wtorek, 23 stycznia 2018

Mrok R32

Słysząc zbliżające się kroki, Mrok zamknął oczy i wyrównał oddech. Drzwi skrzypnęły cicho. Ktoś wszedł do pokoju, podszedł do łóżka i usiadł na krześle. Dobrze znany zapach, który pamiętał, zmieszany był teraz z kwiatowym zapachem obcego mydła i z…. Nie, nie będzie o tym myśleć…. jeszcze nie teraz. Poczuł chłodne palce obejmujące jego dłoń, delikatne łaskotanie włosów, gdy na brzegu łóżka spoczęła głowa siedzącego na krześle. Poczuł w piersi nagłe szarpnięcie. Otworzył oczy. Przez chwile patrzył na brązową czuprynę tego, który w tak nieprzewidziany i niebezpieczny sposób zmienił jego życie. Uniósł drugą dłoń i pogładził potargane włosy, szepcząc jednocześnie:
            - El Niño…..
            Chłopak natychmiast poderwał głowę, jego twarz rozjaśniła się radością.
            - Mrok!!!! Boże, Mrok, żyjesz… tak się bałem… nie wiedziałem, co robić… było tyle krwi….
            Po twarzy szatyna spływały łzy, a jednocześnie jego uśmiech stawał się coraz bardziej szczęśliwy.
            - Powiedz, nic cie nie boli, możesz poruszać ramieniem… Doktor mówił, ze kula niczego nie naruszyła, że powinno dobrze się zagoić i nie spowodować żadnych trwałych urazów…
            Potok słów urwał się nagle. W oczach Nino błyszczała rozpacz i strach.
            - Mrok….. – głos mu drżał i coraz więcej łez spływało po jego policzkach. – Bałem się…… tak bardzo się o Ciebie bałem…………
            Czarny bez słowa wpatrywał się w niego leniwym ruchem odgarniając kosmyki włosów z jego twarzy.
            - Musimy się stąd wynosić…. W tym mieście nie jesteśmy bezpieczni.
            Nino otworzył, a potem zamknął usta. Niespokojnie przesunął wzrokiem po pokoju.
            - Jesteśmy tu bezpieczni…. To centrala gangu, nie wpuszczą tu nikogo….
            Mrok czujnie wpatrywał się w chłopaka.
            - Jakim cudem udało ci sie uzyskać ich pomoc? – zapytał beznamiętnym tonem.
            Nino opuścił głowę nie mogąc znieść przenikliwego wzroku Mroka.
            - O…obiecałem im, ze jak dojdziesz do siebie to im zapłacisz…., powiedziałem, że jesteś szychą w półświatku…. – wydusił z siebie w końcu.
            Czarny  powątpiewaniem uniósł brew.
            - To wszystko?
            Na twarz Nina wypełzł szkarłatny rumieniec wstydu, jednak widząc pytające spojrzenie Czarnego, spojrzał mu prosto w oczy i wyszeptał.
            - Nie… to nie wszystko…..
            Serce Mroka przeszył ból.
            - Co jeszcze?
            Nino spojrzał w okno. Poranne słońce wyzłociło szyby, wstawał piękny dzień. Czuł jak dłoń Mroka sztywnieje w uścisku jego dłoni. Odwrócił głowę, z determinacją patrząc w oczy mężczyzny.
            - Powiedziałem szefowi gangu, że jestem twoją kurwą, a on postanowił w ramach zapłaty skorzystać z moich usług…
            Zapadło pomiędzy nimi milczenie, którego nie chciał przerwać żaden z nich. Obydwoje zranieni i nie mogący zrobić nic, by zdjąć z ramion to cierpienie.
            - Nie skrzywdził cię?….- przerwał wreszcie cisze Mrok.
            Nino uśmiechnął się smutno, przecząco pokręcił głową.
            - Nie każdy klient bywa sadystą…
            Czarny zacisnął usta. Usłyszał w myślach głos Nino szepczący namiętne „Oooo, Mike”, zobaczył jego pełną ekspresji twarz. Zamrugał szybko powiekami chcąc pozbyć się niechcianych obrazów.
            - Po południu wyjeżdżamy.
            Chłopak z wahaniem spojrzał na obandażowane ramię Czarnego, ale tylko skinął głową na zgodę. Wiedział, że mężczyzna znowu zamyka się przed nim, prawie czuł jego ból, ale nie umiał i nie chciał kłamać. Gdyby skłamał sytuacja byłaby jeszcze gorsza, a tak…
            - Zrobiłbym to jeszcze raz…. – szepnął. – Nawet, gdyby mnie bił i gwałcił….
            W oczach Mroka pojawiło sie niewypowiedziane pytanie.
            Nino wyprostował się dumnie i nie spuścił wzroku.
            - Nie jestem z tego dumny…. Ale zrobiłbym to. Nie ważne, co o mnie teraz myślisz…. jeśli na szali jest twoje życie…. – głos mu się załamał.
            Mrok uniósł dłoń zamykając mu usta. Nie chciał słyszeć tego wyznania, nie mógł go znieść. Było… ponad jego siły. Przez długą chwilę siedzieli w ciszy, którą przerwało dopiero skrzypnięcie drzwi. W progu stanął jasnowłosy mężczyzna.
            - Widzę, że pacjent obudził się. – jego głos brzmiał wesoło.
            Mrok stężał, wszystkie jego mięśnie napięły się do granic możliwości. Siłą woli stłumił w sobie chęć, by zerwać się z łóżka i rzucić na tego mężczyznę, który… Nie, nie wolno mu o tym myśleć. Jeszcze nie teraz, na wszystko przyjdzie czas, później… tak, później o tym pomyśli. Czuł, jak znajdująca się w nim bestia wolno opuszcza łeb i zapada w niespokojną drzemkę. Odetchnął głęboko. Tak, nakazał sobie w myślach spokój, później. Teraz muszą się wydostać z tego miasta. Nadal gdzieś w jego zakamarkach  czai się wróg, który poluje na Nino. To jest teraz jego priorytet. Nino i jego bezpieczeństwo…
            - Musimy wyjechać… – zwrócił się do blondyna zachrypniętym głosem.
            Mike skinął głową nie odwracając spojrzenia od Czarnego.
            - Rozumiem, ale… – zaczął.
            Na ustach Mroka wykwitł ironiczny uśmiech.
            - Oczywiście… zapłata. Ile? Gdzie i kiedy?
            Blondyn roześmiał się.
            - Widzę, że nie traci pan czasu, panie… – zawiesił głos w oczekiwaniu, by Mrok podał swe nazwisko.
            - Ile, gdzie i kiedy? – powtórzył twardo Mrok.
            Mężczyzna milczał chwilę, potem spuścił wzrok nie mogąc wytrzymać spojrzenia Czarnego.
            - Twardy z pana zawodnik… Powiedzmy pół miliona? Rzecz jasna gotówka, czas i miejsce wybrane przez pana.- Ponownie spojrzał na Mroka, a w jego oczach błysnęła przebiegłość. –  Oczywiście, do czasu uregulowania należności pana, hmmm… pupil będzie przebywał pod naszą ochroną.
            Mrok nawet nie spróbował stłumić warknięcia, jakie wydobyło się spomiędzy jego warg. Z całej siły ścisnął dłoń Nino.
            - W porządku… – szepnął chłopak. – Nic mi nie będzie. Naprawdę w porządku.
            Spojrzenie jakie rzucił mu Mrok spowodowało, ze słowa zamarły mu w gardle.
            - Nic nie jest w porządku, Nino…. nic a nic.
            Potem ponownie spojrzał na Mike’a.
            - Będę z pieniędzmi za godzinę. Jeśli tkniesz go jeszcze raz…. – nie dokończył groźby. Puścił rękę Nino, odrzucił kołdrę i z pełną nonszalancją zaczął sie ubierać, nie zaszczycając mężczyzny już ani jednym spojrzeniem. W niecałą minutę był już uszykowany do wyjścia. Mijając Mike’a w progu rzucił.
            - Nie musisz mnie odprowadzać, Sam znajdę wyjście.
            Drzwi zamknęły się cicho.
            Z piersi Mike’a wyrwało się głośne westchnienie. Spojrzał na Nino, który siedział na łóżku bez ruchu ze wzrokiem utkwionym w drzwi.
            - Zawsze jest taki zaborczy i apodyktyczny?
            Chłopak skinął głową.
            Mężczyzna podszedł do niego i usiadł obok i objął go ramieniem.
            - Przemyśl to, możesz zostać tutaj. Mogę zapewnić Ci taki sam komfort jak on…
            Nino roześmiał się boleśnie i tylko pokręcił przecząco głową.
            Mike patrzył uważnie na pełna ekspresji twarz chłopaka, na wszystkie emocje, które w tak wyraźny sposób się na niej odbijały. W końcu uśmiechnął się lekko i potargał włosy młodego.
            - Nic nie musisz mówić – szepnął mu do ucha, a widząc zdziwienie w spojrzeniu, jakim obdarzył go Nino, dodał. – Kochasz go, nie zaprzeczaj, bo to jest dla mnie oczywiste. – Odgarnął z twarzy chłopaka jakiś zabłąkany kosmyk. Wreszcie wstał  i ruszył do wyjścia.
            - Tylko nie daj się mu skrzywdzić… – powiedział juz w progu, a w jego oczach niespodziewanie pojawił się ból.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz