wtorek, 23 stycznia 2018

Mrok R27

- No, chodź!!! – Nino szarpnął przyjaciela za ramię i pociągnął go w stronę sprzedawcy waty cukrowej. Od ponad dwóch godzin pławili się w gwarze i ferii barw wielkiego wesołego miasteczka. Nino bawił się wyśmienicie i cieszył jak dziecko każdą atrakcją. Wszystko było dla niego nowe, niezwykłe i ciekawe. Wydawało się, jakby odzyskał dzieciństwo, którego nie miał. Każda najdrobniejsza rzecz, świst powietrza w uszach podczas przejażdżki kolejką górską, widok z zatrzymanego na największej wysokości kosza diabelskiego koła, ich zniekształcone odbicia w gabinecie luster sprawiały mu wielką radość. Uśmiech szczęścia nie schodził mu z ust. Czasem tylko w oczach pojawiały sie drobinki lęku, gdy spoglądał na Mroka. Zdawał sobie sprawę, że dla jego przyjaciela tłok i hałas panujący w wesołym miasteczku były nieznośne, denerwowały go. Wyczulony na najdrobniejszy gest i ruch Czarnego Nino widział czujne i zarazem nerwowe spojrzenia jakie rzucał dookoła, drobne gesty świadczące o niepewności. Natura, przeszłość, przyzwyczajenie nie pozwalały mu na oddanie czystej i nieskrępowanej zabawie. Choć kilka razy udało mu się naprawdę ucieszyć Mroka. Wiedział, że nigdy nie zapomni uśmiechu, jaki zagościł na twarzy mężczyzny, gdy odbierał nagrodę za strącenie piłką wszystkich dziesięciu piramid z coraz to mniejszych puszek. Wyrazu skrępowania i niepewności, gdy stał pośrodku alejki z wielgachnym pluszowym misiem w rękach. Nino wprost skręcał się ze śmiechu, gdy Mrok rozglądał sie niepewnie wokół siebie, by wreszcie wręczyć maskotkę małej dziewczynce przechodzącej obok z rodzicami. Dałby wiele żeby jeszcze raz usłyszeć jego lekko gardłowy śmiech, którym usiłował pokryć zażenowanie, gdy mała rzuciła mu się na szyję…
   Tak, Mrok nie czuł się tutaj na miejscu. Było tu zbyt tłocznie, zbyt głośno, nie miał pełnej kontroli nad sytuacją, w której się znajdował. Trudno było mu się z tym pogodzić, wszystko mówiło mu, żeby jak najszybciej się stamtąd wydostać. Zdawał sobie sprawę z tego, że zapewne jest po prostu przewrażliwiony, ale wyuczone zachowanie, wyuczone nawyki i instynkt, który nie raz ratował mu życie podpowiadały mu ucieczkę. Po raz kolejny zacisnął zęby i odetchnął głęboko chcąc zwalczyć ogarniające go uczucie paniki. „To dla młodego” – myślał – „należy mu się odpoczynek i trochę zabawy”. Widział jego uśmiechniętą twarz i widok ten dawał mu siłę, by trwać na miejscu, na miejscu, które było dla niego pułapką.
   Stał właśnie teraz wraz z Nino obok sprzedawcy waty cukrowej i z wyraźnym obrzydzeniem patrzył, jak na patyk owijają się coraz to nowe nitki cukru, do złudzenia przypominające pajęczą przędze. Sprzedawca wręczył Nino wielką białą kulę, którą ten natychmiast podstawił pod nos zdegustowanego Mroka.
   - Tylko spróbuj, zakochasz sie! – młody z zapałem usiłował namówić przyjaciela do skosztowania lepkiego słodkiego paskudztwa.
   Czarny odsunął się z obrzydzeniem.
   - Nino… Muszę??
   Jego mina była tak wymowna, że Nino nie wytrzymał i parsknął hamowanym do tej pory śmiechem.
   - Nie, jasne, że nie musisz, żartowałem tylko.
   Mrok odetchnął z wyraźna ulgą, zabrał watę z rąk chłopaka i z wyraźną satysfakcją wyrzucił do kosza.
   - Miałbym wrażenie, że za chwilę z tego kokona wylazłyby na mnie pająki. Ohyda… – mówiąc to odwracał się powoli w stronę chłopaka…
   Potem zdarzenia potoczyły się błyskawicznie. W oczach Mroka błysnął strach, nagłym ruchem rzucił się do przodu wpadając na Nino, przez jego twarz przemknął grymas bólu. Zanim zaskoczony chłopak wylądował na ziemi, Czarny wykonał piruet dookoła własnej osi, jakby z rozpędu wpadając na stojącego w pobliżu mężczyznę ubranego w luźną sportową bluzę. Mignęły rękawy marynarki Mroka. Wyglądało to tak, jakby Czarny chcąc złapać równowagę wsparł się na chwilę na ramionach nieznajomego. Trwało to zaledwie moment, jeden prawie niezauważalny, choć silny ruch dłoni i nieznajomy zwiotczał w ramionach Mroka. Ten podtrzymał go, jakby tym razem on usiłował pomóc tracącemu równowagę mężczyźnie, siłą rozpędu zrobił kilka kroków w tył w stronę stojącej nieopodal ławki. Usadził na niej nieznajomego. Z jego bezwładnej dłoni wypadł niewielki czarny pistolet z przykręconym tłumikiem. Czarny nie podniósł broni, kopnął ją tylko na tyle mocno, że potoczyła sie i utknęła w trawie, niewidoczna dla przechodzących ludzi.
   Wszystko zdarzyło się tak szybko, że zdezorientowany Nino nie bardzo wiedział co się dzieje, gdy Mrok gwałtownie podniósł go z ziemi i śpiesznym krokiem pociągnął w stronę poprzecznej alei wesołego miasteczka.
   - Szybko, ale bez nerwowych ruchów idziemy do wyjścia – szepnął mu na ucho Mrok.
   Czarny mocniej złapał ramię Nino.
   - Bez nerwów i gwałtownych ruchów… – głos przyjaciela był poważny i stanowczy, nie znosił sprzeciwu. – Idziemy do wyjścia.
   Prowadził chłopaka zręcznie lawirując pośród tłumu, jednocześnie bacznie rozglądał się dookoła. Wiedział, że zamachowiec nie działał sam, widział charakterystyczny tatuaż na jego dłoni. Członek mafii. Ale skąd się tu wziął?? Dlaczego polował na Nino, bo to właśnie w chłopaka mierzył niedoszły zabójca. Mrok znał sposób działania tej grupy, nie wiedział skąd, ale znał. Wiedział, że w pobliżu zawsze jest obserwator, który ma za zadanie nie tyle ratować swego wspólnika, lecz dokończyć, w razie śmierci tamtego jego zadanie.
   W tym tłumie naprawdę trudno było dostrzec napastnika, mógł być nim każdy. Mrok z goryczą przypomniał sobie, dlaczego tak bardzo nie lubi zatłoczonych miejsc. Jego wzrok przesuwał się po mijanych ludziach, szukał charakterystycznych znaków mogących świadczyć o niebezpieczeństwie… Gdyby był sam rozpocząłby polowanie na napastnika, ale nie był… Teraz najważniejszą rzeczą było wyprowadzić stąd Nino. Wiedział, że musi się spieszyć…
    Szarpnął chłopaka nagle skręcając w boczną alejkę. Kilka szybkich kroków, a potem tak…
   - Zawracamy – szepnął, Nino spojrzał na niego zdziwiony, ale bez oporów pozwolił prowadzić przyjacielowi. – Za chwilę ruszysz biegiem do wyjścia, rozumiesz?
   - Co się dzieje, Mrok?
   - Wytłumaczę Ci wszystko później, teraz rób co mówię…. Teraz!
   Odepchnął lekko młodego, który ruszył w stronę wyjścia ile sił w nogach. Sam ruszył pomiędzy stojące wzdłuż alejki kramy. Tak, był tam, młody mężczyzna w zbyt dużej marynarce, stanął tuż za budką z popcornem… uniósł rękę…. Spieszył się, tak samo jak Mrok…
   Dłoń Czarnego zacisnęła się na ręce nieznajomego, jak żelazne imadło. Ich oczy spotkały się – czarne i przepastne otchłanie i zimne błękitne kawałki lodu…
  

   Nino minął kasę biletową, przebiegł jeszcze kawałek, wreszcie stanął i odwrócił się… Gdzie jest Mrok?? Rozglądał się niespokojnie. Co tam się stało?? O co chodziło?? Nigdzie nie było widać znajomej sylwetki, ani czarnych długich włosów… Zdenerwowany robił kilka kroków do przodu, by za chwilę cofnąć się. Co mam teraz zrobić?? Mrok, co się stało, gdzie jesteś?
Gdy poczuł dotyk dłoni na ramieniu, odskoczył przestraszony, lecz Mrok przyciągnął go do siebie.
   - Spokojnie, El Niño… spokojnie – szepnął wprost do ucha chłopaka. – Musimy stąd iść… im szybciej tym lepiej.
   - Ale….
   - Wszystko Ci wyjaśnię, ale później… Idziemy.
   Mocniej ujął ramię młodego i dość szybkim, ale na pozór bardzo niedbałym krokiem ruszył przed siebie ciągnąc go za sobą.
   - Co się stało?? Kim byli Ci ludzie?? Co chcieli?? – Nino nie odpuszczał, choć potulnie dawał się prowadzić.
   - Nie jestem pewien… – skłamał Mrok. – Może po prostu jestem przewrażliwiony… Po prostu jak robi sie gorąco, lepiej jest się oddalić. Chyba nie byłoby to dobre dla żadnego z nas, narobić dookoła siebie zbyt wiele szumu, prawda? – szepnął cicho.
   Mimo pozorów spokoju cały czas czujnie rozglądał sie na boki. W końcu kto wie, napastników mogło być więcej. Nie chciał straszyć Nino… niestety czuł, że ma coraz mniej czasu. Prowadził pewnie, byle jak najdalej od wesołego miasteczka…. Okolica stawała się coraz bardziej zaniedbana i brudna… coraz częściej zdarzało się im widzieć puste, straszące powybijanymi szybami kamienice…. „Chyba nie było ich więcej…” – pomyślał Mrok, pod marynarką przyciskając mocno dłoń do piersi. Skręcił w jedną z bram popychając młodego w głąb wejścia, sam stanął tuż za wypaczoną połówką bramy. Poprzez szpary miedzy deskami jego oczy czujnie lustrowały okolice.
   - Mrok?? – dobiegł go cichy szept chłopaka, jednak jego głos był… przytłumiony. Odwrócił sie szybko… Nino stał tuż przy nim. „Nie jest dobrze” – zdążył pomyśleć, zanim  osunął się na ziemię.
   - Mrok!!! – Nino chwycił przyjaciela za ramiona, z przestrachem patrzył na jego  nieprzyzwoicie bladą twarz. Dłoń mężczyzny wysunęła sie spod czarnej marynarki…. Była cała we krwi…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz