W
ciszy rozległo się pukanie do drzwi. Nino zerwał się z łóżka i bez
zastanowienia podbiegł do drzwi. Otworzył je jednym szarpnięciem na całą
szerokość, był pewien, że za nimi stoi Mrok…
- Witaj – męski głos nie należał jednak do Czarnego.
Zdrętwiały
ze strachu Nino nie zdążył wykonać najmniejszego ruchu. Dwóch
ochroniarzy wysunęło się przed stojącego Jones’a, chwyciło chłopaka za
ramiona i wepchnęło do mieszkania. Za nimi wkroczył mężczyzna, a trzeci
goryl zamknął drzwi.
-
Dawno się nie widzieliśmy, prawda? – ciągnął Jones. – O ile mnie pamięć
nie myli, ostatnio w moim biurze. – Chwycił brodę Nino i uniósł ku
swojej twarzy. Potem pochylił się nad nim.
- Tęskniłeś? – roześmiał się wstrętnie i pocałował chłopaka brutalnie miażdżąc jego wargi.
Nino usiłował się wyrwać, ale ludzie Jones’a trzymali go mocno. W końcu mężczyzna oderwał się od jego ust.
- Na wszystko przyjdzie czas – powiedział. – Mamy w końcu dużo czasu, prawda? Ale najpierw musimy porozmawiać.
Rozsiadł się wygodnie na odstawionym od stołu krześle. Rozejrzał się po mieszkaniu.
- Całkiem milutkie mieszkanko – powiedział. - Nieźle
się urządziłeś. Te cztery ścierwa, zanim zdechły, udzieliły mi kilku
interesujących informacji. Prawdę mówiąc, nie chciałem im wierzyć, żeby
taką małą dziwką, jaką jesteś, zainteresował się ktoś tak potężny. W
końcu od lat już nikt o nim nie słyszał. A tu nagle wyskakują mi z taka
wiadomością… - zamyślił się. Po chwili zaczął ponownie:
-
A potem ktoś powiedział mi, że moja kurwa mieszka tutaj… i to mieszka,
jak widzę, całkiem ładnie… Czyli jakaś część ich historii była prawdą, a
ty powiesz mi, jaka.
Mówiąc
to spojrzał na chłopaka, z błyskiem okrucieństwa w oczach. Nino ze
strachem opuścił głowę, unikając jego spojrzenia. Jego myśli w
szaleńczym tempie przetaczała się przez głowę. „Co mam zrobić? Jestem w
poważnych opałach, boję się! Mrok, gdzie jesteś? Potrzebuję Cię!!!
Błagam, przyjdź!”
Jones
skinął głową na swoich ochroniarzy. Ci podcięli chłopakowi nogi
zmuszając go do przyklęknięcia i jednocześnie mocniej wykręcając jego
ręce. Nino z trudem stłumił jęk bólu.
Jego oprawca wsunął stopę pod jego brodę zmuszając do uniesienia głowy.
-
Patrz na mnie! – warknął. – Odpowiedz mi, jakim cudem nieuchwytny,
nieprzewidywalny, nie mający żadnych skrupułów i nie znający litości
Cień, ratuje takie ścierwo, a potem jeszcze pomaga mu urządzić się tutaj
– rozłożył ręce pokazując całe mieszkanie.
- Ja nic nie wiem – wyszeptał Nino. – Naprawdę nic nie wiem…
Mężczyzna
zamachnął się i z całej siły uderzył go w twarz. Gdyby nie trzymający
go ochroniarze, chłopak wylądowałby na przeciwległej ścianie. Z rozbitej
wargi popłynęła strużka krwi.
- Pytam jeszcze raz – głos napastnika był przerażająco zimny i opanowany.- Dlaczego Cień cię chroni, gówniarzu?
Pomimo starań ich powstrzymania łzy otoczyły się po twarzy Nino.
- … ale ja naprawdę nic nie wiem… – jego głos drżał. – Proszę mnie puścić, nie wiem nawet o kim pan mówi…
Mężczyzna pochylił się i brutalnie chwycił go za włosy.
-
Nie wiesz o kim mówię… ciekawe… Wierz mi znam wiele sposobów, aby
poprawić twoją pamięć… – na jego ustach ponownie wykwitł lubieżny
uśmiech. – Niektóre są bardziej przyjemne, inne mniej…
Przejechał
butem przez tors klęczącego chłopaka aż do jego krocza, tam wcisnął
jego obity metalem nosek w miękkie podbrzusze. Nino jęknął i próbował
skulić się, ale mocne dłonie trzymających go goryli uniemożliwiły mu
jakikolwiek ruch.
-
Pytam po raz ostatni, potem porozmawiamy inaczej. – Groźba w głosie
była wprost namacalna. – Kim był ubrany na czarno facet, który dokopał
tym czterem śmieciom, którzy mieli cię zabić? Pytam wystarczająco jasno,
jak na możliwości pojmowania takiej głupiej kurewki?
Nino
wstrzymał oddech, dopiero teraz dotarło do niego, że Jones pyta o
Mroka. „Tylko dlaczego nazywa go Cieniem? Już gdzieś słyszałem tę nazwę,
ale nie pamiętam gdzie… Przepraszam Mrok, że ci nie uwierzyłem… Teraz
wiem, kto zabił tych czterech…. Co mam odpowiedzieć? Boję się, tak
bardzo się boję…” Intensywnie myślał, co odpowiedzieć. Chęć ochronienia
siebie przed cierpieniem walczyła w nim z lojalnością i tym czymś
ciepłym, dobrym, co czuł za każdym razem, gdy pomyślał o Mroku. „Mrok…”
-
… ja byłem półprzytomny… nie pamiętam zbyt wyraźnie… – zdecydował się
kłamać. – … ten mężczyzna zabrał mnie do szpitala… potem już go nie
widziałem… zostawił u pielęgniarki kopertę… tam był adres i klucz do
tego mieszkanie… nic więcej nie wiem… – spojrzał błagalnie na swego
przeciwnika.
- Kłamiesz!
- Nie, mówię prawdę!!
- Łżesz,
jak pies!!! – rzucił gniewnie mężczyzna. – Kłamstwo to po
nieposłuszeństwie największy błąd, jaki można popełnić w mojej
obecności.
- … ale ja nie kłamię!
- Zobaczymy.
Skinął
głową na trzymających Nino mężczyzn. Ci poderwali go z ziemi, zdarli
jego koszulę i przycisnęli twarzą do ściany. Następnie rozkrzyżowali
ręce chłopaka i stalowym uściskiem swych dłoni przytrzymali w tej pozycji.
-
Widzisz – usłyszał Nino głos Jones’a tuż przy swoim uchu. – Jak ci
mówiłem jest sporo sposobów, aby uzyskać interesujące mnie odpowiedzi.
Jedni wolą farmaceutykę, inni metodę kija i marchewki, a ja preferuję
metody tradycyjne. Widzisz, kręci mnie to, gdy delikwent krzyczy i błaga
o litość…
Mężczyzna
odwrócił się od zamarłego ze strachu chłopaka. Sięgnął dłonią do
trzymanej przez swojego ochroniarza walizki. Wyjął z niej gruby,
rzemienny bat. Pieszczotliwie przesunął go pomiędzy palcami dłoni, jakby
głaskał ulubione zwierzątko, przez jego ciało przebiegł dreszcz
podniecenia.
-
Poznaj mojego ulubieńca – powiedział. – Uwielbiam ten moment, gdy tuż
przed pierwszym z nim spotkaniem, czuję upajający zapach twojego strachu
…
Roześmiał się. Potem stanął w pewnej odległości za chłopakiem, zamachnął się…
- Aaaaaaaaaaaa!!!! – krzyk wyrwał się z ust Nino, gdy bat wyrył pierwsza krwawą pręgę na jego plecach.
Paskudny śmiech nadal rozlegał się w powietrzu, gdy mężczyzna zamachnął się po raz drugi.
Świst bata i krzyk bólu zlały się w jeden przerażający dźwięk.
Kolejny
zamach, kolejny świst, kolejny krzyk, kolejny cios… na plecach chłopaka
kwitło już krwawa czerwienią pięć równych ran. Łzy nieprzerwanym
strumieniem płynęły po ściągniętej bólem twarzy Nino.
- … błagam, już nie… – szeptały jego usta.
- Gdzie jest Cień?
- … nie wiem, naprawdę nie wiem… –łkał chłopak. – …proszę, nie bij… naprawdę nic nie wiem…
- Zła odpowiedź!!!
Po raz kolejny bat przeszył powietrze.
Nino
czuł, jak opuszczają go siły, jak powoli traci świadomość. Gardło miał
zdarte od krzyku, cierpienie zamieniło jego twarz w ściągnięta maskę.
Gdyby nie trzymający go mężczyźni, upadłby na ziemię. Jakaś część jego
świadomości zarejestrowała trzask migawki aparatu, ktoś robił mu
zdjęcia.
Obudził
się, gdy jeden z napastników polał go wodą. Leżał na podłodze, a ktoś
nadal robił mu zdjęcia. Po chwili usłyszał głos Jones’a:
-
Puść je w obieg, jeżeli Cień jest naprawdę zainteresowany losem tego
ścierwa, sam do nas przyjdzie. A teraz zostawcie nas samych!
Nino poczuł, jak ktoś chwyta go za włosy.
- Obudź się, dziwko!
Chłopak otworzył zapuchnięte płaczem oczy. Jego oprawca stał nad nim z drapieżnym uśmiechem na twarzy. Rozpiął koszulę…
- Klękaj! – powiedział stając przed nim i rozpinając rozporek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz