wtorek, 23 stycznia 2018

Mrok R9

Jedno zdanie, tylko tyle, pięć słów, które padły, bo paść musiały…  „Czy to ty ich zabiłeś?” Nino zastanawiał się nad odpowiedzią Mroka. Zaprzeczył, ale czy taka była prawda? Czy mógł mu wierzyć? Gdy pytał, sam nie był pewien czy czuje strach, ulgę, czy wdzięczność. Chciał wiedzieć, musiał wiedzieć…  Czy ufał temu dziwnemu, tajemniczemu chłopakowi, który ocalił mu życie, a którego jednak lękał się prawie tak bardzo, a może nawet bardziej, niż swoich oprawców. Czy to, co czuł, to ciepłe uczucie, które wzięło się niewiadomo skąd, było wdzięcznością?  „Czy to ty ich zabiłeś…?”
            Tamta rozmowa popsuła coś pomiędzy nimi. Mrok wycofał się, odsunął. Skończyły się ich wieczorne rozmowy i wspólne spacery. Nawet posiłki zaczęli jadać osobno. Mrok wstawał wcześnie i szybko opuszczał dom. Znikał na całe dnie, czasem nie wracał nawet przez kilka kolejnych… Gdy był w domu najczęściej przesiadywał we własnym pokoju. Sam, wiecznie sam… Ilekroć Nino przechodził koło drzwi do pokoju Mroka z jego piersi wyrywało się westchnienie. Kilka razy próbował wejść, naciskał klamkę, jednak drzwi były zawsze zamknięte. Samotność zaczynała bardzo mu ciążyć, brakowało mu tych wspólnie spędzanych chwil. Nie musieliby nawet rozmawiać, wystarczyłaby mu świadomość, że gdy podniesie wzrok znad czytanej książki ujrzy siedzącą w fotelu ciemną postać Czarnego. Wystarczyłaby pewność, że przygotowywane tak staranne dania znajdą uznanie w jego oczach. Tak, bardzo mu tego brakowało.
            Nino bez celu snuł się po domu nie mogąc znaleźć sobie zajęcia. Mroka nie było już od trzech dni… Próbował coś zrobić, czymś się zająć, obojętnie czym, byle tylko zagłuszyć dręczący go niepokój. Wszystko na nic. Nie bawiło go wymyślanie i przyrządzanie wyszukanych potraw, skoro nie było nikogo, kto mógłby je pochwalić i skoro musiał jeść je w samotności. Żadna książka nie była na tyle ciekawa, by oderwać jego myśli od Czarnego, od zastanawiania się gdzie jest w tej chwili, co robi, i najważniejsze, kiedy wróci. Niespokojny chodził po domu, co kilka chwil podchodził do okna sprawdzając, czy nie zobaczy wracającego do domu przyjaciela.
            „Przyjaciela?” Nino zatrzymał się nagle zdziwiony własnymi myślami. „Czy to możliwe? Jak to się stało, że stał się dla mnie kimś ważnym? I… czy ja coś dla niego znaczę? Nie wiem, nie rozumiem tego, ale jestem pewien, że on jest moim przyjacielem. Jedynym jakiego kiedykolwiek miałem…”
            Jego rozmyślania przerwał warkot motoru. Nino zerwał się i wybiegł przed dom. Mrok zaparkował motor i … wpadł prosto w objęcia roześmianego chłopaka.
-         Jak dobrze, że już jesteś! – Nino przytulił się mocno do niego.
Mrok zdrętwiał, uniósł ręce i zacisnął je na ramionach chłopaka, przez chwilę wyglądało jakby oddawał uścisk. Po chwili jednak stanowczo odsunął go od siebie. Patrzył, jak szczęśliwy uśmiech gaśnie na ustach Nino.
-         Znalazłem ci pracę i mieszkanie – powiedział. – Jutro się rozstaniemy.
Potem wszedł do altany, zostawiając zaskoczonego i zdruzgotanego Nino przed domem. Nie oglądając się poszedł prosto do swojego pokoju. Gdy zamykał drzwi usłyszał, jak Nino biegnie za nim. Nie odwrócił się jednak. Zamek szczęknął głucho…
            W drzwi załomotały pięści chłopaka.
-         Dlaczego?!– usłyszał krzyk. – Dlaczego mi  to robisz?!
Mrok jakby tego nie słyszał, podszedł do łóżka usiadł i zaczął tępo wpatrywać się we własne dłonie.
Krzyki za drzwiami wzmagały się, tak samo jak łomot pięści.
            - Więc po co to było?! Po co ta cała szopka?! Po jaką cholerę mnie tu przywiozłeś?! Po co mnie ratowałeś, ty skurwielu?! Po co były te pierdolone bajki o nowym życiu?! – Krzyk przeszedł w skowyt.
            - No, dalej!!! – Nino wyrzucał z siebie całą nagromadzoną złość, strach i rozpacz. – Słyszysz, pojebie, słyszysz, przeklinam! Nie możesz tego tak zostawić, co? Przeklinam w twoim pierdolonym domu! No, wyłaź stamtąd do cholery i przypierdol mi, kutasie jebany!!!!!
             Coraz wolniej i słabiej uderzał w drzwi, osunął się na kolana. Po twarzy nieprzerwanym strumieniem płynęły mu łzy. Jeszcze raz uderzył pięścią, jeszcze raz, szloch wstrząsnął jego ciałem, jeszcze raz…
-         Dlaczego? Dlaczego teraz, gdy wydawało mi się…, gdy myślałem…, myślałem, że jesteś moim przyjacielem…
Za drzwiami panował nieznośna cisza.
            Nino nie ruszył się z miejsca, wybuch gniewu, ból i rozpacz, przygniotły go do ziemi, nie mógł, nie chciał wstać… W końcu wzięło górę zmęczenie i chłopak po prostu zasnął, tam gdzie siedział, pod drzwiami pokoju Mroka…

            Gdy rano przebudził Czarny już stał nad nim z plecakiem przewieszonym przez ramię.
-         Jedziemy – rzucił ostro.
Nino nie protestował, jakby wszystko co chciał i co mógł powiedzieć, wyrzucił z siebie poprzedniego dnia. Teraz nie pozostało mu już nic, poza milczeniem. Nie widział sensu, by sprzeciwiać się Mrokowi. Mógł zrobić tylko jedno, wstać i pójść za nim – poddał się.
Droga do miasta była uciążliwa i przeraźliwie długa. Przez ponad godzinę kluczyli po lesie zanim wyjechali na polną drogę, a stamtąd jeszcze trzy godziny zanim zajechali na przedmieścia. Nino nie zwracał uwagi na to gdzie jadą, siedział sztywno za Mrokiem i starał się jak najmniej go dotykać. Gdy wreszcie stanęli pod dobrze utrzymana kamienicą było już sporo po dwunastej. Weszli na czwarte piętro, tam Czarny wyciągnął klucz i otworzył drzwi.
Mieszkanie było niewielkie: korytarz, pokój, kuchnia i łazienka. Urządzone skromnie, ale ze smakiem. Stonowane kolory ścian wspaniale kontrastowały z ciemnymi meblami. Mrok podszedł do stojącego pod ścianą łóżka, rzucił na nie plecak i rozejrzał się dookoła, jakby sprawdzając, czy wszystko jest na swoim miejscu. Po chwili odwrócił się do Nino.
- Mieszkanie jest twoje – powiedział. – Czynsz zapłacony jest z góry na osiem miesięcy, więc do końca roku nie musisz się o to martwić. Na stole leży kartka z adresem firmy, gdzie masz się zgłosić do pracy. To niewielka posada, ale…
Słowa Mroka  wyrwały chłopaka z odrętwienia w które towarzyszyło mu od rana. Wszystkie emocje dotąd tłumione wybuchły ze zdwojoną mocą. Rozpacz, wściekłość, strach zmieszały się ze sobą, nad wszystkim górowało jednak poczucie krzywdy i zawód. Z błyskiem gniewu w oczach Nino podszedł do Czarnego i z całej siły popchnął.
            - Nie potrzebuję twojej gównianej łaski! – wycedził przez zęby. – Nie chcę od ciebie nic, rozumiesz, nic! Sam umiem o siebie zadbać, pierdolony pastorku! Bez ciebie będzie mi lepiej!!!
Ostatnie zdanie wykrzyczał mu prosto w twarz popychając go po raz kolejny.
            Na początku Mrok stał spokojnie, jakby wybuch Nino nie zrobił na nim żadnego wrażenie, teraz jednak zerwał się. Wprawnym ruchem wykręcił chłopakowi rękę i popchnął tak, że ten wylądował na stole. Przycisnął jego tułów do stołu, kopniakiem rozsunął mu nogi. Jedną ręką przytrzymał ramię Nino, drugą chwycił go za krocze.
            - Do tego chcesz wrócić? – wysyczał mu do ucha. – Do tego tęskniłeś? Tego brakowało ci cały czas, gdy mieszkałeś ze mną?
            Nino zesztywniał, koszmarne wspomnienia gwałtu stanęły mu przed oczami.
-         Do tego? Odpowiedz? – Czarny stanowczo domagał się odpowiedzi.
-         … nie…  – szepnął cicho.
Słysząc to wymuszone wyznanie Mrok puścił go.
            Chłopaka podniósł się z upokarzającej pozycji. Stali teraz naprzeciwko siebie, nie patrząc na siebie i milcząc. Pierwszy odezwał się Czarny.
            - Pójdziesz do tej pracy ? – w jego głosie pobrzmiewała nutka prośby.
            Ten skinął głową.
            - Uwierz mi, tak będzie… tak będzie najlepiej…
            Nino uniósł lekko głowę, w oczach Mroka była dziwna pustka. Chciał do niego podejść, przytulić, jednak nie zdecydował się na to. Gdzieś wewnątrz tkwił w nim strach, który paraliżował jego ruchy.
            Jego towarzysz stał chwilę bez słowa kołysząc się tylko lekko na piętach, potem odwrócił siei wyszedł zamykając za drzwi…

            ***

            „Tak będzie lepiej, zobaczysz. Dobrze, że się go pozbyłeś. Nie był ci do niczego potrzebny. Wprowadzał tylko zamęt do twojego życia…”
            „Milcz!”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz