Kiedy wymyłem się z resztek stosunku, oparłem się o kant wanny oddając
się tak potrzebnego mi teraz relaksacyjnego działania ciepłej wody.
Słyszałem jak Chris wszedł najpierw do mojego pokoju, potem do łazienki.
A następnie ten cudowny dźwięk ściąganych ubrań, nie otwierałem oczu,
wolałem to sobie wyobrazić. Skąd wiedziałem, że to on, sam nie wiem, ale
po prostu miałem pewność. Po chwili jego ciało przywarło do mojego.
Pieściłem, całowałem, dotykałem jego satynową skórę. Napawałem się tymi
doznaniami. Jego delikatnymi dłońmi krążącymi po moim rozpalonym
rozkoszą ciele. Dopiero, gdy z namiętnością mnie pocałował otworzyłem
oczy, by spojrzeć w te piękne tęczówki. Całował mnie z taką
zawziętością, że ledwo mogłem oddychać. Po dłuższej chwili odsunąłem go
od siebie, nie mogłem już wytrzymać, jeszcze chwila, a rzuciłbym się na
niego. Biorąc go siłą, a wiem, że to nie przyniosłoby niczego dobrego
naszemu związkowi. Ułożyłem się naprzeciw niego i wziąłem jego stópkę w
dłoń. Masowałem mu ją, raz delikatniej, raz mocniej, uciskając
wrażliwsze miejsca. On odpłacał mi tym samym, aż w końcu przejął
inicjatywę biorąc do ust mój duży palec, patrzył mi przy tym prowokująco
w oczy. Nie wytrzymałem. Po chwili zanurzałem się już swą głowę w
wodzie. Gdy wynurzyłem się by nabrać powietrza słyszałem jego głuche
jęki. Rozpalało mnie to jeszcze bardziej. Kiedy niewiele brakowało mi
już do dania mu ostatecznego spełnienia odciągnął mnie od siebie i
wyszedł z wanny. Jego stojący członek hipnotyzował mnie jeszcze,
pragnąłem na powrót uchwycić go w usta i ssać i pieścić, by tak jak
kiedyś poczuć w swych ustach ten cudowny nektar… Smak jego samego.
Wyskoczyłem z wanny, ale on pozwolił mi się tylko powycierać, mimo że
jego erekcja tak mnie kusiła, to nic nie zrobiłem, nie chciałem robić
nic przeciwko jego woli. Potem on powycierał mnie, nie było w tym
erotyzmu, ale jego delikatne rączki i tak dawały mi przyjemność. Nie
zważając na swoje rzeczy leżące na podłodze wszedł do mojej sypialni.
Położył się na moim łóżku i czekał na mnie. Ułożyłem się wygodnie na
plecach i pozwoliłem by jego głowa położyła się na mojej klatce
piersiowej, sam zaś otoczyłem go ramieniem w tali. Przełożył jedną nogę
przez moje uda. Oddawałem się słodkim muśnięciom, jakimi obdarzał mój
tors, sam zaś głaskałem go po plecach. Usnęliśmy w takiej pozycji.
Obudziło mnie ciche, niepewne pukanie do drzwi i mimo, że nie miałem
ochoty na towarzystwo, gdy mój ukochany aniołem spał na mojej piersi to i
tak powiedziałem „proszę” no, bo w końcu mogło się okazać, że w ciągu
tych kilku godzin do rana wszyscy ludzie wymrą, jeśli nie powstrzymam
jakieś katastrofy. Do pokoju jak się okazało i to wcale nie za sprawą
wagi życia i śmierci wsunął się mały troll. Okno rzucało na niego
światło, więc ja go widziałem, on mnie nie… Ani mnie, ani mojego
towarzysza.
- Nie mogę spać.- Uśmiechnął się niepewnie -mogę z tobą??
Spojrzałem
na spokojne oblicze Chrisa, który tak cudownie grzał moją pierś, a
potem na chłopaka, który przerażony stał na środku mojego pokoju,
wiedziałem, co czuje, bo w końcu jeszcze tak nie dawno odczuwałem to
samo… Nie mogłem go odesłać. Westchnąłem i przesunąłem swoją miłość
bardziej pod ścianę. Sam przysunąłem się bliżej niego, po czym
zaprosiłem Patricka do mojego łóżka.
- Jesteś nagi – zdziwił się
- I? -Odpowiedziałem trochę niekulturalnie, starając się zasnąć.
- A nic, a możesz się jeszcze przesunąć? -Troll wiercił się i wiercił, a ja miałem go ochotę zepchnąć z łóżka.
- Niestety nie. -Uniósł się na rękach i dopiero teraz ujrzał Chrisa.
- Czy ja w czymś przeszkadzam? -Spojrzał na mnie przestraszony.
-
Tak w spaniu. Przytul już ten łeb do poduszki i przestań gadać, rano
mam klienta. -Warknąłem, mimo że nie chciałem, jednak jego wścibstwo
denerwowało mnie.
Mój podopieczny wiercił się jeszcze trochę nim w
końcu usnął. A gdy Chris zaczął jęczeć przez sen przytuliłem go mocno do
siebie, podświadomie ucałował mój obojczyk i wrócił do świata dobrych
snów. Ja sam niestety nie potrafiłem zasnąć, miałem złe myśli, czułem,
że szykuje się coś strasznego, ale nie byłem pewny skąd to przeczucie.
Zasnąłem, ale mój sen nie był przyjemny.
Widziałem krew, cienie
bliskich, żadnych twarzy, ale wiedziałem, że te istoty kryjące się na
mroku to ludzie, których kocham. Słyszałem krzyki, wrzaski, czułem ból i
najgorsze… Zapach śmierci, dławiący, potworny, gorzki. Zerwałem się
gwałtownie zrzucając Patricka z łóżka. Coś do mnie mówił, ale ja go nie
słyszałem. Wiedziałem za to, że zdarzy się coś złego. Chris przytulił
się do moich pleców, jego dotyk powoli mnie uspokajał. Mimo wszystko
cały dzień chodziłem struty. Nawet fanaberie JP na temat koloru włosów
mojego podopiecznego nie poprawiły mi humoru. Kiedy Patricka obdzierali
ze skóry, a właściwie z włosów na niej rosnących, czemu towarzyszyły
krzyki i błagania o szybką śmierć, ja miałem robiony masaż, a potem
manicure. Wieczorem miałem umówionego Amadea, ale poprosiłem go by
zamiast do jednej z sypialni zabrał mnie do swojego mieszkania.
Oczywiście zgodził się bez wahania. Taj nocy nie myślałem, nie było
takiej możliwości. Jedyne, na co mnie było stać to jęki i wrzaski
rozkoszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz