wtorek, 23 stycznia 2018

Mrok R31

Przebudził się nagle. Spięty i nerwowy. Instynkt i wyuczone odruchy sprawiły, że nie poruszył się i nie otwarł oczu. Przeciwnie, wyrównał oddech, jeśli ktoś obserwował go nie był wstanie odgadnąć, że odzyskał przytomność. Przez dłuższą chwilę leżał w ciszy chłonąc otaczającą go atmosferę. Zasłuchał się w sygnały, które wysyłało do niego jego ciało. Nie był związany, umysł pracował jasno, więc raczej nie został nafaszerowany narkotykami lub lekami. Napiął lekko mięśnie nóg, zdawały się funkcjonować normalnie. Prawie niezauważalnie poruszył palcami dłoni. Tutaj także wszystko było w porządku. W tym momencie poczuł ukłucie bólu w prawym barku. No tak, został postrzelony, jednak ból był do zniesienia. Jego serce na moment przyspieszyło. Nino!!!! Z wysiłkiem narzucił sobie spokój, jeśli teraz spanikuje, nie będzie mógł mu pomóc, gdyby zaszła taka potrzeba. Musiał działać rozważnie. Wiedział, że znajduje się w zamkniętym pomieszczeniu, a oprócz niego w pokoju znajduje sie jeszcze jedna osoba, wychwytywał jej cichy oddech. Bardzo wolno zaczął unosić powiekę jednego oka. Sposób oddychania nie zmienił się, nie usłyszał żadnego ruchu, który sugerowałby, że ktoś dostrzegł jego przebudzenie. Mocniej uchylił powiekę i przez firankę rzęs zaczął lustrować pomieszczenie. W pokoju panował miękki półmrok, zaciągnięte na oknach kotary przepuszczały niewiele światła, ale i to wystarczyło, by dostrzegł ascetyczne umeblowanie pokoju. Niewielki stolik tuż pod oknem, na nim szklanka z wodą i jakieś medykamenty. Przy wąskim łóżku, na którym leżał stało krzesło, na którym ktoś spał, złożywszy głowę na brzegu pościeli. Zaryzykował i uniósł lekko głowę chcąc dostrzec rysy jej twarzy.
            Przez twarz Mroka przemknął uśmiech. Z głową przytuloną do jego biodra spał Nino. Jego potargane włosy i rozchylone usta sprawiły, że mężczyzna poczuł żar obejmujący jego serce i, hmmm, nie tylko. Już chciał unieść rękę, by pogładzić brązową czuprynę chłopaka, gdy usłyszał zbliżające się kroki. Natychmiast znieruchomiał i przymknął oczy, znów spod zmrużonej powieki obserwował drzwi. W każdej chwili gotowy, by rzucić się na potencjalnego napastnika.
            Drzwi otwarły się cicho i do pokoju wszedł długowłosy blondyn. Stanął w progu, jakby z wahaniem i przez chwilę patrzył na leżącego w łóżku mężczyznę. Podszedł w końcu do śpiącego na krześle chłopaka i delikatnie potrząsnął jego ramię.
            - Nino… – szepnął cicho.
            Chłopak podniósł głowę i rozejrzał się wokół nieprzytomnym wzrokiem.
             Mężczyzna uśmiechnął sie do niego.
            - Musisz coś zjeść, chłopcze – powiedział jakby z rozbawieniem. – Koczujesz tu ponad dobę.
            Nino przetarł oczy i, ku zdumieniu Mroka, uśmiechnął się do nieznanego mu mężczyzny.
            - Dziękuję, panie Mike’u – powiedział, przecierając oczy wierzchem dłoni – ale chce być przy nim, gdy się obudzi.
            Mężczyzna pokiwał głową ze zrozumieniem.
            - Rozumiem, ale doktor mówi, że pacjent pośpi jeszcze co najmniej 20 godzin, juz choćby ze względu na znieczulenie, jakie dostał, gdy wyjmował mu kulę – mówiąc to łagodnym ruchem pogładził Nino po twarzy.
            Ten gest i towarzyszący mu uśmiech Nino sprawiły, że Mrok spiął się. „O co tu chodzi?? Co się stało??” Serce Czarnego zalała fala nienawiści, czego nie czuł juz od bardzo dawna. Nie poruszył sie jednak, ani w żaden inny sposób nie dał poznać, że jest przytomny. Czekał na rozwój wypadków.
            Tymczasem Nino wstał, pochylił sie nad nim i delikatnie odgarnął z twarzy Mroka jakiś zabłąkany kosmyk włosów. Przez chwilę stał i patrzył na leżącego mężczyznę z wyrazem niepokoju na twarzy. Wreszcie odwrócił się do Mike’a.
            - Ale na pewno wszystko z nim w porządku? – zapytał.
            Zagadnięty roześmiał się cicho.
            - Na pewno. Z doktorka może i jest moczymorda i dziwkarz, ale swój fach zna. Jeśli mówi, że będzie dobrze, to będzie. Nie raz łatał moich chłopaków i wszyscy są w jak najlepszej formie. Chodź  i niczym sie nie martw – opiekuńczo otoczył ramiona chłopaka, na który to widok, Mrok omal nie zazgrzytał zębami.
            Nino pozwolił wyprowadzić się z pokoju bez protestów, co więcej, oparł głowę na ramieniu mężczyzny. Gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi, Mrok usiadł na łóżku. Jego mięśnie napięły się jak postronki, twarz była nieruchoma jak maska, tylko oczy płonęły zimnym blaskiem. „O co tu chodzi?? Co się dzieje??” Czuł się wytrącony z równowagi i wściekły. „Nino go zdradził?? Wydał?? Nie, to chyba nie to, gdyby wiedzieli kim jest nie pozostawiliby go bez obstawy. Więc co, do kurwy nędzy, tu się działo???? Co łączy Nino i tego całego Mike’a!!!” Nawet w myślach imię mężczyzny budziło w nim wstręt. Powoli opuścił nogi na podłogę. Ostrożnie zaczął wstawać, przez chwile czuł zawroty głowy.”No tak, znieczulenie, pomyślał, usunęli mi kule”. Poruszył prawym ramieniem. Bolała, ale dało sie przeżyć, pewnie trzeba będzie trochę je oszczędzać, jednak wszystko zadawało się funkcjonować prawidłowo. Rozejrzał się dokładniej po pokoju i dostrzegł przewieszone przez poręcz łóżka ubranie. Czarne spodnie należały do niego, koszuli nie poznawał, ale, po krótkim pomacaniu, czy aby nie było w niej ukrytych jakiś pluskiew czy innych urządzeń namierzających, niech żyje paranoja!!, ubrał ją także. Nigdzie nie widział butów, ale stwierdził, że do tego, co chce teraz zrobić nawet lepiej, że pójdzie boso. Uchylił lekko kotarę w oknie lustrując otoczenie. Kamienica, raczej stara i niezbyt zadbana. Ciemne podwórze i światło lamp z ulicy. Podszedł do drzwi i uchylił je delikatnie, zerkając przez powstałą szparę. Korytarz za drzwiami tonął w mroku, co pasowało mu bardzo. Tylko gdzieś dalej słychać było rozmowę kilku osób i widać padający przez niedomknięte drzwi poblask światła. Starając się poruszać jak najciszej wymknął się na korytarz starannie zamykając za sobą drzwi. Jak cień przemknął korytarzem do uchylonych drzwi. Trzech mężczyzn rozmawiało o ostatnich podbojach racząc się kolacją.
            - Mówię Ci, stary, cycki miała takie, że mogłaby człowieka udusić – zaśmiał się jeden z nich.
            Przez twarz Mroka przemknął wyraz obrzydzenia, gdy pozostali skwitowali śmiechem wypowiedź kolegi.
            - Ty to masz szczęście – pokręcił głowa drugi – Lucy jest płaska jak decha, ale ma wprawę i dobrze ciągnie druta.
            Czarny wycofał się, w pokoju nie było ani Nino, ani Mike’a, a niewybredne uwagi mężczyzn wybitnie podsycały w nim wściekłość, której nawet nie próbował sobie tłumaczyć. Gdyby tam teraz wszedł, zabiłby ich i nie byłaby to bezbolesna śmierć…
            Ruszył dalej korytarzem nasłuchując wszelkich odgłosów, w myślach kreślił sobie plan kamienicy na podstawie korytarza i rozkładu wychodzących na niego drzwi. Za większością z nich panował cisza i ciemność. Sytuacja powtórzyła się na piętrze niżej i na parterze. W  kilku pokojach spali mężczyźni w różnym wieku, ale nigdzie nie było śladu Nino. Szedł więc dalej, skręcił kilka razy, aż doszedł do większych drzwi prowadzących, jak mu się wydawało, na widziane z okna podwórze. Nacisnął klamkę, a drzwi poddały sie bez oporu. Jego twarz owiał rześki nocny wiatr, pod bosymi stopami wyczuł piasek. Gdzie, do cholery, był Nino?? Był pewien, ze nie było go w budynku, z którego wyszedł. W oknie na pierwszym piętrze budynku po drugiej stronie podwórza paliło się światło. Nie namyślając się długo ruszył przez podwórze. Drzwi wejściowe także były otwarte, ale za nimi słyszał szmer rozmowy. Strażnicy, dwóch, może trzech. Bez problemu mógł ich zdjąć, ale niepewna sytuacja w jakiej się znajdował sprawiła, że wolał nie alarmować nikogo, ani teraz, ani potem, gdyby odnaleziono ciała. Nie wiedział gdzie jest Nino, co sie dzieje, ani co robić dalej. Nie na darmo jednak nazywano go kiedyś Cieniem. Potrafił poruszać się bezszelestnie, wtopić w mrok korytarza. Odwracając twarz, by jej jasna plama nie zwróciła niczyjej uwagi, tyłem przemknął obok otwartych drzwi i zajętych na szczęcie rozmową strażników. „Co za brak profesjonalizmu – pomyślał. To na pewno nie są ludzie, którzy polowali na nich w wesołym miasteczku. „
            Nie niepokojony przez nikogo dostał się na piętro i stanął przed drzwiami pokoju, który obserwował z podwórza. Przyczaił sie i wsłuchał w odgłosy zza drzwi. To co usłyszał sprawiło, że przeszedł go dreszcz. Przyspieszone oddechy i westchnienia….. Zacisnął pięści, aż zatrzeszczały kości. Wolno wciągnął go płuc powietrze opanowując emocje. Nacisnął klamkę i minimalnie uchylił drzwi.
            - Jesteś cudowny….. – nabrzmiały pożądaniem głos Mika’a ranił uszy Mroka wzbudzając w nim żądze krwi. – Taki piękny i namiętny….. Ciasny jak dziewica…… Powiedz mi, powiedz, jest ci tak samo dobrze jak mi….. Powiedz….
            - Oooo, Mike…… – wyszeptana cicho odpowiedź sprawiła, że ręce Mroka opadły bezsilnie, a on sam musiał oprzeć się o ścianę, by nie upaść. Ten głos….. głos, który pieścił jego uszy, który swego czasu obudził w nim zapomniane wspomnienia, głos, który był mu znany lepiej niż jego własny….
            Stał oparty o ścianę, zdruzgotany i bezbronny, wsłuchany w dochodzące zza drzwi miłosne westchnienia. W tej chwili nie czuł nic, w jego sercu panował beznamiętna pustka. Na przekór sobie ponownie odwrócił się do drzwi i zerknął przez szparę, przez otwarte usta łapał ciężko powietrze patrząc na rysującą się na twarzy Nino namiętność. Napawał się tym widokiem, czując jak zostaje wyryty w jego umyśle i sercu. Wreszcie cofnął głowę i cicho zamknął drzwi, choć wątpił, by oddający się rozkoszy mężczyźni byliby wstanie cokolwiek usłyszeć. Oparł rozpalone czoło o zimną ścianę, przez chwilę stał w bezruchu. Wreszcie sam sobie nakazał nie myśleć o tym, co widział i przede wszystkim nie czuć. Bezszelestnie pokonał drogę powrotną do pokoju, w którym leżał, rozebrał sie składając rzeczy tak, by nikt nie poznał, ze były używane. Położył sie i przykrył kołdrą. szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w ciemność…

***

„Braciszku?…..”
Cisza.
„Braciszku, co się stało???”
Cisza.
„Odezwij się…..”
Cisza.
Cisza.
Cisza……….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz