wtorek, 23 stycznia 2018

Mrok R29

– Co z nim, Doktorku? – Nino z nerwów gryzł paznokcie, co nie zdarzało mu sie od niepamiętnych czasów.
            Starszy, siwy mężczyzna przesuwał dłońmi po ciele Mroka, jakby miały one swój własny zmysł, lepszy od jego oczu. Przez twarz Czarnego przemknął skurcz bólu, gdy palce doktora badały obszar najbliższy ranie. Nino ponownie przygryzł wargę patrząc na dłonie mężczyzny w jakby pieszczotliwym geście przesuwające sie po piersi nieprzytomnego mężczyzny. Była w tym geście jakaś intymność, która bardzo mu się nie podobała i tylko strach o życie Mroka pozwalał mu utrzymać emocje na wodzy.
            - Co z nim? – powtórzył kolejny raz.
            Doktor chwilę jeszcze badał pacjenta, potem z westchnieniem odwrócił się w stronę umywalki i zaczął zmywać z dłoni krew.
            - Kula utkwiła w mięśniu, ale stracił dużo krwi. Musze ją usunąć i – tu kilka razy przechylił głowę na boki – myślę, że w ciągu dwóch tygodni stanie na nogi. O ile oczywiście uda nam się uniknąć infekcji.
            Ulga, jaką poczuł Nino nie dała porównać się z niczym. Jakby ktoś zdjął z jego pleców kilkutonowy ciężar.
            - Na pewno nic mu nie będzie? – zapytał, by do końca pozbyć się wątpliwości.
            - A co, nie rozumiesz, co się do ciebie mówi? – doktor spojrzał na niego z wyraźną niechęcią.
            Nino jednak tylko uśmiechnął się promiennie.
            - Wolę się upewnić – powiedział. – To kiedy usunie mu pan kulę? Mogę być przy tym?
            Starszy mężczyzna westchnął i pokręcił głową.
            - Nie, nie możesz – powiedział stanowczo. – Jeszcze tego brakowało, żeby jakiś smarkacz patrzył mi na ręce. Masz stąd wyjść, im szybciej tym lepiej.
            Mówiąc to odwrócił się i zaczął grzebać w stojącej na szafce torbie. Zerknął przez ramię.
            - Nie rozumiesz co się do Ciebie mówi? – zapytał ze złością. – Zjeżdżaj stąd i przyślij do mnie Franka.
            Nino przygryzł wargę i tyłem zaczął wycofywać się z pokoju. Nie chciał opuszczać Mroka, nie teraz, gdy jego twarz bardziej przypominała bladą maskę, nie teraz, gdy toczyła się walka o jego życie. Właściwie, to nie chciał go opuszczać nigdy. Zamykając drzwi rzucił ostatnie spojrzenie na leżące na stole ciało Czarnego. Chciał wierzyć doktorowi, że nie musi obawiać się o jego życie, ale i tak bał się. Cholernie się bał. Cichy szczęk zamka odbił sie w jego sercu jak grom. Zacisnął dłonie w pięści i oparł czoło o chłodną ścianę. Musi wziąć się w garść, dla Mroka, musi, po prostu musi. Odetchnął głęboko. „Nie myśl – nakazał sam sobie – nie myśl, tylko działaj.” Ruszył korytarzem zaglądając do kolejnych pomieszczeń w poszukiwaniu Franka.
            Znalazł go w przypominającym magazyn pomieszczeniu na drugim końcu korytarza.
            - Frank… – zaczął.
            Zagadnięty odwrócił się zaskoczony, w charakterystyczny sposób sięgając za marynarkę.
            „Czyli Frank ma broń – przemknęło przez myśl Nino. – Zapewne to nie tylko prawa ręka szefa, ale i jego ochroniarz”.
            Frank wyprostował się widząc chłopaka, przygładził poły marynarki, lecz w jego oczach nadal czaił się gniew.
            -  Kto Cię tu wpuścił? – zapytał.
            - Nikt, szukałem ciebie, lekarz kazał cię zawołać… – w głosie Nina zabrzmiały przeprosiny. Lepiej nie podpadać tak ważnej personie.
            Mężczyzna przegarnął dłonią włosy.
            - Może i dobrze – westchnął. – Ja też miałem cię znaleźć. Chodź ze mną.
            Mówiąc to chwycił chłopaka za ramię i bezceremonialnie wyprowadził z pomieszczenia. Wyciągniętym z kieszeni kluczem otworzył drzwi po prawej. Znaleźli się na wewnętrznym podwórzu-studni, ze wszystkich stron otoczonym kamienicami. Frank wskazał drzwi po przekątnej.
            - Idź tam, Szef chce z Tobą porozmawiać. – mówiąc to popchnął lekko nagle zdenerwowanego Nino. – Idź – powtórzył, widząc wahanie chłopaka – Mike nie lubi czekać.
            Mężczyzna wycofał sie z powrotem na korytarz, Nino usłyszał tylko przekręcanie klucza w drzwiach. Nie było ucieczki, zresztą, nie miał wyjścia, jeśli chciał, by Mrok żył. Z ciężkim sercem powlókł się w stronę wskazanych mu drzwi. Co go za nimi  czekało? Mógł tylko przypuszczać i … cóż, nie były to miłe myśli. W dodatku nie wie, co z Czarnym, czy doktor juz usunął kulę? Czy Mrok nie stracił zbyt dużo krwi? Czy jego organizm wytrzyma? „Mrok jest silny” – Nino uczepił się tej myśli, jak koła ratunkowego. „Jest silny, więc przeżyje, a ja zrobię wszystko, by tak się stało. Absolutnie wszystko”. Myśląc tak, Nino wyprostował się i przywołał na usta swój najbardziej czarujący uśmiech. Położył dłoń na klamce i nacisnął.

***

„Zostań ze mną, Braciszku. Nie musisz wracać. Zostań ze mną….”
„Nie mogę…. Jeszcze nie teraz.”
„Dlaczego?”
„Nie mogę go zostawić…”
„Da sobie radę, wyprostowałeś mu życie.”
„Ale…. po prostu nie mogę. Muszę być pewny, że da sobie radę, że nic mu się nie stanie, jestem za niego odpowiedzialny.”
„Oszukujesz sam siebie….”
„Co masz na myśli?”
„To wcale nie na tym Ci zależy…”
„Na tym, to mój obowiązek”
„Kłamca….”
„… to tylko obowiązek….”
Cichy śmiech i czyjaś ciepła dłoń pieszczotliwie gładząca policzek.
” Poczekam…..”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz