wtorek, 23 stycznia 2018

Mrok R22

rok stał przed domem i patrzył na trzymany w dłoniach szal. Nie pamiętał jakie miał dla niego znaczenie, nie rozumiał dlaczego tak bardzo wzburzył go jego widok na szyi Nino. Owszem, kojarzył mu się ze śmiercią… zawsze, gdy zabił człowieka wywieszał taki szal na drzewie przy domu, w którym akurat mieszkał. Ale dlaczego to robił? Zmiął materiał w dłoni…
            Westchnął i rozprostował ramiona. Nocne powietrze chłodziło jego rozpalona skórę, wiatr targnął jego włosami, porywając cienkie pasma do szalonego tańca… „Czy zniesiesz obecność obok siebie kogoś takiego jak ja?” Przed jego oczami pojawiała się poważna twarz Nino… „Jesteś… dobry…” Nic więcej, tylko te dwa słowa… Nie odpowiedział na pytanie, dlatego że nie chciał, czy dlatego, że nie znał odpowiedzi… Mrok potrząsnął głową starając się odepchnąć od siebie wszelkie myśli. Noc… jego pora, pełna ciszy i spokoju… chłonął ją, zatapiał się w jej atmosferze, wyciszał emocje… Mógł się w niej ukryć, zapomnieć o wszystkim, odzyskać spokój, zimną krew, opanowanie, o które było mu ostatnio tak trudno…
            Nocne powietrze przeciął krzyk przerażenia. Mrok odwrócił się i biegiem ruszył do pokoju Nino.
            Chłopak siedział wciśnięty w kąt łóżka, szeroko otwarte oczy ze strachem patrzyły w ciemność, krople potu perliły się na jego twarzy i spływały cieniutkim strużkami, rozchylone usta spazmatycznie chwytały powietrze.
            Mrok ostrożnie podszedł do niego.
            - El Niño… – przemówił łagodnie. – To tylko sen… to tylko zły sen… – Powoli, by jeszcze bardziej nie przestraszyć chłopaka usiadł na brzegu łóżka i wyciągnął dłoń w jego kierunku. – Jesteś tutaj bezpieczny… Nikt Cię nie skrzywdzi… Nikomu na to nie pozwolę…
            - Jones… Jones tu idzie… znowu to zrobi… zrobi to… – wyszeptał Nino zbielałymi wargami. Instynktownie przylgnął do wyciągniętej dłoni, pozwolił wziąć się w ramiona szukając w nich bezpiecznego schronienia.
            Czarny nie czuł się dobrze w roli niańki, nikt nigdy nie oczekiwał od niego takiego zachowania, nikt nie spodziewał się po nim takich pokładów delikatności i czułości, dla Nino jednak gotowy był zrobić wiele, nawet wbrew sobie… Tulił więc chłopaka, kołysał w objęciach, uśmierzał jego strach… Sam jednak wcale nie czuł się spokojny i bezpieczny, przebywanie z Nino, wszystko, co działo się pomiędzy nimi budziło w nim wspomnienia, wspomnienia obce, jakby nie jego, jakby zupełnie innej osoby… Przerażało go to, a jednocześnie dziwnie przyciągało…  Drugim powodem było to, w jaki sposób jego ciało reagowało na bliskość chłopaka. Nie chciał przyznać się do tego, ale każdy nawet przypadkowy, zupełnie niewinny dotyk budził w nim pożądanie. Szept Nino przerwał jego rozmyślania.
            - Mrok… nie pozwól mu… nie daj mu mnie zabrać… nie pozwól, by znów mnie zgwałcił…- słowa Nino były pełne rozpaczy.
            Czarny przytulił go mocniej.
            - On nic Ci nie zrobi… Już nigdy więcej Cię nie skrzywdzi… Nigdy Cię nie zabierze… Nigdy Cię nie dotknie…
            - Boję się, Mrok… On przyjdzie… zobaczysz, nie daruje mi, nie daruje Tobie…
            Mrok zawahał się chwilę, ale w końcu powiedział.
            - Nino, on już nikogo nie skrzywdzi… On  nie żyje… Gdy wyszliśmy stamtąd… zanim przyprowadziłem motor… wróciłem do niego… – Oczy Mroka zwędziły się w wyrazie nienawiści. – Nie żałuję… ani przez chwilę nie żałowałem… za to, co Ci zrobił zasłużył na śmierć.
            Chłopak zesztywniał w jego ramionach, Czarny też wstrzymał oddech. Nie wiedział, jak zachowa się teraz Nino. „Jesteś… dobry…” Czy zmieni zdanie, czy odejdzie pełen wstrętu i pogardy?
            - Cieszę się… – szept Nino był ulotny, prawie niesłyszalny. Przylgnął z powrotem do Mroka, wtulił w jego ciepłe ramiona.
            Czarny milczał… Przez chwile bał się, że swoim wyznaniem zniszczy tę więź, która powoli zaczynała się kształtować pomiędzy nimi. Tak się nie stało i był za to wdzięczny losowi, czy temu Nieznanemu, który pociągał za sznurki jego życia. Nino nie zraził się do niego, nadal bezpiecznie spoczywał w jego objęciach.  Nie był przestraszony, nie odsunął się ze wstrętem. Tak, to było dobre… Przymknął oczy i pochylił się, oparł brodę o głowę Nino. Trwali tak nie zważając na upływ czasu…
            Ten dotyk był niczym muśnięcie skrzydełka motyla… gdyby nie wyostrzone zmysły Mrok pewnie nawet by go nie poczuł. Palce, które trochę niezgrabnie wślizgnęły się pomiędzy guziki jego koszuli… Skóra na piersi, gdzie dotykały ją palce Nino stała się bardzo wrażliwa. Mrok nie poruszył się, nie wiedział, jak powinien się zachować, był tak bardzo świadomy tego dotyku, jakby wszystkie zakończenia nerwowe skupiły się właśnie w tym miejscu.
            Dłoń wsunęła się trochę głębiej… Oddech, który nieznacznie przyspieszył łaskotał szyję Czarnego. Miękkie wargi musnęły skórę. Pocałunek był nieśmiały, ale przy tym niesamowicie zmysłowy. Guzik wysunął się z zapięcia, ciepła dłoń przesunęła się po nagiej piersi. Druga dłoń Nino wędrowała po ramieniu Mroka aż dotknęła jego szyi i wplotła we włosy.
            Czarny siedział bez ruchu, nie chciał spłoszyć tej chwili intymności, nie chciał niczego zepsuć… czuł narastające pożądanie, co napawało go radością i lękiem jednocześnie. Czy było mu wolno czuć to pragnienie? Czy był zdolny do takiego uczucia? Czy może zatracić się w rozkoszy? Czy nie skrzywdzi Nino, jeżeli straci nad sobą panowanie? Jego pierś unosiła się i opadała w nierównym rytmie, gdy dłoń Nino coraz śmielej sunęła po jego skórze, jęknął bezgłośnie, gdy trąciła wrażliwy sutek…
Usta Nino zsunęły się niżej, znacząc szlak swej wędrówki delikatnym dotykiem warg i języka. Druga dłoń bawiła się czarnymi włosami, przeczesując je i gładząc… Przytrzymująca je gumka zsuwała się coraz bardziej pod naciskiem szczupłych palców. Po chwili czarna jedwabista fala rozsypała się po plecach Mroka, ciemne pasma włosów otoczyły jego twarz. Kilka kosmyków pofrunęło  z powiewem wiatru, musnęło szyje i pierś Nino… Dłoń chłopaka powróciła na kark Czarnego, wsunęła ponownie we włosy, gładziła płatek ucha…
Mrok zacisnął dłonie, gdy pożądanie zalało go gorącą i nieustępliwą falą. Doznanie było dojmujące, pełne podniecenia i akceptacji, radości i lęku, rozkoszy i czułości…
            - Nino… – szepnął. – Ja… to ostatni moment… żeby… się wycofać… – Dlaczego tak trudno jest mi sformułować myśl? Co się ze mną dzieje? – … za chwilę… nie będzie już… możliwości odwro… – nie udało mu się dokończyć zdania, słowa przeszły w cichy jęk, gdy usta chłopaka zamknęły się ponad jego sutkiem, a wilgotny język dotknął sterczącej brodawki.
            Nagle świat skurczył się tylko do ich spragnionych ciał, czas odmierzany był uderzeniami ich serc, a przestrzeń, jakakolwiek była pomiędzy nimi, zdawała się być zbyt wielka. Dłonie Mroka, wiedzione jakby własnym rozumem, ujęły twarz Nino i uniosły ją w górę. Ich wargi spotkały się… pomieszane oddechy, zmysłowy smak ust, taniec języków i ogarniająca wszystko gorączka. Nieprzytomne oczy, drżące ręce… dreszcze przechodzące prze ich ciała i niecierpliwość… niecierpliwość oczekiwania.
            Mrok oderwał się na chwilę od warg Nino, złapał za jego koszulkę i ściągnął ją jednym ruchem. Jego krępująca ruchy koszula także szybko wylądowała gdzieś w kącie. Przyciągnął chłopaka do siebie, teraz każdym skrawkiem skóry mógł czuć jego ciało, cieszyć się dotykiem i ciepłem. Ręce Czarnego błądziły po plecach Nino, z delikatnością i czułością gładziły widniejące tam blizny. Uniósł go i posadził na swoich kolanach. Dłonie zacisnęły się na pośladkach chłopaka, który jękną i odchylił się, odrzucając do tyłu głowę. Korzystając z tego Mrok przylgnął wargami do jego torsu. Usta i język rozpoczęły namiętną grę na przemian całując i drażniąc wrażliwą na dotyk skórę. Nino balansował na granicy pomiędzy rozkoszą a szaleństwem, doprowadzony prawie do utraty zmysłów z pożądania. Nigdy nie przeżył czegoś takiego, nigdy nie czuł tak pochłaniającej przyjemności, nigdy nie był tak bliski spełnienia pod samym tylko dotykiem rąk i ust kochanka…
            - Mrok… proszę… – wychrypiał. – …teraz… weź mnie teraz…
            Mówiąc to wypchnął do przodu biodra ocierając się o widoczną przez materiał spodni erekcję Czarnego.
            Mrok spojrzał na rozświetloną jakimś wewnętrznym blaskiem twarz Nino, rozchylone wargi spazmatycznie chwytające powietrze, zmrużone w ekstazie oczy… Był  w tej chwili taki piękny… taki niewinny i rozpustny zarazem… taki bezbronny… Tak… on też go pragnął, też go pożądał, każdą najmniejszą komórką swego ciała. Chciał tego, bardzo, bardzo… bardziej niż czegokolwiek innego, chciał się zatracić w rozkoszy, którą wiedział, że tylko Nino mógł mu dać. Chciał dawać i czerpać pełnymi garściami…chciał Nino, nikogo więcej tylko Nino… chciał tylko jego, tu i teraz, teraz i później… i jeszcze później, i jeszcze później, i na zawsze… To była jego ostatnia półświadoma myśl. Potem pozostał już tylko głód i pulsujące w dole brzucha pożądanie…
            Odwrócił się i ułożył chłopaka na łóżku ściągając z niego przeszkadzające już tylko w tym momencie bokserki… Rozchylił jego nogi  i uniósł je lekko do góry… Długie czarne włosy rozsypały się na jasnym ciele chłopaka… ręce Nino same wsunęły się w ich gęstwinę, gdy usta Czarnego zamknęły się na jego członku… Natura sama podpowiadała Mrokowi, w jaki sposób pieścić kochanka, by porwać go na wyżyny rozkoszy. Wargi, język, zęby, każdy najdrobniejszy ruch miał znaczenie w tym porywającym spektaklu, każdy dotyk przybliżał nieziemska rozkosz, każde muśnięcie, każdy pocałunek wywoływał jęk rozkoszy, z każdą chwilą gwiazdy zdawały się być coraz bliżej…  Plecy Nino wygięły się w łuk, gdy doszedł z  krzykiem…
            Mrok oblizał wargi spijając ostatnią kroplę, sam podniecony do granic możliwości, nie mający szans na odwrót, na wycofanie się, kontynuował swoje poczynania. Wsunął dłonie pod Nino i jeszcze wyżej uniósł jego biodra. Językiem badać zaczął coraz odleglejsze zakątki ciała chłopaka. Zataczał kręgi, przesuwał w okolice odbytu i powracał do pieszczot członka…  Nino wił się pod nim, nadal rozpalony namiętnością, spragniony dotyku Mroka i jego pieszczot, nienasycony, ciągle głodny rozkoszy. Chciał więcej, chciał poczuć, jak Mrok zagłębia się w jego ciepłe i chętne wnętrze. Chciał ofiarować mu najlepszy seks w jego życiu, pokazać, jak cudowne może być zbliżenie dwóch bliskich sobie osób. Chciał udowodnić, nie tylko Mrokowi, ale przede wszystkim też sobie, że to nie tylko akt fizycznego zbliżenia, ale coś dużo więcej.
- Mrok… – wyrwało się z ust Nino, gdy język Czarnego zagłębił się w jego dziurkę. Wygiął się, pozwalając wniknąć w siebie jeszcze głębiej, chciał tego, potrzebował… Czuł, że tylko Mrok jest wstanie wypełnić go dając poczucie spełnienia. Nie chciał czekać, potrzebował Mroka już, teraz, zaraz… Wyciągnął dłonie i chwytając głowę Czarnego przyciągnął ja do swych ust. Zatopił się w pocałunku smakując usta kochanka pachnącego teraz jego własnym zapachem. Niecierpliwe dłonie po omacku rozpięły spodnie Mroka wydobywając z nich nabrzmiałą i gotową do działania męskość. Z pośpiechem naprowadził penisa na właściwą pozycję i nie czekając na pchnięcie Mroka wyrzucił do przodu biodra nadziewając się na niego.
Czarny jęknął, czując jak wokół członka zaciskają się mięśnie chłopaka. Usta Nina spiły ten jęk z jego warg nie pozwalając mu wydostać się na zewnątrz. Reszta potoczyła się bardzo szybko… ani jeden, ani drugi z nich nie potrafili się zatrzymać. Ruchy Mroka stawały się coraz szybsze i coraz bardziej rozpaczliwe. Nie wiedział, co się z nim dzieje, gdzie jest, świat wirował, roztapiał w ferii barw. Liczyła się tylko przyjemność, która dawali sobie nawzajem, ich splątane w miłosnym uścisku ciała, urwane chrapliwe głosy, spływający po ich ciałach pot… Nie było przeszłości, nie było przyszłości tylko ta bliskość, tylko serce bijące obok drugiego serca… tylko zapamiętanie… tylko dotyk… Nino szczytował po raz drugi, a po kilku chwilach Mrok także doszedł z imieniem przyjaciela na ustach. Opadł na ciało kochanka nie będąc zdolnym do żadnego więcej ruchu.
Leżeli obok siebie w skołtunionej pościeli zbyt zmęczeni na jakiekolwiek słowa. Nino owinął cienki kosmyk włosów Czarnego wokół palców, bawił się nim… na jego twarzy widać było delikatny, pełen szczęścia uśmiech… Dłoń Mroka spoczywała na jego piersi, on sam leżał na boku patrząc na kochanka… był spokojny, wyciszony… odległy od swej zwykłej obojętności o miliony świetlnych lat… Nie doszedł jeszcze do siebie po przeżyciach ostatniej nocy… nie myślał o niczym, po prostu cieszył się bliskością Nino… Nie wiedzieli nawet kiedy oboje zapadli w sen…
Czarny nie spał długo… Przebudzi się nagle i patrząc w coraz bardziej jaśniejące za oknem niebo, wsłuchiwał się w coraz szybszy rytm swego serca. To, co go obudziło to był strach! Ostrożnie wyplątał się z objęć Nino… wciągnął spodnie i wybiegł z domu… Biegł, jakby od tego zależało jego życie… jakby gonił go jakiś potwór… jakby mógł uciec od swej przeszłości…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz