wtorek, 23 stycznia 2018

Mrok R25

Ręka Mroka sunęła po ciele Nino, coraz niżej, i niżej… gładząc najpierw jego plecy, potem pośladki. Przytrzymał go nie  pozwalając chłopakowi na odsunięcie się, a nawet na wykonanie żadnego ruchu. Zresztą Nino nawet nie próbował się wyrwać. Zaparł się o skałę, czując jak jej ostre krawędzie wbijają się w jego dłonie, zacisnął oczy, przygryzł wargi… Nie na długo jednak, w chwili, gdy dłoń Czarnego wślizgnęła się pod jego przepoconą koszulkę, nie był wstanie powstrzymać jęku… Nie chciał tego, boże, jak on bardzo tego nie chciał! I… chociaż jego ciało twierdziło inaczej, wcale mu się to nie podobało. To nie tak miało być… nie o to chodziło… to wszystko nie tak!! Fakt, brakowało mu bliskości Mroka, dotyku jego ciała, prawda, ze pragnął tego bardziej niż czegokolwiek innego na świecie, ale … nie tak, nie w ten sposób… Seks miał być czymś ważnym, ale nie miał być jedyną rzeczą, która ich łączy… Dlaczego nie rozumiał tego wcześniej, dlaczego refleksja zawsze przychodziła za późno? Chciał być dla Czarnego partnerem, przyjacielem, a nie tylko ciałem, które można wykorzystać, nie balastem, o który stale trzeba się troszczyć, nie…
            Nagłe szarpnięcie wyrwało Nino z rozmyślań, Mrok jednym ruchem odwrócił go przodem do siebie, chłopak uniósł głowę i spojrzał mu prosto w oczy… Twarz Mroka, tak blisko jego własnej twarzy…, jego zapach…, muśnięcia kosmyków włosów poruszanych wiatrem… Czarny pochylił się jeszcze bardziej, ich policzki prawie stykały się, a ciepły oddech drażnił delikatną skórę koło ucha.
            - A gdybym chciał cię wziąć – tu i teraz, przelecieć, ot tak, dla kaprysu….
            W oczach Nino błysnął ból, uniósł rękę i z całych sił odepchnął przeciwnika. Czarny nie stawił oporu, cofnął się o krok i pozwolił chłopakowi odejść kilka kroków. Nino stał z pochylona głową i rękami opuszczonymi bezwładnie wzdłuż tułowia… Żaden z nich nie poruszył się… po prostu stali, Nino z wbitym w ziemię wzrokiem i Mrok wpatrzony w jego plecy…. Tak blisko, a tacy dalecy od siebie… Czarny czekał w napięciu na odpowiedź, czekał jakby zależało od tego … wszystko?
            Panująca ciszę mącił tylko powiek wiejącego coraz silniej wiatru, ob. Właśnie ten wiatr przyniósł do uszu Mroka słowa Nino…
            - Nie wiem, co bym zrobił… Mrok… po prostu… nie wiem…
            Chłopak wreszcie odwrócił się i spojrzał na niego.
            - Gdyby… gdyby to było takie proste, jak nie jest… Zresztą, z Tobą nic nie jest proste, prawda? – na jego ustach pojawił się smutny uśmiech.- Ale tak… pewnie bym się zgodził…Zapewne pozwoliłbym ci zrobić ze mną, z moim ciałem wszystko, co byś chciał…. Zapewne… potem straciłbym wszystko… tę odrobinę szacunku, jaką jeszcze dla siebie mam… Ciebie…- uniósł dłoń i nerwowym ruchem starł z policzka niechciana łzę. – Ciebie straciłbym przede wszystkim…
            Mrok patrzył na niego beznamiętnie, a jego głos był martwy:
             - Więc dlaczego? Dlaczego byś się zgodził?
            Nino wzruszył ramionami.
            - Bo jest we mnie jakaś uległość wobec Ciebie…Bo może masz trochę racji mówiąc, ze jestem Ci wdzięczy… Zresztą, kto by nie był, uratowałeś mnie, uratowałeś moje życie, ciało, dusze, jak miałbym nie być wdzięczny…  – zawahał się, ale ciągnął dalej. – Bo byłem dziwka, a to pozostaje gdzieś w psychice… dziwka nie odmawia klientowi… tym bardziej klientowi, który był dla niej miły…- Zamilkł.- Kurwa!!! Myślisz, że mi z tym tak dobrze??!!! – odwrócił się i z całej siły uderzy ł pięścią w skałę. Przez twarz przemknął mu grymas bólu, po skale spłynęły cienkie strumyczki krwi…
             - … bo moje ciało cię pragnie…bo ja cię pragnę… – cichy szept wprost drgał z żalu i bólu. – … z Tobą nic nie jest proste… – powtórzył jeszcze raz Nino.
            Stojący dotąd nieruchomo Mrok podszedł do chłopaka. Ujął jego poranioną dłoń, uniósł ja do ust. Delikatnie pocałował poranioną dłoń.
-         Tak – powiedział – ze mną nic nie jest proste…


Małe ognisko trzaskało wesoło oświetlając pomarańczowym blaskiem postacie dwóch mężczyzn siedzących naprzeciwko siebie. Wiatr ustał zupełnie, tylko odgłosy płonącego drewna mąciły nocną ciszę. Noc spowijała wszystko miękką ciemnością. Świat zdawał się zupełnie nie istnieć poza granicami wyznaczonymi przez krąg światła. Jakby poza nimi dwoma i ich małym światem zamkniętym w kuli pomarańczowego blasku nie było nic więcej…. Pustka… Uczucie, które może być przekleństwem, tutaj było wybawieniem…
- Właśnie tutaj pogrzebałem Cienia – Mrok nie odrywał wzroku od płonących szczap drewna. – Tutaj postanowiłem zacząć wszystko od nowa…
Nino patrzył z niedowierzaniem na Czarnego. Mrok, jego tajemniczy, nieprzewidywalny i zamknięty w sobie Mrok, mówił o sobie, o swojej przeszłości. Jego serce zabiło mocniej, niespokojnie… Zaufał mu? Wreszcie mu zaufał, dlaczego teraz, gdy wydawało się, że zaprzepaścił wszystko? Zresztą nie ważne, ważne było tylko to, że Mrok wreszcie uznał go za godnego zaufania. Czy to ze względu na to, co powiedział, że wreszcie sam tez zdobył się na szczerość? To było… niesamowite uczucie, prawie bolesne, ale i pełne jakiejś dziwnej radości… Wstrzymał oddech, jakby najmniejszy szelest miał zniweczyć tę chwile, zburzyć ten kruchy pomost porozumienia, spłoszyć Mroka… Tak bardzo mu zależało na tym, by wysłuchać historii Czarnego, poznać choć drobną cząstkę jego przeszłości… Tak bardzo chciał stać się dla niego pełnoprawnym partnerem, przyjacielem, sam nie wiedział kim jeszcze, w każdym razie kimś bardzo bliskim. Tak bardzo mu na nim zależało…
            - Dwa lata temu, gdy zginął… – Mrok zawahał się na chwilę, nie podniósł głowę, nie drgnął nawet, cały czas wpatrywał się w płomienie, jakby czerpał z nich siłę do mówienia o tym, o czym starał się tak bardzo zapomnieć. – …gdy zabiłem vice-premiera… nie mogłem … wyjechałem w góry i wspiąłem się tutaj, właśnie na ten szczyt. Pamiętam to aż zbyt dobrze… samo zadanie było proste. Ot, kolejny cel, nazwisko z listy, figura bez twarzy i historii… N. nigdy nie chodził z ochroniarzami, jakby wierzył, że fakt, że jest uczciwym i bogobojnym człowiekiem zapewnia mu bezpieczeństwo i nietykalność.
            Głos Mroka brzmiał pusto i jakoś strasznie w otaczających ich ciemnościach. Beznamiętna relacja o odebraniu człowiekowi tego, co ma najcenniejsze – życia.
            - Pamiętam – ciągnął dalej Czarny – jak wyciągnął ręce w stronę nadbiegającej córki. Pamiętam krwawy ślad wykwitający na jego koszuli, zdziwienie na jego twarzy, gdy zobaczył krew na ręce, którą dotknął swej piersi. Widziałem, jak usiłuje się podnieść i zasłonić sobą małą dziecięca figurkę. Jego usta składały się w zdanie: „Proszę, tylko nie moją Nelly…” Widziałem to  i pamiętam, jakby to było wczoraj…
            Zamilkł. Nino także milczał, nigdy bardziej niż w tej chwili nie był  świadomy tego, kim jest ten siedzący tak blisko niego w blasku ognia mężczyzna. Bezlitosny morderca. Zabójca bez serca i litości. Sprawny automat do zabijania, twardy i niebezpieczny jak dobrze naostrzona stal, narzędzie śmierci… A jednak…
            Głos Czarnego napłynął jakby z oddali.
            - Dlaczego nie dbał o swoje życie, a do końca starł się ochronić swoje dziecko? Nie mogłem tego zrozumieć… nie wiedziałem… a potem… Potem zobaczyłem oczy tej dziewczynki, pełne niedowierzania, rozpaczy, strachu, pełne tego bolesnego wyrzutu, pełne, sam nie wiem… tak bardzo mi bliskie i dalekie, znane i zapomniane zarazem… nie wytrzymałem… uciekłem…. Uciekałem dopóki starczyło mi sił, nie jadłem, nie spałem, byle dalej od tamtego miejsca, byle dalej od tych oczu, od tego prześladującego mnie spojrzenia dziecka… Żyłem jak w gorączce, nie istniało dla mnie miejsce, gdzie mógłbym się ukryć, gdzie byłbym bezpieczny… Spojrzenie tej małej dziewczynki nakładało się w mojej głowie na spojrzenie innych oczu, kogoś, kogo nie było, kogoś…nie wiem, ważnego dla mnie, choć nie wiedziałem kto miałby to być…zaczynałem popadać w obłęd, w szaleństwo… Z tej maligny ocknąłem się dopiero tu…Stojąc na krawędzi przepaści, tuż przedtem, zanim zrobiłem ten jeden, decydujący krok w nicość…Dotarło do mnie wtedy, że… nie mam pojęcia kim jestem. Cień nie miał wspomnień, nie miał przeszłości, żył tylko teraźniejszością, pracą… od zadania do zadania, stale pomiędzy jedną ofiarą a drugą… Tak, pamiętałem poszczególne akcje, ich wykonanie, cele, które udało się dosięgnąć, ale…
            Po raz pierwszy Mrok oderwał wzrok od płomieni, uniósł głowę i płynnym, kocim ruchem odgarnął opadające mu na oczy włosy, spojrzał w roztaczającą się wokół ciemność.
            - … ale nie wiedziałem, ani skąd pochodzę, ani kim jestem. Nie wiedziałem, kto nauczył mnie tego, co umiałem, nie pamiętałem dzieciństwa, zupełnie, jakby nigdy go nie było… Moje najstarsze wspomnienia sięgały zaledwie cztery lata wstecz… Czasem śnię… śnię sny o ludziach, których nie znam, choć wiem, ze powinienem. Czuję wtedy żal, czasem nienawiść a czasem wielki spokój…
            Odetchnął głęboko i na powrót zatopił wzrok w ognisku.
- Nie wiem dlaczego, ale właśnie ta nieświadomość uratowała mnie wtedy od popadnięcia w całkowite szaleństwo, uratowała mnie przed odebraniem sobie życia… Postanowiłem zacząć od nowa, zbudować swe życie bez balastu, na własnych zasadach… Cień musiał umrzeć, bo nie mogłem już więcej żyć tak, jak on. Wiedziałem, że obraz twarzy tego dziecka zostanie na zawsze w mojej pamięci, nie byłbym wstanie wypełnić kolejnego zlecenia, zawsze widziałbym te oczy, gdy brałbym kogoś na cel… Bo nie chciałem być dłużej bestia, która potrafi tylko zabijać… – Roześmiał się gorzko. – Nie byłem jednak naiwny. Wiedziałem, że ona jednak zawsze będzie we mnie… Bestia… wiedziałem, że nie będę umiał żyć do końca normalnie, osiem godzin za biurkiem, w garniturku z uśmiechem na twarzy – to nie jest droga, jaką mogłem podążać… Jestem drapieżnikiem, tylko to potrafię… mogłem się tylko wycofać… uciec od tego, co postanowiłem zostawić za sobą… Więc wybudowałem dom w lesie, z dala od wszystkiego i wszystkich. Nie chciałem już nic więcej… tylko cisza i spokój…, a potem…
Oderwał wzrok od ogniska i spojrzał na Nino spod przymrużonych powiek, a w jego tęczówkach zamigotał blask płomieni. Chłopak wstrzymał oddech. Historia Mroka wstrząsnęła nim bardziej niż myślał, z jednej strony beznamiętność, z jaką mówił o śmierci i swych ofiarach, z drugiej to wielkie zagubienie… bo jak można nie wiedzieć kim się jest? „Jak  można żyć z taką świadomością? Jak można pogodzić się z tym, że zabiło się tylu ludzi, jak można żyć, nie wiedząc kim się jest?” – myślał. Co miało oznaczać to „a potem”… co było potem… Nino patrzył w drapieżne, hipnotyzujące oczy Czarnego, czując się jak sparaliżowana strachem mysz przed wężem. Patrzył, jak Mrok wstaje i wolnym krokiem podchodzi do niego, chwyta za ramiona zmuszając do powstania.
            - …a  potem pojawiłeś się ty… El Nińo… – usłyszał szept tuż przy własnym uchu.
            Czarny uniósł dłoń. Kciukiem pogładził wargi chłopaka, potem pochylił się… Pocałunek był zaborczy, drapieżny, odbierał oddech… Gdy wreszcie oderwał się od jego ust bezceremonialnie odwrócił Nino i  popchnął na znajdujący się nieopodal głaz. Wszystko to zdarzyło się na tyle szybko, że Nino nie był wstanie nawet zaprotestować. Mrok kolanem rozsunął nogi chłopaka, jedną ręką zaczął rozpinać jego spodnie, drugą wsunął pod koszulkę odszukując jeden z sutków. Ścisnął go palcami, wywołując jęk chłopaka. Spodnie Nino opadły do kolan, po chwili ich los podzieliły bokserki. Czarny delikatnym ruchem przesunął palcami po wypiętych pośladkach… sięgnął do kieszeni wyjmując buteleczkę olejku. Nie chciał zrobić mu krzywdy, po prostu… Gdy Nino zaczął szamotać się, chwycił jego kark w żelazny uścisk swej dłoni, drugą wolnymi, zmysłowymi ruchami zaczął rozprowadzać chłodny płyn wokół odbytu, płynnym ruchem wsunął w niego jeden palec. Pieszczotliwym wręcz ruchem pieścił jego wnętrze, nie spieszył się, czuł, ze opór Nino słabnie, po chwili dołączył do pieszczoty drugi palec, rozciągał chłopaka przygotowując go do tego, co miało nastąpić. Dotyk Mroka sprawił, że Nino nie był wstanie powstrzymać cichego jęku, czuł narastające pragnienie, mocniej wypiął pośladki chcąc pochłonąć palce kochanka, chciał … więcej…. Nie czekał długo, miejsce palców zajęło coś większego, bardziej gorącego, twardszego… Czarny wszedł w niego mocno i głęboko, teraz nie było już miejsca na czułość, nie oglądał się na Nino, brał to, co chciał i jak chciał. Po pierwszym szoku Nino dostosował się do ostrych ruchów mężczyzny, nie protestował, choć nie było to to, czego pragnął. Tymczasem Mrok przymknął oczy, czuł zaciskające się na jego członku mięśnie chłopaka, czuł wzrastające pożądanie. Poruszał się coraz szybciej, wchodził w swego kochanka do samego końca i wycofywał się, coraz prędzej i prędzej, coraz mocniej uderzał o wypięte pośladki. Przestał słyszeć cokolwiek, był tylko on i jego uniesienie, jego spełnienie, jego rozkosz… Odrzucił do tyłu głowę, oddychał płytko i urwanie. Jeszcze jedno pchnięcie i doszedł w ciepłym, ciasnym wnętrzu chłopaka. Osunął się na jego plecy, czarne włosy okryły ich obu jak skrzydła egzotycznego ptaka. Obie dłonie Mroka wsunęły się pod Nino przytulając go, teraz z czułości gładząc jego ciało. Trwali tak w uścisku kilka chwil, potem Mrok odsunął się od niego, doprowadził do porządku swoje ubranie i … wrócił na swoje poprzednie miejsce przy ognisku.
            Nino także podniósł się i z lekkim grymasem podciągnął  bieliznę i spodnie.
            - Podejdź do mnie… – usłyszał głos Mroka.
            Zrobił to z lekkim wahanie i usiadł obok niego. Jakież było jego zaskoczenie, gdy Czarny przyciągnął go do siebie, przesunął tak, że Nino siedział pomiędzy jego nogami. Szczupłe, ale mocne ramiona otoczyły go przytulając do piersi. Ciepły oddech lekko drażnił jego ucho.
            - Wiesz dlaczego? – usłyszał cichy głos Mroka.
            - Nie – odpowiedział zgodnie z prawdą. Nino czuł się z jednej strony wykorzystany, z drugiej szczęśliwy, cóż, jak mówił, z Mrokiem nic nie było proste… – Nie wiem, nie rozumiem – powtórzył tylko.
            Czarny przytulił policzek do skroni Nino.
            - Byłeś mi to winien… – powiedział. – Byłeś mi winien i to meczenie, jakie musiałeś znosić, po drodze tutaj. Byłeś mi winien i to trochę bólu i upokorzenie, jakie musiałeś przed chwila czuć. Byłeś mi to wszystko winien za to, co wyczyniałeś ostatnimi czasy. Wiesz o tym, prawda?
            Przez twarz Nino przemknął lekki uśmiech. A więc to o to chodzi, takie odegranie się? Ale dlaczego teraz, teraz, gdy dane mu było wysłuchać opowieści Mroka, gdy wydawałoby się, ze wreszcie zaakceptował go jako partnera. Mrok jakby czytając w jego myślach ciągnął  dalej.
            - Nadal jesteś mi coś winien… w sumie nawet nie wiem, jaka może być zapłata za to, że postawiłeś na głowie całe moje życie. Jesteś dla mnie niebezpieczny i to z wielu powodów. Po pierwsze ktoś może wykorzystać moja słabość do ciebie, by próbować zmusić mnie do zrobienia czegoś, czego nie będę chciał. Możesz stać się przyczyna mojej śmierci. Druga sprawą jest … to dużo bardziej skomplikowane… W jakiś dziwny sposób budzisz we mnie coś, czego wydawało mi się nie mam. Budzisz moje wspomnienie, a raczej wspomnienie wspomnień, coś tak ulotnego, niewyraźnego, coś… czego chyba jednak nie chce sobie przypomnieć. Nie znam swej przeszłości i… tak jest lepiej. A przez ciebie wracają do mnie obrazy, mgliste uczucia… nie wiem… – umilkł, jakby wystraszony swoimi słowami. Jednak słowa zostały już wypowiedziane, budziły one radość i niepokój w sercu Nino. Mówiący o uczuciach Mrok… rzecz zdawałoby się niemożliwa do osiągnięcia. A przecież teraz właśnie ten nieprzystępny zimny mężczyzna trzyma go w swych ramionach i… prawie deklaruje… hmmm, swe uczucia. Poplątane i dziwne, jak ich właściciel…
            - Wiem jedno – odezwał się ponownie Czarny, już jakby spokojniejszy i bardziej pogodzony z samym sobą – Potrzebujesz domu i kogoś, kto zapewni ci start. Może nie nadaję się do tej roli, ale … jeśli  ty się zgodzisz , jestem gotów zapomnieć o tym niebezpieczeństwie, którym jesteś i zaryzykować… więc…
            - Chce!! – Nino nie pozwolił mu dokończyć, mocniej wtuliła się w ramiona Mroka – chce… – szepnął. Odwrócił lekko głowę i spojrzał w zabarwione przez ogień na rdzawo oczy Czarnego. – Chcę – powtórzy ł po raz trzeci.
            Na twarzy Mroka powoli rodził się niepewny uśmiech….

***

„Czy ty wiesz, co robisz?”
„Nie. Ale… chce to zrobić…”
Pogardliwe prychniecie.
„Wiesz i tak bez wahania pakujesz się w kłopoty?”
„Nie bez wahania… ale tak”
„To głupie. Głupie i egoistyczne !”
„Dlaczego?”
„Wiesz czego on chce?? Chce stać się dla ciebie przyjacielem, partnerem, kochankiem. Czy możesz sobie pozwolić na taki luksus?”
Milczenie.
„. Jesteś ciekawostką, która go pociąga  i mami!”
Milczenie.
„Wabisz go i odpychasz, i tak bez końca! To przecież nieludzkie!!”
„Mówiłeś, ze jestem bestią, nie człowiekiem…”
„Denerwujesz mnie!!!”
„… nie zostawię go…”
Milczenie.
Milczenie.
Milczenie.
„… ja tez ciebie nie opuszczę… Braciszku…”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz