Nino
otworzył oczy zastanawiając się co to takiego. Kawa… zapach świeżo
zaparzonej kawy… Podniósł się na łokciach, czyżby… wstał i podszedł da
stołu.
„Nino, w kuchni czeka na Ciebie kawa i śniadanko” głosiła leżąca na stole kartka.
-
Raaaany… jęknął Nino wyobrażając sobie wygląd kuchni po przejściu burzy
imieniem Mrok. Zaraz jednak rozpromienił się, cokolwiek ugotował, choć
byłoby to najbardziej proste danie, zawsze smakowało niebiańsko. Tyle
tylko, że do di ugotowania rosołu z makaronem jego przyjaciel
potrzebował siedmiu garnków, trzech misek i dwóch kompletów sztućców, na
dwadzieścia cztery osoby każdy. Nino pokręcił głową. „Pół dnia z głowy,
limit pomywania i sprzątania na ten tydzień zostaje powiększony o 1000
%”
Zrezygnowany
powlókł się do kuchni spodziewając się najgorszego. W kuchni panował
jednak idealny porządek, no, prawie. Podchodząc do szafki, gdzie stał
ekspres z kawą pośliznął się na rozlanym soku pomarańczowym, ale udało
mu się zachować równowagę. Wyciągnął z szafki swój ulubiony kubek
(niebieski w żółte słonie) i nalał sobie „czarnej esencji poranka”, jak
zwykł nazywać kawę Mrok. Obok ekspresu pod szklanym przykryciem stał
talerz ze świeżymi rogalikami posmarowanymi masłem i jego ukochanym
dżemem porzeczkowym.
Uśmiech sam wypłynął na wargi Nina, nigdy nie mógł się oprzeć dżemowi porzeczkowemu, za niego zrobiłby wszystko.
Po
śniadanku chłopak postanowił wreszcie się ubrać. Wrócił więc do pokoju,
otworzył szafę… „Wybierz kolor: różowy czy niebieski” głosiła kartka
przyczepiona do dwóch kopert, jak można było się spodziewać jedna była
różowa, druga niebieska. Nino roześmiał się. „Co on znowu wykombinował”
zastanawiał się, wybierając niebieską. W środku na kartce napisane było
by wybrał pokrowiec na ubranie z numerem 2. Zajrzał głębiej do szafy i
wyciągnął wybrany strój. Jasnożółty jedwab, haftowany w delikatny wzór
jasnobrązową nitką. Strój składał się z luźnych spodni i sięgającej
połowy uda tuniki zapinanej na drewniane klamerki (ukłon w stronę Akame –
przyp. Yasnej). „Co to za okazja?” zastanawiał się Nino oglądając
jedwabny fatałaszek. Nie umiejąc znaleźć odpowiedzi na dręczące go
pytanie wzruszył ramionami i niespiesznie zaczął wkładać go na siebie.
Pasował jak ulał i był niewiarygodnie wygodny. Z wyraźną przyjemnością
chłopak przejrzał się w wielkim lustrze. „Ciekawe co dalej? I o co, u
licha, chodzi Mrokowi?” Skończył kontemplowanie własnego wyglądu i
ruszył w stronę pokoju swego współlokatora.
-
Mrok? – zapytał uchylając drzwi. Widok za nimi zaskoczył go. Cały pokój
tonął w blasku świec, stały one dokładnie wszędzie. Ich ciepłe światło
otulało delikatnie wszystkie sprzęty i wygładzało wszelkie
niedoskonałości tego zazwyczaj bardzo surowego wnętrza. Nino wszedł do
środka, nieprzytomnym wzrokiem rozglądał się dookoła. Nagle poczuł
obejmujące go w pasie ręce.
-
Podoba ci się? – usłyszał szept tuż koło swego ucha, a delikatny oddech
sprawił, że na szyi chłopaka pojawiła się „gęsia skórka”.
- Bardzo – odpowiedział. – Puść…
Starał
uwolnić się z objęć Mroka, ten jednak trzymał go mocno. Chłopak poczuł
jak delikatne wilgotne usta wędrują powoli po jego karku. Jego dłonie
zacisnęły się na żółtym jedwabiu, palce zaczęły bawić się drewnianymi
klamerkami. Pierwsza… druga… trzecia… Niecierpliwe usta zsunęły się na
odsłonięte ramiona. Nino chciał się bronić, odepchnąć przyjaciela, nie
rozumiał wiec dlaczego pochyli głowę, by ułatwić mu dostęp do swego
ciała. Ciekawe ręce wsunęły się pomiędzy rozpięte poły tuniki, ich
delikatny dotyk wprost elektryzował. Miękkie usta rozpoczęły drogę
powrotną z ramion przez kark, aż do drugiego ucha.
- Mam dla Ciebie niespodziankę, El Nińo- cichy szept łaskotał wrażliwe ucho chłopaka. – Powiedz, chcesz niespodziankę?
Nino
tylko skinął głową, nie był pewien swojego głosu, więc wolał się nie
odzywać. Mrok roześmiał się i puścił zdumionego chłopaka. Odsunął się
kilka kroków.
- Popatrz…
Pozostawiony
tak nagle na łasce własnych odczuć Nino poczuł się… opuszczony? Nie
umiał myśleć jasno, więc przestał myśleć całkiem. Na wezwanie Mroka
odwrócił się…
W
pobliżu zasłanego płatkami róż łoża stał ktoś… Długie ciemne włosy
spływały miękką falą na delikatne ramiona otulone błękitną, sięgającą do
stóp szatą. Drgające płomienie świec rzucały na bladą twarz niepokojące
błyski i sprawiały, że szeroko otwarte oczy błyszczały nieziemskim
pięknem. Nino wstrzymał oddech, czuł jak serce zaczyna mu bić tak mocno,
jakby za chwilę miało wyskoczyć mu z piersi. „To… nie może być Mrok, to
niemożliwe… to…”
Mrok
tymczasem przechylił głowę na bok figlarnym ruchem, postąpił krok
naprzód, długa szata zafalowała odsłaniając jego zgrabne nogi. Kolejny
krok i spod błękitu wysunęło się krągłe udo. Nino nerwowo przełknął
ślinę.
-
Nie podobam Ci się? – głos brzmiał tak kusząco, jego tembr zapowiadał
rozkosz do utraty zmysłów, przywodził na myśl coś zakazanego, a przez to
tak bardzo pożądanego.
Nino splótł drżące ręce próbując ukryć podniecenie, jakie ogarnęło go od pierwszego dotyku przyjaciela.
- Mrok, ja…
- Tak… – chłopak zbliżył się jeszcze bardziej. –Co chciałeś powiedzieć, Nino?
Był
już tak blisko, że praktycznie ocierał się o jego tors. Jasnobrązowe
oczy zaglądały mu w twarz z prowokacyjnym zaciekawieniem, był w nich
znowu ten ironiczny błysk, który Nino tak bardzo kochał.
- Więc jak, El Nińo, powiedz, podobam ci się? – domagał się odpowiedzi.
Nino po raz kolejny przełknął ślinę.
- … bardzo… – wyszeptał w końcu.
W powietrzu rozległ się perlisty śmiech, dłonie Mroka ponownie objęły chłopaka mocnym uściskiem.
- Więc na co czekasz? – prowokujący szept rozległ się tuż przy jego ustach, a oczy zlały się w jedno spojrzenie. – Weź mnie…
Tego
było już za wiele, z jękiem rozkoszy Nino przylgnął do ciała Mroka,
zachłannie rzucając się na jego usta. Łóżko było tak blisko… jego ręce
wsunęły się pod zwiewny błękit dotykając gładkiej skóry i … pełnych
piersi.
Przerażony Nino zerwał się na równe nogi.
Mrok uniósł się na łokciu i ze śmiechem patrzył na zaskoczonego chłopaka.
-
Coś Ci się nie podoba, chłopczyku? Chodź do mnie, pokażę Ci, jak to
jest gdy trafisz w ręce prawdziwej kobiety? – zerwał się i rzucił na
przerażonego przyjaciela.
***
Nino
zerwał się przerażony, śnił mu się koszmar, coś naprawdę
przerażającego… Ze strachem rozejrzał się dookoła. Ciemne, wilgotne
pomieszczenie, kupka zatęchłej słomy na podłodze… kajdany na jego
rękach. A obok na pięknym stylowym fotelu spał Mrok z pejczem położonym
na kolanach. Nino opadł z powrotem na podłogę. Wszystko było po staremu,
nic się nie zmieniło
„Jak dobrze, że to był tylko sen” – pomyślał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz