Był ranek.
Kadaj wiercił się na łóżku niespokojnie. Przewrócił się na bok układając
plecami do wampira. Pokręcił się jeszcze troszkę, ale nie otwierał
oczu. Leżał tak leniwie, mrucząc cicho. W końcu dzisiaj dzień naprawdę
będzie ciężki. Ziewnął i jeszcze chwile miał zamknięte oczy.
Shina
obudził się nieco wcześniej, niż blondyn, leniwie obserwował budzącego
się chłopaka, a na jego twarzy budził się drapieżny uśmiech. Gdyby nie
to, że młody miał mieć dzisiaj lekcje z jazdy konnej wziął by go od
razu, bez większego zastanowienia. Jeszcze we śnie. Pocałował delikatnie
jego rozchylone usta i przejechał po nich językiem.
- Pobudka –
wyszeptał – wstawaj, bo się tobą inaczej zajmę – polizał jego szyję
wymownie i czekał na reakcję chłopaka. Ten zareagował niemal
natychmiastowym otwarciem oczu i widocznym w nich strachem.
- Nie śpię. Nie rób mi nic.
Patrzył na
niego przerażony. Po chwili uspokoił się troszeczkę i podniósł. Poszedł
do łazienki przeglądając się smętnie w lustrze. Włosy sterczały mu na
wszystkie strony. Były juz stanowczo zbyt długie. Pantera weszła przez
niedomknięte drzwi i otarła o jego nogi mrucząc głośno. Kadaj przyjrzał
się swoim uszom. Dziurki po kolczykach były juz prawie niewidoczne.
Spojrzał na to markotny. Lubił nosić biżuterie, a tej w uszach
szczególnie mu brakowało. Wszystko mu zabrali zanim został wystawiony na
aukcji.
Shina wszedł cicho do łazienki i stanął za chłopakiem, obejmując go w pasie.
- Czego się
tak wystraszyłeś? – Szepnął, liżąc go w ucho – przecież ostatnio na
pewno było ci przyjemnie. Czego się boisz? – Pocałował go w policzek,
nachylając się i przytulając do siebie prawie opiekuńczo.
- Boje się
ze może ci się nagle odwidzieć i weźmiesz mnie siła. A to boli.
Strasznie boli – szeptał cicho, melancholijnie. Cały czas patrzył w
lustro.
- Co tak smętnie się tam wpatrujesz?
- Źle wyglądam. Mam za długie włosy. I tęsknie za moimi kolczykami.
Poprawił
lekko jakiś sterczący kosmyk. Skrzywił się , kiedy ten nie chciał się
ułożyć tak jak powinien. Wampir obrócił go przodem do siebie i
przytulił.
- Nie martw
się, żeby wziąć cię siłą musiałbym być naprawdę wściekły, a jest bardzo
niewiele rzeczy, które mógłbyś zrobić, by doprowadzić mnie do tego
stanu – pocałował go w czubek głowy, pomrukując zadowolony i odpędzając
łaszącą się kocicę.
- A co do kolczyków, to czy ty nigdy sam nie zaglądałeś do tej szafy? Na
półce stoi szkatułka pełna biżuterii i innych świecidełek. Na pewno
znajdziesz cos dla siebie – pogładził jego plecy i pocałował go
ponownie, tym razem w usta. Chłopak uśmiechnął się w odpowiedzi.
-
Faktycznie nie zaglądałem tam – znów poprawił odstające włosy – chyba
potrzebuje fryzjera. Źle wyglądam w długich. Nie chcę ich zapuszczać –
przytulił się do niego patrząc z dołu na jego twarz.
Mężczyzna nawinął na palec przydługie kudełki chłopaka i przyjrzał się im krytycznie.
- Jak dla
mnie, to mogły by być nawet dłuższe – szepnął zadowolony, patrząc
chłopcu w oczy – ale jak chcesz, to jutro przyjdzie do ciebie fryzjer.
Podniósł go, sadzając na szafce i przyjrzał mu się uważnie.
- Ty naprawdę tak bardzo się mnie boisz? – Wrócił do poważniejszego tematu. Chłopak westchnął gorzko.
- Tak – wyszeptał cicho – jak miałbym się nie bać własnego pana?
Spuścił lekko wzrok żeby nie patrzeć mu w oczy. W palcach trzymał jakaś wystającą nitkę od piżamy i skubał ją nerwowo.
Shina zaczął całować chłopaka po całej twarzy. Był zadowolony z odpowiedzi. Sam nie wiedział, dlaczego, ale był zadowolony.
- Kiedy mam
dobry humor nie musisz się bać, po prostu nie wchodź mi w drogę, kiedy
jestem zły. Z serca ci radzę. Przytulił go, wsuwając mu ręce pod
koszulkę i masując nią jego plecy.
- Gdyby nie dzisiejsze lekcje wziąłbym cię tu i teraz – wyszeptał. Ponownie zresztą tego dnia.
- Czy
codziennie to trochę nie za często? Nie dajesz mi w ogóle odpocząć.
Ledwo przestaje mnie boleć ty oczekujesz tego ode mnie znowu. Ja wiem ze
jestem tylko zabawką i to moje główne zadanie ale proszę dawaj mi
trochę więcej czasu.
Odsunął się od niego minimalnie. Przechylił głowę na bok wpatrując się gdzieś w ścianę.
- Dobrze, dzisiaj cię nie tknę – szepnął mu do ucha wampir – ale jak ja mam się powstrzymywać, kiedy ty aż się o to prosisz?
Pocałował
go ponownie, delikatnie i wyniósł z łazienki do sypialni. Usiadł na
łóżku z chłopakiem na kolanach i uśmiechnął się do niego zadowolony.
- Proszę,
dzisiaj sam wybierz, co ubierasz. Ja zaczekam, a kolorem tego się nie
martw – wskazał na obróżkę – zawsze można zmienić.
Kadaj
nie skomentował jego słów. Podniósł się i skierował do szafy. Najpierw
wyjął buty, które juz na początku rzuciły mu się w oczy. Wysokie,
wiązane aż do kolana. A przy tym lekkie i wygodne. Grzebał jeszcze
chwile. Przy okazji obejrzał sobie biżuterie która tam była. Z
zadowoleniem wyciągnął cztery srebrne niewielkie kołeczka. Akurat tyle
kolczyków ile potrzebował. Nawet nie wychodząc z garderoby założył je
pospiesznie. Dotknął ich lekko i zadzwoniły obijając się od siebie.
Uśmiechnął się zadowolony. Wyciągnął białe spodnie tak wąskie ze
idealnie nadawały się do włożenia w buty. I tunikę. Krwistoczerwoną.
Długą do połowy uda ale rozciętą lekko po bokach tak wiec nie krępowała
ruchów. Zapinana była aż pod samą szyje i idealnie kryła obróżkę.
Przebrał się. Zawiązał buty, wciągnął spodnie i skończył, dopinając
ostatnie maleńkie guziczki pod szyja.
Shina wszedł do garderoby, kiedy chłopak kończył się już ubierać. Nachylił nad nim i musnął jego policzek.
- Tak też
ci ładnie – nosem trącił kolczyki – ale chyba wolałem, jak wyglądałeś na
grzecznego i ułożonego – zaśmiał się, przytulając chłopaka do siebie i
całując w ucho, przesuwając językiem między kółeczkami – teraz, i z ta
kocicą przy boku, wyglądasz, jakbyś miał pazurki. Chłopak zarzucił mu
ręce na szyje i uśmiechnął się zadowolony.
- A czy to źle? – Zamruczał mu cichutko do ucha podciągając się na palcach. Odsunął się kilka kroków i spojrzał na niego.
- Idziemy? – Spytał patrząc niewinnie na wampira. Jednym butem stukał lekko o podeszwę drugiego. Juz nie mógł się doczekać.
- Dobrze –
szepnął, przyciągając do siebie chłopaka i całując go mocno w usta.
Palcem musnął jego obrożę, zmieniając kolor z błękitnego, na pasujący do
tuniki odcień czerwieni, ale nie przypinał do niej łańcuszka.
- To by
było niebezpieczne, jeździć tak konno – oświadczył i ponownie musnął
wargi chłopaka – chodź – szepnął końcu, ciągnąc go za rękę – chyba, ze
wolisz na ręce.
- Nie! – Zaprotestował blondyn kategorycznie – Jak
będziesz mnie tak ciągle nosił to się oduczę sam chodzić! – Szedł
zadowolony za wampirem podskakując co jakiś czas. Nieodłączna pantera
szła za nimi. Na dworze lekki wiatr szarpnął jego rozpuszczonymi
włosami. Shina złapał chłopaka za rękę i pociągnął w kierunku stajni.
- Wolisz uczyć się na jakimś zwykłym koniu, czy na Bestii?
Zapytał, wchodząc do olbrzymiego, drewnianego budynku i zaśmiał się, widząc zdziwienie na twarzy chłopaka.
- A co ty
myślałeś? Że ktoś jak ja będzie się ograniczać? Ciesz się, ze nie masz
haremu koleżanek i kolegów – zachichotał – wtedy dopiero było by wesoło.
- Powiem szczerze ze się zdziwiłem ze nie znalazłem tu żadnych innych
„zabaweczek” – mruknął chłopak, nadal ciekawie rozglądając się po olbrzymiej stajni – wydawałeś się dobrze zaznajomiony z tymi tam na licytacji. Pogłaskał jakiegoś pierwszego lepszego konia po chrapach. Odwrócił się i na przeciwko dostrzegł spokojnego, sporego białego ogiera.
„zabaweczek” – mruknął chłopak, nadal ciekawie rozglądając się po olbrzymiej stajni – wydawałeś się dobrze zaznajomiony z tymi tam na licytacji. Pogłaskał jakiegoś pierwszego lepszego konia po chrapach. Odwrócił się i na przeciwko dostrzegł spokojnego, sporego białego ogiera.
- Chcę na nim – dodał wyciągając rękę w stronę konia.
- Albinosa?
– Shina aż się zaśmiał się – może jeszcze tego nie widzisz, ale ten
cholernik jest z tej samej rasy, co Bestia i nie ma typowego dla klaczy
instynktu opiekuńczego. Jest spokojny, bo jest sam, ale zobaczyłbyś go w
akcji. Z resztą, chcesz, to masz. W razie czego powinienem cię złapać.
Wszedł do boksu i szybko wyprowadził szarpiącego się konia.
- Nie martw się. Nie gryzie. Zwykle.
- Jak zwykle mnie straszysz – mruknął chłopak niekoniecznie zadowolony – jak mi nie odgryzie głowy to będzie w porządku.
Złapał
konia za uzdę zabierając ja wampirowi. Powoli wyprowadził go na dwór.
Miętówka dreptała obok. Konia trochę to denerwowało i od czasu do czasu
zarzucał głowa.
- No dobra –
zaczął wampir – pierwsze pytanie, jeździłeś już kiedyś konno? Zakładam,
że poza tym jednym razem ze mną, to nie, więc, czy potrafisz wsiąść na
konia, czy jednak mam ci pomóc?
- Może cię
to zdziwi ale potrafię. Miałem rodzinę na wsi. Może nie mieli koni, ale
niedaleko była stadnina. Wiem jak to się robi.
Złapał za łęk siodła i trochę niezdarnie wdrapał się na górę. Usiadł niezmiernie z siebie zadowolony i spojrzał na wampira.
- Tyle wiem. Ale nie umiem tym sterować – Spojrzał na konia bezradnie. Aranye znowu się zaśmiał.
- Nie tym, tylko nim.
Gwizdnięciem
przywołał bestie. Nie zamykał jej boksu. Nigdy, to nie miało większego
sensu, a on nie miał ochoty codziennie wymieniać jednej ze ścian do
niego prowadzących. Płynnym ruchem wskoczył jej na grzbiet i spojrzał na
chłopaka uważnie. Kiedy chcesz przyspieszyć, bądź ruszyć, ściskasz
nogami jego boki, bądź popędzasz go batem, zaznaczam, że tu ci się to
raczej nie przyda. Kiedy chcesz zwolnić, przyciągasz wodze do siebie. I
nie okazuj strachu, wtedy od razu przestanie cię słuchać.
Kadaj
wpatrywał się chwile w wampira jakby przyswajając informacje. Skinął
głowa i spróbował. Koń zatańczył chwile pod nim a później obrócił się
wokół własnej osi.
- Fajne! – Powiedział zachwycony. Powtórzył ten manewr jeszcze raz.
- Nie
wariuj, bo jemu to się też może spodobać! – Prychnął – jak chcesz
skręcić w prawo, ciągniesz za prawą stronę lejc, jak chcesz w lewo, za
lewą. Kiedy jedziesz kłusem, lub galopem, podnoś tyłek do góry, inaczej
zniesiesz to gorzej, niż zabawy ze mną. Coś jeszcze?
Kadaj
poprowadził konia kawałek w lewo a później w prawo. Cały czas śmiał się
przy tym beztrosko. Po chwili stwierdził ze juz mu się to znudziło.
Pochylił się w siodle i puścił galopem nie patrząc na wampira.
- Idiota! –
Mruknął do siebie mężczyzna. Ruszył galopem za chłopakiem. Był ciekawy,
jak sobie poradzi sam, wiec jechał za nim w sporym oddaleniu.
Kadaj
rozluźnił uścisk kolan na bokach konia. Jednocześnie zaczął lekko
przyciągać do siebie wodze. Koń zaczął zwalniać i biegł teraz kłusem.
Potem zwolnił jeszcze bardziej, do stępa. Chłopak odwrócił się do tyłu
szukając wzrokiem wampira. Ta jazda konna wcale nie była taka trudna.
Aranye podjechał do chłopaka cicho i złapał go od tyłu, wychylając się z Bestii niebezpiecznie.
- Widzę, ze
jazda ci się spodobała i, że Albinos cię lubi – pokręcił głowa
zdziwiony – możesz mi wytłumaczyć, czemu wszystkie moje zwierzaki maja
do ciebie słabość? Bestia, która każdego chce zeżreć, przy tobie się
uspokaja. Zrzucający każdego jeżdżąca do tej pory Albinos zgada się na
wszystko i jeszcze ta przeklęta kocica, która traktuje cię jak swoje
młode.
Kadaj tylko wzruszył ramionami. Nie miał pojęcia dlaczego tak się działo. Ale zwierzęta zawsze go lubiły.
- Może po prostu tutaj pasuje.
Usiadł
wygodniej i odwrócił twarz do wampira. Ciepły wiatr znów rozwiał mu
włosy. Jasne kosmyki zasłoniły mu oczy. Wampir odgarnął mu je z czoła
czułym gestem. Potem pogłaskał go po policzku.
- Wiesz, w
sumie się im nie dziwię. Sam mam do ciebie słabość – nawinął sobie na
palec jedno z pasemek jego włosów i spojrzał w niebo, jakby się nad
czymś zastanawiając.
- Nie
tęsknisz? Znaczy, chyba masz kogoś tam, na zewnątrz? Jakaś rodzinę, albo
przyjaciół? W ostateczności mógłbyś ich spotkać. Raz na jakiś czas.
Kadaj pokręcił jednak głową przecząco.
- Nie mam
nikogo na zewnątrz. Cała rodzina nie żyje. A przyjaciele się ode mnie
odwrócili kiedy zostałem sprzedany. Kto chce mieć znajomego który był
wystawiony na aukcji – uśmiechnął się smutno – a ci ze szkoły… znaczy
przyjaciele moi, nie rodziny… Nie mam za bardzo po co się z nimi
spotykać. Tylko narobiłbym im kłopotów. Ale to nic. Jest w porządku.
Shina spojrzał na niego niepewnie, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć.
- Przykro mi – szepnął w końcu dziwnym głosem – ale już przynajmniej wiesz, ilu z nich było prawdziwymi przyjaciółmi.
Pocałował go w policzek, przeczesując ręką jego włosy.
- Mimo to,
jeśli przysięgniesz nie uciekać, będziesz mógł od czasu do czasu
wychodzić. Pod eskortą, lub, jeśli strasznie by ci to przeszkadzało, to z
Miętówką – ponownie go pocałował i spojrzał mu w oczy – doceń to i nie
nadużyj mojego zaufania. Dobrze wiesz, ze tam, wcale nie będzie ci
lepiej.
Kadaj uniósł zabawnie jedna brew.
- Z
Miętówką tak? Ty myślisz ze jak ludzie zareagują na wielkiego kota na
środku ulicy? Nie ma mowy mam tu wszystko czego potrzebuje. Nie wybieram
się na razie na zewnątrz.
Zawrócił konia i lekkim kłusem oddalił się w stronę stajni.
Shina zaśmiał
się, podjechał do chłopaka od tyłu i wyciągnąwszy go z siodła w pełnym
galopie posadził na Bestii, przed sobą. Pocałował go zdziwionego w bok
twarzy i spojrzał na niego roziskrzonymi oczami, zwalniając. Obrócił go
przodem do siebie i pocałował ponownie. Był bardziej, niż zadowolony, z
odpowiedzi chłopaka i nie miał pojęcia, jak to okazać.
Chłopak
jednak nie wiedział o co może chodzić wampirowi. Wpatrywał się w niego
nic nie rozumiejącym wzrokiem. Zaraz jednak się uśmiechnął. O cokolwiek
chodziło to musiało być cos dobrego, bo wampir był zadowolony. Przytulił
się do niego i pozwolił dalej wieźć na Bestii. Albinos posłusznie szedł
obok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz