Tak,
Mrok nie czuł się tutaj na miejscu. Było tu zbyt tłocznie, zbyt głośno,
nie miał pełnej kontroli nad sytuacją, w której się znajdował. Trudno
było mu się z tym pogodzić, wszystko mówiło mu, żeby jak najszybciej się
stamtąd wydostać. Zdawał sobie sprawę z tego, że zapewne jest po prostu
przewrażliwiony, ale wyuczone zachowanie, wyuczone nawyki i instynkt,
który nie raz ratował mu życie podpowiadały mu ucieczkę. Po raz kolejny
zacisnął zęby i odetchnął głęboko chcąc zwalczyć ogarniające go uczucie
paniki. „To dla młodego” – myślał – „należy mu się odpoczynek i trochę
zabawy”. Widział jego uśmiechniętą twarz i widok ten dawał mu siłę, by
trwać na miejscu, na miejscu, które było dla niego pułapką.
Stał
właśnie teraz wraz z Nino obok sprzedawcy waty cukrowej i z wyraźnym
obrzydzeniem patrzył, jak na patyk owijają się coraz to nowe nitki
cukru, do złudzenia przypominające pajęczą przędze. Sprzedawca wręczył
Nino wielką białą kulę, którą ten natychmiast podstawił pod nos
zdegustowanego Mroka.
- Tylko spróbuj, zakochasz sie! – młody z zapałem usiłował namówić przyjaciela do skosztowania lepkiego słodkiego paskudztwa.
Czarny odsunął się z obrzydzeniem.
- Nino… Muszę??
Jego mina była tak wymowna, że Nino nie wytrzymał i parsknął hamowanym do tej pory śmiechem.
- Nie, jasne, że nie musisz, żartowałem tylko.
Mrok odetchnął z wyraźna ulgą, zabrał watę z rąk chłopaka i z wyraźną satysfakcją wyrzucił do kosza.
-
Miałbym wrażenie, że za chwilę z tego kokona wylazłyby na mnie pająki.
Ohyda… – mówiąc to odwracał się powoli w stronę chłopaka…
Potem
zdarzenia potoczyły się błyskawicznie. W oczach Mroka błysnął strach,
nagłym ruchem rzucił się do przodu wpadając na Nino, przez jego twarz
przemknął grymas bólu. Zanim zaskoczony chłopak wylądował na ziemi,
Czarny wykonał piruet dookoła własnej osi, jakby z rozpędu wpadając na
stojącego w pobliżu mężczyznę ubranego w luźną sportową bluzę. Mignęły
rękawy marynarki Mroka. Wyglądało to tak, jakby Czarny chcąc złapać
równowagę wsparł się na chwilę na ramionach nieznajomego. Trwało to
zaledwie moment, jeden prawie niezauważalny, choć silny ruch dłoni i
nieznajomy zwiotczał w ramionach Mroka. Ten podtrzymał go, jakby tym
razem on usiłował pomóc tracącemu równowagę mężczyźnie, siłą rozpędu
zrobił kilka kroków w tył w stronę stojącej nieopodal ławki. Usadził na
niej nieznajomego. Z jego bezwładnej dłoni wypadł niewielki czarny
pistolet z przykręconym tłumikiem. Czarny nie podniósł broni, kopnął ją
tylko na tyle mocno, że potoczyła sie i utknęła w trawie, niewidoczna
dla przechodzących ludzi.
Wszystko
zdarzyło się tak szybko, że zdezorientowany Nino nie bardzo wiedział co
się dzieje, gdy Mrok gwałtownie podniósł go z ziemi i śpiesznym krokiem
pociągnął w stronę poprzecznej alei wesołego miasteczka.
- Szybko, ale bez nerwowych ruchów idziemy do wyjścia – szepnął mu na ucho Mrok.
Czarny mocniej złapał ramię Nino.
- Bez nerwów i gwałtownych ruchów… – głos przyjaciela był poważny i stanowczy, nie znosił sprzeciwu. – Idziemy do wyjścia.
Prowadził
chłopaka zręcznie lawirując pośród tłumu, jednocześnie bacznie
rozglądał się dookoła. Wiedział, że zamachowiec nie działał sam, widział
charakterystyczny tatuaż na jego dłoni. Członek mafii. Ale skąd się tu
wziął?? Dlaczego polował na Nino, bo to właśnie w chłopaka mierzył
niedoszły zabójca. Mrok znał sposób działania tej grupy, nie wiedział
skąd, ale znał. Wiedział, że w pobliżu zawsze jest obserwator, który ma
za zadanie nie tyle ratować swego wspólnika, lecz dokończyć, w razie
śmierci tamtego jego zadanie.
W
tym tłumie naprawdę trudno było dostrzec napastnika, mógł być nim
każdy. Mrok z goryczą przypomniał sobie, dlaczego tak bardzo nie lubi
zatłoczonych miejsc. Jego wzrok przesuwał się po mijanych ludziach,
szukał charakterystycznych znaków mogących świadczyć o
niebezpieczeństwie… Gdyby był sam rozpocząłby polowanie na napastnika,
ale nie był… Teraz najważniejszą rzeczą było wyprowadzić stąd Nino.
Wiedział, że musi się spieszyć…
Szarpnął chłopaka nagle skręcając w boczną alejkę. Kilka szybkich kroków, a potem tak…
-
Zawracamy – szepnął, Nino spojrzał na niego zdziwiony, ale bez oporów
pozwolił prowadzić przyjacielowi. – Za chwilę ruszysz biegiem do
wyjścia, rozumiesz?
- Co się dzieje, Mrok?
- Wytłumaczę Ci wszystko później, teraz rób co mówię…. Teraz!
Odepchnął
lekko młodego, który ruszył w stronę wyjścia ile sił w nogach. Sam
ruszył pomiędzy stojące wzdłuż alejki kramy. Tak, był tam, młody
mężczyzna w zbyt dużej marynarce, stanął tuż za budką z popcornem…
uniósł rękę…. Spieszył się, tak samo jak Mrok…
Dłoń
Czarnego zacisnęła się na ręce nieznajomego, jak żelazne imadło. Ich
oczy spotkały się – czarne i przepastne otchłanie i zimne błękitne
kawałki lodu…
Nino
minął kasę biletową, przebiegł jeszcze kawałek, wreszcie stanął i
odwrócił się… Gdzie jest Mrok?? Rozglądał się niespokojnie. Co tam się
stało?? O co chodziło?? Nigdzie nie było widać znajomej sylwetki, ani
czarnych długich włosów… Zdenerwowany robił kilka kroków do przodu, by
za chwilę cofnąć się. Co mam teraz zrobić?? Mrok, co się stało, gdzie
jesteś?
Gdy poczuł dotyk dłoni na ramieniu, odskoczył przestraszony, lecz Mrok przyciągnął go do siebie.
- Spokojnie, El Niño… spokojnie – szepnął wprost do ucha chłopaka. – Musimy stąd iść… im szybciej tym lepiej.
- Ale….
- Wszystko Ci wyjaśnię, ale później… Idziemy.
Mocniej ujął ramię młodego i dość szybkim, ale na pozór bardzo niedbałym krokiem ruszył przed siebie ciągnąc go za sobą.
- Co się stało?? Kim byli Ci ludzie?? Co chcieli?? – Nino nie odpuszczał, choć potulnie dawał się prowadzić.
-
Nie jestem pewien… – skłamał Mrok. – Może po prostu jestem
przewrażliwiony… Po prostu jak robi sie gorąco, lepiej jest się oddalić.
Chyba nie byłoby to dobre dla żadnego z nas, narobić dookoła siebie
zbyt wiele szumu, prawda? – szepnął cicho.
Mimo
pozorów spokoju cały czas czujnie rozglądał sie na boki. W końcu kto
wie, napastników mogło być więcej. Nie chciał straszyć Nino… niestety
czuł, że ma coraz mniej czasu. Prowadził pewnie, byle jak najdalej od
wesołego miasteczka…. Okolica stawała się coraz bardziej zaniedbana i
brudna… coraz częściej zdarzało się im widzieć puste, straszące
powybijanymi szybami kamienice…. „Chyba nie było ich więcej…” – pomyślał
Mrok, pod marynarką przyciskając mocno dłoń do piersi. Skręcił w jedną z
bram popychając młodego w głąb wejścia, sam stanął tuż za wypaczoną
połówką bramy. Poprzez szpary miedzy deskami jego oczy czujnie
lustrowały okolice.
-
Mrok?? – dobiegł go cichy szept chłopaka, jednak jego głos był…
przytłumiony. Odwrócił sie szybko… Nino stał tuż przy nim. „Nie jest
dobrze” – zdążył pomyśleć, zanim osunął się na ziemię.
- Mrok!!! – Nino chwycił przyjaciela za ramiona, z przestrachem patrzył na jego nieprzyzwoicie bladą twarz. Dłoń mężczyzny wysunęła sie spod czarnej marynarki…. Była cała we krwi…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz