„A czego się spodziewałeś?” – zapytał sam siebie. Westchnął ciężko i położył dłoń na klamce.
Cisza,
to było to, co przywitało go po przejściu przez próg. „Mrok, wreszcie
wróciłeś, słuchaj, ta książka była fantastyczna… Chodź, znalazłem nowy
super przepis, ale trochę w nim musiałem pozmieniać, bo zabrakło mi
kminku…Musisz spróbować…” Uniósł głowę… ale głos Nino rozbrzmiewał tylko
w jego głowie. Wszedł do kuchni… „Zobacz, wygląda smacznie, co?” Lekko
zażenowany śmiech. „Eee, trochę mi się przypaliło, bo wyszedłem na dwór i
zapomniałem… ale już patrzyłem, to wszystko da się wyszorować. Nie
gniewasz się?” Naczynia stały w
zlewie, kuchenka była zimna… puste szklanki… puste jak ten dom, bez
Nino… „I dobrze, tak jest lepiej” – powiedział sobie starając się
otrząsnąć z dziwnego przygnębienia. Odwrócił się i wyszedł. Kolejne
drzwi, z zapamiętaniem wchodził do poszczególnych pomieszczeń, w każdym
atakowały go wspomnienia, każde przynosiło rozczarowanie i ulgę… Salon…
„Mrok… masz tyle książek! Jeeezu, i przeczytałeś je wszystkie? Opowiedz,
opowiedz mi o górach… tam musi być tak pięknie… Cholera, ups…
przepraszam..” Spojrzenie spod firanki rzęs. „Tak mi się tylko wyrwało…
ale opowiadasz o nich nieziemsko… Chciałbym je kiedyś zobaczyć, choć z
daleka…” Mrok zacisnął zęby, nie przypuszczał, że pamięta te drobne
zdarzenia aż tak dokładnie… Wreszcie te drzwi… drzwi do jego pokoju…
zacisnął dłoń na klamce… sam nie wiedział, czy chce tam wejść… Skrzypnęły głucho otwierając się… pustka… ciemność… tylko ulotny zapach…
Zrobił
krok do środka. Wszędzie panował porządek…nie było leżących gdzie
popadnie zaczętych książek… żadne ubranie nie leżało na oparciu fotela…
żadnych drobnych śladów, świadczących tak dobitnie, że ktoś zamieszkuje
ten pokój… zaścielona równo pościel… Uśmiechnął się – rzecz nie do
pomyślenia u Nino… pościelone łóżko…
Podszedł
do niego. Wolno, końcami palców musnął poduszkę. Tak niedawno leżała
tutaj jego głowa, włosy miękko układały się wokół twarzy, a rzęsy
rzucały niebieski cień na policzki. To powinno być zabronione, żeby
chłopak miał takie długie rzęsy… Nie wiadomo skąd ta myśl przemknęła
przez jego głowę. Cofnął się i usiadł na swoim fotelu. Spędził na nim
tyle godzin, tyle nieprzespanych nocy, czekając na jego powrót do
zdrowia, a czasem tylko na jego przebudzenie. Nino o tym nie wiedział,
ale przychodził tu często siadał i przyglądał mu się, jak spał. Był
wtedy taki… Nie dokończył myśli, ukrył twarz w dłoniach i pozwolił, by
ogarnęło go przygnębienie. Tylko na jedną krótką chwilę… tylko na
chwilę…
Za
oknem wiatr przeganiał ciemniejące chmury i lekko kołysał gałęziami
drzew… Wpadający przez okno jeden z ostatnich promieni zachodzącego
słońca malował na włosach pochylonego Mroka czerwono-złote refleksy. Wieczór
tchnął spokojem, czego nie można było powiedzieć o sercu i umyśle
siedzącego chłopaka. W końcu jednak zwyciężyło przyzwyczajenie. Mrok nie
mógł pozwolić sobie na rozczulanie się nad sobą, wróciło opanowanie,
wróciła natura drapieżcy.
„Czas
się stąd zmywać” – pomyślał. Ruszył do swego pokoju, by zabrać kilka
drobiazgów, nie po raz pierwszy zostawi wszystko. Nic go tu nie trzyma,
żadnych sentymentów, żadnych wspomnień. Już i tak był tu zbyt długo.
Wszedł i zapalił światło.
Na jego łóżku leżał pogrążony we śnie Nino. Jego usta były lekko rozchylone, a policzki zaróżowione od snu.
Mrok
stał w progu nie wierząc własnym oczom. „To… nie możliwe…to nie może
być prawdą…” Niezdecydowany co zrobić, wykonał kila dziwnych wahnięć,
jakby chciał podejść do łóżka i cofnąć się jednocześnie…
Wtedy
Nino otworzył oczy, kilka razy zamrugał oślepiony przez światło, by
wreszcie spojrzeć w stronę drzwi. Ich spojrzenia spotkały się. Chwilę
bez słowa mierzyli się wzrokiem… Leżący na łóżku chłopak uśmiechną się
nagle, odrzucił okrywającą go kołdrę… był nagi, tylko wokół szyi
zawiązany miał szary jedwabny szal… Wstał i podszedł do Mroka.
Oczy Czarnego rozszerzyły się z niedowierzania, gdy
Nino z oddaniem przytulił się do niego, ciasno oplatając go ramionami.
Bezwiednie objął chłopaka, ten dotyk był elektryzujący, był niczym smak
zwycięstwa, jak świeży powiew wiatru, poczucie wolności i zależności
jednocześnie. Stał bez ruchu zaszokowany wielością odczuć, nie zdolny do
żadnego ruchu.
- Mrok? – usłyszał cichy szept. Nino odsunął się od niego, delikatnie wyplątał z objęć i opadł na kolana.
Patrzył
teraz na niego z dołu, z wyrazem pełnego poddania na twarzy, a Czarny
nadal nie umiał wydobyć z siebie nawet słowa. Czuł się bezbronny wobec
tego wyrazu oczu chłopaka, czuł się zaszczuty i …tak, zaczynał budzić
się w nim gniew. To nie tak miało być…
-
Ja należę do Ciebie, Mrok – Nino przerwał panującą ciszę. – Tak po
prostu musi być. Jesteś moim Panem, a moje życie należy do ciebie. –
mówił z wielką egzaltacją w głosie. Mrok zacisnął dłonie w pięści.
Chłopak nie zauważył tego i kontynuował – Tak samo jak moje ciało.
Możesz z nim zrobić wszystko, co tylko zechcesz… I moje serce też do
ciebie należy… Jego nie obchodzi twoja przeszłość, dla niego ważna jest
tylko przyszłość, przyszłość z tobą! Liczy się tylko to, że mogę z Tobą
być… – głos załamał mu się lekko. – Chciałem tylko… – spojrzał błagalnie
i schwycił dłoń Mroka – … chciałem cię prosić… byś był… był dla mnie
wyrozumiały…
Czarny wyrwał swoją dłoń z uścisku Nino, przykucnął przy nim i spojrzał w oczy.
-
Chciałeś powiedzieć coś innego, prawda? – jego głos zabrzmiał
chrapliwie. –Chciałeś bym nie spełnił swej obietnicy, prawda? Boisz się
tego? Boisz się, że cię skrzywdzę? – Beznamiętnie wpatrywał się w twarz
chłopaka, na której zaczynał malować się w tej chwili strach. –
Zapowiedziałem ci, co się stanie, gdy zostaniesz, prawda? Powinieneś już
wiedzieć, że nigdy nie rzucam słów na wiatr… Wiedziałeś, co cię czeka,
jeżeli zostaniesz… Więc po co zostałeś? Liczyłeś, że mnie zmiękczysz? Że
skoro opiekowałem się tobą masz u mnie taryfę ulgową?
Nino opuścił głowę.
- Nie, Mrok… nie liczę na twoją litość… I tak, boję się.. Boję się tego, co możesz ze mną zrobić…
-
Więc dlaczego zostałeś? – Mrok przejechał dłonią przez włosy. Sprzeczne
uczucia sprawiały, że nie widział, jak ma zareagować. Czuł niedorzeczną
radość, że chłopak został, a jednocześnie jego egzaltacja budziła w nim
gniew. Uczucie zamknięcia w klatce własnych uczuć pogłębiało się…
-
Wiem, że możesz zamienić moje życie w piekło i boję się tego… Nie chcę
cierpieć, to chyba naturalne, ale… Bardziej od bólu i poniżenia boje się
życia bez Ciebie…
Mrok
zamknął oczy… siłą woli narzucił sobie spokój. Wstał, znowu był sobą.
Gdy ponownie otworzył oczy była w nich tylko żelazna konsekwencja.
- Wstań i połóż się na łóżku.
Nino
uśmiechnął się smutno, ale bez ociągania wykonał polecenie. Właściwie
czego się spodziewał, że Mrok rzuci mu się w ramiona i przysięgnie
dozgonną miłość? Czyż nie jest
tylko jego kaprysem? Zadrżał jednak, gdy zobaczył jak Mrok sięga po
wiszący na oparciu krzesła skórzany pas. Ukrył głowę pomiędzy ramionami,
zacisnął dłonie na pościeli i z pokorą czekał na cios.
Mrok
stanął przy łóżku. Patrzył na rozciągnięte na nim ciało chłopaka…
„Milcz!” rozkazał samemu sobie. Zamachnął się. Na nagie ciało spadło
pierwsze uderzenie… potem drugie i kolejne… Dłonie Nino mocniej
zacisnęły się na pościeli… przygryzł wargę… Bolało… bardzo bolało… ale
przede wszystkim bolało serce… które gdzieś w głębi wierzyło, że to się
nie stanie…
Zaledwie po kilku uderzeniach Mrok odrzucił pas, cofnął się i usiadł na krześle. Chwile milczał.
- Podejdź… – powiedział w końcu.
Nino
podniósł się, lekko załzawionymi oczami spojrzał na swego, hmmm,
oprawcę? Nie, to nie tak, to było w porządku, wiedział, że tak będzie,
podjął takie ryzyko… Uśmiechnął się więc do Mroka, tak, widocznie taka
jest prawda, miłość jest najgorszym z możliwych uzależnień… Sam nie
wiedział dlaczego, ale podszedł potulnie do Czarnego, przyklęknął przed
nim, wziął jego dłoń i przycisnął do niej swe usta.
- Dziękuję – wyszeptał.
Tego
było już dla Mroka za dużo. Wyszarpnął swoja dłoń, w jego oczach
błysnęło okrucieństwo zmieszane z szaleństwem. Żarty skończyły się,
zachowanie Nino, to było za dużo, to było… żar nienawiści przetoczył się
przez jego serce. I na dodatek ten szyderczy szal na szyi Nino… Zerwał
się z krzesła, tak gwałtownie, że to przewróciło się i grzmotnęło o
ścianę.
-
Gdzie Twoja godność – wysyczał. – Twój wybór – ten głos nie należał do
Mroka, tak przemawiał Cień, dla którego nie była żadnych świętości,
który nie liczył się z nikim i z niczym. – Ubierz się, bo nie mogę na
ciebie patrzeć!
Teraz
dopiero Nino przestraszył się nie na żarty. Szybki podszedł do łóżka,
zebrał leżące tam ubrania i włożył je na siebie. Spoglądał na
wykrzywioną twarz Mroka, nie poznawał go, to oblicze było pełne
nienawiści i bezlitosne… Całkowicie ubrany stanął przed Czarnym i czekał
.
- Za mną -
usłyszał, więc posłusznie ruszył za Mrokiem. Wyszli na dwór, kilka
metrów za domem znajdowała się mała wykopana w ziemi piwniczka, tam
właśnie skierowali się. Długowłosy otworzył drzwi, po schodach zeszli do
wilgotnego pomieszczenia. Mrok odwrócił się do chłopaka.
-
Ręce! – rzucił, a gdy ten wyciągnął je przed siebie Czarny wykręcił mu
je na plecy i tak związał. – Klękaj – kolejny rozkaz. Nino i ten rozkaz
wykonał. Wtedy Czarny przeciągnął sznur od jego ramionami i przywiązał
go do znajdującej się na wysokości mniej więcej metra nad ziemią
drewnianej belki. Pozycja była strasznie niewygodna, Nino nie mógł się
ani wyprostować, bo jego ruchy ograniczała belka, ale opaść na ziemię,
bo wykręcone ręce protestowały bólem.
Serce chłopaka przeniknął strach :”Czy tak teraz będzie wyglądało moje życie?”
Mrok jakby czytając w jego myślach zapytał:
- Podoba ci się? – i nie czekając na odpowiedź wyszedł zamykając drzwi i zostawiając go w całkowitych ciemnościach.
***
„Zwariowałeś?”
„Milcz!”
„Czyś ty oszalał, co ty wyprawiasz! To jest chore! To jest złe! To jest okrutne!”
„Tak? Przecież chciałeś, bym go zabił?!”
„To nie tak, zabić, by chronić swe życie to coś innego! Ty się nad nim znęcasz!!! To jest chore!!!”
„I kurwa, dobrze!!! Zamknij już ten swój cholerny pysk!!! Spierdalaj z mojego
życia!!!”
Milczenie.
…
…
„To nic nie da…”
„Mówiłem, zamknij ryja!”
„Nie wygrasz…”
„Dlaczego, do kurwy nędzy???!!!”
„Bo walczysz z własnym sercem…”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz