- Mrok… ja już nie mogę… nie daję rady… – wysapał Nino ciężko opierając się o skałę.
Idący
kilka metrów przed nim mężczyzna zatrzymał się i odwróci w jego stronę.
Nie było widać po nim najmniejszego śladu zmęczenia, tylko lekko
przyspieszony oddech poruszał miarowo jego piersią. Przez twarz
przemknął mu wyraz zniecierpliwienia.
-Dobrze – rzekł jednak po chwili. –Równie dobrze możemy zatrzymać się na chwile tutaj.
Wrócił do chłopaka i pomógł mu zdjąć plecak, co tamten przyjął z dużą ulgą. Pokręcił głową.
-Kondycji to ty nie masz za grosz – skwitował patrząc na pot płynący strużkami pojego twarzy.
Nino ciężko opadł na najbliższy kamień.
-Kondycja…,
kondycja…, nigdy nie przypuszczałem, że…będę musiał zrywać się w środku
nocy… wlec się… przez wertepy… i dźwigać ważący chyba tonę bagaż…
Twarz Mroka spoważniała i przyoblekła się chłodem.
-Marudzisz – w głosie Czarnego słychać było stal. – W plecaku masz tylko prowiant i wodę dla siebie, resztę ekwipunku niosę ja.
Podał chłopakowi kubek z parującą herbatą. Tamten skrzywił się.
-Nie chcę… ciepłe… Za to napiłbym się teraz takiego zimnego piwka… – rozmarzyłsię Nino.
-Pij!-
nie skrywana już irytacja przebijała z głosu Mroka. – To są góry. Po
nich trzeba chodzić z głową i szacunkiem do nich! Alkohol przeczy
jednemu i drugiemu. Co się z Tobą dzieje? Nagle z ulicznej kurwy masz
zamiar przeistoczyć się w luksusowa kurtyzanę? Nie chcesz herbaty, to
zbieraj dupę! Do szczytu mamy jeszcze ładny kawałek!
Jednym haustem wypił herbatę, schował kubek i ruszył przed siebie nie oglądając się na chłopaka.
Nino siedział z otwartymi ze zdumienia ustami. Słowa Mroka wstrząsnęły
nim, nie był w stanie wykrztusić ani słowa, nie mógł nawet zaprzeczyć…
Patrzył na plecy oddalającego się mężczyzny…
– Zaczekaj!!! – krzyk wydobył się z jego gardła jakby wbrew jego woli. Schwycił plecak i ruszył za nim.
Słysząc głos Nino Czarny zatrzymał się, lecz gdy usłyszał, że chłopak
jest juz tuż za nim bez słowa ruszył dalej. Nino wlókł się więc za nim i
myślał… Słowa Mroka zabolały go bardziej niż sądził, chcąc nie chcąc
zaczął zastanawiać się nad ich prawdziwością. „Czy naprawdę zrobiłem coś
złego? Co mogło urazić Mroka? Czy zmieniłem się?” Myśli przemykały mu
przez głowę, za nimi zaczęły pojawiać się obrazy… On klęczący przed
Mrokiem i całkowicie poddający się jego woli.. Mimowolnie skrzywił się
na to wspomnienie… „Może Mrok ma rację… może zatraciłem siebie… może
byłem prawdziwszy na ulicy… tam miałem marzenia, plany… a teraz…” Aż
przystanął, gdy dotarła do niego prosta prawda. „Zamieniłem się w
utrzymanka Mroka! Uzależniłem od niego… zachowuję się jakbym był jego…
kobietą!? Pozwalam się prowadzić za rękę.. jak bezwolna lalka… Jak
mogłem pomyśleć, że zachowując się tak mogę stać pełnoprawnym partnerem
Mroka?!” Przyspieszył kroku nie zwracając uwagi na protesty
nieprzyzwyczajonych do takiego wysiłku mięśni.
***
Nino zaciął zęby, postanowił sobie, ze się nie da, że się zmieni…
jeszcze raz… , że tym razem zrobi wszystko, żeby nie być ciężarem, żeby
nie być kłopotem, żeby móc sprostać życiu z Mrokiem. Z tego zrezygnować
nie chciał, nie umiał. Zdał jednak sobie sprawę, że aby dotrzymać kroku
Mrokowi musi na nowo nauczyć się tego, co dawno zapomniał, co zabrała mu
ulica i jego „profesja”, co oddał sam, pakując się w chory układ,
którego nikt od niego nie wymagał… Musiał przypomnieć sobie czym jest
wolność i godność… Dlatego szedł, na przekór obolałym mięśniom, nie
zważając na strużki potu zalewające mu oczy i moczące koszulkę.
Wspinał sie ostatkiem sił. Czuł, że drżą mu łydki, a plecak ciąży
niemiłosiernie. Szedł, krok po kroku, i kolejny, nie myślał ile drogi
jesz ze przed nim. Zaparł się, najważniejszym stało się dla niego
wykonanie kolejnego kroku, pokonanie tego najbliższego odcinka drogi.
Kolejny krok, kolejny chrapliwy oddech…, byle do przodu, byle wyżej, oby
tylko nie upaść. Dla Mroka, dla siebie…
Nagle przed oczami Nino pojawiła się dłoń, Mrok stał na wznoszącej się
nad ścieżką półce skalnej i wyciągał do niego dłoń.
– To już ostatni wysiłek – usłyszał.
Nino chwycił podaną dłoń i pozwolił wciągnąć się na skalny występ
dzielący ich od szczytu. Stanął koło Mroka i zatoczył się, nogi ugięły
sie pod nim i ciężko usiadł na ziemi.Starał się zapanować nad oddechem,
uspokoić rozszalałe serce. Czarny odszedł kawałek dalej i stał wpatrując
się w roztaczający się wokół nich widok. Odgarnął kila wilgotnych
kosmyków z twarzy… Kilka chwil później obejrzał się przez ramię na
siedzącego opodal chłopaka.Powoli podszedł do niego, zdjął z niego
plecak, dźwignął na nogi. Nino, który powoli dochodził już do siebie po
przebytym wysiłku, spojrzał na niego zdziwiony, zmarszczył brwi widząc
zdecydowanie w oczach Czarnego.
– Mrok… – zdołał tylko powiedzieć, zanim tamten nie schwycił go za
włosy i nie przyciągnął do siebie. Czarny zasłonił mu usta dłonią,
chwile patrzył mu w twarz , palce ześlizgnęły sie po spierzchniętych
wargach chłopaka. Pochylił się… pocałunek był gwałtowny i zaborczy,
odbierał oddech, miażdżył wargi…
Wreszcie Mrok oderwał się od ust Nino, ale tylko po to by odwrócić chłopaka i popchnąć go na najbliższą skałę…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz