-
Mark nie żyje, a ten bredzi, że to dobra wiadomość – powiedział do
kogoś w pokoju. – Cień nie jest taki głupi, żeby pakować się prosto w
paszczę lwa… – po zamknięciu drzwi mruczał do siebie pod nosem. Kolejny
rozpaczliwy krzyk przeszył powietrze. Na ustach mężczyzny wykwitł
pojawił się uśmiech. – Przynajmniej Szef dobrze się ba…
Nie
zdołał dodać nic więcej, spuścił głowę i ze zdziwieniem wpatrywał się w
srebrne ostrze sztyletu , które na wylot przebiło jego ciało. Ustami
rzuciła mu się krew, nie zdołał nawet jęknąć…
Czarny
ułożył na podłodze kolejne ciało… starł krew ze sztyletu… Nie myślał o
tym, co robi – po prostu działał. Tak podpowiadał mu instynkt, tak go
wyuczono… Na zastanowienie przyjdzie czas później, gdy Nino będzie już
bezpieczny… Podszedł do drzwi i przyłożył do nich ucho. Usłyszał kroki i
szuranie przestawianego krzesła, potem zapadła cisza…
Ostrożnie
otworzył drzwi i zerknął do środka. Przy biurku, tyłem do drzwi
siedział młody mężczyzna. Mrok wsunął się do pokoju, jednym skokiem
znalazł się przy chłopaku. Błysnęła stal.
- Gdzie jest twój Szef? – szept Mroka owiał ucho chłopaka, ostrze sztyletu spoczęło na jego krtani.
Oczy chłopaka rozszerzyły się z przerażenia.
- … kooo…korytarzem… drugie drzwi… na na prawo…
Mrok skinął głową.
- Wybacz… – szepnął.
- Nie… zabijaj mnie… – zdążył poprosić chłopak zanim pięść Mroka nie posłała go w ciemność.
„Nie
zabiję, choć może to błąd…” pomyślał Czarny wiążąc i kneblując
nieprzytomnego. „Mam nadzieję, że opamiętasz się i zmienisz… nie chcę
odbierać ci tej szansy… Choć tobie jednemu…”
Wyszedł
na korytarz i skierował do drzwi wskazanych przez chłopaka. Chwilę
nasłuchiwał dochodzących z wewnątrz odgłosów. Po chwili zdecydowanie
otworzył drzwi i ostrożnie zajrzał do środka. W gabinecie panował ciepły
półmrok, Mrok wsunął się do wnętrza i zamknął za sobą drzwi. Oczy
Czarnego powoli przyzwyczajały się do ciemności. Rozglądał się po
pomieszczeniu, wreszcie lekkim, kocim krokiem podszedł do znajdujących
się naprzeciwko drzwi. Krzyk dobiegał właśnie zza nich. Mrożący krew w
żyłach, przerażający, przechodzący w skowyt krzyk… Mrok zacisnął pięści,
tylko dzięki wpojonym mu zasadom i niezwykłemu
natężeniu woli udało mu się narzucić sobie spokój. Wiedział jednak, że
wystarczy niewielka iskra, by stracił nad sobą panowanie… Tak, za tymi
drzwiami był Nino i cierpiał…
Położył
dłoń na klamce i delikatnie nacisnął. Drzwi otworzyły się bez
najmniejszego dźwięku. Wolno otwierał je zaglądając prze powstałą
szparę. Także w tym pomieszczeniu panował przytłumiony półcień, nikt nie
zwrócił uwagi na otwierające się drzwi. Krzyk załamał się i przeszedł w
szloch…
Pierwszą rzeczą jaka zobaczył było stojące na wprost drzwi łóżko. A na nim… Nie wytrzymał, to, co zobaczył sprawiło, że puściły wszelkie hamulce, które utrzymywały w nim
jeszcze człowieczeństwo, bestia wyrwała się na wolność… Poczuł jej
pogardę, poczuł jej nienawiść… Nienawiść tak wielką, że po raz pierwszy
odkąd wkroczył na drogę, którą szedł przez życie przestał nad sobą
panować, nie myślał już, nie kalkulował na zimno… Było mu wszystko jedno
czy ktoś go usłyszy, czy nie… Chciał jednego, żeby ten facet, który
zabrał mu przyjaciela cierpiał, cierpiał tak, jak cierpiał Nino,
cierpiał nawet bardziej, tysiąckrotnie bardziej…
Poderwał
się i jednym skokiem znalazł obok łóżka, chwycił za rękę odwracającego
się w jego stronę mężczyznę z wyrazem zdziwienia na twarzy. Wykręcił ją
jednym ruchem sprawiając, że wyskoczyła ze stawu. Kolejny krzyk rozdarł
powietrze, ale tym razem był to krzyk kata, krzyk bólu i zaskoczenia.
Mrok nie zwrócił na to najmniejszej uwagi, był jak w
transie. Potężnym kopnięciem złamał swemu przeciwnikowi kość udową, a
gdy ten z krzykiem upadł na ziemię, chwycił go za głowę i uderzył nią o
swoje kolano. Rozległ się nieprzyjemny chrzest, kość nosowa została
połamana, a twarz mężczyzny zalała się krwią. Krzyk urwał się nagle…
Ciało Jones’a osunęło się bezwładnie, jakby było szmaciana lalką,
wypchaną trocinami. Mrokowi jednak wciąż było mało. Bestia łaknęła krwi…
Kilkakrotnie kopnął leżącego mężczyznę, łamiąc mu kilka żeber. Potem
stanął nad nim sycąc się widokiem sponiewieranego wroga. Nie czuł żalu,
nie czuł wyrzutów sumienia, tylko zadowolenie i złość…
W
ciszy, która zapadła słychać było tylko brzęczenie wibratora szyderczo
sterczącego spomiędzy zakrwawionych pośladków Nino. Chłopak zamarł w
przerażeniu, strach wyzierał z jego udręczonych oczu, nie wiedział, co
się stało… Wszystko zdarzyło się tak szybko, nie poznał napastnika,
który tak brutalnie rozprawił się z jego katem. Nie wiedział, co teraz
stanie się z nim…
Mrok spojrzał na niego i rzucił się w stronę łóżka, zdejmując zasłaniającą mu twarz maskę.
- El Niño… – powiedział cichutko.
-
Mrok!… – szepnął Nino, rozpoznając teraz swego wybawcę. – … ja…
wiedziałem, że… – nie udało mu się dokończyć, reszta zdania utonęła w
gorzkim szlochu.
W
oczach Mroka rozbłysnął ból, tak delikatnie, jak to tylko było możliwe
wyłączył wibrator i wyjął go z ciała Nino. Rozwiązał jego ręce i czule
przytulił jego skatowane ciało.
-
Wszystko będzie dobrze – zapewnił, Przez chwilę siedzieli przytuleni do
siebie, a Mrok łagodnie kołysał drżące ciało przyjaciela. Łkanie
chłopaka powoli zamierało, z trudem uspokajał się, wreszcie podniósł
głowę. W oczach błyszczały łzy, a głos brzmiał niepewnie:
- Zabierzesz mnie stąd?
Mrok tylko skinął głową.
- I… nie zostawisz mnie?
W oczach Czarnego zabłysnął smutek.
- Musimy się stąd wydostać… – zmienił temat, nie odpowiadając na pytanie. – Dasz radę iść?
Nino
milczał… Nie chciał, nie mógł myśleć teraz o tym, dlaczego Mrok nie
odpowiedział… Chciał stąd odejść, teraz, już, natychmiast! Zaciskając z
bólu zęby zsunął stopy na podłogę, wspierając się na ramieniu Mroka,
wstał. Zachwiał się, ale utrzymał na nogach.
- Chyba… dam radę – powiedział. – Ale… wolno…
Czarny
skinął głową, wziął leżącą na krześle marynarkę i okrył nią nagiego
chłopaka, następnie zarzucił sobie na szyje jego ramie i mocno chwycił w
pasie. Wspierając Nino powoli postawił pierwszy krok w kierunku wyjścia.
- Oprzyj się na mnie – powiedział.
Powoli
i mozolnie ruszyli przed siebie. Mrok podtrzymywał, a właściwie prawie
niósł chwiejącego się na nogach przyjaciela. Widać było, że każdy krok
sprawia Nino nieznośny ból, ale chcąc jak najszybciej wydostać się ze
swego więzienia, z determinacją parł naprzód. Trochę zdziwił go fakt, że
nikt ich nie zatrzymuje, ale nie przywiązywał do tego zbyt wielkiej
wagi. Cieszył się, że tak jest i chciał jak najszybciej znaleźć się
daleko od tego miejsca. Na zastanowienie przyjdzie czas później, dużo
później…
Gdy znaleźli się przy drzwiach wyjściowych Mrok pomógł mu oprzeć się o kamienną balustradę.
- Poczekaj tu na mnie – powiedział i zanim chłopak zdążył zaprotestować zniknął w ciemności.
Nie
było go dłuższą chwilę i Nino ponownie zaczął się bać. „Mrok… gdzie
jesteś…” spazmatycznie łapał powietrze i usiłował zapanować nad
wzrastającą paniką. Szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w ciemną
przestrzeń przed i za sobą…
Mrok
pojawił się znikąd, a raczej ze strony przeciwnej do tej, w którą
odszedł. Prowadził swój czarny motor, na którego widok Nino uśmiechnął
się. „Zawiózł mnie na wygnanie – pomyślał – a teraz zawiezie mnie do
domu.”
Tymczasem
Czarny postawił pojazd i pomógł chłopakowi usadowić się względnie
wygodnie, a raczej na tyle, na ile pozwalały jego obrażenia, na swoich
kolanach. Nino z westchnieniem złożył głowę na ramieniu swego wybawcy.
Odwrócił się i spojrzał mu prosto w twarz. Przez chwile mierzyli się
spojrzeniem. W pewnym momencie Mrok, jakby z wahaniem, pochylił się,
jego wargi musnęły usta Nino, krótką
chwilę pieścił je swym oddechem i dotykiem… Oczy umęczonego chłopaka
rozszerzyły się ze zdumienia… „On… mnie lubi…” – przemknęło mu przez
myśl. Całe zdarzenie trwało krótko, zaledwie kilka, może kilkanaście
sekund, potem Czarny wyprostował się i zapalił silnik. Ruszyli w drogę
do domu. Nino jednak długo jeszcze nie mógł dojść do siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz