Tamta
rozmowa popsuła coś pomiędzy nimi. Mrok wycofał się, odsunął. Skończyły
się ich wieczorne rozmowy i wspólne spacery. Nawet posiłki zaczęli
jadać osobno. Mrok wstawał wcześnie i szybko opuszczał dom. Znikał na
całe dnie, czasem nie wracał nawet przez kilka kolejnych… Gdy był w domu
najczęściej przesiadywał we własnym pokoju. Sam, wiecznie sam… Ilekroć
Nino przechodził koło drzwi do pokoju Mroka z jego piersi wyrywało się
westchnienie. Kilka razy próbował wejść, naciskał klamkę, jednak drzwi
były zawsze zamknięte. Samotność zaczynała bardzo mu ciążyć, brakowało
mu tych wspólnie spędzanych chwil. Nie musieliby nawet rozmawiać,
wystarczyłaby mu świadomość, że gdy podniesie wzrok znad czytanej
książki ujrzy siedzącą w fotelu ciemną postać Czarnego. Wystarczyłaby
pewność, że przygotowywane tak staranne dania znajdą uznanie w jego
oczach. Tak, bardzo mu tego brakowało.
Nino
bez celu snuł się po domu nie mogąc znaleźć sobie zajęcia. Mroka nie
było już od trzech dni… Próbował coś zrobić, czymś się zająć, obojętnie
czym, byle tylko zagłuszyć dręczący go niepokój. Wszystko na nic. Nie
bawiło go wymyślanie i przyrządzanie wyszukanych potraw, skoro nie było
nikogo, kto mógłby je pochwalić i skoro musiał jeść je w samotności.
Żadna książka nie była na tyle ciekawa, by oderwać jego myśli od
Czarnego, od zastanawiania się gdzie jest w tej chwili, co robi, i
najważniejsze, kiedy wróci. Niespokojny chodził po domu, co kilka chwil
podchodził do okna sprawdzając, czy nie zobaczy wracającego do domu
przyjaciela.
„Przyjaciela?”
Nino zatrzymał się nagle zdziwiony własnymi myślami. „Czy to możliwe?
Jak to się stało, że stał się dla mnie kimś ważnym? I… czy ja coś dla
niego znaczę? Nie wiem, nie rozumiem tego, ale jestem pewien, że on jest
moim przyjacielem. Jedynym jakiego kiedykolwiek miałem…”
Jego
rozmyślania przerwał warkot motoru. Nino zerwał się i wybiegł przed
dom. Mrok zaparkował motor i … wpadł prosto w objęcia roześmianego
chłopaka.
- Jak dobrze, że już jesteś! – Nino przytulił się mocno do niego.
Mrok
zdrętwiał, uniósł ręce i zacisnął je na ramionach chłopaka, przez
chwilę wyglądało jakby oddawał uścisk. Po chwili jednak stanowczo
odsunął go od siebie. Patrzył, jak szczęśliwy uśmiech gaśnie na ustach
Nino.
- Znalazłem ci pracę i mieszkanie – powiedział. – Jutro się rozstaniemy.
Potem
wszedł do altany, zostawiając zaskoczonego i zdruzgotanego Nino przed
domem. Nie oglądając się poszedł prosto do swojego pokoju. Gdy zamykał
drzwi usłyszał, jak Nino biegnie za nim. Nie odwrócił się jednak. Zamek
szczęknął głucho…
W drzwi załomotały pięści chłopaka.
- Dlaczego?!– usłyszał krzyk. – Dlaczego mi to robisz?!
Mrok jakby tego nie słyszał, podszedł do łóżka usiadł i zaczął tępo wpatrywać się we własne dłonie.
Krzyki za drzwiami wzmagały się, tak samo jak łomot pięści.
-
Więc po co to było?! Po co ta cała szopka?! Po jaką cholerę mnie tu
przywiozłeś?! Po co mnie ratowałeś, ty skurwielu?! Po co były te
pierdolone bajki o nowym życiu?! – Krzyk przeszedł w skowyt.
-
No, dalej!!! – Nino wyrzucał z siebie całą nagromadzoną złość, strach i
rozpacz. – Słyszysz, pojebie, słyszysz, przeklinam! Nie możesz tego tak
zostawić, co? Przeklinam w twoim pierdolonym domu! No, wyłaź stamtąd do
cholery i przypierdol mi, kutasie jebany!!!!!
Coraz
wolniej i słabiej uderzał w drzwi, osunął się na kolana. Po twarzy
nieprzerwanym strumieniem płynęły mu łzy. Jeszcze raz uderzył pięścią,
jeszcze raz, szloch wstrząsnął jego ciałem, jeszcze raz…
- Dlaczego? Dlaczego teraz, gdy wydawało mi się…, gdy myślałem…, myślałem, że jesteś moim przyjacielem…
Za drzwiami panował nieznośna cisza.
Nino
nie ruszył się z miejsca, wybuch gniewu, ból i rozpacz, przygniotły go
do ziemi, nie mógł, nie chciał wstać… W końcu wzięło górę zmęczenie i
chłopak po prostu zasnął, tam gdzie siedział, pod drzwiami pokoju Mroka…
Gdy rano przebudził Czarny już stał nad nim z plecakiem przewieszonym przez ramię.
- Jedziemy – rzucił ostro.
Nino
nie protestował, jakby wszystko co chciał i co mógł powiedzieć,
wyrzucił z siebie poprzedniego dnia. Teraz nie pozostało mu już nic,
poza milczeniem. Nie widział sensu, by sprzeciwiać się Mrokowi. Mógł
zrobić tylko jedno, wstać i pójść za nim – poddał się.
Droga
do miasta była uciążliwa i przeraźliwie długa. Przez ponad godzinę
kluczyli po lesie zanim wyjechali na polną drogę, a stamtąd jeszcze trzy
godziny zanim zajechali na przedmieścia. Nino nie zwracał uwagi na to
gdzie jadą, siedział sztywno za Mrokiem i starał się jak najmniej go
dotykać. Gdy wreszcie stanęli pod dobrze utrzymana kamienicą było już
sporo po dwunastej. Weszli na czwarte piętro, tam Czarny wyciągnął klucz
i otworzył drzwi.
Mieszkanie
było niewielkie: korytarz, pokój, kuchnia i łazienka. Urządzone
skromnie, ale ze smakiem. Stonowane kolory ścian wspaniale kontrastowały
z ciemnymi meblami. Mrok podszedł do stojącego pod ścianą łóżka, rzucił
na nie plecak i rozejrzał się dookoła, jakby sprawdzając, czy wszystko
jest na swoim miejscu. Po chwili odwrócił się do Nino.
-
Mieszkanie jest twoje – powiedział. – Czynsz zapłacony jest z góry na
osiem miesięcy, więc do końca roku nie musisz się o to martwić. Na stole
leży kartka z adresem firmy, gdzie masz się zgłosić do pracy. To
niewielka posada, ale…
Słowa Mroka wyrwały
chłopaka z odrętwienia w które towarzyszyło mu od rana. Wszystkie
emocje dotąd tłumione wybuchły ze zdwojoną mocą. Rozpacz, wściekłość,
strach zmieszały się ze sobą, nad wszystkim górowało jednak poczucie
krzywdy i zawód. Z błyskiem gniewu w oczach Nino podszedł do Czarnego i z
całej siły popchnął.
-
Nie potrzebuję twojej gównianej łaski! – wycedził przez zęby. – Nie
chcę od ciebie nic, rozumiesz, nic! Sam umiem o siebie zadbać,
pierdolony pastorku! Bez ciebie będzie mi lepiej!!!
Ostatnie zdanie wykrzyczał mu prosto w twarz popychając go po raz kolejny.
Na
początku Mrok stał spokojnie, jakby wybuch Nino nie zrobił na nim
żadnego wrażenie, teraz jednak zerwał się. Wprawnym ruchem wykręcił
chłopakowi rękę i popchnął tak, że ten wylądował na stole. Przycisnął
jego tułów do stołu, kopniakiem rozsunął mu nogi. Jedną ręką przytrzymał
ramię Nino, drugą chwycił go za krocze.
- Do tego chcesz wrócić? – wysyczał mu do ucha. – Do tego tęskniłeś? Tego brakowało ci cały czas, gdy mieszkałeś ze mną?
Nino zesztywniał, koszmarne wspomnienia gwałtu stanęły mu przed oczami.
- Do tego? Odpowiedz? – Czarny stanowczo domagał się odpowiedzi.
- … nie… – szepnął cicho.
Słysząc to wymuszone wyznanie Mrok puścił go.
Chłopaka
podniósł się z upokarzającej pozycji. Stali teraz naprzeciwko siebie,
nie patrząc na siebie i milcząc. Pierwszy odezwał się Czarny.
- Pójdziesz do tej pracy ? – w jego głosie pobrzmiewała nutka prośby.
Ten skinął głową.
- Uwierz mi, tak będzie… tak będzie najlepiej…
Nino
uniósł lekko głowę, w oczach Mroka była dziwna pustka. Chciał do niego
podejść, przytulić, jednak nie zdecydował się na to. Gdzieś wewnątrz
tkwił w nim strach, który paraliżował jego ruchy.
Jego towarzysz stał chwilę bez słowa kołysząc się tylko lekko na piętach, potem odwrócił siei wyszedł zamykając za drzwi…
***
„Tak
będzie lepiej, zobaczysz. Dobrze, że się go pozbyłeś. Nie był ci do
niczego potrzebny. Wprowadzał tylko zamęt do twojego życia…”
„Milcz!”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz