Mijały
dni, jeden podobny do drugiego. Nino budził się na krótko, męczyła go
wysoka gorączka, zwykle nawet, gdy się przebudził nie wiedział gdzie
jest . Czarny cały czas był przy nim, nawet noce spędzał na fotelu obok
łóżka. Zmieniał opatrunki, obmywał całe jego ciało, by nie dopuścić do
powstania odleżyn, uspakajał, gdy dręczyły go koszmary, nie opuszczał go
ani na chwilę. W rzadkich chwilach przytomności podawał Nino wodę i
lekarstwa.. Ze wszystkich sił ratował chłopaka. Stopniowo jego starania
zaczynały przynosić efekty. Gorączka spadła, rany goiły się, a siniaki
zmieniały kolor i znikały. Chłopak spał już także spokojniej. Pod oczami
Czarnego pojawiły się ciemne plamy, efekt nieprzespanych nocy, ale jego
czujność na każdy, nawet najdrobniejszy ruch Nino nie zmniejszyła się.
Był może jeszcze bledszy niż zwykle, ale jego oczy stale były tak samo
uważne i skupione.
Kilka
dni później Nino otworzył oczy z nagłym przestrachem. W pokoju było
ciemno, tylko przez otwarte drzwi sączyło się światło z pomieszczenia
obok. Nie wiedział gdzie jest. Chciał się zerwać i uciekać, wydawało mu
się, że pochyla się nad nim jeden z oprawców, czuł buchający od niego
zapach alkoholu. Nagły ruch sprawił, że połamane żebra odezwały się
promieniującym bólem. Z jękiem opadł z powrotem na poduszki. Czuł
wzbierającą w piersiach panikę. Nagle światło przesłonił czyjś cień. Ze
strachem spojrzał w tamtą stronę. Ciemna postać zbliżała się do niego.
Wstrzymał oddech.
-
Obudziłeś się wreszcie, El Nińo. – głos wydawał mu się dziwnie znajomy.
Przez chwilę usilnie nad tym rozmyślał, jednak zamroczony umysł nie
dawał się zmusić do współpracy. Nie wiedział dlaczego, ale głos ten
uspokajał go, odprężył się, czuł jak strach powoli odchodzi od niego.
Próbował coś powiedzieć, jednak z zaschniętego gardła nie wydobył się
żaden dźwięk.
Czarny
podszedł do łóżka, uniósł lekko głowę chłopaka i przystawił mu do ust
szklankę z wodą. Nino z wdzięcznością przyjął napój. Z ulgą poczuł jak
chłodny płyn spływa w głąb spragnionego gardła. Wreszcie opadł z
powrotem na poduszkę, cały czas nie spuszczał wzrok z Czarnego, który
usiadł obok niego na łóżku.
- Kim jesteś? – zapytał po chwili.
Chłopak
nie odpowiedział, podniósł dłoń i położył ja na czole Nino. Ten drobny
gest sprawił, że zamroczony dotąd umysł Nina wreszcie zaczął względnie
normalnie funkcjonować.
- Byłeś tam…
Nie
doczekał się jednak żadnej odpowiedzi, Czarny wstał i wyszedł z pokoju.
Po chwili wrócił niosąc tacę z talerzem parującej zupy. Odstawił ją na
stolik, a sam podszedł do leżącego chłopaka. Złapał go pod ramiona i delikatnie
lecz stanowczo posadził na łóżku. Nino zacisnął zęby, by nie krzyknąć z
bólu, gdy uszkodzone żebra zaprotestowały przeciwko zmianie pozycji..
Czarny poprawił poduszkę i pomógł mu oprzeć się o nią.
-
Jesteś jeszcze słaby, El Nińo – powiedział. – Ale to minie. – Sięgnął
po talerz, usiadł z nim przy chłopaku i zaczął go karmić.
Nino podniósł dłoń i zatrzymał łyżkę.
- Skąd znasz moje imię? – zapytał.
Czarny spojrzał na niego uważnie.
- Nie znam go.
- Mówisz do mnie po imieniu. Nino, tak mam na imię…
Cień uśmiechu przemknął przez twarz chłopaka i znikł szybciej niż się pojawił.
- Nazywałem cię El Nińo, po hiszpańsku oznacza to tyle co „dzieciątko”.
Nino zmieszał się, Czarny wykorzystał to wkładając mu łyżkę zupy do ust. Chłopak przełknął i zaprotestował.
-
Dam sam sobie radę… – Ten jednak nie zwrócił uwagi na jego słowa i
podawał kolejną łyżkę pożywnego rosołu. Chłopakowi nie pozostało nic
innego jak przełykać podawaną strawę. Z każdą przełkniętą porcją
zaczynał myśleć jaśniej, czuł, jakby jego umysł budził się z
odrętwienia. Pamiętał już jaką rolę odegrał w jego życiu siedzący obok
chłopak i był mu za to wdzięczny, z drugiej jednak strony czuł
narastający w nim bunt, który rodził się z niepokoju.. W świecie, w
którym żył nic nie było za darmo. Ten nieznajomy uratował mu życie,
ocalił, opatrzył – jaka będzie za to cena, co będzie musiał za to
zrobić? Czego od niego zażąda?
Zatopiony
w myślach nawet nie zauważył kiedy zjadł cały rosół. Czarny odniósł
pusty talerz do kuchni, a gdy wrócił usiadł w fotelu naprzeciwko łóżka.
Założył nogę na nogę, zaplótł palce i zaczął intensywnie wpatrywać się w
Nino.
„No,
to zaraz poznam cenę” – pomyślał chłopak. Czarny jednak nie odzywał
się. Cisza stawała się coraz bardziej napięta, w powietrzu wisiał
niepokój. Nino czuł się niepewnie pod taksującym spojrzeniem. Zareagował
tak, jak nauczyła go ulica – zaatakował.
- No i co się, kurwa, tak na mnie gapisz?!
Czarny nie poruszył się, nie zmienił pozycji tylko nieznacznie zmrużył oczy. Jego głos był cichy, lecz zimny jak stal.
- Dopóki jesteś w moim domu nie wolno ci przeklinać. – powiedział
-
Co ty, kurwa, nie powiesz! – Nino brnął dalej. – Bawisz się w jakiegoś
pierdolonego samarytanina? Ratujesz mnie, a teraz, na dodatek, chcesz
jeszcze zbawić moją jebana duszę?
Kocim
ruchem Czarny zerwał się z fotela, podskoczył do łóżka. Jego twarz
znalazła się tylko kilka centymetrów od twarzy Nino. Pociemniałe z
gniewu oczy były bezlitosne.
- Jeśli jeszcze raz usłyszę przekleństwo – słowa cięły jak nóż – uderzę Cię.
Spokojnie
wrócił na poprzednie miejsce. Nie dodał nic więcej, tylko tych kilka
słów, Nino poczuł jednak jak po plecach przebiegł mu dreszcz. Nie
chodziło nawet o treść, bo grożono mu przecież wiele razy i to znacznie
gorszymi rzeczami. Jednak sposób, w jaki został wypowiedziane te słowa
sprawił, że uwierzył w jej prawdziwość. Zawstydzony spuścił głowę.
- Możesz nazywać mnie Mrok – usłyszał po chwili.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz