wtorek, 23 stycznia 2018

Mrok R7

Nino przebudził się, gdy szary blask delikatnie zaczynał sączyć się przez szybę. Było bardzo wcześnie, pewnie gdzieś około czwartej, bo słońce jeszcze nie rozpoczęło swej codziennej wędrówki. Czaiło się dopiero gdzieś tuż pod horyzontem. Chłopak przez chwilę wpatrywał się w okno i widoczne za nim drzewa otulone delikatną poranną mgiełką. Widok tchnął spokojem, który wpływał kojąco na jego umysł. Dzień budził się powoli.
            Po dłuższej chwili oderwał wzrok od okna i rozejrzał się po pokoju. Na fotelu, tuż obok łóżka spał Mrok. Nino z ciekawością zaczął przyglądać się swemu Wybawcy. Dopiero teraz mógł zrobić to swobodnie. Wcześniej był albo zbyt rozkojarzony, albo mało przytomny, albo zbyt zdenerwowany. Poza tym, wzrok Mroka był zbyt przenikliwy, a jego zachowanie zbyt nieprzewidywalne, by mógł przyglądać mu się zbyt otwarcie. „Nie gap się, bo oberwiesz” – kolejna lekcja, której nauczyła go ulica. Teraz z ciekawością obserwował śpiącego.
            Mrok ubrany był jak zawsze na czarno: czarne spodnie, czarna koszula i kamizelka. Ciemne, zazwyczaj związane na karku w luźny kucyk, włosy rozsypały się na oparciu fotela tworząc wokół bladej twarzy chłopaka czarną aureolę. Sen złagodził napięte rysy, twarz rozpogodziła się, znikł towarzyszący mu stale wyraz czujności. Długie rzęsy rzucały cień na pociągłą twarz i zapadnięte ze zmęczenia policzki.  Wydawał się w tej chwili taki bezbronny, prawie eteryczny. Nino nie mógł uwierzyć, że ten chłopak zupełnie bez wysiłku pokonał czterech dorosłych i uzbrojonych mężczyzn. Wyglądał tak niewinnie i był tak przerażająco…  smutny?
            Nina zaczął zastanawiać się w jakim wieku może być Mrok. „Pewnie nie jest wiele starszy ode mnie.” – pomyślał. – „Wygląda na jakieś dwadzieścia może dwadzieścia dwa  lata, choć w tej chwili wydaję się być nawet młodszy. Nie dałbym mu teraz więcej niż osiemnaście. Skąd więc te umiejętności walki i skąd ten dojmujący smutek?”
             Patrzył na zmęczoną twarz, gdy nagle zdał sobie sprawę skąd się ono wzięło. Uświadomił sobie, że ten zimny i bezlitosny człowiek, który potrafi obudzić w nim takie przerażenie, spędził na tym fotelu każdą noc od chwili, gdy przywiózł go do tego domu. Prawdopodobnie nie spał w ogóle przez kilka pierwszych dni, a i potem niewiele, opiekując się nim, czuwając nad nim. Dbając, by niczego mu nie brakowało, czujny na każdy jego ruch, każdy jęk, każdy oddech… Jak to możliwe? Ta myśl nie dawała mu spokoju. Niewiadomo skąd i dlaczego w jego sercu zaczęło kiełkować, rozpalać cię ciepło… coś, czego nigdy nie czuł, coś czego się nie spodziewał… Po chwili jednak przyszła refleksja, która podziała jak zimny prysznic. „ Kim on jest? Jakie ma plany wobec mnie?” Powrócił strach.
            Czarny poruszył się na fotelu, jego wargi rozchyliły się lekko.
            Nino patrzył na jego usta jak zahipnotyzowany. Nie potrafił oderwać wzroku, poczuł dziwne łaskotanie w żołądku. „Są  takie delikatne” – pomyślał bez ładu i składu. Nie wiedział co się z nim dzieje… W tym momencie Mrok otworzył oczy. Ich spojrzenia spotkały się, na policzki obu wypełzły delikatne rumieńce. Przez chwilę patrzyli na siebie bez słowa, Nino pierwszy spuścił wzrok. Rysy Mroka znowu stężały, a twarz na powrót zamieniła się w obojętną maskę.
            - Wstawaj! – rzucił cierpko podnosząc się z fotela. – Czas, żebyś zaczął wychodzić na dwór, dość już gnicia w pokoju. Masz już dość sił.
            - Poczekaj! – zawołał za nim Nino, ale gdy tamten odwrócił się ponownie utkwił spojrzenie w jego wargach i… spłonął rumieńce.
            - No, o co Ci chodzi?
            Nino opanował się i wyjąkał:
            - Chciałbym wiedzieć, co zamierzasz ze mną zrobić? Czego TY ode mnie chcesz?
            Mrok patrzył mu prosto w oczy, lecz nie odzywał się.
             - Uratowałeś mi życie, nie? – Nino zaczął gadać coraz głośniej, chcąc za wszelką cenę ukryć zakłopotanie, w jakie wprawia go Czarny. A może nie on, tylko jego własne myśli na temat tajemniczego wybawcy? Nie chciał się nad tym zastanawiać. – Masz więc teraz prawo żądać ode mnie czegoś w zamian. I ja to rozumiem, takie jest życie, coś za coś! Tyle, że ja niewiele mam i…
            Nagle zabrakło mu słów.
            Mrok nadal tylko patrzył.
- Zastanowię się. – rzucił w końcu. – Ubierz się, ciuchy masz w szafie. Za dwadzieścia minut czekam na ciebie w kuchni.
            I wyszedł.
            Nino został sam z totalnym mętlikiem w głowie, nie pozostało mu nic innego jak wstać, ubrać się i ruszyć na poszukiwanie Mroka. Rozmowa z nim była dla niego jedynym sposobem na zdobycie informacji, w końcu nie wiedział nawet gdzie jest. Mniej więcej zmieścił się w czasie, jaki dał mu Czarny i wszedł do kuchni. Chłopak czekał na niego niedbale oparty o kredens, gdy zobaczył Nino podszedł do niego, wziął pod ramię i powoli poprowadził korytarzem.
            Nino ciekawie rozglądał się dookoła, do tej pory nie widział niczego poza swoim pokojem i sąsiadującej z nim łazienki.
            - Po prawej masz salon – odezwał się Mrok wskazując odpowiednie drzwi. – A po lewej bibliotekę.
            - A twój pokój? – odważył zapytać się jego towarzysz.
            Czarny spojrzał na niego dziwnie, ale odpowiedział.
-         Na końcu korytarza.
Podczas tej krótkiej wymiany zdań weszli do dużej, zalanej słońcem altany, a stamtąd, pokonując cztery małe stopnie, wyszli na dwór.
Dom był niewielki, ale miał swój urok, tak samo jak otoczenie w jakim się  znajdował. Stał nie mniej ni więcej tylko po środku lasu i nie wiodła do niego żadna widoczna droga. W pierwszej chwili Nino przestraszył się tego, że znajduje się tak daleko od ludzkich osiedli, ale w pewnej chwili zdał sobie sprawę, że całe to otoczenie i cisza, której do tej poru nie znał działają na niego kojąco. Dla wychowanego w gwarze miasta chłopaka cisza była czymś niezwykłym. Zamknął oczy i tylko chłoną całym sobą atmosferę tego miejsca.
-         Taki tu spokój…
Widząc jego zadumaną minę i wyraźny zachwyt malujący się na twarzy, na ustach Mroka pojawił się cień uśmiechu, który jednak szybko znikł. Podprowadził chłopaka do znajdującej się w cieniu najbliższych drzew ławki. Pomógł mu wygodnie na niej usiąść, a sam wrócił do domu. Po kilkunastu minutach wrócił niosąc pod pachą stertę kocy a w ręce koszyk. Jednym z kocy otulił Nino, drugi rozłożył na ziemi tuż obok ławki. Następnie wyciągnął z kosza kilka książek, kubki i termos z herbatą.
             - Jak masz na coś ochotę to mów – zwrócił się do zdziwionego chłopaka, sam zaś rozłożył się wygodnie na kocu i zagłębił w lekturze. Przez kilka chwil Nino patrzył na niego zdumiony. Wreszcie uśmiechnął się, zrezygnował z pytań, na razie. Oparł głowę o drzewo, zamknął oczy. Rozkoszował się chwilą. Czuł ciepło słońca przebijającego się przez gałęzie, chłonął ciszę i spokój, których tak niewiele było do tej pory w jego życiu. Nie wiedzieć kiedy zapadł w spokojny sen. Tymczasem Mrok, który znad książki przyglądał mu się bacznie, wstał zwinnie jak kot i przysiadł na ławce obok chłopaka. Dłuższą chwilę patrzył na rozpogodzoną twarz Nino, by wreszcie z wahaniem, lekko, jakby bojąc się spłoszyć ten spokój, wyciągnął dłoń i przejechał kciukiem po jego policzku, brodzie… Gdy jego kciuk dotknął warg chłopaka, widać było, że Mrok wstrzymał oddech…. W jego oczach błysnął ból. Zerwał się z miejsca i pobiegł do lasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz