wtorek, 23 stycznia 2018

Mrok R20

Ciemność… ciemność i ból… Zdrętwiały kark, szarpiący ból wykręconych rąk… drżenie napiętych do granic mięśni… i dojmujące poczucie poniżenia…
            „Ile czasu upłynęło?… Nie wiem… nie potrafię myśleć…„ Z ust Nino wyrwał się bolesny jęk. „ Nie umiem myśleć, ten ból zagłusza wszystko… Muszę się skupić… zapomnieć o nim… Boże, jak długo to jeszcze potrwa?…  Co ja sobie właściwie wyobrażałem… dlaczego… dlaczego mnie to spotyka?… Nie wytrzyma… jak to boli… Czym zawiniłem… Starałem się… chciałem … chciałem oddać mu wszystko…  w końcu  moje życie… zaraz ten sznur wyrwie mi ramiona…boli… boli… boli… ile godzin już tak klęczę? … nie wiem… to okropne… straciłem panowanie nad pęcherzem… to upokarzające… nie chcę płakać… ale łzy same płyną… nie jestem godny być z nim?… kim ja jestem…”
            Bolesny szloch rozległ się w ciemnościach.


            Szczęk zamka zabrzmiał w ciszy jak grzmot, światło słoneczne wdarło się w głąb pomieszczenia odsłaniając całe jego przygnębiające wnętrze. Mrok wolno zaczął schodzić po schodach. Słysząc go Nino zacisnął zęby, nie da mu tej satysfakcji, nie będzie jęczał, nie usłyszy słowa skargi z jego ust… Nie było to jednak takie proste… Czarny podszedł do niego i bez słowa rozwiązał jego więzy. Nino upadł na ziemię, trzy dni spędzone w okropnie niewygodnej pozycji sprawiły, że nie potrafił się ruszyć… krew powoli zaczynała krążyć w skrępowanych dotąd rękach powodując jeszcze większe cierpienie. Powoli prostował  zdrętwiał kończyny, nie patrzył na przyglądającego się mu Mroka. Wreszcie udało mu się wstać, stanął niepewnie na nogach, odetchnął z ulgą, rozcierał obtarte od sznura nadgarstki…
            - Za mną! – rozkaz był cichy, ale dobitny. Czarny ruszył po schodach nie czekając i nie oglądając się na chłopaka, Nino nie pozostało więc nic innego, jak pójść za nim.
            Weszli do domu, Mrok ruszył prosto do swojego pokoju, nie zwalniał kroku. Podszedł do biurka i odwrócił się do idącego za nim chłopaka. Stali w odległości jednego kroku od siebie, tak blisko i tak daleko jednocześnie… Długowłosy ogarnął spojrzeniem całą postać Nino. Jego czujnym oczom nie umknęła nawet najdrobniejsza rzecz, najmniejszy detal. Nic nie uszło jego uwagi. Nabiegłe krwią ślady na nadgarstkach, plamy moczu na spodniach, ścieżki łez na brudnych policzkach i … przez jego twarz przebiegł grymas gniewu, … jedwabny szary szal na szyi. Wyciągnął rękę i brutalnie szarpnął za niego zdzierając go z szyi chłopaka.
            - Nie masz do niego prawa! – syknął przez zęby.
            Nino nie poruszył się, nie uniósł głowy, lekko tylko zacisnął szczęki.
            - Rozbieraj się i kładź na podłogę!
            Serce Nino ścisnęło się, sam nie był pewien z bólu, z żalu czy tylko z zawodu, że wydaje ten rozkaz „jego” Mrok. Prawdę mówiąc nie bardzo wiedział, co w tej chwili czuje, trzy dni cierpienia wycisnęło na nim swoje piętno. Czy teraz też tak łatwo wybrałby pomiędzy zostaniem a odejściem, czy bez chwili wahania wyznałby Mrokowi miłość? Przez myśl przemknęło mu, że trzeba było uciekać, kiedy miał ku temu okazję, a jednak wcale nie miał ochoty stąd odchodzić…Chciał zostać, ale nie chciał cierpieć…  Rozbierał się jak automat, nie patrząc gdzie odrzuca poszczególne części ubrania. Nagi rozciągnął się na podłodze obok łóżka. Czy był zbyt mało potulny, czy Mrok uznał go za krnąbrnego dlatego, że ubrał należący do niego szal? Przecież oddał mu się cały, poddał całkowicie, zatracił wprost siebie. Poświęcił siebie dla swego Pana, Jones tego od niego wymagał, a Mrokowi chciał ofiarować to sam… bo tak przecież należało, prawda? „A ja jestem twoim Panem, rozumiesz? Twoje nędzne życie należy do mnie i mogę z tobą zrobić wszystko, rozumiesz, absolutnie wszystko? – Tak, Panie… należę do ciebie, Panie…” Tak, powiedział Jonesowi, że do niego należy, teraz to samo powiedział Mrokowi, bo … przecież … Nie umiał dokończyć myśli. Dlaczego Mrok się zmienił? Dlaczego go rani? Przecież wszystko co zrobił, zrobił dla niego…  Leżał na podłodze, jak rzucony tam kawałek starej wykładziny i czekał…  To  było nie tak… nie tak to miało wyglądać…
            Jego rozważania przerwało uderzenie. Nie zdołał powstrzymać jęku, gdy gruby pas wylądował na jego nagiej skórze. Zaciął zęby, zacisnął powieki… nie pokaże Mrokowi, jak cierpi, nie pokaże…
            Tym razem jednak nie skończyło się na kilku uderzeniach, Mrok bił mocno, w jakimś rozpaczliwym zapamiętaniu. Nino spazmatycznie chwytał powietrze, coraz boleśniej brzmiał jego oddech, mimo prób od czasu do czasu słychać było jęk. Wreszcie Czarny odrzucił pas na łóżko, a sam przysiadł na krześle.
            - I co? – zapytał . – Nie podejdziesz teraz do mnie? Nie pocałujesz moje dłoni? Nie podziękujesz? – kpił  z niego, szydził.
            Chłopak z trudem wstał z podłogi, ale nie ruszył w stronę Mroka. Podniósł głowę i spojrzał na swego oprawcę, jego wzrok sprawił, że ten zamilkł. Mierzyli się chwilę spojrzeniem, wreszcie Nino opuścił głowę. Czarny wzdrygnął się: „Jak daleko zaszedłeś w upodleniu samego siebie?” – pomyślał. „Walcz, Nino, walcz! To nie jesteś Ty, to jakieś wykrzywione wyobrażenie wpojone Ci przez otoczenie, przez ludzi pokroju Jonesa!” Wiedział, że jest dla chłopaka bardziej niż brutalny, że rani go, ale nie mógł inaczej.  Założył nogę na nogę. Opanował swoje emocje. Co dzieje się z Nino zrozumiał właściwie już w chwili, gdy zamykał go w piwniczce. Wydarzenia z przeszłości zostawiły w psychice wyraźniejszy ślad, niż wydawało się na początku. W końcu Nino sam powiedział, że przy nim poczuł się wreszcie człowiekiem, wiec to, że w tej chwili zachowuje się jak… niewolnik musiało być uwarunkowane tym, co przeżył z Jonesem czy nawet wcześniej. Mrok westchnął w głębi duszy. „Wiem, że nie będzie łatwo, ale muszę wydobyć cię z tej pułapki, którą sam na siebie zastawiłeś, El Niño. Muszę to zrobić, właściwie od tego, jak zachowasz się za chwilę zależy wszystko…” Wiedział, że będzie to bolesne,że oboje będą cierpieli i że skutek nie jest pewny. Może wyzwoli chłopaka, ale równie dobrze może złamać go całkowicie. „Pułapka?” – zapytał w myślach – „Czyżbym zapędził w nią sam siebie? Nie przypuszczałem, że będzie to takie trudne.” Tak, nie było się nad czym zastanawiać, po prostu musiał to zrobić. Sięgnął do wiszącej na oparciu krzesła torby. Wyjął stamtąd wibrator i rzucił na łóżko.
            Nino śledził wzrokiem jego poczynania, jego oczy rozszerzyły się z przerażenia, gdy rozpoznał przedmiot. Odsunął się od łóżka. Spojrzał na Mroka, a jego oczy wyrażały bezgraniczny strach i rozpacz.
            - No, i co się tak na mnie gapisz? – głos Czarnego ciął jak nóż.- Zaczynaj, przecież wiesz, co z tym zrobić! Na co czekasz, na fanfary?!
            Nino zrobił kolejny krok do tyłu.
            - No dalej, ty szmato! Chcę zobaczysz, jak to robisz! Chce widzieć jak rżniesz sam siebie, na moich oczach! – Mrok nie przebierał w słowach.
            Nino zaczął kręcić głową, w jego umyśle postaci Mroka i Jonesa nałożyły się na siebie.
- Nie…
 - Sprzeciwiasz mi się? – Mrok wstał i zrobił kilka kroków w stronę chłopaka.
Nino zrobił kolejny krok w tył.
- Nie…
Mrok roześmiał się cynicznie.
            - Podobno mogę zrobić z Tobą co tylko chcę? Nie tak mówiłeś? A ja mam już co do ciebie plany. Ciekawe, uwierz mi – roześmiał się ponownie. -  Mam już kilku klientów na twoje wątpliwe wdzięki, bo mnie one nie interesują. Wiesz, nawet Jones się odezwał, chciałby odnowić z Tobą znajomość, choć oczywiście tym razem na moich wa…
            - Nie!
            Z gardła Nino wyrwał się krzyk,  kręcił głową i cofał się, aż nie dotknął plecami ściany.
            Mrok podszedł do łóżka, wziął wibrator, zrobił kilka kroków i znalazł się przy chłopaku. Przemocą wcisnął przedmiot w jego ręce.
            - No dalej! – wyciągnął dłoń i uniósł brodę Nino. – Pokaż mi co potrafisz. Zabaw mnie! – jego druga dłoń spoczęła na torsie chłopaka i powoli zaczynała sunąć coraz niżej.
            Nino drżał na całym ciele, jego oddech gwałtownie przyspieszył, patrzył na Mroka z rozpaczą, z przerażeniem i rosnącym szaleństwem. Gdy ręka Czarnego musnęła jego członka nie wytrzymał.
            - Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! – krzyknął. Odrzucił z obrzydzeniem wibrator, który przeleciał przez cały pokój i rozbił stojącą na stole szklankę.   – Nie! Rozumiesz? Nigdy!!! Nie jestem kurwą, nie jestem twoją dziwką, nie możesz mnie odsprzedawać innym, rozumiesz!!!
Podskoczył do Mroka z zaciśniętymi pięściami. Wyprowadził cios. Głowa Czarnego odskoczył a do tyłu…  jednak nie uniósł rąk, by zablokować kolejne uderzenie, nawet nie próbował się bronić. Kolejne ciosy Nino spadały na jego twarz, tors i brzuch. Przyjmował je bez słowa, bez jednego grymasu na twarzy,  nie zasłonił się, nie blokowal ciosów, nie odsunął ani o krok, nie zrobił nic, pozwolił pięściom Nino uderzać gdzie tylko chciały…
            Powoli uderzenia stawały się coraz słabsze, z gardła chłopaka wyrwał się szloch. Wtedy Mrok wreszcie uniósł ramiona i przygarnął do siebie łkającego Nino. Nie puścił go, choć ten usiłował się wyrwać z tego uścisku. Trzymał w swoich objęciach i lekko kołysał, tak, aby nie spłoszyć ulotnego spokoju, który powoli zaczynał następować po tym gwałtownym wybuchu. Wreszcie chłopak przestał się szamotać, głośne łkanie przeszło w cichy szloch, jego ręce przestały odpychać Mroka, spoczywały drżąc na piersi Czarnego.
            Stali tak długo… Mrok czuł, jak jego koszula przesiąka od gorzkich łez Nino, oparł delikatnie swoją głowę o głowę chłopaka. Uśmiechał się lekko nie zważając na płynącą z kącika ust krew.
            - Wierzyłem w Ciebie, El Niño – szepnął cicho wprost do ucha przyjaciela.
            Nino westchnął i uniósł głowę, Czarny odsunął go minimalnie od siebie, ujął dłonią brodę Nino i uniósł jego twarz ku swojej.
            - Nigdy nikomu nie pozwól, by wmówił ci, że nic nie jesteś wart, rozumiesz?
            Chłopak, ciągle jeszcze z oczami pełnymi łez, skinął głową.
            - Nikomu – ciągnął dalej Czarny. – Wiem, że jesteś do mnie przywiązany, że… czujesz się zobowiązany, ale nikt nie ma prawa robić z ciebie ofiary, nawet ja, nawet ty sam, rozumiesz? Nie pozwól innym zniszczyć w Tobie poczucia własnej wartości, twojej dumy, twoich marzeń…
           – To nie jest takie proste… Mrok… to tak, jakbym zaczynał życie od zera.
           - Może tak będzie najlepiej. – powiedział Mrok i skrzywił się lekko. Podniósł dłoń i dotknął swojego policzka. – Jedno musze Ci przyznać… cios masz niezły.
            Nino zaczerwienił się.
- Przepraszam – powiedział. – ale… należało ci się…
Mrok odwrócił się, by ukryć uśmiech. Tak… Nino wracał do zdrowia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz