poniedziałek, 22 stycznia 2018

Bloodlust R15: Prezent

Kadaj spał spokojnie jakieś dwie godziny. Później zrobiło mu sięnie wygodnie i przewrócił się na drugi bok. Tak przespał jeszcze pół. Znówwrócił na poprzednią pozycje. Przebudził się i westchnął cicho, ale jeszcze nieotwierał oczu.
Wampir leniwie obserwowałchłopaka. Wiedział, jak się budzi, ale nie reagował. Leżał i patrzył na powoliożywiającą się  twarz chłopaka. Uznał żeto jeden z najpiękniejszych widoków, w jego życiu, ale zaraz zganił się zatakie pomysły.
Chłopak zamruczał cicho i otworzyłoczy. Wpatrywał się teraz prosto w przyglądającego mu się mężczyznę. Powolidocierało do niego, co niedawno zaszło. Spojrzał na Shine dziwnie. Byłskołowany. Wiedział, że wampir wykorzystał chwilę jego słabości, nawet jeślibył przy tym tak delikatny. Mimo wszystko czuł się oszukany. I zraniony.
- Wykąpiemy się przed obiadem? –Zapytał bez większego entuzjazmu. I tak jakoś cicho. Przeciągnął się lekko ispojrzał na niego, ale nie patrzył mu w oczy.
- Owszem, ale nie przeciągaj misię tak w wannie, bo jednak się nie powstrzymam i drugą połowę dnia tezprześpisz – pocałował go w półotwarte po śnie usta.
Chłopak odepchnął go od siebielekko. Wampir spojrzał na niego uważniej, a Kadaj spuścił wzrok speszony. Natwarzy mężczyzny niespodziewanie dojrzał troskę.
- Skrzywdziłem cię? – Zapytałwampir cicho.
- Nie – odpowiedź była ledwosłyszalna – tylko ja… nie… – zacisnął oczy – nie byłem tak do końca… gotowy…– westchnął nerwowo.
Wampir patrzył naniego poważnie, ale nic nie mówił, bo co niby miał zrobić? Przeprosić!?Przecież chłopak był zabawką! W końcu tylko pogłaskał go po włosach.
- Swoją drogą mógłbyś mnie zanieśćdo łazienki? – Padło kolejne, ciche pytanie blondyna – ja sam chyba nie bardzodam radę. Znaczy właściwie to dam ale…
Nie musiał kończyć. Czarnowłosy wstał, pogłaskał go po głowie, apotem wziął na ręce i poszedł z nim do łazienki. Machnięciem dłoni odkręciłciepła wodę i po chwili wsunął się do niej wraz z chłopakiem.
- Rozleniwisz się, wiesz? –Wyszeptał, całując go w ucho i zastanawiając się czy dobrze robi.
- Ja się rozleniwiam? – Prychnął,ale z niepewnym uśmiechem – to może mi pan łaskawie powie przez kogo? Kto mniekarmi, nosi i czasami traktuje jak małe dziecko? – Patrzył na niego z lękiem,ale przez ten lęk przebijała wesołość. W końcu jego właściciel był teraz takidelikatny.
- Ale ja to lubię – dodał pochwili przerwy – no i przy takim wysiłku fizycznym jaki mi fundujesz nie maszans żebym przytył – zrobił przytyk do nie przemijającego libido krwiopijcy.Zanurzył się zadowolony w ciepłej wodzie i na powierzchnie wystawał tylko jegonos i czubek głowy.
Shina trzymał chłopaka w pasie, nadal asekurując, jakby był małymdzieckiem. Nic na to nie potrafił poradzić. Ludzie zdawali mu się straszniekrusi i po prostu się o niego troszczył. Samego go to zaskakiwało. Ale po tym,co zrobił chłopakowi nie bardzo potrafił przestać się nim zajmować. Wlał dowody odrobinę różanego olejku i prysnął taka wodą w chłopaka.
- I jak? Pasuje?
Kadaj starł wodę z policzkaśmiejąc się radośnie.
- Pasuje, pasuje – przytuliłwampira krótko – naprawdę nie musisz mnie tak trzymać. Nie utonę ani niezemdleje. Możesz mi uwierzyć.
- Wole być pewnym, niż wierzyć –odparował filozoficznie, zaciskając ręce na bokach chłopaka i zaczynając godelikatnie masować – aż tak ci nie wygodnie?
- Wygodnie tylko wiesz ja się tutylko kąpać przyszedłem.
Odsunął się nieznacznie sięgającpo butelkę z płynem. Nalał odrobinę na ręce i potarł nimi o siebie tworzącpiane. Zaczął powoli namydlać klatkę piersiową wampira nie patrząc na jegomocno zdziwioną minę.
Wampir był bardzo zszokowanyzachowaniem niewolnika, ale i zadowolony. Odchylił głowę do tyłu, pozwalającchłopakowi na wszystko, na co tylko miał ochotę i rozluźnił się zupełnie,przyjmując pieszczotę mruczeniem.
Kadaj przeniósł dłonie na ramiona wampira. Przysunął się przy tymdo niego i sam przy okazji pokrył pianą. Zachichotał kiedy odrobina znalazłasię na jego nosie. Nie mógł jej ściągnąć mając całe ręce w pianie. Krzywił sięwiec tylko zabawnie. W końcu Shina zlitował się nad nim i starł mu piane znosa.
- No, kontynuuj – mruknął – tojest bardzo przyjemne.
Chłopak uśmiechnął się. Masował gojeszcze przez pewien czas, a potem namydlił jego kark, w części do któregodosięgał. Przeczesał palcami długie teraz mokre włosy mężczyzny. Uwielbiał je.Mógłby je dotykać godzinami i nigdy mu się nie znudzą.
Wampir chwycił chłopaka za biodra, sadzając go sobie pewniejna kolanach.
- Tak będzie wygodniej – szepnął. Nabrał odrobinę olejku inieśpiesznie rozprowadzał go po plecach chłopaka, myjąc je delikatnie.
Kadaj aż przymknął oczy. Oparł czoło o ramie wampira. Zamruczałjak zadowolony mały kociak. Właściwie to był juz głodny, ale stwierdził ze możejeszcze troszkę poczekać.
Shina musnąłwargami czoło chłopaka i skończył go namydlać, następnie delikatnie zmył zniego pianę i przysunął do siebie, tak, ze chłopak przylegał do niego całymciałem.
- Teraz tylko skończ, co zacząłeś, i powiedz, co chcesz naobiad, bo ja chciałbym coś, a raczej kogoś, kogo nie mogę.
Polizał wymownie jego szyję, przygryzając ją lekko, nieprzecinając jednak skóry. Kadaj zachichotałtylko cicho.
- Przestań to łaskocze.
Powoli spłukał piane z karku wampira. Przeczesał jeszcze razdłonią jego mokre włosy i odsunął się troszeczkę. W odpowiedzi na to wampirprzysunął się do niego i pocałował go w szyję. Potem stworzył na niej czerwonąmalinkę.
- Może już chodźmy dobrze? – Zaczął zaniepokojony chłopak,ale umilkł, kiedy wampir przejechał po zaczerwienieniu językiem. Pozwolił wyciągnąćsię z wody i wytrzeć do sucha.
Chwycił w dłonie  mokre włosy wampira i zacząłsuszyć je ręcznikiem. Później wziął szczotkę i delikatnie je rozczesał. Gdyskończył wtulił się delikatnie w plecy mężczyzny. Ten obrócił się i pogłaskał go po włosach.
- Już idziemy – szepnął. Wyszedł z łazienki, prowadzącobjętego ramieniem chłopaka. Wsadził go do łóżka. – Jeszcze nie jesteś zdrowy –wyjaśnił. Podszedł do szafy i zaczął w niej czegoś szukać.
-Wiem wiem – mruknął chłopak. Z radością zauważył, że gdyich nie było cała pościel została wymieniona. Położył się wygodniej. Przymknąłna chwile oczy by zaraz je otworzyć i zacząć przypatrywać się mężczyźnie.
Shina wybrałkrótki błękitny sweterek i białe, poszarpane na dole dżinsy. Do tego krótki,skórzany paseczek, w roli bransoletki. Był gruby i z ozdobną, wyobrażającąsmoka srebrną klamerką. Podszedł do chłopca, kładąc to wszystko na łóżku inachylił się nad nim, delikatnie muskając jego usta.
- Jesteś śliczny – pogłaskał go po policzku – moja idealnazabaweczka.
Blondyn skrzywiłsię odrobinę, ale nie zaprzeczył. Doskonale zdawał sobie sprawę, kim jest.Czasem tylko zastanawiał się czemu wampir nie pozbył się go kiedy był w szoku,po tamtym wtargnięciu do umysłu. Przecież zepsute zabawki się wyrzuca.Przeciągnął się lekko i naciągnął na siebie ubrania. Usiadł na łóżku czekającaż wampir poprowadzi go do jadalni. Nie był jeszcze tak chory żeby jeść włóżku. A poza tym obiad w łóżku wydawał mu się jakiś taki nieodpowiedni.
Wampir usiadł obok chłopaka, uśmiechając się lekko ipocałował go w szyję.
- Właśnie – szepnął – zapomniałem o czymś. Wyjął z kieszenidelikatny, srebrny, długi łańcuch i przypiął go do obejmującej dłoń chłopakaskórzanej bransoletki – to kara za pyskowanie – wymruczał – nie wolno ciwychodzić z pokoju, a jeśli już, to tylko ze mną – znowu musnął jego szyję – ina łańcuszku.
Kadaj wzruszyłramionami. Co to za różnica czy na łańcuchu czy bez. W końcu i tak tutajwidziała go tylko służba. Podniósł się lekko i ruszył dwa kroki za wampirem dojadalni.
Aranye uśmiechnąłsię wrednie. Skoro chłopak tak zareagował na łańcuch, postanowił, że może sięzabawić trochę bardziej, ale później. Weszli do tej samej jadalni, copoprzednio. Wampir znowu usadził sobie chłopaka na kolanach, całując w ucho iczekając, aż służba wyjdzie.
Kadaj zmarszczył brwi niezadowolony. Miał już dosyć takiegojadania. Przecież nie był dzieckiem.
- Zostaw, chcę zjeść sam.
Burknął cicho i odsunął się na siedzenie obok. Łańcuszek naciągnąłsię na jego nadgarstku, wiec wampir nieco go poluźnił. Na razie nieprotestował. Planował dla chłopak  małąniespodziankę, więc mógł mu trochę odpuścić. Trochę i na krótko.
Gdy tylko wnieśli półmiski Kadaj zaraz zabrał się zajedzenie. Nakładał sobie na talerz wszystkiego po trochu. Wcale nie przejmowałsię siedzącym obok wampirem. Był po prostu głodny. Chciał wyciągnąć drugą rękępo sok ale łańcuszek na nadgarstku mu przeszkodził. Prychnął cicho i położyłwidelec. Wyciągnął wolna rękę po szklankę.
Widząc to Shina uśmiechnął się delikatnie. Nachylił się nadchłopakiem i pocałował go w ramię.
- Czyżby coś przeszkadzało? – Zachichotał, błyskajączłośliwymi iskierkami w oczach. Chłopak spojrzał na niego lekko zdenerwowany.
- Nie nic oprócz tego żelastwa na mojej ręce.
Uniósł dłoń i pomachał ręką. Srebrny łańcuszek zadzwoniłcicho.
- Cóż – zaczął filozoficznie mężczyzna – ja tu pomóc niemogę – mruknął – jak kara to kara – wybuchnął dziwnie nieprzyjemnym śmiechem -ale nie martw się, na kolacji już tego nie będziesz miał.
- Każesz mnie pomimo że byłem grzeczny. To jestniesprawiedliwe – burknął i naburmuszony oparł brodę na dłoni. I tak nie wierzyłwampirowi ze mu to zdejmie. Pewnie wymyśli coś jeszcze gorszego. Skończyłjedzenie i podniósł się z krzesła. Stał i czekał na czarnowłosego. Bez niegonie mógł się ruszyć.
W końcu Aranye też wstał. Nachylił się nad chłopakiem,całując go w szyję.
- Kiedy się złościsz jesteś jeszcze piękniejszy – mruknął. Objąłgo w pasie i wyszedł z jadalni. Poprowadził go do kolejnego z nieznanychkorytarzy.
- Jesteś zmęczony? – Zapytał w połowie drogi, widząc, jakchłopak zaczyna zwalniać.
- Tak jestem zmęczony, bo jestem chory jak już o tymzapomniałeś. A ty ciągając mnie na jakimś sznurku wcale mi tego nie ułatwiasz.
Zatrzymał się patrząc hardo na wampira. Miał tylko nadziejeze on znów się nie zacznie denerwować. Tyłek i tak już dostatecznie go bolał.
Shina westchnąłi wziął chłopaka na ręce.
- Tak lepiej? – Zapytał, oplatając sobie sunący po ziemisznurek dookoła nadgarstka i całując chłopaka czule. Objął go, przytulając dosiebie i ruszył. Miał dla małego niespodziankę. Trochę bólu i troszeczkęsłodyczy. Tak dla równowagi.
Chłopak tylko westchnął. Znów był noszony jak małe dziecko. Zacząłrozglądać się ciekawie po korytarzu. Nigdy wcześniej tutaj nie był.
- Tak właściwie to gdzie my idziemy ?
- Niespodzianka – szepnął mężczyzna tajemniczo. Wyszedł z zazakrętu i zasłonił chłopcu oczy – zaraz zobaczysz.
Skręcił jeszcze raz i podszedł do znajdujących się na środkukorytarza szklanych drzwi. Pchnął je i wsunął się do wnętrza olbrzymiegopomieszczenia. Była to wielka, oszklona oranżeria. Wszędzie wokoło otaczały ichegzotyczne rośliny. Za razie stali na tarasie. Wampir podszedł do barierki iodsłonił oczy chłopca. Z tarasu rozlegał się przepiękny widok. Kaskady roślinnościograniczone horyzontem z przejrzystych szklanych tafli, a za nimi widok namorze. Wokół unosił się przyjemny zapach ziemi i kwiatów.
- Podoba ci się? – Zapytał. Od dzisiaj to miejsce jesttwoje. Możesz tu robić co chcesz, i ja ci niczego nie zabronię – szepnął,całując go w ucho – i o ile mnie nie rozgniewasz.
Sam nie wiedział, dlaczego to robi. Może nawet nie chciał otym myśleć. Przecież wampiry dają prezenty swoim towarzyszom. A chłopak napewno nie był dla niego aż tak ważny. Nie, to nie możliwe. Po prostu lubił tegodzieciaka. Dlatego ten prezent. Żadnych, innych podtekstów.
- Od kiedy to zabawkom daje się takie prezenty? – Ciszeprzeciął naładowany emocjami szept chłopaka.
Patrzył na niego zdumiony zupełnie nie rozumiejącpostępowania wampira. Odsunął się odrobinkę i lekko dotknął jednego z kwiatów.Wokół rozniósł się słodki zapach. Kadaj skrzywił się i kichnął kiedy pyłekwleciał mu do nosa. Chciałby iść dalej ale łańcuszek przyczepiony do jegonadgarstka mu na to nie pozwalał. Wampirpochylił się i pocałował go w policzek.
- Ulubionym się daje, ale na razie zaczekaj. Musze cię komuśprzedstawić.
Objął chłopaka i powoli zaczął schodzić z wielkich schodów. Wkońcu byli na trzecim piętrze. Kiedy zeszli na sam dół coś zaszeleściłoniepokojąco i z krzaków wysunął się najpierw czarny, błyskający złotymiślepiami łeb, a potem reszta pantery. Za nią kolejna. Patrzyły na blondynadziwnie, jakby zastanawiając się, czy zaatakować.
Kadaj pisnąłcicho i schował się za plecami wampira. Przylgnął do niego mocno chwytającpalcami za jego koszule.
- Chcesz mnie zostawić tutaj na pożarcie dla tych potworów ?
Nawet Bestia w porównaniu z nimi wydawała się łagodna. Schowałtwarz w materiał jego ubrań starając się nie patrzeć na boki.
- Cicho – szepnął rozbawiony Aranye. Pociągnął go do przodui objął uspokajająco. Pazurem lekko naciął własną dłoń, a potem dłoń chłopaka. Zaczekał,aż krew się zmiesza i podsunął swoja, wciąż obejmującą dłoń chłopaka rękę podnos największej pantery.
- Teraz będą wiedziały, ze jesteś mój – szepnął – i nieodważą się ciebie tknąć. Wiec spokojnie.
Kadaj i taksię bał. Pantera patrzyła na niego złowieszczo. Znowu ukrył twarz w jegokoszuli zabierając rękę z przed nosa wielkiego kota tak szybko jak się tylkodało. Ogród był piękny, ale te potwory po nim łażące stanowczo mu się niepodobały.
Wampir spojrzał na kota karcąco, obejmując blondyna w pasie.Pantera szybko zrozumiałą swój błąd. Opuściła głowę i podeszłą do chłopaka. Terazjuż wiedziała, ze to nie jest zwyczajna zabawka szefa. To jej nowy właściciel. Przysunęłasię jeszcze bliżej, ocierając o chłopaka i zostawiając na nim swój zapach.
Kadaj znów pisnąłprzerażony. Był pewien ze pantera chce mu odgryźć nogę. Po chwili widząc, żenic takiego się nie dzieje, a wściekłe bydle zmienia się w potulnego kotkauspokoił się nieznacznie. Drżącą dłoń niepewnie opuścił na grzbiet kota.Pogłaskał go lekko ale zaraz się odsunął znów przylegając do wampira. Wciąż niebył pewny tego zwierzaka.
- Nie martw się – zachichotał mężczyzna- właśnie dała ci dozrozumienia, że zostałeś zaakceptowany. Razem z tym miejscem dostajeszwszystko, co się tu znajduje. Ona ci wszystko pokaże. Nie bój się. Ona turządzi i chyba uznała cię za swojego nowego pana.
Chłopak spojrzał już pewniej na wampira i odsunął się trochędalej.
- Wiesz narażasz mnie tutaj na straszne stresy.
Usiadł na trawie opierając się o jego nogi. Przecież i takna tym łańcuszku nie mógł się ruszyć nigdzie dalej.
Shina pochyliłsię nad chłopakiem, całując go w ucho.
- Jestem głodny i muszę wyjść się posilić – zrobił wymownąpauzę. Odpiął łańcuszek z jego nadgarstka i schował go do kieszeni – siedź tu,aż wrócę.
Kadaj z ulgą przyjąłodpięcie smyczki. Nie oglądając się na wampira odbiegł w głąb lasku razem zwielką panterą. Znalazł mały strumyczek z czystą woda. Siedział nad nim przezchwile mocząc ręce albo po prostu gładząc panterę po szerokim grzbiecie. Juz zaczynałsię do niej przyzwyczajać. W końcu nie był jakiś strachliwy tylko czasem mu sięzdarzało. A pantery do tej pory oglądał tylko w zoo.
Shina jeszczeprzez chwilę jeszcze patrzył za chłopakiem, nie do końca pewny tego, co chciałmu zrobić wieczorem ale przestał tym sobie zawracać głowę. Spojrzał na niegoostatni raz i odszedł, widząc, jak kocica zaczyna się łasić. Nie był pewien,ale cos mu mówiło, ze teraz mały był jej całkowitym właścicielem i nawet, gdybykazał jej go zaatakować, to by to zrobiła. Westchnął i wyszedł. Miał wrócićdopiero wieczorem.
Kadaj biegałpo lesie oglądając wszystkie zwierzęta i rośliny. Zajęło mu to całkiem sporoczasu. I bardzo zmęczyło. Oranżeria była ogromna. Znużony usiadł pod jakimśdrzewem. Kocica ułożyła się zaraz obok niego, oplatając go ogonem. Pogłaskał jąpo karku i wtulił w jej ciepłe futro. Było wyjątkowo miękkie. I tak czarne, jaknoc. Zaczął cichutko pomrukiwać. Przymknął oczy, zaciskając lekko ręce na jejfutrze. Nawet nie zauważył kiedy zasnął. Tylko kocica spoglądała na niegouważniej.

Bloodlust R14: Sposób, aby zapomniał

Odsunął się od wampira, ale tylkona chwilkę. Dyszał lekko. Jego oczy były przymglone, a wargi opuchnięte odpocałunków. Oddech miał ciężki, nieregularny. I w ogólnie, wyglądał cholerniekusząco.
- Chcę… – wyszeptał cicho -tylko tak żeby nie bolało za mocno.
Znów pogłaskał wampira powłosach. Jakoś dziwnie go fascynowały. Jednocześnie był spięty i mocnopodniecony. Przełknął ślinę. Nie bardzo wiedział, na co się zgodził. Ale terazoddałby wszystko, za jeszcze jeden taki pocałunek.
Wampir spojrzał na niego dziwnie,ale zaraz się uśmiechnął.
- Nie będzie bolało – wyszeptał –słowo.
Zaczął go jeszcze namiętniejcałować. Coraz bardziej, jednocześnie delikatnie pozbawiając go koszuli. Muskałustami odsłaniające się partie ciała i błądził po nich delikatnie rękami. Miałjeszcze coś w zanadrzu, ale na razie, za punkt honoru wziął sobie jaknajwiększe rozluźnienie chłopaka. Kadaj delikatnie odchylił głowę przekręcającją na bok. Zamknął oczy. Nie musiał teraz patrzeć. Skupił się jedynie nadoznawaniu przyjemności, którą wampir hojnie go obdarzał. Oddychał ciężko.Nadal obawiał się jego dotyku. Wampir ściągnął blondynowi spodnie i bieliznę.Nadal nie przestawał go całować. Dłonią zjechał w dół, delikatnie muskając jegomęskość. Druga ręką pojechał do góry, głaszcząc i łaskocząc dłonie chłopaka. Zamruczałi szepnął coś pod nosem. Po chwili jak zauroczony patrzył na swoje dzieło. Chłopakjeszcze się nie zorientował, co zaszło. Wampir z pomrukiem zadowoleniapocałował jego podbrzusze i jednym szponiastym palcem przejechał po czarnychjedwabnych wstążkach krępujących teraz nadgarstki chłopaka. Pocałował go mocno,opierając się na ramie łóżka i popatrzył mu w oczy.
Kadaj spojrzałzdziwiony na swoje nadgarstki. W jego oczach błysnęła obawa. Ale jeszcze nieprotestował. Na razie nie bolało. Chwycił je w dłonie i starał się przybliżyćdo wampira albo chociaż otrzeć się o niego. Teraz łaknął jedynie dotyku.Potrzebował go wręcz boleśnie.
Shina uśmiechnąłsię przekornie i pocałował go w brzuch, by po chwili liznąć go i zrobićmalinkę. Zaśmiał się, widząc irytacje w oczach chłopaka i pocałował godelikatnie w usta.
- Nawet nie wiesz, jak interesująco teraz wyglądasz –szepnął hipnotyzującym, głębokim tonem i znowu zjechał niżej. Pocałował go wpępek, wsuwając język do środka i zamruczał.
Chłopak przymknął oczy czując tę pieszczotę. Dyszał cicho.
- Interesująco ? Znaczy, że jak ?
 Na ile to byłomożliwe spod przymkniętych powiek przyglądał się wampirowi czekając naodpowiedź. W dłoniach nadal ściskał wstążki.
- Pięknie, idealnie, kusząco – szeptał nadal tym samymtonem. Zjechał głową trochę niżej. Najpierw zaczął go drażnić oddechem, a pochwili polizał go na całej długości, wyrywając z gardła chłopaka głuchy jęk. Następnieznaczą się z nim bawić. Trącając jego męskość językiem i odsuwając się, gdychłopak poruszał biodrami. Dość długo pobudzał  go w ten sposób.
Blondyn pokręcił głową na boki robiąc minę prawie jakzawiedziony mały chłopczyk.
- Nie rób tak. Mi się taka zabawa nie podoba.
Wyszeptał cicho. Patrzył na niego z nadzieją ze ten jużprzestanie. Takie męczenie było irytujące. I niepokojące. Mężczyzna drażnił sięz nim jeszcze trochę. Bardzo mu to odpowiadało. W końcu przerwał zabawę isięgnął jego ust.
- Słodki – zamruczał i znowu pochylił się niżej. Wziął go doust, ssąc lekko.
Kadaj przechyliłgłowę na bok. Rozszerzył trochę nogi w żaden sposób nie chcąc przeszkadzaćwampirowi, a nawet troszkę mu pomóc. Uniósł biodra do góry. Jęknął słabo czującco robi z nim jego wprawny język.
Wampir przyspieszył lekko, poruszając głową w górę i w dół. Przygryzłdelikatnie jego główkę i robił językiem zawiłe pętelki. Dłońmi powoli gładziłwewnętrzną stronę jego ud i miękkie podbrzusze. W końcu ręką z brzuchapodjechał wyżej, gładząc tors i podszczypując stwardniałe brodawki. Zzadowoleniem wsłuchiwał się w jęki chłopaka. Skoro obiecał, ze nie będziebolało, to nie będzie. Albo chłopak nie będzie w stanie myśleć o tym, że coś goboli.
Kadaj zacisnął oczy marszcząc lekko czoło. Jeżeli zaraz wampirnie przestanie to on dojdzie w jego ustach. Poruszył lekko, niecierpliwiebiodrami. Jego dłonie zacisnęły się na jedwabnych więzach.
Mężczyzna tylko się zaśmiał. O nic innego mu nie chodziło. Jeszczebardziej przyspieszył ruchy, przygryzając go mocno, ale nie boleśnie i ssałgwałtownie. Mruczał przy tym jak przerośnięte kocisko i cały czas patrzył natwarz chłopaka. Wyraz ekstazy na tej twarzyczce był dla niego najlepszazachętą. W końcu chłopak krzyknął krótko, dochodząc obficie. Jego ciało wygięłosię w idealny łuk. Opadł na poduszki i jeszcze przez chwile nie otwierał oczutylko oddychał głośno nabierając w usta mnóstwo powietrza. Po chwili podniósł powiekii spojrzał na wampira. Policzki miał całe zarumienione i z pewnością nie byłato gorączka.
Shina uśmiechnąłsię i pocałował chłopaka głaszcząc jego biodra. Po chwili skończył pocałunek iustami zjechał na jego szyję, muskając ją i liżąc na przemian.
- Co za szkoda, ze nie powinienem ciebie gryźć – westchnął -w tej chwili aż się o to prosisz.
Kadaj mruknąłtylko cicho w odpowiedzi.
- Niby w jaki sposób się o to proszę?
Pogłaskał znów długie włosy wampira, patrząc na niegociepło. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, ze wampir nie poprzestanie na tymco się stało przed chwilą. Mógł to jednak równie dobrze pominąć. I wziąć gonawet bez przygotowania. Wiec był mu wdzięczny.
Wampir uśmiechnął się przewrotnie, muskając nosem jegomostek.
- Ty mnie prowokujesz – zaśmiał się i pocałował chłopaka wstwardniały sutek – a teraz powiedz mi, czy wolisz mnie widzieć, czy wolisz,żeby mniej bolało?
Pocałował go w ramię, sunąc ustami wzdłuż skrępowanej dłonii co rusz muskał ją ustami. Chłopak zastanowił się szybko.
- Wole żeby mniej bolało.
Podejrzliwie przypatrywał się wampirowi. Nie do końcawiedział o co mu chodziło. Ten zaśmiał się tylko, całując chłopaka czule imrucząc coś pod nosem. Nachylił się nad nim i uniósł go. Szybko obrócił tak, zeteraz chłopak leżał na brzuchu, z twarzą ukrytą w poduszce.
Znowu go uniósł i pomógł uklęknąć. Teraz chłopak opierał się związanymi rękamio ramę łóżka i spoglądał do tyłu niepewnie. Widok, jaki teraz przedstawiał byłniesamowity. Wampir nachylił się, całując go w kark i mrucząc coś uspokajająco.Teraz chłopak podniecał go jeszcze bardziej, a wampir nie zamierzał z tym podnieceniemwalczyć.
Kadaj jużzrozumiał co wampir miał na myśli z tym widzeniemgo. Spojrzał przed siebie i zacisnął lekko ręce na ramie łóżka. Dobrze zewstążki przynajmniej nie obtarły mu nadgarstków. Nie spinał się. Już sięnauczył, ze wtedy bardziej boli. Jasne włosy spłynęły do przodu i niektóredłuższe kosmyki ocierały się teraz o pościel przy każdym jego ruchu.
Shina widział,ze chłopak mimo wszystko był zdenerwowany. Nachylił się nad nim, jedną rękęopierając o ramę, ponad dłonią chłopaka, a drugą okręcając go w pasie.
- Nie bój się – szepnął – już ja wiem, co robię.
Pochylił się, całując każdy z wystających kręgów jegokręgosłupa. Powoli zjechał coraz niżej, zatrzymując się na wysokości, gdziezaczynają się pośladki.
Kadaj pochyliłsię leciutko. Zamknął oczy, nie uśmiechało mu się wpatrywanie w ścianę albo w poduszkę.Westchnął czując jak wędrują usta wampira.
Wampir rozgrzewał chłopaka ponownie, zadowolony z jegoreakcji. W końcu nachylił się jeszcze niżej, przejechał językiem, po dolnejczęści kręgosłupa, zjeżdżając najniżej jak się dało i wsunął język w jegowejście, zaczynając delikatne przygotowywanie chłopaka.
Tego Kadaj na pewno się nie spodziewał. Nie myślał, zewampir nie chcąc mu sprawić bólu posunie się aż tak daleko. Zaczerwienił się całyi zacisnął jeszcze mocniej powieki.
- Cicho – szepnął do niego – nie spinaj się, bo wszystkiemoje wysiłki pójdą na nic.
Jedną dłonią głaskał go po kręgosłupie, a drugą przywołał zpobliskiej szafki lawendowy olejek. Odsunął się od jego wejścia i pocałował gow kark. Następnie przechylił buteleczkę z intensywnie pachnącym płynem i wylałjej zawartość tak, że pociekła po plecach chłopaka, ściekając niżej. Delikatniezaczął rozsmarowywać chłodny płyn na pośladkach blondyna. W pewnym momencie zimnąod olejku dłonią ujął członka chłopaka, jednocześnie wsuwając w niego pierwszypalec. Tym razem był pewien, że chłopak nie odczuł praktycznie żadnegodyskomfortu.
- Rozluźnij się – szepnął, delikatnie poruszając palcemleniwie.
Kadaj rzeczywiściesię rozluźnił. Ten dotyk był przyjemny, strasznie przyjemny. Przymknął oczy tymrazem delikatnie. Nie czuł potrzeby ich zaciskania. Oparł lekko czoło na wciąż wyciągniętychi trzymających się ramy rękach. Westchnął cichutko.
Shina tylko uśmiechnął siędelikatnie, widząc jego reakcję. Wsunął w niego najpierw drugi, potem trzecipalec, nadal delikatnie rozciągając. Całował go po kręgosłupie, co jakiś czasunosząc się i muskając ustami delikatne uszko chłopaka.
Kadaj mruczał cicho. Było mu dobrze. I jak na razie wampir spełniałswoją obietnice. Nic go nie bolało. Ale mimo to nie otwierał oczu. Był pewienże mężczyzna wie co robić.
Wampir zaczął wsuwać palce głębiejw niego, energiczniej poruszając dłonią. Jeszcze nie był pewny, czy chłopak jestdostatecznie rozciągnięty.
- Powiedz, jak będziesz gotowy –szepnął i jeszcze bardziej przyspieszył swoje ruchy. Chłopak jęknął cicho uodpowiedzi.
- Już – mruknął ledwo słyszalnie. Jakakolwiekkonwersacja była teraz poza jego zdolnościami Więc nie wydusił z siebie nicwięcej.
Wampir zamruczał z zadowoleniem iwysunął z chłopaka palce. Całował go po szyi, przygryzając ja lekko. Jedną rękąobjął go w pasie, a drugą pobudzał jego prącie. Przysunął się do chłopaka, alejeszcze w niego nie wchodził. Chciał usłyszeć jego prośbę. Przysunął swojegoczłonka do jego wejścia i potarł wrażliwe miejsce.
- Mam to zrobić? – Szepnąłzmysłowym głosem, zwalniając ruchy ręki i czekał. Gdy chciał potrafił się wpełni kontrolować. Chłopak nie.
Mały miał już problemy zregularnym oddychaniem i dyszał ciężko.
- Ja nie wiem na co ty jeszczeczekasz. Mam zacząć cię błagać? – Westchnął i potarł czołem o ramie ścierając zniego kilka kropelek potu.
- Nie – zaśmiał się z zadowoleniem- prośba w zupełności wystarczy – kontynuował męczenie blondyna, całując do delikatniei uśmiechając się perfidnie – chcesz tego?
- Taaak – wyjęczał cichutko –Proszę! – Zacisnął zęby usiłując chociaż trochę się kontrolować.
Shina zawarczał zwycięsko i przytulił chłopaka do siebie. Zwilżyłswojego członka oliwką i nakierował go na wejście chłopaka. Powoli zaczął wniego wchodzić, z umiarem dawkując przyjemność.
- Chcesz jeszcze? – Mruknął,wsuwając się w niego do końca i zamierając.
Chłopak oparł się ciężko o ramę łóżka.
- Czy ty masz mnie zamiar dzisiajtorturować? Przecież doskonale wiesz czego potrzebuję. Wiec błagam cię –odetchnął głębiej – rusz się.
Wypowiedział to  drżąco i spuścił głowę. W końcu pan to pan,ale mógłby nie męczyć go tak od razu. Przy pierwszym po takiej przerwiezbliżeniu. Oddychał głośno i nierównomiernie.
- Owszem, chciałem cię trochępomęczyć – pocałował jego kark – ale już dość.
Poruszył się w jego wnętrzu. Najpierwpowoli, łagodnie, z czasem nabierając tempa. Jedną ręką pieścił jego męskość, a drugą podtrzymywał go w pasie. Musnąłustami jego ucho, przygryzając je lekko i ssąc. Idealny pomyślał isłysząc jego jęki, nieznacznie przyśpieszył.
Chłopak prawie rozpaczliwiezacisnął dłonie na ramie. Było dobrze, przyjemnie. Co jakiś czas gdy wampirtrafił w jego czulszy punkt wydawał z siebie przeciągły jęk. Kropelka potuściekła mu po brodzie. Ale teraz ona najmniej go obchodziła.
Shina ścisnął lekko główkę jego członka, jednocześnie wychodząc zniego prawie całkowicie i wsuwając się na nowo. Do końca, drażniąc czuły punktchłopaka. Przygryzł jego ramię, delikatnie rozcinając skórę. Nie mógł siępowstrzymać. Z ranki popłynęła cieniutka stróżka krwi. Wampir wszystko zlizał,mrucząc.
Blondyn krzyknął cicho. Niewielebrakowało, aby doszedł. Zbielały mu juz kostki na dłoni od mocnego ściskaniaramy. Wciąż nie otwierał oczu. I tak nic ciekawego by nie zobaczył.
Shina polizał skórę na karku chłopaka, a po chwili chuchnąłw to samo miejsce, powodując, ze kolejny dreszcz podniecenia przebiegł przezciało blondyna.
- Tak kochanie – szepnął – bardzodobrze.  Planuję cię dzisiaj nieźlewymęczyć, wiec się nie powstrzymuj.
Kadaj doszedł krzycząc. Te słowa tez mocno na niego zadziałały. Alenajwidoczniej wampir wciąż nie miał dość. Nadal wiec pozostał w tej samejpozycji zaciskając dłonie na aksamitnych tasiemkach. Mężczyzna znów zaczął gostymulować, wiec po niedługim czasie Kadaj znów był podniecony do granicmożliwości.
Shina uśmiechnął się, z zadowoleniem wyczuwając, jak bardzochłopak jest podniecony.
- To naprawdę ci się podoba – szepnął,przygryzając jego ucho. Przyspieszył jeszcze bardziej. Musiał bardzo sięwysilać, by nie dojść od razu, ale nie na tym mu zależało. Ścisnął członkablondyna, liżąc jego kark. Nie zmieniał już tempa. Każde uderzenie bioder byłogłębokie i dokładne. I wyrywało z gardła chłopaka symfonię jęków.
Kadajowi przeszło mu przez myśl, że wampir próbuje go wykończyćpoprzez przyjemność.
Miał wrażenie ze jak tak dalej pójdzie to padnie z wyczerpania. Krzyknąłrozpaczliwie, szczytując po raz drugi. Otworzył oczy szerzej. Nawet niewiedział, że tak się da. Chciał opaść na poduszki, ale silne ramie wampira nadalpodtrzymywało go w górze. Mężczyzna wiedział, że chłopak jest wykończony, alebył pewien, że warto. Delikatnie lizał i przygryzał na zmianę jego kark,pomrukując. Trochę zwolnił, ale niewiele. Teraz jego ruchy były wolniejsze i jeszczegłębsze.
Kadaj Był już zrozpaczony. Zdradzało go własne ciało. Znów zaczęłogo to podniecać. Jak tak dalej pójdzie to prześpi najbliższy tydzień. Błagał w myślachżeby wampir juz doszedł i dał mu odpocząć. O dziwo, to zmęczenie, podniecenie iwyczerpanie całkowicie wyparły z jego głowy strach przed wampirem. Dokładnietak, jak mężczyzna zakładał.
Wiedział, ze sam już zbyt długonie wytrzyma. Zacisnął zęby i przyspieszył. Ruchy dłoni na męskości chłopakatakże stały się mocniejsze, ostrzejsze. Czuł, jak jego mięśnie po raz kolejnyzaczynają się niekontrolowanie kurczyć. Przyśpieszył, aż do granicy bólu iprzygryzł ramię blondyna.
Kadaj jęknął głośno, a po policzku stoczyła mu się jedna łza. Niebólu raczej końcowego wycieńczenia. Westchnął z ulgą kiedy wampir w końcudoszedł. Opadł bezwładnie na pościel.
Shina odetchnął kilka razy i delikatnie wysunął się z chłopaka.Zauważył spływające z jego oczu łzy i poczuł się dziwnie. Przecież przyjemnośćmiała zagłuszyć strach, nie wywołać u blondyna płacz. Położył się obok niegoprzodem, obejmując go w pasie.
- Boli cię coś? – Zapytał cicho -przesadziłem? Powiedz, skrzywdziłem cię? – Jego głos był niezwykle łagodny iczuły.
Chłopak podniósł lekko głowę patrząc na niego zmęczonymi oczyma.
-Nic mi nie jest. Ale jeszcze razmi tak zrobisz to chyba padnę. Ja nie mam takiej kondycji jak ty. Jestemzmęczony.
Zamknął oczy ale jeszcze niezasypiał, chociaż był wykończony.
- Mógłbyś mnie rozwiązać ?
- Nie – zaśmiał się, ale wbrewwłasnym słowom machnął ręką i więzy puściły. Chwycił dłonie chłopaka ipocałował wnętrze każdej z nich – to dobrze, że cię nie skrzywdziłem -przejechał językiem od nadgarstka do łokcia lewej ręki – poza tym, już wiem,jak w razie czego cię karać – przesłał mu szelmowski uśmiech i pocałował lekkorozchylone usta.
- No wiesz.
Kadaj zrobił obrażoną minkę. Wpołączeniu z ciężkim oddechem i wyraźnym zmęczeniem wyglądał słodko.
- Następnym razem zrobię ci nazłość i zasnę w połowie. Zobaczysz. Zacznę juz niedługo ćwiczyć.
Ostry języczek już mu wrócił.Wystarczyło zmniejszyć lek przed panem. Ziewnął krótko. Przysunął się dowampira obejmując go za szyje i wplątując dłonie w te tak uwielbiane przezsiebie włosy.
Shina również go objął, zaciskając ręce na jego pośladkach.Pocałował delikatnie jego usta, a potem zaczął bawić się, rysując językiemzawiłe wzory na jego szyi.
- Jak nie przestaniesz mniedenerwować, możemy to powtórzyć. Masz ochotę?
Wyszeptał z błyskiem w oku i nieczekając na odpowiedź gwałtownie wdarł się do ust chłopaka. Ten jednak jużprawie spał i ledwo rozumiał, co mężczyzna do niego mówi.
- Czym cię niby denerwuje? I niedzisiaj nie chcę już więcej. Pewnie i tak nie będę mógł chodzić przez tydzieńpo tym wszystkim.
Nadal trzymał jedną dłoń w jegorozpuszczonych teraz włosach.
- Dobrze, już dobrze – uśmiechnąłsię łagodnie wampir – idź spać – pocałował go w czoło, układając się zaraz obok- obudzę cię na obiad.
Kadaj znów ziewnął.
- W porządku. – Wymruczałcichutko. Wtulił się w niego wdychając zapach mężczyzny. Pokręcił lekko głową układającsię wygodniej i łaskocząc go przy tym. Zamknął oczy i zapadł w drzemkę.
Wampir leżał, przypatrując sięśpiącemu chłopakowi. Odgarnął mu włosy z czoła i pocałował je lekko, tak, bynie zbudzić dzieciaka. Położył głowę na poduszkę i odpłynął myślami gdzieśdaleko. Co dziwniejsze, w jego rozmyślaniach cały czas przewijała się delikatnatwarzyczka Kadaja.

Bloodlust R13: Delikatność

Wampir obudził się pierwszy. Zezdumieniem skontaktował, gdzie się znajduje. Nie wstawał od razu. Zezdziwieniem i pewną dozą czułości obserwował przytulone do siebie drobne ciałkochłopaka. Pogłaskał go po plecach i przykrył nieco bardziej kołdrą. Musnąłwargami jego czoło sprawdzając temperaturę. Była nieco podniesiona. Objął goramieniem i leniwie obserwował rozchylone w płytkim oddechu usta.
W pewnym momencie blondyn kichnąłi otworzył oczy. Przetarł je ręką pozbywając się resztek snu.
- Mmm co się dzieje? – Spojrzałna wampira mało przytomnie – dlaczego tak na mnie patrzysz? Coś nie tak?
- Nie, nie – mruknął – tylko masztemperaturę.
Podszedł do osłoniętych szklanymszronem drzwi i wyszedł na chwilę na korytarz. Po niedługiej chwili i rozmowiez Nadią wrócił. Dziewczynie chyba ulżyło, kiedy zobaczyła, że ma całkiemprzyzwoity humor.
- Zaraz będzie śniadanie ilekarstwa – szepnął, poprawiając poduszkę pod chłopakiem – i pielęgniarka –zaśmiał się cicho, siadając obok chłopaka i gładząc chłodną ręką jego rozgrzaneczoło.
Kadaj zamruczał cicho pod tymdotykiem. Ta dłoń była taka chłodna i przynosiła ukojenie.
- Wiesz, ze wcale nie musisz sięmną zajmować… – wymruczał.
- A kto powiedział, ze będępielęgniarką? – Zamruczał rozbawiony – nie mam do tego ani cierpliwości, anidelikatności. Nadia przyjdzie, to się tobą zajmie.
Chłopak uśmiechnął się lekko wodpowiedzi.
- To dobrze. Nie chcę ci sprawiaćkłopotów.
Gdy mówił oczy miał przymknięte,teraz otworzył je całkowicie patrząc smutnym wzrokiem na wampira. Wolał kiedyto on się nim zajmował. Ale nie miał mu za złe tej decyzji. W końcu sam byłsobie winien.
- Gdyby mnie twój stan to już bymsię z tobą kochał – mruknął mężczyzna pod nosem, po czym obniżył się ipocałował chłopaka w czoło – moja wina, moje konsekwencje – mruknął, mając namyśli brak seksu – Nie bój się. Poza tym, Nadia lepiej wie, jak się obchodzić zkimś, kto przeszedł coś na kształt lekkiego udaru. I to magicznego pochodzenia.Już… miała okazję się z czymś takim zapoznać – westchnął.
Kiedy usłyszał pukanie podszedłdo drzwi. Szron znowu ustąpił pod jego dotykiem. Otworzył, odebrał posiłek ipostawił tacę obok łóżka chłopaka. Za nim, niepewnie dreptała czarnowłosadziewczyna. Uśmiechnęła się do Kadaja lekko. Usiadła obok niego na łóżku.Wampir odszedł i stanął przy oknie. Patrzył na nich uważnie. Ufał dziewczynie,ale bez przesady.
- To co chcesz? Kanapkę z miodem,z dżemem, jajko, czy kiełbaski? – Zaświergotała nastolatka do blondyna. Ten potarłpoliczek i podciągnął się, siadając z niewielką jej pomocą. Lekko kręciło musię w głowie, ale to od temperatury.
- Z miodem.
Oparł się wygodniej i czekał ażwampir znowu usiądzie na łóżku obok niego. Nie usiadł. Nadal stał tam, gdzieprzed chwilą. I raczej nie zamierzał się stamtąd ruszać.
Nadia poprawiła się i sięgnęła pochleb. Nabrała na nóż odrobinę miodu i rozsmarowała go po kanapce. Do białegokubka nalał pachnącej malinowej herbaty i podał go chłopcu.
- Zjesz sam, czy ja mam ciępokarmić? – Zapytała i nie czekając na odpowiedź podsunęła mu kanapkę do ust.Posłusznie ugryzł. Popił ciepłym płynem. Trwało to dość długo, właściwie, dokońca kanapki. Dziewczyna westchnęła, kiedy skończyli. Palcem starła miód zwargi chłopaka. Wytarła rękę w ściereczkę.
– Lubisz słodkie? – Zapytałaretorycznie i sięgnęła po kolejna kromkę – z czym tym razem?
Kadaj wyjrzał lekko zaglądając co jeszcze znajduje się na tacy.
- To teraz może z dżemem. Tylkonie tym pomarańczowym. Chcę z tym czerwonym. Dobrze? I naprawdę sam mogę zjeśćtym razem.
Oparł się o poduszki, opatulająckocem mocniej. Dość niezręcznie czuł się pod uważnym spojrzeniem stojącego podoknem mężczyzny. Wciąż trzymał  kubek zherbatą ogrzewając o niego dłonie.
- Dobrze – zachichotała. Posmarowałakanapkę i uprzejmie podała mu ją tuż przed skrzywiony zabawnie nosek.
- Jakieś inne życzenia nadzisiaj? Może odnośnie obiadu?
Chłopak wziął kanapkę od razu odgryzająckawałek. Przełknął, popił herbatą i dopiero wtedy się odezwał.
- Jeszcze nie – zamruczał – alepan obiecał, że posiedzi ze mną przy kominku.
Spojrzał na niego podejrzliwie upewniającsię że wampir na pewno pamięta. Znów ugryzł kanapkę nie spuszczając z niegowzroku.
- Pamiętam, pamiętam – mruknął -oczywiście z tobą posiedzę, ale wcześniej ona będzie cię musiał ubrać w cościepłego. Jaki kolor chciałbyś na dzisiaj?
Rozmawiał z nim delikatnie,prawie jak z małym dzieckiem, bo tego wymagała sytuacja. Modlił się, bydzieciak szybko wrócił do normy. Nie wiedział, ile jeszcze zniesie.
- Błękitny. Podobno pasuje mi dooczu – wymruczał chłopak. Potem ziewnął krótko i przechylając się nad dziewczynąodstawił kubek na szafkę. W końcu nie był aż tak unieruchomiony żeby sobie ztym nie poradzić. Kichnął jeszcze i znowu opadł na poduszki podciągając kołdrępod samą szyje. Wampir podszedł do chłopaka i pogłaskał go po włosach. Nadiawstała. Doskonale wiedziała, ze teraz ma wyjść. Zabrała tacę.  Spojrzała jeszcze na Kadaja pokrzepiająco izniknęła za drzwiami.
- Chcesz jeszcze poleżeć? –Wyszeptał mu do ucha dość retoryczne pytanie. Pocałował go w nie, uśmiechającsię lekko i na koniec przygryzł delikatnie. Chciał sprawdzić reakcje chłopaka.To jest, czy wraca do siebie, czy jeszcze nie.
Kadaj otworzył oczy szerzej, kiedy poczuł ten dotyk. Obrócił głowępowoli. Leżał teraz twarzą do wampira. Przysunął się troszeczkę i musnąłkróciutko jego usta swoimi. Zamruczał cicho. Odsunął się jednak zaraz i zmrużyłoczy.
Wampir uśmiechnął się zadowolony.To znaczyło, ze dzieciak wraca do siebie. I to dość szybko. Nachylił się imusnął jego usta w pocałunku, przejeżdżając językiem po wargach ponaglająco imasując jego plecy. Ta mieszanka niewinności, lekkiego strachu i rezerwy zaczynałamu się strasznie podobać. Ale, mimo wszystko wolał chłopaka, gdy ten był wpełni zdrowy. Przynajmniej można było z nim podyskutować.
Przysunął się do mężczyznyjeszcze bliżej. Jedną ręką objął jego kark i przyciągnął do siebie. Zacząłpowoli i leniwie oddawać pocałunek.. Od czasu do czasu tylko pieszczotliwiemuskał jego usta nie zagłębiając się bardziej. Na więcej jeszcze nie był dokońca gotowy. Zamknął oczy i czekał na jego reakcje. Shina aż zamruczał. Zadowolony przewrócił chłopaka na plecy inachylił się nad nim.
- Nie drażnij się – szepnął – bonie wytrzymam. Jedną ręka masował jego tors, drugą podbrzusze, od czasu doczasu muskając palcem linię spodni.
- Piękny – mruknął wprost do uchachłopaka – piękny i tylko mój.
Kadaj odchylił odrobinę głowę. Po chwili jednak znów ja opuścił iotworzył oczy. Przyglądał się teraz wampirowi uważnie. Powolnym jakby czułymgestem pogłaskał jego długie włosy. Nadal się obawiał. I nadal nie chciał byćmu w pełni uległy. Ale nie miał innego wyjścia.
Wampir potarł głową o jego wyciągniętą dłoń i uśmiechnął siędelikatnie. Całkiem szczerze.
- Co kotku? – Szepnął, całując golekko – tak ci tu źle?
Kadaj wciąż bawił się jego długimi włosami przepuszczając pasemkamiędzy palcami.
- Nie jest źle. Tylko czasami …tak… dziwnie obco – pogłaskał lekko policzek wampira i przymknął oczy. Niebył pewny jego reakcji na te słowa.
Shina tylko pocałował go ponownie.Delikatnie głaskał wyciągniętą dłoń. Nachylił się, ponownie muskając jego skroń.
Kadaj zamknął oczy. Wtulił się w mężczyznę. Powoli przechodziły muresztki otępienia. Był coraz trzeźwiej świadom, że właśnie tuli się do osobywinnej jego stanowi. Do kogoś… kto jest winny jego zniewolenia, ale niepotrafił przestać. Mężczyzna był teraz tak delikatny. Tak inny od tej swojejmroczniejszej strony. I tylko jemu, poza Nadią tutaj ufał. Tylko on był mu tu takdziwnie bliski.
Shina musnął ustami włosy chłopaka, następnie uniósł jego twarzchwytając za podbródek i spojrzał mu w oczy. Uśmiechnął się dziwnie drapieżniedo chłopaka i pocałował go, tym razem mocniej. Dłońmi zjechał na jego pośladki,ale nie ściskał ich, ani nic, po prostu masował delikatnie.
Kadaj złapał mężczyznę za dłonie. Z wahaniem oddawał głębokie jużteraz pocałunki. Jednocześnie starał się zabrać jego ręce ze swoich pośladków.Zupełnie nieskutecznie. Po chwili dłonie wampira przesunęły się nieco do góry. Potemwsunęły pod materiał spodni. Chłopak pisnął. Szarpnął wampira za włosy. Gumkapuściła z trzaskiem. Jednak mężczyzna za bardzo się tym nie przejął. Pocałunekstawał się coraz mocniejszy. Namiętny. I nie wyglądało, by szamotanie sięchłopaka w jakikolwiek sposób mu przeszkadzało. Zacisnął dłonie na jegopośladkach, przysuwając chłopaka do siebie najbardziej, jak się tylko dało i zzapałem badając jego usta.
Chłopak jęknął krótko, prostu wjego usta. Drżał, czując zaciskające się dłonie. To było zbyt mocno, zbyt szybkoi zbyt nagle. Kręcił się lekko pod nim ocierając zupełnie niechcący. Wciąż  oddawał coraz mocniejsze pocałunki.
- Albo się odsuniesz, albo wezmęcię tu i teraz – szepnął mu na ucho, owiewając je ciepłym oddechem. Sam raczejby się od chłopaka nie odsunął. A opamiętał się tylko dlatego, że zobaczyłstrach w oczach blondyna.
 - To jak? – Szepnął, niby przypadkiemzahaczając dłonią o jego najwrażliwsze sfery – chcesz tego, czy nie?
Był ciekaw, czy górę w chłopakuweźmie przerażenie, czy podniecenie. Gdyby jednak się nie odsunął… z pewnościąbyło by ciekawie.

Bloodlust R12: Konsekwencje czynów

- Rób co chcesz…. panie – ostatnie słowo prawie ze wypluł – nie mam szacunku dla krwiopijców – specjalnie użył tego, obraźliwego przydomku – i nie zależy mi na tym co ze mną zrobisz. Cały czas patrzył mu hardo w oczy. Rozszerzył nogi na stole i odchylił głowę lekko do tyłu.
- Weź mnie tutaj i teraz jeśli masz ochotę – Zaczął się śmiać jak opętany patrząc w zaskoczone oczy wampira.
Shina zareagował impulsywnie. Uderzył go w twarz. Tak mocno, ze aż głowa chłopaka odskoczyła na bok. Odwrócił się. Nawet nie spojrzał na dzieciaka. Nic nie powiedział. Miał gówniarza po prostu dosyć. Zero szacunku i wdzięczności. Wyszedł trzaskając drzwiami. Tak wściekły jeszcze nigdy nie był. Gdyby teraz chciał wyładować się na chłopaku najprawdopodobniej by go zabił. Szedł szybko, a jego kroki echem odbijały się na marmurowych posadzkach w holu. Wyszedł z rezydencji. Prawie wbiegł do podziemi, wsiadł do jednego ze sportowych samochodów i z piskiem opon wyjechał z garażu. Musiał się jakoś wyładować. I wiedział, że przebywanie teraz z kimkolwiek żywym zakończyłoby się jego szybkim i bolesnym zejściem. Przyspieszył najbardziej jak się tylko dało i odjechał. Sam nie wiedział, kiedy wróci, i co wtedy zrobi z tym niewdzięcznym szczylem. Jedno wiedział na pewno. Już nie będzie miał do niego słabości. Na pewno nie będzie miał poczucia winy. I z pewnością nie będzie delikatny.

                                                                       0o0o0                           
Chłopak śmiał się jeszcze przez długi czas po tym jak wampir wyjechał. Nadal siedział na stole trzęsąc się z lekka. Śmiech powoli stawał się histeryczny, przejmujący. Przerażający. Nie ucichł nawet po ciosie w twarz. No może na krótką chwileczkę. Służące bały się do niego podejść. Nie przejmował się tym ze krew kapie mu z rozciętej wargi znacząc białe ubranie. Podniósł się i zataczając skierował do sypialni. W połowie drogi złapała do Nadia. Patrzyła na niego ze strachem. Czyżby chłopak był aż tak słaby? Żeby załamać się po niespełna półtora miesiąca? Nawet jej nie zauważył. Nadal chichotał. Jednak po policzkach z wolna zaczynały mu skapywać łzy.
Dziewczyna wprowadziła go do sypialni. Usiadł na łóżku i umilkł. Ona w tym czasie pozasłaniała okna. Odwróciła się i spojrzała na niego ze smutkiem. Chłopak całkowicie pustym wzrokiem wpatrywał się w ścianę. Przypominał marionetkę, której podcięto sznurki. Zszarzały na twarzy i całkowicie pozbawiony życia. Usta miał lekko uchylone. To było do przewidzenia. Kolejne pozbawienie go woli przez wampira doprowadziło do swojego rodzaju obłędu. A może po prostu chłopak nie wytrzymał tego wszystkiego? Co takiego Shina mógł mu zrobić? Dziewczyna nie miała bladego pojęcia. Kadaj siedział tak patrząc całą noc. Nawet się nie poruszył, kiedy promienie zaczęły przeświecać przez zasłony. Nadia siedziała przy nim cały czas. Okryła go kocem, jakiś czas trzymała za rękę. Potem usnęła w niewygodnej, na wpół siedzącej pozycji. Nadal nie puszczała jego dłoni. A on nadal siedział.
Tylko rano służba wnosząca śniadanie dziwnie na nich patrzyła.                          

0o0o0

Wampir zniknął na dobre. Wrócił dopiero trzy dni później. Tak samo zły i zgorzkniały. Nie poszedł do chłopaka. Czuł, ze nadal mógłby go przypadkiem zabić. A tego, nadal, ku własnemu zdumieniu, nie chciał. Jednak gniew wampira trudno jest ułaskawić. Poszedł do siebie do biura i zaczął grzebać w papierach. Jak zawsze, kiedy był wzburzony i już nie wiedział, co ze sobą zrobić. Nie miał ochoty nikogo oglądać. Służba doskonale to wiedziała, dlatego nawet nie próbowała zbliżać się do jego gabinetu. Jednak nagle na korytarzu rozległ się cichy odgłos bosych kroków. Wampir odwrócił się do drzwi zirytowany. Zmarszczył brwi, kiedy zobaczył, ze zaczynają się uchylać i czekał.
W wejściu pojawiła się blada twarz chłopaka. Jego błękitne tęczówki były puste i matowe. I prawie tak jasne, jak u ślepca. Nie ukazywały nawet cienia emocji. Nadia zostawiła go kilka godzin wcześniej samego, jak spał. Kiedy wstał, prawie instynktownie zaczął jej szukać. Jak osamotniony kociak. Widząc jednak, kto znajdował się w pokoju zamknął drzwi szybko. Podreptał dalej korytarzem. Ja znaleźć. Ona dawała mu chociaż złudne poczucie bezpieczeństwa.
Zimny marmur mroził bose stopy  Kadaja, ale on jakby tego nie zauważał. Właściwie nie widać było po nim żadnych dużych zmian. Jedynie twarz miał jakby bardziej smutną i pustą niż radosną jak wcześniej. Lekkie cienie pod oczami i włosy trochę za bardzo potargane. Ale, kiedy tylko spojrzało mu się w oczy, można było wyczytać z nich wszystko. Chłopak się załamał.
Zdziwiony wampir wyszedł na korytarz. Dzieciak nie zachowywał się normalnie. Podszedł do niego od tyłu i zacisnął palce na jego ramieniu. Szarpnął go i już po chwili przycisnął do ściany, patrząc złowrogo w oczy.
- Czego tu szukasz? Mam cię przerżnąć, żebyś zrozumiał że masz mi się na oczy nie pokazywać?
Chłopak przekrzywił głowę na bok i podniósł na niego puste, lalkowate oczy. Trochę słabo do niego docierało co on mówi. Ramie mocno ściskane zaczęło emanować tępym bólem. Nie zwracał na to uwagi. Na nic nie zwracał. Nie zwrócił by tez gdyby mężczyzna wziął go teraz siłą.
Shinie coś nie pasowało. Ten brak reakcji. Apatia. To nie było normalne. I nikt nie potrafiłby tego tak idealnie zagrać. Wdarł się do umysłu chłopaka. Ten zakwilił, jakby nagle czując przeszywający ból, chciał się odsunąć, ale nie mógł. Wampir zastał w jego umyśle całkowity chaos. Nic nie było na swoim miejscu i nie zapowiadało się, by szybko miało tam wrócić. Zaklął i spojrzał na chłopaka jeszcze raz. Uważniej. Czy to możliwe, ze tamta ingerencją… zrobił mu coś takiego? Gwałt mentalny… to jedna z najgorszych rzeczy, jakie można uczynić drugiej istocie.
Kadaj zachowywał się jak żywa lalka. Teraz płakał cicho. Zaciśniętymi w pięści dłońmi uderzał o klatkę piersiową wampira. Żeby tylko mężczyzna wyszedł z jego umysłu. Wtedy ponownie będzie mógł opaść w ten błogi stan otępienia. I nie będzie czuł tego przerażającego bólu. Jednak jego spojrzenie nie zmieniło się ani odrobinę tylko łzy zaczęły spływać obficiej. Oczy nadal były puste. I szklane. Załkał cicho, ale był całkowicie  bezradny.
Wampir za to znalazł się w kropce. Po raz pierwszy od trzystu lat nie miał pojęcia, co zrobić. Złość już gdzieś mu przeszła, zostawiając za sobą jakieś dziwne uczucie. Bo to w końcu on był odpowiedzialny za stan chłopaka. Reakcja obronna organizmu na zbyt silną i zbyt nagłą ingerencję mentalną. A raczej gwałt, zadany na duszy. To była jedyna rzecz, którą wiedział na pewno. W końcu się poddał. Przyklęknął obok dzieciaka i objął go. Delikatnie, jakby był ze szkła. Teraz czekał. Czy to pomoże, czy dzieciak rozryczy się na dobre.
Chłopak uspokoił się po tym trochę. Wampir opuścił jego umysł. Już nie bolało. Ostatnie łzy spływały mu jeszcze po twarzy. Objął wampira lekko za szyje i przyciągnął do siebie. Potrzebował teraz ciepła drugiej osoby. A skoro nie było Nadii, każdy inny był równie dobry. Przymknął oczy wtulony w jego szyje.
No to kurwa pięknie przeszło wampirowi dość nie elegancko przez myśl. Zostałem niańką! Przytulił drżące ciałko chłopaka i wziął go na ręce. W takim stanie nie powinien wychodzić poza swój pokój. Wszedł do sypialni chłopaka. Ciągle trzymał go na rękach. Wskazał na drzwi. Całe je pokrył szklany szron. Teraz nie dało się ich otworzyć. Wyciągnął rękę w kierunku gładkiej na razie ściany. Po chwili pojawiły się tam delikatne, jakby utkane ze szklanej pajęczyny drzwi. Machnął ręką ponownie. Drzwi się otworzyły. Za nimi był urządzony w jasnych kolorach i bukowym drewnie salon. W kominku wesoło płonął ogień. Już po chwili kominek odgradzała od reszty pokoju szyba. A szybę zasłaniał żeliwny parawan. Wszedł do środka i posadził chłopaka na jasnozielonej kanapie.
- Jak się czujesz ? – zapytał  chwytając go pod brodą i patrząc mu w oczy. Stan dzieciaka znacznie wszystko mu skomplikował. I wyprał z całej, buzującej od kilku dni złości.
Kadaj przetarł oczy ręką. Smutnym wzrokiem spojrzał na wampira.
- Juz trochę lepiej – odpowiedział cicho, matowym tonem. Warga mu zadrgała – przepraszam… – schował twarz w jego koszuli mocno zaciskając na niej palce. Bał się, że teraz czeka go kara. I do bólu myśli, dołączy jeszcze ból fizyczny – ja nie chciałem wtedy tak zrobić… tego powiedzieć – głos miał przytłumiony, bo nadal nie oderwał twarzy od jego torsu. Drżał. Z każdą chwilą bardziej.
Mężczyzna westchnął i usiadł obok dzieciaka, biorąc go na kolana. Mały od razu się do niego przytulił, jakby miało go to uchronić przed karą. To wcale nie ułatwiało konwersacji.
- Rozumiem – wyszeptał wampir z wahaniem. Może nie tak chciałby to rozegrać, ale nie było sensu straszyć dzieciaka jeszcze bardziej – już dobrze – pogłaskał go po plecach – w złości mówimy różne rzeczy – szepnął. Albo robimy dodał w myślach, spoglądając na niego smutno.
Delikatnym ruchem zmierzwił mu włosy. Potem pocałował go w policzek – jak się czujesz? Tak naprawdę? Boli cię coś? Męczy?
Kadaj osunął się troszeczkę nadal nie podnosząc głowy.
- Tak mi jakoś dziwnie smutno – wyszeptał tylko.
Nie spojrzał na wampira, nadal odczuwał dziwne poczucie winy. To on go sprowokował. To była jego wina. A teraz pokutował. Powinien znać możliwe konsekwencje własnych czynów. Poprawił się lekko na jego kolanach i oparł głowę o jego ramie. Przyciągnął do siebie na kanapę zmarznięte stopy. Westchnął ciężko przymykając oczy. Po raz pierwszy od trzech dni jakoś tak mu trosze ulżyło. I jakby pojaśniało w głowie. Już nie miał tam takiego mętliku. Chyba po prostu przestał chować się w chaosie.
Wampir uniósł jego głowę do góry i pocałował w czoło. Gestem ręki przywołał koc i grzebień. Kocem okręcił chłopaka, a grzebieniem delikatnie zaczął rozpłatywać jego rozczochrane włosy. Esteta w nim nie mógł znieść tego bałaganu. Po chwili przeczesywał je juz tylko leniwie, uspokajająco.
- Nie martw się, przejdzie ci – szepnął, głaszcząc go delikatnie, nie zaprzestając łagodnego czesania.
- Jesteś pewny? – Podniósł na niego skołowane, ale już trochę bardziej żywe oczy – gniewasz się na mnie? – To nie było pytanie. Chłopak spuścił głowę. Słowa wypowiadał cicho, bardzo niepewnie chwytając wampira za dłoń. Spuścił wzrok. Nie chciał widzieć gniewu albo, co gorsze, odrazy w jego spojrzeniu.
- Nie gniewam się – odparł zgodnie z prawdą, sam się sobie dziwiąc – byłem zły, ale już mi przeszło.
Nachylił się nad chłopakiem, zamarł, ale po chwili jednak go pocałował. Delikatnie. Z wyczuciem. Nie wdzierał się do środka. Jedynie delikatnie muskał jego wagi. Chłopak w odpowiedzi uniósł odrobinę głowę. Nie protestował. Zamknął oczy. Z kącika oka stoczyła mu się łza. Tym razem raczej ulgi, bo naprawdę mu ulżyło, skoro wampir nie jest już zły. Przysunął się do niego jeszcze bardziej o ile to było możliwe.
- Dziękuje – wyszeptał cicho. Szczerze. Dziękował, ze mu to darował. I wyskok i zachowanie i to załamanie. Bo, gdyby wampir zechciał, ukarałby go dokładnie. I chłopak pewnie by tego nie przeżył. Wampir tylko pogłaskał go po głowie.
- Nie masz za co – wyszeptał. Dopiero teraz zaczęła do niego docierać jedna rzecz. Chłopak miał na sobie jakieś dziwne ubrania. Był prawie nagi i mimo koca trząsł się z zimna. Zbyt duża koszula zsunęła mu się z ramienia. A spodnie od piżamy były bardzo cienkie.
- Długo błądziłeś w tym korytarzu? – Zapytał niby od niechcenia, zastanawiając się, czy przypadkiem niedługo nie będzie, nie tylko niańka, ale i pielęgniarką. Ten niewolnik nastręczał strasznie wielu problemów.
- Nie wiem – odpowiedział cicho – nikt tamtędy nie chodził i nie miałem kogo się zapytać jak wyjść i wrócić do pokoju.
Zatrząsł się znowu. Nadia pewnie już się niepokoiła. Ale… i tak pewnie nic mu nie powie. Tylko przytuli. Zrobiło mu się jakoś cieplej na sercu. Powinien jej podziękować. Powoli robiło mu się lepiej. W końcu teraz przynajmniej był okryty i blisko drugiego, ciepłego ciała. Westchnął i kichnął lekko. Potem zrobił przepraszająca minę.
- O matko – jęknął wampir – chyba trzeba cię bardziej rozgrzać – zadecydował. Zadzwonił dzwonkiem i po chwili z bocznych drzwi wyszła służąca. Nadia. Z ulgą w oczach patrzył na całego i najwyraźniej nieco uspokojonego chłopaka.
- Grzane wino, do pokoju, za pół godziny i lekarza gdzieś na dwudziestą. Migiem.
Skinęła głową. Wyszła, uśmiechając się delikatnie. Shina wstał. Podniósł chłopaka, dalej okrytego kocem. Zaniósł do łazienki i do wanny zaczął napuszczać ciepłej wody. Wyszedł na chwilę i zaraz wrócił niosąc jasnoniebieska piżamę. Ułożył ja razem ze świeżą bielizną na półce i sprawdził wodę. Była odpowiednia. Odwinął blondyna z koca i pozwolił mu się rozebrać. Mimo wszystko, patrzył na jego wychudzone teraz ciałko pożądliwym wzrokiem. Ale jeszcze było zbyt wczesanie. Westchnął cicho. Nie powinien był naciskać. Od tamtego gwałtu minęło dopiero niewiele ponad dwa tygodnie.
Po chwili sam tez się rozebrał i razem z blondynem wszedł do ciepłej wody. Dolał imbirowo-miodowego, rozgrzewającego olejku i czekał, aż mały się rozluźni.
- I jak – zapytał, wciąż go obejmując – lepiej?
Kadaj kichnął jeszcze dwukrotnie. W tym momencie przypominał małego kociaka.
- Lepiej – mruknął cichutko – cieplej.
Oparł się o wampira. Ciepła woda sprawiała ze całe zdenerwowanie zaczęło z niego opadać.
Zrobił się odrobinkę senny.
Shina pocałował zaspanego chłopca w usta i go umył szybko, nie chciał, by się jeszcze bardziej przeziębił od zbyt długiego przebywania w wodzie. Poza tym, sam nie wiedział, ile da radę się kontrolować, mając to delikatne ciałko w swoich objęciach.
- Gotowe – mruknął, spłukując z niego resztki piany i przytuliwszy go do siebie wyszedł z wanny. Zaczął go szybko wycierać. Potem pośpiesznie ubrał i zaniósł do pokoju, do łóżka.
Chłopiec zakaszlał krótko, ale starał się to ukryć. Nie chciał sprawiać wampirowi jeszcze więcej kłopotów. I tak spowodował ich już sporo. Poza tym, mężczyzna mógł się zdenerwować.
Shina Przykrył go kołdrą, pocałował w czoło i podał kubek z grzanym winem. Pomógł chłopcu usiąść i przytknął ciepły płyn do jego ust.
- Pij powoli – szepnął – gorące.
Powoli poił go słodkim napojem i czekał na lekarza. Nie chciał się do tego przyznawać, ale czuł się winny i martwił się o dzieciaka. Najzwyczajniej się o niego martwił. Co, po prawdzie nie było dla wampira normalne. Ani odpowiednie.
Kadaj sączył napój powoli. Od czasu do czasu zerkając znad kubka na wampira. Wypił prawie wszystko i odsunął puste naczynie od siebie. Wino zaczęło rozgrzewać go od środka przyjemnie. Koc grzał od zewnątrz. Przymknął na chwile oczy. Wiedział ze później przyszedł do sypialni ktoś jeszcze. Ale on juz nie bardzo kontaktował kto. Czuł się bezpieczny. Spokojny. Zasypiał, ukołysany odległym dźwiękiem rozmowy. I delikatnym szumieniem alkoholu w głowie.
Lekarz przyszedł bardzo szybko. Zbadał chłopaka, zdiagnozował ostre przeziębienie i kazał leżeć w łóżku, po czym przepisał co najmniej tonę leków.
- I żadnego gryzienia – zastrzegł, wychodząc. Wampir poprawił kołdrę chłopaka a po chwili położył się obok niego – Co ja z tobą mam – westchnął.
- Kłopoty – odpowiedział właściwie już śpiący blondyn. Przybliżył się do wampira i wtulił twarz w jego tors. Było mu ciepło, dobrze. Był wykąpany i zadowolony. I mężczyzna był przy nim przez co nie czuł się tak okropnie samotny w tej wielkiej, nie zawsze przyjemnej rezydencji.
Shina pogłaskał go po włosach. Potem pocałował w czoło.
- Jak tylko wrócisz do normy, to sobie pogadamy – zamruczał, ale bez specjalnej złości. Obecna bezradność chłopaka go rozbrajała. Była słodka, bo niewymuszona i raczej nieświadoma. Wsunął się pod kołdrę, obejmując chłopaka i przejechał ręka po jego włosach.
- Masz na coś ochotę? Co chciałbyś robić jutro? – Zapytał wampir łagodnym głosem.
- Nie wiem. Chciałbym wstać. Zjeść coś. Wykąpać się. Odwiedzić Bestie. Ale nie mogę wychodzić, bo jestem chory i sprawiam ci kłopoty – chłopak paplał sennie. Niekoniecznie docierało do niego co mówił – chciałbym posiedzieć z tobą przed kominkiem. Tak po porostu posiedzieć i nic nie robić – mruczał dalej, trochę mało zrozumiale nie otwierając oczu. Wtulił się w niego jeszcze bardziej. Biło od wampira takie niesamowite ciepło i bezpieczeństwo. Zasnął mrucząc cicho.
- Dobrze, posiedzimy jutro przed kominkiem – wyszeptał wampir, głaszcząc blondynka po miękkich włosach. Potem pocałował go i patrzył na niego cicho. Chłopak był teraz taki spokojny. Sam zasnął niedługo po chłopaku. Zupełnie niespodziewanie dla samego siebie.
- Dobranoc – wymruczał jeszcze i odpłynął.

Bloodlust R11: Dobre złego początki

Od incydentu w lasku minęło kilka kolejnych dni. Wampir znowu wybrał się z chłopakiem do ogrodów, ale tym razem obyło się bez takich nieprzyjemności. Dodatkowo, Kadaj zdawał się ufać mu teraz nieco bardziej. Tylko trochę, ale to zawsze coś.
Przed pójściem do jadalni zajrzeli jeszcze do sypialni chłopaka. Nie wypadało przecież, żeby po całym zamku paradował w przybrudzonych od trawy ubraniach. Wampir usadził go na łóżku i kolejno wrzucał na nie wyciągnięte z szafy ubrania. Najpierw znalazły się wśród nich kolejne białe spodnie, z wyszytym z tyłu, czerwoną nicią, poszarpanym motylem. Następnie biała koszulka, zakładana na szyję, z tysiącem guziczków do zapięcia z tylu. Z przodu miała wzór z ciemnoczerwonych plam,wyglądających trochę jak rozlana krew, trochę jak wino. Do tego cieniutka, biała narzutka z obszerną kapuzą. Kiedy skończył, obrócił się w kierunku chłopaka z dziwnym błyskiem w oku.
- Ubierasz się, czy może ci pomóc? – Zamruczał.
- Musze się w to ubierać? –Zaprotestował chłopak. Oznaczało to, ze staje się coraz śmielszy. Wampirowi nawet się to podobało. Do pewnego momentu.
 - To jest strasznie skomplikowane – marudził dalej dzieciak. Niezadowolony patrzył na masę guzików z tyłu.
- Czy tu nie ma jakiś prostszych ubrań? – Westchnął cicho, ale nie przesadzał nie chcąc denerwować wampira. Nie chciał by ten znów go skrzywdził.
Shina podszedł do Kadaja  uśmiechając się specyficznie. Jednocześnie groźnie, figlarnie i z dozą niebezpiecznej czułości.
- Nie martw się, pomogę ci –wyszeptał, patrząc mu w oczy z uśmieszkiem. W następnej chwili przewrócił go na łóżko i całując po brzuchu ściągnął poprzednie spodnie. Nie zwracał uwagi na lekkie wzdrygnięcia chłopaka. Przez ten czas powinien już był przywyknąć do jego  dotyku.
- Wiesz – wyszeptał – jesteś cholernie kuszący, gdy się boisz – założył mu nowe spodnie i pociągnął go dostania, całując namiętnie.
- Teraz koszulka – oświadczył z dziwnym uśmieszkiem, nieświadomie oblizując kły.
Chłopak owszem, zaczynał się juz do tego powoli przyzwyczajać. Ale nieco zbyt wolno. Całowanie, ubieranie, kąpanie, trzymanie w pasie. Nie było to wcale takie przerażające jakie się mogło zdawać na początku. Pozwalał teraz wampirowi na wszystko, bojąc się już znacznie mniej. Przynajmniej, kiedy go nie drażnił,wampir był delikatniejszy.
Shina pocałował blondyna w szyję, kąsając delikatnie, po czym ściągnął z niego lekko przybrudzoną ziemią kremową bluzkę. Rzucił ja w kat i sięgnął po nową. Obrócił chłopaka tak, że teraz stał za nim. Polizał go po karku i zapiął podtrzymującą cała bluzkę białą wstążkę, nieprzyjemnie przypominającą obróżkę. Mężczyzna nie zakładał mu prawdziwej obroży od spaceru do różanego ogrodu, ale nadal wisiała w szafie i straszyła go. Wybijając z głowy pomysły o niesubordynacji. Następnie pocałował go między łopatkami i zaczął zapinać znajdujące się poniżej guziczki.
- Śliczny – szepnął, obracając chłopaka z powrotem do siebie i gładząc go po odsłoniętym dole pleców i brzuchu. Koszulka była krótka i poszarpana. Więcej odsłaniała, niż zasłaniała i właśnie o to chodziło wampirowi.
- Dziękuje – wyszeptał chłopak pokornie.
Podciągnął się lekko na palcach i musnął usta wampira. Drżał przy tym. Ale wiedział, ze właśnie tego jego pan oczekuje. Zaraz potem wciągnął na siebie cieniutką narzutkę.
- Idziemy? – Zapytał cicho, spoglądając na wampira uważnie.
- Tak – mruknął, zjeżdżając ręką z pleców na pośladki chłopaka. Ten drgnął teraz trochę mocniej – tylko buty załóż. Tam stoją – wskazał kąt pokoju. Stały tam, równie białe co reszta stroju,wysokie oficerki na niskim obcasie.
Kadaj podszedł do wskazanego przez Shine miejsca. Bez słowa wyciągnął buty sznurując je do samej góry. Tupnął kilka razy na próbę. Były całkiem dobre. Nie narzekał. Obejrzał się w wielkim lustrze. Gdyby nie to że wyglądał w tym wszystkim jak dziewczyna to by było super. Poluzował lekko palcami wstążkę na szyi.
- Juz . Idziemy? – Spojrzał pytająco na mężczyznę.
- Tak.
Podszedł do chłopaka, obejmując go w pasie i ciągnąc do wyjścia. Zeszli piętro niżej, minęli kilka korytarzy i stanęli przed wielkimi, wypełnionymi witrażowym szkłem drzwi. Wampir pchnął je lekko, otwierając. Nie robiło na nim wrażenia to, ze zazwyczaj jedno ich skrzydło otwierały dwie osoby. Pociągnął chłopaka za sobą i wszedł do środka. Wbrew oczekiwaniom blondyna wnętrze nie było ciemne jak sypialnie. Podłogę tworzył zawiły wzór ułożony z sosnowego i różanego drewna. Ściany zdobiły jasno kremowe draperie. Takie same firany wisiały w dużych, lekko gotyckich oknach. Sama sala nie była duża. Raczej kameralna. Na środku stał duży, przykryty jasnym obrusem stół.
Właśnie tam skierował swoje kroki wampir. Usiadł na krześle u szczytu stołu, ciągnąc Kadaja na swoje kolana. Pstryknął,a do pomieszczenia wsypał się mały tłumek służących niosących najprzeróżniejsze dania i stawiając je na stole.

Wokół stało jeszcze kilka krzeseł, ale wampir jak zwykle nie pozwolił blondynowi usiąść samemu. Chłopak westchnął cicho i pokręcił mu się na kolanach. Wciąż rozglądał się zafascynowany po sali. Był przyjemna, wręcz przytulna. Shina zaśmiał się,widząc minę chłopaka na widok jedzenia.
- Spokojnie – szepnął mu do ucha– nic ci nie ucieknie.
Kiedy służący wyszli nie pozwolił chłopakowi zabrać się do jedzenia, najpierw nalał do kryształowego kielicha nieco półsłodkiego, czerwonego wina. Potem sam zaczął kroić i podawać mu potrawy do ust. Z zainteresowaniem patrzył na rosnącą irytację blondyna.
Tego było po prawdzie już trochę za wiele. W końcu Kadaj nie był dzieckiem żeby go karmić. Mógł znieść to całe noszenie i tak dalej, ale żeby karmić? Prychnął zirytowany w myślach. Przecież z tym sam by sobie poradzi; . Podniósł rękę i bezskutecznie spróbował wyjąc widelec z rąk mężczyzny. A ten zamiast mu to umożliwić śmiał się tylko.
- Złość piękności szkodzi, kotku– zamruczał.
Wpakował mu do ust kolejną porcje ziemniaków z marchewką i zaśmiał się na widok jego rozzłoszczonej do ostatecznych granic miny.
- Śliczny – pocałował go w czubek nosa.
- A teraz otwórz buzię – zaśmiał się ponownie, nabijając na widelec kawałek polędwicy i zbliżając go do ust chłopaka – no powiedz aaa… – wyraźnie kpił sobie z blondyna. I świetnie się przy tym bawił.
Kadaj był już prawie ze czerwony ze złości. Wampir był co najmniej nieprzyjemny. Odwrócił głowę robiąc obrażoną minę. Już wiele razy był tu poniżany, ale to już trochę przegięcie. Dlaczego on mówi do niego jak do małego dziecka. Nie otworzył buzi i nadal siedział z zamkniętymi oczami.
Mężczyzna wiedział, że chłopak się obraził. Nie przejął się tym zbytnio. Odłożył widelec i upił troszeczkę wina. Uśmiechnął się samymi kącikami ust i przysunął swoją twarz do chłopaka. Złapał go za kark i pocałował, prawie przemocą wdzierając się do jego ust. Biedak zapomniał, ze swojego pana lepiej nie drażnić. I co teraz? Przesłał mu myślowa wiadomość, jednocześnie penetrując jego smakujące teraz winem usta.
Kadaj złapał mężczyznę za włosy. Otworzył szerzej usta pozwalając mu na to na co tylko będzie miał ochotę. Zsunął się lekko z jego kolan zmieniając pozycje. Zmuszał się do tego wszystkiego, ale nie miał wyjścia. Siedział na wprost niego i wplatał obie dłonie w jego włosy od czasu do czasu przesuwając długie pasma pomiędzy palcami. Był wystraszony. Teraz nic… odpowiedział w myślach z wahaniem, bawiąc wampira jeszcze bardziej.
Shina zachichotał w duchu, zaciskając dłonie na pośladkach chłopaka i całując go bardzo głęboko. Teraz, to ja ci obiecuję, ze jeszcze jeden wyskok i się zajmiemy twoim tyłkiem. Nachylił się nad chłopakiem, opierając go o stół. Jeśli nie masz dzisiaj ochoty, to radze być grzecznym.
Blondyn spiął się wystraszony, a wampir zaczął całować go po szyi. Miał na chłopaka straszną ochotę. A zresztą… kto powiedział, że  mam czekać?Zaśmiał się, w tym śmiechu pobrzmiewało zimne samozadowolenie. W końcu,odrobina zabawy to jeszcze nie gwałt. W dodatku, w pełni się teraz kontrolował.Oderwał się od ust chłopaka.
- Niby dlaczego nie zrobić tego tu? Zdawało mi się, ze ta jadalnia przypadła ci go gustu – ukąsił go łagodnie wszyję, a po chwili polizał delikatne zranienie – jak nie tu, to gdzie byś chciał?
Odsunął się od niego i uciekł.usiadł na krześle obok.
- Nigdzie – odpowiedział z wahaniem, ale patrzył mu hardo w oczy. W końcu wampir obiecał, ze mu nie zrobi krzywdy – tylko mnie nie gwałć z tego powodu jakbyś mógł. To za bardzo boli kiedy mi to robisz.
Podniósł się trochę w chwycił w palce jakiś owoc w bitej śmietanie. Musiał sobie jakoś radzić skoro czarnowłosy nie dał mu sztućców. Oblizał łakomie palce i sięgnął po więcej. Nie przejmował się wampirem. I to był jego błąd.Tydzień spokoju uśpił jego czujność. Zapomniał, ze mężczyzna  przecież cały czas się hamował.
Shina złapał go za rękę i sam zlizał śmietanę z jego palców.
- Mówiłem coś na temat wyskoków,prawda? – Zapytał z niebezpiecznym błyskiem w oku – teraz nie pytam, czy chcesz, ale gdzie chcesz – przysunął swoja twarz do jego, uśmiechając się nieprzyjemnie. Nabrał na palec nieco bitej śmietany i rozsmarował ją na ustach chłopaka – no więc?
Kadaj nadal patrzył mu hardo w oczy. Jak zwykle nie miał nic dopowiedzenia jeżeli chodziło o te sprawy. Wampir wciąż trzymał go za rękę.
- W porządku – mruknął jakby lekceważąco – wolę sypialnie niż jadalnie jeżeli juz musze – odwrócił od niego głowę nie patrząc mu w twarz.
Wampir się wściekł. Odetchnął ciężko. Wstał i jednym ruchem ręki zwalił połowę rzeczy stojących na stole na podłogę. Złapał chłopaka pod pachami i posadził na stole. Zbliżył się do niego i chwytając go za ręce spojrzał mu prosto w oczy.
- Czy ty uważasz, że mi łaskę robisz? – Wysyczał – to ja ci łaskę robię, że cię o cokolwiek pytam. I okazałbyś mi trochę szacunku szczeniaku. Bo gdybym chciał, to w chwili obecnej już nawet nie myślałbyś samodzielnie! – Momentalnie wdarł się do umysłu chłopaka, blokując mu możliwość poruszania się – nie martw się – szepnął,patrząc w jego przerażone oczy – z myślami można zrobić podobnie – zabrał blokadę i chłopak z powrotem mógł sam się poruszać. Wyszedł z jego umysłu i czekał na reakcje dzieciaka.

Bloodlust R10: Polowanie

Słowa chłopaka ostudziły niecozapędy wampira. A jeszcze bardziej niż to, co powiedział podziałało jegozachowanie. Chłopak był przerażony. Shina znowu usiadł normalnie, przygarniającchłopaka do siebie i głaszcząc po włosach delikatnie.
- Spokojnie, nie chce cięskrzywdzić – pocałował lekko jego policzek – nie musimy się spieszyć. Dam cijeszcze trochę czasu. Ale tylko trochę – musnął ustami skroń blondyna.
Ten podniósł na wampira wystraszone oczy. Błyszczała w nich pełna niedowierzaniaulga.
- Naprawdę? Dziękuję… – Znów sięw niego wtulił.
Poczuł drżenie ciała chłopaka. Był zadowolony, z tego, żepodziękował. W końcu… nie musiał się wcale hamować. Masował ostrożnie plecy chłopaka,opuszkami palców muskając  kark. Oparłusta na czole Kadaja i głęboko wdychając zapach jego włosów, starał sięuspokoić. Był pewny, ze jeszcze jeden pocałunek, czy inna zachęcającapieszczota i nad sobą nie zapanuje. Był w końcu wampirem i nie nawykł dopowstrzymywania się od czegokolwiek.
Kadaj westchnąłi otworzył oczy. Spojrzał na czarnowłosego mężczyznę. Jego wzrok prawierozbierający go na miejscu nie wróżył nic dobrego. Właśnie przed tym ostrzegałago Nadia. Zerwał się z jego kolan wampira. Zrobił kilka niepewnych kroków,zasłaniając się rękami. To była największa głupota, jaką mógł zrobić. Shina sięzdenerwował. A jeśli czegoś robić nie wolno, to irytować podnieconych już niecowampirów. Mężczyzna również wstał. Podszedł do Kadaja.
Ten już na nic nie czekał. Spanikował. Nie oglądając się zasiebie pobiegł w las. Na jakiejś gałęzi rozerwał lekko materiał koszuli ale nieprzejmując się tym zbytnio, biegł dalej. Za sobą miał rozwścieczonego własnągłupotą wampira.
Shina stałprzez chwilę zdziwiony. Potem ruszył za chłopakiem. Widział, jak ucieka. Na krzakachznalazł skraj cienkiej koszuli. Kierując się zapachem ruszył za nim. Początkowobył rozbawiony, ale z minuty na minutę górę w nim zaczynał brać instynkt łowcy.I złość.
Chłopak był zmęczony. Odbiegł juz spory kawałek. Oparł sięplecami o drzewo i oddychał ciężko. Westchnął głęboko i wyjrzał zza drzewa czywampir za nim nie biegnie. Nie było go nigdzie widać. Zamknął oczy i próbowałuspokoić oddech. Choć trochę.
Mężczyzna z daleka przyglądał się chłopcu. Już nie myślałnormalnie. Działał instynktownie, jak na polowaniu, a chłopak był zwierzyną. Bardzopociągającą zwierzyną. A zwierzynę należało najpierw wymęczyć i zastraszyć,żeby nie miała siły walczyć. Podszedł do niego, całując w kark i drapiąc lekkow odsłonięty bok, po czym natychmiast skoczył w górę, chowając się na drzewie iuciekając tak, ze chłopak nawet nie mógł go zobaczyć. Przeraził go tylko.Blondyn czując dotyk zaczął rozglądać się dookoła z szeroko otwartymi oczami.Wszędzie było cicho i nikt nie czaił się w pobliżu. Ale to musiał być on. To napewno był wampir. Chłopak znów rzucił się do ucieczki. Juz ledwo oddychał był zmęczonyi przerażony. Wiedział, że to wszystko jego wina. Gdyby siedział tam grzecznie,wampir nawet palcem by nie kiwnął. A tak…Oparł się o kolejne drzewo i starłręką pot z twarzy.
Shina znowupodbiegł do chłopaka. Tym razem wsunął dłonie w jego włosy,unieruchamiając  głowę. Ukąsił dodelikatnie w kark, lekko przecinając skórę i od tyłu wsunął kolano między nogi.Po chwili zniknął tak cicho, jak się pojawił. Z chłodem zawodowego myśliwegoobserwował reakcje chłopaka.
Nie powinien dać się ugryźć. To było jasne. Wciąż odczuwał ubytki w krwi. Przedoczami robiło mu się ciemno i miał zawroty głowy. Wiedział, że wampir gdzieśtutaj jest, ale nie był w stanie juz dalej uciekać. Ledwo był w stanie ustać.Nogi się pod nim chwiały. Osunął się po drzewie opierając o nie ręką. Zamknąłoczy. Niech się dzieje co chce. On był już na to wszystko zbyt zmęczony.
Ofiara się poddała zadźwięczało w głowie krwiopijcy. Zeskoczyłzgrabnie na ziemię i nie robiąc zbyt wiele hałasu podszedł do chłopaka. Ukląkłprzed nim, podnosząc jego twarz za podbródek. Jego oczy były dziwne, dzikie inie było w nich krztyny żadnego uczucia. Nawet gniewu. Nachylił się i pocałowałchłopaka w usta. Brutalnie wdzierając się do środka.
- Wiesz, ze przed wampirem się nie ucieka? – Zapytał złowróżbniei podniósł go do góry, patrząc na niego, praktycznie liżąc go wzrokiem iuśmiechając się przy tym sugestywnie. Kadaj błagał w myślach, żeby wampir goznów nie krzywdził. Zaczął drżeć starając się odsunąć od niego. Z oczu znówpociekły mu łzy. Odwrócił głowę i wytarł je ręką. Nie chciał patrzeć nawampira. Zawiał zimny wiatr. Spowodował że chłopak zaczął trząść się jeszczebardziej.
Shina objął go, nie pozwalając uciec i pocałował mocno.
- Mój – wysyczał mu do ucha – jesteś mój. I niczyj inny!
Pogłaskał go po torsie, ponownie zagłębiając się w jegousta. Prawie wcale się nie kontrolował. Nie potrafił nad sobą zapanować. Iw  tej chwili niekoniecznie chciał.
Blondyn odetchnął spazmatycznie, z rezygnacją. Właśniepowtarzał się jego najgorszy koszmar.
- Tak jestem twój i będę – przyznał cicho. Nic innego mu niepozostało. Tylko pokorna zgoda – jeśli juz koniecznie musisz to zrobić to bądźdelikatny. Proszę… Błagam!
Głos mu się załamał na ostatnich słowach. Ledwo je z siebiewydusił. Po jego policzkach spłynęły długo powstrzymywane łzy. Jednak wampir całowałgo coraz namiętniej, momentami brutalnie, gwałtownie masując jego obolałeciało. Niewiele do niego docierało. Ukąsił jego wargę, by po chwili zacząć jąssać.
- Mój niczyj inny – powtórzył agresywnie, prosto w ustachłopaka, zjeżdżając ręką w dół jego pleców i wsuwając ja pod spodnie chłopaka.
To było zbyt szybko i zbyt napastliwie. Prawie tak jak wtedy, w bibliotece. Zoczu Kadaja znów zaczęły płynąc coraz obfitsze łzy. Załkał cicho starając sięodwrócić głowę. To tez bardzo bolało.

Wampir czuł, jak chłopak w jego ramionach trzęsie się coraz bardziej. Spojrzałna niego i w osłupieniu zauważył, że ta drobna istotka jest krańcowo przerażona.Chłopak drżał od tłumionego płaczu. Zalane łzami oczy wpatrywały się w niego zmieszaniną lęku i bólu. Mimo wszystko chłopak wtulał się w niego rozpaczliwie,jakby mając nadzieję, że w ten sposób będzie mniej bolało. Shina zamarł. Przecieżcoś mu obiecał! A wampiry są honorowe. I słowa dotrzymują. Wysunął słoń z jegospodni. Ze zgrozą zdał sobie sprawę z tego, że o mało nie zgwałcił go po razdrugi. Taka utrata kontroli… raczej nie zdarzała mu się do tej pory.Szczególnie z taką częstotliwością. Wyszeptał coś uspokajająco i przytuliłchłopaka do siebie mocno. Blondyn przylgnął do niego jak skrzywdzone małedziecko. W końcu,  pewnym sensie, jeszczenim był. Bo czym było jego siedemnaście lat, przy ponad czterystu wampira?Shina ruszył w kierunku polany, głaszcząc chłopaka uspokajająco po plecach icały czas szepcząc mu coś do ucha. Chłopak po prostu teraz tego potrzebował. Przylgnął do wampira mocno i starał sięuspokoić. Nie było to łatwe. Czując że Shina przestał się do niego dobieraćnaprawdę mu ulżyło. Jeszcze przez jakiś czas trząsł się ale mijało mu topowoli. Spojrzał na twarz mężczyzny. Na szczęście nie było w niej juz widać tejdzikiej żądzy. Tylko uspokajający uśmiech. Mężczyzna pogłaskał go po plecach iotarł się głową o jego policzek.
- Już dobrze – szepnął wchodząc na polankę.
Wbrew oczekiwaniom chłopaka poszedł do słońca i położył sięna plecach, sadzając sobie chłopaka na biodrach.
- Rób co chcesz – szepnął – tylko nie uciekaj, bo to sięmoże źle skończyć. Nie zawsze potrafię się opanować – wyszeptał. Potem pogłaskałgo delikatnie po policzku, czekając na jakąś reakcję.
Dzieciak ścisnął w dłoniach jegokoszule i pochylił się lekko do przodu. Potem rozpłakał się na dobre. Tym razemz ulgi. Wampir przygarnął go do siebie głaszcząc uspokajająco.
- No już, cicho – wyszeptał. Otarłpłynące mu z oczu łzy i patrzył na niego dziwnie. Bardzo dziwnie. Jednocześniechciał go wziąć tu i teraz i nie bardzo miał ochotę robić to wbrew jego woli.Bardzo niepokojące symptomy, u wampira.
Kadaj pociągnął nosem i zacząłuspokajać się powoli. Podniósł wzrok patrząc na mężczyznę nadal lekkowystraszony.
- Dlaczego się tak na mniepatrzysz? – Spytał trochę nie wyraźnym od płaczu głosem i wytarł łzy zpoliczków.
- Bo jestem dziwny – odpowiedział, głaszcząc go w policzek – no już, nie bójsię – dodał uspokajająco. Usiadł, obejmując go rękami i wpatrywał się w jegozapłakane oczka.
- Nie martw się – chłopak wymruczał cicho – już się nie boję. Nie bardzo… Aleczasami, naprawdę mnie przerażasz. Mam nadzieje, że do tego przywyknę –wszystko wyszeptał bardzo cichym głosem. Potem wtulił się w niego jeszczebardziej. Jak opuszczony kociak.
- Masz może na coś ochotę? –Zapytał dziwnie miękkim głosem wampir. Chciał mu jakoś wynagrodzić to całe…zajście. Pogłaskał chłopca po plecach – jak chcesz możemy wracać. Pewnie jesteśgłodny.
Zdziwiony chłopak przyglądał się mężczyźnie uważnie.
- Chciałbym już wrócić. Wykąpaćsię. To bieganie po lesie trochę mnie zmęczyło – uśmiechnął się blado. Bardzoblado. Prawie niezauważalnie.
- Dobrze –wampir wstał, podnoszącchłopaka i zagwizdał przeciągle. Po chwili na polanę wbiegła Bestia. Najpierwpodsadził chłopaka, a później sam na nią wsiadł.
- Do posiadłości – nakazał tylkoi objął chłopaka od tyłu.
Kadaj z wahaniem oparł się o tors wampira. Ziewnął krótko i przymknąłoczy. Miarowe kołysanie na grzbiecie Bestii go uspokajało. Niezamierzenie położyłdłoń na dłoni mężczyzny. Kiedy ten poczuł drobną dłoń na swojej nie zareagował.Tylko uśmiechnął się niedostrzegalnie.
- Czemu mi zasypiasz? – Szepnąłwprost do ucha chłopaka, muskając je w delikatnym pocałunku. Chłopak mimowolniedrgnął. Miał prawo, zwłaszcza po tym, co spotkało go przed chwilą – zarazbędziemy na miejscu.
Blondyn przetarł oczy ręka.
- Wybacz, jestem trochę zmęczony– ziewnął szeroko. Poprawił się i usiadł wygodniej, wyprostowany. Patrzył przedsiebie głaszcząc czasami grzywę Bestii.
- Nie dziwię się – mruknął mu doucha wampir, powodując kolejne dreszcze na plecach chłopaka – trochę krwi przezemnie straciłeś – objął małego w pasie, a potem ponownie pocałował w ucho – jakcoś zjesz, to poczujesz się lepiej.
Dojechali do rezydencji. Wampirzsiadł pierwszy i ściągnął chłopaka na ziemię.
- Po południu zaczniemy lekcje zjazdy konnej! – Zadecydował, obejmując chłopaka ramieniem i kierując się wstronę zamku.
- Taaak – ziewnął rozdzierająco – jasne!
 Chciał wsadzić ręce do kieszeni, ale wąskiejasne spodnie ich nie miały. Jakże tęsknił za szerokimi jeansami i bluza zkapturem. Teraz musiał się ubierać praktycznie jak dziewczyna. Żałował ze i taknie będzie miał w tej sprawie nic do powiedzenia. Dał się poprowadzić dobudynku i w ogóle przestał protestować o cokolwiek. Jego zdanie nie miało tutajprzecież żadnego większego znaczenia.