wtorek, 23 stycznia 2018

Mrok R28

Nino uniósł głowę znad piersi Mroka, przedtem kilka długich chwil wsłuchiwał się w bicie jego serca. Biło… na szczęście biło, choć nierówno i jakby z wysiłkiem. Ale najważniejsze, że biło… Tylko… jak długo?
   „Co robić… Co robić??” Nino czuł nadchodzącą panikę. Wiedział, że nie może się jej poddać, wiedział, że musi się wziąć w garść… Od tego co zrobi, jak się zachowa zależało jego życie… życie Mroka… „Myśl!!” gorączkowo szukał rozwiązania w swojej głowie. „Myśl!!!” Ostrożnie zdjął z przyjaciela marynarkę, koszula na piersi przesiąknięta była krwią. Rozerwał ją jednym ruchem. Rana była niewielka za to krwawiła bardzo obficie. Niewiele myśląc Nino zdjął swoją bluzę i pomagając sobie zębami porwał ją na pasy. Niewprawnie starał się opatrzyć Mroka mocno uciskając ranę. „Proszę…. niech to wystarczy, proszę…” Nie wiedział do kogo kierował swoje prośby, nie umiał jednak przestać prosić.
   - Mrok… – szepnął. – Nie wiem, co robić…. Pomóż mi…. – bezradnie patrzył w bladą twarz Czarnego. Potrząsnął głową: „Nie, nie, nie – muszę coś zrobić, muszego ratować”. Zerwał się na nogi.
   - Poczekaj, znajdę pomoc, zobaczysz, uratuję Cię. – powiedział do nieprzytomnego mężczyzny. Wybiegł z podwórka na ulicę. Rozejrzał się na wszystkie strony. Zdecydował się pójść w prawo. Nie znał miasta, nie wiedział gdzie ma iść, ale musiał znaleźć pomoc, po prostu musiał.
   Szedł szybkim krokiem rozglądając się uważnie… U siebie wiedziałby, dokąd się udać, „Doktorek” nie zadawał pytań tylko łatał każdą ranę bez zbędnych formalności. Sam też korzystał raz czy dwa razy z jego usług. A tutaj musiał zdać się na instynkt. Okolica na pewno miała swojego „opiekuna”, widział już jednego czy dwóch dealerów, a w mijanej właśnie kamienicy na pewno był mały burdel, bo przy wejściu widział charakterystyczny, znany tylko „swoim” znak. Tak więc na pewno gdzieś w pobliżu musiał być obserwator lub ochroniarz, musi tylko go znaleźć. Szedł więc dalej nadal uważnie lustrując okolicę. Na progu jednego domu zauważył młodego blondyna z zawiązaną na ręce charakterystyczną chustą. Wiedział, że trafił, kolory każdego gangu różniły się, ale sama wymowa chusty pozostawała niezmienna. Bez wahania podszedł do chłopaka. Gdy się zbliżył, młody obrzuci ł go taksującym spojrzeniem.
            - Dziwka czy prochy? – zapytał uznając Nino za potencjalnego klienta.
            - Interes – odparł chłopak. – Ale Ty na niego za cienki jesteś.
            Młody wolno podniósł się i otrzepał spodnie z kurzu, cały czas nie spuszczając wzroku z natręta.
            - Zostaw namiary, ktoś się z Tobą skontaktuje – spróbował go zbyć.
            Nino pokręcił głową.
            - Zapomnij, albo kontaktujesz mnie z kimś z góry, albo spierdalaj i chuj ci w dupę.
            Blondyn spojrzał na niego bykiem.
            - A Ty, kurwa, coś za jeden, że wydaje Ci się, ze szef Cię przyjmie?
            - A gówno Ci do tego, szczylu – roześmiał się krzywo Nino, szybko wskakując w tak dawno nie używany uliczny slang. – Ale jak Boss straci przez ciebie taką kapuchę, to długo będziesz mordą krawężniki wycierać.
            Chłopak jeszcze przez chwilę wahał się, ale w końcu skinął głową
            - Dobra, chodź ze mną.
            Ruszyli dość szybko w dół ulicy, minęli trzy przecznice. Nino zaczął zastanawiać się, czy przez przypadek blondyn nie zamierza wciągnąć go w jakąś pułapkę, szedł więc dwa kroki za nim i bacznie obserwował każdy gest swego przewodnika. Jego serce cały czas dręczył niepokój o Mroka, każda sekunda wydawała mu się wiecznością, wiedział jednak, ze to jego jedyna szansa, by zdobyć pomoc dla przyjaciela.
            - Jesteśmy – powiedział w końcu blondyn stając przed wejściem do stosunkowo schludnej kamienicy. – Poczekaj tu.
            Nino tylko wzruszył ramionami patrząc za wchodzącym w cień przedsionka chłopakiem. Wiedział, że nie ma szans na dostanie się do środka, muskularny mężczyzna niedbale oparty przy wejściu z pewnością by mu na to nie pozwolił. Mógł tylko czekać, bezsilnie zaciskając pięści i modlić się, żeby Mrokowi starczyło sił…
            Czekał zaledwie kilka minut, które jednak wydawały mu się wiecznością, gdy w wejściu pojawił się znany już mu blondyn z drugim, może 30-letnim mężczyzną.
            - To ten gość, Frank – powiedział młody wskazując głową na Nino. Starszy z mężczyzn popatrzył taksująco na Nino i skinął na niego dłonią, blondyn w tym czasie ruszył nie oglądając się na swój posterunek.
            Chłopak ruszył za mężczyzną w głąb korytarza. Było tu znacznie chłodniej niż na zewnątrz. Weszli do pokoju, mężczyzna wskazał mu krzesło, sam zaś zasiadł za biurkiem.
            - Co wiec cię tu sprowadza? – odezwał się po raz pierwszy.
            Nino usiadł i założył nogę na nogę starając się wyglądać na pewnego siebie.
            - O tym będę gadał tylko z Szefem.
            Frank oparł łokcie na biurku, splótł palce i oparł na nich głowę.
            - Będziesz rozmawiał ze mną, a ja zastanowię się czy w ogóle sprawa jest na tyle ważna by zawracać głowę Szefowi.
            Nino westchnął nie miał wyjścia – musiał zaryzykować.
            - Chodzi o mojego sponsora….
            Przez twarz siedzącego mężczyzny przebiegł grymas pogardy i obrzydzenia. Wyprostował się, jakby chciał wstać, Nino wiedział, że nie ma czasu do stracenia.
            - Jest cholernie bogaty i wpływowy.  Potrafi się odwdzięczyć, a w tej chwili potrzebuje, hmmm przyjaciół…
             W oczach mężczyzny błysnęło zainteresowanie.
            Nino kontynuował.
            - W jego, hmmm, branży – zdarzają się „wypadki z bronią” lub inne nieszczęścia – uśmiechnął się porozumiewawczo – oczywiście nie mogę podać żadnych konkretów czy nazwisk…
            - Jesteś jego kurwą? – zapytał wprost jego rozmówca.
            - Jasne – Nino przywołał na usta jeden z najjaśniejszych uśmiechów – Muszę powiedzieć, że na dodatek dobrze opłacaną kurwą. Sam wiec rozumiesz, że mam w tym też swój interes… Dlatego nie ukrywam, że zależy mi na pospiechu.
            Spojrzenie mężczyzny powędrowało w kierunku uchylonych drzwi w głębi pokoju.
            - Frank, wyślij Mario z ekipą po naszego gościa- zza drzwi dobiegł głęboki męski głos – niech uwiną się szybko, a Dana poślij po lekarza.
            Drzwi otworzyły się i stanął w nich kolejny mężczyzna. Frank wstał od biurka, skinął głową.
            - Dobrze, Szefie – po czym wyszedł z pokoju.
            Nino wstał także.
            - Może… – zaczął z wahaniem – może ja pójdę i pokażę, gdzie znajdą mojego sponsora.
            Szef podszedł do biurka, odsunął krzesło, a następnie usiadł na nim, dłonią poprawił kosmyk jasnych włosów, wymykających się z kucyka.
            - Poczekaj – zatrzymał Nino – zanim ruszą przyjdą po ciebie. Mam jeszcze kilka pytań. Branża twojego sponsora?
            Nino przygryzł wargę.
            - Proszę wybaczyć, ale nie mogę o tym mówić – spojrzał na Szefa spod rzęs uśmiechając się dwuznacznie i oblizując wargi językiem. – Chyba mnie Pan rozumie. Poza tym dla mnie, to kura znosząca złote jajka – uniósł rękę i odgarnął włosy, pozwalając dostrzec siedzącemu mężczyźnie drogi zegarek znajdujący się na jego nadgarstku.
            Nie czuł się dobrze wchodząc w rolę kurwy, przed którą tak długo i boleśnie się bronił, wiedział jednak, że od tego, jak się zachowa zależy życie Mroka. To przeważyło szale, zrobi to, co konieczne, by ratować Czarnego, zrobi wszystko.
            Blondyn roześmiał się.
            - Musisz być dobry w swoim fachu – zawyrokował mężczyzna.
            - Jestem najlepszy – z przekonaniem w głosie powiedział Nino patrząc mu prosto w oczy.
            Mężczyzna milczał przez chwilę intensywnie wpatrując się w chłopaka. W tej chwili rozległo się pukanie do drzwi. W progu stanął Frank.
            - Chłopcy są gotowi, Szefie.
            Blondyn skinął głową.
            - Wskażesz im drogę – powiedział, a Nino momentalnie wstał i ruszył w stronę wyjścia. – Naszą rozmowę dokończy my później – dobiegł go głos mężczyzny, gdy zamykał za sobą drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz