowych. Pantera patrzyła za nimi z przekrzywionym na bok pyskiem.
*****
    Kiedy dotarli do sypialni Kadaj uwolnił się z uścisku starszego mężczyzny. Ułożył się w miękkiej pościeli i spojrzał na Shinę prowokująco. Brunet bez zastanowienia przycisnął go do łóżka i zaczął namiętnie całować. Dłońmi błądził po jego torsie i brzuchu, muskając co wrażliwsze miejsca przez cienki materiał i co jakiś czas zahaczając o zapięcie koszuli.
    Nagle, ich błogie pieszczoty przerwał ostry dzwonek telefonu i jak na złość nie milknął. Chłopak przekręcił głowę, zerkając w stronę aparatu, z którego dobiegał denerwujący dźwięk.
- Nie odbierzesz? – wyszeptał między pocałunkami.
- Wiem, kto dzwoni, wiem, że to pilne, i że powinienem to odebrać, ale nie mam na to najmniejszej ochoty – westchnął z irytacją wampir, podnosząc się niechętnie z łóżka.
- Śpij tutaj z kocicą – powiedział cicho, przeciągając się. – Wolę, żebyś został w moim pokoju. Mam jakieś dziwne przeczucie…
Gdy odebrał telefon jego mina spoważniała.
- Śpij dobrze – szepnął, całując go po raz ostatni i wyszedł z pokoju.
    Kiedy Shina zniknął za drzwiami, blondyn zawołał kocicę, by ta weszła na łóżko. Przytulił się do jej czarnego, błyszczącego futerka i po chwili zasnął. Wyglądał tak słodko i niewinnie… I nie miał pojęcia, co go czeka.
*****
    Siedział na stole, w dziwacznej pozycji i wpatrywał się intensywnie w telefon. Tak długo czekał, że teraz irytowała go każda sekunda. Niemal odetchnął z ulgą, kiedy usłyszał dzwonek. Uniósł słuchawkę, a w jego absolutnie martwe oczy, zabłysły.
- Tak? – przez chwilę wsłuchiwał się w głos po drugiej stronie. Na jego ustach pojawił się złowrogi uśmieszek.
- Już? – gdy usłyszał potwierdzenie, jego czerwone tęczówki pociemniały.
- Natychmiast! – rozkazał, rozłączając się.
Zeskoczył ze stołu. Miękkie buty niemal bezszelestnie zetknęły się z podłogą. W powietrze uniósł się kurz, a nim opadł, pokój był pusty.
*****
    Pod kamiennym ogrodzeniem posiadłości stał wampir. Jego kasztanowe włosy poruszały się na delikatnym wietrze, a czerwone oczy patrzyły w mrok z satysfakcją. Był pewien, że wszystko zaplanował co do ostatniego szczegółu. Shina tym razem nie miał szans się na nim odegrać, a taka zemsta z pewnością go zaboli.
    Z kpiącym uśmieszkiem podziwiał architekturę widocznej części zamku. Jedno trzeba było przyznać – Aranye miał cholernie dobry gust. Po chwili uśmieszek przeszedł w złośliwy grymas. Dał swoim ludziom znak, by zabrali się do roboty. Najpierw przełamali zabezpieczenia w murze otaczającym rezydencję i dotarli do drzwi wejściowych niczym nieuchwytne cienie.
*****
    Zaklęcia obronne na drzwiach do zamku były o wiele trudniejsze do sforsowania. Jednak oni mieli odpowiednich ludzi i dużo czasu, gdyż pana domu długo nie będzie. Przedostali się do środka, gdy zegary wybiły godzinę pierwszą. Służba mieszkająca na pierwszym piętrze miała szczęście – zginęli podczas snu.
    Reszcie pałacowej obsługi fortuna nie sprzyjała. Czerwonooki demon zabijał ich bez litości, w okrutny sposób. W jednej z sal znalazł młodziutką służącą. Spodobała mu się, więc po cichu zaszedł ją od tyłu. Jednym ruchem przyparł ją do ściany, ukazując wydłużone kły.
- Jak się nazywasz, malutka? – zamruczał, przykładając jej do szyi sztylet.
Z zadowoleniem obserwował przerażenie w jej oczach.
- Nadia… – głos uwiązł jej w zaciśniętym ze strachu gardle.
- Nadia – powtórzył wampir tak, jakby smakował brzmienie jej imienia. – Ślicznie. Prawie tak piękne, jak twoja buźka…
Uśmiechnął się złowieszczo i wbił błyszczący sztylet w jej brzuch. Krew zaczęła się sączyć na jego rękę. Wampir uniósł dłoń do ust i zlizał czerwony płyn do ostatniej kropli. Kiedy dziewczyna krzyknęła, spoliczkował ją. Zdarł z niej skromne ubranie i posiadł bestialsko bez chwili zastanowienia. Z rozkoszą wsłuchiwał się w jej szloch i nierówne bicie serca. Nie po nią tu przyszedł, ale była bardzo ładna. Szkoda by było ją tylko zabić…
*****
    Kiedy wychodził z pokoju wciąż jeszcze żyła. Nie zaszczycił jej nawet swoim spojrzeniem. W pałacu nie została już ani jedna żywa dusza… Oczywiście, poza sypialnią. Odwrócił się jeszcze do swoich najemników i uśmiechnął kpiąco.
- Jeśli chcecie, sprawdźcie, jak długo wytrzyma – powiedział, wskazując na skuloną na posadzce postać i zaśmiał się sucho. – Tylko na końcu upewnijcie się, że jest martwa.
Wyszedł,  a na sztylecie, który trzymał w dłoni, powoli krzepła krew.
*****
    Kadaja obudził hałas na korytarzu. Pantera kręciła się niespokojnie pod drzwiami. Wyczuwała zapach krwi. Blondyn nie zauważył jednak nic niepokojącego. Zarzucił na ramiona leżący obok łóżka szlafrok i wyszedł z sypialni. Kocica wybiegła za nim i zaczęła ryczeć.
- Miętówka! – mruknął niezadowolony chłopak, starając się uciszyć zwierzę.
Odwrócił się chcąc chwycić ją za pysk i zamarł. Przed nim stał wysoki, obcy mężczyzna. Jego dłonie i szatę pokrywały plamy czerwonej mazi. Kadaj szybko zorientował się, czym ona w rzeczywistości była. Pobladł na twarzy z przerażenia i zrobił krok do tyłu, widząc groźny wyraz twarzy nieznajomego. Pantera zaatakowała, lecz nie miała żadnych szans w walce z wampirem. Chwilę później leżała na dywanie z rozciętym bokiem. Chciała się jeszcze podnieść, ale kolejny celny cios wąskiego ostrza uciszył ją skutecznie. Mężczyzna strzepnął kropelki krwi ze sztyletu i podszedł do chłopca. Chwycił go za brodę, unosząc jego twarz do światła.
- Nie dziwie się, że Aranye cię trzyma – uśmiechnął się szyderczo. – Całkiem ładna z ciebie kurwa. Zobaczymy, czy będziesz równie śliczniutki, kiedy to ja się tobą zaopiekuję.
Pchnął go w kierunku jednego z towarzyszących mu ludzi.
- Zajmijcie się nim! – rozkazał. – Ale jeżeli ktoś go tknie to zabiję! Jest mój!
 Blondyn patrzył na niego struchlały i oszołomiony. Po twarzy płynęły mu niepohamowane łzy. Nie mógł uwierzyć w to, co się działo.
    Idąc korytarzem Kadaj zobaczył zmasakrowane ciała służby. Na ten widok zaczął krzyczeć z przerażenia i za wszelką cenę starał się wyrwać mężczyznom, którzy go trzymali. Jeden z nich uciszył go uderzając w kark. W jednej chwili stracił świadomość i zawisł bezwładnie w ich ramionach.
*****
    Na twarzy szatyna malował się złośliwy uśmieszek. Odebrał od najemników nieprzytomnego niewolnika. Na drzwiach zostawił jeszcze małą niespodziankę dla gospodarza. Zaklęcie torturujące jego autorstwa. Nie było mowy, by Aranye nie rozpoznał tak oryginalnego podpisu pod dokonaną w zamku rzezią.
    Wrócili do samochodów i odjechali osłonięci czernią nocy.
*****

    Cenną zdobycz osobiście zaniósł do celi. Było to prymitywne pomieszczenie o kamiennych ścianach i podłodze. Rzucił go na zwinięty w kącie kawałek derki. Machnął ręką, a metalowa obręcz zacisnęła się na kostce chłopca. Opuścił pomieszczenie. Okrutny i zarazem zwycięski uśmiech pojawił się na jego ponurej twarzy, nadając jej jeszcze bardziej nieprzyjemny wyraz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz