poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pośrodku piekła znalazłem dom cz.1 R7

Wypuścili mnie z tego piekła dopiero przed kolacją. Byłemtak głodny, że zjadłbym konia z kopytami. Dokładnie w momencie, kiedy to mójżołądek dopomniał się głośnym burczeniem o pożywienie przypomniałem sobiemęczarnie ze śniadaniem. Dzięki bogom Raphael widząc, jaki jestem zmęczony samnałożył mi wszystko na talerz, poczym wepchnął w moją dłoń odpowiedni widelec.Zjadłem ze smakiem i nagle zrobiłem się bardzo senny. Gdy już odeszliśmy odstołu Raphael zabrał mnie pod jeden z salonów, gdzie zebrała się spora liczbaosób.
 – Po kolacji mamyczas wolny, oczywiście jeśli nie mamy klientów. – uśmiechnął się do mnie. – Cochcesz teraz robić?
 – Spać. – zachichotałw odpowiedzi i roztrzepał mi dłonią fioletowe włosy.
 – Dobra idź się umyj,a ja niedługo przyjdę posmarować ci siniaki.
 – Dobrzeee. – odpowiedziałemprzeciągle ziewając, pamiętałem jednak o tym by zakryć usta.
Tego wieczora postanowiłem nie korzystać z wanny, gdyżobawiałem się zaśnięcia w niej. Szybki prysznic i do łóżeczka. Dopiero wchodzącdo sypialni ubrany jedynie w szlafrok zdałem sobie sprawę, że nie mam żadnejpiżamy. Bokserki, które nosiłem nie nadawały się do spania, bo były ciasne iniewygodne. Postanowiłem poszukać czegoś w komodzie, ale tam były tylko rzeczybardzo podobne do tych, w których chodziłem w ciągu dnia. Usiadłem na łóżku izachciało mi się płakać. Czyżby z piżamą miało być tak, jak z kąpielówkami nabasenie? Właściwie nic nie stało na przeszkodzie bym spał nago, wszak w pokojubyło ciepło, a kołdra przyjemna w dotyku, jednak czułem się niezręcznie.Chciałem podczas snu mieć na sobie choćby milimetr ubrania. Nawet nie wiem,kiedy podczas tych moich głupich rozmyślań rozpłakałem się.
Gdy Raphael wszedł do pokoju zauważył mój stan, więc spytałz troską:
 – Co się dziejemłody?
 – Nie mam pi… dża… my…– wyryczałem, dzieląc słowa na sylaby i ocierając sobie twarz o przedramię.
 – I to cię takmartwi? – spytał zaskoczony. – Tu nie potrzebna ci piżama.
 – Ale ja chce! – wiedziałem,że zachowuję się jak rozkapryszone dziecko, ale w tym momencie nie umiałeminaczej. Byłem na granicy załamania nerwowego.
 – Skoro lepiej się odtego poczujesz… – uległ mi.
Wstał z mojego łóżka i podszedł do komody, wyciągnąłnajniższą szufladę, a z jej dna wydobył różowy komplecik. Znów miałem nosićdziewczęce ciuchy, ale jakoś mi to wtedy nie przeszkadzało. Raphael najpierwposmarował moje sińce, a potem bardzo dokładnie wtarł w każdy milimetr mojegociała krem na noc. Nie obyło się bez rumieńców, kiedy kremował intymne rejony. Potemwskoczyłem w różowy satynowy komplecik, składający się z bluzeczki naramiączkach i skąpych, za to luźnych spodenek. Poszedłem spać. Taki był mójpierwszy dzień w domu Marka, który miał się stać i moim domem na najbliższetrzy lata.
Ranek wyglądał tak jak poprzedni. Zaczęło się odmolestowania mnie, co Raphael skwitował obleśnym chichotem i krótkim zdaniem… Cytuję:„Musisz do tego przywyknąć!”.
Potem było śniadanie, na którym jak zwykle dostało mi się zaetykietę.
Następnie wykłady, siłownia, obiad, znów lekcje, kolacja iczas wolny.
Kolejne dni były dość do siebie podobne. Po kolacji siedziałemw Sali Zbiorczej oglądając telewizję albo grając w karty, co zawsze kończyłosię tym, że zostawałem goły i musiałem przebyć drogę do swojego pokoju bezubrania. Raz na takiej przechadzce przyłapał mnie Mark, gdy zmierzał schodami doswojego gabinetu wraz z jakimś mężczyzną.
 – Mogę spytać, czemuświecisz tym swoim słodkim, nagim tyłeczkiem po korytarzach? – uśmiechnął siękarcąco.
 – Przegrałem w karty.
 – Jared cię ograł?
 – Zawsze to robi. – powiedziałempłaczliwie.
Towarzysz Marka skwitował naszą krótką wymianę zdań tubalnymśmiechem. A ja zarumieniłem się próbując bezskutecznie zasłonić dłońmi intymneczęści ciała.
 – No już zmykaj dopokoju. – popędził mnie Mark.
Uciekając usłyszałem jeszcze:
 – A to co, nowy?
 – Nie gotowy, nienapalaj się, jeszcze pół roku.
 – Szkoda.
Następnego dnia Mark przyszedł do mnie, gdy odpoczywałem pokolacji w swoim pokoju.
 – Przyszły wyniki twoichbadań. Jesteś zdrowy. – uśmiechnąłem się w odpowiedzi.
 – Raphael mówi, żepowinieneś już rozpocząć właściwie szkolenie w sferze seksualnej.
 – Znaczy się… – otworzyłemszerzej oczy.
 – Tak, dlategoproszę, byś do końca tygodnia zdecydował, kto ma cię pozbawić dziewictwa.Przygotujemy wszystko tak, by było ci jak najprzyjemniej.
 – Ale niby, z kim jamam to zrobić? – spytałem płaczliwie ukrywając twarz w dłoniach.
 – No nie wiem. – przysunąłsię bliżej, poczym przygarnął mnie do swego boku. Od razu poczułem się lepiej.– Raphael jest tobą oczarowany, zresztą znasz go, nie muszę ci mówić, jakijest. Jared, mimo że zazwyczaj złośliwy, to w tych sprawach, też jest bardzodelikatny. Michael…
 – To ten wysokiblondyn? – spytałem ocierając twarz w garnitur Marka.
 – Tak. Jest jeszczekilku miłych i delikatnych chłopców, którzy z pewnością się zgodzą. – uśmiechnąłsię do mnie pocieszająco roztrzepując przy okazji moje włosy.
 – A dziewczyna niemoże być? – spojrzałem na niego z nadzieją.
 – Wolałbym, żebyśwybrał chłopaka, bo przecież wiesz, na czym ma polegać twoja praca. Raczej kobietnie będziesz zaspokajał, jesteś na to zbyt… drobny.
 – Rozumiem. – odpowiedziałemzdołowany.
 – Mogę cizaproponować jeszcze jedno wyjście. – pogłaskał mnie po ramieniu, tuląc mnie mocniej.
 – Tak? – spytałemzaciekawiony alternatywą.
 – Wiem, że obiecałem,że pierwszego klienta otrzymasz dopiero po pół roku, ale wpadłeś mu w oko. Tomój przyjaciel, pomógł mi zbudować to miejsce. Wie, że nie jesteś jeszczegotowy, ale bardzo chciałby być twoim pierwszym.
 – Ale…
 – Wysłuchaj mnie dokońca proszę. – przerwał mi próbę oporu. – Od tej transakcji nie wezmę centa.Potem dostaniesz dwa dni wolnego, jeden na wypoczęcie, a drugi byś mógłposzaleć po mieście z Raphaelem. To, co zazwyczaj biorę sam wypłacę ci na rękę.Pójdziecie do kina, kupisz sobie jakąś grę czy coś w tym stylu. Przemyśl mojąpropozycje. Nie poganiam cię, nie namawiam, to twoja decyzja.
 – Mam pytanie.
 – Tak? – spojrzał namnie podejrzliwie.
 – Czy jak się zgodzę,to on będzie delikatny i nie zrobi mi krzywdy? – naprawdę się bałem, a mój głosdrżał.
 – Nie musisz sięmartwić, ręczę za niego. Zadba o każdy szczegół, byle byś się czuł jaknajbardziej komfortowo. Zresztą to bardzo wpływowy mężczyzna. Jeśli mu sięprzypodobasz, będziesz miał życie jak w Madrycie. Zasypie cię prezentami ibędzie odwiedzał tak często, iż nie starczy ci czasu na innych klientów. – opowiadałpodniecony patrząc przy tym nie w moją stronę, lecz gdzieś na ścianę.
 – Czy mogę zostaćteraz sam?
 – Oczywiście. – uśmiechnąłsię do mnie pokrzepiająco wstając z mojego łóżka.
 – A właściwie nie. – zatrzymałemgo, gdy wychodził. – Czy możesz poprosić do mnie Raphaela? Chcę z nimporozmawiać.
 – Nie ma sprawy. – wyszedł.
Propozycja Marka wydawała się porządku. Prawdę mówiąc odpoczątku swego pobytu w tym domu nigdzie nie wychodziłem. A mężczyzna naschodach wydawał się miły i był dość przystojny. Nie chciałem jednak sam podejmowaćdecyzji, Raphael musiał mi w tym pomóc. Nim zdążyłem pomyśleć ostatnie zdanie„wilk” wpadł do pokoju i wrzasnął:
 – Ale ci się trafiło,jak ślepej kurze złote ziarno. Ten facet to chodząca góra kasy. PowiedziałeśMarkowi, że się zgadzasz? – spytał podejrzliwie.
 – Czyli uważasz, żepowinienem się zgodzić? – oparł się o szafeczkę przy moim łóżku.
 – Czy powinieneś? – powiedziałto takim tonem, jakby nie wierzył w to, co usłyszał. – Jak ci się uda wcisnąćna miejsce jego byłego kochanka, to jesteś ustawiony do końca życia.
 – Czyli teraz powinienemiść do Marka i powiedzieć mu, ze się zgadzam? – spytałem dla upewnienia.
 – Jasne! – przybrałjeszcze bardziej nonszalancką pozę.
 – A ja myślałem, żety będziesz chciał. – zarumieniłem się i od razu obróciłem głowę w drugąstronę.
 – Eee… – zrobił małointeligentną minę i usiadł na łóżku obok mnie. Złapał mnie za dłoń.
 – Bardzo chciałbymbyć twoim pierwszym, ale ja nie zapewnię ci tego, co możesz dostać od Alexandra.Ja będę cię miał wiele razy potem. A ta transakcja może ci zapewnić dostatek dokońca życia.
 – To się zgodzę, ale…
 – Tu nie ma się, nadczym zastanawiać. Uwierz mi to dla ciebie najlepsze wyjście.
Pokiwałem głową w odpowiedzi i wstałem z łóżka kierując swekroki do gabinetu Marka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz