W kolejny czwartek do mojego pokoju zaraz po kolacji wpadłJared trzymając nowego za rękę.
– Ubieraj się, idziemy!– wrzasnął rozkazująco.
– Dokąd? – nie miałemochoty na głupie numery.
– Mam klienta, popatrzyciesobie. – uśmiechnął się zawadiacko poklepując plecy Chrisa.
– Co takiego? – przestraszyłemsię trochę.
– No on lubi jak sięgo
obserwuje. To będzie świetna lekcja. – wiedziałem, że moje sprzeciwy są
nicnie warte, bo i tak zmusi mnie do oglądania tego, więc po prostu
sobie to odpuściłem.
Naciągnąłem na siebie ciuchy i poszedłem za nimi.
Pokój, doktórego nas zaprowadził nie podobał mi się. Nie to, że nie był
tak elegancki, jakten poprzedni. Ten raczej wyglądał jak sala tortur z
gotyckiego horroru. Naścianach wisiały pejcze i skórzane maski. Nagle
zacząłem się bać, co tu ujrzę. Jaredposadził nas na wąskiej ławie przy
drzwiach, a sam usiadł na łóżku w szerokimrozkroku podparty z tyłu na
dłoniach. Sama jego pewność siebie powodowała umnie jakieś niewyjaśnione
dreszcze. W końcu drzwi wejściowe się otworzyły iwpadł przez nie
zasapany ok. 40-letni mężczyzna o facjacie buldoga. Miałogoloną na łyso
głowę, a ciało tak napakowane jakby przez całe życie niewychodził z
siłowni lub jadł sterydy garściami.
– Wybacz mi spóźnienie,ale
zatrzymali mnie w pracy, skoczę tylko pod prysznic i zaraz do ciebie
wracam.A może… – zamruczał. – pójdziesz tam ze mną?
– Nie. Dziś, wymyśliłemlepszą zabawę.
– Lepszą? – wodpowiedzi Jared wskazał na nas ręką. – Przyłączą się?
– Nie. Będąobserwować.
– Szkoda… wyglądająjak dwa aniołki. – skierował do nas lubieżny uśmiech.
– Aniołki, posiedzątam cichutko i grzecznie będą obserwować jak mnie rżniesz.
– Mniam… niech patrzą,zrobimy dla nich specjalny show.
– Jasne. – powiedziałprzeciągając ostatnią sylabę.
Mówili to głosami przepełnionymi ekstazą i
skrywanymszczerym pożądaniem, a przynajmniej ze strony łysola, bo Jared
aż się skrzywiłjak tamten wyszedł.
Gdy usłyszeliśmy szum wody Jared do nas podszedł i rzekł:
– Siedźcie cicho, conajwyżej… – położył nam dłonie na kroczach. – możecie pojękiwać, jak będzieciesobie trzepać.
– Że co mamy… – zacząłem.
– No chyba, że chcesztu siedzieć z wielką erekcją, która będzie pulsować, gnieść i…
– Rozumiem. – przerwałemmu szybko, bo wiedziałem, że jeszcze chwila, a moje policzki zaczną się robićczerwone.
– Możecie nawet
małąpokazówkę mu puścić. Gabriel ty, bo jesteś tu dłużej, jak Chris
dostanie wzwodu,to mu obciągniesz. Jak pokażę to mojemu klientowi,
będzie prze-szczęśliwy imoże, chociaż trochę oszczędzi mój tyłek. –
chłopak był wyraźnie zadowolony zeswego pomysłu. Ja miałem ochotę się
rozpłakać.
– Ale… – starałem sięmu to jakoś wybić z głowy.
– Co ale? Chcesz zemną dyskutować? – przełknąłem ślinę ze strachu, bo jego głos stał się naglebardzo groźny.
– Nie.
– Grzeczny chłopiec.– uśmiech znów powrócił na jego twarz.
Chris nie odezwał się nawet słowem, był bardzo
cichy. Zpoczątku sądziłem, że przytłacza go nowa sytuacja, ale on był
taki z natury. Wkońcu łysol wyszedł owinięty ręcznikiem wokół bioder.
Szybko położył się naśrodku łóżka czekając, aż Jared zacznie. Ten
spojrzał tylko jeszcze na nas, poczym usiadł okrakiem na biodrach
mężczyzny. Rozpoczęło się od drobnychpocałunków i pieszczot. Jared
szybko pozbył się swojej koszulki i spodni. Pojakichś piętnastu minutach
delikatnych muśnięć i dominacji Jareda, mężczyznazepchnął go z siebie,
samemu siadając na granicy łóżka. Widziałem jak ręcznikpowoli się unosi.
Jared klęknął na podłodze i usłyszałem basowy głos:
– Byłeś grzeczny? –
zpoczątku nie zrozumiałem, o co olbrzymowi chodzi, ale jak zobaczyłem na
jegoustach obleśny uśmiech, to już wiedziałem, co odpowie mu mój
kolega.
– Nie. Byłem bardzo, bardzoniegrzeczny… – powiedział cichutko i z niewinną minką, która zaprzeczała jegosłowom.
– To trzeba cięukarać.
Mężczyzna ściągnął z niego stringi, a potem
pozwolił byJared położył się mu na kolanach. Jednocześnie nie chciałem
patrzeć i niemogłem oderwać wzroku od czerwieniących się od dość silnych
klapsów pośladkówJareda. W końcu chłopak zaczął skomleć i łysol
skończył. Jared znów przed nimklęknął, zauważyłem, że ma załzawione
oczy, musiał mu wymierzać naprawdę silneklapsy. Z zadumy nad czerwonymi
pośladkami wyrwał mnie znów ten basowy głos.
– Pokaż swojemu panujak go kochasz i jaki jesteś mu posłuszny.
Jared bez słowa rozplątał ręcznik, a ja
zrozumiałem, o cochodziły z tym „oszczędzaniem tyłka”. Facet miał penisa
wielkości trąby słonia.Nawet w porównaniu z Alexandrem, który zadał mi
tyle bólu, jak i przyjemności, toten facet nosił w spodniach węża boa.
Zobaczyłem jak Jared próbuje bezskutecznie zmieścić
tegopotwora w swych ustach. Jego starania zostały jednak docenione,
przeciągłymiwestchnieniami i morzem (nie przesadzam) spermy, która
wypływając zrozchylonych ust chłopaka wylała się na jego klatkę
piersiową. Jared nawet niespostrzegł jak został dźwignięty i rzucony na
łóżko. Łysol zaczął jeździćdłońmi po kształtnych pośladkach podziwiając
ślady po chłoście, jaką muwymierzył. To właśnie wtedy usłyszałem głuchy
jęk z boku.
Christopher wyciągnął ze spodni swoją męskość i
delikatnie jąmasował. Padłem na kolana i wziąłem ją w usta. Za moimi
plecami zaległa cisza, alewiedziałem, że nie mogę się odwrócić, by
sprawdzić, co się tam dzieje. Christopherw pewnym momencie się spiął, a
ja poczułem po raz pierwszy w swym życiu tensłonawy smak spermy. Z
powrotem usiadłem na ławie, spojrzałem w stronę łysola, którywpatrywał
się we mnie z nabożnym uwielbieniem. Nie spuszczałem oczu, mimo
iżczułem, że moje spodnie są rozpinane, a drobna rączka wyjmuje moje
prącie napowierzchnie. Kilka szybkich ruchów i zacząłem cichutko jęczeć.
Łysol nadalwpatrywał się w moją twarz, która z pewnością wyrażała, jaką
rozkoszprzeżywałem. W końcu nie mogąc wytrzymać zamknąłem oczy i
uniosłem głowę dogóry. Chwilę potem całe napięcie ze mnie odpłynęło. A
ktoś rzucił we mniekartonowym pojemnikiem z chusteczkami. Powycierałem
swoje spodnie, a potem zpełną premedytacją wylizałem to, co zostało u
Christophera na ręce.
Gdy znów spojrzałem na Buldoga właśnie zakładał na
swojegopenisa prezerwatywę. Nawet bym nie pomyślał, że produkują tak
wielkie. Potemzużył pół tubki żelu, by obfitym namaszczeniem ułatwić
sobie wejście. Zacząłemsię naprawdę bać o Jareda, jednocześnie ciesząc
się, że nie jestem na jegomiejscu. Nie widziałem dokładnie jak to
wchodzi w niego, za to bardzo wiele obólu, który przeżywał powiedziała
mi mina Jareda. Nie wrzasnął, ale kilka łezrozpoczęło wędrówkę po jego
policzku. Z każdym głuchym stęknięciem olbrzymarobiło mi się coraz
gorzej, aż do momentu, w którym to uzmysłowiłem sobie, że iJared czerpie
z tego przyjemność. Płynne, szybkie, jednocześnie delikatne ibrutalne
ruchy wymalowały na twarzy Jareda obraz czystej ekstazy i namiętności.
W końcu pchnięcia przybrały na szybkości i sile,
tracącjednocześnie swą płynność, za to powodując, że łóżko zaczęło
skrzypiećniemiłosiernie. Jared wtedy już po raz drugi pozostawił na
pościeli wyraz swegopodniecenia. W końcu łysol pchnął po raz ostatni i
zawis nad Jaredem z dziwnąminą, jakby połączeniem skupienia i
jednocześnie spełnienia. Wyszedł z niegojednym ruchem i pocałowawszy go w
łopatkę zniknął w łazience. Jared przezdłuższą chwilę w ogóle się nie
ruszał, zacząłem się nawet zastanawiać czy cośmu się przypadkiem nie
stało. Jednak nim w jakiś sposób zareagowałem otworzyłoczy, a potem z
miną cierpiętnika podniósł się z łóżka. Podszedł do szafkinocnej i
wyciągnął z szuflady papierosa. Słodki dym, inny niż przy
paleniuzwykłych papierosów rozszedł się po pomieszczeniu. Gdy dotarł do
moich nozdrzyuświadomiłem sobie, że czuje goździki. Jared stał lekko
zgarbiony opierając sięjedną dłonią o blat szafki i łapczywie zaciągał
się dymem. Chyba nawet niezauważył jak łysol wyszedł z łazienki ubrany
już w swój drogi garnitur. Przywarłdo nagich pośladków Jareda i szepnął
mu na tyle głośno, że i my słyszeliśmy:
– Do zobaczenia zadwa
tygodnie i nie pal tego świństwa. – wyciągnął mu papierosa z ust i
zgniótłw ręce nie bacząc na żarzącą się końcówkę.
Mężczyzna pocałował go jeszcze w obojczyk i wyszedł
z pokojumachając nam na dowidzenia. Jared poszedł do łazienki i wrócił
po chwiliowinięty w szlafrok.
– Świetnie sięspisaliście chłopcy. – powiedział do nas.
– Naprawdę? – uśmiechnąłsię subtelnie Christopher.
– Tak. Zwłaszcza tyGabrielu. To, co zrobiłeś było tak podniecające, że i na mnie podziałało.
– Dziękuję. A tydobrze się czujesz? – spytałem z troską.
– Spokojnie, jużprzywykłem
do niego, choć jak przyszedł do mnie pierwszy raz to przez tydzieńnie
siedziałem. – na koniec uśmiechnął się wesoło, choć widziałem, że jest
toraczej wymuszony uśmiech.
To była jedna z najlepszych lekcji, jaką
kiedykolwiekdostałem. Dzięki niej zrozumiałem jak powinienem się
zachowywać, co robić, byklient był zawsze szczęśliwy.
Dowiedziałem się, że żeby zaspokoić w pełni klienta muszę gonajpierw dobrze poznać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz