poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pośrodku piekła znalazłem dom cz.2 R15

Rano obudziłem się pierwszy.Właściwie – zostałem obudzony. Coś sztywnego i twardego wbijałomi się w pośladek. Obróciłem się i ujrzałem jeszcześpiącego Patricka. Delikatnie pchnąłem go, by ułożył się naplecach, rozsunąłem mu nogi i pociągnąłem za gumkę bokserek.Wtedy się obudził. Spojrzał na mnie zdziwiony, a ja delikatniezacząłem masować jego penisa. Nawet nie spytał, co wyrabiam, poprostu poddał się moim dłoniom i ustom. Gdy już skończył, a japowycierałem twarz z jego spermy, spytał:
- Czy przed następnym takim atakiemmógłbyś mnie ostrzec? -Wyszczerzyłem do niego wszystkiemoje wybielone zęby w lubieżnym uśmiechu.
- Nie. To po to, żebyś przywykł.-Ułożyłem się wygodniej obok niego na boku, bym mógł mubez trudu patrzeć w twarz.
- Ja już mam niejaką wprawę,chciałbym ci przypomnieć. -Oburzył się odrobinkę.
- Skoro tak to, po co się rzucasz?
Nie odpowiedział, gdyż w tej samejchwili zapukał Chris. Zaraz potem wszedł do pokoju.
- Mark mówi, żebyście sięzbierali. Jedziecie do lekarza. -Nie mogłem oderwać wzroku odsmukłego ciała stojącego w drzwiach.
Uśmiechnąłem się do niego, po czympoklepałem Patricka po brzuchu.
- Jazda do siebie. Weź prysznic i sięubierz –poleciłem. Chciałem już zostać sam na sam ze swoimaniołem.
- W co? -Patrick spojrzał na mniebezrozumnie, jakby moje polecenie było zbyt skomplikowane dowykonania.
- Wybierz coś z tej sterty, którąci wczoraj przyniosłem. -Westchnąłem.
Chłopak wystrzelił jak z procy, tylkodrzwi za nim trzasnęły. Chris podszedł do mnie i usiadł na łóżku.Owinął mnie ręką w pasie i położył mi głowę na ramieniu,pocałowałem go w sam jej czubek. Siedzieliśmy w ciszy dłuższąchwilę. W końcu, całując go w skroń, podniosłem się iposzedłem do łazienki wziąć prysznic. Gdy wróciłem, onnadal siedział w bezruchu na moim łóżku. Ściągnąłemręcznik z bioder i, ukazując mu się w pełnej krasie, podszedłemdo niego. Przytulił się do mojego nagiego ciała i zaczął jedelikatnie pieścić. Muskał opuszkami palców cały mójtułów.
Ssał i podgryzał moje sutki. Kiedyzjechał dłonią niżej, do mojego skarbu, ktoś zapukał do drzwii, nie czekając na zaproszenie, wszedł do środka. Mark spojrzałna nas wyraźnie zszokowany. Oszczędził sobie jednak zbędnychkomentarzy na ten temat.
- Ubieraj się szybko, jedziemy. – Gdywychodził, dodał – jak wrócimy, obaj macie przyjść domojego gabinetu, muszę z wami porozmawiać.
Chris wyszedł zaraz za nim, a japospiesznie wciągnąłem na siebie ciuchy i pobiegłem do garażu.
Jechaliśmy w ciszy. Patrick co chwilapróbował nas zagadać, ale ani ja, ani Mark nie mieliśmyochoty rozmawiać. Wiedziałem, że jest wkurzony, ale nierozumiałem, dlaczego. Przecież wielu z nas łączyło się w pary inikt się z tym nie krył.
Humor poprawiła mi trochę minaPatricka, kiedy doktor kazał mu wypiąć pośladki. Z ledwościąpowstrzymałem się od śmiechu, ale za to Mark nadal był struty ichyba trochę przestraszony.
Dzięki bogom były korki, więc zarazpo powrocie musiałem pobiec do klienta. W ten sposób rozmowaz Markiem przesunęła się o kolejne dwie i pół godziny, alepotem nie było już odwrotu. Jack wykończył mnie tak, że niemiałem nawet siły łazić, a co dopiero wysłuchiwać jakiegośwykładu. Bo, właśnie to spodziewałem się usłyszeć od Marka,ale co ja biedny niby mogłem zrobić?
Gdy wszedłem do gabinetu, Chris jużtam był. Siadłem we fotelu obok niego i chwyciłem dłoń, którądo mnie wyciągnął.
- Co was łączy? – Takiego pytania zust Marka się nie spodziewałem. Zwłaszcza, iż nie umiałem na nieodpowiedzieć. Dobrze, że Chris mnie wyręczył.
- Lubimy się…. Trochę bardziej, niżpowinniśmy. -Posłał w moim kierunku czuły uśmiech.
- I co chcecie z tym zrobić? -Co to zapytania? Czy on nie wie, co się robi, gdy się kogoś lubi… Bardzolubi?
- Jeszcze nie wiemy. To dopieropoczątek… Jeszcze do niczego nie doszliśmy. -Cieszyłem się, żeChris to powiedział. Sam czułem, że czeka nas świetlanaprzyszłość. Zdałem sobie nagle sprawę, że jest on moją jedynąnadzieją na normalną przyszłość.
- A ty, Gabrielu? -Spytał dlaupewnienia, jak ja chcę to potraktować.
- Co ja? -Z nerwów zacząłemsię wiercić we fotelu.
- Co ty o tym sadzisz? -Był poważny.Bałem się go w takich chwilach, kiedy przestawał być miłymopiekunem, a stawał się pracodawcą, z którym lepiej niezaczynać.
- Ja chyba… Ja z pewnością bardzogo potrzebuję. – Uśmiechnął się na moje słowa.
- Wasz romans nie może przeszkadzaćwam w pracy. Żadnych aktów zazdrości, nie macie prawa siędo siebie mizdrzyć przy klientach. Rozumiecie? -Przecież to byłooczywiste! I chodziło tylko o to? Przecież sami to wiedzieliśmy. Wkońcu, takie panowały zasady.
- Tak. -Odpowiedzieliśmy wspólnie,ciesząc się, że ta krępująca rozmowa zbliża się ku końcowi.
- Dobrze. -Pokiwał głową, po czymusiadł za biurkiem, przeglądając stertę papierów.
Zatrzymał jeszcze Chrisa, gdyż tenmusiał podpisać jakiś dokument. Ja, tymczasem, poszedłem dopokoju. Dziś musiałem zaliczyć długą kąpiel, bo, po pierwsze,czułem w sobie spermę wampira, a, po drugie, potrzebowałemodprężenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz