poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pośrodku piekła znalazłem dom cz.2 R9

Ten dzień nie różniłsię niczym od poprzednich, ale jego zakończenie miało doprowadzićmnie na skraj przepaści. Raphael od pewnego czasu wspominał oplanowanym odejściu, ale sądziłem, że poczeka na mnie, żespełnimy wspólnie moje marzenie. Gdy przyszedł do mnie rano,niczego się nie spodziewałem. Kazał usiąść na łóżku izłapał mnie za dłonie. Zdziwił mnie ten gest, ale wiadomość ojego odejściu sprawiła, że nie mogłem się skupić na niczym.Jego cudowny i, mimo swoich 21-lat,  nadal chłopięcy głosikoznajmił mi.
- Gabrielu. Wczoraj Vladimir ponowił swoją ofertę,abym  z nim zamieszkał. Zgodziłem się. – Był takiszczęśliwy, starał się powstrzymać uśmiech, ale ja i tak gowidziałem. Nie potrafiłem jednak cieszyć się jego szczęściem,mimo że bardzo chciałem.
- A ja?… A my? – jąkałem się.
-Gabrielu, jesteś dla mnie jak brat, ale obaj wiemy, że nasz związekdo niczego nie prowadzi. Znajdziesz kogoś. Kogoś, kogo pokochaszcałym sercem, tak jak ja kocham Vladimira. – Pogłaskał mójpoliczek. Miałem ochotę rzucić mu się w ramiona i nigdy go niepuszczać. Ale się powstrzymałem.
- A umowa? – Łapałem sięostatniej deski ratunku.
- Wygasła wczoraj. Mówiłem ci,że to już pora, ale ty nie chciałeś słuchać. – Płakałem.Nawet sam nie wiem, kiedy łzy same zaczęły lecieć, a on mnietulił.
Siedzieliśmy tak chyba zgodzinę, jeśli nie dłużej. W końcu zacząłem udawaćspokojnego, mimo że moim ciałem dalej szargał przeraźliwy smutek.Raphael w końcu. Zostawił mnie samego. Poszedłem do jego pokoju,teraz takiego pustego. Był gotowy na następnego mieszkańca.Popatrzyłem na łóżko. Na moich policzkach pojawił sięrumieniec. To na nim Raphael uczył mnie, jak zaspokoić mężczyznę.Jak szukać tego punktu. Do tej pory pamiętam jegowrzaski:
„Gabrielu, mocniej! Wyżej! Bardziej! W lewo!Głębiej!”.
Stresowałem się przy tym jak przy niczym innym.Gdy w końcu zaczęło mi się udawać, Raphael zmienił pozycję icała sytuacja rozpoczynała się od początku. To był chybanajgorszy tydzień. Odbyło się to zaraz po mojej pierwszej orgii.Raphael twierdził, że zapomniał o tej części szkolenia.Wiedziałem, że tak naprawdę poddawanie się mi wcale mu się niepodobało. Otworzyłem szufladę, w której zawsze trzymałżele i prezerwatywy. Teraz była pusta. Płakałem, wąchając jegopodkoszulek, który znalazłem w jeszcze niewyniesionychśmieciach.
Zostałem sam. Michael,Jared, Raphael – wszyscy moi opiekunowie odchodzili. Była jeszczeSara, ale i jej pozostały niecałe dwa tygodnie do końca umowy. Zmłodymi nie utrzymywałem raczej kontaktów. No, może zChristopherem, ale przy nim równie dobrze mógłbymsiedzieć sam. Ostatnio odzywał się coraz rzadziej. Wiedziałem, żeMark go wtajemniczył. Powoli przywykał do myśli bycia dziwkąwampirów. Ja nie miałem takiego luksusu, mnie od razuwyciągnięto na głęboką wodę. Tydzień przed inicjacją Chrispraktycznie nie wychodził z mojego pokoju. Zacząłem sięprzyzwyczajać do tego, że on tam jest – zawsze zachowywał się takcicho, aż można było zapomnieć, iż siedzi na kanapie. Częstomnie obserwował, ale i do tego śledzącego wzroku dało sięprzywyknąć. Nie raz zasnął na mojej otomanie, po czym musiałemgo przenieść do łóżka.
Gdy pierwszy raz ze mną spał,poznałem jego tajemnicę. Wiedziałem, że miał ciężkiedzieciństwo, ale tego, co usłyszałem, gdy mówił przez sen,się nie spodziewałem.
- Ju… Już. – Chlipnięcie. – Nie mogę,tatusiu, to tak strasznie boli. – Płakał… nie, on nie płakał.On wył przez sen, jak zarzynane zwierzątko.
Błagał ojca, prosił,aby mu „tego” nie robił. Bezskutecznie, sądząc popóźniejszych wrzaskach. Nie mogłem tego słuchać.Przytuliłem go do siebie i szeptałem do ucha słowa, któremiały niby pomóc. W końcu nie wytrzymałem, obudziłem go.Spojrzał na mnie z przerażeniem. Dopiero gdy umysł podpowiedziałmu kim jestem, wtulił się we mnie mocno, wycierając zapłakanątwarz w moją koszulkę.
Nie minęła chwila, a onspał już spokojnym snem – czego nie można powiedzieć o mnie.Tuliłem go do rana, aż w końcu i sam oddałem się Morfeuszowi.Śniły mi się nieskładne koszmary, ale nic zaskakującego. Gdy sięobudziłem, sam leżałem na łóżku. Od tamtej chwilizacząłem inaczej postrzegać Chrisa. Nie, nie współczułemmu, podziwiałem go za odwagę i siłę. Właściwie to chłopak nieróżnił się niczym od reszty domowników, każdy z nasmiał swoją mroczną historię, którą starał się niezadręczać reszty. Nauczyliśmy się żyć marzeniami o tym, coprzyniesie jutro. Nie obracaliśmy się wstecz, nie wspominaliśmydnia wczorajszego.
To ja i Julia odpowiadaliśmy za inicjacjęChrisa. Dziwnie czułem się spełniając obowiązki, które mirobił Raphael. Gdy sprowadziłem chłopca na dół, do saliprzygotowawczej, odebrał go ode mnie Jakub. Wiedziałem, że będziedla niego równie dobry jak dla mnie, wystarczył mi jegouśmiech. Inicjacja przebiegała zgodnie z planem. Teraz jakoobserwator mogłem podziwiać piękno i kunszt tego dziwnego aczdziałającego na zmysły przedstawienia.
Gdy przyszedł czasorgii ledwo nadążałem z rozstawieniem nóg. Tylko jednaosoba stała z boku i przyglądała się z nienawiścią tejnamiętności, jaką obdarzano każdy skrawek mego ciała. Kamilświdrował mnie wzrokiem. Wiedziałem, że mnie nienawidzi, boBachus zakazał mu spotkań ze mną.
Chris dzielnie zniósłinicjację, a potem, razem z Amadem, wprowadziliśmy go w tajnikiseksu z wampirem. Do tej pory pamiętam jego słodkie pojękiwania.
Czas mijał szybko, a mniełączyły coraz bliższe kontakty z Christopherem.
Nie minął miesiąc, gdyBachus urządził kolejną imprezę. Powoli zaczynałem corazbardziej lubić te orgie. Skąd mogłem wiedzieć, że ta będziemoją ostatnią na bardzo, bardzo długi czas?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz