- El Niño…..
Chłopak natychmiast poderwał głowę, jego twarz rozjaśniła się radością.
- Mrok!!!! Boże, Mrok, żyjesz… tak się bałem… nie wiedziałem, co robić… było tyle krwi….
Po twarzy szatyna spływały łzy, a jednocześnie jego uśmiech stawał się coraz bardziej szczęśliwy.
-
Powiedz, nic cie nie boli, możesz poruszać ramieniem… Doktor mówił, ze
kula niczego nie naruszyła, że powinno dobrze się zagoić i nie
spowodować żadnych trwałych urazów…
Potok słów urwał się nagle. W oczach Nino błyszczała rozpacz i strach.
- Mrok….. – głos mu drżał i coraz więcej łez spływało po jego policzkach. – Bałem się…… tak bardzo się o Ciebie bałem…………
Czarny bez słowa wpatrywał się w niego leniwym ruchem odgarniając kosmyki włosów z jego twarzy.
- Musimy się stąd wynosić…. W tym mieście nie jesteśmy bezpieczni.
Nino otworzył, a potem zamknął usta. Niespokojnie przesunął wzrokiem po pokoju.
- Jesteśmy tu bezpieczni…. To centrala gangu, nie wpuszczą tu nikogo….
Mrok czujnie wpatrywał się w chłopaka.
- Jakim cudem udało ci sie uzyskać ich pomoc? – zapytał beznamiętnym tonem.
Nino opuścił głowę nie mogąc znieść przenikliwego wzroku Mroka.
-
O…obiecałem im, ze jak dojdziesz do siebie to im zapłacisz….,
powiedziałem, że jesteś szychą w półświatku…. – wydusił z siebie w
końcu.
Czarny powątpiewaniem uniósł brew.
- To wszystko?
Na
twarz Nina wypełzł szkarłatny rumieniec wstydu, jednak widząc pytające
spojrzenie Czarnego, spojrzał mu prosto w oczy i wyszeptał.
- Nie… to nie wszystko…..
Serce Mroka przeszył ból.
- Co jeszcze?
Nino
spojrzał w okno. Poranne słońce wyzłociło szyby, wstawał piękny dzień.
Czuł jak dłoń Mroka sztywnieje w uścisku jego dłoni. Odwrócił głowę, z
determinacją patrząc w oczy mężczyzny.
- Powiedziałem szefowi gangu, że jestem twoją kurwą, a on postanowił w ramach zapłaty skorzystać z moich usług…
Zapadło
pomiędzy nimi milczenie, którego nie chciał przerwać żaden z nich.
Obydwoje zranieni i nie mogący zrobić nic, by zdjąć z ramion to
cierpienie.
- Nie skrzywdził cię?….- przerwał wreszcie cisze Mrok.
Nino uśmiechnął się smutno, przecząco pokręcił głową.
- Nie każdy klient bywa sadystą…
Czarny
zacisnął usta. Usłyszał w myślach głos Nino szepczący namiętne „Oooo,
Mike”, zobaczył jego pełną ekspresji twarz. Zamrugał szybko powiekami
chcąc pozbyć się niechcianych obrazów.
- Po południu wyjeżdżamy.
Chłopak
z wahaniem spojrzał na obandażowane ramię Czarnego, ale tylko skinął
głową na zgodę. Wiedział, że mężczyzna znowu zamyka się przed nim,
prawie czuł jego ból, ale nie umiał i nie chciał kłamać. Gdyby skłamał
sytuacja byłaby jeszcze gorsza, a tak…
- Zrobiłbym to jeszcze raz…. – szepnął. – Nawet, gdyby mnie bił i gwałcił….
W oczach Mroka pojawiło sie niewypowiedziane pytanie.
Nino wyprostował się dumnie i nie spuścił wzroku.
-
Nie jestem z tego dumny…. Ale zrobiłbym to. Nie ważne, co o mnie teraz
myślisz…. jeśli na szali jest twoje życie…. – głos mu się załamał.
Mrok
uniósł dłoń zamykając mu usta. Nie chciał słyszeć tego wyznania, nie
mógł go znieść. Było… ponad jego siły. Przez długą chwilę siedzieli w
ciszy, którą przerwało dopiero skrzypnięcie drzwi. W progu stanął
jasnowłosy mężczyzna.
- Widzę, że pacjent obudził się. – jego głos brzmiał wesoło.
Mrok
stężał, wszystkie jego mięśnie napięły się do granic możliwości. Siłą
woli stłumił w sobie chęć, by zerwać się z łóżka i rzucić na tego
mężczyznę, który… Nie, nie wolno mu o tym myśleć. Jeszcze nie teraz, na
wszystko przyjdzie czas, później… tak, później o tym pomyśli. Czuł, jak
znajdująca się w nim bestia wolno opuszcza łeb i zapada w niespokojną
drzemkę. Odetchnął głęboko. Tak, nakazał sobie w myślach spokój,
później. Teraz muszą się wydostać z tego miasta. Nadal gdzieś w jego
zakamarkach czai się wróg, który poluje na Nino. To jest teraz jego priorytet. Nino i jego bezpieczeństwo…
- Musimy wyjechać… – zwrócił się do blondyna zachrypniętym głosem.
Mike skinął głową nie odwracając spojrzenia od Czarnego.
- Rozumiem, ale… – zaczął.
Na ustach Mroka wykwitł ironiczny uśmiech.
- Oczywiście… zapłata. Ile? Gdzie i kiedy?
Blondyn roześmiał się.
- Widzę, że nie traci pan czasu, panie… – zawiesił głos w oczekiwaniu, by Mrok podał swe nazwisko.
- Ile, gdzie i kiedy? – powtórzył twardo Mrok.
Mężczyzna milczał chwilę, potem spuścił wzrok nie mogąc wytrzymać spojrzenia Czarnego.
-
Twardy z pana zawodnik… Powiedzmy pół miliona? Rzecz jasna gotówka,
czas i miejsce wybrane przez pana.- Ponownie spojrzał na Mroka, a w jego
oczach błysnęła przebiegłość. – Oczywiście, do czasu uregulowania należności pana, hmmm… pupil będzie przebywał pod naszą ochroną.
Mrok nawet nie spróbował stłumić warknięcia, jakie wydobyło się spomiędzy jego warg. Z całej siły ścisnął dłoń Nino.
- W porządku… – szepnął chłopak. – Nic mi nie będzie. Naprawdę w porządku.
Spojrzenie jakie rzucił mu Mrok spowodowało, ze słowa zamarły mu w gardle.
- Nic nie jest w porządku, Nino…. nic a nic.
Potem ponownie spojrzał na Mike’a.
-
Będę z pieniędzmi za godzinę. Jeśli tkniesz go jeszcze raz…. – nie
dokończył groźby. Puścił rękę Nino, odrzucił kołdrę i z pełną
nonszalancją zaczął sie ubierać, nie zaszczycając mężczyzny już ani
jednym spojrzeniem. W niecałą minutę był już uszykowany do wyjścia.
Mijając Mike’a w progu rzucił.
- Nie musisz mnie odprowadzać, Sam znajdę wyjście.
Drzwi zamknęły się cicho.
Z
piersi Mike’a wyrwało się głośne westchnienie. Spojrzał na Nino, który
siedział na łóżku bez ruchu ze wzrokiem utkwionym w drzwi.
- Zawsze jest taki zaborczy i apodyktyczny?
Chłopak skinął głową.
Mężczyzna podszedł do niego i usiadł obok i objął go ramieniem.
- Przemyśl to, możesz zostać tutaj. Mogę zapewnić Ci taki sam komfort jak on…
Nino roześmiał się boleśnie i tylko pokręcił przecząco głową.
Mike
patrzył uważnie na pełna ekspresji twarz chłopaka, na wszystkie emocje,
które w tak wyraźny sposób się na niej odbijały. W końcu uśmiechnął się
lekko i potargał włosy młodego.
-
Nic nie musisz mówić – szepnął mu do ucha, a widząc zdziwienie w
spojrzeniu, jakim obdarzył go Nino, dodał. – Kochasz go, nie zaprzeczaj,
bo to jest dla mnie oczywiste. – Odgarnął z twarzy chłopaka jakiś
zabłąkany kosmyk. Wreszcie wstał i ruszył do wyjścia.
- Tylko nie daj się mu skrzywdzić… – powiedział juz w progu, a w jego oczach niespodziewanie pojawił się ból.