Nagłe
szarpnięcie wyrwało Nino z rozmyślań, Mrok jednym ruchem odwrócił go
przodem do siebie, chłopak uniósł głowę i spojrzał mu prosto w oczy…
Twarz Mroka, tak blisko jego własnej twarzy…, jego zapach…, muśnięcia
kosmyków włosów poruszanych wiatrem… Czarny pochylił się jeszcze
bardziej, ich policzki prawie stykały się, a ciepły oddech drażnił
delikatną skórę koło ucha.
- A gdybym chciał cię wziąć – tu i teraz, przelecieć, ot tak, dla kaprysu….
W
oczach Nino błysnął ból, uniósł rękę i z całych sił odepchnął
przeciwnika. Czarny nie stawił oporu, cofnął się o krok i pozwolił
chłopakowi odejść kilka kroków. Nino stał z pochylona głową i rękami
opuszczonymi bezwładnie wzdłuż tułowia… Żaden z nich nie poruszył się…
po prostu stali, Nino z wbitym w ziemię wzrokiem i Mrok wpatrzony w jego
plecy…. Tak blisko, a tacy dalecy od siebie… Czarny czekał w napięciu
na odpowiedź, czekał jakby zależało od tego … wszystko?
Panująca ciszę mącił tylko powiek wiejącego coraz silniej wiatru, ob. Właśnie ten wiatr przyniósł do uszu Mroka słowa Nino…
- Nie wiem, co bym zrobił… Mrok… po prostu… nie wiem…
Chłopak wreszcie odwrócił się i spojrzał na niego.
-
Gdyby… gdyby to było takie proste, jak nie jest… Zresztą, z Tobą nic
nie jest proste, prawda? – na jego ustach pojawił się smutny uśmiech.-
Ale tak… pewnie bym się zgodził…Zapewne pozwoliłbym ci zrobić ze mną, z
moim ciałem wszystko, co byś chciał…. Zapewne… potem straciłbym
wszystko… tę odrobinę szacunku, jaką jeszcze dla siebie mam… Ciebie…-
uniósł dłoń i nerwowym ruchem starł z policzka niechciana łzę. – Ciebie
straciłbym przede wszystkim…
Mrok patrzył na niego beznamiętnie, a jego głos był martwy:
- Więc dlaczego? Dlaczego byś się zgodził?
Nino wzruszył ramionami.
-
Bo jest we mnie jakaś uległość wobec Ciebie…Bo może masz trochę racji
mówiąc, ze jestem Ci wdzięczy… Zresztą, kto by nie był, uratowałeś mnie,
uratowałeś moje życie, ciało, dusze, jak miałbym nie być wdzięczny… –
zawahał się, ale ciągnął dalej. – Bo byłem dziwka, a to pozostaje
gdzieś w psychice… dziwka nie odmawia klientowi… tym bardziej klientowi,
który był dla niej miły…- Zamilkł.- Kurwa!!! Myślisz, że mi z tym tak
dobrze??!!! – odwrócił się i z całej siły uderzy ł pięścią w skałę.
Przez twarz przemknął mu grymas bólu, po skale spłynęły cienkie
strumyczki krwi…
-
… bo moje ciało cię pragnie…bo ja cię pragnę… – cichy szept wprost
drgał z żalu i bólu. – … z Tobą nic nie jest proste… – powtórzył jeszcze
raz Nino.
Stojący
dotąd nieruchomo Mrok podszedł do chłopaka. Ujął jego poranioną dłoń,
uniósł ja do ust. Delikatnie pocałował poranioną dłoń.
- Tak – powiedział – ze mną nic nie jest proste…
Małe
ognisko trzaskało wesoło oświetlając pomarańczowym blaskiem postacie
dwóch mężczyzn siedzących naprzeciwko siebie. Wiatr ustał zupełnie,
tylko odgłosy płonącego drewna mąciły nocną ciszę. Noc spowijała
wszystko miękką ciemnością. Świat zdawał się zupełnie nie istnieć poza
granicami wyznaczonymi przez krąg światła. Jakby poza nimi dwoma i ich
małym światem zamkniętym w kuli pomarańczowego blasku nie było nic
więcej…. Pustka… Uczucie, które może być przekleństwem, tutaj było
wybawieniem…
-
Właśnie tutaj pogrzebałem Cienia – Mrok nie odrywał wzroku od płonących
szczap drewna. – Tutaj postanowiłem zacząć wszystko od nowa…
Nino
patrzył z niedowierzaniem na Czarnego. Mrok, jego tajemniczy,
nieprzewidywalny i zamknięty w sobie Mrok, mówił o sobie, o swojej
przeszłości. Jego serce zabiło mocniej, niespokojnie… Zaufał mu?
Wreszcie mu zaufał, dlaczego teraz, gdy wydawało się, że zaprzepaścił
wszystko? Zresztą nie ważne, ważne było tylko to, że Mrok wreszcie uznał
go za godnego zaufania. Czy to ze względu na to, co powiedział, że
wreszcie sam tez zdobył się na szczerość? To było… niesamowite uczucie,
prawie bolesne, ale i pełne jakiejś dziwnej radości… Wstrzymał oddech,
jakby najmniejszy szelest miał zniweczyć tę chwile, zburzyć ten kruchy
pomost porozumienia, spłoszyć Mroka… Tak bardzo mu zależało na tym, by
wysłuchać historii Czarnego, poznać choć drobną cząstkę jego
przeszłości… Tak bardzo chciał stać się dla niego pełnoprawnym
partnerem, przyjacielem, sam nie wiedział kim jeszcze, w każdym razie
kimś bardzo bliskim. Tak bardzo mu na nim zależało…
-
Dwa lata temu, gdy zginął… – Mrok zawahał się na chwilę, nie podniósł
głowę, nie drgnął nawet, cały czas wpatrywał się w płomienie, jakby
czerpał z nich siłę do mówienia o tym, o czym starał się tak bardzo
zapomnieć. – …gdy zabiłem vice-premiera… nie mogłem … wyjechałem w góry i
wspiąłem się tutaj, właśnie na ten szczyt. Pamiętam to aż zbyt dobrze…
samo zadanie było proste. Ot, kolejny cel, nazwisko z listy, figura bez
twarzy i historii… N. nigdy nie chodził z ochroniarzami, jakby wierzył,
że fakt, że jest uczciwym i bogobojnym człowiekiem zapewnia mu
bezpieczeństwo i nietykalność.
Głos
Mroka brzmiał pusto i jakoś strasznie w otaczających ich ciemnościach.
Beznamiętna relacja o odebraniu człowiekowi tego, co ma najcenniejsze –
życia.
-
Pamiętam – ciągnął dalej Czarny – jak wyciągnął ręce w stronę
nadbiegającej córki. Pamiętam krwawy ślad wykwitający na jego koszuli,
zdziwienie na jego twarzy, gdy zobaczył krew na ręce, którą dotknął swej
piersi. Widziałem, jak usiłuje się podnieść i zasłonić sobą małą
dziecięca figurkę. Jego usta składały się w zdanie: „Proszę, tylko nie
moją Nelly…” Widziałem to i pamiętam, jakby to było wczoraj…
Zamilkł. Nino także milczał, nigdy bardziej niż w tej chwili nie był świadomy
tego, kim jest ten siedzący tak blisko niego w blasku ognia mężczyzna.
Bezlitosny morderca. Zabójca bez serca i litości. Sprawny automat do
zabijania, twardy i niebezpieczny jak dobrze naostrzona stal, narzędzie
śmierci… A jednak…
Głos Czarnego napłynął jakby z oddali.
-
Dlaczego nie dbał o swoje życie, a do końca starł się ochronić swoje
dziecko? Nie mogłem tego zrozumieć… nie wiedziałem… a potem… Potem
zobaczyłem oczy tej dziewczynki, pełne niedowierzania, rozpaczy,
strachu, pełne tego bolesnego wyrzutu, pełne, sam nie wiem… tak bardzo
mi bliskie i dalekie, znane i zapomniane zarazem… nie wytrzymałem…
uciekłem…. Uciekałem dopóki starczyło mi sił, nie jadłem, nie spałem,
byle dalej od tamtego miejsca, byle dalej od tych oczu, od tego
prześladującego mnie spojrzenia dziecka… Żyłem jak w gorączce, nie
istniało dla mnie miejsce, gdzie mógłbym się ukryć, gdzie byłbym
bezpieczny… Spojrzenie tej małej dziewczynki nakładało się w mojej
głowie na spojrzenie innych oczu, kogoś, kogo nie było, kogoś…nie wiem,
ważnego dla mnie, choć nie wiedziałem kto miałby to być…zaczynałem
popadać w obłęd, w szaleństwo… Z tej maligny ocknąłem się dopiero
tu…Stojąc na krawędzi przepaści, tuż przedtem, zanim zrobiłem ten jeden,
decydujący krok w nicość…Dotarło do mnie wtedy, że… nie mam pojęcia kim
jestem. Cień nie miał wspomnień, nie miał przeszłości, żył tylko
teraźniejszością, pracą… od zadania do zadania, stale pomiędzy jedną
ofiarą a drugą… Tak, pamiętałem poszczególne akcje, ich wykonanie, cele,
które udało się dosięgnąć, ale…
Po
raz pierwszy Mrok oderwał wzrok od płomieni, uniósł głowę i płynnym,
kocim ruchem odgarnął opadające mu na oczy włosy, spojrzał w
roztaczającą się wokół ciemność.
-
… ale nie wiedziałem, ani skąd pochodzę, ani kim jestem. Nie
wiedziałem, kto nauczył mnie tego, co umiałem, nie pamiętałem
dzieciństwa, zupełnie, jakby nigdy go nie było… Moje najstarsze
wspomnienia sięgały zaledwie cztery lata wstecz… Czasem śnię… śnię sny o
ludziach, których nie znam, choć wiem, ze powinienem. Czuję wtedy żal,
czasem nienawiść a czasem wielki spokój…
Odetchnął głęboko i na powrót zatopił wzrok w ognisku.
-
Nie wiem dlaczego, ale właśnie ta nieświadomość uratowała mnie wtedy od
popadnięcia w całkowite szaleństwo, uratowała mnie przed odebraniem
sobie życia… Postanowiłem zacząć od nowa, zbudować swe życie bez
balastu, na własnych zasadach… Cień musiał umrzeć, bo nie mogłem już
więcej żyć tak, jak on. Wiedziałem, że obraz twarzy tego dziecka
zostanie na zawsze w mojej pamięci, nie byłbym wstanie wypełnić
kolejnego zlecenia, zawsze widziałbym te oczy, gdy brałbym kogoś na cel…
Bo nie chciałem być dłużej bestia, która potrafi tylko zabijać… –
Roześmiał się gorzko. – Nie byłem jednak naiwny. Wiedziałem, że ona
jednak zawsze będzie we mnie… Bestia… wiedziałem, że nie będę umiał żyć
do końca normalnie, osiem godzin za biurkiem, w garniturku z uśmiechem
na twarzy – to nie jest droga, jaką mogłem podążać… Jestem
drapieżnikiem, tylko to potrafię… mogłem się tylko wycofać… uciec od
tego, co postanowiłem zostawić za sobą… Więc wybudowałem dom w lesie, z
dala od wszystkiego i wszystkich. Nie chciałem już nic więcej… tylko
cisza i spokój…, a potem…
Oderwał
wzrok od ogniska i spojrzał na Nino spod przymrużonych powiek, a w jego
tęczówkach zamigotał blask płomieni. Chłopak wstrzymał oddech. Historia
Mroka wstrząsnęła nim bardziej niż myślał, z jednej strony
beznamiętność, z jaką mówił o śmierci i swych ofiarach, z drugiej to
wielkie zagubienie… bo jak można nie wiedzieć kim się jest? „Jak można
żyć z taką świadomością? Jak można pogodzić się z tym, że zabiło się
tylu ludzi, jak można żyć, nie wiedząc kim się jest?” – myślał. Co miało
oznaczać to „a potem”… co było potem… Nino patrzył w drapieżne,
hipnotyzujące oczy Czarnego, czując się jak sparaliżowana strachem mysz
przed wężem. Patrzył, jak Mrok wstaje i wolnym krokiem podchodzi do
niego, chwyta za ramiona zmuszając do powstania.
- …a potem pojawiłeś się ty… El Nińo… – usłyszał szept tuż przy własnym uchu.
Czarny
uniósł dłoń. Kciukiem pogładził wargi chłopaka, potem pochylił się…
Pocałunek był zaborczy, drapieżny, odbierał oddech… Gdy wreszcie oderwał
się od jego ust bezceremonialnie odwrócił Nino i popchnął
na znajdujący się nieopodal głaz. Wszystko to zdarzyło się na tyle
szybko, że Nino nie był wstanie nawet zaprotestować. Mrok kolanem
rozsunął nogi chłopaka, jedną ręką zaczął rozpinać jego spodnie, drugą
wsunął pod koszulkę odszukując jeden z sutków. Ścisnął go palcami,
wywołując jęk chłopaka. Spodnie Nino opadły do kolan, po chwili ich los
podzieliły bokserki. Czarny delikatnym ruchem przesunął palcami po
wypiętych pośladkach… sięgnął do kieszeni wyjmując buteleczkę olejku.
Nie chciał zrobić mu krzywdy, po prostu… Gdy Nino zaczął szamotać się,
chwycił jego kark w żelazny uścisk swej dłoni, drugą wolnymi, zmysłowymi
ruchami zaczął rozprowadzać chłodny płyn wokół odbytu, płynnym ruchem
wsunął w niego jeden palec. Pieszczotliwym wręcz ruchem pieścił jego
wnętrze, nie spieszył się, czuł, ze opór Nino słabnie, po chwili
dołączył do pieszczoty drugi palec, rozciągał chłopaka przygotowując go
do tego, co miało nastąpić. Dotyk Mroka sprawił, że Nino nie był wstanie
powstrzymać cichego jęku, czuł narastające pragnienie, mocniej wypiął
pośladki chcąc pochłonąć palce kochanka, chciał … więcej…. Nie czekał
długo, miejsce palców zajęło coś większego, bardziej gorącego,
twardszego… Czarny wszedł w niego mocno i głęboko, teraz nie było już
miejsca na czułość, nie oglądał się na Nino, brał to, co chciał i jak
chciał. Po pierwszym szoku Nino dostosował się do ostrych ruchów
mężczyzny, nie protestował, choć nie było to to, czego pragnął.
Tymczasem Mrok przymknął oczy, czuł zaciskające się na jego członku
mięśnie chłopaka, czuł wzrastające pożądanie. Poruszał się coraz
szybciej, wchodził w swego kochanka do samego końca i wycofywał się,
coraz prędzej i prędzej, coraz mocniej uderzał o wypięte pośladki.
Przestał słyszeć cokolwiek, był tylko on i jego uniesienie, jego
spełnienie, jego rozkosz… Odrzucił do tyłu głowę, oddychał płytko i
urwanie. Jeszcze jedno pchnięcie i doszedł w ciepłym, ciasnym wnętrzu
chłopaka. Osunął się na jego plecy, czarne włosy okryły ich obu jak
skrzydła egzotycznego ptaka. Obie dłonie Mroka wsunęły się pod Nino
przytulając go, teraz z czułości gładząc jego ciało. Trwali tak w
uścisku kilka chwil, potem Mrok odsunął się od niego, doprowadził do
porządku swoje ubranie i … wrócił na swoje poprzednie miejsce przy
ognisku.
Nino także podniósł się i z lekkim grymasem podciągnął bieliznę i spodnie.
- Podejdź do mnie… – usłyszał głos Mroka.
Zrobił
to z lekkim wahanie i usiadł obok niego. Jakież było jego zaskoczenie,
gdy Czarny przyciągnął go do siebie, przesunął tak, że Nino siedział
pomiędzy jego nogami. Szczupłe, ale mocne ramiona otoczyły go
przytulając do piersi. Ciepły oddech lekko drażnił jego ucho.
- Wiesz dlaczego? – usłyszał cichy głos Mroka.
-
Nie – odpowiedział zgodnie z prawdą. Nino czuł się z jednej strony
wykorzystany, z drugiej szczęśliwy, cóż, jak mówił, z Mrokiem nic nie
było proste… – Nie wiem, nie rozumiem – powtórzył tylko.
Czarny przytulił policzek do skroni Nino.
-
Byłeś mi to winien… – powiedział. – Byłeś mi winien i to meczenie,
jakie musiałeś znosić, po drodze tutaj. Byłeś mi winien i to trochę bólu
i upokorzenie, jakie musiałeś przed chwila czuć. Byłeś mi to wszystko
winien za to, co wyczyniałeś ostatnimi czasy. Wiesz o tym, prawda?
Przez
twarz Nino przemknął lekki uśmiech. A więc to o to chodzi, takie
odegranie się? Ale dlaczego teraz, teraz, gdy dane mu było wysłuchać
opowieści Mroka, gdy wydawałoby się, ze wreszcie zaakceptował go jako
partnera. Mrok jakby czytając w jego myślach ciągnął dalej.
-
Nadal jesteś mi coś winien… w sumie nawet nie wiem, jaka może być
zapłata za to, że postawiłeś na głowie całe moje życie. Jesteś dla mnie
niebezpieczny i to z wielu powodów. Po pierwsze ktoś może wykorzystać
moja słabość do ciebie, by próbować zmusić mnie do zrobienia czegoś,
czego nie będę chciał. Możesz stać się przyczyna mojej śmierci. Druga
sprawą jest … to dużo bardziej skomplikowane… W jakiś dziwny sposób
budzisz we mnie coś, czego wydawało mi się nie mam. Budzisz moje
wspomnienie, a raczej wspomnienie wspomnień, coś tak ulotnego,
niewyraźnego, coś… czego chyba jednak nie chce sobie przypomnieć. Nie
znam swej przeszłości i… tak jest lepiej. A przez ciebie wracają do mnie
obrazy, mgliste uczucia… nie wiem… – umilkł, jakby wystraszony swoimi
słowami. Jednak słowa zostały już wypowiedziane, budziły one radość i
niepokój w sercu Nino. Mówiący o uczuciach Mrok… rzecz zdawałoby się
niemożliwa do osiągnięcia. A przecież teraz właśnie ten nieprzystępny
zimny mężczyzna trzyma go w swych ramionach i… prawie deklaruje… hmmm,
swe uczucia. Poplątane i dziwne, jak ich właściciel…
-
Wiem jedno – odezwał się ponownie Czarny, już jakby spokojniejszy i
bardziej pogodzony z samym sobą – Potrzebujesz domu i kogoś, kto zapewni
ci start. Może nie nadaję się do tej roli, ale … jeśli ty się zgodzisz , jestem gotów zapomnieć o tym niebezpieczeństwie, którym jesteś i zaryzykować… więc…
-
Chce!! – Nino nie pozwolił mu dokończyć, mocniej wtuliła się w ramiona
Mroka – chce… – szepnął. Odwrócił lekko głowę i spojrzał w zabarwione
przez ogień na rdzawo oczy Czarnego. – Chcę – powtórzy ł po raz trzeci.
Na twarzy Mroka powoli rodził się niepewny uśmiech….
***
„Czy ty wiesz, co robisz?”
„Nie. Ale… chce to zrobić…”
Pogardliwe prychniecie.
„Wiesz i tak bez wahania pakujesz się w kłopoty?”
„Nie bez wahania… ale tak”
„To głupie. Głupie i egoistyczne !”
„Dlaczego?”
„Wiesz czego on chce?? Chce stać się dla ciebie przyjacielem, partnerem, kochankiem. Czy możesz sobie pozwolić na taki luksus?”
Milczenie.
„. Jesteś ciekawostką, która go pociąga i mami!”
Milczenie.
„Wabisz go i odpychasz, i tak bez końca! To przecież nieludzkie!!”
„Mówiłeś, ze jestem bestią, nie człowiekiem…”
„Denerwujesz mnie!!!”
„… nie zostawię go…”
Milczenie.
Milczenie.
Milczenie.
„… ja tez ciebie nie opuszczę… Braciszku…”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz