wtorek, 23 stycznia 2018

Bloodlust R25: Łzy

Wszystko, co go otaczało wydawałosię Kadajowi tylko snem, złudzeniem. Jeszcze nie do końca kojarzył wszystkiefakty. Myślami nadal był w tamtym piekle. Rzeczywistość była odległa, jakjeszcze nigdy. Powoli uchylił powieki i rozejrzał się po pomieszczeniu. Z zaokna wpadało delikatne, szare światło, zwiastujące rychły świt. Chłopakprzewrócił się leniwie, z całych sił starając się zatrzeć w myślach śladykoszmaru. O ile to możliwe, przyzwyczaił się do nich na tyle, że nie wywoływałyjuż bólu, tylko strach. Na niego najlepszym lekarstwem była pewność, że tu Ongo nie odnajdzie.
Spojrzał w bok i zamarł. Zamrugałzaskoczony, takiego widoku nigdy nawet sobie nie wyobrażał. Ten wysoki, groźnymężczyzna… spał, z twarzą opartą na ramieniu. Miał taki niewinny wyraztwarzy, że aż Kadaj sam do siebie się uśmiechnął. Prawie niezauważalnie, alejednak.
Podniósł się już be większychproblemów. Uniósł dłoń i lekko trącił wampira w nos. Nie doczekał się żadnejreakcji. Krwiopijca spał jak zabity. Kota też nigdzie nie było… blondynprzysunął się do brzegu łóżka i spuścił stopy na puchaty dywan. Wstał chwiejniei uśmiechnął się do siebie zwycięsko. Wreszcie sam będzie mógł pójść… choćbydo toalety… Jednak w chwili, kiedy chciał wykonać pierwszy krok coś oplotłogo w pasie.
- A ty gdzie się wybierasz? – Nawpół zaspany, na wpół zirytowany głos Shiny tylko jemu mógł się wydaćzłowieszczy. Wampir lekko pociągnął go na swoje kolana. – No? Gdzie idziesz?Słucham? – Kadaj nerwowo przełknął ślinę.
- Nigdzie? – Wampir nie mógł siępowstrzymać i delikatnie pogłaskał go po plecach. Ostrożnie, jakby był małym,dzikim zwierzątkiem, któremu mocniejszy uścisk może połamać wszystkie kostki.
- Jak nigdzie… to wracamy dołóżka. – Chłopak skulił się w sobie.
- Ale… nic mi nie zrobisz? – Natwarzy Shiny spoczęły błyszczące prosząco, błękitne tęczówki, a sam wampirprzez chwilę myślał, co odpowiedzieć. Wcale nie miał na myśli tego, o czymmyślał chłopak.
- Spokojnie… – zdecydował, żeskoro na razie nic złego się nie dzieje, może zaryzykować – nic, a nic ci niegrozi. Zaraz wróci kocica… – Chłopak skinął głową.
Shina delikatnie przełożył jednądłoń poniżej jego kolan, drugą nadal oplątał go w talii. Kiedy wstał zzadowoleniem zauważył, że Kadaj jednak waży teraz więcej, niż zaraz popowrocie. Wszedł na łóżko i ułożył go pod kołdrą. Sam ułożył się na pościeli.Oparł głowę blondyna na swoim ramieniu i lekko musnął ustami jego włosy.
- Teraz wracaj do spania –wyszeptał – obiecuję, że nic ci się nie stanie.
Mimo wszystko, Kadaj nie czuł sięnajlepiej. W szerokich ramionach wampira odnosił wrażenie, że jest osaczony, żenie może uciec. Skulił się lekko i poruszył niespokojnie.
- Zbyt blisko… – Shinazareagował niemal natychmiast. Chłopak odetchnął z ulgą, potem zasnąłposłusznie. Kiedy był już nieprzytomny Shina ponownie go do siebie przytulił.
- Dlaczego tak bardzo się mnieobawiasz? – Nie otrzymał odpowiedzi. Nie potrzebował jej, znał ją doskonale ito bolało najbardziej.
0o0o0
Przebudzenie Kadaja nie byłopodobne do poprzednich. Najpierw uczucie spadania, pustki w umyśle, kiedy zcałej siły odsuwał od siebie wspomnienia. Potem nagle otoczyło go nieznaneciepło. Sam nie wiedział dlaczego tak bardzo się go obawiał, w końcu jednakpoddał się i wtulił w nie nieufnie.
Shina zamruczał i potarł nosemramię chłopaka. Uwielbiał zapach jego rozgrzanego ze snu ciała. Kojarzył mu sięz domem i bardzo nieokreślonym czymś przyjemnym. Pogłaskał go delikatnie pobrzuchu i z ociąganiem otworzył oczy. Kadaj wyglądał zjawiskowo. Wampirpochylił się i pocałował zmarszczone lekko czółko. Odgarnął mu z oczu kilkaniesfornych kosmyków. Patrzył i nie mógł się nacieszyć widokiem Twarz chłopakabyła taka spokojna.
- Nie dotykaj… – Cicha prośbamomentalnie wyrwała Shinę z zamyślenia.
- Przepraszam.
Odsunął się i spojrzał nachłopaka raz jeszcze. Poprzedni spokój gdzieś przepadł, zastąpiony przezstrach. Shina z westchnieniem wstał łóżka i odszedł na bezpieczną odległość.Wiedział, że jego dotyk jest ostatnim, czego chłopak potrzebuje. Tyle, że sampragnął go tak boleśnie… Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak bardzopomogła by u obecność Nadii, ale ona już nie żył i nic nie mógł na to poradzić.
Obrócił się i zamarł. Kadaj leżałskulony po drugiej stronie łóżka. W pozycji, jakby kulił się w oczekiwaniu nauderzenie. Shina był boleśnie świadom łez w kącikach jego oczu. Zacisnął zęby izasłonił dłonią usta, by stłumić cisnący mu się na usta warkot.
- Dlaczego musisz się bać akuratmnie? – Kadaj nie odpowiedział, a wampir zacisnął dłoń na oparciu fotela. Nawetnie zauważył, kiedy pazury przebiły skórzaną tapicerkę. Odetchnął kilkakrotniei podszedł do niego ponownie. Zignorował drżenie chłopaka i cichy jęk strachu,który wymknął mu się spomiędzy zaciśniętych warg. Delikatnie złapał go zaramiona, a potem przeniósł na środek łóżka. Ułożył i przykrył kołdrą, następniesamymi opuszkami palców pogłaskał po policzku. Kadaj nadal czuł niepokój, nieotwierał oczu.
- Idź… – wyszeptał prawieniedosłyszalnie – jesteś za blisko…
Shina bardzo niechętnie, alejednak usłuchał. Wstał i odszedł, bardzo powoli. Otworzył drzwi i obrócił się,spoglądając na chłopaka dziwnym wzrokiem.
- Mam wyjść?
- Nie – Zaskoczony wampir omalnie uznał, że się przesłyszał – nie idź… tylko… nie dotykaj…
Na ustach wampira pojawił siędelikatny uśmiech. Wrócił, usiadł w fotelu. W jego oczach nareszcie pojawiłysię jakieś strzępki nadziei.
0o0o0
Kolejne dni upływały podobnie,niewiele się zmieniało. Co prawda fizycznie Kadaj dochodził do siebie, ale tenaprawdę poważne rany, w jego psychice i uczuciach nie chciały zniknąć, aninawet przestać krwawić. Często budził się w środku nocy, zlany potem, płacząc.Nie chciał jednak przyznać się, co go dręczy. Shina mógł tylko patrzećbezsilnie i zaciskać dłonie w pieści.
Siadał wtedy na ogół obokwstrząsanego spazmami Kadaja i delikatnie gładził go po włosach, czasem, kiedychłopak nie odpychał jego dłoni kładł się obok niego, czasem sam wołał Miętówkędo sypialni i pozwalał jej ułożyć się obok łkającego blondynka. Czekał wtedy,aż chłopak zaśnie, a potem czuwał dalej, do rana. Nie odstępował go nawet nakrok, w dławiącej ciszy obserwował jego zmagania z samym sobą i czuł ściskającąmu gardło bezradność. Bo nic nie mógł zrobić, nie mógł go uleczyć, ani pozwolimu zapomnieć, mimo, że bardzo tego chciał.
Kiedy jakaś noc wyjątkowo byłaspokojna, również nie poświęcał jej na sen. Obserwował blade, zapadniętepoliczki i wędrujące po nich światło miesiąca. W noc, w którą go uratowałpanował nów. Od tego czasu księżyc zdążył utyć do pełnego koła i ponowniezacząć chudnąć. Tak, że znowu przypominał ogarek, prawie miesiąc już zmagał sięz tym wszystkim, zupełnie sam, a Kadaj nadal nie był sobą, albo raczej był,tylko zupełnie odległy, jakby zatrzymany w pół drogi do lepszego świata.
W noc nowiu Kadaja ponownie dręczyły sny, najgorsze, jak do tej pory. Chłopaknie płakał, nie krzyczał nawet, tylko oddychał ciężko, spazmatycznie i roniłłzy. Cały ból widać było dopiero, gdy spojrzało się na jego aurę. Fioletową iskłębioną od przeżywanego bólu, z białoszarymi pasmami rozpaczy. Wampir odponad godziny starał się go wybudzić, nieskutecznie.
- Kadaj! – Drżący szept złamałpanującą w sypialni ciszę – błagam cię, otwórz oczy – pochylił się i łagodniepocałował zaciśniętą kurczowo powiekę – ocknij się aniołku…
Przyciągnął go do siebie iprzytulił mocno, uspokajająco gładził jego plecy, wyczuwając pod palcamiblizny. W oczach wampira czyniły one chłopaka jeszcze piękniejszym.
- Kadaj… – umilkł w pół słowa.Chrapliwy oddech przeszedł w głuchy krzyk, a na jego twarzy spoczęły dwie,szklące się, błękitne jak wiosenne niebo tęczówki. Przez chwilę obaj zamarli,potem Kadaj zaczął się odsuwać, z zalęknieniem przygryzając dolną wargę. Shinawypuścił go, a on skulił się w sobie, odsuwając się jeszcze trochę. Spojrzał naniego spod przydługiej grzywki. Otwarł usta – nie bij… – proszący szeptponiósł się po pokoju. Shina westchnął ciężko.
- Spokojnie, nic ci nie zrobię –jego przerażone spojrzenie bolało bardziej, niż cios sztyletu – Kadaj, dlaczegonie możesz mi zaufać? – uniósł dłoń, chcąc pogładzić go po włosach. Chłopakznowu skulił się w sobie, wampir opuścił rękę i spuścił wzrok. Uniósł głowędopiero, kiedy usłyszał cichy płacz. Odgarnął mu z oczu włosy i starł cieknącepo policzkach łzy.
- Nie marz się – szepnął na Tyleciepło, na ile było go stać – ja cię nie uderzę. Potem przyciągnął go do siebiei pocałował lekko w zaciśniętą ze strachu powiekę. Następnie sam się odsunął.Usiadł na fotelu i tylko patrzył na zwiniętego w kłębek dzieciaka. Nie mógł niczrobić i to było najgorsze. Nie mając lepszego pomysłu wpuścił do sypialnikocicę. Dopiero to pomogło. On jednak nie przespał tej nocy ani minuty.Siedział w fotelu i myślał, pogrążając się w coraz większym rozżaleniu. Jednobyło pewne, zemsta Termariare była skuteczna, dawny wróg Shiny nie mógł miećnawet pojęcia, jak bardzo.
0o0o0
- Dlaczego nie dałeś mi umrzeć? –Wypowiedziane drżącym głosem pytanie zawisło w powietrzu, jak zbierające sięburzowe chmury – dlaczego nie pozwoliłeś mi… odejść?
Shina uniósł głowę znad czytanejksiążki i spojrzał mu w oczy bardzo poważnie. Chwilę namyślał się nadodpowiedzią, potem oparł głowę na dłoni i odpowiedział, ledwie poruszającustami.
- Bo mi na tobie zależy. Jesteśdla mnie bardzo ważny – spuścił na chwilę głowę, ale potem uniósł ją i ichspojrzenia ponownie się spotkały, teraz w jego wzroku nie było już niepewności– nie chciałem, żebyś mnie opuścił.
Chłopak dług milczał, analizującodpowiedź wampira. Na pewno nie spodziewał się czegoś takiego, obawiał się, żewampir odpowie, że jeszcze mu się nie znudził jako zabawka, albo po prostuzbędzie go jakąś wymówką, ale jego słowa wydawały się… szczere. Odetchnąłcicho, zamykając oczy.
- Możesz czytać dalej? – Shina nachwilę wrócił do tekstu, potem raz jeszcze przyjrzał się twarzy chłopaka.
- Czego się tak bałeś?
- Sam nie wiem…
- Że będę chciał powrotem swojązabaweczkę do grzania łóżka? I tylko po to cię uratowałem? – Kadaj nieodpowiedział. Było mu trochę wstyd. Shina zamknął tomik z baśniami i odstawiłgo na półkę obok łóżka.
Chłopak pokręcił głową, sam do siebie, ale nie bardzo byłowiadomo, czy przytakuje wypowiedzi Shiny, czy jej przeczy.
- Nie dotykaj – odezwał się po chwili, kiedy wampir musnąłpalcami jego czoło, sprawdzając temperaturę – dotyk boli.
Shinę bolała jego smutna mina, ale nie powiedział tego nagłos. Zamiast tego podniósł się i poszedł po termometr. Nie podobał mu sięodcień skóry chłopaka i nie zamierzał ryzykować.
0o0o0
- Jest coś, na co miałbyś ochotę, czy po prostu chcesz leżeći spać?
- Spać – potężne ziewniecie izamykające się samoistnie oczy tylko potwierdziły tę tezę.
- Leń.
Mimo początkowych obaw wampira Kadaj nie zachorował.Gorączkował tylko przez dwa dni, ale potem mu przeszło. Shina był za to bardzowdzięczny losowi. Chłopak był jeszcze zbyt rozdygotany emocjonalnie, bysprowadzać do niego obcą osobę.
- To spij – mruknął w końcu, cofając się na fotel. Oparłstopy o rant łóżka i wyciągnął się w dość komicznej i diablo niewygodnej pozycji – nie martw się. Ciągle tujestem. Kocica też…
Urwał w pół słowa, patrząc na Kadaja z szeroko otwartymioczami. Czy mu się wydawało, czy chłopak rzeczywiście uśmiechnął się do niego?Lekko, samymi kącikami ust, prawie niezauważalnie… ale jednak. Shina poczuł,jak coś piecze go w kącikach oczu. Przesunął dłonią po policzku i zezdziwieniem poczuł wilgoć, uniósł dłoń zaskoczony. Przez wszystkie te lata,odkąd przeszedł przemianę, nie widział własnych łez. Uniósł rękę, wsuwającpalec do ust, zamarł zaskoczony. Wampirze łzy były… słodkie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz