Nino
zamarł. Nie popełnia pomyłek? A on? Czy nie jest właśnie pomyłką Mroka?
Mroka czy Cienia? Siedział w fotelu i patrzył w przestrzeń szeroko
rozwartymi oczami… Przecież on wie, jest jedyną osobą, która wie, gdzie
mieszka, jak wygląda… jedyną osobą, która widziała twarz Cienia i
jeszcze żyje… Właśnie – jeszcze… Czy zadając to nieszczęsne pytanie
wydał na siebie wyrok śmierci? Czy Mrok uratował go tylko po to, by
teraz Cień go zabił? Czy Mrok i Cień to ta sama osoba? Dlaczego Mrok
twierdzi, że był Cieniem? Czyli już nie jest? Tysiące pytań kłębiło się w
głowie chłopaka… nie znał odpowiedzi na żadne z nich, był tylko coraz
bardziej przerażony…
„Jeżeli
Mrok chce mojej śmierci, to dlaczego nie zabił mnie od razu? Dlaczego
nie zginąłem w chwili, gdy zapytałem go o jego tożsamość? Miał przecież
możliwość, nikogo nie było obok tylko ja i on? Jeżeli jest Cieniem, to
potrafi to zrobić bez żadnego wahania, bez mrugnięcia powieki… Dlaczego
więc jeszcze żyję? Dlaczego siedzę w fotelu, a on zamknął się w swoim
pokoju? Dlaczego? Dlaczego????” Myśli tłukły się po jego głowie,
przyprawiając go prawie o histerię. „Czy daje mu szansę na ucieczkę?
Niby dlaczego? Chce na mnie zapolować? Czemu mnie
jeszcze nie zabił? Taka niepewność jest gorsza od samej śmierci! Czy o
to mu chodziło? Czy chce mnie zniszczyć psychicznie, by potem zniszczyć i
moje ciało? Czy uciekając stąd mam jakąkolwiek szansę na przeżycie?
Dlaczego jeszcze tutaj siedzę, dlaczego nie jestem już wiele kilometrów
od tego miejsca? Dlaczego nie ukrywam się w jakiejś mysiej norze,
dlaczego nie szukam bezpiecznego miejsca? Czy w ogóle takie jest? Czy
można się ukryć przed Cieniem? I … dlaczego tak naprawdę wcale nie chcę
uciekać? Dlaczego nie czuję już wcale takiego wielkiego przerażenia? Na
początku, owszem to był szok, ale teraz…”
Nino
uśmiechnął się lekko pod nosem. „Walczyłem z nim, bym mógł tu zostać…
Chce tu zostać… Chcę zostać z nim… – to była ta pewność, która spłynęła
na chłopaka zapewniając spokój. –Nie wiem dlaczego, ale to właśnie tutaj
jest moje miejsce… a on jest dla mnie kimś najważniejszym na świecie…
Jeżeli chce go zabić, trudno… niech tak będzie… nie odejdzie stąd.
Wywalczyłem sobie to miejsce… okupiłem bólem i cierpieniem… łzami i
krwią… Boże jak to pompatycznie brzmi!!!”- roześmiał się. Tak, nie może
stąd odejść, nie opuści Mroka bo… – poderwał się z fotela czując jak
serce zaczyna mu walić w piersiach. Świadomość tej prostej prawdy
ogłuszyła go na moment. Nie opuści go, bo go kocha… Kocha Mroka, kocha
go z całym bagażem przeszłości, złych wspomnień, koszmarów, które go
dręczą po nocach, z jego słowami, które potrafią tak bardzo ranić, z
ciężką ręką na tyłku „za nieposłuszeństwo”, z cichym „El Nińo” na
ustach, z maską zamiast twarzy, z bliznami na plecach i
smutkiem w oczach… Uczucie to wstrząsnęło nim dużo bardziej, niż prawda
o Mroku… To nie była zwykła wdzięczność za uratowanie życia, to nie
była przyjaźń, za wspólnie spędzany czas, to nie była ciekawość, jakie
tajemnice kryje Mrok – to była miłość… Już wiedział, miał pewność – nie
opuści Czarnego, nie pozwoli się nigdy odesłać, choćby nawet Mrok
nastawał na jego życie. Chce go zabić? Dobrze, niech tak będzie – umrze
szczęśliwy patrząc w ukochaną twarz!
Nie
myśląc już więcej pobiegł korytarzem i stanął przed drzwiami do pokoju
Mroka. Zapukał, najpierw delikatnie, potem coraz mocniej.
-
Mrok! – prawie krzyknął chcąc wywołać jakąś reakcję w ciszy panującej
po drugiej stronie drzwi. – Otwórz, proszę! Musimy porozmawiać!
Pochylił głowę i przysłuchiwał się przez chwilę, za drzwiami panowała jednak niezmącona cisza.
- Musimy porozmawiać! To bardzo ważne! – spróbował ponownie.
I znowu odpowiedzią była tylko cisza. Zamyślił się, a może Mroka tam już nie ma, może gdzieś wyszedł?
-
Mrok, zrozum – próbował jednak dalej. Nie mógł stamtąd wyjść, tam nie
ma okien. – Dla mnie … dla mnie to nie ma najmniejszego znaczenia, kim
byłeś i co robiłeś. – Mówił, choć nie spodziewał się już odpowiedzi. –
Cokolwiek zdarzyło się w przeszłości, cokolwiek było – nie liczy się… Tu
i teraz – to jest ważne. A tu i teraz jestem Twój, należę do Ciebie. Na
zawsze… Kocham Cię, Mrok… – wyszeptał opierając czoło o drzwi. I znowu
nie wiadomo dlaczego do oczu napłynęły mu łzy. – Słyszysz – uderzył
dłonią w drewno. – Możesz zrobić ze mną co tylko chcesz. Bo Cię
Kocham!!!
Odwrócił się i już chciał odejść, gdy drzwi otworzyły się gwałtownie, uderzając z całej siły o ścianę.
W
oczach Mroka płonął gniew. Chwycił Nino ze rękę i wciągnął do pokoju.
Brutalnym ruchem popchnął go prosto na łóżko. Sam stanął nad nim w
rozkroku, ręce opuszczone wzdłuż ciała, zaciskał i rozluźniał dłonie…
- A więc mnie kochasz, tak?! – w jego głosie słychać było tłumione emocje. – I mogę z Tobą zrobić wszystko, tak?!
Nino
z przestrachem patrzył na wykrzywioną złością twarz Mroka.. Jeszcze
nigdy nie widział go w takim stanie, nawet wtedy, gdy zaatakował Jonesa,
nawet wtedy była to zimna wyrachowana siła, a teraz… Teraz ten zimny i
zawsze opanowany chłopak był ucieleśnieniem furii.
- Więc?! – dopytywał się Mrok. - Ty
jeszcze nie wiesz, do czego jestem zdolny! Nic o mnie nie wiesz,
rozumiesz! Nic, absolutnie nic!! – zimna stal zadźwięczała w jego
głosie. – A jeżeli zechcę byś umierał? Powoli, bardzo powoli i wielkim
bólu? Umiem to zrobić, wiesz, mogę dręczyć cię długie godziny i cały
czas będziesz przytomny, będziesz czuł, jak umierasz! To, co zrobił ci
Jones to nic w porównaniu do tego, co ja mogę z tobą zrobić! Czy wtedy
nadal będziesz twierdził, że mnie kochasz? Nadal będziesz twierdził, że
mogę zrobić z Tobą wszystko?
Nino opuścił głowę.
-
Tak… – jego głos był bardzo cichy.. Potem ponownie spojrzał na Mroka.
Przemówił znacznie pewniej – Tak… jeśli tego chcesz… będę cierpiał, będę
umierał…i nadal będę cię kochał…
Mrok roześmiał się, ale w śmiechu tym nie było radości, tylko smutek i gorycz.
- Dobrze – powiedział zimno. – Niech będzie… Otwórz szufladę – wskazał stojący obok łóżka nocny stolik.
Nino
pochylił się i sięgnął we wskazane miejsce. Na dnie szuflady znajdował
się pejcz, ten sam, którego Mrok użył kiedyś do rozprawienia się z jego
oprawcami…Chłopak prawie z nabożeństwem wziął go do rąk.
- Podaj mi go! – rozkazał Czarny.
Nino
posłusznie wykonał polecenie. Nie patrząc na Czarnego zdjął koszulę i
stanął przy ścianie. Zagryzł wargę… Oparł o nią dłonie, świeżo
zabliźniona skóra zagrała na jego plecach.
Mrok
patrzył na jego poczynania w milczeniu, nie zaprotestował, nie
powiedział nic… tylko jego dłonie ściskające pejcz lekko zadrżały.
Przełożył go do jednej dłoni, wyprostował rękę i … uderzył.
Powietrze przeciął świat.
Pejcz wyżłobił podłużne nacięcie na ścianie tuż nad głową Nino.
Chłopak z niedowierzaniem okręcił głowę i spojrzał na Mroka.
-
Nie pozwoliłem ci się odwrócić! – słowa Czarnego smagnęły nie gorzej ni
sprzed momentem pejcz, jego głos był zimny i wyprany z wszelkich uczuć.
Podszedł bliżej i schwycił chłopaka za włosy, odchylił jego głowę do
tyłu. Przez chwile patrzył na potulną twarz Nino, by za moment wpić się
brutalnie w jego usta. Tu nie było miejsca na czułość i delikatność,
Mrok brał to, na co miał ochotę nie oglądając się na nic. Zaskoczony
chłopak szeroko otwarł oczy, jednak szybko odwzajemnił pocałunek. Choć
nie było w tym czułości (nic a nic J),
chciał poczuć, jak to jest, gdy Mrok jest przytomny i całuje z własnej
woli, nawet jeśli jest brutalny, chciał poczuć, jak to jest być w jego
ramionach, nawet jeśli miałby potem cierpieć… Rozchylił wargi zachęcając
Mroka do pogłębienia pocałunku. Nie musiał czekać język Czarnego wdarł
się do jego ust, badał ich każdy zakamarek, coraz zachłanniej, coraz
bardziej zaborczo, coraz rozpaczliwiej… Ich języki zatańczyły w
zmysłowym tańcu, Nino oparł się o tors Mroka czując jak nogi zaczynają odmawiać mu posłuszeństwa… To co przeżywał było…
Czarny oderwał się nagle od jego ust.
-
Nie – powiedział, patrząc zimno na chłopaka. – Nie będzie miło. Nie
będzie przyjemnie. Pomyliłeś się, pomyliłeś osoby! – Mocniej szarpnął
jego włosy. – Ten jeden jedyny raz dam ci wybór, ot tak, dla kaprysu.
Puścił włosy Nino, odepchnął go i odszedł. Oparł się o biurko i czekał aż tamten odwróci się w jego stronę.
-
Teraz wyjeżdżam. Wrócę jutro, pewnie około południa. Masz wybór –
Podszedł do ściany i zdjął wiszący na niej obrazek. Za nim ukazały się
drzwiczki sejfu. Otworzył go. – Tutaj jest dość pieniędzy byś mógł
wyjechać i zacząć nowe życie, gdzie będziesz chciał. Nie będę cię
szukać, nie będę śledził, nie zrobię absolutnie nic i nic niczego od
ciebie nie żądam…. – zawiesił głos patrząc mu prosto w oczy, –
Rozumiesz, daję ci wolność, nowe życie, nową przyszłość i niczego nie
chcę w zamian. Rozumiesz?
Zamilkł na chwilę.
-
Jeżeli jednak wrócę, a ty nadal tutaj będziesz… wtedy staniesz się moja
własnością, będziesz należeć do mnie do końca swego życia, wtedy
odbiorę od ciebie twój dług, zabiorę życie, które uratowałem… Wtedy
poznasz moje prawdziwe ja, zrozumiesz, do czego jestem zdolny –
okrucieństwo wykrzywiło jego usta w dzikim uśmiechu.
Nie czekając na odpowiedź Nino odwrócił się i wyszedł.
Chłopak
stał przy ścianie zdezorientowany. Nie wiedział dlaczego Czarny
potraktował go w taki sposób, nie wiedział, co ma myśleć… Ultimatum,
które mu postawił… czym było? Spojrzał w stronę sejfu. Równo poukładane
stosiki banknotów… Nigdy przedtem nie widział takiej gotówki. Naprawdę
mógł zacząć życie od nowa. Mógłby za to wyjechać tam, gdzie nikt go nie
zna, kupić dom, samochód, ciuchy. Mógłby iść do szkoły, wykształcić się i
zacząć żyć jak normalny człowiek. Gdyby mądrze zainwestować te
pieniądze, nie musiałby martwic się o przyszłość… Nagle marzenia te
przesłoniła twarz Mroka… Powiedział, że nie będzie go szukać. „Czy
rzeczywiście nie będzie? Czy to, co powiedział jest prawdą? Czy można mu
zaufać? Czy można zaufać mordercy?” Nino przysiadł na brzegu łóżka.
„Powiedział, że jest Cieniem… ale jaka jest prawda? Dlaczego? Jest w nim
przecież tyle sprzeczności… Jest … wielka niewiadomą…” Chłopak zdał
sobie sprawę, że tak naprawdę nic nie wie o tym człowieku, z którym
połączył go przewrotny los. Spędzili ze sobą dużo czasu, dni zamieniły
się w tygodnie, a tygodnie w
miesiące… Jednak upływ czasu nic nie zmienił, nadal nie poznał tajemnic,
które, o czym już wiedział, dręczyły tego dziwnego mężczyznę… Tak
naprawdę nawet nie znał jego imienia… Mrok, Cień…to tylko maski, za
którymi chował swoją prawdziwą twarz…
Nie umiał skupić myśli… było tyle niewiadomych i jeszcze ten wybór, który przed nim postawił.
„Uratował
mi życie, dwa razy, bronił mnie, leczył i dbał na każdym kroku, nigdy
nie powiedział mi dlaczego to robi… <<Ot, dla kaprysu…>>>
To nie była żadna odpowiedź. Czy nie uznał mnie za godnego zaufania,
dlaczego trzyma mnie na dystans? Jak to możliwe, że jednego dnia ratuje
mi życie, we śnie całuje i pieści, a za chwile może zmienić się tak
diametralnie… Dlaczego bywa brutalny i okrutny? Nie zawahał się mnie
uderzyć, jednak dziś, gdy dobrowolnie oddałem się w
jego ręce – nie zrobił tego” Wzrok Nina powędrował w kierunku ściany,
gdzie widniał ślad po uderzenia pejcza… Ultimatum… Z jednej strony wizja
luksusowego życia, pieniądze i wolność, z drugiej – wielka niewiadoma i
człowiek, o którym nic nie wiadomo. Czy w ogóle jest się nad czymś
zastanawiać? Przecież wybór może być tylko jeden!
Wstał i podszedł do sejfu. Tak, podjął decyzję.
***
„Dlaczego liczysz, że się zawaha?”
„Właśnie o to chodzi, liczę na to, że nie będzie miał żadnych wątpliwości.”
„Jesteś głupcem!”
„Może, ale w końcu o to chodziło, prawda? Pozbyć się go z mojego życia?”
Chwila ciszy.
„Nie jestem tego pewien…”
Gorzki śmiech.
„Za późno… Takie jest moje życie!”
„Ale to boli…”
Westchnienie.
„Tak. Boli… Może nie warto…”
„Nie warto? Czego nie warto?”
„Może nie warto walczyć, nie warto uciekać… Może trzeba po prostu zakończyć tę farsę…”
Milczenie
„Jest coś w nim, prawda?”
Milczenie.
„Prawda? Powiedz…”
„Teraz to już bez znaczenia…”
„A może jednak…”
Cisza…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz