wtorek, 23 stycznia 2018

Bloodlust R20: Imię

Wracali do sypialni. Shina starał się nie obudzić chłopca, który mruczał coś niewyraźnie wtulając się w niego. Kadaj otworzył oczy dopiero, gdy wampir położył go na łóżku. Usadowił się wygodniej przyciągając poduszkę bliżej siebie i ziewnął.
- Jutro nie będzie mnie cały dzień – powiedział brunet, pochylając się nad nim. – Możesz spacerować po całym południowym skrzydle zamku i swojej oranżerii. Ale tylko tam. Nie chcę, by coś ci się stało, rozumiesz?
- Rozumiem. Kup mi czekoladę – mruknął nieprzytomnie blondyn, pocierając zaspane oczy.
Shina uśmiechał się ciepło. Pogłaskał zasypiającego chłopca po włosach i pocałował go w policzek.
- Śpij dobrze – szepnął, wychodząc z pokoju.
Nakazał lokajowi wyposażyć barek w salonie niewolnika w mnóstwo czekolady i położyć przy jego łóżku wykaligrafowaną eleganckim pismem karteczkę:

Wrócę jutro.
Obiecany prezent czeka w barku.
Nie zjedz wszystkiego od razu.

Chwilę później opuścił swoją rezydencję. „Najwyższa pora, by pojawić się w pracy osobiście.”, pomyślał, uśmiechając się ironicznie. Od pewnego czasu rozluźnił nieco nadzór nad swoimi pracownikami i teraz zbierał tego plony. Niektórzy podwładni uznali, że można mu się sprzeciwiać, a wpływy, choć nieznacznie, zmalały. Jednak Shina zamierzał szybko to naprawić.
*****
- Przez tego chłopaka zbankrutuję – westchnął wampir. – Albo zmniejszę o połowę populację tego miasta.
Schował broń do kabury i ostatni raz spojrzał na zdemolowany gabinet. Rzucił kluczyki zastępcy dotychczasowego szefa.
- Od dzisiaj ty pracujesz na tym stanowisku i lepiej żebyś mnie nie zawiódł tak, jak on – wskazał przestrzelonego trupa.
Opuścił  pomieszczenie, wycierając zabrudzone krwią buty i wszedł do windy. Już sobie wyobrażał, jak zaczynają dzwonić telefony, a reszta jego pracobiorców dostaje palpitacji. Zaśmiał się zimno. Sami się o to prosili.
Bilans dnia wynosił sześciu zabitych i czterech wyssanych. Na dworze było już  ciemno, jednak Shina miał jeszcze jedną sprawę do załatwienia. Musiał pomówić ze swoim starym znajomym…
*****
Świtało, kiedy wampir wrócił do swojej posiadłości. Zaglądnął do pokoju chłopca, sprawdzając czy wszystko w porządku i pozostawiając kartkę z notatką:
Jestem u siebie.

Udał się do własnej sypialni. Wziął odprężającą kąpiel i położył się do łóżka, po czym zasnął od razu.
Naruse obudził się, kiedy zegary wybiły godzinę dziesiątą. Gdy tylko zauważył karteczkę od Shiny leżącą na szafce nocnej, postanowił do niego pójść. Miętówkę zostawił u siebie, za bardzo hałasowała.
Otworzył delikatnie drzwi do pokoju pana domu. Po cichu podszedł do łóżka i wślizgnął się pod kołdrę. Przysunął się do bruneta i przymknąwszy oczy, wtulił się w niego. Był tak cicho, że udało mu się go nie zbudzić. Prawie.
Wampir wyczuł ciepło leżącego obok ciała i natychmiast otworzył oczy. Automatycznie przycisnął intruza do łóżka, krępując mu ruchy. Kiedy dotarło do niego, że to Kadaj, puścił go gwałtownie, czekając na reakcję. Chłopiec tylko przeciągnął się lekko i założył ręce za głowę.
- Boisz się obcych w swoim łóżku? – zapytał z uśmiechem.
Na początku trochę się przestraszył takiego nagłego ataku, ale będąc tutaj zdążył się już przyzwyczaić do impulsywnych reakcji swojego pana. Przewrócił się na brzuch i wtulił twarz w poduszkę. Pościel przyjemnie pachniała mężczyzną.
- Jesteś rozkoszny – szepnął Shina i pocałował go w kark.    
Ułożył się na boku, muskając dłonią jego plecy. Od czasu do czasu bawił się przydługimi włosami blondyna.
- Co porabiałeś wczoraj? – zapytał cicho, nie chcąc burzyć sennego nastroju i palcem zaczął rysować wzorki na plecach Kadaja.
Niebieskooki mruknął w odpowiedzi na ten dotyk.
- Nic ciekawego. Spałem, jadłem, czytałem i znów spałem – położył przodem do szarookiego, przyglądając mu się uważnie.
- Coś nie tak? – zapytał wampir, widząc badawcze spojrzenie chłopaka.
- Po prostu patrzę. Nie mogę patrzeć na własnego pana?
Kadaj objął go ręką w pasie i wtulił zimny nos w jego brzuch. Zamruczał z przyjemności zamykając oczy.
- Co byś chciał na śniadanie? – zapytał Aranye,  mierzwiąc mu delikatnie czuprynę.
Nastolatek podciągnął się na rękach, całując bruneta w usta. Uśmiechnął się widząc jego zaskoczoną minę.
- Wszystko jedno – znów się do niego przytulił. Wczoraj brakowało mu obecności Shiny.
- Czyżby ktoś był niedopieszczony? – szepnął mężczyzna, przejeżdżając dłonią po jego pośladku i uśmiechając się drapieżnie.
Po chwili jednak zabrał rękę i pocałował chłopca czule. Nie nalegał na nic więcej, takie pieszczoty również miały swój urok.
- W tym sensie to ja jestem dopieszczony i to w nadmiarze. Wciąż ledwo chodzę, nie mówiąc już o siedzeniu.
Blondyn ukrył twarz w zgięciu jego szyi, uspokojony. Wdychał jego zapach i to mu całkowicie wystarczało. Przynajmniej na dzisiaj.
            Wampir był bardzo zadowolony, że młody sam do niego przyszedł i chętnie się przytulał. Całował go po twarzy, masując delikatnie plecy i biodra. Zastanawiał się, co tak  naprawdę Kadaj myśli, jednak tym razem nie odważył się wejść do jego umysłu. Niebieskooki mruczał cichutko czując jego subtelne pocałunki. Było mu ciepło i przyjemnie, a co najważniejsze, czuł się bezpiecznie. Właściwie to mógłby tu sypiać częściej. Sypialnia Czarnego zaczęła mu się podobać, wiec postanowił tak długo okupować jego łóżko, jak tylko się da.
- Mój – wyszeptał brunet nieświadomie, przytulając go do siebie coraz mocniej.
Był pewny, że nie pozwoli mu już odejść, a w przyszłości zamieni go w wampira.
- Pewnie, że twój – powiedział chłopiec, ziewając krótko – Shina?
Zamilkł na chwilę zdając sobie sprawę, że pierwszy raz nazwał swojego pana po imieniu. Wpatrywał się w jego twarz wyczekując jakiegokolwiek grymasu. Najbardziej bał się, że zobaczy tam gniew.
- Pośpijmy jeszcze trochę – dokończył pośpiesznie, zdenerwowany.
Mężczyzna patrzył na blondyna ze zdziwieniem. Nigdy nie nakazywał mu mówić do siebie per pan, ale nie spodziewał się, że jego zabaweczka odważy się w ten sposób do niego zwrócić. Po chwili przyciągnął chłopaka do siebie.
- Dobrze – objął go szczelnie ramionami i pogłaskał po głowie. – Śpij.
Kadaj spojrzał niepewnie w górę, na twarz wampira.
- Jesteś zły na mnie? Za to, że nazwałem cię po imieniu….
Spuścił wzrok. Nie chciał patrzeć w jego oczy w razie ewentualnych wyrzutów. Czekał na odpowiedz starając się ukryć swoje podenerwowanie.
- Nie, nie jestem zły, raczej zaskoczony twoja bezczelnością – odpowiedział Aranye,  przyglądając mu się uważnie.
Nachylił się nad chłopcem i pocałował go w półotwarte ze strachu usta.
- Nie martw się – szepnął mu do ucha. – Właśnie to mi się w tobie podoba. Bezczelne zabawki są bardziej interesujące. Możesz do mnie mówić po imieniu. Oczywiście tylko wtedy, gdy jesteśmy sami…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz