„Co
robić… Co robić??” Nino czuł nadchodzącą panikę. Wiedział, że nie może
się jej poddać, wiedział, że musi się wziąć w garść… Od tego co zrobi,
jak się zachowa zależało jego życie… życie Mroka… „Myśl!!” gorączkowo
szukał rozwiązania w swojej głowie. „Myśl!!!” Ostrożnie zdjął z
przyjaciela marynarkę, koszula na piersi przesiąknięta była krwią.
Rozerwał ją jednym ruchem. Rana była niewielka za to krwawiła bardzo
obficie. Niewiele myśląc Nino zdjął swoją bluzę i pomagając sobie zębami
porwał ją na pasy. Niewprawnie starał się opatrzyć Mroka mocno
uciskając ranę. „Proszę…. niech to wystarczy, proszę…” Nie wiedział do
kogo kierował swoje prośby, nie umiał jednak przestać prosić.
-
Mrok… – szepnął. – Nie wiem, co robić…. Pomóż mi…. – bezradnie patrzył w
bladą twarz Czarnego. Potrząsnął głową: „Nie, nie, nie – muszę coś
zrobić, muszego ratować”. Zerwał się na nogi.
-
Poczekaj, znajdę pomoc, zobaczysz, uratuję Cię. – powiedział do
nieprzytomnego mężczyzny. Wybiegł z podwórka na ulicę. Rozejrzał się na
wszystkie strony. Zdecydował się pójść w prawo. Nie znał miasta, nie
wiedział gdzie ma iść, ale musiał znaleźć pomoc, po prostu musiał.
Szedł
szybkim krokiem rozglądając się uważnie… U siebie wiedziałby, dokąd się
udać, „Doktorek” nie zadawał pytań tylko łatał każdą ranę bez zbędnych
formalności. Sam też korzystał raz czy dwa razy z jego usług. A tutaj
musiał zdać się na instynkt. Okolica na pewno miała swojego „opiekuna”,
widział już jednego czy dwóch dealerów, a w mijanej właśnie kamienicy na
pewno był mały burdel, bo przy wejściu widział charakterystyczny, znany
tylko „swoim” znak. Tak więc na pewno gdzieś w pobliżu musiał być
obserwator lub ochroniarz, musi tylko go znaleźć. Szedł więc dalej nadal
uważnie lustrując okolicę. Na progu jednego domu zauważył młodego
blondyna z zawiązaną na ręce charakterystyczną chustą. Wiedział, że
trafił, kolory każdego gangu różniły się, ale sama wymowa chusty
pozostawała niezmienna. Bez wahania podszedł do chłopaka. Gdy się
zbliżył, młody obrzuci ł go taksującym spojrzeniem.
- Dziwka czy prochy? – zapytał uznając Nino za potencjalnego klienta.
- Interes – odparł chłopak. – Ale Ty na niego za cienki jesteś.
Młody wolno podniósł się i otrzepał spodnie z kurzu, cały czas nie spuszczając wzroku z natręta.
- Zostaw namiary, ktoś się z Tobą skontaktuje – spróbował go zbyć.
Nino pokręcił głową.
- Zapomnij, albo kontaktujesz mnie z kimś z góry, albo spierdalaj i chuj ci w dupę.
Blondyn spojrzał na niego bykiem.
- A Ty, kurwa, coś za jeden, że wydaje Ci się, ze szef Cię przyjmie?
-
A gówno Ci do tego, szczylu – roześmiał się krzywo Nino, szybko
wskakując w tak dawno nie używany uliczny slang. – Ale jak Boss straci
przez ciebie taką kapuchę, to długo będziesz mordą krawężniki wycierać.
Chłopak jeszcze przez chwilę wahał się, ale w końcu skinął głową
- Dobra, chodź ze mną.
Ruszyli
dość szybko w dół ulicy, minęli trzy przecznice. Nino zaczął
zastanawiać się, czy przez przypadek blondyn nie zamierza wciągnąć go w
jakąś pułapkę, szedł więc dwa kroki za nim i bacznie obserwował każdy
gest swego przewodnika. Jego serce cały czas dręczył niepokój o Mroka,
każda sekunda wydawała mu się wiecznością, wiedział jednak, ze to jego
jedyna szansa, by zdobyć pomoc dla przyjaciela.
- Jesteśmy – powiedział w końcu blondyn stając przed wejściem do stosunkowo schludnej kamienicy. – Poczekaj tu.
Nino
tylko wzruszył ramionami patrząc za wchodzącym w cień przedsionka
chłopakiem. Wiedział, że nie ma szans na dostanie się do środka,
muskularny mężczyzna niedbale oparty przy wejściu z pewnością by mu na
to nie pozwolił. Mógł tylko czekać, bezsilnie zaciskając pięści i modlić
się, żeby Mrokowi starczyło sił…
Czekał
zaledwie kilka minut, które jednak wydawały mu się wiecznością, gdy w
wejściu pojawił się znany już mu blondyn z drugim, może 30-letnim
mężczyzną.
-
To ten gość, Frank – powiedział młody wskazując głową na Nino. Starszy z
mężczyzn popatrzył taksująco na Nino i skinął na niego dłonią, blondyn w
tym czasie ruszył nie oglądając się na swój posterunek.
Chłopak
ruszył za mężczyzną w głąb korytarza. Było tu znacznie chłodniej niż na
zewnątrz. Weszli do pokoju, mężczyzna wskazał mu krzesło, sam zaś
zasiadł za biurkiem.
- Co wiec cię tu sprowadza? – odezwał się po raz pierwszy.
Nino usiadł i założył nogę na nogę starając się wyglądać na pewnego siebie.
- O tym będę gadał tylko z Szefem.
Frank oparł łokcie na biurku, splótł palce i oparł na nich głowę.
- Będziesz rozmawiał ze mną, a ja zastanowię się czy w ogóle sprawa jest na tyle ważna by zawracać głowę Szefowi.
Nino westchnął nie miał wyjścia – musiał zaryzykować.
- Chodzi o mojego sponsora….
Przez
twarz siedzącego mężczyzny przebiegł grymas pogardy i obrzydzenia.
Wyprostował się, jakby chciał wstać, Nino wiedział, że nie ma czasu do
stracenia.
- Jest cholernie bogaty i wpływowy. Potrafi się odwdzięczyć, a w tej chwili potrzebuje, hmmm przyjaciół…
W oczach mężczyzny błysnęło zainteresowanie.
Nino kontynuował.
-
W jego, hmmm, branży – zdarzają się „wypadki z bronią” lub inne
nieszczęścia – uśmiechnął się porozumiewawczo – oczywiście nie mogę
podać żadnych konkretów czy nazwisk…
- Jesteś jego kurwą? – zapytał wprost jego rozmówca.
-
Jasne – Nino przywołał na usta jeden z najjaśniejszych uśmiechów –
Muszę powiedzieć, że na dodatek dobrze opłacaną kurwą. Sam wiec
rozumiesz, że mam w tym też swój interes… Dlatego nie ukrywam, że zależy
mi na pospiechu.
Spojrzenie mężczyzny powędrowało w kierunku uchylonych drzwi w głębi pokoju.
-
Frank, wyślij Mario z ekipą po naszego gościa- zza drzwi dobiegł
głęboki męski głos – niech uwiną się szybko, a Dana poślij po lekarza.
Drzwi otworzyły się i stanął w nich kolejny mężczyzna. Frank wstał od biurka, skinął głową.
- Dobrze, Szefie – po czym wyszedł z pokoju.
Nino wstał także.
- Może… – zaczął z wahaniem – może ja pójdę i pokażę, gdzie znajdą mojego sponsora.
Szef
podszedł do biurka, odsunął krzesło, a następnie usiadł na nim, dłonią
poprawił kosmyk jasnych włosów, wymykających się z kucyka.
- Poczekaj – zatrzymał Nino – zanim ruszą przyjdą po ciebie. Mam jeszcze kilka pytań. Branża twojego sponsora?
Nino przygryzł wargę.
-
Proszę wybaczyć, ale nie mogę o tym mówić – spojrzał na Szefa spod rzęs
uśmiechając się dwuznacznie i oblizując wargi językiem. – Chyba mnie
Pan rozumie. Poza tym dla mnie, to kura znosząca złote jajka – uniósł
rękę i odgarnął włosy, pozwalając dostrzec siedzącemu mężczyźnie drogi
zegarek znajdujący się na jego nadgarstku.
Nie
czuł się dobrze wchodząc w rolę kurwy, przed którą tak długo i boleśnie
się bronił, wiedział jednak, że od tego, jak się zachowa zależy życie
Mroka. To przeważyło szale, zrobi to, co konieczne, by ratować Czarnego,
zrobi wszystko.
Blondyn roześmiał się.
- Musisz być dobry w swoim fachu – zawyrokował mężczyzna.
- Jestem najlepszy – z przekonaniem w głosie powiedział Nino patrząc mu prosto w oczy.
Mężczyzna
milczał przez chwilę intensywnie wpatrując się w chłopaka. W tej chwili
rozległo się pukanie do drzwi. W progu stanął Frank.
- Chłopcy są gotowi, Szefie.
Blondyn skinął głową.
-
Wskażesz im drogę – powiedział, a Nino momentalnie wstał i ruszył w
stronę wyjścia. – Naszą rozmowę dokończy my później – dobiegł go głos
mężczyzny, gdy zamykał za sobą drzwi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz