Ocknął
się w momencie zetknięcia z podłożem. Niosący go mężczyzna cisnął go na
ziemię. Oszołomiony chłopak półprzytomnie rozglądał się dookoła. Nie
poznawał tego miejsca, podejrzewał jednak, że muszą być gdzieś na
peryferiach miasta. To właśnie tam znajdowało się najwięcej opuszczonych
i zrujnowanych budynków. Znajdowali się właśnie na podwórzy jednej z
takich starych kamienic.
„Nie
jest dobrze” pomyślał widząc, jak jego napastnicy rozdzielają pomiędzy
siebie butelki taniego alkoholu. Rozglądał się dookoła w poszukiwaniu
możliwości ucieczki.
Jeden
z mężczyzn podszedł do niego, uniósł do ust butelkę i pociągnął spory
łyk. Nino obserwował go spod wpółprzymkniętych powiek, czuł narastający
strach. „Nie znam ich” pomyślał. „Chodzi im o mnie, czy miałem pecha i
znalazłem się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze?” zastanawiał
się. Wtem mężczyzna bez ostrzeżenie kopnął leżącego chłopaka. Ten zwinął
się z bólu i zaniósł kaszlem.
-
Teraz się zabawimy, laleczko! – powiedział odrzucając opróżnioną
butelkę. Chwycił Nino za ramiona i zdarł z niego koszulę. Chłopak
próbował się bronić, lecz nie miał tyle sił, tym bardziej, że pozostali
mężczyźni dołączyli do swego towarzysza. Na ciało chłopaka posypał się
grad ciosów. Szarpali nim, bili i kopali. Reszta ubrania chłopaka szybko
podzieliła los koszuli. Uniesionymi ramionami Nino starła się osłonić
głowę, skulił się przy ścianie budynku. Nie dane mu było jednak zaznać
chwili wytchnienia.
-
Bierzcie go! – rzucił mężczyzna, który wydawał się był przywódcą. Jego
towarzysze chwycili chłopaka, zmusili by stanął pochylony na szeroko
rozstawionych nogach. Nino wiedział co go czeka i świadomość ta
sprawiała, że czuł się jeszcze bardziej parszywie. Chwilę później poczuł
na swoim ciele ręce mężczyzny i wciskający się w niego swój członek.
Jęknął, a zdradzieckie łzy potoczyły się po jego policzkach. Drugi z
mężczyzn rozpinał już swoje spodnie i za chwilę wpakował swego penisa w
usta chłopaka. Nino zakrztusił się, jednak nie mógł nic zrobić. Miał
związane na plecach ręce, był bezsilny…
Zgwałcili
go po kolei, upokarzali na wszelkie możliwe sposoby, pluli i oddawali
na niego mocz. Jego ciało musiało przyjąć liczne ciosy i kopniaki tylko
po to, by po chwili znowu mogło zostać wykorzystane. Pojedynczo, w
dwóch, w trzech…
-
Krzycz, kurwo, chcę słyszeć, jak krzyczysz! – wysyczał mu prosto w
twarz mężczyzna, jego oddech cuchnął wódą, jednocześnie po raz kolejny
wbijając się w chłopaka.
- …błagam… – cichy szept wydobył się spomiędzy zakrwawionych warg Nino. – …aaaaaaaaaaaaaa….. – Kolejny krzyk rozdarł ciszę.
To
była najdłuższa noc w życiu Nino, pełna bólu, rozpaczy i beznadziei.
Najgorsza była świadomość, że po niej nie będzie już nic… taki będzie
jego koniec, że nie ujrzy już poranka, że jego plany, marzenia nigdy się
nie spełnią. I że nikt po nim nie zapłacze… To było najgorsze, gorsze
niż ból, strach i upokorzenie… Zwinął się w kłębek, chroniąc ramionami
głowę. „Nie chcę tak umierać, nie chcę” ta myśl tłukła się mu po głowie,
powtarzał ją jak mantrę pomiędzy jednym kopniakiem a drugim.
Jednocześnie błagał, by to wszystko już się skończyło.
W pewnym momencie jeden z napastników zawył z bólu, zaprzestał kopania chłopaka i odwrócił w stronę bramy.
-
Co jest, kurwa! – zapytał go przywódca i sam spojrzał w kierunku bramy.
Rozległ się przenikliwy świst i mężczyzna złapał się za policzek, a
spomiędzy palców ciekła mu krew. Widząc to także pozostali napastnicy
zaprzestali znęcania się nad leżącym chłopakiem i całą uwagę skierowali
ku nieznanemu zagrożeniu. Wykorzystując przerwę w torturach Nino uchylił
zapuchnięte powieki. W bramie, naprzeciwko czterech bandziorów stała
ciemna postać w długim płaszczu, w jej ręku tkwił pejcz, który chwilę
przedtem rozorał policzek jednego z mężczyzn. „Uciekaj, nie masz żadnych
szans” przemknęło przez głowę Nino.
-
Brać go! – krzyknął oprych, ocierając krew z policzka. Wydawało się, że
przewaga jest po ich stronie, byli więksi, było ich czterech i byli
uzbrojeni, dwóch trzymało w rękach grube drągi, jeden zbitą butelkę po
wódce, a ich przywódca właśnie zakładał na dłonie kastety. Nie docenili
jednak przeciwnika. Pomimo niewielkiego wzrostu i drobnej postury ich
rywal po mistrzowsku posługiwał się pejczem, był zwinny i szybki. I
niebezpieczny. Walka nie trwała długo. Nie minęło więcej niż 5 minut,
gdy cała czwórka leżała nieprzytomna na ziemi. Żaden nie zdołał nawet
dotknąć przeciwnika.
Ciemna
postać zbliżyła się do leżącego w kącie Nino. Chłopak przypatrywał się
całemu zdarzeniu półprzytomnym wzrokiem. Teraz zadrżał. „Czarny… czarny
jak noc… albo śmierć” przemknęło mu przez głowę zanim stracił
przytomność.
Tymczasem
postać pochyliła się nad skatowanym chłopakiem, dłoń delikatnie
dotknęła jego policzka. Potem wyprostował się i cofnął do bramy.
Wyprowadził stamtąd czarny motor. Z kosza za siedzeniem wyciągnął duży
koc, Najdelikatniej jak tylko potrafił owinął owinął ciało Nino. Ze
sporym wysiłkiem dźwignął chłopaka, wsiadł na motor i ułożył swój
pakunek przed sobą. Kopnął starter i odjechał nie oglądając się za
siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz