wtorek, 23 stycznia 2018

Mrok R10

Nino wrócił z pracy i rzucił w kąt swoją torbę. Z westchnieniem położył się na łóżku, leżał tam wpatrując się w sufit. Myśli ponownie, jak właściwie każdego dnia, uciekły mu do domu w lesie. Zastanawiał się co w tej chwili robi Mrok, czy spaceruje po lesie, a może siedzi na jej ławce i czyta książkę. Dwie bliźniacze łzy spłynęły po jego policzkach. Tęsknił, tęsknił wprost niewyobrażalnie. Już nie miał mu za złe tego „zesłania”, na które go skazał. W końcu miał do tego pełne prawo, mógł dysponować życiem, które uratował. To było w porządku. Kolejne łzy pobiegły śladem swych poprzedniczek. Marzył, że któregoś dnia jego wygnanie się skończy, że usłyszy pukanie do drzwi, a gdy je otworzy w progu stanie Mrok. A potem…, sam nie wiedział, co miało stać się później. Wiedział, że do tego czasu musi żyć tu i teraz, dokładnie tak, jak kazał mu Mrok. W chwilach takich jak ta, prawie czuł na sobie spojrzenie jego drapieżnych, mądrych oczu…
            W ciszy rozległo się pukanie do drzwi. Nino zerwał się z łóżka i bez zastanowienia podbiegł do drzwi. Otworzył je jednym szarpnięciem na całą szerokość, był pewien, że za nimi stoi Mrok…
            - Witaj – męski głos nie należał jednak do Czarnego.
            Zdrętwiały ze strachu Nino nie zdążył wykonać najmniejszego ruchu. Dwóch ochroniarzy wysunęło się przed stojącego Jones’a, chwyciło chłopaka za ramiona i wepchnęło do mieszkania. Za nimi wkroczył mężczyzna, a trzeci goryl zamknął drzwi.
            - Dawno się nie widzieliśmy, prawda? – ciągnął Jones. – O ile mnie pamięć nie myli, ostatnio w moim biurze. – Chwycił brodę Nino i uniósł ku swojej twarzy. Potem pochylił się nad nim.
            - Tęskniłeś? – roześmiał się wstrętnie i pocałował chłopaka brutalnie miażdżąc jego wargi.
            Nino usiłował się wyrwać, ale ludzie Jones’a trzymali go mocno. W końcu mężczyzna oderwał się od jego ust.
- Na wszystko przyjdzie czas – powiedział. – Mamy w końcu dużo czasu, prawda? Ale najpierw musimy porozmawiać.
            Rozsiadł się wygodnie na odstawionym od stołu krześle. Rozejrzał się po mieszkaniu.
- Całkiem milutkie mieszkanko – powiedział. -  Nieźle się urządziłeś. Te cztery ścierwa, zanim zdechły, udzieliły mi kilku interesujących informacji. Prawdę mówiąc, nie chciałem im wierzyć, żeby taką małą dziwką, jaką jesteś, zainteresował się ktoś tak potężny. W końcu od lat już nikt o nim nie słyszał. A tu nagle wyskakują mi z taka wiadomością…        -  zamyślił się. Po chwili zaczął ponownie:
            - A potem ktoś powiedział mi, że moja kurwa mieszka tutaj… i to mieszka, jak widzę, całkiem ładnie… Czyli jakaś część ich historii była prawdą, a ty powiesz mi, jaka.
            Mówiąc to spojrzał na chłopaka, z błyskiem okrucieństwa w oczach. Nino ze strachem opuścił głowę, unikając jego spojrzenia. Jego myśli w szaleńczym tempie przetaczała się przez głowę. „Co mam zrobić? Jestem w poważnych opałach, boję się! Mrok, gdzie jesteś? Potrzebuję Cię!!! Błagam, przyjdź!”
            Jones skinął głową na swoich ochroniarzy. Ci podcięli chłopakowi nogi zmuszając go do przyklęknięcia i jednocześnie mocniej wykręcając jego ręce. Nino z trudem stłumił jęk bólu.
            Jego oprawca wsunął stopę pod jego brodę zmuszając do uniesienia głowy.
            - Patrz na mnie! – warknął. – Odpowiedz mi, jakim cudem nieuchwytny, nieprzewidywalny, nie mający żadnych skrupułów i nie znający litości Cień, ratuje takie ścierwo, a potem jeszcze pomaga mu urządzić się tutaj – rozłożył ręce  pokazując całe mieszkanie.
            - Ja nic nie wiem – wyszeptał Nino. – Naprawdę nic nie wiem…
            Mężczyzna zamachnął się i z całej siły uderzył go w twarz. Gdyby nie trzymający go ochroniarze, chłopak wylądowałby na przeciwległej ścianie. Z rozbitej wargi popłynęła strużka krwi.
            - Pytam jeszcze raz – głos napastnika był przerażająco zimny i opanowany.- Dlaczego Cień cię chroni, gówniarzu?
            Pomimo starań ich powstrzymania łzy otoczyły się po twarzy Nino.
            - … ale ja naprawdę nic nie wiem… – jego głos drżał. – Proszę mnie puścić, nie wiem nawet o kim pan mówi…
Mężczyzna pochylił się i brutalnie chwycił go za włosy.
- Nie wiesz o kim mówię… ciekawe… Wierz mi znam wiele sposobów, aby poprawić twoją pamięć… – na jego ustach ponownie wykwitł lubieżny uśmiech. – Niektóre są bardziej przyjemne, inne mniej…
Przejechał butem przez tors klęczącego chłopaka aż do jego krocza, tam wcisnął jego obity metalem nosek w miękkie podbrzusze. Nino jęknął i próbował skulić się, ale mocne dłonie trzymających go goryli uniemożliwiły mu jakikolwiek ruch.
- Pytam po raz ostatni, potem porozmawiamy inaczej. – Groźba w głosie była wprost namacalna. – Kim był ubrany na czarno facet, który dokopał tym czterem śmieciom, którzy mieli cię zabić? Pytam wystarczająco jasno, jak na możliwości  pojmowania takiej głupiej kurewki?
Nino wstrzymał oddech, dopiero teraz dotarło do niego, że Jones pyta o Mroka. „Tylko dlaczego nazywa go Cieniem? Już gdzieś słyszałem tę nazwę, ale nie pamiętam gdzie… Przepraszam Mrok, że ci nie uwierzyłem… Teraz wiem, kto zabił tych czterech…. Co mam odpowiedzieć? Boję się, tak bardzo się boję…” Intensywnie myślał, co odpowiedzieć. Chęć ochronienia siebie przed cierpieniem walczyła w nim z lojalnością i tym czymś ciepłym, dobrym, co czuł za każdym razem, gdy pomyślał o Mroku. „Mrok…”
- … ja byłem półprzytomny… nie pamiętam zbyt wyraźnie… – zdecydował się kłamać. – … ten mężczyzna zabrał mnie do szpitala… potem już go nie widziałem… zostawił u pielęgniarki kopertę… tam był adres i klucz do tego mieszkanie… nic więcej nie wiem… – spojrzał błagalnie na swego przeciwnika.
-         Kłamiesz!
-         Nie, mówię prawdę!!
-         Łżesz, jak pies!!! – rzucił gniewnie mężczyzna. – Kłamstwo to po nieposłuszeństwie największy błąd, jaki można popełnić w mojej obecności.
-         … ale ja nie kłamię!
-         Zobaczymy.
Skinął głową na trzymających Nino mężczyzn. Ci poderwali go z ziemi, zdarli jego koszulę i przycisnęli twarzą do ściany. Następnie rozkrzyżowali ręce chłopaka  i stalowym uściskiem swych dłoni przytrzymali w tej pozycji.
- Widzisz – usłyszał Nino głos Jones’a tuż przy swoim uchu. – Jak ci mówiłem jest sporo sposobów, aby uzyskać interesujące mnie odpowiedzi. Jedni wolą farmaceutykę, inni metodę kija i marchewki, a ja preferuję metody tradycyjne. Widzisz, kręci mnie to, gdy delikwent krzyczy i błaga o litość…
Mężczyzna odwrócił się od zamarłego ze strachu chłopaka. Sięgnął dłonią do trzymanej przez swojego ochroniarza walizki. Wyjął z niej gruby, rzemienny bat. Pieszczotliwie przesunął go pomiędzy palcami dłoni, jakby głaskał ulubione zwierzątko, przez jego ciało przebiegł dreszcz podniecenia.
- Poznaj mojego ulubieńca – powiedział. – Uwielbiam ten moment, gdy tuż przed pierwszym z nim spotkaniem, czuję upajający zapach twojego strachu …
Roześmiał się. Potem stanął w pewnej odległości za chłopakiem, zamachnął się…
- Aaaaaaaaaaaa!!!! – krzyk wyrwał się z ust Nino, gdy bat wyrył pierwsza krwawą pręgę na jego plecach.
Paskudny śmiech nadal rozlegał się w powietrzu, gdy mężczyzna zamachnął się po raz drugi.
Świst bata i krzyk bólu zlały się w jeden przerażający dźwięk.
Kolejny zamach, kolejny świst, kolejny krzyk, kolejny cios… na plecach chłopaka kwitło już krwawa czerwienią pięć równych ran. Łzy nieprzerwanym strumieniem płynęły po ściągniętej bólem twarzy Nino.
-         … błagam, już nie… – szeptały jego usta.
-         Gdzie jest Cień?
- … nie wiem, naprawdę nie wiem… –łkał chłopak. – …proszę, nie bij… naprawdę nic nie wiem…
-         Zła odpowiedź!!!
Po raz kolejny bat przeszył powietrze.
Nino czuł, jak opuszczają go siły, jak powoli traci świadomość. Gardło miał zdarte od krzyku, cierpienie zamieniło jego twarz w ściągnięta maskę. Gdyby nie trzymający go mężczyźni, upadłby na ziemię. Jakaś część jego świadomości zarejestrowała trzask migawki aparatu, ktoś robił mu zdjęcia.
Obudził się, gdy jeden z napastników polał go wodą. Leżał na podłodze, a ktoś nadal robił mu zdjęcia. Po chwili usłyszał głos Jones’a:
- Puść je w obieg, jeżeli Cień jest naprawdę zainteresowany losem tego ścierwa, sam do nas przyjdzie. A teraz zostawcie nas samych!
Nino poczuł, jak ktoś chwyta go za włosy.
 - Obudź się, dziwko!
Chłopak otworzył zapuchnięte płaczem oczy. Jego oprawca stał nad nim z drapieżnym uśmiechem na twarzy. Rozpiął koszulę…
-         Klękaj! – powiedział stając przed nim i rozpinając rozporek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz