- Zmęczony? – zapytał.
Nino odwrócił się w jego stronę.
-
Nie, nie za bardzo, po prostu zesztywniałam – zerknął na zegarek. –
Fiuuuu!! Bite trzy godziny nad referatem – roześmiał się. – Wiesz,
internetowe studia mogą być bardzo łatwe, o ile nie ma się obok siebie
takiego nadzorcy jak TY!! Choć raz na jakiś czas powinieneś mi pozwolić
iść na skróty, ten referat jest po prostu nudny, a ja zgłodniałem. Idę
zrobić sobie jakieś kanapki, chcesz też?
Czarny przecząco pokręcił głową.
- Nie ma czegoś takiego jak droga na skróty. Albo coś robisz, albo nie.
- Sztywniak!! – ze śmiechem rzucił Nino i uciekł do kuchni.
Mrok
odprowadził go wzrokiem. „Sztywniak?” – pomyślał. – „Nie, raczej
przyzwyczajenie i wewnętrzny przymus.” Zamyślił się. Od ich pamiętnej
wycieczki w góry minęło ponad pół roku… Od tamtej pory wiele się
zmieniło, obaj bardzo się zmienili… Wyrobił chłopakowi fałszywe
dokumenty, a Nino zaczął nadrabiać braki w wykształceniu, uczył sie
najpierw od Mroka, potem za jego namową zapisał się na internetowe
studia. Aby mu to umożliwić Czarny zamontował w domu Internet na stałe.
Zajęło to sporo czasu, bo trzeba było jak najstaranniej zabezpieczyć
łącze, by nikt nie mógł wykorzystać go do odszukania ich miejsca
zamieszkania. Cóż, przede wszystkim bezpieczeństwo. Obiecał to Nino i
dotrzyma słowa. Było warto – wyraz radości na twarzy przyjaciela, gdy po
raz pierwszy buszował w sieci – rekompensował z nawiązką poniesione
wydatki. Chłopak był głodny wiedzy i chłonął ja jak gąbka – chciał
wiedzieć więcej i więcej. Mrok czuł się dumny, trochę jak ojciec, który
patrzy na zapał i postępy syna. Oczywiście zdarzało się, że młody
zaczynał rzucać mięsem, gdy nie mógł czegoś znaleźć czy zrozumieć i…
wtedy obrywał, bo pewne zasady pozostały niezmienne, ale ogólnie Nino
rozwijał się i to było dla niego najważniejsze.
Poza
tym było jeszcze ich zwykłe, codzienne, wspólne życie… Nino nadał
szalał w kuchni i widać było, że na do tego prawdziwy talent. Gotował
coraz lepiej i… chciał więcej, aż Mrok musiał hamować jego zapędy.
Doszło do tego, że spalił na oczach młodego książkę o pieczeniu ciast,
gdy zaglądając do spiżarni zobaczył stojące tam pełne cztery blachy
kremiastego ciacha. Cóż… dwie godziny później Nino postawił przed nim
wielki czekoladowy tort zrobiony według przepisu ściągniętego z
Internetu… Taaaa, a brzuszek rośnie…. No to Mrok nie mógł, a raczej
nawet nie umiał sobie pozwolić. Bestię można oswoić, ale nie zmienić, a
jego natura drapieżnika nie pozwalała na utratę kondycji. Już i tak
musiał zaostrzyć swoje treningi, ale nie umiał odmówić Nino kosztowania
jego potraw.
Czasami ćwiczyli razem. Mrok uczył młodego podstaw samoobrony, natomiast odmówił nauczenia go jakiejkolwiek formy ataku.
-
Wystarczy, jeśli sie obronisz. – Padała zawsze taka sama odpowiedź, gdy
Nino nagabywał o to. Chłopakowi nie pozostało nic innego niż wzruszyć
ramionami i przyjąć do wiadomości jego postanowienie.
Zachowali
osobne pokoje, choć często Mrok spędzał noc w sypialni Nino. Bywały
jednak i takie noce, gdy zamykał sie na klucz we własnej lub w ogóle
uciekał z domu do lasu. Starał się bagatelizować te wymuszone chwile
samotności, gdyż widział lęk i smutek w oczach chłopaka, ale nie mógł
inaczej. Wiedział, że gdyby został byłoby jeszcze gorzej. W czasie tych
bezsennych nocy śnił na jawie śnił na jawie o smutnych przerażonych
oczach… o poranionej krwawiącej dłoni dotykającej jego twarzy i krwi… o
płynącej coraz wolniej krwi pompowanej przez bijące coraz wolniej serce…
Walczył z tymi obrazami, chciał je zrozumieć, albo zapomnieć, byleby
tylko przestały go dręczyć… One jednak zawsze wracały, a wtedy budziła
się w nim bestia. Zawsze żądna krwi, żądna bólu i zemsty, nienasycona,
wiecznie głodna… Wtedy właśnie uciekał do lasu, by tam w samotności
oddać się żądzy niszczenia. Ćwiczył aż do utraty tchu, do bólu okładając
gołymi pięściami drewniane manekiny i każde stojące mu na drodze
drzewo. Nie zważał na ból i płynącą z rozbitych pięści krew… Bił mocno…
długo, aż z gardła wydobywał się chrapliwy jęk… aż upadał na ziemie i
nie miał siły wstać…A potem, a potem wracał… chowając w kieszeniach
pokiereszowane dłonie… do następnego razu, do następnej bezsennej nocy…
Raniło
to ich obu, ale… pomiędzy nimi nic nie było proste… Pomimo wszystko
Mrok czuł się teraz spokojniejszym, podjął decyzję ze wszystkimi
konsekwencjami, jakie niosła. jego związek z Nino przeszedł na inny etap
i… potrafił sie tym cieszyć. Spędzany wspólnie czas, wspólne zajęcia i
bliskość, jaką dzielili sprawiły, że z jego twarzy znikł goszczący tam
dotąd stale wyraz goryczy, nauczył sie też częściej uśmiechać. No
powiedzmy, Nino nazywał grymas ten uśmiechem Wilka na widok owieczki,
ale niech mu będzie.
Jego rozmyślania przerwał powrót młodego z talerzem kanapek i dwiema butelkami Coca Coli. Jedna kanapkę trzymał w ustach.
- Moee ednnaa?? – zapytał Nino z pełnymi ustami.
-
Dzięki, ale nie – odparł Czarny, a na jego ustach pojawił się rzeczony
uśmiech – Ale napiję się chętnie – dodał zabierając jedną butelkę.
Nino zarechotał, zakrztusił się i zaczął kaszleć plując przy okazji dookoła pogryzioną kanapką.
-
Raaany!!! – jęknął Mrok, wstając i tym samym odsuwając się z „pola
rażenia”, stanął za chłopakiem i z rozmachem klepnął go w plecy.
-
Auuuuuuuuuuuu!!! – wrzasnął młody, gdy udało mu sie juz złapać oddech. –
Chcesz mi kręgosłup połamać??- z wyrzutem i sztucznym oburzeniem
spojrzał na drugiego mężczyznę.
-
Hmmm – Czarny udawał, że zastanawia się – Nie… myślę, że nie, za to n a
pewno zdałoby sie przetrzepać Ci tyłek. Kto to teraz posprząta? –
zapytał wskazując na okruchy jedzenia.
Nino roześmiał się i przekornie zatrzepotał rzęsami.
-
To poważny problem, może zrobimy losowanie?? – Potem na moment
przytulił siew do Mroka, lekko cmoknął w policzek, odwrócił na piecie i
uciekła do kuchni zanosząc się śmiechem.
Mrok
zamarł…mimo wszystko czasem nie umiał przyjąć, a może tylko dziwiła go
bezpośredniość i spontaniczność chłopaka, to, jak szybko i bezproblemowo
przystosował się do życia z nim. Ten drobny gest sprawił, że… nie
chciał o tym myśleć. Po prostu wystraszył się… Co innego pożądanie,
nawet miłość, ale on i czułość? Nie, to nie do pomyślenia. A jednak…
- Wiesz… – powiedział powoli, gdy Nino wrócić z kuchni ze ścierką – mam pewien pomysł…
Nino spojrzał na niego z ciekawością.
- Myślałem… myślałem o tym, żeby pojechać gdzieś odpocząć. Przydałyby nam się jakieś wakacje, czy coś takiego… Co o tym sądzisz?
Chłopak rozpromienił się.
- Pewnie!! Jasne!!! Super!! – rzucił na podłogę trzymaną ścierkę i podskoczył do Mroka. – Gdzie pojedziemy???
- Hmmm… może pozwole Tobie wybrać miejsce?
-
Suuuuuuper!!!!!!!!!!!!!!! – wrzasnął młody. – Naprawdę mogę wybrać??
Zabierzesz mnie tam, gdzie chcę?? i Nie będziesz protestować?? –
upewniał się.
Mrok z uśmiechem skinął głową. „Pewnie tego pożałuję” – przemknęło mu przez myśl.
- Wesołe miasteczko w Y.!!
„Taaa, już żałuję…” westchnął Czarny.
Nino widząc mało zachwyconą minę przyjaciela zawahał się.
-
Nigdy nie byłem w takim miejscu… – zająknął sie lekko i przygryzł
wargę. – Wiesz… to nie jest takie typowe wesołe miasteczko, znaczy
chodzą tam ludzie w różnym wieku, są różne atrakcje… Naprawdę bardzo bym
chciał… – w jego wzroku malowała sie prośba. – Wiesz, przedtem nie
miałem okazji bywać w takim miejscu, a bilety były tak cholernie…. były
bardzo drogie. – poprawił sie na widok grymasu na twarzy Czarnego. –
Możemy tam pojechać?? Proszę!!
Mrok uśmiechnął sie lekko.
-
Oczywiście, mówiłem, ze to Ty wybierasz miejsce. – powiedział. Cóż
wizja rozkrzyczanych tłumów i jarmarcznego zgiełku nie bardzo mu sie
podobała, ale jak to mówią ” słowo sie rzekło, kobyłka u płotu”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz