wtorek, 23 stycznia 2018

Bloodlust R17: Lekcja

Był ranek. Kadaj wiercił się na łóżku niespokojnie. Przewrócił się na bok układając plecami do wampira. Pokręcił się jeszcze troszkę, ale nie otwierał oczu. Leżał tak leniwie, mrucząc cicho. W końcu dzisiaj dzień naprawdę będzie ciężki. Ziewnął i jeszcze chwile miał zamknięte oczy.
Shina obudził się nieco wcześniej, niż blondyn, leniwie obserwował budzącego się chłopaka, a na jego twarzy budził się drapieżny uśmiech. Gdyby nie to, że młody miał mieć dzisiaj lekcje z jazdy konnej wziął by go od razu, bez większego zastanowienia. Jeszcze we śnie. Pocałował delikatnie jego rozchylone usta i przejechał po nich językiem.
- Pobudka – wyszeptał – wstawaj, bo się tobą inaczej zajmę – polizał jego szyję wymownie i czekał na reakcję chłopaka. Ten zareagował niemal natychmiastowym otwarciem oczu i widocznym w nich strachem.
- Nie śpię. Nie rób mi nic.
Patrzył na niego przerażony. Po chwili uspokoił się troszeczkę i podniósł. Poszedł do łazienki przeglądając się smętnie w lustrze. Włosy sterczały mu na wszystkie strony. Były juz stanowczo zbyt długie. Pantera weszła przez niedomknięte drzwi i otarła o jego nogi mrucząc głośno. Kadaj przyjrzał się swoim uszom. Dziurki po kolczykach były juz prawie niewidoczne. Spojrzał na to markotny. Lubił nosić biżuterie, a tej w uszach szczególnie mu brakowało. Wszystko mu zabrali zanim został wystawiony na aukcji.
Shina wszedł cicho do łazienki i stanął za chłopakiem, obejmując go w pasie.
- Czego się tak wystraszyłeś? – Szepnął, liżąc go w ucho – przecież ostatnio na pewno było ci przyjemnie. Czego się boisz? – Pocałował go w policzek, nachylając się i przytulając do siebie prawie opiekuńczo.
- Boje się ze może ci się nagle odwidzieć i weźmiesz mnie siła. A to boli. Strasznie boli – szeptał cicho, melancholijnie. Cały czas patrzył w lustro.
- Co tak smętnie się tam wpatrujesz?
- Źle wyglądam. Mam za długie włosy. I tęsknie za moimi kolczykami.
Poprawił lekko jakiś sterczący kosmyk. Skrzywił się , kiedy ten nie chciał się ułożyć tak jak powinien. Wampir obrócił go przodem do siebie i przytulił.
- Nie martw się, żeby wziąć cię siłą musiałbym być naprawdę wściekły, a jest bardzo niewiele rzeczy, które mógłbyś zrobić, by doprowadzić mnie do tego stanu – pocałował go w czubek głowy, pomrukując zadowolony i odpędzając łaszącą się kocicę.
- A co do kolczyków, to czy ty nigdy sam nie zaglądałeś do tej szafy?  Na półce stoi szkatułka pełna biżuterii i innych świecidełek. Na pewno znajdziesz cos dla siebie – pogładził jego plecy i pocałował go ponownie, tym razem w usta. Chłopak uśmiechnął się w odpowiedzi.
- Faktycznie nie zaglądałem tam – znów poprawił odstające włosy – chyba potrzebuje fryzjera. Źle wyglądam w długich. Nie chcę ich zapuszczać – przytulił się do niego patrząc z dołu na jego twarz.
Mężczyzna nawinął na palec przydługie kudełki chłopaka i przyjrzał się im krytycznie.
- Jak dla mnie, to mogły by być nawet dłuższe – szepnął zadowolony, patrząc chłopcu w oczy – ale jak chcesz, to jutro przyjdzie do ciebie fryzjer.
Podniósł go, sadzając na szafce i przyjrzał mu się uważnie.
- Ty naprawdę tak bardzo się mnie boisz? – Wrócił do poważniejszego tematu. Chłopak westchnął gorzko.
- Tak – wyszeptał cicho – jak miałbym się nie bać własnego pana?
Spuścił lekko wzrok żeby nie patrzeć mu w oczy. W palcach trzymał jakaś wystającą nitkę od piżamy i skubał ją nerwowo.
Shina zaczął całować chłopaka po całej twarzy. Był zadowolony z odpowiedzi. Sam nie wiedział, dlaczego, ale był zadowolony.
- Kiedy mam dobry humor nie musisz się bać, po prostu nie wchodź mi w drogę, kiedy jestem zły. Z serca ci radzę. Przytulił go, wsuwając mu ręce pod koszulkę i masując nią jego plecy.
- Gdyby nie dzisiejsze lekcje wziąłbym cię tu i teraz – wyszeptał. Ponownie zresztą tego dnia.
- Czy codziennie to trochę nie za często? Nie dajesz mi w ogóle odpocząć. Ledwo przestaje mnie boleć ty oczekujesz tego ode mnie znowu. Ja wiem ze jestem tylko zabawką i to moje główne zadanie ale proszę dawaj mi trochę więcej czasu.
Odsunął się od niego minimalnie. Przechylił głowę na bok wpatrując się gdzieś w ścianę.
- Dobrze, dzisiaj cię nie tknę – szepnął mu do ucha wampir – ale jak ja mam się powstrzymywać, kiedy ty aż się o to prosisz?
Pocałował go ponownie, delikatnie i wyniósł z łazienki do sypialni. Usiadł na łóżku z chłopakiem na kolanach i uśmiechnął się do niego zadowolony.
- Proszę, dzisiaj sam wybierz, co ubierasz. Ja zaczekam, a kolorem tego się nie martw – wskazał na obróżkę – zawsze można zmienić.
Kadaj nie skomentował jego słów. Podniósł się i skierował do szafy. Najpierw wyjął buty, które juz na początku rzuciły mu się w oczy. Wysokie, wiązane aż do kolana. A przy tym lekkie i wygodne. Grzebał jeszcze chwile. Przy okazji obejrzał sobie biżuterie która tam była. Z zadowoleniem wyciągnął cztery srebrne niewielkie kołeczka. Akurat tyle kolczyków ile potrzebował. Nawet nie wychodząc z garderoby założył je pospiesznie. Dotknął ich lekko i zadzwoniły obijając się od siebie. Uśmiechnął się zadowolony. Wyciągnął białe spodnie tak wąskie ze idealnie nadawały się do włożenia w buty. I tunikę. Krwistoczerwoną. Długą do połowy uda ale rozciętą lekko po bokach tak wiec nie krępowała ruchów. Zapinana była aż pod samą szyje i idealnie kryła obróżkę. Przebrał się. Zawiązał buty, wciągnął spodnie i skończył, dopinając ostatnie maleńkie guziczki pod szyja.
Shina wszedł do garderoby, kiedy chłopak kończył się już ubierać. Nachylił nad nim i musnął jego policzek.
- Tak też ci ładnie – nosem trącił kolczyki – ale chyba wolałem, jak wyglądałeś na grzecznego i ułożonego – zaśmiał się, przytulając chłopaka do siebie i całując w ucho, przesuwając językiem między kółeczkami – teraz, i z ta kocicą przy boku, wyglądasz, jakbyś miał pazurki. Chłopak zarzucił mu ręce na szyje i uśmiechnął się zadowolony.
- A czy to źle? – Zamruczał mu cichutko do ucha podciągając się na palcach. Odsunął się kilka kroków i spojrzał na niego.
- Idziemy? – Spytał patrząc niewinnie na wampira. Jednym butem stukał lekko o podeszwę drugiego. Juz nie mógł się doczekać.
- Dobrze – szepnął, przyciągając do siebie chłopaka i całując go mocno w usta. Palcem musnął jego obrożę, zmieniając kolor z błękitnego, na pasujący do tuniki odcień czerwieni, ale nie przypinał do niej łańcuszka.
- To by było niebezpieczne, jeździć tak konno – oświadczył i ponownie musnął wargi chłopaka – chodź – szepnął końcu, ciągnąc go za rękę – chyba, ze wolisz na ręce.
- Nie! – Zaprotestował blondyn kategorycznie –  Jak będziesz mnie tak ciągle nosił to się oduczę sam chodzić! – Szedł zadowolony za wampirem podskakując co jakiś czas. Nieodłączna pantera szła za nimi. Na dworze lekki wiatr szarpnął jego rozpuszczonymi włosami. Shina złapał chłopaka za rękę i pociągnął w kierunku stajni.
- Wolisz uczyć się na jakimś zwykłym koniu, czy na Bestii?
Zapytał, wchodząc do olbrzymiego, drewnianego budynku i zaśmiał się, widząc zdziwienie na twarzy chłopaka.
- A co ty myślałeś? Że ktoś jak ja będzie się ograniczać? Ciesz się, ze nie masz haremu koleżanek i kolegów – zachichotał – wtedy dopiero było by wesoło.
- Powiem szczerze ze się zdziwiłem ze nie znalazłem tu żadnych innych
„zabaweczek” – mruknął chłopak, nadal ciekawie rozglądając się po olbrzymiej stajni – wydawałeś się dobrze zaznajomiony z tymi tam na licytacji. Pogłaskał jakiegoś pierwszego lepszego konia po chrapach. Odwrócił się i na przeciwko dostrzegł spokojnego, sporego białego ogiera.
- Chcę na nim – dodał wyciągając rękę w stronę konia.
- Albinosa? – Shina aż się zaśmiał się – może jeszcze tego nie widzisz, ale ten cholernik jest z tej samej rasy, co Bestia i nie ma typowego dla klaczy instynktu opiekuńczego. Jest spokojny, bo jest sam, ale zobaczyłbyś go w akcji. Z resztą, chcesz, to masz. W razie czego powinienem cię złapać.
Wszedł do boksu i szybko wyprowadził szarpiącego się konia.
- Nie martw się. Nie gryzie. Zwykle.
- Jak zwykle mnie straszysz – mruknął chłopak niekoniecznie zadowolony – jak mi nie odgryzie głowy to będzie w porządku.
Złapał konia za uzdę zabierając ja wampirowi. Powoli wyprowadził go na dwór. Miętówka dreptała obok. Konia trochę to denerwowało i od czasu do czasu zarzucał głowa.
- No dobra – zaczął wampir – pierwsze pytanie, jeździłeś już kiedyś konno? Zakładam, że poza tym jednym razem ze mną, to nie, więc, czy potrafisz wsiąść na konia, czy jednak mam ci pomóc?
- Może cię to zdziwi ale potrafię. Miałem rodzinę na wsi. Może nie mieli koni, ale niedaleko była stadnina. Wiem jak to się robi.
Złapał za łęk siodła i trochę niezdarnie wdrapał się na górę. Usiadł niezmiernie z siebie zadowolony i spojrzał na wampira.
- Tyle wiem. Ale nie umiem tym sterować – Spojrzał na konia bezradnie. Aranye znowu się zaśmiał.
- Nie tym, tylko nim.
Gwizdnięciem przywołał bestie. Nie zamykał jej boksu. Nigdy, to nie miało większego sensu, a on nie miał ochoty codziennie wymieniać jednej ze ścian do niego prowadzących. Płynnym ruchem wskoczył jej na grzbiet i spojrzał na chłopaka uważnie. Kiedy chcesz przyspieszyć, bądź ruszyć, ściskasz nogami jego boki, bądź popędzasz go batem, zaznaczam, że tu ci się to raczej nie przyda. Kiedy chcesz zwolnić, przyciągasz wodze do siebie. I nie okazuj strachu, wtedy od razu przestanie cię słuchać.
Kadaj wpatrywał się chwile w wampira jakby przyswajając informacje. Skinął głowa i spróbował. Koń zatańczył chwile pod nim a później obrócił się wokół własnej osi.
- Fajne! – Powiedział zachwycony. Powtórzył ten manewr jeszcze raz.
- Nie wariuj, bo jemu to się też może spodobać! – Prychnął – jak chcesz skręcić w prawo, ciągniesz za prawą stronę lejc, jak chcesz w lewo, za lewą. Kiedy jedziesz kłusem, lub galopem, podnoś tyłek do góry, inaczej zniesiesz to gorzej, niż zabawy ze mną. Coś jeszcze?
Kadaj poprowadził konia kawałek w lewo a później w prawo. Cały czas śmiał się przy tym beztrosko. Po chwili stwierdził ze juz mu się to znudziło. Pochylił się w siodle i puścił galopem nie patrząc na wampira.
- Idiota! – Mruknął do siebie mężczyzna. Ruszył galopem za chłopakiem. Był ciekawy, jak sobie poradzi sam, wiec jechał za nim w sporym oddaleniu.
Kadaj rozluźnił uścisk kolan na bokach konia. Jednocześnie zaczął lekko przyciągać do siebie wodze. Koń zaczął zwalniać i biegł teraz kłusem. Potem zwolnił jeszcze bardziej, do stępa. Chłopak odwrócił się do tyłu szukając wzrokiem wampira. Ta jazda konna wcale nie była taka trudna.
Aranye podjechał do chłopaka cicho i złapał go od tyłu, wychylając się z Bestii niebezpiecznie.
- Widzę, ze jazda ci się spodobała i, że Albinos cię lubi – pokręcił głowa zdziwiony – możesz mi wytłumaczyć, czemu wszystkie moje zwierzaki maja do ciebie słabość? Bestia, która każdego chce zeżreć, przy tobie się uspokaja. Zrzucający każdego jeżdżąca do tej pory Albinos zgada się na wszystko i jeszcze ta przeklęta kocica, która traktuje cię jak swoje młode.
Kadaj tylko wzruszył ramionami. Nie miał pojęcia dlaczego tak się działo. Ale zwierzęta zawsze go lubiły.
- Może po prostu tutaj pasuje.
Usiadł wygodniej i odwrócił twarz do wampira. Ciepły wiatr znów rozwiał mu włosy. Jasne kosmyki zasłoniły mu oczy. Wampir odgarnął mu je z czoła czułym gestem. Potem pogłaskał go po policzku.
- Wiesz, w sumie się im nie dziwię. Sam mam do ciebie słabość – nawinął sobie na palec jedno z pasemek jego włosów i spojrzał w niebo, jakby się nad czymś zastanawiając.
- Nie tęsknisz? Znaczy, chyba masz kogoś tam, na zewnątrz? Jakaś rodzinę, albo przyjaciół? W ostateczności mógłbyś ich spotkać. Raz na jakiś czas.
Kadaj pokręcił jednak głową przecząco.
- Nie mam nikogo na zewnątrz. Cała rodzina nie żyje. A przyjaciele się ode mnie odwrócili kiedy zostałem sprzedany. Kto chce mieć znajomego który był wystawiony na aukcji – uśmiechnął się smutno – a ci ze szkoły… znaczy przyjaciele moi, nie rodziny… Nie mam za bardzo po co się z nimi spotykać. Tylko narobiłbym im kłopotów. Ale to nic. Jest w porządku.
Shina spojrzał na niego niepewnie, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć.
- Przykro mi – szepnął w końcu dziwnym głosem – ale już przynajmniej wiesz, ilu z nich było prawdziwymi przyjaciółmi.
Pocałował go w policzek, przeczesując ręką jego włosy.
- Mimo to, jeśli przysięgniesz nie uciekać, będziesz mógł od czasu do czasu wychodzić. Pod eskortą, lub, jeśli strasznie by ci to przeszkadzało, to z Miętówką – ponownie go pocałował i spojrzał mu w oczy – doceń to i nie nadużyj mojego zaufania. Dobrze wiesz, ze tam, wcale nie będzie ci lepiej.
Kadaj uniósł zabawnie jedna brew.
- Z Miętówką tak? Ty myślisz ze jak ludzie zareagują na wielkiego kota na środku ulicy? Nie ma mowy mam tu wszystko czego potrzebuje. Nie wybieram się na razie na zewnątrz.
Zawrócił konia i lekkim kłusem oddalił się w stronę stajni.
Shina zaśmiał się, podjechał do chłopaka od tyłu i wyciągnąwszy go z siodła w pełnym galopie posadził na Bestii, przed sobą. Pocałował go zdziwionego w bok twarzy i spojrzał na niego roziskrzonymi oczami, zwalniając. Obrócił go przodem do siebie i pocałował ponownie. Był bardziej, niż zadowolony, z odpowiedzi chłopaka i nie miał pojęcia, jak to okazać.
Chłopak jednak nie wiedział o co może chodzić wampirowi. Wpatrywał się w niego nic nie rozumiejącym wzrokiem. Zaraz jednak się uśmiechnął. O cokolwiek chodziło to musiało być cos dobrego, bo wampir był zadowolony. Przytulił się do niego i pozwolił dalej wieźć na Bestii. Albinos posłusznie szedł obok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz