poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pośrodku piekła znalazłem dom cz.2 R21

Nic nie odpowiedział po prostu za mną szedł. Pierwsze co zrobiłem to rozebrałem łóżko. Musiałem się pozbyć zapachu Chrisa z mojej pościeli. Pod poduszką znalazłem różową podkoszulkę, którą mi kupił, a w której to on zazwyczaj spał. Natychmiast wybiegłem z pokoju ledwie hamując atak histerii, Mark widząc co się ze mną dzieje podążał za mną jak cień. Na końcu korytarza był składzik. Wziąłem z niego rulon czarnych worków i wróciłem do sypialni. Pierwsza do śmieci trafiła ta koszulka, potem zasuszona niebieska róża, którą kupił mi bez okazji, łańcuszek, pierwsze wydanie „Zbrodni i Kary” mojej ulubionej książki. Potem wyciągnąłem z szafy garnitur, wyglądał nienagannie. Przez dłuższą chwilę szukałem do niego czarnej koszuli, byłem pewny, że gdzieś tam jest, mimo że nigdy wcześniej jej nie zakładałem. Mark nadal bez słowa przyglądał się moim poczynaniom, od czasu do czasu tylko kręcił głową, jakby nie mógł uwierzyć w to co widzi. Gdy naszykowałem już buty, skarpetki i bokserki, wziąłem worek na śmieci i poszedłem do jego pokoju. Wyglądał tak jakby nic się nie wydarzyło, jakby Chris miał zaraz wyjść z łazienki i uśmiechając się do mnie czule, podejść i wziąć mnie w ramiona. Nie mogłem pozwolić sobie choćby na chwilę zapomnienia, bo bałem się, że nie zdołam zrobić, tego co zamierzałem. Wziąłem się za rozbieranie jego łóżka. Najpierw kołdrę, potem poduszki. Powłoczki lądowały na stercie na ziemi. W kącie znalazłem swoją ulubioną koszulkę, którą jakiś czas temu straciłem. Nagle przypomniało mi się, że mój zapach pozwala mu spokojnie spać. Powąchałem koszulkę, pachniała mną i nim. Pewnie tulił się do niej, gdy mnie z nim nie było, gdy byłem z klientem. Powinienem był mu poświecić trochę więcej czasu. Szloch wezbrał we mnie, ale go stłumiłem, teraz nie mogłem się poddać, musiałem wykonać zadanie do końca. Koszulka trafiła do worka, jej los podzieliły wszystkie ciuchy z szafy. Na jej dnie był plecak z rzeczami, które miał zanim trafił do Marka. W środku znalazłem misia i zdjęcie kobiety trzymającej na rękach niemowlę. Wycinek z prasy o zabójstwie pani adwokat, którą była kobietą ze zdjęcia. Mały Chris uśmiechnięty u ojca na rękach mógł mieć z sześc lat. W szarej kopercie pod spodem kilka zdjęć jak góra jedenastoletni chłopiec jest gwałcony przez mężczyznę. Na żadnym z nich nie było widać twarzy oprawcy. Za to z tyłu rozedrganą dziecięca rączka napisała ” Mój pierwszy raz. Londyn 2001.” Wszystko trafiło do kosza, zastanawiałem się chwilę nad misiem, ale i on podzielił los reszty śmieci. Na biurku było zdjęcie, które zrobił nam Patrick kilka tygodni temu. Ja siedzę na łóżku, a on oplata mnie jak małpka. Znów zachciało mi się płakać, ale się opanowałem, choć trwało to znacznie dłużej niż poprzednio. Potem reszta bibelotów, w tym kilka prezentów ode mnie. Gdy w końcu skończyłem byłem tak wyczerpany, że nie mogłem się ruszyć.
- Czy mogę przejąc klientów Chrisa? – spytałem Marka, który od kilku godzin na przemian drzemał i na przemian przyglądał mi się z fotela.
- Przyjmował tylu klientów co ty, nie zdołasz obsłużyć wszystkich. Do tego Chris miał kilku takich co lubili zadawać ból. -odparł spokojnie Mark, jakby tłumaczył małemu dziecku, ze zjadło już dziś za dużo czekolady i że jeśli zje jeszcze jedną tabliczkę z pewnością się pochoruje.
- Poradzę sobie. -stwierdziłem lakonicznie, choć prawdę mówiąc nawet nie wiedziałem, jakie głupoty plecę.
- Zresztą to ich decyzja, nie moja. -parsknąłem, to była najgłupsza odpowiedź jaką mógł wymyślić.
- Nie rozśmieszaj mnie, to ty wszystkim trzęsiesz, jeśli im mnie zaproponujesz, zgodzę się bez wahania. -wezbrał we mnie dziwny gniew, miałem wielką ochotę mu przywalić, mimo że przecież nic mi nigdy nie zrobił.
- Co chcesz zrobić z jego rzeczami? -zmieniał temat chyba widząc co się ze mną dzieje.
- Jemu już nie są potrzebne, więc to śmieci. -A po chwili niemal bez wahania dodałem -wyrzuć je.
- Nie chcesz nic zachować? -spojrzałem na worki wypełnione, tym wszystkimi, co należało do Chrisa.
- Po co? -tak bardzo chciałem, żeby to wszystko trafiło do kubła, żebym już nie musiał na to patrzeć, żeby ktoś przyszedł z płynem i zmył z tego pokoju jego zapach, żałowałem, że nie może zmyć w ten sposób z mojej głowy tych wszystkich zmartwień.
- Na pamiątkę -Mark podszedł do mnie i chciał mnie przytulić jednak ja się odsunąłem. Zaciskając dłonie w pięści, by pohamować wewnętrzne drżenie odpowiedziałem:
- Nie!
- Nie chcesz mieć czegoś co będzie ci o nim przypominało? – zapiekło, zabolało w tej jednej chwili chciałem złapać worek, wyrzucić wszystko na ziemię i tulić się do jego rzeczy, chłonąć tą ostatnią nutkę jego jestestwa.
- Nie potrzebuję tego. O której jest jutro ten pogrzeb? -obróciłem się w stronę okna, by nie wiedzieć już tych sześciu worków, w których zmieściło się całe życie mojej miłości.
- O dziesiątej. -poczułem jego dłoń na moim ramieniu.
- Czy mam na dziś umówionego klienta? -dziwiłem się, że mój głos brzmi tak spokojnie, skoro we wnętrz cały płonąłem.
- Nie. -wykręcając głowę spojrzałem mu w oczy i zobaczyłem w nich niemal tak samo wielki ból, jaki widziałem w swoich własnych.
- A czy byś mi mógł jakiegoś znaleźć? -chciałem by ktoś wypełnił tą czarną dziurę, którą lokalizowałem gdzieś na wysokości mojego wyrwanego serca.
- Nie. Najpierw musimy cię zbadać, po tamtym wypadzie. -przytulił mnie, ja jednak pozostałem bierny na te działania.
- To jedźmy do lekarza, nie ma po co tracić czasu!
- Gabriel…
- Ale wampirowi nie zaszkodzi nawet jak jestem na coś chory. – nagle zdałem sobie sprawę, że mogłem zarazić się jakąś śmiertelną chorobą…cóż za piękna wizja. – Możesz mi…umówić wampira?
- Nie. -Mark puścił mnie złapał na za ramiona i zaczął przyglądając się intensywnie mojej twarzy, jakby szukając czegoś, co tam było, a teraz zniknęło.
- Czemu? -spytałem zawiedziony, planując już jak znaleźć kogoś samemu.
- Bo żałobę trzeba przeżyć w spokoju, a nie leczyć się seksem, bo jak zaczniesz to już nie przestaniesz. -warknął, nie spodziewałem się takiej reakcji.
- Dobrze. Mogę cię o coś prosić?
- O co?
- Chcę zmienić trochę swój profil seksualny w katalogu, dobrze? -patrzył na mnie, jakby naprawdę jacyś kosmici przylecieli i wyciągnęli mi mózg przez odbyt.
- Na co? -spytał po dłuższej chwili milczenia, jakby się poddając.
- Dopiszemy tam sukienki i…
- Nie zgadzam się. -już nie był Markiem -kochanym opiekunem, teraz był Markiem -szefem.
- Czemu? – nie odpowiedział – Chcę mieć więcej pieniędzy, a tylko tak je zarobię.
- Na co ci te pieniądze? -widziałem, że teraz gotów jest mi dać wszystko, bylebyśmy już zakończyli tą rozmowę.
- Nie porzuciłem planów na przyszłość tylko dlatego, że nie będę ich dzielił z Chrisem. Mieliśmy podzielić koszty po połowie, ale w związku z zaistniałą sytuacją, muszę mieć więcej gotówki. – choć moje słowa wydawały się logiczne, ja nie myślałem, jechałem na automacie tak jak kiedyś po śmierci rodziców.
- Masz już naprawdę dużo pieniędzy, nie potrzebujesz więcej. -roztargał mi włosy, a ja starałem się do niego uśmiechnąć, a sądząc z jego miny wyszło mi znacznie gorzej niż sądziłem.
- Niestety muszę. Samo kupno domu pochłonie sporą ilość moich oszczędności, nie mówiąc już o wyposażeniu i sklepie. -wyliczałem na palcach.
- Choć Gabrielu już późno, pora położyć się spać. – sprytnie posunięcie, odwrócenie mojej uwagi przez obietnice snu. Nic z tego, nie byłem śpiący.
- Dobrze – odpowiedziałem mimo to, bo miałem swój plan. Szliśmy korytarzem do jego pokoju, ale nie miałem ochoty spędzać tam kolejnej nocy. Po prostu skręciłem do swojego pokoju. Łóżko było już zaścielone i czekało na mnie. Mark wszedł za mną.
- I tak zostaję z tobą, tyle, że u siebie mam większe łóżko.-odparł spokojnie.
- To mój pokój, czemu miałbym spać w twoim? -spytałem wyciągając z szafy piżamę.
- Bo chcę mieć pewność, że ci nie odpierdoli i nie zrobisz niczego głupiego. -pokiwałem głową, jednak nie zamierzałem się zgadzać.
- Przestań, nic takiego się nie wydarzy. Przecież widzisz jaki jestem spokojny.
- I właśnie tego najbardziej się boję. -rzucił nim wyszedł do łazienki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz