Do cmentarza był kawał drogi, ale nie skorzystałem z tego, że bardzo
wolno jedzie za mną Mark. Grób rodziców -miejsce, które zawsze mi
pomagało pokonać choćby najgorsze smutki. Czarny mercedes stał za
ogrodzeniem z rzeźbionego i pomalowanego na srebrno metalu. Płakałem i
tuliłem się do nagrobka. Nie wiedziałem, co mam robić. Moim ciałem
szargała wątpliwość, czy to wszystko, co się dzieje, jest prawdą, a nie
tylko fikcją. Gdy w końcu przeszło mi na tyle, że łzy przestały lecieć,
porozmawiałem chwilę z rodzicami. Po raz wtóry żałowałem, że żadne z
nich nie może mi odpowiedzieć. W końcu podniosłem się i podszedłem do
bramy, przed którą czekało już na mnie auto.
- Lepiej? -spytał Mark z zafrasowaną i zmartwioną miną.
- Tak -uśmiechnąłem się do niego słabo i pozwoliłem mu pogłaskać mnie po włosach.
- Możemy już jechać do domu?
- Tak -odparłem z jakimś dziwnym obezwładniającym spokojem, a może melancholią.
- A może chcesz jechać na gorącą czekoladę? –spytał, gdy sadzał mnie wygodnie na przednim siedzeniu samochodu.
-
Tak. -Czekolada! Aż mi się oczy zaświeciły ze szczęścia i lałem na to,
że robi to tylko dla tego, że to jeden z domowych sposobów na depresję.
Zawiózł
mnie do niewielkiego lokalu otwartego, o dziwo, cała dobę. Usiedliśmy
przy stoliku, a on zamówił dla nas obu gorącą czekoladę.
- Długo zwlekałeś, myślałem, że już nie pójdziesz -powiedział zaglądając do menu.
- Raphael nie chciał zasnąć. -Spojrzał mi prosto w oczy.
-
Czemu nie poszedłeś z nim? -Długo zastanawiałem się nad odpowiedzią,
gdyż żadna nie wydawała mi się odpowiednia, w końcu jednak wyznałem
prawdę.
- Bo by patrzył i słyszał.
- Rozumiem -dotknął
mojego policzka. -ale nie łatwiej było powiedzieć, że chcesz tam iść?
Bym cię zawiózł i zaczekał w samochodzie.
- Nie chciałem, by ktoś mnie zawoził, chciałem być sam. -Zbierało mi się na łzy, ale dzielnie je powstrzymywałem.
- Ale wiesz, że powinieneś powiedzieć, że się tam wybierasz.
- I tak wiedziałeś -powiedziałem odrobinkę zakłopotany, bo przecież wiedziałem, że ma rację.
-
Domyślałem się. Idziesz tam za każdym razem, gdy potrzebujesz się
wypłakać i wyżalić. Wierz mi, że to rozumiem, ale nie lubię, gdy
wychodzisz sam w środku nocy. Na cmentarzu kręcą się rożni źli ludzie,
zresztą na ulicach też nie jest bezpieczniej… Z czego się śmiejesz?!
-Spojrzał na mnie zdziwiony, a ja nie mogłem się opanować. Nachyliłem
się nad nim i wyszeptałem:
- To nie ludzie, to wampiry.
- Ludzie też skarbczyku, ludzie też. -Zaczęliśmy się śmiać obaj.
Czekolada
była, o dziwo, smaczna, mimo dość nieciekawego lokalu. Potem dostałem
lody i jeszcze jedną szklankę z gorącym, słodkim parującym płynem, aż
mnie zęby rozbolały.
- Masz może ochotę na coś jeszcze? -spytał,
gdy wsadziłem do ust ostatnią łyżeczkę lodów. W ogóle się zastanawiam
jak to w sobie wszystko zmieściłem.
- Tak -uśmiechnąłem się
niewinnie, choć w mojej głowie rodził się bardzo niegrzeczny kawał.
-Zabierz mnie do Disneylandu, chce przelecieć Myszkę Miki. -Spojrzał na
mnie z głupią miną, ale chyba jednocześnie był gotów spełnić moją
prośbę. -Żartowałem. -Głośno z ulgą wypuścił powietrze z płuc. -Chcę do
domu, bo jak wchłonę jeszcze jedną porcję lodów, to się w drzwiach nie
zmieszczę. -Obaj zaczęliśmy się śmiać.
Raphael czekał na nas na schodach. Gdy tylko przekroczyłem próg domu, podbiegł i mocno mnie przytulił.
- Nie gniewasz się na mnie? -Zrobiłem smutną minkę. Chciałem go udobruchać, spodziewałem się porządnej bury.
- Nie -ucałował mój policzek. -Mark zadzwonił do mnie z cmentarza. Dobrze się czujesz?
- Tak, bardzo. -Uśmiechnąłem się do niego, szczerząc wszystkie ząbki.
- Jutro sobie odpoczniecie i wszystko obgadacie. -Mark rozwichrzył mi dłonią włosy. -A teraz uciekać spać.
Poniedziałek był dniem kolejnych domowych sposobów na depresję. Jeśli
za każdym razem moje złe humory będą leczyć zakupami, to w nie za
długim czasie zostanę zakupoholikiem.
Wtorek dwóch stałych klientów i
jeden z doskoku. Odbębniłem swoje i cały wieczór miałem wolny. Z braku
lepszego zajęcia, postanowiłem pomoczyć się w jacuzzi. Po dłuższej
chwili dołączyła do mnie Sara. Zaraz po tym, jak ułożyła się wygodnie w
wannie, patrzyła na mnie jakoś tak dziwnie, aż bez żadnego pozwolenia,
czy zażenowania dotknęła palcem „malinki” na mojej klatce piersiowej.
- Kiedy cię wprowadzono? -spytała troszkę zaskoczona swoim odkryciem.
- Nie wprowadzono mnie. -odpowiedziałem, mimo że nie do końca rozumiałem, o co ona pyta.
-
Jak to? -Teraz była już całkowicie zdezorientowana. -Przecież to nie
możliwe! -niemal wrzeszczała, a ja nareszcie zrozumiałem, że i ona wie o
kliencie Raphaela.
- Wampir postanowił zrobić to szybciej niż
ustawa przewiduje -powiedziałem sarkastycznie, gdyż nadal nie potrafiłem
o tym mówić spokojnie.
- Sądziłam, że Vladimir za bardzo kocha
Raphaela, by skrzywdzić kogoś, kogo on kocha. -Złapała pod wodą moją
dłoń, przysuwając się bliżej, gdyż ktoś wszedł na sale basenową.
-
Nie zrobił tego Vladimir -odszepnąłem jej, bo rozumiałem, że chłopak,
który teraz pływał, robiąc kolejne okrążenia w basenie, nic nie wie i
Sara nie chce by się dowiedział.
- Nie mów mi, że to Kamil
-warknęła niespodziewanie. -Jak on tylko trafi do mojej sypialni, to ja
mu taki hardcor urządzę, że przez dwa stulecia nie dojdzie do siebie.
-Nagle sobie przypomniałem, że przecież Raphael mi mówił, że Kamil jest
klientem Sary, co spowodowało, że zacząłem się zastanawiać, ilu tak
naprawdę z moich kolegów sypia z krwiopijcami. Poza tym, nie sądziłem,
że Sara, aż tak mnie lubi, by za mnie zemścić się na wampirze.
-
Nie, to nie Kamil, to przyjaciel Vladimira. -Wtuliłem się w jej nagie
ciało, a ona pogłaskała mnie po policzku, obejmując ramieniem.
- Popędliwy Amadeo -westchnęła. -Tyle setek lat, a on nadal się wszędzie śpieszy -uśmiechnęła się do mnie pocieszająco.
- Znasz go? -spytałem, mimo że już znałem odpowiedź.
-
Był moim klientem kilkakrotnie. Spotkałam go także na jednej z orgietek
organizowanych przez Bachusa. Poza tym, to on organizuje najlepsze
imprezy w całym wszechświecie. -Ja nic nie mówię, ale ona ze mną
rozmawia i to jak równy z równym. Chyba nawet teraz wypowiedziała do
mnie więcej sów, niż usłyszałem z jej ust podczas całego mojego pobytu
tutaj. Nie powiem, ale jestem w szoku. -Kiedy Mark ma zamiar cię
wprowadzić?
- Nie wiem, ale mi się raczej nie śpieszy. -Na moje słowa poderwała się gwałtowanie i spojrzała mi głęboko w oczy.
- Spałeś z nim?
- Tak -nie bardzo rozumiałem, o co jej chodzi i muszę przyznać, że nawet troszkę się jej bałem.
- On pił twoją krew?
- Tak -odpowiedziałem już znacznie ciszej.
-
I ci się nie śpieszy? Przecież to najlepsi kochankowie, jakich nosił
świat. -Dopiero teraz rozumiałem, o co jej chodzi i, niestety, musiałem
przyznać jej rację, gdyż z Amado było o wiele lepiej niż z innymi.
-
Boję się ich -wyznałem zgodnie z prawdą, gdyż naprawdę napawali mnie
przerażeniem. Zwłaszcza po tym, jak zobaczyłem zniekształconą, niemal
zdeformowaną twarz Amadeo, gdy nachylił się nade mną, by napić się mojej
krwi.
- Każdy się ich boi, ale płacą krocie i są nieziemsko
przystojni. Porozmawiam z Markiem, a ty się zastanów, z których obecnych
stałych klientów zrezygnujesz. –Wstawała, by wyjść, ale zatrzymałem ją
kolejnym pytaniem.
- Czemu? -byłem zaskoczony, bo nie rozumiałem, po co miałbym z kogokolwiek rezygnować.
-
Kiedy przejdziesz na drugą stronę mocy, nie będziesz miał czasu na
zajmowanie się ludźmi -powiedziała dość enigmatycznie, choć ja dokładnie
zrozumiałem, co ma mi do przekazania.
Stałem właśnie na rozstaju dróg i nie wiedziałem, w którą powinienem
skręcić. Z jednej strony bałem się tych istot wyciągniętych z odmętów
jakiś tanich horrorów, a z drugiej stałem przed rozwartymi bramami
niebios. Spółkowanie z wampirem jest takie przyjemne, takie
obezwładniające, ale z drugiej strony straszne i potworne. Jak miałem
postąpić? Zgodzić się? A może nie? Udawać, że nic się nie stało? A może
pozwolić by fikcja stała się rzeczywistością?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz