Wieczorami,
gdy siedzieli w salonie Nino nadrabiał czytanie książek z bogatej
biblioteki Mroka lub słuchał, jak jego towarzysz opowiada o górach. To
był temat, przy którym ten spokojny i opanowany chłopak zapalał się.
Nino wprost chłonął jego opisy wschodów lub zachodów słońca nad
pokrytymi śniegiem szczytami. Godzinami mógł siedzieć i słuchać, jak
Czarny roztacza przed nim obrazy tras wspinaczkowych, przepych nagich
skał i bezdennych przepaści. Czuł, jakby sam tam był i marzył,
żeby kiedyś zobaczyć te wszystkie wspaniałości na własne oczy. Jednak
jak szybko i chętnie Mrok zaczynał mówić o górach, tak szybko później
nagle milkł i wycofywał się do swojego pokoju.
Jego
pokój był jego sanktuarium, Nino nigdy w nim nie był. Zawsze zamknięty
na klucz stanowił zagadkę i tajemnicę nie mniejszą jak jego właściciel.
Któregoś popołudnia siedząc na ławce, Nino zapytał Mroka, które okna
były od jego pokoju.
- W moim pokoju nie ma okien – padła odpowiedź.
Nino
spojrzał na niego zdziwiony, już chciał zapytać dlaczego, ale widząc
zaciętą twarz Czarnego zrezygnował. Kolejna zagadka pozostała
niewyjaśniona.
Bywało
także, że Nino zostawał sam, gdy Mrok wsiadał na motor i odjeżdżał bez
słowa. Gdy zdarzyło się to po raz pierwszy okropnie się wystraszył, nie
wiedział co się stało i o co chodzi. Zastanawiał się, czy to jego wina,
czy zrobił coś nie tak, czy wręcz przeciwnie czegoś nie zrobił.
Niepewność doprowadzała go do szału. Pod wieczór, gdy Czarny zajechał
przed dom i zaparkował motor, nie wytrzymał:
- Gdzieś Ty, kurwa, był?! Ja tu ze strachu od zmysłów odchodzę?! Pogięło Cię, koleś?!
Szedł
za milczącym Mrokiem i wrzeszczał. Nie trwało to jednak długo, jego
towarzysz chwycił go za rękę i zawlókł do pokoju. Tam rzucił go na
łóżko, zdjął gruby pas, który opasywał jego biodra i… sprał mu tyłek.
-Wiesz za co! – rzucił zanim wyszedł.
Jasne, że wiedział, co nie przeszkadzało mu obrazić się na Czarnego i rozcierać obolałe pośladki. Bolało, bolało, jak cholera, pomimo
delikatnego wyglądu chłopak miał ciężką rękę. Jego złość nie trwała
długo, tego dnia przy kolacji Mrok wręczył mu płaską paczkę.
- Dla Ciebie – powiedział tylko.
Wewnątrz
znajdował się pięknie wydany album ze zdjęciami najpiękniejszych
szczytów z różnych zakątków świata. Nino dotykał książki prawie z
nabożeństwem, odwrócił się, by podziękować, ale ofiarodawcy już nie
było.
Tak…
życie z Mrokiem nie należało do najłatwiejszych. Z drugiej jednak
strony było ekscytujące. Nino nie buntował się przeciwko tajemnicy, jaka
otaczała jego gospodarza. Spokój tego dziwnego chłopaka udzielił się
także jemu, jednak gdzieś w głębi jego serca wciąż tlił się strach.
Przeglądając
biblioteczkę Mroka Nino znalazł książkę kucharski i podczas
nieobecności Czarnego próbował swych sił w kuchni. Odkrył, że jest tym
dobry. Poza tym lubił to zajęcie, a najbardziej cieszyło go uznanie,
jakie widział w oczach Mroka, gdy częstował go swoimi dziełami.
Teraz
też męczył się właśnie nad sosem, który za żadne skarby świata nie
chciał uzyskać wymaganej konsystencji, gdy usłyszał warkot motoru przed
domem. Wyjrzał przez okno i zobaczył, jak Mrok parkuje pojazd. Nino
uśmiechnął się, wyjął z szafki dwa talerze i zakrzątnął się dookoła
kuchni.
Trzasnęły drzwi wejściowe.
- Obiad prawie gotowy – krzyknął Nino. – Umyj ręce i możemy siadać do stołu.
Mrok
wystawił głowę przez drzwi. Rozejrzał się i posłusznie poszedł do
łazienki. Nino spojrzał za nim czując lekki niepokój. Coś było nie tak.
Mieszkając z Czarnym nauczył się odczytywać najmniejsze zmiany w
zachowaniu swego wybawcy i teraz był pewien, że zdarzyło się coś, co
wytrąciło go z równowagi.
Obiad
upłynął im w milczeniu. Nino dłubał widelcem w talerzu, tak starannie
przygotowywane potrawy smakowały mu teraz jak papier. Mrok także
bardziej patrzył w talerz niż jadł. Niepokój doskwierał Nino coraz
bardziej…
Po
obiedzie Czarny wstał i bez słowa wyszedł z kuchni, Nino zabrał się za
sprzątanie. Nie umiał jednak zapanować nad narastającym przeczuciem, że
stało się coś złego, że zbiera się na burzę. Zdążył powkładać brudne
naczynia do zlewu, gdy do kuchni wrócił Mrok i rzucił na stół gazetę.
Nino spojrzał zdziwiony najpierw na chłopaka, a potem na gazetę. Wytarł
ręce i podniósł ją ze stołu. Na pierwszej stronie duży nagłówek głosił:
„Egzekucja czy gangsterskie porachunki?” zaraz pod nim znajdowało się
czarno-białe zdjęcie, na którym widać było policję i ciała czterech
mężczyzn.
Mrok stanął z boku i intensywnie wpatrywał się w czytającego Nino.
Chłopak
szybko przebiegł tekst wzrokiem, ale nie znalazł w nim nic, co miałoby
związek z nim lub z Mrokiem. Zaczął więc jeszcze raz, tym razem
dokładnie czytać cały artykuł. Napisano w nim, że wczoraj wieczorem na
terenie zamkniętej fabryki znaleziono ciała bezimiennych mężczyzn, każdy
z przestrzeloną czaszką. Fachowa robota – jeden strzał w podstawę
czaszki. Niestety, miasto cierpiało z powodu korupcji a porachunki
rywalizujących gangów były na porządku dziennym. Codziennie słyszało
się, że ktoś zginął, kogoś pobito… Ponownie spojrzał na zdjęcie i… z
jego ust wyrwał się cichy jęk. Pomimo kiepskiej jakości zdjęcia
rozpoznał swoich oprawców. Nogi odmówiły mu posłuszeństwa, usiadł ciężko
na krześle, gazeta wypadła mu z rąk. Rozkojarzony spojrzał na Mroka.
- Jak to się stało? – zapytał. – Kto..? Kiedy..?
Czarny milczał, jego twarz przypominała maskę, nie wyrażała nic.
Nino wstrzymał oddech, do głowy przyszła mu pewna myśl, która nie dawała mu spokoju.
- Mrok… – zaczął i zawahał się na chwilę, ale musiał wiedzieć. – Czy … czy to ty ich zabiłeś?
W
oczach Czarnego na tysięczną część sekundy pojawił się tak dobrze już
znany Nino ból. Spojrzał chłopakowi prosto w oczy. Trwali tak połączeni
tym spojrzeniem kilka chwil.
- Nie – powiedział w końcu Mrok i wyszedł.
***
„Pozbądź się go!”
Milczenie.
„On nie może tu zostać, rozumiesz!”
„Ale…”
„Tu nie ma żadnego „ale” …, nie może go być! To trwa już zbyt długo!”
„On nie ma gdzie wrócić…”
„Co to Ciebie obchodzi?!”
Milczenie.
„Wiedziałem,
wiedziałem, że tak będzie! Przywiązałeś się do niego! Zrobiłeś to, choć
wiedziałeś, że ci nie wolno, że nie masz prawa!”
Cisza.
„No, powiedz coś!!!”
„Nie chcę, żeby tam wracał… do tego bagna w którym żył… On… już zaczął się uśmiechać…”
„I co z tego? Tu chodzi o życie – Twoje życie, rozumiesz to??!!”
Milczenie.
„Dobrze,
jeżeli musisz znajdź mu pracę, znajdź mu mieszkanie, ale pozbądź się go
stąd! Pozbądź się go ze swojego życia! On musi zniknąć, rozumiesz? Jest
dla Ciebie niebezpieczny!”
Cisza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz