wtorek, 23 stycznia 2018

Mrok R4

Mijały dni, jeden podobny do drugiego. Nino budził się na krótko, męczyła go wysoka gorączka, zwykle nawet, gdy się przebudził nie wiedział gdzie jest . Czarny cały czas był przy nim, nawet noce spędzał na fotelu obok łóżka. Zmieniał opatrunki, obmywał całe jego ciało, by nie dopuścić do powstania odleżyn, uspakajał, gdy dręczyły go koszmary, nie opuszczał go ani na chwilę. W rzadkich chwilach przytomności podawał Nino wodę i lekarstwa.. Ze wszystkich sił ratował chłopaka. Stopniowo jego starania zaczynały przynosić efekty. Gorączka spadła, rany goiły się, a siniaki zmieniały kolor i znikały. Chłopak spał już także spokojniej. Pod oczami Czarnego pojawiły się ciemne plamy, efekt nieprzespanych nocy, ale jego czujność na każdy, nawet najdrobniejszy ruch Nino nie zmniejszyła się. Był może jeszcze bledszy niż zwykle, ale jego oczy stale były tak samo uważne i skupione.
Kilka dni później Nino otworzył oczy z nagłym przestrachem. W pokoju było ciemno, tylko przez otwarte drzwi sączyło się światło z pomieszczenia obok. Nie wiedział gdzie jest. Chciał się zerwać i uciekać, wydawało mu się, że pochyla się nad nim jeden z oprawców, czuł buchający od niego zapach alkoholu. Nagły ruch sprawił, że połamane żebra odezwały się promieniującym bólem. Z jękiem opadł z powrotem na poduszki. Czuł wzbierającą w piersiach panikę. Nagle światło przesłonił czyjś cień. Ze strachem spojrzał w tamtą stronę. Ciemna postać zbliżała się do niego. Wstrzymał oddech.
- Obudziłeś się wreszcie, El Nińo. – głos wydawał mu się dziwnie znajomy. Przez chwilę usilnie nad tym rozmyślał, jednak zamroczony umysł nie dawał się zmusić do współpracy. Nie wiedział dlaczego, ale głos ten uspokajał go, odprężył się, czuł jak strach powoli odchodzi od niego. Próbował coś powiedzieć, jednak z zaschniętego gardła nie wydobył się żaden dźwięk.
Czarny podszedł do łóżka, uniósł lekko głowę chłopaka i przystawił mu do ust szklankę z wodą. Nino z wdzięcznością przyjął napój. Z ulgą poczuł jak chłodny płyn spływa w głąb spragnionego gardła. Wreszcie opadł z powrotem na poduszkę, cały czas nie spuszczał wzrok z Czarnego, który usiadł obok niego na łóżku.
- Kim jesteś? – zapytał po chwili.
Chłopak nie odpowiedział, podniósł dłoń i położył ja na czole Nino. Ten drobny gest sprawił, że zamroczony dotąd umysł Nina wreszcie zaczął względnie normalnie funkcjonować.
-         Byłeś tam…
Nie doczekał się jednak żadnej odpowiedzi, Czarny wstał i wyszedł z pokoju. Po chwili wrócił niosąc tacę z talerzem parującej zupy. Odstawił ją na stolik, a sam podszedł do leżącego chłopaka. Złapał go pod ramiona i  delikatnie lecz stanowczo posadził na łóżku. Nino zacisnął zęby, by nie krzyknąć z bólu, gdy uszkodzone żebra zaprotestowały przeciwko zmianie pozycji.. Czarny poprawił poduszkę i pomógł mu oprzeć się o nią.
            - Jesteś jeszcze słaby, El Nińo – powiedział. – Ale to minie. – Sięgnął po talerz, usiadł z nim przy chłopaku i zaczął go karmić.
            Nino podniósł dłoń i zatrzymał łyżkę.
-         Skąd znasz moje imię? – zapytał.
Czarny spojrzał na niego uważnie.
-         Nie znam go.
-         Mówisz do mnie po imieniu. Nino, tak mam na imię…
Cień uśmiechu przemknął przez twarz chłopaka i znikł szybciej niż się pojawił.
-         Nazywałem cię El Nińo, po hiszpańsku oznacza to tyle co „dzieciątko”.
Nino zmieszał się, Czarny wykorzystał to wkładając mu łyżkę zupy do ust. Chłopak przełknął i zaprotestował.
            - Dam sam sobie radę… – Ten jednak nie zwrócił uwagi na jego słowa i podawał kolejną łyżkę pożywnego rosołu. Chłopakowi nie pozostało nic innego jak przełykać podawaną strawę. Z każdą przełkniętą porcją zaczynał myśleć jaśniej, czuł, jakby jego umysł budził się z odrętwienia. Pamiętał już jaką rolę odegrał w jego życiu siedzący obok chłopak i był mu za to wdzięczny, z drugiej jednak strony czuł narastający w nim bunt, który rodził się z niepokoju.. W świecie, w którym żył nic nie było za darmo. Ten nieznajomy uratował mu życie, ocalił, opatrzył – jaka będzie za to cena, co będzie musiał za to zrobić? Czego od niego zażąda?
            Zatopiony w myślach nawet nie zauważył kiedy zjadł cały rosół. Czarny odniósł pusty talerz do kuchni, a gdy wrócił usiadł w fotelu naprzeciwko łóżka. Założył nogę na nogę, zaplótł palce i zaczął intensywnie wpatrywać się w Nino.
            „No, to zaraz poznam cenę” – pomyślał chłopak. Czarny jednak nie odzywał się. Cisza stawała się coraz bardziej napięta, w powietrzu wisiał niepokój. Nino czuł się niepewnie pod taksującym spojrzeniem. Zareagował tak, jak nauczyła go ulica – zaatakował.
-         No i co się, kurwa, tak na mnie gapisz?!
Czarny nie poruszył się, nie zmienił pozycji tylko nieznacznie zmrużył oczy. Jego głos był cichy, lecz zimny jak stal.
-         Dopóki jesteś w moim domu nie wolno ci przeklinać. – powiedział
- Co ty, kurwa, nie powiesz! – Nino brnął dalej. – Bawisz się w jakiegoś pierdolonego samarytanina? Ratujesz mnie, a teraz, na dodatek, chcesz jeszcze zbawić moją jebana duszę?
            Kocim ruchem Czarny zerwał się z fotela, podskoczył do łóżka. Jego twarz znalazła się tylko kilka centymetrów od twarzy Nino. Pociemniałe z gniewu oczy były bezlitosne.
-         Jeśli jeszcze raz usłyszę przekleństwo – słowa cięły jak nóż – uderzę Cię.
Spokojnie wrócił na poprzednie miejsce. Nie dodał nic więcej, tylko tych kilka słów, Nino poczuł jednak jak po plecach przebiegł mu dreszcz. Nie chodziło nawet o treść, bo grożono mu przecież wiele razy i to znacznie gorszymi rzeczami. Jednak sposób, w jaki został wypowiedziane te słowa sprawił, że uwierzył w jej prawdziwość. Zawstydzony spuścił głowę.
-         Możesz nazywać mnie Mrok – usłyszał po chwili.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz