Wypuścili mnie z tego piekła dopiero przed kolacją.
Byłemtak głodny, że zjadłbym konia z kopytami. Dokładnie w momencie,
kiedy to mójżołądek dopomniał się głośnym burczeniem o pożywienie
przypomniałem sobiemęczarnie ze śniadaniem. Dzięki bogom Raphael widząc,
jaki jestem zmęczony samnałożył mi wszystko na talerz, poczym wepchnął w
moją dłoń odpowiedni widelec.Zjadłem ze smakiem i nagle zrobiłem się
bardzo senny. Gdy już odeszliśmy odstołu Raphael zabrał mnie pod jeden z
salonów, gdzie zebrała się spora liczbaosób.
– Po kolacji mamyczas wolny, oczywiście jeśli nie mamy klientów. – uśmiechnął się do mnie. – Cochcesz teraz robić?
– Spać. – zachichotałw odpowiedzi i roztrzepał mi dłonią fioletowe włosy.
– Dobra idź się umyj,a ja niedługo przyjdę posmarować ci siniaki.
– Dobrzeee. – odpowiedziałemprzeciągle ziewając, pamiętałem jednak o tym by zakryć usta.
Tego wieczora postanowiłem nie korzystać z wanny,
gdyżobawiałem się zaśnięcia w niej. Szybki prysznic i do łóżeczka.
Dopiero wchodzącdo sypialni ubrany jedynie w szlafrok zdałem sobie
sprawę, że nie mam żadnejpiżamy. Bokserki, które nosiłem nie nadawały
się do spania, bo były ciasne iniewygodne. Postanowiłem poszukać czegoś w
komodzie, ale tam były tylko rzeczybardzo podobne do tych, w których
chodziłem w ciągu dnia. Usiadłem na łóżku izachciało mi się płakać.
Czyżby z piżamą miało być tak, jak z kąpielówkami nabasenie? Właściwie
nic nie stało na przeszkodzie bym spał nago, wszak w pokojubyło ciepło, a
kołdra przyjemna w dotyku, jednak czułem się niezręcznie.Chciałem
podczas snu mieć na sobie choćby milimetr ubrania. Nawet nie wiem,kiedy
podczas tych moich głupich rozmyślań rozpłakałem się.
Gdy Raphael wszedł do pokoju zauważył mój stan, więc spytałz troską:
– Co się dziejemłody?
– Nie mam pi… dża… my…– wyryczałem, dzieląc słowa na sylaby i ocierając sobie twarz o przedramię.
– I to cię takmartwi? – spytał zaskoczony. – Tu nie potrzebna ci piżama.
– Ale ja chce! –
wiedziałem,że zachowuję się jak rozkapryszone dziecko, ale w tym
momencie nie umiałeminaczej. Byłem na granicy załamania nerwowego.
– Skoro lepiej się odtego poczujesz… – uległ mi.
Wstał z mojego łóżka i podszedł do komody,
wyciągnąłnajniższą szufladę, a z jej dna wydobył różowy komplecik. Znów
miałem nosićdziewczęce ciuchy, ale jakoś mi to wtedy nie przeszkadzało.
Raphael najpierwposmarował moje sińce, a potem bardzo dokładnie wtarł w
każdy milimetr mojegociała krem na noc. Nie obyło się bez rumieńców,
kiedy kremował intymne rejony. Potemwskoczyłem w różowy satynowy
komplecik, składający się z bluzeczki naramiączkach i skąpych, za to
luźnych spodenek. Poszedłem spać. Taki był mójpierwszy dzień w domu
Marka, który miał się stać i moim domem na najbliższetrzy lata.
Ranek wyglądał tak jak poprzedni. Zaczęło się
odmolestowania mnie, co Raphael skwitował obleśnym chichotem i krótkim
zdaniem… Cytuję:„Musisz do tego przywyknąć!”.
Potem było śniadanie, na którym jak zwykle dostało mi się zaetykietę.
Następnie wykłady, siłownia, obiad, znów lekcje, kolacja iczas wolny.
Kolejne dni były dość do siebie podobne. Po kolacji
siedziałemw Sali Zbiorczej oglądając telewizję albo grając w karty, co
zawsze kończyłosię tym, że zostawałem goły i musiałem przebyć drogę do
swojego pokoju bezubrania. Raz na takiej przechadzce przyłapał mnie
Mark, gdy zmierzał schodami doswojego gabinetu wraz z jakimś mężczyzną.
– Mogę spytać, czemuświecisz tym swoim słodkim, nagim tyłeczkiem po korytarzach? – uśmiechnął siękarcąco.
– Przegrałem w karty.
– Jared cię ograł?
– Zawsze to robi. – powiedziałempłaczliwie.
Towarzysz Marka skwitował naszą krótką wymianę zdań
tubalnymśmiechem. A ja zarumieniłem się próbując bezskutecznie zasłonić
dłońmi intymneczęści ciała.
– No już zmykaj dopokoju. – popędził mnie Mark.
Uciekając usłyszałem jeszcze:
– A to co, nowy?
– Nie gotowy, nienapalaj się, jeszcze pół roku.
– Szkoda.
Następnego dnia Mark przyszedł do mnie, gdy odpoczywałem pokolacji w swoim pokoju.
– Przyszły wyniki twoichbadań. Jesteś zdrowy. – uśmiechnąłem się w odpowiedzi.
– Raphael mówi, żepowinieneś już rozpocząć właściwie szkolenie w sferze seksualnej.
– Znaczy się… – otworzyłemszerzej oczy.
– Tak, dlategoproszę, byś do
końca tygodnia zdecydował, kto ma cię pozbawić dziewictwa.Przygotujemy
wszystko tak, by było ci jak najprzyjemniej.
– Ale niby, z kim jamam to zrobić? – spytałem płaczliwie ukrywając twarz w dłoniach.
– No nie wiem. –
przysunąłsię bliżej, poczym przygarnął mnie do swego boku. Od razu
poczułem się lepiej.– Raphael jest tobą oczarowany, zresztą znasz go,
nie muszę ci mówić, jakijest. Jared, mimo że zazwyczaj złośliwy, to w
tych sprawach, też jest bardzodelikatny. Michael…
– To ten wysokiblondyn? – spytałem ocierając twarz w garnitur Marka.
– Tak. Jest jeszczekilku
miłych i delikatnych chłopców, którzy z pewnością się zgodzą. –
uśmiechnąłsię do mnie pocieszająco roztrzepując przy okazji moje włosy.
– A dziewczyna niemoże być? – spojrzałem na niego z nadzieją.
– Wolałbym, żebyśwybrał
chłopaka, bo przecież wiesz, na czym ma polegać twoja praca. Raczej
kobietnie będziesz zaspokajał, jesteś na to zbyt… drobny.
– Rozumiem. – odpowiedziałemzdołowany.
– Mogę cizaproponować jeszcze jedno wyjście. – pogłaskał mnie po ramieniu, tuląc mnie mocniej.
– Tak? – spytałemzaciekawiony alternatywą.
– Wiem, że obiecałem,że
pierwszego klienta otrzymasz dopiero po pół roku, ale wpadłeś mu w oko.
Tomój przyjaciel, pomógł mi zbudować to miejsce. Wie, że nie jesteś
jeszczegotowy, ale bardzo chciałby być twoim pierwszym.
– Ale…
– Wysłuchaj mnie dokońca
proszę. – przerwał mi próbę oporu. – Od tej transakcji nie wezmę
centa.Potem dostaniesz dwa dni wolnego, jeden na wypoczęcie, a drugi byś
mógłposzaleć po mieście z Raphaelem. To, co zazwyczaj biorę sam wypłacę
ci na rękę.Pójdziecie do kina, kupisz sobie jakąś grę czy coś w tym
stylu. Przemyśl mojąpropozycje. Nie poganiam cię, nie namawiam, to twoja
decyzja.
– Mam pytanie.
– Tak? – spojrzał namnie podejrzliwie.
– Czy jak się zgodzę,to on będzie delikatny i nie zrobi mi krzywdy? – naprawdę się bałem, a mój głosdrżał.
– Nie musisz sięmartwić,
ręczę za niego. Zadba o każdy szczegół, byle byś się czuł jaknajbardziej
komfortowo. Zresztą to bardzo wpływowy mężczyzna. Jeśli mu
sięprzypodobasz, będziesz miał życie jak w Madrycie. Zasypie cię
prezentami ibędzie odwiedzał tak często, iż nie starczy ci czasu na
innych klientów. – opowiadałpodniecony patrząc przy tym nie w moją
stronę, lecz gdzieś na ścianę.
– Czy mogę zostaćteraz sam?
– Oczywiście. – uśmiechnąłsię do mnie pokrzepiająco wstając z mojego łóżka.
– A właściwie nie. – zatrzymałemgo, gdy wychodził. – Czy możesz poprosić do mnie Raphaela? Chcę z nimporozmawiać.
– Nie ma sprawy. – wyszedł.
Propozycja Marka wydawała się porządku. Prawdę
mówiąc odpoczątku swego pobytu w tym domu nigdzie nie wychodziłem. A
mężczyzna naschodach wydawał się miły i był dość przystojny. Nie
chciałem jednak sam podejmowaćdecyzji, Raphael musiał mi w tym pomóc.
Nim zdążyłem pomyśleć ostatnie zdanie„wilk” wpadł do pokoju i wrzasnął:
– Ale ci się trafiło,jak
ślepej kurze złote ziarno. Ten facet to chodząca góra kasy.
PowiedziałeśMarkowi, że się zgadzasz? – spytał podejrzliwie.
– Czyli uważasz, żepowinienem się zgodzić? – oparł się o szafeczkę przy moim łóżku.
– Czy powinieneś? –
powiedziałto takim tonem, jakby nie wierzył w to, co usłyszał. – Jak ci
się uda wcisnąćna miejsce jego byłego kochanka, to jesteś ustawiony do
końca życia.
– Czyli teraz powinienemiść do Marka i powiedzieć mu, ze się zgadzam? – spytałem dla upewnienia.
– Jasne! – przybrałjeszcze bardziej nonszalancką pozę.
– A ja myślałem, żety będziesz chciał. – zarumieniłem się i od razu obróciłem głowę w drugąstronę.
– Eee… – zrobił małointeligentną minę i usiadł na łóżku obok mnie. Złapał mnie za dłoń.
– Bardzo chciałbymbyć twoim
pierwszym, ale ja nie zapewnię ci tego, co możesz dostać od Alexandra.Ja
będę cię miał wiele razy potem. A ta transakcja może ci zapewnić
dostatek dokońca życia.
– To się zgodzę, ale…
– Tu nie ma się, nadczym zastanawiać. Uwierz mi to dla ciebie najlepsze wyjście.
Pokiwałem głową w odpowiedzi i wstałem z łóżka kierując swekroki do gabinetu Marka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz