Zagadnięty
chłopak uniósł się na rękach i krzywiąc się lekko, żebra dokuczały mu
jeszcze trochę, usiadł na łóżku. Milczał, wpatrując się we własne ręce.
- Ja… – zaczął niepewnie. Spędził bezsenną noc zastanawiając się, jak ma to powiedzieć. – Ja… chciałem … – zająknął się znowu,
Mrok rzucił mu ironiczne spojrzenie znad trzymanej tacy. Nic nie odpowiedział.
Nino
nerwowo zaciskał palce, wreszcie odetchnął głośno, z determinacją
straceńca spojrzał na stojącego obok chłopaka i wyrzucił jednym tchem:
- Chciałem podziękować ci za uratowanie mi życia.
Wypowiedzenie
tych kilku słów jakby wyczerpało całą jego energię. Opuścił głowę i
ponownie zaczął wpatrywać się we własne dłonie. „Nigdy za nic nie
dziękuj, bo przez to stajesz się zależny od osoby, której dziękujesz”
Żyjąc na ulicy musisz być twardy, tu nie ma miejsca na sentymenty.
Jeżeli ktoś musi ratować twoją dupę, to znaczy, że nic nie jesteś wart. W
końcu dziękują tylko mięczaki i tchórze. Tak, to krótkie zdanie
kosztowało go bardzo dużo. Kosztowało go jego dumę i poczucie własnej wartości.
Czarny
jednak o tym nie wiedział, zachowywał się tak, jakby w ogóle nie
usłyszał słów Nino. Odstawił tacę na stolik i podszedł do łóżka.
Odrzucił okrywającą chłopaka kołdrę i zabrał się na sprawdzenie, jak
goją się jego rany. Po chwili skinął głową, wyraźnie zadowolony.
Dobrze
się goi. Na jakiś tydzień, dwa nie będzie śladu. Masz szczęście –
powiedział. – Nie uszkodzili ci zwieracza, jak widać, więc nie czeka cię
życie w pieluszce. Myślę, że…
Nino
gwałtownie podniósł głowę i spojrzał na Mroka. Gdy dotarł do niego sens
słów, najpierw zaczerwienił się, a potem wybuchnął. Po to się poniżył
dziękując za życie, by teraz…
- Ty parszywy pierdolcu!!! Ciebie to bawi, zboku jeden?!! A może to twoi jebani kumple urządzili mnie w…
Nie zdążył dokończyć gdy Mrok uderzył go w twarz otwartą dłonią. Poczuł metaliczny smak krwi.
- Naucz się słuchać – powiedział zimno. – Ostrzegałem Cię.
Jednym
płynnym ruchem złapał Nino pod ramiona i ściągnął z łóżka. Uszkodzone
żebra zaprotestowały bólem. Chłopak próbował się wyrwać, jednak ręce
Mroka trzymały go mocno, a on sam był zbyt słaby, by się opierać.
Stawiał opór, ale musiał ulec. Pozwolił więc prowadzić, a raczej wlec
Czarnemu w kierunku drzwi, znajdujących się w drugim końcu pokoju. Bał
się. Nie, to nie tak, był przerażony! W swoim życiu spotkał wielu ludzi,
którzy budzili w nim strach, jednak nikogo nie bał się tak, jak w tej
chwili Mroka. Ten chłopak przypominał mu przyczajonego drapieżnika. Był
taki opanowany, ale pod maską zewnętrznego spokoju czaiła się potężna
siła, która tylko czekała na chwilę nieuwagi, by wydostać się na
zewnątrz. Mrok był jak zbyt mocno naciągnięta sprężyna, wystarczył jeden
nieostrożny ruch, by spowodować jej uwolnienie, a wtedy wszystko
stawało się możliwe,
- …nie, proszę, nie… – dopiero, gdy usłyszał swój głos zdał sobie sprawę, że mówi głośno błagając o litość.
Mrok
otworzył drzwi. Za nimi znajdowała się mała, ale w pełni wyposażona
łazienka. Ostatni raz szarpnął oszołomionego Nino i popchnął go w stronę
prysznica.
- Umyj się sam, masz już na to chyba dosyć siły – wysyczał przez zęby. – Nie mam zamiaru więcej razy cię podmywać!
Następnie odwrócił się na pięcie i wyszedł z łazienki, w drzwiach jednak zatrzymał się, odwrócił do Nino i rzucił ironicznie:
- Powodzenia!
***
„Uderzyłeś go!!”
„Tak, musiałem…”
„Nie, wcale nie musiałeś!”
„Musiałem, bo…”
„Jak mogłeś! Nie wolno ci, nie masz prawa!”
„Inaczej nie zrozumie…”
„Czego nie zrozumie?”
„…że jego życie wcale nie musi tak wyglądać.”
„Ha, ha, ha!!! Kim ty jesteś, żeby uczyć go jak ma żyć?! TY??!!”
Milczenie.
„Ty nie masz prawa!!!”
„… wiem, ale…”
„Akurat Ty!!”
„… wiem, … ale…”
„Nie ma żadnego ale!”
„Chcę mu pomóc…”
„Po co?”
„Chcę dać mu szansę na normalne życie…”
„Nie możesz, nie wolno Ci!!!”
„Dlaczego?”
„… bo nie wolno Ci się do niego przywiązać…”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz