Leżąc
w swoim łóżku Nino patrzył na krzątającego się po pokoju Mroka. Po
przyjeździe do domu Czarny pomógł mu się wykąpać i zmyć z siebie cały
brud tamtego miejsca, potem opatrzył jego rany. Nino do tej pory czuł na
swoich plecach delikatny dotyk palców przyjaciela… Sama operacja nie
była zbyt przyjemna, środek antyseptyczny szczypał w otwartych ranach, a
całe ciało promieniowało bólem, ale to nie miało znaczenia. Liczył się
tylko Mrok i pieszczota jego dotyku. W pewnym momencie serce Nino
zatrzymało się, gdy Czarny ostrożnie, ale stanowczo rozchylił jego
pośladki i wprowadził coś w jego odbyt. Z przerażenia chłopak próbował
się zerwać, ale ręka Mroka uniemożliwiła mu to.
- To tylko antybiotyk - powiedział.
Nino
spłonął rumieńcem, to było takie… upokarzające… Opuścił głowę, ukrył
twarz w dłoniach. Widząc to Mrok wyciągnął rękę, jakby chciał pogładzić
chłopaka po głowie, ale zamarł w połowie ruchu. Palce poruszyły się
jednak, jakby niezależnie od jego woli, muskając końcówki włosów
chłopaka. Odwrócił się szybko i podszedł do stołu, skąd zabrał bandaże.
- Usiądź, muszę skończyć opatrunek – jego głos był beznamiętny.
Teraz,
leżąc opatulony ciepłą kołdrą, Nino czuł jak opuszcza go całe napięcie,
strach i rozpacz, był … w domu? Czuł, że był tam, gdzie jego miejsce,
łzy ulgi nie powstrzymywane już dłużej popłynęły po jego policzkach. Mrok…
tak, Mrok pozostał tajemnicą. Dlaczego nie odpowiedział wtedy, czy
pozwoli mu ze sobą zostać? Nie rozumiał go, tak samo jak nie rozumiał
siebie i swoich uczuć w stosunku do tego dziwnego chłopaka… To wszystko
było takie trudne, a on był zmęczony, tak bardzo zmęczony…
Czarny, jakby wyczuwając, co dzieje się w głowie Nino podszedł do łóżka i położył dłoń na jego czole.
- Jak się czujesz? – zapytał.
-
Teraz już dobrze… – odparł starając się uśmiechnąć przez łzy. – Już
dobrze…bo… jestem w domu… – zaryzykował, patrząc uważnie na twarz Mroka.
Nic jednak nie dostrzegł, była spokojna i nieprzenikniona.
Czarny usiadł na fotelu i spojrzał na leżącego chłopaka sponad splecionych dłoni.
- Nino.. – zaczął. – Tak naprawdę nic się nie zmieniło…
- To znaczy…
-
To znaczy, że uważam, że lepiej będzie, jak nie będziesz uważał tego
miejsca za swój dom. Jesteś tu tylko chwilowo, dopóki nie wydobrzejesz..
Nino poczuł, jak jego serce przyspiesza, to.. niemożliwe, nie wierzył w to, co usłyszał…
-
Ale… – Nino zająknął się, czuł jak jego serce zaczyna szybko bić, jak
strach ponownie podpełza do jego gardła. – … przecież… uratowałeś mnie…
znowu…
Przerwał, czując jak łzy cisną mu się do oczu, nie chciał płakać, szybko zamrugał powiekami.
- Czułem się za ciebie odpowiedzialny. – słowa Czarnego cięły jak nóż.
Nino oddychał szybko i kręcił głową chcąc wyrazić cały sprzeciw, jaki rodził się w nim słuchając wypowiedzi Mroka.
- Nie… nie… kłamiesz… to… niemożliwe – za wszelką cenę chciała zaprzeczyć. – Mrok, proszę… nie mów tego… proszę… ja… Przecież…
Zmilkł na chwilę, tylko palcami skubał brzeg okrywającej go kołdry.
-
Mrok…- zaczął ponownie, jakby słowa same wyrywały się z jego udręczonej
duszy. – Jeżeli to prawda… jeżeli to prawda co mówisz to… to dlaczego
teraz czuwasz nade mną… dlaczego opatrywałeś mnie, dlaczego dbasz o
mnie… – przez chwilę, jakby zabrakło mu tchu. – … dlaczego pocałowałeś
mnie… co znaczył ten pocałunek na motorze… dlaczego, czy miało to dla ciebie jakieś znaczenie… bawiłeś się tylko mną…
Czarny milczał. Przez chwilę patrzył Nino prosto w oczy, wreszcie odezwał się.
- Tak… bawiłem się tobą. To nie miało żadnego znaczenia.
Nino,
jakby zachłysnął się. Przycisnął dłoń do piersi i przycisnął z całej
siły. Nie czuł nic, był… martwy. To było gorsze, dużo gorsze od gwałtu
na jego ciele, dużo gorsze od tego, co zrobił mu Jones. Nie chciał już
nic więcej wiedzieć, nic więcej słyszeć, chciał zniknąć, zapomnieć,
uciec, chciał… rzucić się z pięściami na Mroka, chciał zetrzeć mu z
twarzy ten spokój, tę obojętność. Chciał…
- Spróbuj teraz zasnąć.
Słowa Mroka zabrzmiał jak szyderstwo.
Nino poderwał się, zaczął wstawać, ale Czarny chwycił go i przygniótł do łóżka.
- Co robisz? – w głosie zabrzmiała …niepewność?
-
A jak myślisz? – Nino ledwie panował nad sobą. – Wracam do domu! Na
ulicę!!! Tak, gdzie moje miejsce!!!! – teraz już krzyczał Mrokowi prosto
w twarz. – A ty jesteś mi winny forsę!!!! Za to wszystko, co przez
ciebie przeszedłem!!!! Tak jest zawsze, gdy wynajmujesz sobie
kurwę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Mrok zamachnął się i z całej siły uderzył do w twarz.
-
Milcz i słuchaj mnie! Zanim stracę resztę cierpliwości! Jak chcesz –
zapłacę ci , bo cierpiałeś przeze mnie! Ale nigdy, przenigdy nie pozwolę
ci wrócić na ulicę! Rozumiesz! – nie krzyczał, mówił ledwie lekko
podniesionym głosem, ale jego oczy były pełne gniewu. Gniewu
pomieszanego z desperacją i to przeraziło Nino. – Kiedyś pytałeś o cenę!
Oto ona! Uratowałem ci życie, więc należy ono do mnie! Więc zrobisz
dokładnie to, co ci każę zrobić! Będziesz żył tak, jak ci karzę!
Rozumiesz?!
Zaskoczony
Nino patrzył w czyste, niezmącone głębiny czerni oczu Mroka. Emocje,
które były w nim – zamarły. Nie wiedział już co czuje, co ma powiedzieć,
jak ma rozumieć ten wybuch Czarnego. Właściwie to nawet nie był wybuch,
ot, po prostu, Mrok wyraził swoje zdanie. Powiedział to, co chciał
powiedzieć, ale czy kryły się za tym jakieś inne uczucia, Nino nie
wiedział. Mrok szczelnie okrywała mgła tajemnicy, czasem delikatnie
rozwiewała się ukazując niewielki fragment wnętrza Czarnego, który tak
naprawdę nic nie wyjaśniał… opuścił głowę.
- Rozumiem, Panie… – wyszeptał poddając się.
W tym momencie Mrok złapał go za ramiona. Chłopak poczuł, jak silne palce boleśnie zaciskają się na jego ciele.
-
Nigdy… tak… do… mnie… nie… mów… – przemówił wolno, a każdemu słowu
towarzyszyło potrząśnięcie chłopakiem. Chwilę stał trzymając go.. jakby…
jakby chciał przygarnąć to okaleczone ciało i duszę, którą przed
momentem prawie zabił… A może było to tylko złudzenie?
Puścił Nino i wybiegł trzaskając drzwiami…
Chłopak
opadł na poduszkę. Nic z tego nie rozumiał… Nikt nigdy nie budził w nim
takich emocji, nikt nigdy nie ranił go tak bardzo, nikt nigdy nie
potrafił tak łatwo, ot jednym słowem, jednym gestem, uszczęśliwić…Nie
rozumiał nic, a nic… Trzasnęły drzwi wejściowe, więc spojrzał w okno.
Mrok biegł w stronę lasu, by za chwilę zniknąć pomiędzy drzewami.
„Dlaczego?
Dlaczego Mrok zachowuje się w ten sposób? Co ja mam o tym wszystkim
myśleć? Czy to co robi, to, że opiekuje się mną to naprawdę tylko
„poczucie odpowiedzialności”? A może jednak w jakiś dziwny, pokrętny
sposób zależy mu na mnie? Po co mnie ratował, przedtem i teraz znowu?
Nikt mu nie kazał…” Tysiące myśli przelatywało chaotycznie przez głowę
Nino. Leżał wpatrując się tępo w sufit, nie czuł upływu czasu… „Czy ten
pocałunek … czy to zdarzyło się naprawdę… a może to tylko moje pobożne
życzenia… może był tylko wytworem mojej wyobraźni…” Niczego nie był już
pewien. Uniósł dłoń i dotknął swych warg, skrzywił się lekko – Mrok miał
silny cios… A jednak… pamiętał ciepły oddech na swych ustach,
pieszczotę warg…
Musiał
sobie to wszystko przemyśleć, poukładać… inaczej zwariuje! „Nie, to
niemożliwe, żeby była to tylko odpowiedzialność. Mrok, zdradzają cię
pewne gesty, spojrzenia, a ja nauczyłem się czytać twoje
niedopowiedzenia pomiędzy twoim milczeniem! Ale dlaczego tak bardzo mnie
ranisz, zaprzeczając temu, co jest pomiędzy nami… A może jednak się
mylę? Kim Ty jesteś? Jak to się stało, że uratowałeś mnie wtedy, i
dlaczego ratowałeś mnie teraz?… Twoje ruchy… tak płynne, tak pewne, tak
skuteczne… morderczo skuteczne… Nie ma w nich miejsca na najmniejsze
wahanie, na żadne niepotrzebne drgnięcie… Pobiłeś Jones’a, skatowałeś
go, a wszystko tak szybko, tak piekielnie szybko… To był moment… a już
leżał na podłodze zakrwawiony i nieprzytomny… wiedziałeś, tak doskonale
wiedziałeś jak zadać mu jak największe cierpienie… Czy
powinienem się ciebie bać? Mnie też rani… bardzo…” Niechciane łzy
potoczyły się po policzkach Nino. Jednocześnie na jego twarzy pojawił
się też gorzki uśmiech. „Tak, mnie też uderzył kilka razy… za
przeklinanie, i dziś… Ale… to nie było takie straszne, bardziej bolały
jego słowa, jego obojętność… Poza tym nie bił jakoś szczególnie mocno…
ot, upomnienie, a nie kara…” W tym momencie jego oczy rozszerzyły się z
przerażenia… zdał sobie sprawę z tego, o czym pomyślał. „To… to
niemożliwe… Dlaczego stopniuję ból, rozgraniczam cierpienie na mniejsze i
większe…? Dlaczego cieszy mnie fakt, że Mrok nie bije mnie mocno??!! To obłęd!!! Nie chcę, żeby mnie w ogóle buł, nie chcę, żeby ktokolwiek mnie bił!! Nie chcę w ogóle cierpieć, a nie -
cierpieć trochę mniej!! Kim się stałem??!! Tak, jestem dziwką…, która z
wdzięcznością całuje dłoń, która wymierzyła jej lekki policzek, a nie
skatowała do krwi!” Ogarnęła go rozpacza, a obolałym ciałem wstrząsnął
dreszcz obrzydzenia do samego siebie… Tak,
trzeba spojrzeć prawdzie w oczy… czyżby Jones miał rację? Czy jest
tylko dziwką i nadaje się tylko do tego, by ktoś mógł rżną jego dupę?
Czy to jego przeznaczanie – być narzędziem do zaspokajanie seksualnych
żądań bogatych i żądnych zadawania bólu – bez żadnych konsekwencji, bo w
końcu płaci się za to, wiec można wszystko- psychopatów? Jego
obrzydzenie mieszało się ze smutkiem i cierpieniem… z płynącym prosto z
serca bólem… Czy można żyć z takim obciążeniem? Czy stał się
niewolnikiem swej profesji?
Jego
bolesne rozważania przerwał trzask drzwi, ktoś wszedł do pokoju. Nino
szybko odwrócił głowę, nie chciał teraz patrzeć na Mroka, bo ten
zazwyczaj potrafił czytać w jego twarzy, jak w otwartej księdze…, nie
chciał, by odgadł o czym myślał. Bał się, że pomimo wszystko, pomimo
obojętności zobaczy w jego oczach odbicie swego własnego obrzydzenia…
Tego by nie zniósł… Tak, Mrok mógł go ranić, mógł go uderzyć, mógł zadać
słowem najcięższe rany, ale nie zniósł by wstrętu w jego oczach…
- Śpisz? – usłyszał cichy szept.
Nie odpowiedział tylko mocniej zacisnął powieki.
- Wiem, że nie śpisz – Mrok przysiadł na krawędzi łóżka. – Popatrz na mnie.
Jakby wbrew sobie Nino wykonał polecenie. Ich oczy spotkały się, jasnobrązowe, czasem, gdy rozświetlone słońcem, aż złote, a w tej zasnute smutkiem i cierpieniem oraz te drugie czarne i niezgłębione, niby obojętne, lecz kryjące w sobie tyle tajemnic…
Po
twarzy Mroka spływały krople potu. Kosmyki ciemnych włosów, które
wymknęły się z kucyka, przyklejone były do czoła i policzków chłopaka.
Nino miał ogromną ochotę, by je stamtąd odgarnąć, lecz powstrzymał się.
Czarny
patrzył na niego przenikliwie, jego oczy zdawały wdzierać wprost do
duszy Nino. Paliły wszystko, co stanęło na ich drodze…Niepewność, i
strach, i rozpacz, które tak dręczyły chłopaka… pozostała tylko
fascynacja…granicząca wprost z obsesja fascynacja tym dziwnym,
tajemniczym mężczyzną, tym zimnym draniem, który tak bardzo potrafił
ranić, który był pełen zamkniętego ognia… który…
-
Nino, nie igraj ze mną! – ostrzegł cichym, ale pełnym powagi głosem. –
Nie próbuj mnie urabiać, nie drażnij mnie, po prostu przez kilka
najbliższych dni, nie stawaj mi na drodze… Nie rób tego, jeżeli nie
chcesz cierpieć. Później może wrócimy do tej rozmowy, ale nie teraz,
rozumiesz?
Nie rozumiał…, ale skinął głową.
-
Dobrze – powiedział Mrok i zaczął powoli wstawać. Wzrok Nina przesunął
się po jego sylwetce, by zatrzymać się na jego rękach. Dłonie Mroka…
były całe pokrwawione, paznokcie połamane, a kłykcie zdarte do kości…
- Twoje ręce…- szepnął Nino z wyraźnym niedowierzaniem w głosie.
Czarny
wyciągnął przed siebie dłonie, patrzył na nie, jakby teraz dopiero zdał
sobie sprawę, w jakim są stanie. Kilka razy zacisnął pięści i
rozprostował palce… na podłogę spadły krople krwi…
- To nic takiego – powiedział w końcu.
- Ale…
- Nie przejmuj się tym.
- Trzeba je opatrzyć…
- Dam sobie radę – uciął dyskusję Mrok, w oczach błysnęło ostrzeżenie.
***
„Więc zrobiłeś to! Znowu masz krew na rękach!”
Gorzki śmiech.
„Własną…”
„Wiesz o czym mówię!. Nie masz powodu do żartów!”
„Nie musisz mi o tym przypominać…”
„Zabiłeś, dobrze, nie pierwszy raz! Ale po co znowu go tutaj ściągnąłeś? Tylko go ranisz!”
„Wiem, ale…”
„Tutaj nie ma żadnego „ale”!
Milczenie.
„Traktujesz go ja zabawkę, nie zważasz na jego uczucie. Ranisz go, zabijasz!”
„To tak, jak ty. Też nie masz względu na to, co czuję!”
„Nie, to nie to samo, Ty nie masz uczuć!”
„Wiem, że go zraniłem, ale myślisz, że to takie proste zachować spokój, jak bestia nienawiści szarpię twoją duszę!!
„Hahahaha!
I dlatego musiałeś wyładować agresję na tych biednych drzewach w
lesie?! Głupiec!!! Lepiej ci teraz, lepiej, gdy czujesz ból swych
skrwawionych dłoni?”
„Lepiej…”
„To tylko kłamstwo! Kolejne kłamstwo! To nie nienawiść jest bestią, ale Ty! Ty sam!!!”
„Nie mów tak, ranisz mnie…!”
„Ciebie nie można zranić! Ty nie masz uczuć! Ty nic nie czujesz!”
„Dlaczego?”
„Bo Ty jesteś Śmiercią…”
Milczenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz