Shina przytulał Kadajadelikatnie.
Był pewny, nie pozwoli mu już odejść. Nie po wyznaniu, iż niema na
zewnątrz nikogo bliskiego. Mały był teraz tylko jego. Pocałował go
wczubek głowy i oparł usta na jego czole wdychając zapach włosów. Dla
niego byłcudowny.
- I jak? – zapytał. – Co byśrobił, gdybyś jednak był wolny?
- Nie wiem – mruknął chłopiecmarkotnie. – Pewnie uczyłbym się dalej, potem studiował i poszedł do pracy.
Wtulił się w niego bardziej. Byłocałkiem przyjemnie. Mężczyzna przyjrzał się blondynowi z zainteresowaniem.
- Co
chciałbyś studiować? Uczyłeśsię gdzieś? Brakuje ci tego? Jeśli zechcesz,
mogę ci tu sprowadzić książki inauczycieli – pocałował go ponownie. W
tej chwili zrobiłby dla niego wszystko, zwyjątkiem oddania wolności.
Zaczynało go to cholernie niepokoić.
-
Studiowałbym filozofię. Do tejpory byłem w zwykłym liceum. Wiesz, na
razie nie mam ochoty wracać do szkoły.Jeszcze chcę się nacieszyć przerwą
od nauki. Później się zastanowię – pogłaskałdłonią jego długie, czarne,
związane teraz włosy. – Wracamy już ?
- Tak –
przygarnął do siebiechłopaka, całując go w głowę i uśmiechając się
łagodnie. – Wracamy, ale po cospieszyć się do zamku. Możemy zostać
jeszcze chwilę na dworze.
- Dobrze – odparł niebieskooki.
Miarowe
kołysanie go odprężało więcprzymknął oczy opierając się o wampira. Gdy
byli już blisko stajni, Miętówkawybiegła im na spotkanie.
- Wredny kot! – prychnął wampir.- Wynoś się!
Przyciągnął blondyna do siebie irazem z nim wjechał do budynku, zamykając kotu drzwi przed nosem
- Tak
lepiej! – zaśmiał się,słysząc drapanie pazurów o bramę. Jego chichot był
całkiem szczery. Zsiadł, apotem zdjął młodego z konia.
- Masz jakiś pomysł na spędzeniewolnego czasu, czy ja się mogę tobą zając?
- Nie.
Dlaczego nie chciałeś jejwpuścić? – obejrzał się zdziwiony na zamknięte
wejście. – Nie mam pomysłu, aleobiecałeś, że dzisiaj mnie nie tkniesz.
Szczególnie, iż mój tyłek ma już dosyćpo jeździe.
Włożył ręce do kieszeni patrzącna wampira.
- A kto
powiedział, że zamierzamcię tknąć? – spojrzał na niego oburzony. –
Tylko się pobawię, a to, że się przytym trochę… pomęczysz, to już…
skutek uboczny.
- Jesteś zboczony – jęknął młodzieniec.
Podniósł się na palcach ipocałował go szybko, nadal trzymając ręce w
kieszeniach. Skoro jego właściciel chce się pobawić, to jego sprawa.
Onsię nie będzie fatygował. Uśmiechnął się do swoich myśli.
- Tak? A kto się szczerzy, jakbyogłosili wcześniejszą gwiazdkę? – pogłaskał go czule po włosach, nieznacznie popychającw stronę stojącego nieopodal stogu świeżego siana.
– To masz ochotę na cośkonkretnego? – zamruczał. – Czy mogę zrobić, co zechcę?
- A rób co chcesz. Daję ci wolnąrękę. Jesteś w tym dobry, a ja się na tym nie znam.
Dał się popchnąć na pachnącą, świeżąkopę. Mężczyzna tylko się zaśmiał, opadając na kochanka, całując go namiętnie.
- Ty naprawdę jesteś słodki –mruknął.
Najpierw
pozbawił go koszulki,potem obróżki. Nachylił się i przytulając go mocno
do siebie, zaczął wodzićjęzykiem po jego szyi i uchu. Przygryzając je
czasami, z zachwytem obserwował reakcjechłopaka.
Kadaj
przechylił głowę na bok i przymknął oczy. Dłonią głaskałwłosy wampira,
mrucząc z rozkoszy. Nigdy sobie nie wyobrażał, że w niewoli będągo
spotykały tak przyjemne rzeczy. Cieszył się, że nie trafił do nikogo
innego.Brunet masował jego plecy, a po pewnym czasie zjechał jedną ręką
niżej,wsuwając ją do jego spodni, gładząc pośladki. Nadal całował go
namiętnie,zadowolony z całego dnia, a zwłaszcza z tego, że chłopiec nie
chciał wychodzićna zewnątrz. Zamruczał i obrócił się na sianie tak, by
młody mężczyzna leżał nanim. Ten podciągnął się odrobinę wyżej, chcąc
dosięgnąć ust wampira. Całował godelikatnie, czasami przejeżdżając
językiem po jego wargach. Poruszył sięniespokojnie czując rękę swojego
pana coraz odważniej poczynającą sobie w jegospodniach. Shina tylko się
uśmiechnął, wyjął rękę i po prostu gładził jego uda.Spojrzał mu w oczy i
zadał dość nieoczekiwane pytanie.
- Gdybym chciałspełnić twoje jedno życzenie, o co byś poprosił?
Kadaj
oparł głowę na jego klatcepiersiowej zastanawiając się chwilę. Nic mu
nie brakowało i niczego właściwienie potrzebował. Nie wiedział, o co
mógłby prosić nieśmiertelnego, więc tylkomruknął inteligentnie.
- Nie wiem.
-
Wieszgłuptasie, że mogłeś powiedzieć wolność? – Przyciągnął go do
siebie, czulecałując. – Tylko nie jestem pewien, czy bym ci ją dał.
Dlaczego o nią niepoprosiłeś?
- Bo może jawcale jej nie chcę – chłopak wtulił się w jego szyje. Było mu ciepło iprzyjemnie, a siano ładnie pachniało.
Aranye
był zdziwiony. Objął opiekuńczoniebieskookiego i obiecał sobie, że
postara się go więcej nie krzywdzić.Pogłaskał go po włosach i
przyciągnął do siebie w łagodnym pocałunku. Kadajobjął go za kark.
Gdy już
się odsunąłod wampira, spojrzał mu w oczy. Lubił ich wyraz kiedy
mężczyzna był spokojny.Były takie łagodne i nie płonął w nich ten
złowieszczy ogień. Shina leżał nasianie pomrukując co jakiś czas i z pod
na wpół przymkniętych powiek obserwowałsiedzącego mu na udach chłopca.
- Chyba
jednaknie mam ochoty na zabawę – szepnął rozbawiony. Pocałował go w
ucho chowająctwarz we włosach chłopaka. – I na twoim miejscu nie
obcinałbym ich. Dobrze ci wtakich.
- Skoro
takmówisz, to ich nie zetnę, ale mam nadzieję, że niedługo przestaną
tak sterczeć.Głupio wtedy wyglądają – przeciągnął się lekko i wtulił
jeszcze bardziej. -Cieszę się, że nic mi nie zrobisz. Tak jest dobrze.
Aranye zaśmiał się i ścisnął pośladekchłopaka.
- Na
razienic, ale, jak nie przestaniesz robić takich niewinnych minek, to
będziesz mógłporównywać łóżko ze stogiem siana – nachylił się i
pocałował go mocno. – Nawetnie wiesz, jak pociągający jesteś w tej
chwili.
- Ej! Ale obiecałeś! – Kadaj zrobił naburmuszoną minę patrząc na niego.Podniósł się trochę i poprawił ubrania. – Wracamy?
- Nie
–zaśmiał się mężczyzna, obejmując go w pasie i obracając się tak, że
teraz leżałna nim całym ciałem, przyciskając go do miękkiego siana.
Nachylił się, całującgo namiętnie i masując jego brzuch ręką.
- Na pewnoteraz nie wracamy – powiedział, delikatnie łaskocząc blondyna po żebrach i zzadowoleniem słuchając jego chichotu.
- Przestań!Nie męcz! Dlaczego nie chcesz jeszcze wracać? – Kadaj śmiał się. radośnie po raz pierwszy od dłuższego czasu.Starł łzę z policzka.
- Bo
jak pójdziemy,to nic będzie mi już stało na przeszkodzie i nie sądzę,
bym zdołał siępowstrzymać – przejechał językiem po jego szyi,
przygryzając ją wymownie.
- To już drugidzień, jak nie jadłem – wymruczał. – I mam na ciebie straszną ochotę.
Niewolnik przejechałjednoznacznie palcem po swojej szyi.
-
Możeszugryźć, jeśli jesteś głodny. Tylko się nie rozpędzaj i nie
dobieraj do moichspodni – ułożył się wygodniej i odchylił lekko głowę.
Wampir polizał miękką skórę, jednakjej nie ukąsił.
- A chciałbyś,żebym cię ugryzł? – wyszeptał zmysłowo i wstał z nim na rękach. – Chciałbyś?
- Skoro cipozwalam… A co, ty nie chcesz? – spojrzał na niego podejrzliwie.
- Chcę, ale nietutaj. Bestia i jej krewni są dość… wyczuleni na zapach krwi.
Wyszedł zestajni, z chłopakiem na rękach, kierując się w stronę parku. Kocica od razu zaczęła iść za nimi.
Chłopiec
dał się nieść, gdyż był jużprzyzwyczajony do takiego traktowania.
Trzymał dorosłego mężczyznę mocno zaszyję i opierał się o jego policzek.
Długie włosy rozwiane wiatrem łaskotały gow nos, jednak nie narzekał.
Aranye
długonie wytrzymał. Lekko przyśpieszony puls chłopaka, szum krwi tuż
przy uchu, jegosłodki zapach… Przytulił swoją zabaweczkę mocniej i oparł
go o jedną zestarszych brzóz w parku.
- Wybacz – szepnął,liżąc go po szyi.
Po
chwili musnąłjego usta swoimi i zjechał na szyję, wgryzając się w
tętnicę. Zrobił to szybko,delikatnie i prawie bezboleśnie, od razu
wpuszczając znieczulający jad do krwinastolatka.
Kadaj
wplótł dłoń we włosy wampira. Odchyliłgłowę do tyłu, jeszcze bardziej
odsłaniając swoją szyję i przymknął oczy. Tonie było nieprzyjemne
uczucie, wręcz odprężało go i uspokajało.
Shina nie
ssał mocno, gdyż mógłbywypić zbyt dużo. Zlizywał tylko to, co
wypływało, od czasu do czasu ssąc lekutko.Zamruczał jak przerośnięty
kocur, przygarniając go do siebie opiekuńczo. Lizałi ssał na przemian,
bardziej bawiąc się, niż pożywiając. Nie zamierzał tegoszybko kończyć,
sprawiało mu to zbyt wiele przyjemności.
Blondyn otworzył oczy szerzej. Westchnąłcichutko, głaszcząc długie włosy wampira. W pewnym momencie rozwiązał je.
Miętówkaniespokojnie kręciła się wokół ich nóg. Zapach krwi stanowczo ją drażnił.
Aranye
odsunąłsię od szyi kochanka, językiem tamując krwotok. Potrząsnął głową,
rozdzielającwłosy i uśmiechnął się do chłopaka, całując go czule.
- To
jeszczenie koniec – szepnął, muskając jego wargi przy każdej
wypowiadanej sylabie.Takiej zabawy nie kończy się zbyt szybko. Przytulił
go do siebie jeszczemocniej i ruszył dalej. Cały czas całował go lekko i
głaskał po plecach. Zzadowoleniem kierował się do jednego ze swoich
ulubionych miejsc naotaczających zamek błoniach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz