- Mrok… – cichy szept wyrwał się z ust Nino. Spał, ale jego twarz zdobił uśmiech. Długowłosy przyglądał mu się przez chwilę… wreszcie wyprostował się i wyszedł.
Nino
obudził zapach jajecznicy na boczku. Otworzył oczy i uśmiechnął się na
wspomnienie tej nocy. Mrok… jego Mrok… ta noc, pomimo jednej drobnej
niedogodności, snu Czarnego była… cudowna. Rozmarzył się… wszystkie złe
wspomnienia, nie, nie zniknęły, ale zaczął mieć nadzieję… A to było
niebezpieczne. Wiedział o tym, ale… postanowił zaryzykować.
W
tym momencie do pokoju wkroczył Mrok niosąc na tacy śniadanie. Nino
spojrzał na niego z uśmiechem, mógł mieć najbardziej obojętną minę, a on
i tak swoje wiedział… Czarny postawił tacę na stoliku.
- Usiądź! – powiedział. – Chyba, że podejdziesz do stołu?
Nino
skinął głową, udało mu się nawet ukryć grymas bólu, gdy jego ciało
zaprotestowało przeciwko gwałtownemu ruchowi. Wstał i usiadł przy stole.
Z apetytem zaczął jeść…
Mrok
stał i patrzył na pałaszującego chłopaka. „Chyba… chyba nic się nie
stało…” – pomyślał. „Nie wydaje się być przestraszony, ani moim
widokiem, ani bliskością…” Podszedł bliżej i usiadł naprzeciwko.
Nino nie spuszczał Czarnego z oczu.
- A może zjesz ze mną? – zaproponował.
Mrok zaprzeczył. Odczekał, aż chłopak skończy jeść, a wtedy:
- Opowiedz mi coś o sobie.
W
oczach Nino błysnęło zdziwienie, ale zaraz jego twarz rozjaśnił
uśmiech. „Chce o mnie cos wiedzieć? Interesuje się mną…” Poczuł ciepło
rozlewające się w jego piersi.
- A co chciałbyś wiedzieć?
Przez twarz Mroka przemknął cień.
- Zacznij od początku. Choćby od tego, jak to się stało, że jesteś sam… gdzie jest Twoja rodzina?
Tym razem to twarz Nino zachmurzyła się. Smutny uśmiech nie ukrył wewnętrznego bólu.
-
Nie mam nikogo. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek kogoś miał… Do
czternastego roku życia tułałem się po różnych ośrodkach, rodzinach
zastępczych i domach dziecka, niegdzie nie zagrzałem zbyt długo miejsca.
– wzruszył ramionami. – A potem… z kolegami ukradliśmy kilka czekolad,
ot głupi wybryk, nic więcej. Niestety, ironia losu, właściciel był w
sklepie, dostał kilka kopniaków… nikt nie wiedział, że miał chore serce…
zmarł… – kolejny smutny uśmiech przemknął przez jego usta. Podniósł
głowę i spojrzał w oczy Mroka. –
Tamci wszystkiego się wyparli… cóż, nie należałem do
najgrzeczniejszych, wiec… oni dostali nagany, a ja wylądowałem w
poprawczaku…
Zamilkł, widać było, że tamte wspomnienia wciąż budzą w nim emocje. Nie wiedząc dlaczego, nie myśląc Mrok wyciągnął rękę i delikatnie dotknął jego dłoni. Nino pokręcił głową.
-
… nie, to nic… teraz… teraz to już nie boli, wtedy… – westchnął ciężko.
– Nie jest łatwe dla czternastolatka stać się zabawką dla kilku
osiemnastolatków… – przez jego ciało przemknął dreszcz. Widać było, że
zacisnął zęby. – Ale przetrwałem i … i
obiecałem sobie, że już nigdy więcej nie pozwolę się wykorzystywać, że
nie stanę się zabawką, z którą można zrobić co się żywnie podoba… –
gorzki śmiech rozległ się w ciszy pokoju. –Widać nie należy składać
czczych obietnic, nawet sobie… Nie należy łudzić się, że jest się panem
swego losu, bo życie zazwyczaj boleśnie takie mrzonki weryfikuje… – po
policzkach chłopaka spłynęły dwie łzy. Widać było, że choć boli go
mówienie o przeszłości, chce wyrzucić to z siebie, pozbyć balastu i
zacząć od nowa, z nową nadzieją, z nowymi marzeniami.
-
A potem trzeba było sobie jakoś radzić. Nie miałem domu, miałem za to
łatkę „złego chłopaka”. Trafiłem na ulicę – nie miałem gdzie mieszkać,
co jeść, nie miałem zawodu, pieniędzy, ani perspektyw… – opowiadał
dalej. – Jedyne co miałem i na co byli chętni to moje ciało… Nie było mi
łatwo, tym bardziej po tym, co przeżyłem w poprawczaku, ale gdy stajesz
przed dylematem dać dupy czy zdechnąć z głodu… wybór jest prosty…
Poznałem kilku chłopaków i przez pewien okres czasu było nawet wesoło,
ale potem… zniszczyły ich narkotyki… a ja chciałem czegoś więcej od
życia… chciałem być fair w stosunku do siebie, chciałem dotrzymać
obietnicy… ja wybierałem
klientów, nie oddawałem się każdemu… – Policzki Nino okryły się
czerwienią, z żarem wpatrywał się w oczy chłopaka siedzącego obok. –
Uwierz mi, nie było mi wszystko jedno z kim…
Mrok skinął głową, widział, że jego odpowiedź jest dla niego ważna.
- Wierzę Ci, El Nińo, wierzę…
Chłopak patrzył na niego przez dłuższą chwilę, potem zaczął mówić dalej.
-
Zbierałem pieniądze, gdy … gdy spotkaliśmy się miałem już uzbierane
prawie dwa tysiące… Chciałem znaleźć mieszkanie, prace, iść do szkoły…
- Ile właściwie masz lat?- nagle zapytał Mrok.
- Prawie dziewiętnaście… – powiedział Nino i nagle syknął z bólu.
-
Lepiej się połóż, za długo już siedziałeś… jesteś jeszcze zbyt słaby – w
głosie Mroka była troska, choć twarz nadal nie zdradzała uczuć.
Gdy chłopak został zapakowany do łóżka i przykryty Czarny odezwał się:
-
Wiele przeszedłeś, ale teraz to już się skończyło. Już nikt cię nie
skrzywdzi… – powiedział, ”chyba, że ja” przemknęło przez jego głowę.
Nino
oddychał ciężko, wyczerpany jak po długim biegu. Nagromadzone od wielu
lat emocje, a także przeżycia i upokorzenia ostatnich dni, osłabiły go.
Teraz znowu czuł się bezpiecznie… „Bezpiecznie? Wiem, że Mrokowi zależy
na mnie, kto wie, może nawet mnie pragnie? Ale czy tak naprawdę mogę mu
zaufać? „ – to była ostatnia świadoma myśl, zanim ciało nie odmówiło
współpracy i nie zapadł w sen.
Mrok
stał przy łóżku i patrzył na chłopaka. Patrzył, jak powoli sen wygładza
jego rysy, jak znikają cienie przeszłości, smutek i ból… Usiadł na
łóżku, spojrzał w okno… jego dłoń mechanicznie zaczęła gładzić brązowe
włosy Nino.
-
Tak, nie było ci łatwo… – powiedział po cichu. – A teraz jeszcze
trafiłeś na mnie… Kto wie, może wciągam cię w jeszcze większe bagno?
Bagno moich koszmarów…
Chłopiec
cierpi… ból wykrzywia jego twarz… oczy giną w ciemno-fioletowej
opuchliźnie… prawą dłoń przyciska do piersi… połamane kości przebiły
skórę… krew sunie cienkimi strumyczkami po ręce i dalej na wątłą pierś
okrytą jakimś łachmanem… Ciemnowłosy chłopiec pochyla się nad
okaleczonym… z czułością i delikatnością dotyka jego włosów…
- Timmy…. – szept jest cichy jak tchnienie wiatru.
Leżący uśmiecha się pomimo bólu, pomimo cierpienia…
- Zrób tak jeszcze raz – poprosi.
Drugi z chłopców powtarza gest, głaszcze brudne, posklejane włosy, dotyka pokaleczonej twarzy… z miłością… z oddaniem…
- Już nie będzie bolało… obiecuję…
Zapuchnięte
oczy próbują się otworzyć, ale jest to próżny wysiłek, zwraca więc
tylko twarz w kierunku skąd dochodzi głos drugiego chłopca.
- Kocham cię…
Ciemnowłosy zagryza wargi… podnosi dłoń…
Zerwał
się z niemym krzykiem… Pot strużkami spływał po jego nagiej piersi…
sklejał włosy… serce waliło jakby miało za chwile wyskoczyć z piersi…
- Timmy… – wyszeptał. – Kim jesteś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz