wtorek, 23 stycznia 2018

Mrok R1

Było późne popołudnie, gdy Nino stanął przed drzwiami pokoju numer 547 w biurowcu należącym do korporacji N. Poza nim na piętrze nie było już nikogo. Rozejrzał się jednak bardziej z przyzwyczajenia niż z konieczności, czekająca na niego osoba mogła nie życzyć sobie, aby ktokolwiek wiedział o jego wizycie. Zapukał do drzwi.
 -  Wejść! – dobiegł go głos z wnętrza gabinetu.
            Sięgnął do klamki, otworzył drzwi i wszedł do pokoju. Wnętrze tonęło w mroku, który rozjaśniała tylko pojedyncza, stojąca na biurku lampka.
-         Zamknij drzwi na klucz! – padł rozkaz.
Nino lekko zawahał się, ale spełnił polecenie.
-         Rozbieraj się!
„Jasne, gość nie ma czasu, więc od razu przechodzi do rzeczy” – przemknęło przez głowę chłopaka. – „Może i lepiej, skurwiel zrobi swoje i będę miał kasę, i święty spokój. Zasrany kapitalista!” – Myślał rozbierając się i rzucając swoje ciuchy w kąt.
-         Podejdź do biurka i oprzyj na nim łokcie! – zabrzmiał kolejny rozkaz z ciemności.
Chłopak stanął w wymaganej pozie. Usłyszał poruszenie za sobą, jednak to, czego się spodziewał nie nastąpiło, za to na jego wypięte pośladki spadło uderzenie pasem.
            - Co jest, kurwa! – Nino zerwał się, lecz mężczyzna szybkim ruchem schwycił go za kark i przygniótł do blatu biurka. Chłopak chwilę walczył, ale szybko skapitulował. – Dobra – warknął. – Tyle, że za taką zabawę płacisz ekstra, jasne?!
            Mężczyzna z pogardą skinął głową.
            - Jasne! – powiedział. – Możesz nazywać mnie panem Jones’em.
- Może być pan Jones – Nino wzruszył ramionami. – Dopóki płacisz możesz i być panem Bogiem.
Jones rozluźnił uchwyt i odsunął się od biurka.
-         Licz! – rzucił oschle i zaczął wymierzać uderzenia.
- Raz… dwa… – Nino zacisnął zęby – … trzy… cztery… – głos zaczął mu się łamać, choć z całej siły starał się nad nim panować.  Poczuł zdradziecki łzy wymykające się spod zaciśniętych z bólu powiek. Mężczyzna nie przestawał bić.
            - … dwanaście… trzynaście… – Nino zachłystywał się powietrzem pomiędzy uderzeniami, z całych siła zaciskał dłonie w pięści. – …siedemnaście… osiemnaście… – wyjęczał drżącym głosem. Przy dwudziestym którymś uderzeniu stracił rachubę, kolejne ciosy wyrywały z jego ust tylko ciche jęki.
            Wreszcie nastąpił koniec, Jones odrzucił pas i odszedł od biurka. Nino stał bez ruchu, powoli rozluźniał napięte mięśnie, ukradkiem ocierał załzawione oczy. Nie chciał, żeby ktokolwiek je widział, nie chciał przyznać się do słabości.
-         Podejdź do mnie! – w powietrzu zabrzmiał kolejny rozkaz.
Chłopak podniósł się i odwrócił, zmrużył oczy, by widzieć gdzie znajduje się mężczyzna. Przez chwilę jego oczy przyzwyczajały się do mroku, jego „klient” siedział w fotelu tuż przy dużym oknie. Ruszył w jego stronę.
            - Nie tak, na czworakach!
            Nino posłusznie przyklęknął i zaczął iść do fotela. Wcisnął się pomiędzy rozsunięte nogi mężczyzny, ręką sięgnął do rozporka jego spodni. Sprawnie uwolnił jego członka i przez chwilę masował go dłonią.
-         Zabieraj ręce! – warknął Jones. – Wiesz co masz robić!
Chłopak posłusznie cofnął dłoń, pochylił się i zaczął pieścić penisa językiem, potem wziął go do ust. Lekko ssał, drażnił językiem, podgryzał. W pewnym momencie poczuł na swoim karku dłonie mężczyzny, który chwycił jego głowę i przytrzymał. Jednocześnie Jones zaczął rytmicznie poruszać biodrami, przez co jego członek ostrymi, szybkimi ruchami wbijał się coraz głębiej w usta chłopaka. Nino zaczął się dusić, usiłował uwolnić się, zaczął odpychać swego oprawcę, ten jednak zdawał się tego nie zauważać. Walka trwała dłuższą chwilę i gdy wydawało się, że chłopak straci przytomność, mężczyzna puścił go.
Nino usiadł na podłodze odsuwając się od fotela, kaszlał i ciężko chwytał powietrze. Nie mógł dojść do siebie. Podniósł wzrok – lśniący od jego śliny nabrzmiał członek mężczyzny prężył się nadal gotowy do akcji. „Kurwa, jeszcze mu mało – przemknęło przez myśl chłopaka. – Niech lepiej szykuje kupę szmalu, pojeb jeden!”
Widząc, że Nino dochodzi do ciebie Jones skinął głową wskazując biurko.
-         Podejdź tam i chwyć się za pośladki!
- Wiesz, że za to wszystko płacisz ekstra? Jesteś pewny, że Cię stać? – z buńczuczną miną zapytał wciąż jeszcze siedzący na podłodze chłopak.
Mężczyzna wyciągnął z kieszeni gruby portfel i zaprezentował jego zawartość.
-         Dostaniesz pięć stów!
-         Plus coś ekstra za bicie – dalej targował się chłopak
-         Ok., ale nie przeciągaj struny – ostrzegł Jones.- Stawaj!!
Nino ciężko podniósł się z podłogi i przyjął żądaną pozycję. Mężczyzna zerwał się z fotela i bez wstępów wszedł w rozwarte pośladki. Z gardła Nina wyrwał się krzyk. Słysząc to Jones całym ciężarem przygniótł go do biurka i wysyczał mu do ucha:
            - Zamknij ryj, kurwo, bo tak Ci go obiję, że w kostnicy po zębach się będą rozpoznawać. Do tego tylko się nadajesz, zdziro, żeby cię rżnąć, więc cię zerżnę tak, że zapamiętasz to do końca życia!
            Nino zagryzł wargi tłumiąc jęk, gdy jego oprawca wbijał się w niego mocnymi, brutalnymi ruchami. Walczył z bólem, by nie krzyczeć, a łzy spływała spod jego zaciśniętych powiek. Czuł lepką wilgoć spływającą po jego nogach… Ostre pchnięcie… i kolejne…,             i jeszcze…, jeszcze… Czas przestał mieć jakiekolwiek znaczenie, stał się tylko ścianą bólu i upokorzenia. Kolejne pchnięcie…, i jeszcze jedno…, i kolejne… Nino spazmatycznie łapał oddech. Wreszcie mężczyzna doszedł, pchnął po raz ostatni i całym ciężarem położył się na chłopaku wgniatając go w biurko. Nino poczuł w swoim wnętrzu paroksyzmy rozkoszy, którą tamten przeżywał. Po chwili Jones podniósł się i wycofał, wkrótce chłopak usłyszał szczęk zapinanego zamka.
            Uderzył w niego zwitek banknotów.
            - Spierdalaj!
            Nino uniósł się z trudem, po wewnętrznej stronie jego ud spływała sperma pomieszana z krwią, zapuchnięte od płaczu oczy obserwowały bacznie poczynania mężczyzny.
            - Spierdalaj stąd, bo inaczej zaczniemy zabawę od nowa! -  Mężczyzna zamachnął się.
            Widząc to, Nino pośpiesznie chwycił pieniądze i leżące w kącie ubranie. Rzucił się w kierunku drzwi, chwilę mocował z zamkiem, by wreszcie wybiec na korytarz. Było mu wszystko jedno, czy ktoś go zobaczy czy nie, byle tylko wydostać się z tamtego pokoju, byle jak najdalej od tamtego mężczyzny…
            Tymczasem Jones, po ucieczce Nino, przeszedł przez gabinet i otworzył drzwi do przylegającego pomieszczenia. Siedziało w nim czterech potężnie wyglądających mężczyzn.
            - Jest wasz – powiedział. – Tylko zróbcie to z dala od tego miejsca.
            - Jakieś szczególne polecenia? – zapytał jeden z nich. – Możemy się z nim najpierw zabawić?
            Mężczyzna wzruszył ramionami.
-         Nie obchodzi mnie to. Ma zniknąć.

***

            Na końcu korytarza Nino znalazł wreszcie drzwi prowadzące do łazienki. Odkręcił kran i papierowymi ręcznikami zaczął się wycierać.
            „Skurwiel!!! Pojebany skurwiel! – powtarzał w myślach. Wyzwiskami i przekleństwami próbował zagłuszyć swój ból. Poczuł gorycz w gardle, więc przełknął ślinę walcząc z nadchodzącymi mdłościami.” Nie jestem kurwą, choć on mnie za kogoś takiego ma. Nie jestem…” – pogarda do samego siebie za całe zajście narastała w nim. „To ja stawiam warunki” – uparcie wmawiał sobie, walcząc z samym sobą o własną duszę, o własny wizerunek. – „Ja mówię z kim i za ile! Nie jestem kurwą, ja tylko…” Nie potrafił jednak zagłuszyć wyrzutów sumienia. Szybko wbiegł do kabiny i zwymiotował.
            Zmęczony osunął się na zimne kafelki, nigdy nie umiał okłamywać samego siebie. Starał się przeżyć, a każdy dzień życia to była walka. ”Nie jestem szmatą, to co robię to tylko środki, jakich muszę użyć, by zdobyć swój cel. Jeszcze zostanę kimś!” Podniósł się z podłogi, nad umywalką przepłukał usta a następnie z determinacją zaczął zmywać z siebie nasienie mężczyzny i własną krew. Czuł ból, ale zignorował go, w końcu gwałt nie był dla niego czymś nowym. Już od kilku lat żył na ulicy i nie raz zdarzało mu się trafić na klienta sadystę. Samotna łza spłynęła po jego policzku. Otarł ją ze złością. Spojrzał w lustro.
-         Jeszcze zostanę poważanym człowiekiem. – powiedział głośno do swego odbicia.


            Główne wejście było już zamknięte, więc z biurowca wyszedł przez zaplecze, aby wyjść na ulicę musiał przejść przez kilka zaułków. Nie uszedł daleko. W pewnym momencie drogę zastąpiło mu dwóch mężczyzn. Zawahał się, odwrócił i chciał odejść , gdy z drugiej strony nadeszło kolejnych dwóch.
            „Parszywy dzień, kurwa – pomyślał. – „No nic, jak liczą na łatwy łup, to się pomylą!”
            - Kogo my tu mamy? – zakpił jeden z napastników. – Panienka się zgubiła. Może panience będziemy mogli pomóc, jak panienka będzie dla nas miła.- Zarechotał, a jego towarzysze zawtórowali mu.
            Do serca Nina podpełzł strach, starał się jednak nadrabiać miną. Na ulicy nie ma litości, zazwyczaj ten, kto pierwszy zaatakuje – ten zwycięża. Tyle, że ich jest czterech…
-  Czego, kurwa?
- Oj, panienka się niecierpliwi. Chłopcy, czapki z głów, bo panienka przemówiła.- Kpił dalej mężczyzna. – Przeszkadzamy pewnie panience…
- Jaka panienka – zawtórował mu drugi. – Panienka tak się nie wyraża. To zwykła zdzira, nie panienka!
- Zdzira, mówisz? No, jak to jest zdzira, to my tę kurwę nauczymy manier, co chłopcy? – mówiąc to, podszedł do chłopaka i popchnął go. Pozostali zarechotali głośno.
Korzystając z chwili, gdy mężczyzna odwrócił głowę w kierunku swoich towarzyszy, Nino zaatakował. Nagłym ruchem podskoczył do napastnika i z całej siły uderzył go pięścią w twarz. Trafił, ale nie zdążył zadać kolejnego ciosu. Pozostali mężczyźni rzucili się na niego. Otrzymał potężne uderzenie w tył głowy i ogarnęła go ciemność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz