poniedziałek, 22 stycznia 2018

Pośrodku piekła znalazłem dom cz.3 R7

Całą drogę powrotną nie odzywałem się, siedziałem na tylnymsiedzeniu koło Amadeo, który skutecznie mnie ignorował. Wiedziałem, że popowrocie czeka mnie ciężka przeprawa i na pewno nie byłem na nią gotowy. Niewyobrażałem sobie też tego jak miałbym się zająć domem, jak ledwo byłem wstanie się zająć sobą.
  Gdy przekroczyliśmygranice miasta wspomnienia powróciły ze zdwojoną siłą, ledwo oddychałem.Patrzyłem na sklepy, które mijaliśmy i przypominałem sobie jak włóczyłem się ponich z nim. Chciałem się wydostać z tego przeklętego auta, choćby w biegu i jaknajszybciej zabrać się stąd. Jednak ból i strach powodował, że nie potrafiłemnawet ruszyć palcem.
Podjechaliśmy pod dom Sabatu, nic nie zmienił się od czasumojej ucieczki. Wprowadzono mnie do środka, wszelkie wampiry, które spotkaliśmyusuwały się na bok, jakby moi „opiekunowie” prowadzili przed sobąnajgorszego mordercę wszech czasów. Słyszałem ciche szepty i powtarzające się wnich moje imię.  W końcu weszliśmy do sporejbiblioteki, której Bachus używał, jako swojego gabinetu. Na ścianach podziwiaćmożna było cudowne gobeliny, które otaczały wysokie segmenty wypełnione pobrzegi starymi, oprawionym w skórę księgami. Za wielki dębowym biurkiemsiedział sam Mistrz odziany w karmazynową szatę.
 - Witaj w domuGabrielu – powiedział przyjaźnie, co mocno mnie zdziwiło – czy już czujesz sięlepiej?
 Młoda wampirzycawniosła do biblioteki kielichy, które wypełnione były gęstawą, czerwoną cieczą.
 - Średnio – odparłemzgodnie z prawdą i spuściłem wzrok, nie chciałem tu być.
 - Czy chłopcy wyjaśnilici, czemu cię sprowadzono? – Popatrzył na mnie jakoś dziwnie popijając zwolna zkryształowego kielicha.
 - Słyszałem, co sięstało z Markiem. Czy będę się mógł z nim spotkać – spytałem z nadzieją, tak bardzochciałem go przeprosić i upewnić się, że czuje się już dobrze?
 - Jest jeszcze zawcześnie mógłby zrobić coś, czego potem bardzo by żałował, ale nie martw się oniego. Radziłbym ci się martwić raczej o siebie, bo troszkę nabroiłeś, prawda?- Szepnął, a z kątów pokoju wypadło nagle dwóch potężnie zbudowanych strażników.
Raphael, Vladimir i Amadeo wycofali się w tył z malującymsię na twarzy smutkiem pozostawiając mnie na pastwę gniewu Mistrza.
 - Przepraszam Panie –szepnąłem, nie wiem czy spodziewali się, że będę się szarpał, czy próbowałuciekać, ja nie potrafiłem tego w tym momencie zrobić, uczucia zbyt bardzo mnieprzytłaczały, bym był zdolny do jakiś heroicznych czynów.
 - Uwierz mi, że jarozumiem ból, jaki tobą kierował –wstał z fotela i zaczął obchodzić biurko -alenaraziłeś nas na niebezpieczeństwo. Żadne z was nie ma prawa odejść bez mojejzgody – poczułem silny cios w brzuch – mogłeś nas wydać – kolejny raz pozbawiłmnie na moment świadomości
 - Ja nigdy… – Nieskończyłem, bo dostałem w twarz
 - Musimy wiedzieć,gdzie jesteście rozumiesz, żeby w razie, czego móc zadbać, aby nikt nie odkryłnaszej tajemnicy. Rozumiesz chłopcze – wampir rzucił mnie na biurko – Ja jużnauczę cię posłuszeństwa, skoro Markowi się nie udało – bałem się go jakjeszcze nigdy nikogo.
Jednym szarpnięciem zerwał ze mnie spodnie. Klapsy spadałyjeden po drugim, nie przejmował się czy to pośladki, plecy, czy uda. Bił a jaczułem piekący ból, czułem jak puchną. W końcu przestał, ale to nie był koniec …Poczułem jak siłą wdziera się we mnie. Rozrywający ból rozlał się po moichwnętrznościach.
 - Nigdy, prze nigdynie wolno ci zrobić niczego bez mojej zgody. Rozumiesz? – Wysyczał boleśnienadgryzając mój bark, poczułem jak krew spływami po klatce piersiowej
 - Tak – wypłakałem -Proszę przestań już Panie! –Jego pazury rozorały moja klatek piersiową.
 - Musisz dobrzezapamiętać tę karę, bo następne takie przewinienie skończy się dla ciebieśmiercią, długą i bolesną, w porównaniu z nią to, co dostajesz teraz, będzie jakwspomnienie cudownych wakacji – czułem jak z każdym pchnięciem wbija się wemnie coraz głębiej, ale nie było to przyjemne, był to istny koszmar.
Płakałem i błagałem, ale na nim nie robiło to wrażenia.Usłyszałem rozdzierający szloch za swoimi plecami, kątem oka zobaczyłem, żeVladimir siła powstrzymuje Raphaela przed atakiem na samego Mistrza w mojejobronie. Wtedy właśnie, mimo że ból był nie do zniesienia zamilkłem, niechciałem by Raphael miał przeze mnie kłopoty. Powoli zapadałem coraz głębiej.Świat zaczął znikać, pojawiła się cisza – pustka. Wiedziałem, że z moim ciałemdzieje się coś złego, ale nie byłem w stanie sobie pomóc, pozwoliłem by nicośćmnie pochłonęła, by zabrała ból, wstyd i strach.
  Obudziłem się wpachnącej świeżości pościeli i ujrzałem Jakuba siedzącego tuż przy moim łóżku.
 - Jak się czujesz? –Spytałłapiąc mój nadgarstek i mierząc mi puls.
 - Nie wiem -odparłem,gdyż nie czułem nawet ciężaru swego ciała.
 - Za chwilę toodrętwienie powinno minąć. Zaleczyłem twoje rany, ale nie jest zbyt ciekawie.Ktoś niedawno…. – Nie pozwoliłem mu skończyć
 - Nie ważne, tamtominęło i już nie wróci. – Odparłem sucho
 - Jednak musiszuważać, nie zawsze na podorędziu jest wampirza krew.
 - Wybacz Jakubie, alenie mam siły na rozmowy, a tym bardziej na kazania. – Odparłem cicho
 - Ehhh w sumie racja,mocno wkurzyłeś Bachusa, jak cię tu przynieśli to myślałem, że jesteś martwy.Cały we krwi, to było straszne. Cieszę się, że wróciłeś do domu – ucałował mojeczoło, po czym niemal zniknął z pokoju.
 Ja się nie cieszyłem.Nie chciałem zająć miejsca Marka …Chciałem ciszy i spokoju. A nie kłótni i czyjśproblemów.
 Raphael wpadł do mniepo nie całej godzinie
 - Jak się czujeszmaluszku? – Rzucił nim ucałował moje czoło.
 - Nie widać? – Odparłemz sarkazmem
 - Chciałem cię ochronić,ale… – Smutek malujący się na jego twarzy był przerażający
 - Ja rozumiem. Nietłumacz się. Spodziewałem się tego, że moja ucieczka nie przejdzie płazem – niepatrzyłem na niego, nie chciałem widzieć jego zmartwionej miny
 - Ja i Mark pomożemyci zająć się domem, nie zostawimy cię samemu sobie. Alex wprowadzi cię w prawneujęcie systemu, a my a my w praktyczne -mówił rozgorączkowany delikatniegładząc chłodnymi palcami moją dłoń.
 - Czemu ty nie możeszzając się domem albo Mark jak dojdzie do siebie? –Wypaliłem i sam zdziwiłem sięz ilości goryczy, jaką włożyłem w swoje słowa.
 - Słonko pomyśl, coby się stało w czasie wpadki. Wampir w rękach policji. To mało prawdopodobne,ale musi być w razie, czego ktoś, na kim skupia światła reflektorów – jego głosbył smutny, ale bardzo pewny.
 - Więc mam być kozłemofiarnym? – Spytałem ironicznie, choć już znałem odpowiedź.
 - Dobrze wiesz, żewszyscy przekupieni lub zbyt bardzo się boją by mogła być jakaś wpadka, ale Bachuslubi mieć zabezpieczenie. –Otarł złe z mojego policzka palcem, po czym wsadziłja sobie do ust. Zdziwiło mnie to, że płacze i to, że on oblizał palec.
 - Tak – szepnąłem iod razu przypomniałem sobie to, co mi zrobił. Ten straszny ból, strach.Zacząłem szczerze nienawidzić Bachusa.
 W łóżku spędziłemjeszcze trzy dni, nie czułem bólu, bo Jakub, co trochę poił mnie własna krwią.Dopiero czwartego dnia pozwolił mi wstać, co oczywiście okazało się niemalniemożliwe. Bachus przyszedł do mnie po tygodniu, nie chciałem go widzieć, aleteż nie mogłem go wyprosić.
 - Jakub mówi, żejesteś zdrowy i nie długo będziesz mógł wrócić do domu Marka. – Powiedział dośćchłodno.
 - A jeśli ja niechcę? – Spytałem
 - To nie będziesz jużpotrzebny staniesz się pożywieniem. – Nie chciałem go takim znać, chciałem bywrócił ten Mistrz, który czytał mi książki jak leżałem w bezruchu.
 - Sam sobienagrabiłeś Gabrielu. Jedno słowo, a pozwoliłbym ci odejść, dostałbyś wszystko,co byś chciał, ale ty wolałeś złamać przyrzeczenie to teraz będziesz za tocierpiał. Od jutra wracasz do domu, Alexander załatwi wszelkie formalności iprzekaże ci, co masz robić. Raphael pomoże ci ułożyć grafik i zapanować nadchaosem w domu. Rozumiesz?
 - Tak Panie – niechciałem tego, nie chciałem tam wracać, po prostu nie mogłem.
 - Poza tymprzejmujesz wszystkie inne obowiązki Marka – dodał podnosząc się z mojego łóżka
 - To znaczy? – Spytałem,bo nie rozumiałem, o co chodzi.
 - Zajmujesz sięwynajdowaniem nowych, wprowadzaniem ich, no i obecnie brakuje dwojga do obsługimoich pobratymców – po chwili jakby wahania dodał – Oraz raz w tygodniu maszwpaść do mojej sypialni. Ustalimy jeszcze dzień i porę.
 Tego się niespodziewałem, po prostu nie sądziłem, że on sam, który najczęściej niekorzystał z naszych usług, miał stałe kontakty z Markiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz