Było
późne popołudnie, gdy Nino stanął przed drzwiami pokoju numer 547 w
biurowcu należącym do korporacji N. Poza nim na piętrze nie było już
nikogo. Rozejrzał się jednak bardziej z przyzwyczajenia niż z
konieczności, czekająca na niego osoba mogła nie życzyć sobie, aby
ktokolwiek wiedział o jego wizycie. Zapukał do drzwi.
- Wejść! – dobiegł go głos z wnętrza gabinetu.
Sięgnął
do klamki, otworzył drzwi i wszedł do pokoju. Wnętrze tonęło w mroku,
który rozjaśniała tylko pojedyncza, stojąca na biurku lampka.
- Zamknij drzwi na klucz! – padł rozkaz.
Nino lekko zawahał się, ale spełnił polecenie.
- Rozbieraj się!
„Jasne,
gość nie ma czasu, więc od razu przechodzi do rzeczy” – przemknęło
przez głowę chłopaka. – „Może i lepiej, skurwiel zrobi swoje i będę miał
kasę, i święty spokój. Zasrany kapitalista!” – Myślał rozbierając się i
rzucając swoje ciuchy w kąt.
- Podejdź do biurka i oprzyj na nim łokcie! – zabrzmiał kolejny rozkaz z ciemności.
Chłopak
stanął w wymaganej pozie. Usłyszał poruszenie za sobą, jednak to, czego
się spodziewał nie nastąpiło, za to na jego wypięte pośladki spadło
uderzenie pasem.
-
Co jest, kurwa! – Nino zerwał się, lecz mężczyzna szybkim ruchem
schwycił go za kark i przygniótł do blatu biurka. Chłopak chwilę
walczył, ale szybko skapitulował. – Dobra – warknął. – Tyle, że za taką
zabawę płacisz ekstra, jasne?!
Mężczyzna z pogardą skinął głową.
- Jasne! – powiedział. – Możesz nazywać mnie panem Jones’em.
- Może być pan Jones – Nino wzruszył ramionami. – Dopóki płacisz możesz i być panem Bogiem.
Jones rozluźnił uchwyt i odsunął się od biurka.
- Licz! – rzucił oschle i zaczął wymierzać uderzenia.
- Raz… dwa… – Nino zacisnął zęby – … trzy… cztery… – głos zaczął mu się łamać, choć z całej siły starał się nad nim panować. Poczuł zdradziecki łzy wymykające się spod zaciśniętych z bólu powiek. Mężczyzna nie przestawał bić.
-
… dwanaście… trzynaście… – Nino zachłystywał się powietrzem pomiędzy
uderzeniami, z całych siła zaciskał dłonie w pięści. – …siedemnaście…
osiemnaście… – wyjęczał drżącym głosem. Przy dwudziestym którymś
uderzeniu stracił rachubę, kolejne ciosy wyrywały z jego ust tylko ciche
jęki.
Wreszcie
nastąpił koniec, Jones odrzucił pas i odszedł od biurka. Nino stał bez
ruchu, powoli rozluźniał napięte mięśnie, ukradkiem ocierał załzawione
oczy. Nie chciał, żeby ktokolwiek je widział, nie chciał przyznać się do
słabości.
- Podejdź do mnie! – w powietrzu zabrzmiał kolejny rozkaz.
Chłopak
podniósł się i odwrócił, zmrużył oczy, by widzieć gdzie znajduje się
mężczyzna. Przez chwilę jego oczy przyzwyczajały się do mroku, jego
„klient” siedział w fotelu tuż przy dużym oknie. Ruszył w jego stronę.
- Nie tak, na czworakach!
Nino
posłusznie przyklęknął i zaczął iść do fotela. Wcisnął się pomiędzy
rozsunięte nogi mężczyzny, ręką sięgnął do rozporka jego spodni.
Sprawnie uwolnił jego członka i przez chwilę masował go dłonią.
- Zabieraj ręce! – warknął Jones. – Wiesz co masz robić!
Chłopak
posłusznie cofnął dłoń, pochylił się i zaczął pieścić penisa językiem,
potem wziął go do ust. Lekko ssał, drażnił językiem, podgryzał. W pewnym
momencie poczuł na swoim karku dłonie mężczyzny, który chwycił jego
głowę i przytrzymał. Jednocześnie Jones zaczął rytmicznie poruszać
biodrami, przez co jego członek ostrymi, szybkimi ruchami wbijał się
coraz głębiej w usta chłopaka. Nino zaczął się dusić, usiłował uwolnić
się, zaczął odpychać swego oprawcę, ten jednak zdawał się tego nie
zauważać. Walka trwała dłuższą chwilę i gdy wydawało się, że chłopak
straci przytomność, mężczyzna puścił go.
Nino
usiadł na podłodze odsuwając się od fotela, kaszlał i ciężko chwytał
powietrze. Nie mógł dojść do siebie. Podniósł wzrok – lśniący od jego
śliny nabrzmiał członek mężczyzny prężył się nadal gotowy do akcji.
„Kurwa, jeszcze mu mało – przemknęło przez myśl chłopaka. – Niech lepiej
szykuje kupę szmalu, pojeb jeden!”
Widząc, że Nino dochodzi do ciebie Jones skinął głową wskazując biurko.
- Podejdź tam i chwyć się za pośladki!
-
Wiesz, że za to wszystko płacisz ekstra? Jesteś pewny, że Cię stać? – z
buńczuczną miną zapytał wciąż jeszcze siedzący na podłodze chłopak.
Mężczyzna wyciągnął z kieszeni gruby portfel i zaprezentował jego zawartość.
- Dostaniesz pięć stów!
- Plus coś ekstra za bicie – dalej targował się chłopak
- Ok., ale nie przeciągaj struny – ostrzegł Jones.- Stawaj!!
Nino
ciężko podniósł się z podłogi i przyjął żądaną pozycję. Mężczyzna
zerwał się z fotela i bez wstępów wszedł w rozwarte pośladki. Z gardła
Nina wyrwał się krzyk. Słysząc to Jones całym ciężarem przygniótł go do
biurka i wysyczał mu do ucha:
-
Zamknij ryj, kurwo, bo tak Ci go obiję, że w kostnicy po zębach się
będą rozpoznawać. Do tego tylko się nadajesz, zdziro, żeby cię rżnąć,
więc cię zerżnę tak, że zapamiętasz to do końca życia!
Nino
zagryzł wargi tłumiąc jęk, gdy jego oprawca wbijał się w niego mocnymi,
brutalnymi ruchami. Walczył z bólem, by nie krzyczeć, a łzy spływała
spod jego zaciśniętych powiek. Czuł lepką wilgoć spływającą po jego
nogach… Ostre pchnięcie… i kolejne…, i
jeszcze…, jeszcze… Czas przestał mieć jakiekolwiek znaczenie, stał się
tylko ścianą bólu i upokorzenia. Kolejne pchnięcie…, i jeszcze jedno…, i
kolejne… Nino spazmatycznie łapał oddech. Wreszcie mężczyzna doszedł,
pchnął po raz ostatni i całym ciężarem położył się na chłopaku
wgniatając go w biurko. Nino poczuł w swoim wnętrzu paroksyzmy rozkoszy,
którą tamten przeżywał. Po chwili Jones podniósł się i wycofał, wkrótce
chłopak usłyszał szczęk zapinanego zamka.
Uderzył w niego zwitek banknotów.
- Spierdalaj!
Nino
uniósł się z trudem, po wewnętrznej stronie jego ud spływała sperma
pomieszana z krwią, zapuchnięte od płaczu oczy obserwowały bacznie
poczynania mężczyzny.
- Spierdalaj stąd, bo inaczej zaczniemy zabawę od nowa! - Mężczyzna zamachnął się.
Widząc
to, Nino pośpiesznie chwycił pieniądze i leżące w kącie ubranie. Rzucił
się w kierunku drzwi, chwilę mocował z zamkiem, by wreszcie wybiec na
korytarz. Było mu wszystko jedno, czy ktoś go zobaczy czy nie, byle
tylko wydostać się z tamtego pokoju, byle jak najdalej od tamtego
mężczyzny…
Tymczasem
Jones, po ucieczce Nino, przeszedł przez gabinet i otworzył drzwi do
przylegającego pomieszczenia. Siedziało w nim czterech potężnie
wyglądających mężczyzn.
- Jest wasz – powiedział. – Tylko zróbcie to z dala od tego miejsca.
- Jakieś szczególne polecenia? – zapytał jeden z nich. – Możemy się z nim najpierw zabawić?
Mężczyzna wzruszył ramionami.
- Nie obchodzi mnie to. Ma zniknąć.
***
Na
końcu korytarza Nino znalazł wreszcie drzwi prowadzące do łazienki.
Odkręcił kran i papierowymi ręcznikami zaczął się wycierać.
„Skurwiel!!!
Pojebany skurwiel! – powtarzał w myślach. Wyzwiskami i przekleństwami
próbował zagłuszyć swój ból. Poczuł gorycz w gardle, więc przełknął
ślinę walcząc z nadchodzącymi mdłościami.” Nie jestem kurwą, choć on
mnie za kogoś takiego ma. Nie jestem…” – pogarda do samego siebie za
całe zajście narastała w nim. „To ja stawiam warunki” – uparcie wmawiał
sobie, walcząc z samym sobą o własną duszę, o własny wizerunek. – „Ja
mówię z kim i za ile! Nie jestem kurwą, ja tylko…” Nie potrafił jednak
zagłuszyć wyrzutów sumienia. Szybko wbiegł do kabiny i zwymiotował.
Zmęczony
osunął się na zimne kafelki, nigdy nie umiał okłamywać samego siebie.
Starał się przeżyć, a każdy dzień życia to była walka. ”Nie jestem
szmatą, to co robię to tylko środki, jakich muszę użyć, by zdobyć swój
cel. Jeszcze zostanę kimś!” Podniósł się z podłogi, nad umywalką
przepłukał usta a następnie z determinacją zaczął zmywać z siebie
nasienie mężczyzny i własną krew. Czuł ból, ale zignorował go, w końcu
gwałt nie był dla niego czymś nowym. Już od kilku lat żył na ulicy i nie
raz zdarzało mu się trafić na klienta sadystę. Samotna łza spłynęła po
jego policzku. Otarł ją ze złością. Spojrzał w lustro.
- Jeszcze zostanę poważanym człowiekiem. – powiedział głośno do swego odbicia.
Główne
wejście było już zamknięte, więc z biurowca wyszedł przez zaplecze, aby
wyjść na ulicę musiał przejść przez kilka zaułków. Nie uszedł daleko. W
pewnym momencie drogę zastąpiło mu dwóch mężczyzn. Zawahał się,
odwrócił i chciał odejść , gdy z drugiej strony nadeszło kolejnych
dwóch.
„Parszywy dzień, kurwa – pomyślał. – „No nic, jak liczą na łatwy łup, to się pomylą!”
-
Kogo my tu mamy? – zakpił jeden z napastników. – Panienka się zgubiła.
Może panience będziemy mogli pomóc, jak panienka będzie dla nas miła.-
Zarechotał, a jego towarzysze zawtórowali mu.
Do
serca Nina podpełzł strach, starał się jednak nadrabiać miną. Na ulicy
nie ma litości, zazwyczaj ten, kto pierwszy zaatakuje – ten zwycięża.
Tyle, że ich jest czterech…
- Czego, kurwa?
-
Oj, panienka się niecierpliwi. Chłopcy, czapki z głów, bo panienka
przemówiła.- Kpił dalej mężczyzna. – Przeszkadzamy pewnie panience…
- Jaka panienka – zawtórował mu drugi. – Panienka tak się nie wyraża. To zwykła zdzira, nie panienka!
-
Zdzira, mówisz? No, jak to jest zdzira, to my tę kurwę nauczymy manier,
co chłopcy? – mówiąc to, podszedł do chłopaka i popchnął go. Pozostali
zarechotali głośno.
Korzystając
z chwili, gdy mężczyzna odwrócił głowę w kierunku swoich towarzyszy,
Nino zaatakował. Nagłym ruchem podskoczył do napastnika i z całej siły
uderzył go pięścią w twarz. Trafił, ale nie zdążył zadać kolejnego
ciosu. Pozostali mężczyźni rzucili się na niego. Otrzymał potężne
uderzenie w tył głowy i ogarnęła go ciemność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz