wtorek, 23 stycznia 2018

Mrok R19

Zapadł wieczór, gdy Mrok podjechał pod dom. Od południa krążył dookoła, ale nie mógł zdobyć się na powrót. Zatrzymał się teraz i patrzył w ciemne okna… stał i … wcale nie miał ochoty wchodzić do środka. Dom… był taki pusty…
            „A czego się spodziewałeś?” – zapytał sam siebie. Westchnął ciężko i położył dłoń na klamce.
Cisza, to było to, co przywitało go po przejściu przez próg. „Mrok, wreszcie wróciłeś, słuchaj, ta książka była fantastyczna… Chodź, znalazłem nowy super przepis, ale trochę w nim musiałem pozmieniać, bo zabrakło mi kminku…Musisz spróbować…” Uniósł głowę… ale głos Nino rozbrzmiewał tylko w jego głowie. Wszedł do kuchni… „Zobacz, wygląda smacznie, co?” Lekko zażenowany śmiech. „Eee, trochę mi się przypaliło, bo wyszedłem na dwór i zapomniałem… ale już patrzyłem, to wszystko da się wyszorować. Nie gniewasz się?”  Naczynia stały w zlewie, kuchenka była zimna… puste szklanki… puste jak ten dom, bez Nino… „I dobrze, tak jest lepiej” – powiedział sobie starając się otrząsnąć z dziwnego przygnębienia. Odwrócił się i wyszedł. Kolejne drzwi, z zapamiętaniem wchodził do poszczególnych pomieszczeń, w każdym atakowały go wspomnienia, każde przynosiło rozczarowanie i ulgę… Salon… „Mrok… masz tyle książek! Jeeezu, i przeczytałeś je wszystkie? Opowiedz, opowiedz mi o górach… tam musi być tak pięknie… Cholera, ups… przepraszam..” Spojrzenie spod firanki rzęs. „Tak mi się tylko wyrwało… ale opowiadasz o nich nieziemsko… Chciałbym je kiedyś zobaczyć, choć z daleka…” Mrok zacisnął zęby, nie przypuszczał, że pamięta te drobne zdarzenia aż tak dokładnie… Wreszcie te drzwi… drzwi do jego pokoju… zacisnął dłoń na klamce…  sam nie wiedział, czy chce tam wejść… Skrzypnęły głucho otwierając się… pustka… ciemność… tylko ulotny zapach…
Zrobił krok do środka. Wszędzie panował porządek…nie było leżących gdzie popadnie zaczętych książek… żadne ubranie nie leżało na oparciu fotela… żadnych drobnych śladów, świadczących tak dobitnie, że ktoś zamieszkuje ten pokój… zaścielona równo pościel… Uśmiechnął się – rzecz nie do pomyślenia u Nino… pościelone łóżko…
Podszedł do niego. Wolno, końcami palców musnął poduszkę. Tak niedawno leżała tutaj jego głowa, włosy miękko układały się wokół twarzy, a rzęsy rzucały niebieski cień na policzki. To powinno być zabronione, żeby chłopak miał takie długie rzęsy… Nie wiadomo skąd ta myśl przemknęła przez jego głowę. Cofnął się i usiadł na swoim fotelu. Spędził na nim tyle godzin, tyle nieprzespanych nocy, czekając na jego powrót do zdrowia, a czasem tylko na jego przebudzenie. Nino o tym nie wiedział, ale przychodził tu często siadał i przyglądał mu się, jak spał. Był wtedy taki… Nie dokończył myśli, ukrył twarz w dłoniach i pozwolił, by ogarnęło go przygnębienie. Tylko na jedną krótką chwilę… tylko na chwilę…
Za oknem wiatr przeganiał ciemniejące chmury i lekko kołysał gałęziami drzew… Wpadający przez okno jeden z ostatnich promieni zachodzącego słońca malował na włosach pochylonego Mroka czerwono-złote refleksy.  Wieczór tchnął spokojem, czego nie można było powiedzieć o sercu i umyśle siedzącego chłopaka. W końcu jednak zwyciężyło przyzwyczajenie. Mrok nie mógł pozwolić sobie na rozczulanie się nad sobą, wróciło opanowanie, wróciła natura drapieżcy.
„Czas się stąd zmywać” – pomyślał. Ruszył do swego pokoju, by zabrać kilka drobiazgów, nie po raz pierwszy zostawi wszystko. Nic go tu nie trzyma, żadnych sentymentów, żadnych wspomnień. Już i tak był tu zbyt długo.
Wszedł i zapalił światło.
Na jego łóżku leżał pogrążony we śnie Nino. Jego usta były lekko rozchylone, a policzki zaróżowione od snu.
Mrok stał w progu nie wierząc własnym oczom. „To… nie możliwe…to nie może być prawdą…” Niezdecydowany co zrobić, wykonał kila dziwnych wahnięć, jakby chciał podejść do łóżka i cofnąć się jednocześnie…
Wtedy Nino otworzył oczy, kilka razy zamrugał oślepiony przez światło, by wreszcie spojrzeć w stronę drzwi. Ich spojrzenia spotkały się. Chwilę bez słowa mierzyli się wzrokiem… Leżący na łóżku chłopak uśmiechną się nagle, odrzucił okrywającą go kołdrę… był nagi, tylko wokół szyi zawiązany miał szary jedwabny szal… Wstał i podszedł do Mroka.
Oczy Czarnego rozszerzyły się z niedowierzania,  gdy Nino z oddaniem przytulił się do niego, ciasno oplatając go ramionami. Bezwiednie objął chłopaka, ten dotyk był elektryzujący, był niczym smak zwycięstwa, jak świeży powiew wiatru, poczucie wolności i zależności jednocześnie. Stał bez ruchu zaszokowany wielością odczuć, nie zdolny do żadnego ruchu.
- Mrok? – usłyszał cichy szept. Nino odsunął się od niego, delikatnie wyplątał z objęć i opadł na kolana.
Patrzył teraz na niego z dołu, z wyrazem pełnego poddania na twarzy, a Czarny nadal nie umiał wydobyć z siebie nawet słowa. Czuł się bezbronny wobec tego wyrazu oczu chłopaka, czuł się zaszczuty i …tak, zaczynał budzić się w nim gniew. To nie tak miało być…
- Ja należę do Ciebie, Mrok – Nino przerwał panującą ciszę. – Tak po prostu musi być. Jesteś moim Panem, a moje życie należy do ciebie. – mówił z wielką egzaltacją w głosie. Mrok zacisnął dłonie w pięści. Chłopak nie zauważył tego i kontynuował – Tak samo jak moje ciało. Możesz z nim zrobić wszystko, co tylko zechcesz… I moje serce też do ciebie należy… Jego nie obchodzi twoja przeszłość, dla niego ważna jest tylko przyszłość, przyszłość z tobą! Liczy się tylko to, że mogę z Tobą być… – głos załamał mu się lekko. – Chciałem tylko… – spojrzał błagalnie i schwycił dłoń Mroka – … chciałem cię prosić… byś był… był dla mnie wyrozumiały…
Czarny wyrwał swoją dłoń z uścisku Nino, przykucnął przy nim i spojrzał w oczy.
- Chciałeś powiedzieć coś innego, prawda? – jego głos zabrzmiał chrapliwie. –Chciałeś bym nie spełnił swej obietnicy, prawda? Boisz się tego? Boisz się, że cię skrzywdzę? – Beznamiętnie wpatrywał się w twarz chłopaka, na której zaczynał malować się w tej chwili strach. – Zapowiedziałem ci, co się stanie, gdy zostaniesz, prawda? Powinieneś już wiedzieć, że nigdy nie rzucam słów na wiatr… Wiedziałeś, co cię czeka, jeżeli zostaniesz… Więc po co zostałeś? Liczyłeś, że mnie zmiękczysz? Że skoro opiekowałem się tobą masz u mnie taryfę ulgową?
Nino opuścił głowę.
- Nie, Mrok… nie liczę na twoją litość… I tak, boję się.. Boję się tego, co możesz ze mną zrobić…
- Więc dlaczego zostałeś? – Mrok przejechał dłonią przez włosy. Sprzeczne uczucia sprawiały, że nie widział, jak ma zareagować. Czuł niedorzeczną radość, że chłopak został, a jednocześnie jego egzaltacja budziła w nim gniew. Uczucie zamknięcia w klatce własnych uczuć pogłębiało się…
- Wiem, że możesz zamienić moje życie w piekło i boję się tego… Nie chcę cierpieć, to chyba naturalne, ale… Bardziej od bólu i poniżenia boje się życia bez Ciebie…
Mrok zamknął oczy… siłą woli narzucił sobie spokój. Wstał, znowu był sobą. Gdy ponownie otworzył oczy była w nich tylko żelazna konsekwencja.
- Wstań i połóż się na łóżku.
Nino uśmiechnął się smutno, ale bez ociągania wykonał polecenie. Właściwie czego się spodziewał, że Mrok rzuci mu się w ramiona i przysięgnie dozgonną miłość?  Czyż nie jest tylko jego kaprysem? Zadrżał jednak, gdy zobaczył jak Mrok sięga po wiszący na oparciu krzesła skórzany pas. Ukrył głowę pomiędzy ramionami, zacisnął dłonie na pościeli i z pokorą czekał na cios.
Mrok stanął przy łóżku. Patrzył na rozciągnięte na nim ciało chłopaka… „Milcz!” rozkazał samemu sobie. Zamachnął się. Na nagie ciało spadło pierwsze uderzenie… potem drugie i kolejne… Dłonie Nino mocniej zacisnęły się na pościeli… przygryzł wargę… Bolało… bardzo bolało… ale przede wszystkim bolało serce… które gdzieś w głębi wierzyło, że to się nie stanie…
Zaledwie po kilku uderzeniach Mrok odrzucił pas, cofnął się i usiadł na krześle. Chwile milczał.
- Podejdź… – powiedział w końcu.
Nino podniósł się, lekko załzawionymi oczami spojrzał na swego, hmmm, oprawcę? Nie, to nie tak, to było w porządku, wiedział, że tak będzie, podjął takie ryzyko… Uśmiechnął się więc do Mroka, tak, widocznie taka jest prawda, miłość jest najgorszym z możliwych uzależnień… Sam nie wiedział dlaczego, ale podszedł potulnie do Czarnego, przyklęknął przed nim, wziął jego dłoń i przycisnął do niej swe usta.
- Dziękuję – wyszeptał.
Tego było już dla Mroka za dużo. Wyszarpnął swoja dłoń, w jego oczach błysnęło okrucieństwo zmieszane z szaleństwem. Żarty skończyły się, zachowanie Nino, to było za dużo, to było… żar nienawiści przetoczył się przez jego serce. I na dodatek ten szyderczy szal na szyi Nino… Zerwał się z krzesła, tak gwałtownie, że to przewróciło się i grzmotnęło o ścianę.
- Gdzie Twoja godność – wysyczał. – Twój wybór – ten głos nie należał do Mroka, tak przemawiał Cień, dla którego nie była żadnych świętości, który nie liczył się z nikim i z niczym. – Ubierz się, bo nie mogę na ciebie patrzeć!
Teraz dopiero Nino przestraszył się nie na żarty. Szybki podszedł do łóżka, zebrał leżące tam ubrania i włożył je na siebie. Spoglądał na wykrzywioną twarz Mroka, nie poznawał go, to oblicze było pełne nienawiści i bezlitosne… Całkowicie ubrany stanął przed Czarnym i czekał .
- Za mną  - usłyszał, więc posłusznie ruszył za Mrokiem. Wyszli na dwór, kilka metrów za domem znajdowała się mała wykopana w ziemi piwniczka, tam właśnie skierowali się. Długowłosy otworzył drzwi, po schodach zeszli do wilgotnego pomieszczenia. Mrok odwrócił się do chłopaka.
- Ręce! – rzucił, a gdy ten wyciągnął je przed siebie Czarny wykręcił mu je na plecy i tak związał. – Klękaj – kolejny rozkaz. Nino i ten rozkaz wykonał. Wtedy Czarny przeciągnął sznur od jego ramionami i przywiązał go do znajdującej się na wysokości mniej więcej metra nad ziemią drewnianej belki. Pozycja była strasznie niewygodna, Nino nie mógł się ani wyprostować, bo jego ruchy ograniczała belka, ale opaść na ziemię, bo wykręcone ręce protestowały bólem.
Serce chłopaka przeniknął strach :”Czy tak teraz będzie wyglądało moje życie?”
Mrok jakby czytając w jego myślach zapytał:
- Podoba ci się? – i nie czekając na odpowiedź wyszedł zamykając drzwi i zostawiając go w całkowitych ciemnościach.

***

„Zwariowałeś?”
„Milcz!”
„Czyś ty oszalał, co ty wyprawiasz! To jest chore! To jest złe! To jest okrutne!”
„Tak? Przecież chciałeś, bym go zabił?!”
„To nie tak, zabić, by chronić swe życie to coś innego! Ty się nad nim znęcasz!!! To jest chore!!!”
„I kurwa, dobrze!!! Zamknij już ten swój cholerny pysk!!! Spierdalaj z mojego
 życia!!!”
            Milczenie.
           
           
            „To nic nie da…”
            „Mówiłem, zamknij ryja!”
            „Nie wygrasz…”
            „Dlaczego, do kurwy nędzy???!!!”
            „Bo walczysz z własnym sercem…”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz