wtorek, 23 stycznia 2018

Mrok R14

Leżąc w swoim łóżku Nino patrzył na krzątającego się po pokoju Mroka. Po przyjeździe do domu Czarny pomógł mu się wykąpać i zmyć z siebie cały brud tamtego miejsca, potem opatrzył jego rany. Nino do tej pory czuł na swoich plecach delikatny dotyk palców przyjaciela… Sama operacja nie była zbyt przyjemna, środek antyseptyczny szczypał w otwartych ranach, a całe ciało promieniowało bólem, ale to nie miało znaczenia. Liczył się tylko Mrok i pieszczota jego dotyku. W pewnym momencie serce Nino zatrzymało się, gdy Czarny ostrożnie, ale stanowczo rozchylił jego pośladki i wprowadził coś w jego odbyt. Z przerażenia chłopak próbował się zerwać, ale ręka Mroka uniemożliwiła mu to.
- To tylko antybiotyk  - powiedział.
Nino spłonął rumieńcem, to było takie… upokarzające… Opuścił głowę, ukrył twarz w dłoniach. Widząc to Mrok wyciągnął rękę, jakby chciał pogładzić chłopaka po głowie, ale zamarł w połowie ruchu. Palce poruszyły się jednak, jakby niezależnie od jego woli, muskając końcówki włosów chłopaka. Odwrócił się szybko i podszedł do stołu, skąd zabrał bandaże.
- Usiądź, muszę skończyć opatrunek – jego głos był beznamiętny.


            Teraz, leżąc opatulony ciepłą kołdrą, Nino czuł jak opuszcza go całe napięcie, strach i rozpacz, był … w domu? Czuł, że był tam, gdzie jego miejsce, łzy ulgi nie powstrzymywane już dłużej popłynęły po jego policzkach.  Mrok… tak, Mrok pozostał tajemnicą. Dlaczego nie odpowiedział wtedy, czy pozwoli mu ze sobą zostać? Nie rozumiał go, tak samo jak nie rozumiał siebie i swoich uczuć w stosunku do tego dziwnego chłopaka… To wszystko było takie trudne, a on był zmęczony, tak bardzo zmęczony…
            Czarny, jakby wyczuwając, co dzieje się w głowie Nino podszedł do łóżka i położył dłoń na jego czole.
            - Jak się czujesz? – zapytał.
            - Teraz już dobrze… – odparł starając się uśmiechnąć przez łzy. – Już dobrze…bo… jestem w domu… – zaryzykował, patrząc uważnie na twarz Mroka.
            Nic jednak nie dostrzegł, była spokojna i nieprzenikniona.
            Czarny usiadł na fotelu i spojrzał na leżącego chłopaka sponad splecionych dłoni.
            - Nino.. – zaczął. – Tak naprawdę nic się nie zmieniło…
- To znaczy…
- To znaczy, że uważam, że lepiej będzie, jak nie będziesz uważał tego miejsca za swój dom. Jesteś tu tylko chwilowo, dopóki nie wydobrzejesz..
Nino poczuł, jak jego serce przyspiesza, to.. niemożliwe, nie wierzył w to, co usłyszał…
- Ale… – Nino zająknął się, czuł jak jego serce zaczyna szybko bić, jak strach ponownie podpełza do jego gardła. – … przecież… uratowałeś mnie… znowu…
            Przerwał, czując jak łzy cisną mu się do oczu, nie chciał płakać, szybko zamrugał powiekami.
            - Czułem się za ciebie odpowiedzialny. – słowa Czarnego cięły jak nóż.
Nino oddychał szybko i kręcił głową chcąc wyrazić cały sprzeciw, jaki rodził się w nim słuchając wypowiedzi Mroka.
- Nie… nie… kłamiesz… to… niemożliwe – za wszelką cenę chciała zaprzeczyć. – Mrok, proszę… nie mów tego… proszę… ja…  Przecież…
            Zmilkł na chwilę, tylko palcami skubał brzeg okrywającej go kołdry.
            - Mrok…- zaczął ponownie, jakby słowa same wyrywały się z jego udręczonej duszy. – Jeżeli to prawda… jeżeli to prawda co mówisz to… to dlaczego teraz czuwasz nade mną… dlaczego opatrywałeś mnie, dlaczego dbasz o mnie… – przez chwilę, jakby zabrakło mu tchu. – … dlaczego pocałowałeś mnie… co znaczył ten pocałunek na motorze… dlaczego,  czy miało to dla ciebie jakieś znaczenie… bawiłeś się tylko mną…
            Czarny milczał. Przez chwilę patrzył Nino prosto w oczy, wreszcie odezwał się.
            - Tak… bawiłem się tobą. To nie miało żadnego znaczenia.
            Nino, jakby zachłysnął się. Przycisnął dłoń do piersi i przycisnął z całej siły. Nie czuł nic, był… martwy. To było gorsze, dużo gorsze od gwałtu na jego ciele, dużo gorsze od tego, co zrobił mu Jones. Nie chciał już nic więcej wiedzieć, nic więcej słyszeć, chciał zniknąć, zapomnieć, uciec, chciał… rzucić się z pięściami na Mroka, chciał zetrzeć mu z twarzy ten spokój, tę obojętność. Chciał…
            - Spróbuj teraz zasnąć.
            Słowa Mroka zabrzmiał jak szyderstwo.
            Nino poderwał się, zaczął wstawać, ale Czarny chwycił go i przygniótł do łóżka.
- Co robisz? – w głosie zabrzmiała …niepewność?
- A jak myślisz? – Nino ledwie panował nad sobą. – Wracam do domu! Na ulicę!!! Tak, gdzie moje miejsce!!!! – teraz już krzyczał Mrokowi prosto w twarz. – A ty jesteś mi winny forsę!!!! Za to wszystko, co przez ciebie przeszedłem!!!! Tak jest zawsze, gdy wynajmujesz sobie kurwę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Mrok zamachnął się i z całej siły uderzył do w twarz.
            - Milcz i słuchaj mnie! Zanim stracę resztę cierpliwości! Jak chcesz – zapłacę ci , bo cierpiałeś przeze mnie! Ale nigdy, przenigdy nie pozwolę ci wrócić na ulicę! Rozumiesz! – nie krzyczał, mówił ledwie lekko podniesionym głosem, ale jego oczy były pełne gniewu. Gniewu pomieszanego z desperacją i to przeraziło Nino. – Kiedyś pytałeś o cenę! Oto ona! Uratowałem ci życie, więc należy ono do mnie! Więc zrobisz dokładnie to, co ci każę zrobić! Będziesz żył tak, jak ci karzę! Rozumiesz?!
            Zaskoczony Nino patrzył w czyste, niezmącone głębiny czerni oczu Mroka. Emocje, które były w nim – zamarły. Nie wiedział już co czuje, co ma powiedzieć, jak ma rozumieć ten wybuch Czarnego. Właściwie to nawet nie był wybuch, ot, po prostu, Mrok wyraził swoje zdanie. Powiedział to, co chciał powiedzieć, ale czy kryły się za tym jakieś inne uczucia, Nino nie wiedział. Mrok szczelnie okrywała mgła tajemnicy, czasem delikatnie rozwiewała się ukazując niewielki fragment wnętrza Czarnego, który tak naprawdę nic nie wyjaśniał… opuścił głowę.
-         Rozumiem, Panie… – wyszeptał poddając się.
W tym momencie Mrok złapał go za ramiona. Chłopak poczuł, jak silne palce boleśnie zaciskają się na jego ciele.
- Nigdy… tak… do… mnie… nie… mów… – przemówił wolno, a każdemu słowu towarzyszyło potrząśnięcie chłopakiem. Chwilę stał trzymając go.. jakby… jakby chciał przygarnąć to okaleczone ciało i duszę, którą przed momentem prawie zabił… A może było to tylko złudzenie?
            Puścił Nino i wybiegł trzaskając drzwiami…
            Chłopak opadł na poduszkę. Nic z tego nie rozumiał… Nikt nigdy nie budził w nim takich emocji, nikt nigdy nie ranił go tak bardzo, nikt nigdy nie potrafił tak łatwo, ot jednym słowem, jednym gestem, uszczęśliwić…Nie rozumiał nic, a nic… Trzasnęły drzwi wejściowe, więc spojrzał w okno. Mrok biegł w stronę lasu, by za chwilę zniknąć pomiędzy drzewami.
„Dlaczego? Dlaczego Mrok zachowuje się w ten sposób? Co ja mam o tym wszystkim myśleć? Czy to co robi, to, że opiekuje się mną to naprawdę tylko „poczucie odpowiedzialności”? A może jednak w jakiś dziwny, pokrętny sposób zależy mu na mnie? Po co mnie ratował, przedtem i teraz znowu? Nikt mu nie kazał…” Tysiące myśli przelatywało chaotycznie przez głowę Nino. Leżał wpatrując się tępo w sufit, nie czuł upływu czasu… „Czy ten pocałunek … czy to zdarzyło się naprawdę… a może to tylko moje pobożne życzenia… może był tylko wytworem mojej wyobraźni…” Niczego nie był już pewien. Uniósł dłoń i dotknął swych warg, skrzywił się lekko – Mrok miał silny cios… A jednak… pamiętał ciepły oddech na swych ustach, pieszczotę warg…
            Musiał sobie to wszystko przemyśleć, poukładać… inaczej zwariuje! „Nie, to niemożliwe, żeby była to tylko odpowiedzialność. Mrok, zdradzają cię pewne gesty, spojrzenia, a ja nauczyłem się czytać twoje niedopowiedzenia pomiędzy twoim milczeniem! Ale dlaczego tak bardzo mnie ranisz, zaprzeczając temu, co jest pomiędzy nami… A może jednak się mylę? Kim Ty jesteś? Jak to się stało, że uratowałeś mnie wtedy, i dlaczego ratowałeś mnie teraz?… Twoje ruchy… tak płynne, tak pewne, tak skuteczne… morderczo skuteczne… Nie ma w nich miejsca na najmniejsze wahanie, na żadne niepotrzebne drgnięcie… Pobiłeś Jones’a, skatowałeś go, a wszystko tak szybko, tak piekielnie szybko… To był moment… a już leżał na podłodze zakrwawiony i nieprzytomny… wiedziałeś, tak doskonale wiedziałeś jak zadać mu jak największe cierpienie…  Czy powinienem się ciebie bać? Mnie też rani… bardzo…” Niechciane łzy potoczyły się po policzkach Nino. Jednocześnie na jego twarzy pojawił się też gorzki uśmiech. „Tak, mnie też uderzył kilka razy… za przeklinanie, i dziś… Ale… to nie było takie straszne, bardziej bolały jego słowa, jego obojętność… Poza tym nie bił jakoś szczególnie mocno… ot, upomnienie, a nie kara…” W tym momencie jego oczy rozszerzyły się z przerażenia… zdał sobie sprawę z tego, o czym pomyślał. „To… to niemożliwe… Dlaczego stopniuję ból, rozgraniczam cierpienie na mniejsze i większe…? Dlaczego cieszy mnie fakt, że Mrok nie bije mnie mocno??!!  To obłęd!!! Nie chcę, żeby mnie w ogóle buł, nie chcę, żeby ktokolwiek mnie bił!! Nie chcę w  ogóle cierpieć, a nie  - cierpieć trochę mniej!! Kim się stałem??!! Tak, jestem dziwką…, która z wdzięcznością całuje dłoń, która wymierzyła jej lekki policzek, a nie skatowała do krwi!” Ogarnęła go rozpacza, a obolałym ciałem wstrząsnął dreszcz obrzydzenia do samego siebie…  Tak, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy… czyżby Jones miał rację? Czy jest tylko dziwką i nadaje się tylko do tego, by ktoś mógł rżną jego dupę? Czy to jego przeznaczanie – być narzędziem do zaspokajanie seksualnych żądań bogatych i żądnych zadawania bólu – bez żadnych konsekwencji, bo w końcu płaci się za to, wiec można wszystko- psychopatów? Jego obrzydzenie mieszało się ze smutkiem i cierpieniem… z płynącym prosto z serca bólem… Czy można żyć z takim obciążeniem? Czy stał się niewolnikiem swej profesji?
Jego bolesne rozważania przerwał trzask drzwi, ktoś wszedł do pokoju. Nino szybko odwrócił głowę, nie chciał teraz patrzeć na Mroka, bo ten zazwyczaj potrafił czytać w jego twarzy, jak w otwartej księdze…, nie chciał, by odgadł o czym myślał. Bał się, że pomimo wszystko, pomimo obojętności zobaczy w jego oczach odbicie swego własnego obrzydzenia… Tego by nie zniósł… Tak, Mrok mógł go ranić, mógł go uderzyć, mógł zadać słowem najcięższe rany, ale nie zniósł by wstrętu w jego oczach…
- Śpisz? – usłyszał cichy szept.
            Nie odpowiedział tylko mocniej zacisnął powieki.
- Wiem, że nie śpisz – Mrok przysiadł na krawędzi łóżka. – Popatrz na mnie.
            Jakby wbrew sobie Nino wykonał polecenie. Ich oczy spotkały się, jasnobrązowe, czasem, gdy rozświetlone słońcem, aż złote, a  w tej zasnute smutkiem i cierpieniem oraz te drugie czarne i niezgłębione, niby obojętne, lecz kryjące w sobie tyle tajemnic…
            Po twarzy Mroka spływały krople potu. Kosmyki ciemnych włosów, które wymknęły się z kucyka, przyklejone były do czoła i policzków chłopaka. Nino miał ogromną ochotę, by je stamtąd odgarnąć, lecz powstrzymał się.
Czarny patrzył na niego przenikliwie, jego oczy zdawały wdzierać wprost do duszy Nino. Paliły wszystko, co stanęło na ich drodze…Niepewność, i strach, i rozpacz, które tak dręczyły chłopaka… pozostała tylko fascynacja…granicząca wprost z obsesja fascynacja tym dziwnym, tajemniczym mężczyzną, tym zimnym draniem, który tak bardzo potrafił ranić, który był pełen zamkniętego ognia… który…
- Nino, nie igraj ze mną! – ostrzegł cichym, ale pełnym powagi głosem. – Nie próbuj mnie urabiać, nie drażnij mnie, po prostu przez kilka najbliższych dni, nie stawaj mi na drodze… Nie rób tego, jeżeli nie chcesz cierpieć. Później może wrócimy do tej rozmowy, ale nie teraz, rozumiesz?
Nie rozumiał…, ale skinął głową.
- Dobrze – powiedział Mrok i zaczął powoli wstawać. Wzrok Nina przesunął się po jego sylwetce, by zatrzymać się na jego rękach. Dłonie Mroka… były całe pokrwawione, paznokcie połamane, a kłykcie zdarte do kości…
- Twoje ręce…- szepnął Nino z wyraźnym niedowierzaniem w głosie.
Czarny wyciągnął przed siebie dłonie, patrzył na nie, jakby teraz dopiero zdał sobie sprawę, w jakim są stanie. Kilka razy zacisnął pięści i rozprostował palce… na podłogę spadły krople krwi…
-         To nic takiego – powiedział w końcu.
-         Ale…
-         Nie przejmuj się tym.
-         Trzeba je opatrzyć…
-         Dam sobie radę – uciął dyskusję Mrok, w oczach błysnęło ostrzeżenie.


***


„Więc zrobiłeś to! Znowu masz krew na rękach!”
Gorzki śmiech.
„Własną…”
„Wiesz o czym mówię!. Nie masz powodu do żartów!”
„Nie musisz mi o tym przypominać…”
„Zabiłeś, dobrze, nie pierwszy raz! Ale po co znowu go tutaj ściągnąłeś? Tylko go ranisz!”
„Wiem, ale…”
„Tutaj nie ma żadnego „ale”!
Milczenie.
„Traktujesz go ja zabawkę, nie zważasz na jego uczucie. Ranisz go, zabijasz!”
„To tak, jak ty. Też nie masz względu na to, co czuję!”
„Nie, to nie to samo, Ty nie masz uczuć!”
„Wiem, że go zraniłem, ale myślisz, że to takie proste zachować spokój, jak bestia nienawiści szarpię twoją duszę!!
„Hahahaha! I dlatego musiałeś wyładować agresję na tych biednych drzewach w lesie?! Głupiec!!! Lepiej ci teraz, lepiej, gdy czujesz ból swych skrwawionych dłoni?”
„Lepiej…”
„To tylko kłamstwo! Kolejne kłamstwo! To nie nienawiść jest bestią, ale Ty! Ty sam!!!”
„Nie mów tak, ranisz mnie…!”
„Ciebie nie można zranić! Ty nie masz uczuć! Ty nic nie czujesz!”
„Dlaczego?”
„Bo Ty jesteś Śmiercią…”
Milczenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz