Rano, gdy Mrok wszedł do pokoju ze śniadaniem Nino udawał, że śpi. Czarny postawił tacę na stoliku, a sam podszedł do łóżka.
- Wiem, że nie śpisz… – powiedział.
Chłopak otworzył oczy i odwrócił głowę.
Mrok stał blisko niego, wpatrując się natarczywie w jego twarz
- Jak się czujesz? – zapytał, a w jego głosie wyraźnie słychać było troskę. – Coś cię boli? Czegoś potrzebujesz?
- Czuję się dużo lepiej…- zgaszonym głosem odparł Nino, jakby recytował wyuczoną lekcję.
Mrok
uniósł rękę i potarł nią czoło. Widać było, że toczy jakąś wewnętrzną
walkę. Westchnął ciężko, przysunął fotel do łóżka i usiadł na nim.
-
El Niño… – zaczął. – … tak nie można… to wszystko nie tak… – zamilkł,
ale za chwilę zaczął ponownie. – Posłuchaj. Zapomnijmy o naszej
wczorajszej rozmowie, dobrze? Zacznijmy jeszcze raz… Widzisz, nie mogę
Ci niczego obiecać, ale nie jest prawdą, że się tobą bawię. Chcę, żebyś…
Wiem, że jestem może okrutny i raczej nie ma co liczyć na przejawy
współczucia z mojej strony. Taki po prostu jestem… – zamilkł, jakby
powiedział za dużo. Nigdy do tej pory nie mówił o sobie, więc nie było
to takie proste.
Nino jednak zrozumiał, ile kosztowały go te słowa. Podniósł głowę i ujrzał zmęczoną twarz i zapadnięte oczy.
- Czy ty w ogóle spałaś?… – zapytał
- Musiałem sobie przemyśleć kilka spraw…
Nino przygryzł wargę, chciał uwierzyć Mrokowi, ale nie do końca umiał. To nadal bolało… Zamiast tego zapytał:
- I jaką podjąłeś decyzję? Co będzie ze mną?
Mrok zwlekał z odpowiedzią.
-
Najpierw, i to jest w tej chwili najważniejsze, musisz dojąć do siebie.
A potem…cóż, nadal twierdzę, że pozostanie ze mną nie jest dobrym
pomysłem. Potrzebujesz stabilizacji w swoim życiu, ja ci jej na pewno
nie zapewnię. Najlepiej byłoby dla ciebie, gdybyś przeprowadził się
gdzieś daleko stąd, w końcu nic cię tu nie trzyma. Pomógłbym ci się tam
urządzić… Mógłbyś zacząć nowe życie…
- Chcę zostać z tobą. – głos Nino nie pozostawiał wątpliwości, że mówi poważnie.
- Dlaczego? Daj mi choć jeden powód?
-
Bo chcę zrozumieć, dlaczego mnie uratowałeś, a ty nie potrafisz mi tego
wyjaśnić. – Chłopak postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Po raz
pierwszy od dawna postanowił walczyć o coś, co jest dla niego ważne.
Słowa Czarnego po raz kolejny podsyciły nadzieję w jego sercu. Tak, może
za chwilę znowu go zrani, zada cios, po którym trudno będzie się
podnieść, ale teraz był zdecydowany. Odrzucił wstyd i zażenowanie.
Kiedyś obiecał sobie, że nikt nigdy nie będzie mu mówił jak żyć, chciał
decydować sam o sobie i swoim życiu. – Jeżeli popełniam błąd, trudno, po
prostu pozwól mi na to. Nie mów mi, co jest dla mnie najlepsze, nic o
tym nie wiesz. Tak, wiem, że potrafisz ranić, ale chcę zaryzykować.
Dlaczego? Nie wiem, może dlatego, że przy tobie znowu poczułem, że
jestem człowiekiem… przez chwilę… I to było dobre uczucie… chcę poczuć
je jeszcze raz. Dlatego zostanę z Tobą! – rzucił patrząc zaczepnie na
spokojną twarz Mroka.
Czarny
westchnął. Zauważył ogień w oczach Nino, ten błysk uporu i przekory. Z
jednej strony ucieszyło go to, widać było, że powoli chłopak zaczyna
odzyskiwać wiarę we własne siły, że cierpienie nie złamało go. Z ofiary
stawał się znowu młodym, pełnym życia mężczyzną, który nie patrzy
wstecz, lecz w przyszłość. Walczył ze złymi doświadczeniami i zwyciężał.
Mrok zdawał sobie sprawę, że musi działać teraz ostrożnie, żeby nie
zniszczyć tego świeżo odkrytego poczucia własnej wartości. To nie będzie
proste…, co więcej to będzie cholernie trudne…
Popołudnie
było szare i ponure. Niebo zachmurzyło się i zaczął padać drobny
dokuczliwy deszcz. Mrok nie umiał sobie znaleźć miejsca w domu. Rozmowa z
Nino nie dawała mu spokoju. Miotał się pomiędzy skrajnościami, nie
umiał już oszukiwać samego siebie – przywiązał się do chłopaka, a to
było złe. Tego nie wolno mu było zrobić. Widział, że Nino też coś do
niego czuje. Starał się więc znaleźć sposób, by zniechęcić chłopaka do
siebie, bez ranienia go. Czuł, jak emocje rozsadzają mu głowę. Nie
wytrzymał – potrzebował pracy fizycznej. Wyszedł na dwór, zabierając ze
sobą siekierę. Nie zważając na deszcz postanowił narąbać drew do
kominka, może to pozwoli mu oczyścić umysł…
Nino
usłyszał dobiegający zza okna hałas, uniósł się na łokciach i wyjrzał.
Mrok spokojnymi, równomiernymi ruchami wznosił w górę siekierę i mocno
uderzał w kolejne kloce drewna. Deszcz przemoczył go już całkowicie,
czarna koszula oblepiała jego szczupłą sylwetkę, ukazując jednocześnie
grę silnych mięśni. W pewnym momencie przerwał pracę, wbił siekierę w
pień i dłonią otarł twarz z potu i deszczu. Drugą ręką zaczął masować
sobie kark. Potem poprawił włosy, które wymknęły się z kucyka podczas
wysiłku. Zdjął koszulę…
Nino
otworzył usta w niemym krzyku, szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w
Czarnego, a właściwie w jego plecy. Tam, gdzie nie zakrywały ich długie
włosy widać było grube, podłużne blizny. Jedna na drugiej… jedna obok
drugiej… Chłopak odruchowo sięgnął dłonią na swoje plecy. Tak, pod
warstwą bandaża wyczuwał wyraźnie zgrubienie… Wydawało mu się, że
cierpiał, bardzo, bardziej, niż człowiek może znieść… co w takim razie
spotkało Mroka…? On ma na plecach zaledwie kilka, w tej chwili jeszcze
nie zagojonych ran… Czarnego ktoś musiał chłostać wiele, wiele razy ,
dzień po dniu, tydzień po tygodniu… Musiało to trwać dłuższy czas, bo
blizny zachodziły jedna na drugą, tak jakby jedne zdołały się wygoić,
gdy zadawano kolejne…
Poczuł,
jak za gardło chwyta go płacz, opadł na poduszki. Nie umiał pojąć
takiego okrucieństwa. Wydawało mu się, że to jego doświadczyło życie, że
to on cierpiał, ale prawdopodobnie wszystko to było niczym wobec tego,
co przeżył Mrok… Leżał wpatrując się w sufit, ale przed oczami cały czas
miał obraz pociętych bliznami pleców przyjaciela… „Przecież te blizny
są stare? – uświadomił sobie w pewnej chwili. – Mrok musiał być
dzieckiem, gdy mu zadano te rany! Kto mógł być aż takim barbarzyńcą?!
Kto jest wstanie tak skatować dziecko?!” na samą myśl, że może istnieć
ktoś taki, poczuł przerażenie. Tymczasem na dworze odezwał się znowu
stukot siekiery.
W
nocy obudził go ból. Grymas wykrzywił Nino twarz, jednak po chwili
przerodził się on w uśmiech. „Jestem w domu… z Mrokiem” – pomyślał.
Odwrócił głowę. Tak jak się spodziewał Czarny siedział na fotelu. Spał,
ale to nie był spokojny sen. Mrok miał zaciśnięte w pieści dłonie, a
twarz wykrzywioną strachem, czy też rozpaczą, rzucał głową na boki. Nino
przypomniał sobie o bliznach na jego plecach… Patrzył na niego ze
smutkiem, zastanawiał się, jak może mu pomóc. Krzywiąc się z bólu
dźwignął się z łóżka. Nie chciał i nie mógł pozwolić mu tak cierpieć.
Podszedł do niego. Jedną rękę oparł na poręczy fotela, a drugą
delikatnie pogładził twarz Czarnego…
- Mrok… – szepnął.
Oczy
chłopaka otwarły się gwałtownie, dłoń wystrzeliła w górę chwytając Nino
za gardło. Chłopak zaczął się dusić. Nie trwało to jednak długo, Mrok
rozluźnił uścisk i objął go, przyciągając do siebie. Posadził na swoich
kolanach. Jedną ręka objął go w pasie, a drugą wplótł w jego włosy.
Stanowczym ruchem przyciągnął jego twarz do swojej. Przez chwilę pieścił
wargi Nino samym tylko oddechem, by za chwilę zawładnąć nimi z
zapamiętaniem. Czas przestał mieć znaczenie. Liczył się tylko ten dotyk –
namiętne usta, które zaborczo pieściły wargi chłopaka. Wkrótce dołączył
do nich język, który obrysowywał ich kształt, a potem natarczywie wdarł
się do środka zmuszając Nino do pogłębienia pocałunku. Objął we
władanie wnętrze ust chłopaka nie dając mu możliwości odwrotu,
obezwładniając pieszczotą. Jego przyjaciel na początku wystraszył się i
spiął, teraz jednak nie umiał pozostawać obojętnym… Jego język wyszedł
na spotkanie językowi Mroka rozpoczynając zmysłowy taniec, w którym
czułość mieszała się z dominacją, a rozkosz ze smutkiem. W tym samym
czasie dłoń Mroka wśliznęła się pod koszulkę Nino, gładząc bandaże na
jego plecach, palce prześlizgnęły się niepostrzeżenie na nagą skórę
ramion. Ich dotyk sprawił, że przez ciało chłopaka przebiegł
elektryzujący dreszcz. Wygiął się przylegając swym torsem do klatki
piersiowej Mroka i zarzucając mu ręce na ramiona. Dłoń Czarnego
rozpoczęła wędrówkę w dół pleców obejmując we władanie rejon poniżej
bandaży, by stanowczo sunąć dalej i dotrzeć wreszcie do pośladków Nino.
Dłoń zacisnęło się lekko na jednym z nich. Chłopak nie zdołał
powstrzymać rozkosznego jęku, któremu jednak nie było dane wydostać się
na zewnątrz pochłonięty został przez zaborcze usta Mroka. Tymczasem
druga dłoń Czarnego cały czas pieściła głowę przyjaciela, od czasu do
czasu przesuwając się na kark i kreśląc na wrażliwej skórze małe
kółeczka…
Mrok odsunął lekko głowę, nabrzmiałymi ustami przesunął po delikatnym policzku chłopaka, by dotrzeć do wrażliwego ucha…
- El Niño… – szepnął, sprawiając, ze przez ciało chłopaka po raz kolejny przebiegł dreszcz.
Nino
przesunął się nieco dając swym dłoniom dostęp do koszuli Mroka,
niecierpliwe palce niezgrabnie walczyły z guzikami. Wreszcie nie chcąc
dłużej czekać szarpnął rozrywając ją… Tymczasem Czarny wstał unosząc
chłopaka i niosąc w stronę łóżka. Położył go, ich twarze znalazły się
naprzeciwko siebie…
Nino
spojrzał w oczy Mroka… jego wzrok był nieobecny, nieprzytomny… Mrok…
spał? Spał z otwartymi oczami. Odprężony i spokojny, ciepły i otwarty,
ale spał…
Nino
zdał sobie sprawę, że Czarny nie jest świadomy swych czynów. Nie
chciał, żeby doszło do czegoś pomiędzy nimi w taki sposób, chciał, żeby
Mrok wiedział co robi…
- Mrok…- szepnął.- Idź spać, proszę…
Czarny posłusznie puścił go i spokojnie powrócił na fotel… zamknął oczy …
Za
to Nino nie bardzo wiedział co myśleć, o tym zdarzeniu. Z jednej strony
ucieszył go fakt, że Mrok pragnął go, czuł jego pożądanie, z drugiej…
zastanawiał się, co takiego ukrywa ten dziwny chłopak, że dręczą go tak
potworne koszmary, a czułości można się od niego doczekać tylko wtedy,
gdy nie jest świadomy swych czynów…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz