wtorek, 23 stycznia 2018

Mrok R13

W ciszy korytarza rozległ się rozdzierający krzyk. Mrok uniósł głowę starając się zlokalizować kierunek, z jakiego napłynął. Serce mu krwawiło, gdyż wiedział, że ten krzyk nieludzkiego cierpienia  wyrwał się z gardła Nino. Zacisnął zęby, mięśnie żuchwy zagrały pod czarną maską kryjącą jego twarz, chciał natychmiast biec, ratować, ale wiedział, że musi być ostrożny. Emocje nie były tu wskazane, były niebezpieczne. Od tego, czy utrzyma je na wodzy zależało powodzenie jego akcji, od tego uzależnione było życie ich obojga… Delikatnie, by nie spowodować zbędnego hałasu, ułożył na ziemi ciało ochroniarza ze skręconym karkiem. Bezszelestnie ruszył w głąb korytarza. Nagle rozległy się kroki i ktoś otworzył drzwi, Mrok błyskawicznie skoczył i stanął tuż za nimi. Mężczyzna w ciemnym garniturze wyszedł z pokoju, nie dostrzegł zaczajonego napastnika.
            - Mark nie żyje, a ten bredzi, że to dobra wiadomość – powiedział do kogoś w pokoju. – Cień nie jest taki głupi, żeby pakować się prosto w paszczę lwa… – po zamknięciu drzwi mruczał do siebie pod nosem. Kolejny rozpaczliwy krzyk przeszył powietrze. Na ustach mężczyzny wykwitł pojawił się uśmiech. – Przynajmniej Szef dobrze się ba…
            Nie zdołał dodać nic więcej, spuścił głowę i ze zdziwieniem wpatrywał się w srebrne ostrze sztyletu , które na wylot przebiło jego ciało. Ustami rzuciła mu się krew, nie zdołał nawet jęknąć…
            Czarny ułożył na podłodze kolejne ciało… starł krew ze sztyletu… Nie myślał o tym, co robi – po prostu działał. Tak podpowiadał mu instynkt, tak go wyuczono… Na zastanowienie przyjdzie czas później, gdy Nino będzie już bezpieczny… Podszedł do drzwi i przyłożył do nich ucho. Usłyszał kroki i szuranie przestawianego krzesła, potem zapadła cisza…
Ostrożnie otworzył drzwi i zerknął do środka. Przy biurku, tyłem do drzwi siedział młody mężczyzna. Mrok wsunął się do pokoju, jednym skokiem znalazł się przy chłopaku. Błysnęła stal.
            - Gdzie jest twój Szef? – szept Mroka owiał ucho chłopaka, ostrze sztyletu spoczęło na jego krtani.
            Oczy chłopaka rozszerzyły się z przerażenia.
-         … kooo…korytarzem… drugie drzwi… na  na prawo…
Mrok skinął głową.
-         Wybacz… – szepnął.
- Nie… zabijaj mnie… – zdążył poprosić chłopak zanim pięść Mroka nie posłała go w ciemność.
„Nie zabiję, choć może to błąd…” pomyślał Czarny wiążąc i kneblując nieprzytomnego. „Mam nadzieję, że opamiętasz się i zmienisz… nie chcę odbierać ci tej szansy… Choć tobie jednemu…”
Wyszedł na korytarz i skierował do drzwi wskazanych przez chłopaka. Chwilę nasłuchiwał dochodzących z wewnątrz odgłosów. Po chwili zdecydowanie otworzył drzwi i ostrożnie zajrzał do środka. W gabinecie panował ciepły półmrok, Mrok wsunął się do wnętrza i zamknął za sobą drzwi. Oczy Czarnego powoli przyzwyczajały się do ciemności. Rozglądał się po pomieszczeniu, wreszcie lekkim, kocim krokiem podszedł do znajdujących się naprzeciwko drzwi. Krzyk dobiegał właśnie zza nich. Mrożący krew w żyłach, przerażający, przechodzący w skowyt krzyk… Mrok zacisnął pięści, tylko dzięki wpojonym mu zasadom i  niezwykłemu natężeniu woli udało mu się narzucić sobie spokój. Wiedział jednak, że wystarczy niewielka iskra, by stracił nad sobą panowanie… Tak, za tymi drzwiami był Nino i cierpiał…
Położył dłoń na klamce i delikatnie nacisnął. Drzwi otworzyły się bez najmniejszego dźwięku. Wolno otwierał je zaglądając prze powstałą szparę. Także w tym pomieszczeniu panował przytłumiony półcień, nikt nie zwrócił uwagi na otwierające się drzwi. Krzyk załamał się i przeszedł w szloch…
Pierwszą rzeczą jaka zobaczył było stojące na wprost drzwi łóżko. A na nim… Nie wytrzymał, to, co zobaczył sprawiło, że puściły  wszelkie hamulce, które utrzymywały w  nim jeszcze człowieczeństwo, bestia wyrwała się na wolność… Poczuł jej pogardę, poczuł jej nienawiść… Nienawiść tak wielką, że po raz pierwszy odkąd wkroczył na drogę, którą szedł przez życie przestał nad sobą panować, nie myślał już, nie kalkulował na zimno… Było mu wszystko jedno czy ktoś go usłyszy, czy nie… Chciał jednego, żeby ten facet, który zabrał mu przyjaciela cierpiał, cierpiał tak, jak cierpiał Nino, cierpiał nawet bardziej, tysiąckrotnie bardziej…
Poderwał się i jednym skokiem znalazł obok łóżka, chwycił za rękę odwracającego się w jego stronę mężczyznę z wyrazem zdziwienia na twarzy. Wykręcił ją jednym ruchem sprawiając, że wyskoczyła ze stawu. Kolejny krzyk rozdarł powietrze, ale tym razem był to krzyk kata, krzyk bólu i zaskoczenia. Mrok nie zwrócił na to najmniejszej uwagi, był jak  w transie. Potężnym kopnięciem złamał swemu przeciwnikowi kość udową, a gdy ten z krzykiem upadł na ziemię, chwycił go za głowę i uderzył nią o swoje kolano. Rozległ się nieprzyjemny chrzest, kość nosowa została połamana, a twarz mężczyzny zalała się krwią. Krzyk urwał się nagle… Ciało Jones’a osunęło się bezwładnie, jakby było szmaciana lalką, wypchaną trocinami. Mrokowi jednak wciąż było mało. Bestia łaknęła krwi… Kilkakrotnie kopnął leżącego mężczyznę, łamiąc mu kilka żeber. Potem stanął nad nim sycąc się widokiem sponiewieranego wroga. Nie czuł żalu, nie czuł wyrzutów sumienia, tylko zadowolenie i złość…
W ciszy, która zapadła słychać było tylko brzęczenie wibratora szyderczo sterczącego spomiędzy zakrwawionych pośladków Nino. Chłopak zamarł w przerażeniu, strach wyzierał z jego udręczonych oczu, nie wiedział, co się stało… Wszystko zdarzyło się tak szybko, nie poznał napastnika, który tak brutalnie rozprawił się z jego katem. Nie wiedział, co teraz stanie się  z nim…
Mrok spojrzał na niego i rzucił się w stronę łóżka, zdejmując zasłaniającą mu twarz maskę.
- El Niño… – powiedział cichutko.
- Mrok!… – szepnął Nino, rozpoznając teraz swego wybawcę. – … ja… wiedziałem, że… – nie udało mu się dokończyć, reszta zdania utonęła w gorzkim szlochu.
W oczach Mroka rozbłysnął ból, tak delikatnie, jak to tylko było możliwe wyłączył wibrator i wyjął go z ciała Nino. Rozwiązał jego ręce i czule przytulił jego skatowane ciało.
- Wszystko będzie dobrze – zapewnił, Przez chwilę siedzieli przytuleni do siebie, a Mrok łagodnie kołysał drżące ciało przyjaciela. Łkanie chłopaka powoli zamierało, z trudem uspokajał się, wreszcie podniósł głowę. W oczach błyszczały łzy, a głos brzmiał niepewnie:
- Zabierzesz mnie stąd?
Mrok tylko skinął głową.
- I… nie zostawisz mnie?
W oczach Czarnego zabłysnął smutek.
- Musimy się stąd wydostać… – zmienił temat, nie odpowiadając na pytanie. – Dasz radę iść?
Nino milczał… Nie chciał, nie mógł myśleć teraz o tym, dlaczego Mrok nie odpowiedział… Chciał stąd odejść, teraz, już, natychmiast! Zaciskając z bólu zęby zsunął stopy na podłogę, wspierając się na ramieniu Mroka, wstał. Zachwiał się, ale utrzymał na nogach.
- Chyba… dam radę – powiedział. – Ale… wolno…
Czarny skinął głową, wziął leżącą na krześle marynarkę i okrył nią nagiego chłopaka, następnie zarzucił sobie na szyje jego ramie i mocno chwycił w pasie. Wspierając Nino powoli postawił  pierwszy krok w kierunku wyjścia.
- Oprzyj się na mnie – powiedział.
Powoli i mozolnie ruszyli przed siebie. Mrok podtrzymywał, a właściwie prawie niósł chwiejącego się na nogach przyjaciela. Widać było, że każdy krok sprawia Nino nieznośny ból, ale chcąc jak najszybciej wydostać się ze swego więzienia, z determinacją parł naprzód. Trochę zdziwił go fakt, że nikt ich nie zatrzymuje, ale nie przywiązywał do tego zbyt wielkiej wagi. Cieszył się, że tak jest i chciał jak najszybciej znaleźć się daleko od tego miejsca. Na zastanowienie przyjdzie czas później, dużo później…
Gdy znaleźli się przy drzwiach wyjściowych Mrok pomógł mu oprzeć się o kamienną balustradę.
- Poczekaj tu na mnie – powiedział i zanim chłopak zdążył zaprotestować zniknął w ciemności.
Nie było go dłuższą chwilę i Nino ponownie zaczął się bać. „Mrok… gdzie jesteś…” spazmatycznie łapał powietrze i usiłował zapanować nad wzrastającą paniką. Szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w ciemną przestrzeń przed i za sobą…
Mrok pojawił się znikąd, a raczej ze strony przeciwnej do tej, w którą odszedł. Prowadził swój czarny motor, na którego widok Nino uśmiechnął się. „Zawiózł mnie na wygnanie – pomyślał – a teraz zawiezie mnie do domu.”
Tymczasem Czarny postawił pojazd i pomógł chłopakowi usadowić się względnie wygodnie, a raczej na tyle, na ile pozwalały jego obrażenia, na swoich kolanach. Nino z westchnieniem złożył głowę na ramieniu swego wybawcy. Odwrócił się i spojrzał mu prosto w twarz. Przez chwile mierzyli się spojrzeniem. W pewnym momencie Mrok, jakby z wahaniem, pochylił się, jego wargi musnęły usta Nino,  krótką chwilę pieścił je swym oddechem i dotykiem… Oczy umęczonego chłopaka rozszerzyły się ze zdumienia… „On… mnie lubi…” – przemknęło mu przez myśl. Całe zdarzenie trwało krótko, zaledwie kilka, może kilkanaście sekund, potem Czarny wyprostował się i zapalił silnik. Ruszyli w drogę do domu. Nino jednak długo jeszcze nie mógł dojść do siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz