poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pośrodku piekła znalazłem dom cz.2 R6

Zrezygnowany usiadłem na łóżku i wtedy pod ręką poczułem coś  złożonego na cztery części. Obejrzałemkartkę, która okazała się listem, napisanym pięknym, zawijastym pismem.

Drogi Gabrielu
Wybacz mi, że zamknąłem cię w pokoju, ale byłem zmuszonypilnie wyjść. W domu prócz mnie mieszkają jeszcze trzy wampiry. Dwa z nich tomoje jeszcze nieopierzone pisklaki, które mogłyby stanowić dla ciebiezagrożenie, dlatego też zmuszony byłem pozbawić cię na chwilę wolności. Poprostu bałem się zostawić cię z nimi samego. Niebawem wrócę.
Twój Amadeo.

Ach… te wampiry! Ktoś je powinien powystrzelać! Nie mógłmnie obudzić i powiedzieć mi tego osobiście, zamiast mnie straszyć? Położyłemsię na łóżku i korzystając z chwili samotności, zacząłem snuć marzenia oprzyszłości. W pokoju było dość ciepło, więc szybko pozbyłem się szlafroka iułożyłem wygodnie na śliskim, chłodnym materiale. Obrócił się na brzuch izgiętymi w kolanach nogami machałem w powietrzu. Zacząłem się nudzić, ale wsypialni zbytnio nie było co robić. Nie wiedziałem czy mogę grzebać w szafkach,więc dla pewności niczego nie dotykałem. W końcu z nudów udałem się do krainyMorfeusza.
Obudziłem się bo zrobiło mi się dziwnie zimno. Chciałemwejść pod kołdrę, ale wtedy ujrzałem, że okno jest otwarte, a  biała firanka powiewa niczym duch. Stanąłemgwałtownie na łóżku. Na dworze było już ciemno, a w pokoju panował półmrok.Zacząłem się rozglądać, ale niczego podejrzanego nie ujrzałem, miałem jednakpewność, że gdy zasypiałem, okno było zamknięte. Jeszcze raz dokładnierozejrzałem się po pomieszczeniu i nie zauważyłem nic podejrzanego, póki niespojrzałem na fotel stojący w koncie… Ktoś na nim siedział, było zbyt ciemno,bym mógł zobaczyć kto to, lecz miałem pewność, że to jakiś mężczyzna.
-        Kim jesteś? – spytałem.
-        Wiesz, że jesteś bardzo piękny? – usłyszałem wodpowiedzi. Nie poznałem głosu. Na pewno nie był to Amadeo ani żaden z poznanychmi do tej pory osobników. Przestraszyłem się nie na żarty, ale postanowiłemtrzymać fason. Miałem nadzieję, że mój klient szybko wróci i mnie uratuje, wrazie gdyby tajemnicza postać zechciała mnie skrzywdzić… a sądząc po tonie,jakiego używał, miał niezbyt dobre zamiary.
-        Dziękuję za komplement, ale czy mógłby mi panpowiedzieć, kim pan jest i co pan tu robi? -nie podobała mi się nazbyt pewnapoza, w jakiej siedział ani jadowity głos, który bardziej przypomniał syk niżmowę.
-        Jestem domownikiem, przynajmniej na razie,Amadeo mówił, że jesteś śliczny, ale nie powiedział, że wyglądasz jak anioł. -wciemności błysnęły ostre, białe zęby, a wśród nich dwa potężne, w pełniwysunięte kły wampira.
Nie zobaczyłem momentu, w którym wstał z fotela i podszedłdo mnie. Pogłaskał mnie delikatnie po włosach i położył na poduszce kartkę zeszkicem. Spojrzałem na nią. Gdy uniosłem wzrok, wampira już nie było, a okno zostałoznowu zamknięte. Rysunek przedstawiał mnie jak śpię, tylko mężczyzna dorysowałmi czarne, wyrastające z pleców skrzydła. Moja twarz była tak wyraźnieodwzorowana, że czułem się, jakbym patrzył w lustro. Z szoku nie usłyszałem nawet,że drzwi do sypialni otworzyły się ze szczękiem. Siedziałem po turecku tyłem dowyjścia i nie potrafiłem oderwać oczu od kartki, było w niej cośhipnotyzującego. Usłyszałem, że Amadeo coś do mnie mówi, gdy mnie do siebieobrócił.
-        Gabrielu?! Gabrielu, co się dzieje?! – jegosłowa przebiły się przez mgłę, która na moment zaćmiła mój umysł. W jego głosiesłychać było troskę i zmartwienie… i jakby odrobinę strachu.
-        Kim był ten mężczyzna? – mój głos brzmiałdziwnie, jakby wcale nie był mój, tylko jakiegoś zombi ze starych horrorów.
-        Jaki mężczyzna? -wampir potrząsnął mnągorączkowo, próbując ocucić ze stanu otępienia, w jaki wpadłem, ale nie nawiele się to zdało.
-        Ten, który mnie narysował. – obróciłem obrazek wjego stronę, nie wypuszczając go jednak z rąk. Amadeo spojrzał na rysunek z przestrachem.
-        Frederic tu był?! Nic ci nie zrobił?! -potrząsałmną stale, ale ja nie byłem zdolny do szybkiej odpowiedzi, jakiej ode mniewymagał.
-        Tylko mnie narysował. – mój głos nadal brzmiałjakbym siedział na samym dnie studni, był cichy, oddalony… po prostu echomojego normalnego głosu.
-        Jak tu wszedł? – Amadeo nagle zerwał się zklęczek i zaczął niespokojnie rozglądać po pokoju, jakby szukał tajnegoprzejścia lub dziury w ścianie.
-        Chyba przez okno… jak się obudziłem już tubył. – moje oczy nadal wpatrywały się w czarne skrzydła czule opatulające mojąpostać.
-        I jesteś cały i zdrowy? – spytał znowu dla pewności,oglądając moją szyję, dłonie i uda – Mówił coś?
-        Że jestem śliczny i narysował mi skrzydła – uśmiechnąłemsię do śpiącego anioła. Amadeo wyrwał mi obrazek z ręki i pogniótł.
-        Czemu to zrobiłeś? – mało nie rzuciłem się naniego z pięściami, choć pewnie ja bym na tym bardziej ucierpiał niż on, alewtedy o tym nie myślałem. W ogóle nie myślałem o niczym, bo nie byłem w stanie.
-        Bo nigdy byś się nie wyrwał z jego czaru. – pogłaskałmoje włosy. – To jego stara sztuczka. Jak się teraz czujesz? – spytał z troską.Czułem się dziwnie, choć teraz nie byłem już pod powierzchnią, jak jeszczeprzed chwilą. Teraz oddychałem wynurzony pełną piersią.
-        Lepiej, dziękuję. – po chwili dodałem z westchnieniem.- Choć w sumie szkoda tego rysunku, spodobałby się Alexandrowi. – roztarłemramię, gdyż nagle zrobiło mi się chłodno, a na skórze pojawiła się gęsiaskórka.
-        Później cię na rysuję, jeśli tylko chcesz. – uśmiechnąłsię do mnie, przytulając mnie mocno.
-        Chce… ale nie będziesz mnie czarował tak jaktamten? – spytałem z przekorą, owijając wokół palców jego złote loki.
-        Nie, tylko cię narysuję. Jak się czujesz, żołądeknadal boli? – skwapliwie zmienił temat.
-        Nie, ale jestem głodny. – wyszczerzyłem do niegowszystkie swoje ząbki i pocałowałem go w czubek nosa.
-        No tak, nie pomyślałem o tym, my jemy rzadziejniż wy. Wybacz mi to niedopatrzenie. -zakłopotał się.
-        Spokojnie, wcześniej i tak bym niczego niestrawił. – uśmiechnąłem się do niego.
-        To się ubieraj, pójdziemy poszukać czegoś dozjedzenia. – podniósł mnie z łóżka, jednak przez dłuższą chwilę nie wypuszczałz czułych objęć.
-        Ubiorę się, jak oddasz mi moją torbę. -powiedziałemżartobliwie, kiedy już postawił mnie na ziemi.
-        Twoje rzeczy są w szafie. Nie zajrzałeś tam? – spytałzaskoczony.
-        Nie chciałem ci grzebać po szafkach. – roześmiałemsię z zakłopotaniem.
-        To twój pokój i twoje szafki, ale co muszęprzyznać, dobrze cię wychowano. Mark odwala kawał dobrej roboty. – nim sięobejrzałem, wampir stał już przy szafie, otwierając ją na całą szerokość.
-        Tego akurat nauczyli mnie rodzicie. – powiedziałemdość smutno, gdyż wspomnienia o nich nadal bolały.
-        Rodzice – spojrzał na mnie jakoś dziwnie, jakbyto słowo było dla niego śmieszne.
-        Tak. – odparłem hardo. – Najwspanialsi ludzie naświecie.
-        Tak? To czemu teraz z nimi nie jesteś, tylkorobisz to, co robisz? – zapytał z drwiną w głosie.
-        Bo nie żyją. – odparłem podłamany, a w pokojunastała długa cisza.
-        Ja… ja nie wiedziałem, przepraszam jeśli cięuraziłem, nie chciałem. – odpowiedział w końcu zakłopotany wampir. Chciałjeszcze coś mówić, ale mu przerwałem.
-        Nic się nie stało, ale nie chcę rozmawiać na tentemat. – uciąłem twardo.
-        Nie ma sprawy, ubieraj się i zejdziemy na dół.
Wyciągnąłem z szafy swoje rzeczy i na jego oczach sięubrałem.
W trakcie kolacji opróżniłem mu z zapasów całą lodówkę, mójwzmożony apetyt naprawdę zaczynał mnie przerażać. W salonie poznałem Katinę iLudwika, pisklaki Amadea, jak mi ich przedstawił. Katina była młodsza, aleodznaczała się wyższym samozaparciem, jeśli chodziło o krew. Ludwik starała siętrzymać ode mnie jak najdalej, ale mój zapach tak go hipnotyzował, że co chwilasię do mnie nieznacznie przybliżał, a gdy zdawał sobie sprawę z tego, cowyrabia, natychmiast się cofał. Gdzieś koło dwudziestej drugiej do pokojuwszedł Frederic. Usiadł w fotelu naprzeciwko mnie. Za każdym razem, gdyspojrzałem w jego kierunku,  jego oczymiały inny kolor. Zacząłem się go poważnie bać, ten facet w żadnym wypadku misię nie podobał. W końcu przeprosiliśmy wszystkich i Amadeo zabrał mnie domojej sypialni. Zabolało, gdy we mnie wszedł, ale potem znów byłem w niebie.Jego płynne, szybkie ruchy dawały mi rozkosz, jaką moje ciało ledwo znosiło.Gdy wydawało mi się, że zaraz stracę przytomność z skrajnego wycieńczeniakolejnymi orgazmami, nareszcie skończył. Czułem w sobie jego namiętność,ociekały nią także moje pośladki i uda.
-        Jutro rozpoczniemy lekcje, dziś odpocznij. – okryłmnie kołdrą, ale ja wstałem pośpiesznie z łóżka.
-         Co siędzieje? – spytał, a ja znowu spojrzałem na dłoń, którą przed chwilą dotknąłempośladków. Nie bolało mnie aż tak bardzo, bym mógł…
-        Skąd ta krew? – chciałem na powrót sięgnąćdłonią do pupy. Amadeo złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie,przyglądając się jej podejrzliwie.
-        Jaka krew? – spytał w końcu, muskając moją dłońkciukiem. – Przecież tu nic nie ma.
Dotknąłem drugą dłonią pośladków i pokazałem mu ją, ale byłona niej tylko nasienie.
-        Nie rozumiem. – siadłem na łóżku i zacząłemoglądać dłonie ze wszystkich stron.
-        Co widziałeś?
-        Krew! Była na ręce, a teraz jej nie ma! – nierozumiałem co się dzieje. Zaczynałem naprawdę się bać o swoje zdrowiepsychiczne.
-        Wiem czyja to sprawka! – spojrzałem z nadziejąna Amadea, którego mina nie wróżyła nic dobrego. Na jego twarzy malowała sięchęć mordu. – Gdyby nie to, że kiedyś uratował mi życie, to już dawno obdarłbymtego złośliwego trolla ze skóry.
-        Frederic? – spytałem dla pewności.
-        Tak.
-        No, ale jak? – nie sądziłem, że wampiry majątakie zdolności.
-        Normalnie miesza ci w głowie, ale nie martw się,zaraz się tym zajmę.
Wybiegł z pokoju nagi, po chwili usłyszałem jakieś trzaski ikrzyki. Ból głowy, który trapił mnie od jakiegoś czasu minął jak za dotknięciemczarodziejskiej różdżki. Nie minęła chwila, a z podjazdu z piskiem oponodjechało czarne BMW.
-        No i już go nie ma. -powiedział Amadeo, całującmnie w policzek. Miałem wrażenie, że wprost zmaterializował mi się w łóżku.-Nie uważasz, że powinniśmy uczcić wyjazd niedobrego wampira? -uśmiechnął siędo mnie lubieżnie i zaczął muskać zębami płatek mojego ucha.
-        No nie wiem. – droczyłem się. – Chyba jednakjestem zbyt zmęczony, na kolejne dzikie harce.
Usiadł mi na biodrach, ignorując moje słowa, a jakorzystając z okazji palnąłem. -To teraz ja jestem seme, a ty uke.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz