wtorek, 23 stycznia 2018

Mrok R2

Ocknął się w momencie zetknięcia z podłożem. Niosący go mężczyzna cisnął go na ziemię. Oszołomiony chłopak półprzytomnie rozglądał się dookoła. Nie poznawał tego miejsca, podejrzewał jednak, że muszą być gdzieś na peryferiach miasta. To właśnie tam znajdowało się najwięcej opuszczonych i zrujnowanych budynków. Znajdowali się właśnie na podwórzy jednej z takich starych kamienic.
            „Nie jest dobrze” pomyślał widząc, jak jego napastnicy rozdzielają pomiędzy siebie butelki taniego alkoholu. Rozglądał się dookoła w poszukiwaniu możliwości ucieczki.
            Jeden z mężczyzn podszedł do niego, uniósł do ust butelkę i pociągnął spory łyk. Nino obserwował go spod wpółprzymkniętych powiek, czuł narastający strach. „Nie znam ich” pomyślał. „Chodzi im o mnie, czy miałem pecha i znalazłem się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze?” zastanawiał się. Wtem mężczyzna bez ostrzeżenie kopnął leżącego chłopaka. Ten zwinął się z bólu i zaniósł kaszlem.
            - Teraz się zabawimy, laleczko! – powiedział odrzucając opróżnioną butelkę. Chwycił Nino za ramiona i zdarł z niego koszulę. Chłopak próbował się bronić, lecz nie miał tyle sił, tym bardziej, że pozostali mężczyźni dołączyli do swego towarzysza. Na ciało chłopaka posypał się grad ciosów. Szarpali nim, bili i kopali. Reszta ubrania chłopaka szybko podzieliła los koszuli. Uniesionymi ramionami Nino starła się osłonić głowę, skulił się przy ścianie budynku. Nie dane mu było jednak zaznać chwili wytchnienia.
            - Bierzcie go! – rzucił mężczyzna, który wydawał się był przywódcą. Jego towarzysze chwycili chłopaka, zmusili by stanął pochylony na szeroko rozstawionych nogach. Nino wiedział co go czeka i świadomość ta sprawiała, że czuł się jeszcze bardziej parszywie. Chwilę później poczuł na swoim ciele ręce mężczyzny i wciskający się w niego swój członek. Jęknął, a zdradzieckie łzy potoczyły się po jego policzkach. Drugi z mężczyzn rozpinał już swoje spodnie i za chwilę wpakował swego penisa w usta chłopaka. Nino zakrztusił się, jednak nie mógł nic zrobić. Miał związane na plecach ręce, był bezsilny…
            Zgwałcili go po kolei, upokarzali na wszelkie możliwe sposoby, pluli i oddawali na niego mocz. Jego ciało musiało przyjąć liczne ciosy i kopniaki tylko po to, by po chwili znowu mogło zostać wykorzystane. Pojedynczo, w dwóch, w trzech…
            - Krzycz, kurwo, chcę słyszeć, jak krzyczysz! – wysyczał mu prosto w twarz mężczyzna, jego oddech cuchnął wódą, jednocześnie po raz kolejny wbijając się w chłopaka.
            - …błagam… – cichy szept wydobył się spomiędzy zakrwawionych warg Nino. – …aaaaaaaaaaaaaa….. – Kolejny krzyk rozdarł ciszę.
            To była najdłuższa noc w życiu Nino, pełna bólu, rozpaczy i beznadziei. Najgorsza była świadomość, że po niej nie będzie już nic… taki będzie jego koniec, że nie ujrzy już poranka, że jego plany, marzenia nigdy się nie spełnią. I że nikt po nim nie zapłacze… To było najgorsze, gorsze niż ból, strach i upokorzenie… Zwinął się w kłębek, chroniąc ramionami głowę. „Nie chcę tak umierać, nie chcę” ta myśl tłukła się mu po głowie, powtarzał ją jak mantrę pomiędzy jednym kopniakiem a drugim. Jednocześnie błagał, by to wszystko już się skończyło.
            W pewnym momencie jeden z napastników zawył z bólu, zaprzestał kopania chłopaka i odwrócił w stronę bramy.
            - Co jest, kurwa! – zapytał go przywódca i sam spojrzał w kierunku bramy. Rozległ się przenikliwy świst i mężczyzna złapał się za policzek, a spomiędzy palców ciekła mu krew. Widząc to także pozostali napastnicy zaprzestali znęcania się nad leżącym chłopakiem i całą uwagę skierowali ku nieznanemu zagrożeniu. Wykorzystując przerwę w torturach Nino uchylił zapuchnięte powieki. W bramie, naprzeciwko czterech bandziorów stała ciemna postać w długim płaszczu, w jej ręku tkwił pejcz, który chwilę przedtem rozorał policzek jednego z mężczyzn. „Uciekaj, nie masz żadnych szans” przemknęło przez głowę Nino.
- Brać go! – krzyknął oprych, ocierając krew z policzka. Wydawało się, że przewaga jest po ich stronie, byli więksi, było ich czterech i byli uzbrojeni, dwóch trzymało w rękach grube drągi, jeden zbitą butelkę po wódce, a ich przywódca właśnie zakładał na dłonie kastety. Nie docenili jednak przeciwnika. Pomimo niewielkiego wzrostu i drobnej postury ich rywal po mistrzowsku posługiwał się pejczem, był zwinny i szybki. I niebezpieczny. Walka nie trwała długo. Nie minęło więcej niż 5 minut, gdy cała czwórka leżała nieprzytomna na ziemi. Żaden nie zdołał nawet dotknąć przeciwnika.
Ciemna postać zbliżyła się do leżącego w kącie Nino. Chłopak przypatrywał się całemu zdarzeniu półprzytomnym wzrokiem. Teraz zadrżał. „Czarny… czarny jak noc… albo śmierć” przemknęło mu przez głowę zanim stracił przytomność.
Tymczasem postać pochyliła się nad skatowanym chłopakiem, dłoń delikatnie dotknęła jego policzka. Potem wyprostował się i cofnął do bramy. Wyprowadził stamtąd czarny motor. Z kosza za siedzeniem wyciągnął duży koc, Najdelikatniej jak tylko potrafił owinął owinął ciało Nino. Ze sporym wysiłkiem dźwignął chłopaka, wsiadł na motor i ułożył swój pakunek przed sobą. Kopnął starter i odjechał nie oglądając się za siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz