- Wejść!
W otwartych drzwiach stanął ubrany w ciemny garnitur mężczyzna.
- Coś nowego?
- Niestety, Szefie. Mam złe wiadomości. Marka znaleziono w bramie, miał poderżnięte gardło…
Nazywany Szefem mężczyzna roześmiał się chrapliwie.
- To jest dobra wiadomość, kretynie!
Posłaniec spojrzał na niego zdziwiony.
-
To, że zabił – zaczął tłumaczyć, widząc, że tamten nie rozumie – znaczy
tyle, że ten mały gówniarz być może jest cenniejszy niż zdawało nam się
na początku. – Widząc dalej zdziwienie na twarzy swojego człowieka
warknął. – Dopóki mamy go w garści chłopaka, Cień jest na naszych
usługach, trzymamy go w szachu. Bo jemu zależy… – odwróciła się do okna i
zapatrzył na pochmurne, wieczorne niebo. – Tak… – ciągnął dalej, lecz
półgłosem, jakby już tylko do siebie. – Niewiadomo dlaczego, ale zależy
mu na tej małej, sprzedajnej kurewce…
- Możesz odejść – rzucił w przestrzeń, jakby przypominając sobie o obecności podwładnego.
Cichy trzask drzwi przekonał go, że został sam.
Ruszył
w kierunku drzwi, znajdujących się na wprost tych, ze którymi zniknął
jego człowiek. Po drodze zgasił światło w gabinecie, zostawiając tylko
małą lampkę na swym biurku. Otworzył drzwi wyciągniętym z kieszeni
kluczem, wszedł… W pomieszczeniu panował półmrok rozjaśniany tylko
niewielką lampę bliźniaczo podobną do tej z biurka. Zmiana oświetlenia
sprawiła, że mężczyzna zmrużył oczy chcąc przyspieszyć ich adaptację do
nowych warunków.
Powoli
zaczął rozróżniać kontury stojących w pokoju sprzętów. Szafka, stolik z
dwoma krzesłami, wielkie łóżko… leżące na nim nagie ciało z
rozkrzyżowanymi rękami i nogami… Nino…
Jones
podszedł do łóżka, dłonią przejechał po przywiązanej do ramy łóżka ręce
chłopaka… Jego twarz rozjaśnił drapieżny uśmiech… Sięgnął po leżąca tuż
obok na stoliku rózgę. Sine pręgi na ciele chłopaka wskazywały, że
zdążył on już zapoznać się z możliwościami tej niepozornej gałązki.
Teraz pełnym strachu wzrokiem wodził za trzymającą rózgę dłonią. Knebel w
jego ustach skutecznie głuszył wszelki jęki. Nino wstrzymał oddech…
Tymczasem mężczyzna podszedł jeszcze bliżej, zaczął wodzić giętką witka
po jego ciele, obrysowywał mięśnie chłopaka, na jego ramionach, torsie,
brzuchu…
- Mam dla ciebie wiadomość – odezwał się wreszcie – Jesteś ciekawy?
Roześmiał się dostrzegając paniczny strach wyzierający z oczu skrępowanego więźnia.
-
Widzę, że się boisz, tak, to dobrze, to bardzo dobrze! – pochylił się
nisko nad jego twarzą i szepnął do jego ucha. – Lubię, jak się boisz! –
Przejechał językiem po policzku, by wreszcie złożyć pocałunek na
tkwiącym w ustach chłopaka kneblu. Potem wyprostował się.
-
Ale nie o tym chciałem mówić. – powiedział, ocierając kciukiem swoje
wargi. – Twój opiekun już wkrótce powinien do nas zawitać. Za dzień,
góra dwa, jak będziesz grzeczny, być może pozwolę ci go zobaczyć. A może
– zimny śmiech rozległ się w ciemnym pokoju – zmuszę go, żeby patrzył,
jak będę cię rżnął! Co ty na to, co? Chciałbyś?
Mężczyzna
usiadł obok związanego chłopaka. Końcem rózgi kreślił wzory na jego
torsie i brzuchu, potem zsunął ja niżej, zaczął gładzić uda chłopaka
trącając przy tym jego penisa. Przez ciało Nino przebiegł dreszcz, który
jednak nie miał nic wspólnego z przyjemnością. Widok ten sprawił, że
Jones uśmiechnął się zadowolony. Sięgnął dłonią do twarzy chłopaka i
wyjął mu knebel.
- Chyba czas na kolejną lekcję, jak myślisz?
Nino przejechał językiem po wysuszonych wargach i z rozpaczą spojrzał na swojego oprawcę.
Tamten ciągnął patrząc chłopakowi prosto w oczy:
-
Mówiłem ci, że nie znoszę kłamstwa… a tym mnie okłamałeś…taaak,
kłamałeś, kłamałeś – powtórzył widząc, jak Nino kręci głową. – Mówiłeś,
że nie znasz Cienia, że nie obchodzi go twój los… Dziś otrzymałem
kolejny dowód, że to nieprawda.
Wolną ręką chwycił dzieciaka za twarz i ścisnął, jednocześnie zmuszając go do spojrzenia na siebie.
- Jesteś małym, zawszonym łgarzem – wycedził przez zęby.
- … ja nie kłamałem… – głos Nino był zachrypnięty i niewyraźny. – … ja naprawdę… –słychać było narastającą w chłopaku panikę.
- Milcz! – rozkazał mężczyzna. – Nie powiększaj swej winy…
- Ale…
Rózga
ze świstem przecięła powietrze zamieniając słowa chłopaka w cichy jęk.
Mężczyzna wstał, by mieć lepszy rozmach i bez miłosierdzia zaczął
okładać Nino. Z ust udręczonego wyrwał się krzyk. Nie zrobiło to jednak
na mężczyźnie żadnego wrażenia. Przerwał dopiero, gdy się zmęczył…
-
Jesteś zwykłym ścierwem – rzucił chłopakowi w twarz Jones, pochylając
się nad nim. – nic nie wartym, cuchnącym ścierwem! A ja jestem twoim
Panem, rozumiesz? Twoje nędzne życie należy do mnie i mogę z tobą zrobić
wszystko, rozumiesz, absolutnie wszystko? – Chwycił Nino za włosy,
mówiąc prawie pluł mu w twarz. – Rozumiesz?
- Tak… – z łkaniem wyszeptał chłopak.
- Co, tak?
- Tak, Panie… należę do ciebie, Panie…
Zły uśmiech rozświetlił twarz oprawcy.
- Kłamałeś, co?
Nino potrząsnął głową.
- … nie, Panie, ja…
-
Zła odpowiedź! – powiedział zimno Jones i uderzył go pięścią najpierw w
twarz, a potem w brzuch. Nino zwinął się z bólu na ile pozwoliły mu
skrępowane kończyny i zaniósł się kaszlem. Tymczasem mężczyzna otworzył
szufladę stającej przy łóżku szafki i wyjął stamtąd sporych rozmiarów
wibrator.
Zobaczywszy to Nino wstrzymał oddech.
-
…nie, Panie… błagam… –szeptał cichutko, drżąc ze strachu. – … ja zrobię
wszystko… wszystko…błagam, tylko nie to … nie znowu… błagam, zrobię, co
tylko sobie życzysz, Panie… tylko, nie…
Odpowiedzią był drwiący śmiech.
- Zrobisz wszystko?
- … tak, Panie…
-
Dobrze! – mężczyzna pochylił się nad chłopakiem i rozwiązał najpierw
jego nogi, a potem ręce.. Potem rozsiadł się wygodnie na łóżku.
- Wiesz, co masz robić!
Nino
przez chwilę masował zdrętwiałe nadgarstki. Wreszcie z bólem w oczach
wyciągnął rękę, rozpiął spodnie swego oprawcy i uwolnił jego gotowy do
akcji członek. Przyklęknął pomiędzy nogami Jones’a i wziął go do ust.
- Tylko na początku, powoli i ostrożnie… – ostrzegł go. – Przyspieszysz, kiedy Ci powiem.
Nino
delikatnie całował i gładził wielki organ mężczyzny, stymulował go
językiem, lekko podszczypywał ustami, najpierw sama główkę, by za chwilę
pochłaniać go coraz głębiej…
Mężczyzna
z lubością przymknął oczy rozkoszując się uległością i wprawą chłopaka.
Jego dłonie powędrowały ku głowie rytmicznie pochylającej się nad jego
biodrami. Palce wplotły się we włosy Nino…
-
Tak… – z ust Jones’a wydobyło się westchnienie rozkoszy.- … tak, moja
mała kurewka wie, jak dogodzić swojemu Panu… – Zacisnął dłonie i
docisnął głowę chłopaka do swych bioder, wchodząc głęboko w jego usta.
- Teraz mocniej – rozkazał.
Nino
zacisnął wargi na członku, ręce mężczyzny narzuciły szybkie tempo, w
jakim wsuwał się i wysuwał z jego ust. Doszedł po kilku ruchach, chłopak
poczuł, jak w głąb jego gardła spływa ciepłe nasienie.
-
Nie ruszaj się – oprawca puścił jego głowę, ale nadal delikatnie
poruszał biodrami. – Czujesz go, co? Zapamiętaj, to jedyna rzecz, do
jakiej się nadajesz! Tak, jesteś tylko po to, by Cię rżnąć! Nie jesteś
człowiekiem , jesteś dupą! Jesteś dziwką! Jesteś kurwą! Moją Kurwą!!
Nino
poczuł cisnące się do oczu niechciane łzy. „Mrok! – pomyślał. _miałeś
rację mówiąc, że moje życie to bagno… ratuj mnie, ja nie chcę… Dla
Ciebie byłem… nie chcę …”
- Podnieś się!
Rozkaz mężczyzny przerwał potok jego chaotycznych myśli. Chłopak spojrzał pod górę na twarz Jones’a, wypuścił
z ust jego przyrodzenie i wykonał polecanie. Jego oprawca wstał,
chwycił go za ręce przyciągnął do poręczy łóżka i tam przywiązał.
- Uklęknij! – rozkazał, a gdy Nino zrobił to, rzucił znowu: - Wypnij się!
- … obiecałeś, Panie… obiecałeś… – w głosie chłopaka słychać było narastającą panikę.
Mężczyzna chwyciła go za włosy i szarpnął.
- Milcz, kurwo! Wypnij się , powiedziałem!
Nino zacisnął zęby , ale nie powstrzymał łez, które potoczyły się po jego policzkach. Jones uderzył go .
- Wypnij się!!!
Wiedząc,
że nic nie powstrzyma jego kata, a dalsza zwłoka wiąże się tylko z
jeszcze większym bólem , Nino zrobił to, co mu kazano.
Świat skurczył się nagle do cierpienia i krzyku…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz