Przez
twarz Mroka przemknął uśmiech. Z głową przytuloną do jego biodra spał
Nino. Jego potargane włosy i rozchylone usta sprawiły, że mężczyzna
poczuł żar obejmujący jego serce i, hmmm, nie tylko. Już chciał unieść
rękę, by pogładzić brązową czuprynę chłopaka, gdy usłyszał zbliżające
się kroki. Natychmiast znieruchomiał i przymknął oczy, znów spod
zmrużonej powieki obserwował drzwi. W każdej chwili gotowy, by rzucić
się na potencjalnego napastnika.
Drzwi
otwarły się cicho i do pokoju wszedł długowłosy blondyn. Stanął w
progu, jakby z wahaniem i przez chwilę patrzył na leżącego w łóżku
mężczyznę. Podszedł w końcu do śpiącego na krześle chłopaka i delikatnie
potrząsnął jego ramię.
- Nino… – szepnął cicho.
Chłopak podniósł głowę i rozejrzał się wokół nieprzytomnym wzrokiem.
Mężczyzna uśmiechnął sie do niego.
- Musisz coś zjeść, chłopcze – powiedział jakby z rozbawieniem. – Koczujesz tu ponad dobę.
Nino przetarł oczy i, ku zdumieniu Mroka, uśmiechnął się do nieznanego mu mężczyzny.
- Dziękuję, panie Mike’u – powiedział, przecierając oczy wierzchem dłoni – ale chce być przy nim, gdy się obudzi.
Mężczyzna pokiwał głową ze zrozumieniem.
-
Rozumiem, ale doktor mówi, że pacjent pośpi jeszcze co najmniej 20
godzin, juz choćby ze względu na znieczulenie, jakie dostał, gdy
wyjmował mu kulę – mówiąc to łagodnym ruchem pogładził Nino po twarzy.
Ten
gest i towarzyszący mu uśmiech Nino sprawiły, że Mrok spiął się. „O co
tu chodzi?? Co się stało??” Serce Czarnego zalała fala nienawiści, czego
nie czuł juz od bardzo dawna. Nie poruszył sie jednak, ani w żaden inny
sposób nie dał poznać, że jest przytomny. Czekał na rozwój wypadków.
Tymczasem
Nino wstał, pochylił sie nad nim i delikatnie odgarnął z twarzy Mroka
jakiś zabłąkany kosmyk włosów. Przez chwilę stał i patrzył na leżącego
mężczyznę z wyrazem niepokoju na twarzy. Wreszcie odwrócił się do
Mike’a.
- Ale na pewno wszystko z nim w porządku? – zapytał.
Zagadnięty roześmiał się cicho.
-
Na pewno. Z doktorka może i jest moczymorda i dziwkarz, ale swój fach
zna. Jeśli mówi, że będzie dobrze, to będzie. Nie raz łatał moich
chłopaków i wszyscy są w jak najlepszej formie. Chodź i niczym sie nie martw – opiekuńczo otoczył ramiona chłopaka, na który to widok, Mrok omal nie zazgrzytał zębami.
Nino
pozwolił wyprowadzić się z pokoju bez protestów, co więcej, oparł głowę
na ramieniu mężczyzny. Gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi, Mrok
usiadł na łóżku. Jego mięśnie napięły się jak postronki, twarz była
nieruchoma jak maska, tylko oczy płonęły zimnym blaskiem. „O co tu
chodzi?? Co się dzieje??” Czuł się wytrącony z równowagi i wściekły.
„Nino go zdradził?? Wydał?? Nie, to chyba nie to, gdyby wiedzieli kim
jest nie pozostawiliby go bez obstawy. Więc co, do kurwy nędzy, tu się
działo???? Co łączy Nino i tego całego Mike’a!!!” Nawet w myślach imię
mężczyzny budziło w nim wstręt. Powoli opuścił nogi na podłogę.
Ostrożnie zaczął wstawać, przez chwile czuł zawroty głowy.”No tak,
znieczulenie, pomyślał, usunęli mi kule”. Poruszył prawym ramieniem.
Bolała, ale dało sie przeżyć, pewnie trzeba będzie trochę je oszczędzać,
jednak wszystko zadawało się funkcjonować prawidłowo. Rozejrzał się
dokładniej po pokoju i dostrzegł przewieszone przez poręcz łóżka
ubranie. Czarne spodnie należały do niego, koszuli nie poznawał, ale, po
krótkim pomacaniu, czy aby nie było w niej ukrytych jakiś pluskiew czy
innych urządzeń namierzających, niech żyje paranoja!!, ubrał ją także.
Nigdzie nie widział butów, ale stwierdził, że do tego, co chce teraz
zrobić nawet lepiej, że pójdzie boso. Uchylił lekko kotarę w oknie
lustrując otoczenie. Kamienica, raczej stara i niezbyt zadbana. Ciemne
podwórze i światło lamp z ulicy. Podszedł do drzwi i uchylił je
delikatnie, zerkając przez powstałą szparę. Korytarz za drzwiami tonął w
mroku, co pasowało mu bardzo. Tylko gdzieś dalej słychać było rozmowę
kilku osób i widać padający przez niedomknięte drzwi poblask światła.
Starając się poruszać jak najciszej wymknął się na korytarz starannie
zamykając za sobą drzwi. Jak cień przemknął korytarzem do uchylonych
drzwi. Trzech mężczyzn rozmawiało o ostatnich podbojach racząc się
kolacją.
- Mówię Ci, stary, cycki miała takie, że mogłaby człowieka udusić – zaśmiał się jeden z nich.
Przez twarz Mroka przemknął wyraz obrzydzenia, gdy pozostali skwitowali śmiechem wypowiedź kolegi.
- Ty to masz szczęście – pokręcił głowa drugi – Lucy jest płaska jak decha, ale ma wprawę i dobrze ciągnie druta.
Czarny
wycofał się, w pokoju nie było ani Nino, ani Mike’a, a niewybredne
uwagi mężczyzn wybitnie podsycały w nim wściekłość, której nawet nie
próbował sobie tłumaczyć. Gdyby tam teraz wszedł, zabiłby ich i nie
byłaby to bezbolesna śmierć…
Ruszył
dalej korytarzem nasłuchując wszelkich odgłosów, w myślach kreślił
sobie plan kamienicy na podstawie korytarza i rozkładu wychodzących na
niego drzwi. Za większością z nich panował cisza i ciemność. Sytuacja
powtórzyła się na piętrze niżej i na parterze. W kilku
pokojach spali mężczyźni w różnym wieku, ale nigdzie nie było śladu
Nino. Szedł więc dalej, skręcił kilka razy, aż doszedł do większych
drzwi prowadzących, jak mu się wydawało, na widziane z okna podwórze.
Nacisnął klamkę, a drzwi poddały sie bez oporu. Jego twarz owiał rześki
nocny wiatr, pod bosymi stopami wyczuł piasek. Gdzie, do cholery, był
Nino?? Był pewien, ze nie było go w budynku, z którego wyszedł. W oknie
na pierwszym piętrze budynku po drugiej stronie podwórza paliło się
światło. Nie namyślając się długo ruszył przez podwórze. Drzwi wejściowe
także były otwarte, ale za nimi słyszał szmer rozmowy. Strażnicy,
dwóch, może trzech. Bez problemu mógł ich zdjąć, ale niepewna sytuacja w
jakiej się znajdował sprawiła, że wolał nie alarmować nikogo, ani
teraz, ani potem, gdyby odnaleziono ciała. Nie wiedział gdzie jest Nino,
co sie dzieje, ani co robić dalej. Nie na darmo jednak nazywano go
kiedyś Cieniem. Potrafił poruszać się bezszelestnie, wtopić w mrok
korytarza. Odwracając twarz, by jej jasna plama nie zwróciła niczyjej
uwagi, tyłem przemknął obok otwartych drzwi i zajętych na szczęcie
rozmową strażników. „Co za brak profesjonalizmu – pomyślał. To na pewno
nie są ludzie, którzy polowali na nich w wesołym miasteczku. „
Nie
niepokojony przez nikogo dostał się na piętro i stanął przed drzwiami
pokoju, który obserwował z podwórza. Przyczaił sie i wsłuchał w odgłosy
zza drzwi. To co usłyszał sprawiło, że przeszedł go dreszcz.
Przyspieszone oddechy i westchnienia….. Zacisnął pięści, aż
zatrzeszczały kości. Wolno wciągnął go płuc powietrze opanowując emocje.
Nacisnął klamkę i minimalnie uchylił drzwi.
-
Jesteś cudowny….. – nabrzmiały pożądaniem głos Mika’a ranił uszy Mroka
wzbudzając w nim żądze krwi. – Taki piękny i namiętny….. Ciasny jak
dziewica…… Powiedz mi, powiedz, jest ci tak samo dobrze jak mi…..
Powiedz….
-
Oooo, Mike…… – wyszeptana cicho odpowiedź sprawiła, że ręce Mroka
opadły bezsilnie, a on sam musiał oprzeć się o ścianę, by nie upaść. Ten
głos….. głos, który pieścił jego uszy, który swego czasu obudził w nim
zapomniane wspomnienia, głos, który był mu znany lepiej niż jego
własny….
Stał
oparty o ścianę, zdruzgotany i bezbronny, wsłuchany w dochodzące zza
drzwi miłosne westchnienia. W tej chwili nie czuł nic, w jego sercu
panował beznamiętna pustka. Na przekór sobie ponownie odwrócił się do
drzwi i zerknął przez szparę, przez otwarte usta łapał ciężko powietrze
patrząc na rysującą się na twarzy Nino namiętność. Napawał się tym
widokiem, czując jak zostaje wyryty w jego umyśle i sercu. Wreszcie
cofnął głowę i cicho zamknął drzwi, choć wątpił, by oddający się
rozkoszy mężczyźni byliby wstanie cokolwiek usłyszeć. Oparł rozpalone
czoło o zimną ścianę, przez chwilę stał w bezruchu. Wreszcie sam sobie
nakazał nie myśleć o tym, co widział i przede wszystkim nie czuć.
Bezszelestnie pokonał drogę powrotną do pokoju, w którym leżał, rozebrał
sie składając rzeczy tak, by nikt nie poznał, ze były używane. Położył
sie i przykrył kołdrą. szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w
ciemność…
***
„Braciszku?…..”
Cisza.
„Braciszku, co się stało???”
Cisza.
„Odezwij się…..”
Cisza.
Cisza.
Cisza……….
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz