Wszystko, co go otaczało
wydawałosię Kadajowi tylko snem, złudzeniem. Jeszcze nie do końca
kojarzył wszystkiefakty. Myślami nadal był w tamtym piekle.
Rzeczywistość była odległa, jakjeszcze nigdy. Powoli uchylił powieki i
rozejrzał się po pomieszczeniu. Z zaokna wpadało delikatne, szare
światło, zwiastujące rychły świt. Chłopakprzewrócił się leniwie, z
całych sił starając się zatrzeć w myślach śladykoszmaru. O ile to
możliwe, przyzwyczaił się do nich na tyle, że nie wywoływałyjuż bólu,
tylko strach. Na niego najlepszym lekarstwem była pewność, że tu Ongo
nie odnajdzie.
Spojrzał w bok i zamarł.
Zamrugałzaskoczony, takiego widoku nigdy nawet sobie nie wyobrażał. Ten
wysoki, groźnymężczyzna… spał, z twarzą opartą na ramieniu. Miał taki
niewinny wyraztwarzy, że aż Kadaj sam do siebie się uśmiechnął. Prawie
niezauważalnie, alejednak.
Podniósł się już be
większychproblemów. Uniósł dłoń i lekko trącił wampira w nos. Nie
doczekał się żadnejreakcji. Krwiopijca spał jak zabity. Kota też nigdzie
nie było… blondynprzysunął się do brzegu łóżka i spuścił stopy na
puchaty dywan. Wstał chwiejniei uśmiechnął się do siebie zwycięsko.
Wreszcie sam będzie mógł pójść… choćbydo toalety… Jednak w chwili, kiedy
chciał wykonać pierwszy krok coś oplotłogo w pasie.
- A ty gdzie się wybierasz?
– Nawpół zaspany, na wpół zirytowany głos Shiny tylko jemu mógł się
wydaćzłowieszczy. Wampir lekko pociągnął go na swoje kolana. – No? Gdzie
idziesz?Słucham? – Kadaj nerwowo przełknął ślinę.
- Nigdzie? – Wampir nie
mógł siępowstrzymać i delikatnie pogłaskał go po plecach. Ostrożnie,
jakby był małym,dzikim zwierzątkiem, któremu mocniejszy uścisk może
połamać wszystkie kostki.
- Jak nigdzie… to wracamy dołóżka. – Chłopak skulił się w sobie.
- Ale… nic mi nie zrobisz? –
Natwarzy Shiny spoczęły błyszczące prosząco, błękitne tęczówki, a sam
wampirprzez chwilę myślał, co odpowiedzieć. Wcale nie miał na myśli
tego, o czymmyślał chłopak.
- Spokojnie… – zdecydował,
żeskoro na razie nic złego się nie dzieje, może zaryzykować – nic, a nic
ci niegrozi. Zaraz wróci kocica… – Chłopak skinął głową.
Shina delikatnie przełożył
jednądłoń poniżej jego kolan, drugą nadal oplątał go w talii. Kiedy
wstał zzadowoleniem zauważył, że Kadaj jednak waży teraz więcej, niż
zaraz popowrocie. Wszedł na łóżko i ułożył go pod kołdrą. Sam ułożył się
na pościeli.Oparł głowę blondyna na swoim ramieniu i lekko musnął
ustami jego włosy.
- Teraz wracaj do spania –wyszeptał – obiecuję, że nic ci się nie stanie.
Mimo wszystko, Kadaj nie
czuł sięnajlepiej. W szerokich ramionach wampira odnosił wrażenie, że
jest osaczony, żenie może uciec. Skulił się lekko i poruszył
niespokojnie.
- Zbyt blisko… –
Shinazareagował niemal natychmiast. Chłopak odetchnął z ulgą, potem
zasnąłposłusznie. Kiedy był już nieprzytomny Shina ponownie go do siebie
przytulił.
- Dlaczego tak bardzo się
mnieobawiasz? – Nie otrzymał odpowiedzi. Nie potrzebował jej, znał ją
doskonale ito bolało najbardziej.
0o0o0
Przebudzenie Kadaja nie
byłopodobne do poprzednich. Najpierw uczucie spadania, pustki w umyśle,
kiedy zcałej siły odsuwał od siebie wspomnienia. Potem nagle otoczyło go
nieznaneciepło. Sam nie wiedział dlaczego tak bardzo się go obawiał, w
końcu jednakpoddał się i wtulił w nie nieufnie.
Shina zamruczał i potarł
nosemramię chłopaka. Uwielbiał zapach jego rozgrzanego ze snu ciała.
Kojarzył mu sięz domem i bardzo nieokreślonym czymś przyjemnym.
Pogłaskał go delikatnie pobrzuchu i z ociąganiem otworzył oczy. Kadaj
wyglądał zjawiskowo. Wampirpochylił się i pocałował zmarszczone lekko
czółko. Odgarnął mu z oczu kilkaniesfornych kosmyków. Patrzył i nie mógł
się nacieszyć widokiem Twarz chłopakabyła taka spokojna.
- Nie dotykaj… – Cicha prośbamomentalnie wyrwała Shinę z zamyślenia.
- Przepraszam.
Odsunął się i spojrzał
nachłopaka raz jeszcze. Poprzedni spokój gdzieś przepadł, zastąpiony
przezstrach. Shina z westchnieniem wstał łóżka i odszedł na bezpieczną
odległość.Wiedział, że jego dotyk jest ostatnim, czego chłopak
potrzebuje. Tyle, że sampragnął go tak boleśnie… Dopiero teraz zdał
sobie sprawę z tego, jak bardzopomogła by u obecność Nadii, ale ona już
nie żył i nic nie mógł na to poradzić.
Obrócił się i zamarł. Kadaj
leżałskulony po drugiej stronie łóżka. W pozycji, jakby kulił się w
oczekiwaniu nauderzenie. Shina był boleśnie świadom łez w kącikach jego
oczu. Zacisnął zęby izasłonił dłonią usta, by stłumić cisnący mu się na
usta warkot.
- Dlaczego musisz się bać
akuratmnie? – Kadaj nie odpowiedział, a wampir zacisnął dłoń na oparciu
fotela. Nawetnie zauważył, kiedy pazury przebiły skórzaną tapicerkę.
Odetchnął kilkakrotniei podszedł do niego ponownie. Zignorował drżenie
chłopaka i cichy jęk strachu,który wymknął mu się spomiędzy zaciśniętych
warg. Delikatnie złapał go zaramiona, a potem przeniósł na środek
łóżka. Ułożył i przykrył kołdrą, następniesamymi opuszkami palców
pogłaskał po policzku. Kadaj nadal czuł niepokój, nieotwierał oczu.
- Idź… – wyszeptał prawieniedosłyszalnie – jesteś za blisko…
Shina bardzo niechętnie,
alejednak usłuchał. Wstał i odszedł, bardzo powoli. Otworzył drzwi i
obrócił się,spoglądając na chłopaka dziwnym wzrokiem.
- Mam wyjść?
- Nie – Zaskoczony wampir omalnie uznał, że się przesłyszał – nie idź… tylko… nie dotykaj…
Na ustach wampira pojawił
siędelikatny uśmiech. Wrócił, usiadł w fotelu. W jego oczach nareszcie
pojawiłysię jakieś strzępki nadziei.
0o0o0
Kolejne dni upływały
podobnie,niewiele się zmieniało. Co prawda fizycznie Kadaj dochodził do
siebie, ale tenaprawdę poważne rany, w jego psychice i uczuciach nie
chciały zniknąć, aninawet przestać krwawić. Często budził się w środku
nocy, zlany potem, płacząc.Nie chciał jednak przyznać się, co go dręczy.
Shina mógł tylko patrzećbezsilnie i zaciskać dłonie w pieści.
Siadał wtedy na ogół
obokwstrząsanego spazmami Kadaja i delikatnie gładził go po włosach,
czasem, kiedychłopak nie odpychał jego dłoni kładł się obok niego,
czasem sam wołał Miętówkędo sypialni i pozwalał jej ułożyć się obok
łkającego blondynka. Czekał wtedy,aż chłopak zaśnie, a potem czuwał
dalej, do rana. Nie odstępował go nawet nakrok, w dławiącej ciszy
obserwował jego zmagania z samym sobą i czuł ściskającąmu gardło
bezradność. Bo nic nie mógł zrobić, nie mógł go uleczyć, ani pozwolimu
zapomnieć, mimo, że bardzo tego chciał.
Kiedy jakaś noc wyjątkowo
byłaspokojna, również nie poświęcał jej na sen. Obserwował blade,
zapadniętepoliczki i wędrujące po nich światło miesiąca. W noc, w którą
go uratowałpanował nów. Od tego czasu księżyc zdążył utyć do pełnego
koła i ponowniezacząć chudnąć. Tak, że znowu przypominał ogarek, prawie
miesiąc już zmagał sięz tym wszystkim, zupełnie sam, a Kadaj nadal nie
był sobą, albo raczej był,tylko zupełnie odległy, jakby zatrzymany w pół
drogi do lepszego świata.
W noc nowiu Kadaja ponownie dręczyły sny,
najgorsze, jak do tej pory. Chłopaknie płakał, nie krzyczał nawet, tylko
oddychał ciężko, spazmatycznie i roniłłzy. Cały ból widać było dopiero,
gdy spojrzało się na jego aurę. Fioletową iskłębioną od przeżywanego
bólu, z białoszarymi pasmami rozpaczy. Wampir odponad godziny starał się
go wybudzić, nieskutecznie.
- Kadaj! – Drżący szept
złamałpanującą w sypialni ciszę – błagam cię, otwórz oczy – pochylił się
i łagodniepocałował zaciśniętą kurczowo powiekę – ocknij się aniołku…
Przyciągnął go do siebie
iprzytulił mocno, uspokajająco gładził jego plecy, wyczuwając pod
palcamiblizny. W oczach wampira czyniły one chłopaka jeszcze
piękniejszym.
- Kadaj… – umilkł w pół
słowa.Chrapliwy oddech przeszedł w głuchy krzyk, a na jego twarzy
spoczęły dwie,szklące się, błękitne jak wiosenne niebo tęczówki. Przez
chwilę obaj zamarli,potem Kadaj zaczął się odsuwać, z zalęknieniem
przygryzając dolną wargę. Shinawypuścił go, a on skulił się w sobie,
odsuwając się jeszcze trochę. Spojrzał naniego spod przydługiej grzywki.
Otwarł usta – nie bij… – proszący szeptponiósł się po pokoju. Shina
westchnął ciężko.
- Spokojnie, nic ci nie
zrobię –jego przerażone spojrzenie bolało bardziej, niż cios sztyletu –
Kadaj, dlaczegonie możesz mi zaufać? – uniósł dłoń, chcąc pogładzić go
po włosach. Chłopakznowu skulił się w sobie, wampir opuścił rękę i
spuścił wzrok. Uniósł głowędopiero, kiedy usłyszał cichy płacz. Odgarnął
mu z oczu włosy i starł cieknącepo policzkach łzy.
- Nie marz się – szepnął na
Tyleciepło, na ile było go stać – ja cię nie uderzę. Potem przyciągnął
go do siebiei pocałował lekko w zaciśniętą ze strachu powiekę. Następnie
sam się odsunął.Usiadł na fotelu i tylko patrzył na zwiniętego w kłębek
dzieciaka. Nie mógł niczrobić i to było najgorsze. Nie mając lepszego
pomysłu wpuścił do sypialnikocicę. Dopiero to pomogło. On jednak nie
przespał tej nocy ani minuty.Siedział w fotelu i myślał, pogrążając się w
coraz większym rozżaleniu. Jednobyło pewne, zemsta Termariare była
skuteczna, dawny wróg Shiny nie mógł miećnawet pojęcia, jak bardzo.
0o0o0
- Dlaczego nie dałeś mi
umrzeć? –Wypowiedziane drżącym głosem pytanie zawisło w powietrzu, jak
zbierające sięburzowe chmury – dlaczego nie pozwoliłeś mi… odejść?
Shina uniósł głowę znad
czytanejksiążki i spojrzał mu w oczy bardzo poważnie. Chwilę namyślał
się nadodpowiedzią, potem oparł głowę na dłoni i odpowiedział, ledwie
poruszającustami.
- Bo mi na tobie zależy.
Jesteśdla mnie bardzo ważny – spuścił na chwilę głowę, ale potem uniósł
ją i ichspojrzenia ponownie się spotkały, teraz w jego wzroku nie było
już niepewności– nie chciałem, żebyś mnie opuścił.
Chłopak dług milczał,
analizującodpowiedź wampira. Na pewno nie spodziewał się czegoś takiego,
obawiał się, żewampir odpowie, że jeszcze mu się nie znudził jako
zabawka, albo po prostuzbędzie go jakąś wymówką, ale jego słowa wydawały
się… szczere. Odetchnąłcicho, zamykając oczy.
- Możesz czytać dalej? – Shina nachwilę wrócił do tekstu, potem raz jeszcze przyjrzał się twarzy chłopaka.
- Czego się tak bałeś?
- Sam nie wiem…
- Że będę chciał powrotem
swojązabaweczkę do grzania łóżka? I tylko po to cię uratowałem? – Kadaj
nieodpowiedział. Było mu trochę wstyd. Shina zamknął tomik z baśniami i
odstawiłgo na półkę obok łóżka.
Chłopak pokręcił głową, sam do siebie, ale nie bardzo byłowiadomo, czy przytakuje wypowiedzi Shiny, czy jej przeczy.
- Nie dotykaj – odezwał się po chwili, kiedy wampir musnąłpalcami jego czoło, sprawdzając temperaturę – dotyk boli.
Shinę bolała jego smutna mina, ale
nie powiedział tego nagłos. Zamiast tego podniósł się i poszedł po
termometr. Nie podobał mu sięodcień skóry chłopaka i nie zamierzał
ryzykować.
0o0o0
- Jest coś, na co miałbyś ochotę, czy po prostu chcesz leżeći spać?
- Leń.
Mimo początkowych obaw wampira Kadaj
nie zachorował.Gorączkował tylko przez dwa dni, ale potem mu przeszło.
Shina był za to bardzowdzięczny losowi. Chłopak był jeszcze zbyt
rozdygotany emocjonalnie, bysprowadzać do niego obcą osobę.
- To spij – mruknął w końcu, cofając się na fotel. Oparłstopy o rant łóżka i wyciągnął się w dość komicznej i diablo niewygodnej pozycji – nie martw się. Ciągle tujestem. Kocica też…
Urwał w pół słowa, patrząc na Kadaja
z szeroko otwartymioczami. Czy mu się wydawało, czy chłopak
rzeczywiście uśmiechnął się do niego?Lekko, samymi kącikami ust, prawie
niezauważalnie… ale jednak. Shina poczuł,jak coś piecze go w kącikach
oczu. Przesunął dłonią po policzku i zezdziwieniem poczuł wilgoć, uniósł
dłoń zaskoczony. Przez wszystkie te lata,odkąd przeszedł przemianę, nie
widział własnych łez. Uniósł rękę, wsuwającpalec do ust, zamarł
zaskoczony. Wampirze łzy były… słodkie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz