wtorek, 23 stycznia 2018

Mrok R8

Dni upływały leniwie. Nino czuł się coraz lepiej, siły powoli wracały, a wraz z nimi dobry humor i chęć do życia. Pomimo wszystko chłopak był optymistą i potrafił odnaleźć radość w najmniejszym i najbardziej banalnym zdarzeniu. Pogoda także dopisywała, więc chłopcy dużo czasu spędzali na spacerach rozmawiając. No, może to nie do końca prawda – Nino pytał o wszystko i o jeszcze tysiąc innych spraw, a Mrok albo milczał albo udzielał krótkich i zwięzłych odpowiedzi. Chłopak chciał wiedzieć absolutnie wszystko, od tego, co będzie danego dnia w telewizji, po pytanie kto zdobył w tym roku nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki,  od rozmiaru buta Mroka po jego opinię na temat plam na słońcu. Nie rozmawiali tylko o jednym, nie mówili nic o przeszłości. Tak jakby nigdy nie istniała…
            Wieczorami, gdy siedzieli w salonie Nino nadrabiał czytanie książek z bogatej biblioteki Mroka lub słuchał, jak jego towarzysz opowiada o górach. To był temat, przy którym ten spokojny i opanowany chłopak zapalał się. Nino wprost chłonął jego opisy wschodów lub zachodów słońca nad pokrytymi śniegiem szczytami. Godzinami mógł siedzieć i słuchać, jak Czarny roztacza przed nim obrazy tras wspinaczkowych, przepych nagich skał i bezdennych przepaści. Czuł, jakby sam tam był i  marzył, żeby kiedyś zobaczyć te wszystkie wspaniałości na własne oczy. Jednak jak szybko i chętnie Mrok zaczynał mówić o górach, tak szybko później nagle milkł i wycofywał się do swojego pokoju.
            Jego pokój był jego sanktuarium, Nino nigdy w nim nie był. Zawsze zamknięty na klucz stanowił zagadkę i tajemnicę nie mniejszą jak jego właściciel. Któregoś popołudnia siedząc na ławce, Nino zapytał Mroka, które okna były od jego pokoju.
            - W moim pokoju nie ma okien – padła odpowiedź.
            Nino spojrzał na niego zdziwiony, już chciał zapytać dlaczego, ale widząc zaciętą twarz Czarnego zrezygnował. Kolejna zagadka pozostała niewyjaśniona.
            Bywało także, że Nino zostawał sam, gdy Mrok wsiadał na motor i odjeżdżał bez słowa. Gdy zdarzyło się to po raz pierwszy okropnie się wystraszył, nie wiedział co się stało i o co chodzi. Zastanawiał się, czy to jego wina, czy zrobił coś nie tak, czy wręcz przeciwnie czegoś nie zrobił. Niepewność doprowadzała go do szału. Pod wieczór, gdy Czarny zajechał przed dom i zaparkował motor, nie wytrzymał:
            - Gdzieś Ty, kurwa, był?! Ja tu ze strachu od zmysłów odchodzę?! Pogięło Cię, koleś?!
            Szedł za milczącym Mrokiem i wrzeszczał. Nie trwało to jednak długo, jego towarzysz chwycił go za rękę i zawlókł do pokoju. Tam rzucił go na łóżko, zdjął gruby pas, który opasywał jego biodra i… sprał mu tyłek.
-Wiesz za co! – rzucił zanim wyszedł.
            Jasne, że wiedział, co nie przeszkadzało mu obrazić się na Czarnego i rozcierać obolałe pośladki. Bolało, bolało, jak cholera,  pomimo delikatnego wyglądu chłopak miał ciężką rękę. Jego złość nie trwała długo, tego dnia przy kolacji Mrok wręczył mu płaską paczkę.
            - Dla Ciebie – powiedział tylko.
            Wewnątrz znajdował się pięknie wydany album ze zdjęciami najpiękniejszych szczytów z różnych zakątków świata. Nino dotykał książki prawie z nabożeństwem, odwrócił się, by podziękować, ale ofiarodawcy już nie było.
            Tak… życie z Mrokiem nie należało do najłatwiejszych. Z drugiej jednak strony było ekscytujące. Nino nie buntował się przeciwko tajemnicy, jaka otaczała jego gospodarza. Spokój tego dziwnego chłopaka udzielił się także jemu, jednak gdzieś w głębi jego serca wciąż tlił się strach.
            Przeglądając biblioteczkę Mroka Nino znalazł książkę kucharski i podczas nieobecności Czarnego próbował swych sił w kuchni. Odkrył, że jest tym dobry. Poza tym lubił to zajęcie, a najbardziej cieszyło go uznanie, jakie widział w oczach Mroka, gdy częstował go swoimi dziełami.
            Teraz też męczył się właśnie nad sosem, który za żadne skarby świata nie chciał uzyskać wymaganej konsystencji, gdy usłyszał warkot motoru przed domem. Wyjrzał przez okno i zobaczył, jak Mrok parkuje pojazd. Nino uśmiechnął się, wyjął z szafki dwa talerze i zakrzątnął się dookoła kuchni.
            Trzasnęły drzwi wejściowe.
            - Obiad prawie gotowy – krzyknął Nino. – Umyj ręce i możemy siadać do stołu.
            Mrok wystawił głowę przez drzwi. Rozejrzał się i posłusznie poszedł do łazienki. Nino spojrzał za nim czując lekki niepokój. Coś było nie tak. Mieszkając z Czarnym nauczył się odczytywać najmniejsze zmiany w zachowaniu swego wybawcy i teraz był pewien, że zdarzyło się coś, co wytrąciło go z równowagi.
            Obiad upłynął im w milczeniu. Nino dłubał widelcem w talerzu, tak starannie przygotowywane potrawy smakowały mu teraz jak papier. Mrok także bardziej patrzył w talerz niż jadł. Niepokój doskwierał Nino coraz bardziej…
            Po obiedzie Czarny wstał i bez słowa wyszedł z kuchni, Nino zabrał się za sprzątanie. Nie umiał jednak zapanować nad narastającym przeczuciem, że stało się coś złego, że zbiera się na burzę. Zdążył powkładać brudne naczynia do zlewu, gdy do kuchni wrócił Mrok i rzucił na stół gazetę. Nino spojrzał zdziwiony najpierw na chłopaka, a potem na gazetę. Wytarł ręce i podniósł ją ze stołu. Na pierwszej stronie duży nagłówek głosił: „Egzekucja czy gangsterskie porachunki?” zaraz pod nim znajdowało się czarno-białe zdjęcie, na którym widać było policję i ciała czterech mężczyzn.
            Mrok stanął z boku i intensywnie wpatrywał się w czytającego Nino.
            Chłopak szybko przebiegł tekst wzrokiem, ale nie znalazł w nim nic, co miałoby związek z nim lub z Mrokiem. Zaczął więc jeszcze raz, tym razem dokładnie czytać cały artykuł. Napisano w nim, że wczoraj wieczorem na terenie zamkniętej fabryki znaleziono ciała bezimiennych mężczyzn, każdy z przestrzeloną czaszką. Fachowa robota – jeden strzał w podstawę czaszki. Niestety, miasto cierpiało z powodu korupcji a porachunki rywalizujących gangów były na porządku dziennym. Codziennie słyszało się, że ktoś zginął, kogoś pobito… Ponownie spojrzał na zdjęcie i… z jego ust wyrwał się cichy jęk. Pomimo kiepskiej jakości zdjęcia rozpoznał swoich oprawców. Nogi odmówiły mu posłuszeństwa, usiadł ciężko na krześle, gazeta wypadła mu z rąk. Rozkojarzony spojrzał na Mroka.
            - Jak to się stało? – zapytał. – Kto..? Kiedy..?
            Czarny milczał, jego twarz przypominała maskę, nie wyrażała nic.
            Nino wstrzymał oddech, do głowy przyszła mu pewna myśl, która nie dawała mu spokoju.
            - Mrok… – zaczął i zawahał się na chwilę, ale musiał wiedzieć. – Czy … czy to ty ich zabiłeś?
            W oczach Czarnego na tysięczną część sekundy pojawił się tak dobrze już znany Nino ból. Spojrzał chłopakowi prosto w oczy. Trwali tak połączeni tym spojrzeniem kilka chwil.
-         Nie – powiedział w końcu Mrok i wyszedł.

***

„Pozbądź się go!”
Milczenie.
„On nie może tu zostać, rozumiesz!”
„Ale…”
„Tu nie ma żadnego „ale” …, nie może go być! To trwa już zbyt długo!”
„On nie ma gdzie wrócić…”
„Co to Ciebie obchodzi?!”
Milczenie.
„Wiedziałem, wiedziałem, że tak będzie! Przywiązałeś się do niego! Zrobiłeś to, choć wiedziałeś, że ci nie wolno, że nie masz prawa!”
Cisza.
„No, powiedz coś!!!”
„Nie chcę, żeby tam wracał… do tego bagna w którym żył… On… już zaczął się uśmiechać…”
„I co z tego? Tu chodzi o życie – Twoje życie, rozumiesz to??!!”
Milczenie.
„Dobrze, jeżeli musisz znajdź mu pracę, znajdź mu mieszkanie, ale pozbądź się go stąd! Pozbądź się go ze swojego życia! On musi zniknąć, rozumiesz? Jest dla Ciebie niebezpieczny!”
            Cisza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz